Depresja a szkoła/studia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Depresja a szkoła/studia

przez evelina 20 wrz 2008, 15:06
ja jestem na 5 roku studiów i wiem że nie mogę ot tak sobie ich przerwać ponieważ pobieram rentę bywają chwile że mam studiów serdecznie dość a nawet dziekanki nie mogę wziąć ... i jakoś muszę dotrwać do końca...no chyba że zabiorą mi wszelkie dochody i nie będę miała za co żyć utrzymuję się sama a na wsparcie rodziców nie mogę liczyć...
evelina
Offline

Re: Depresja a szkoła/studia

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 21 wrz 2008, 00:17
Już widzę tego potężnego doła po nieudanym dniu na studiach..............kurde...jak mi w tym roku z ludżmi nie wyjdzie to sobie strzele w łeb
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Depresja a szkoła/studia

przez evelina 21 wrz 2008, 16:34
człowiek nerwica napisał(a):Już widzę tego potężnego doła po nieudanym dniu na studiach..............kurde...jak mi w tym roku z ludżmi nie wyjdzie to sobie strzele w łeb



CN spokojnie.. relacje na studiach z ludźmi są ważne ale nie najważniejsze.. To TY SAM jesteś odpowiedzialny za skończenie studiów ponieważ sam piszesz pracę i sam się bronisz.. a relacje z ludźmi to jakby dodatek.. ja studiuję już 5 lat jest u mnie na roku ok 180os a tak naprawdę znam może 5.. POWODZENIA:)
evelina
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Depresja a szkoła/studia

przez Misiek 21 wrz 2008, 19:21
człowiek nerwica, spokojnie... będzie dobrze... :smile:
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Depresja a szkoła/studia

Avatar użytkownika
przez eligojot 21 wrz 2008, 22:31
Chcialbym oficjalnie zaanuncjowac ze za tydzien rozpoczyna sie rok akademicki. Niestety widzialem swoj
plan - od 8 laboratoria, wieczorami do 20 wyklady. Juz wiem, ze najwiekszym moim problemem
bedzie ranne wstawanie. Teraz budze sie o 10, a za tydzien bede musial byc na nogach o 6
jak nie wczesniej. Agrrr....
Bóg zawsze odpowiada na prośby. Czasem jednak odpowiedź brzmi: "Nie".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
710
Dołączył(a)
09 paź 2007, 17:05

Re: Depresja a szkoła/studia

Avatar użytkownika
przez Lariana 22 wrz 2008, 21:50
Stwierdziłam że nie mogę wchodzić w ten temat bo działa na mnie destrukcyjnie ,tzn. daje mi inspiracje w życiu..
Jestem chora i chodze do szkoły i mogłabym wytrzymać pare godzin ale wolałam się zwolnić i wrócić do domu ... Wymówki ,to nie dobre.
Tak samo pewne miejsca ,gdzie spotkam pewnych nie lubianych ludzi i strach .
Za bardzo złe zachowania moja podświadomość lubi podchwycić
'A ja za dużo widzę, zbyt mocno czuję'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
463
Dołączył(a)
13 sie 2008, 16:02

Re: Depresja a szkoła/studia

przez Misiek 25 wrz 2008, 14:53
eligojot, Dasz rade... to kwestia przyzwyczajenia ... :smile:
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Depresja a szkoła/studia

Avatar użytkownika
przez linka 29 wrz 2008, 22:14
Ja już nie mogę się doczekać aż pójdę do szkoły, zaczynam w domu gnić i jeszcze po ponad pół roku powróciły (dzięki Bogu tylko niektóre) objawy nerwicy.
Na szczęście moi uświadomieni w sytuacji znajomi są tak kochani, ze się mną zajmą troskliwie tak że nie będę miała czasu myśleć io paskudnej nerwicy.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Depresja a szkoła/studia

przez Pchła 30 lis 2008, 22:01
Nie wiem już co robić, jak sobie poradzić. Nie wiem czy kiedykolwiek będę miała wykształcenie wyższe niż średnie... W zeszłym roku poszłam na studia i zrezygnowałam po miesiącu z powodu ostrej depresji (po prostu już nie wstawałam z łóżka, całe dnie płakałam, nie miałam siły ani chęci do życia, a w dodatku kierunek studiów jaki wybrałam okazał się totalnym rozczarowaniem). Chodziłam na terapię przez cały rok, brałam leki. Czułam się już dużo lepiej, miałam ambitne plany, bardzo chciałam zacząć studia jeszcze raz. I tak zrobiłam, wybrałam już inny kierunek, ten z kolei okazał się strzałem w dziesiątkę - ciekawe przedmioty, fantastyczni ludzie, co było dla mnie miłą odmianą po liceum i gimnazjum, w których zawsze byłam na uboczu, nielubiana przez klasę. I teraz koszmar znów powrócił... Nie umiem się uczyć, mam kiepskie wyniki, dodatkowo znowu zaczęłam brać leki które mnie otępiają i usypiają, co utrudnia mi naukę jeszcze bardziej. Mam koszmarne lęki, moja samoocena spadła poniżej zera, czasem czuję się tak bezwartościowa że boję się odzywać do ludzi czy nawet kupić coś w sklepie (niekiedy jest to tak silne, że rezygnuję z zakupów pomimo że czegoś potrzebuję). Oprócz tego mam ogromne napady wściekłości i agresji, nie wiem skąd mi się to bierze - a jest to tak silne i trudne do opanowania, że wczoraj zwyzywałam własną matkę... Nie umiem sobie radzić, czuję się przegrana, boję się że nie dam rady skończyć studiów, a bardzo, bardzo bym chciała. Dodatkowym czynnikiem pogłębiającym mój "dół" jest to, że z moją matką jestem w naprawdę kiepskich kontaktach (rok temu jeszcze niby rozumiała moją depresję, ale teraz chyba jej się już znudziło i mówi, że jestem histeryczką, mam podły charakter, inni mają gorsze problemy i ogólnie żebym "wzięła się wreszcie w garść") i bardzo zależy mi na tym, żeby się wyprowadzić z domu - mieszkam na niemalże odludziu, do autobusu mam prawie 3 km na piechotę, nie mam samochodu, więc codzienne "spacerki" są dla mnie kolejnym czynnikiem, który sprawia, że czasem po prostu nie czuję się na siłach iść na zajęcia, tym bardziej że po półgodzinnym "spacerku" jadę jeszcze 1,5 godziny na uczelnię. Z kolei nie mam za bardzo możliwości, żeby wynająć jakieś mieszkanie w mieście, bo nie zarabiam i studiując dziennie nie mam nawet czasu żeby pracować.
Wiem, że się rozpisałam, ale musiałam gdzieś "wypluć" moje smutki i wątpliwości... Nie wiem już jak mam postąpić, jak sobie radzić, jak zaliczyć choćby ten pierwszy semestr studiów...
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
19 lis 2007, 14:52

Re: Depresja a szkoła/studia

Avatar użytkownika
przez julie 02 gru 2008, 22:56
Pchła, doskonale Cię rozumiem;
sama studiowałam, tyle że 1,5 roku, nawet układało mi się z ludźmi i na studiach jako tako; nie mniej jednak zanim zaczęłam naukę, pracowałam ok roku za granicą i bardzo to przeżyłam (ciężka robota, z dala od domu + parę cięższych przeżyć), tak że po powrocie trudno było mi się przyzwyczaić do życia w kraju; ostatecznie szkoła zaczęła bardzie mnie wkur*** niż satysfakcjonować, podnobnie ze wszystkim naokoło-rzuciłam ją w "kibinimatry" i jestem ze średnim wykszt czyli z niczym, ha; a miałam kiedyś taki zapał do nauki i życia-strach to stwierdzić ale wypliłam się doszczętnie i dziś w wieku 22 lat jestem kłębkiem zrezygnowanych z życia nerwów; a na samo słowo szkoła robie się chora...; chyba ta zagranica tak mnie znerwicowała; zresztą może życie w ogóle;
:arrow: jeśli jesteś zadowolona ze studiów to super!, masz jakąś motywkę do nauki:) a tak wiele osób studiuje bo po prostu nie wie wie na dobrą sprawę co ze sobą zrobić; więć trzymaj się i walcz:) dla siebie i dla swojego życia:) mimo wszystko:)
a co do rodziców to też mnie rozumieli...przez jakiś czas, a teraz twierdzą że jestem leserem i pierdzielę gupoty i żebym żyła "jak moje koleżanki", których notabene już nie mam bo mają swoje życie;
dowcip i tragikomedia zarazem, nikt Cię nie rozumie, nawet Ty sam(a) chwilami;

powodzenia & greets
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Re: Depresja a szkoła/studia

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 04 gru 2008, 00:41
miałam kiedyś taki zapał do nauki i życia-strach to stwierdzić ale wypliłam się doszczętnie i dziś w wieku 22 lat jestem kłębkiem zrezygnowanych z życia nerwów; a na samo słowo szkoła robie się chora...;

Mam tak samo dokładnie w wieku 21lat.....
Nie widze przed sobą żadnych perspektyw dobrych.....boje się pracy,szkoły,najogólniej ludzi.w dodatku stany depresyjne...
Na studiach musze być bo rodzice za te studia płacą....a każdt dzień na studiach kosztuje mnie tyle nerwów,zachwiań emocjonalnych,zawsze jak kończą się zajęcia to czuje ogromnego doła,....i mam lęki w autobusie i pociągu....
a tak wiele osób studiuje bo po prostu nie wie wie na dobrą sprawę co ze sobą zrobić

Ja tak właśnie studiuje :roll:
w dodatku ciagle coś mi jest:(...Przegrałem swoją młodosc i swoje życie:(
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Depresja a szkoła/studia

przez Black Angel 05 gru 2008, 03:14
JA mam tak samo jak Wy, więc jest nas więcej ;) Chętnie opowiedziałabym Wam swoją historię, ale tego byłoby za dużo na to forum. Generalnie myślę, że , moja depresja byłaby mniejsza, gdybym miała prawdziwych przyjaciół, takich którzy mnie rozumieją, akceptują taką, jaka jestem i oczywiście z którymi można co tydzien imprezować na przykład. Doszłam do tego, że właśnie od tego uzależniam sens mojego zycia po części. A Wy tez tak macie? MAcie jakichś przyjaciół, znajomych? Na poczatku studiów miałam paczkę, ale już się z nimi nie koleguję, gdyż czułam się nieswojo i sztywno w ich towarzystwie, zaczęły sie tez tajemnice w towarzystwie... Teraz ciężko mi wejść w jakieś bliskie relacje z innymi... Dlatego też dołuję sie na zajęciach i jest ciężko... Chociaż staram się jakoś nastawiać pozytywnie, myśląc, że może tak naprawdę mogę wszystko, mogę mieć dużo przyjaciół i ode mnie wszystko zależy, ale to tylko chwilowe myślenie i chwilowa ulga, potem znów wszystko wraca...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
07 lis 2008, 00:54

Re: Depresja a szkoła/studia

Avatar użytkownika
przez Matilde 06 gru 2008, 00:34
Ja trzymam się kurczowo studiów, już trzeci rok... Z jednej strony te studia były ucieczką do nowego życia, z drugiej męką. Wakacje po maturze były jednym koszmarem. wtedy wszystko się zaczęło. Bardzo chciałam iść na studia, żeby się z tego wyrwać. Udało się, cudem. Przeniosłam się do dużego miasta, tak się cieszyłam że nikt mnie nie zna. Ale z drugiej strony wszystko było na mojej głowie, musiałam sobie radzić sama, o wzystkim myśleć, choć chciałam tylko odrobiny spokoju. Nie miałam go. W dodatku następne ciosy, bliska osoba w szpitalu, na granicy życia... Myślałam że tego nie wytrzymam. Sama się dziwiłam że funkcjonuję, radzę sobie, tak jakby ktoś inny żył za mnie a ja się tylko przyglądałam. Byłam w okropnym stanie, miałam się z nikim nie zapoznawać, ale nie dało się. Trafiłam na dziewczynę, która przykleiła się jak bluszcz, nic nie robiła beze mnie, w dodatku nie rozumiała, że nie mam siły mówić o sobie czy słuchać jej głupich plotek. Czułam że się duszę w tej znajomości. Zerwałam w drugim semestrze i bałam się do kogokolwiek odezwać. Później kłopoty z nauką, poprawki, ucieczka z egzaminu... Ten cholerny warunek, przez który straciłam zdrowie... Po drodze kolejna osoba którą bardzo zraniłam i nie mogę tego odwrócić. I teraz od sierpnia jest coraz gorzej, z każdym dniem tracę nadzieję i sens tego całego życia... ale na uczelni teraz chyba czuję się najlepiej. Ludzie z roku wydają mi się milsi i zarazem bardziej obojętni, co mi pasuje. Nie uczę się mam dobre wyniki - nie zależy mi - nie stresuję się - cos naściemniam na kolosie - zaliczę. Cud. Ale to niesprawiedliwe. Widzę jak inni nie dają rady i wiem że wiem mniej od nich. A po zajęciach uciekam do siebie i śpię... zero aktywności towarzyskiej, nie mam sił. Staram się nie zrobić sobie krzywdy choć mam na to wielką ochotę. nawet już nie używam ostrego noża żeby mnie nie kusiło. I tak to u mnie wygląda
"Bo tak naprawdę jedyna droga do tajemnicy prowadzi przez rozpacz. Można by wręcz powiedzieć, szczęśliwi, których stać na rozpacz"
W. Myśliwski - Widnokrąg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
27 lis 2008, 00:16
Lokalizacja
CK

Re: Depresja a szkoła/studia

przez Pchła 06 gru 2008, 01:10
Cóż, widzę że ja mam trochę inaczej... Do tej pory, w liceum i we wszystkich wcześniejszych szkołach, było tak, że kiedy nie miałam siły się uczyć to właśnie coś naściemniałam, trochę polałam wodę i zaliczałam każdą klasówkę choćby na tą dwóję. Na studiach jest mi o wiele trudniej - przede wszystkim, żeby zaliczyć nie wystarczy już uzyskać 30% punktów, a 50%, do tego nawet jak się uczę i staram to mi nie wychodzi. Jak na razie zaliczyłam tylko 1 kolokwium i to tylko dlatego że mi profesorka naciągnęła ocenę. Zresztą - ostatnio pisałam poprawkę z trudnego kolosa i wiedząc, że mogę znów nie zaliczyć, zrobiłam sobie ściągę w formie nagrania na MP3 - pisałam z słuchawką w uchu i wszystko niemal napisałam korzystając z tej właśnie ściągi. I co? Zabrakło mi 0,5 pkt do progu zaliczenia, na szczęście profesor mi naciągnął i zaliczył... Czasem mam wrażenie, że co bym nie zrobiła to i tak nie dam rady się utrzymać na studiach, czuję że się do tego po prostu nie nadaję i że jestem zbyt głupia. Czuję się gorsza i głupsza od innych, bo nawet osoby, które uważałam za średnio inteligentne bądź wybitnie leniwe, zaliczają bez problemu...

A jeśli chodzi o życie towarzyskie to ja właśnie najchętniej żyłabym tylko spotkaniami i imprezowaniem, bo w ten sposób się odstresowuję i stwarzam sobie przynajmniej pozory tego, że żyję tak jak inni, że żyję normalnie...
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
19 lis 2007, 14:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do