Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Lęk

Znaleziono 46 wyników

  1. Cześć wszystkim. Od dłuższego czasu (w sumie to od gimnazjum, a mam 23 lata) zmagam się z brakiem pewności siebie. W czasie okresu szkolnego (koniec gimnazjum i początkiem klasy średniej) opuszczałem zajęcia, zostawałem w domu ponieważ czułem lęk idąc tam. Byłem także pod koniec gimnazjum u psychologa, niestety źle to wspominam. Z czasem było trochę lepiej ale po ukończeniu szkoły zacząłem się przejmować ludźmi kto coś o mnie myśli czy mówi. Tak jak teraz mam lęki idąc np. do kościoła (przy większym gronie ludzi) lub myśląc o czymś do przodu bojąc się że dostanę np. mandat za przekroczenie prędkości lub za cokolwiek.. Z nerwów potrafię "przewracać" oczami w stresujących momentach. Myślałem, że z wiekiem to minie ale niestety jest coraz gorzej. Mam kompleksy, ponieważ jestem chudy i ciężko przez stres przybrać mi na masie. Szybko się poddaje np. podczas ćwiczeń mam zapał parę dni później odpuszczam lub chcąc rzucić palenie przestaje na ok. 1 miesiąc potem znów do tego wracam (palę e-papierosy, a w 3 klasie technikum rzuciłem tradycyjne). Często także rozmyślam o przeszłości, ponieważ miałem taki okres w życiu że źle traktowałem swoich bliskich oraz dużo piłem alkoholu (w sumie teraz w cięższych chwilach też sięgam po alkohol myśląc, że to może pomoże :)). Po ukończeniu szkoły ciężko było mi utrzymać się w jakiejkolwiek pracy (zwolniłem się sam z własnej woli pod wpływem emocji), obecnie od paru miesięcy pracuje ale jest to praca na magazynie z małą ilością osób (więc stres nie jest tak duży), a chciałbym się rozwijać niestety boję się, że znów ktoś "krzywo" na mnie popatrzy itp. Czasem gdy mam "doła" mam myśli samobójcze (chociaż wiem że i tak do tego nie dojdzie). Co do mojego stosunku do ludzi stałem się strasznie nerwowy, łatwo potrafię na kogoś popatrzeć z pogardą czy powiedzieć coś obraźliwego. Próbowałem namówić samego siebie na wizytę u psychologa czy psychiatry ale później rozmyślam czy to na pewno coś da.. Próbowałem także zażywać leki uspokajające, ashawgande niestety nic nie pomagało. Wiem, że moja przypadłość jest duża oraz że wyżalam się z czym nie czuję się dobrze i oddałbym wszystko aby być lepszym co siebie i innych ludzi. Chciałbym normalnie zacząć żyć i cieszyć się życiem. Z góry przepraszam jeżeli źle przybrałem w zdania, starałem się opisać jak najdokładniej swoją przypadłość. Pozdrawiam i życzę miłego dnia .
  2. Witam, to mój pierwszy wpis. Mam świeżo 17 lat - Otóż problem zaczął się miesiąc temu. Na wfie spojrzałam na przyjaciółkę i zaczęła się "jazda" - A co gdybym ją pocałowała? Nie wiem, od razu ogarnęło mnie uczucie gorąca, jakby wybuchł we mnie lęk. Zaczęłam się tym martwić później cały WF. Ale nic z tego, lęk zadomowił się u mnie i nadal sobie mieszka. Jest lepiej, ale nie najlepiej, a bardzo bym chciała by to zniknęło. Kiedyś jak byłam mała 10 lat ok. to też to miałam, ale zniknęlo i żyłam sobie normalnie jako hetero. Później wiek 13/14 lat, znowu to samo bo spodobał mi się wygląd jakiejś dziewczyny, na szczęście mama po chyba 10 razie rozmawiania ze mną mi uświadomiła, że skoro od zawsze podobali mi się chłopacy, to orientacja na siłę i sama z siebie nie może mi się zmienić. Wtedy powiedziałam sobie "Racja, że też na to nie wpadłam" i tak oto lęk uciekł. Aż do teraz. Zawsze traktowałam miłość poważnie, to jedna najważniejsza wartość w moim życiu. Nie obchodzili mnie homoseksualiści, też akceptuję ich nadal i nic do nich nie mam, ale sama siebie w tym nie widzę. Wręcz nie chcę. To jest rzecz której się przeraźliwie boję, czuje że gdyby się okazało że jestem to cały mój świat by legł w gruzach a ja na pewno bym sobie nie chciała nikogo znależć - wolę żyć sama niż z inną kobietą, dla mnie to jest po prostu straszne. Chcę mieć dzieci, mam chłopaka i miałam wcześniej też, w przedszkolu podobał mi się chłopak. Gdyby nie ten durny WF, to dalej byłabym szczęśliwa. Ale już sama nie wiem co robić, mam wrażenie jakbym siłowała się ze swoim mózgiem kto ma racje, mimo że przeczytałam 01938120 forów, rad, wszystkiego na świecie to nie jestem w stanie przekonać się i nie wierzę sobie że nie jestem. Po prostu nie wiem czy to zalezy od tego że mam małą wiarę w siebie czy co, w ogóle nie jestem w stanie się odciąć od tych zmartwień. Teraz jest lepiej staram się je bagatelizować itp. ale ja chcę wiedzieć że nie jestem, bo jeśli się okazałoby że jestem to ja nie wiem co bym zrobiła, chyba najgorsze co można sobie wyobrazić... Byłam raz u psychologa, pani powiedziała że to przez stres, że napięcie przeformowało się w coś takiego, bo przed tym lękiem miałam 2 inne, jeden po drugim (ten jest trzeci). Najpierw bałam się że zaszłamw ciąże, poxniej ze kreci mi sie w glowie i to jakas choroba (wszystko oczywiscie wymyslone, wyszlam z tego sama) ale teraz jakis idiotyczny homoseksualizm, 3 raz w zyciu sie tym zamartwiam i nawet nie pomaga mi to, że jak już opracowałam to kiedyś i wyszłam z tych zmartwień awięc nie mogę być homo, to nadal to nie pomaga. Nie wiem co mam robić, wkurza mnie to, chcę być szczęśliwa będąc w związku, a gdy wyobrażam sobie że zrywam z tego powodu z moim chłopakiem to jest równoznaczne do zmarnowania sobie życia, bo go naprawdę kocham. No właśnie ,tu też jest strach że może go nie kocham, ale jakim cudem miało się to zmienić po jednej myśli na WFIE. Pomóżcie, powiedzcie jak uwierzyć w to, że to natręctwo a nie prawda... bo ja naprawdę nie wiem co mam robić, to mnie męczy, prześladuje, nie mogę przez to spać, serce mi wali...
  3. Książki psychologiczne, poradniki, rozwój osobisty Bardzo chciałabym zrozumieć swoją psychikę. Jednym za sposobów mogą być książki. Zaczynałam już czytać lub słuchać wielu książek ale większość ma tylko piękne tytuły, a ich treść mnie trochę rozczarowała. Dlatego proszę o polecenie wszystkich książek które według was mają wartościową treść. Obecnie najbardziej zależy mi na książce która będzie miała konkrety, informacje, bo często odnosiłam wrażenie że w książce psychologicznej jest mnóstwo tekstu, i w sumie to nie wiadomo co z niego wynika. Tematy które chciałaby, zgłębić to przede wszystkim nieśmiałość, jej pokonywanie, budowanie relacji z ludźmi, jak być lubianym przez ludzi oraz wszystko co dotyczy pokonywania strachu i własnych ograniczeń. Jeśli znacie dobre książki na inne tematy również chętnie się o nich dowiem Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
  4. Betixa

    Skutek uboczny

    Psychiatra przepisała mi leki Prefaxine 37,5 (wenlafaksyna) oraz Ranofren 5 mg (olanzapina). Ranofren biorę wieczorem, a Prefaxine rano. Ranofren miałam brać przez 2 dni pół tabletki, a potem już jedną, a Prefaxine jedną tabletkę przez 3 dni, a potem już dwie. Wczoraj zaczęłam brać 1 tabletkę Ranofrenu, już bez podzielania i ok. 2 h później zaczęłam się czuć jakbym miała zaraz upaść gdy wstałam z krzesła, czułam taką jakby bezwładność w nogach, a gdy się czegoś przytrzymałam to minęło. Czy mam to potraktować jako zwykły skutek uboczny towarzyszący przyjmowaniu psychotropów, zignorować i brać dalej? Czy to z czasem minie? Boję się, że dziś wieczorem znowu się tak poczuję
  5. Czy ktoś z was też boi się brać leki? Do tego stopnia, że ich nie bierzecie w końcu, nawet jak są wam przepisane i nawet gdy już macie je kupione? Ja tak mam, prawdopodobnie od nerwicy lękowej. Ale najbardziej boję się psychotropów, które dzisiaj już będę miała kupione... Choć boję się to eufemizm przy tym co w związku z tym czuję, no jestem przerażona po prostu Boję się że ich nie wezmę gdy mnie ogarnie paraliżujący lęk przed skutkami ubocznymi (nie umiem znosić wszelkich niedogodności, więc nawet zwykła senność mnie zdołuje), a tak bardzo ich potrzebuję, bo moje choroby psychiczne robią się coraz bardziej zaawansowane Ktoś z was też tak miał z lekami na zaburzenia psychiczne (ja mam przepisaną wenlafaksynę i olanzapinę)? Jak sobie z tym poradziliście? Jak się zmusić?
  6. Kaasia

    dubel

  7. Cześć, czy jest ktoś może na tym forum który ma lek przed nowym otoczeniem ludźmi, praca? Odkąd pamietam panicznie boje się nowych miejsc, ludzi, otoczenia, nie potrafię pójść sama do podstawowych miejsc, podjęcie nowej pracy jest dla mnie bardzo dużym wyzwaniem, 4 lata pracowałam w firmie której nienawidziłam za każdym razem gdy podjęłam decyzje o zwolnieniu i to zrobiłam, po kilku dniach bądź tygodniach wracałam, gdy dostaje tylko zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjna do nowej pracy wpadam w panikę cały czas o tym myśle ( z reguły myśle za bardzo), rozmyślam różne scenariusze które są oczywiście jak najgorsze, nie dam sobie rady, nie będę potrafiła czegoś zrobić, zrobię siebie kretynke, stanie się wszystko co najgorsze i w efekcie końcowym nawet dzień przed takim spotkaniem nie jestem w stanie jej odbyć, czuje wewnętrzny niepokój, cala sie trzęsę, ostatnio doszło tez drapanie sie nieświadomie po palcach czasem do ran, nawet jak jestem już przed budynkiem panikuje dostaje atak duszności wracam do domu potem sama siebie za to nienawidzę, przez to wszystko czuje się coraz gorzej czuje ze w niczym w życiu nie jestem sobie w stanie poradzić
  8. Dzień dobry, Chce napisać tutaj o moim obecnym życiu, mam mniej niż 24 lata nic nie osiągnełam/em w życiu, mam depresje stwierdzoną na podstawie wywiadu z psychiatrą, prawdopodobnie mam też zaburzenia obsesyjno kompulsywne, lęk społeczny, może nawet urojenia ksobne albo postawę osobną, zawsze jak gdzieś jestem poza domem, nieważne gdzie to mam wrażenie że każdy mnie obserwuje, zwraca na mnie uwage, jestem przez to skrępowana/y, chodzę niepewnie, cicho mówię, nie wiem gdzie patrzeć, wstydzę się przy wszystkich jeść,gadać,śmiać się,przebywać ,mam cały czas smutną/ ponurą minę i napięte mięśnie twarzy.ciągle o tym myślę jaką mam minę jak inni mnie widzą i myślę o każdym swoim ruchu, rzadko wychodzę na zewnątrz. Dużo leżę/śpię. Nie mam znajomych/przyjaciół,chłopaka/dziewczyny. Nie mam energii od dawna. Od zawsze bardzo negatywnie myślę i jestem lękliwy/a. Poważna/y,nie mam mimiki bo wstydzę się swojej twarzy. Jestem brzydki/a i nieatrakcyjny/a (wychudzony/a bo mało jadłem/am) kolejnym problemem jest skolioza z mojej winy ponieważ kiedyś jak mogłem to nie ćwiczyłam/em i wadą się pogłębiła. Odechciewa mi się żyć zwłaszcza przez to, myślę o samobójstwie( ale boję się bólu fizycznego) te problemy o których napisałem/am na początku mam od kilku lat. Czuje że mam zmarnowane życie. Chciałabym/ałbym być wielki/a, ale jestem nikim. Często widzę siebie tak jakby patrzyła na mnie druga osoba, w sensie że wyobrażam sobie jaka mam minę.albo jak siedzę to myślę jak wyglądam wyobrażam sobie
  9. Ma ktoś z was tak, że budzicie się po ok. 3 h (a nawet mniej) snu w nerwicy, nie mogąc oddychać, a z początku macie wrażenie, że spaliście o wiele dłużej? I dopiero potem jak wstajecie czujecie zmęczenie jeszcze i jak spojrzycie na godzinę to nie możecie uwierzyć żey minęła np. dopiero jedna godzina? Ja mam tak od 2 dni, już wcześniej miałam często problemy ze snem (wybudzałam sie zbyt szybko nie mogąc oddychać), ale nigdy aż tak źle nie było. Dziś w nocy doszło uczucie zimna i tak jakby drętwienia nogi/ręki (drętwienie miewałam, ale nigdy zaraz po przebudzeniu, a ostatnio miałam stres i sie to drętwienie pojawiło, jakos wczoraj chyba, no i dzisiaj znów, tylko zaraz po obudzeniu), koszulka w której śpię z lewej strony wydawała się chłodna, a gdy próbowałam dotknąć brzucha z lewej strony kawałkiem materiału z prawej strony koszulki, to już tego zimna nie czułam, co wydawało mi sie dziwne bo koszulka nie jest mokra ani zimna w dotyku dłoni. Mam też kłopoty z wypróżnianiem, [!!!!! UWAGA TO CO TERAZ TU NAPISZĘ MOŻE WYDAĆ SIĘ OBRZYDLIWE, WIĘC JEŚLI JESTEŚ WRAŻLIWY NA TAKIE RZECZY NIE CZYTAJ DALEJ !!!!!] kał niby wychodzi dość miękki, ale tak trudno mi go wypróżnić, jakbym miała zaparcie.. Podejrzewam że to od nerwicy albo depresji. Spędzam dużo czasu w ubikacji zanim uda mi się coś wypróżnić. Często boli mnie brzuch w okolicach jelit, czasem mnie zemdli w jelitach i jeśli uda mi sie pozbyć kału podczas tych mdłości, to jest to biegunka. No i dzis w nocy, jakies 2 h temu, jak sie obudziłam po godzinie snu, to z początku nic związanego z wypróżnianiem nie czułam, ale potem nagle mnie zabolało - uwaga - w lewej stronie brzucha i pobolewa mnie do tej pory z przerwami. Akurat tam gdzie czułam to zimno... Czy to może miec jakis związek? I czy ktoś z was ma/miał podobnie? Niby wiem, że to nerwica, ale z drugiej strony nie mam żadnej diagnozy jeszcze (często unikam lekarzy z powodu fobii społecznej) i cały czas boję się też że to jednak może być jakaś fizyczna choroba, a ja ignorując to i mówiąc sobie "uspokój się, to tylko od nerwicy" tylko sobie szkodzę i objawy się pogorszą... I dlatego przekonywanie siebie że to tylko nerwica niewielie daje Jestem pełna wątpliwości, to pewnie pochodzi z mojego niskiego poczucia własnej wartości i pogorszonego myślenia przez depresję, mam też wrażenie że nie potrafię adekwatnie opisać moich uczuć i dolegliwości...
  10. Ktoś z was miał refluks spowodowany przez nerwicę lękową? U mnie się to podejrzewa, bo mam flegmę w nosie i gardle przez którą ciężko mi się oddycha oraz zgagę, no i oczywiście objawy nerwicy lękowej. Obecnie biorę tabletki Texibax i pomagają one na zgagę, ale nadal nie mogę oddychać przez flegmę. Czytałam, że flegma w refluksie bierze się ze stanu zapalnego spowodowanego podrażnianiem błony śluzowej gardła i nosa kwasem żołądkowym (mogę się mylić). Tak więc jestem ciekawa, jak wy się pozbyliście tego problemu z flegmą - pomogły leki na nerwicę? Leki na refluks? Jakieś inne leki bezpośrednio na stan zapalny?
  11. Witam. Założyłem ten temat aby podzielić się a także zrozumieć swój stan. Przez kilka lat leczyłem się na zaburzenie osobowości i fobie społeczną. Przyjmowałem takie leki: Coaxil 12,5 mg dwa razy na dobę, Sulpiryd 50 mg dwa razy na dobę, Duloksetyna 30 mg raz wieczorem i Trittico XR 150 mg na sen. Ten zestaw leków brałem kilka lat pod kontrolą lekarza a także chodziłem regularnie na terapie i było super. Czułem się radosny, zmotywowany, wszystko miało sens. Myśli były poukładane dawały kopa do działania. Po jakimś czasie moja terapeutka uznała że zrobiłem postępy, postanowiłem po obgadaniu z nią odstawić leki i spróbować żyć bez chemii. Zgłosiłem się do swojego psychiatry i dokładnie z nim to obgadałem, powiedział mi jak odstawić leki. I tu zaczął się koszmar, który trwa już do tej pory. Po stopniowym schodzeniu z leków jednego wieczora coś mi się stało. Był to czwarty dzień bez leku sulpiryd. Poczułem niesamowity ból brzucha i taki jakby kilku sekundowy szok, uderzyło to z zaskoczenia. Po tym fakcie strasznie mnie zemdliło i cały wieczór wymiotowałem. Na drugi dzień nie byłem w stanie nic zrobić, zero koncentracji, ból głowy, ból brzucha i straszna nerwica żołądka, każde wypowiedziane słowo lub myśl powodował odruch wymiotny (oddychanie także). Zgłosiłem się jak najszybciej do psychiatry i mu o tym opowiedziałem, zwalił to na objawy odstawienne i zapewnił mnie że wszystko z czasem minie. Zaufałem mu. Z dnia na dzień zamiast być lepiej było coraz gorzej. Z dnia na dzień stawałem się coraz bardziej przygnębiony, wystraszony i chaotyczny. Do tego cały czas towarzyszyły i towarzyszą mi objawy takie jak ból brzucha, wymioty, zawroty głowy, brak koncentracji i lęk oraz poczucie życia w bańce oraz natrętne obrazy i myśli wywołujące wymioty, tak jakby dwa obrazy się na siebie nakładały a mózg nie umiał ich rozdzielić i się przeciążał. Po oczyszczeniu organizmu z leków i pogarszającym się stanem z dnia na dzień poszedłem do innego psychiatry. On kazał mi brać anafranil w max dawce i haloperidrol, niestety zero efektu leczniczego. Objawy tak jak były tak się tylko nasilały. Zaliczyłem więc kilku lekarzy i terapeutów oraz testowałem różne leki... nic nie działało i nie działa, stałem się kompletnie lekooporny. Trwa to do tej pory... wymioty, natrętne myśli i obrazy, lęk, pssd, zaburzenia funkcji poznawczych, brak pamięci krótkotrwałej, to aktualny mój stan. Czy jest ktoś kto z takim czymś miał do czynienia? Nie wiem co robić, jak z tym żyć i co myśleć... leczyłem się na zaburzenie osobowości i fobie a skończyłem z jeszcze gorszym stanem. Za wszelkie odpowiedzi, rady jak z tym sobie poradzić itp. z góry dziękuję. PS: Powrót do sulpirydu nawet zwiększonej dawki nic nie dawał, wszystkie leki przestały na mnie działać nawet w max dawkach.
  12. Betixa

    Brak ruchu

    Mam objawy depresji (mam też sporo innych dolegliwości, psychicznych i somatycznych, np. duszności, lęki, osłabienie) i od ok. 2 lat całe dnie praktycznie spędzam w łóżku, wychodzę z pokoju tylko do łazienki i czasem zrobić sobie herbatę. Nie potrafię tego zmienić, bo nawet jak postanowię wychodzić na spacery, to maksymalnie na dwóch się kończy, ponieważ nie umiem być regularna. A obecnie dodatkowo demotywuje mnie mocniejsze osłabienie niż zazwyczaj - gdy chodzę albo stoję bardzo szybko się męczę, czuję się mocno ociężała i boli mnie dolna część pleców. Dlatego teraz już w ogóle nie wychodzę z domu, bo boję się co się może stać i jak się mogę czuć. Jakie są konsekwencje braku ruchu? Może gdy je poznam, to mnie to zmotywuje do rozpoczęcia regularnych spacerów. I czy w moim stanie to bezpieczne po prostu zacząć chodzić? Jak powinnam się do tego zabrać, by jak najmniej ucierpieć?
  13. Od jakiegoś czasu boję się brać leki, nawet jeśli nie są one ryzykowne, czytam wnikliwie ulotki i najmniejsza wątpliwość sprawia, że nie wezmę leku. To pewnie od podejrzewanej u mnie nerwicy lękowej, która sprawia, że odczuwam lęk wobec najmniejszej rzeczy i nie tylko. Jestem ciekawa czy ktoś z was też tak ma i czy macie jakieś sposoby żeby jednak wziąć lek mimo dużego lęku
  14. Witajcie, chce opisać swój problem, bo mam wrażenie, ze zaczyna już wymykać się spod kontroli i przechodzi na kolejne sfery mojego życia. Chodzi o jedzenie przy innych osobach, mniej lub bardziej mi znanych. Wydaje mi się, ze zaczęło się to od obiadów, spotkań z wtedy jeszcze „nieteściami”. Na każdym takim spotkaniu nie byłam w stanie zjeść obiadu przy stole, najgorzej oczywiście było z używaniem łyżki, czułam, ze przy każdym zbliżaniu łyżki do ust zaczyna mi się trząść ręka, a kark sztywnieje. Oczywiście doprowadziło to do tego, ze zaczęłam się zadręczać, ze jak ja wyglądam w ich oczach, ze to tak nie wypada przyjść do kogoś i nie jeść, kiedy wszyscy to robią. Znam ich już od 6 lat i ten problem nie mija, może z dwa trzy razy zdarzyło się, ze to „coś” występowało w mniejszym stopniu, tak ze byłam w stanie zjeść drugie danie. I o ile dobrze pamietam w tamtym czasie nie było innych sytuacji, kiedy taki paraliż podczas jedzenia mnie ogarniał. Jednak przez ostatnie miesiące zaczęło to pojawiać się tez w innych sytuacjach, i co mnie najbardziej martwi - w pracy. Nie jestem w stanie zjeść jogurtu, zupy, wszystkiego do czego potrzebna jest łyżka. Próbuje z tym walczyć, tłumaczyć sobie w głowie, ze przecież to tylko jedzenie, nikt na mnie nie patrzy, ale jest ciężko… nie pomaga mi to. Pojawił się tez lek przed podpisywaniem się, ostatnio była taka sytuacja, ze weszłam na spotkanie, które wcześniej zupełnie mnie nie stresowało, zero emocji, ale jak usiadłam przed dwójka ludzi i wiedziałam, ze zaraz będę musiała coś podpisać, to zaczęło robić mi się słabo, gorąco, zaczęłam wiercić się na krześle i mieć natrętne myśli, ze jak za moment dostanę kartkę i długopis, to nie będę w stanie się podpisać. Na szczęście stało się to po około 30 minutach, kiedy zamieniliśmy pare słów, te emocje opadły i byłam w stanie normalnie użyć długopisu. Boje się, ze zaczną dochodzić nowe sytuacje a w konsekwencji tego przestane normalnie funkcjonować. Co robić?
  15. Olliwiaa

    Witajcie

    Cześć wszystkim, na wstępnie zaznaczę, ze nie mam jeszcze postawionej diagnozy, natomiast czekam na wizytę u psychiatry. Odważyłam się w końcu to zrobić, bo czuje, ze nie poradzę sobie sama z tym, co mi dolega. Podejrzewam u siebie nerwice lekowa. Nie do końca wiem jak nazwać to, czego doświadczam. Ostatnio jest gorzej. Miewam ataki paniki, najczęściej czuje się wtedy jakbym za chwile miała zwyczajnie oszaleć. Potrafią pojawić się z nikad. Bardzo się wtedy boje, dostaje drgawek, ciezko Mi się uspokoić, nie mogę usiedzieć w miejscu, czuje przymus zrobienia czegokolwiek żeby tylko nie oszaleć. Zawsze po takich atakach jestem rozbita na kilka kolejnych dni. Ciagle o tym myśle, stresuje się, nakręcam. Nie spie wtedy w nocy, cała się się trzęsę ze strachu i stresu zupełnie bez powodu. Kiedy myśle o tym ze dziś nie zasnę to oczywiście tak się dzieje. Potem martwię się tym ze nie spie. Bardzo dużo się zamartwiam. Praktycznie cały czas towarzyszy mi lek w rożnym natężeniu. Do tej pory radziłam sobie sAma, kiedy miałam dużo zajęć nie miałam czasu rozmyślać. Ale od jakiegoś czasu czuje ze sama już nie dam rady dlatego zapisałam się do psychiatry. Ostatnie dwa dni czuje się tragicznie, Czuje jakby ro wszystko nie działo się naprawdę a samo myślenie o tym mnie stresuje! Boje się nawet myśleć o tym ze coś jest nie tak. Najbardziej boje się szaleństwa, ze zostanę potraktowana jak wariatka, ze może jednak wcale nic mi nie jest tylko coś sobie ubzdurałam, ze wymyślam, jak można się bać powodu, ale tak się dzieje. Mój ostatni taki napad pojawił się nagle bez przyczyny, nagle zaczęłam mieć poczucie nadchodzącej katastrofy, szaleństwa, nie wiem wtedy co ze sobą zrobić, nie umiem tego nawet nazwać. Nie umiem jeść od dwóch dni, jedzenie staje mi w gardle. Biorę leki ziołowe i po nich jest odrobine lepiej Zauważyłam ze takie stany potęguje Np nieregularny tryb życia. Kiedy trzymam się planu tj wstanę rano idę do pracy, zajmuje się czymś, wtedy jest lepiej. Gorzej gdy plan dni zostanie zaburzony, wtedy zaczynaja mnie łapać te myśli. Stresuje sie tez przez wyjazdami, zmiana pracy, różnymi decyzjami. Boje sie tez ciasnych pomieszczeń, długich wąskich korytarzy, dużej liczby schodów. Myśle wtedy o tym, ze nje mam możliwości szybkiej ucieczki z takiego miejsca. Post dość chaotycznie napisany, ale mam wiele myśli w głowie. Mam nadzieje ze poradzę sobie z pomocą psychiatry.
  16. Witajcie kilka lat temu mialem stwierdzoną cięzką nerwice hipochondryczną . Objawy klasyczne nie musze chyba opisywać doszukiwane się raka robienie badań bez sensu standard . Jednak od kilku miesiecy coś sie zmienilo . W grudniu ja i mama przeszlismy kowid . Mi praktycznie poza brakiem smaku wechu nic nie bylo . I jakos z 2 miesiace po tym coś sie zmienilo . Zaczelo sie od ciagle zatkanego nosa i do teraz to sie ciagnie . W losowych momentach się zatyka i odtyka . Czy od nerwicy moze sie nos zatykac to mozliwe ? No i doszły dusznosci na ktorych sie za duzo chyba skupiam czy dobrze oddycham itp .. czesto mam wrazenie jakbym za mało powietrza wciągał do płuc lub ze nie wciagam go wystarczajaco głęboko . Zauwazylem pewną zaleznosc , laczy to się i bardzo nasila jak mam zatkany nos . Gdy jest odetkany lub uzyję kropli xylometazolin ( tylko one odtykają ) to dusznosci mocno słabną lub znikają . Do tego mam czasami na zmianę scisk w gardle i ucisk na srodku klatki piersiowej . Sam nie wiem co o tym wszystkim myslec , troche to dziwne bo od kad to sie zaczelo praktycznie wcale przestalem myslec o raku . Moglo to sie zamienic tak jedno na drugie ? A moze naprawde cos mi jest ? Tyle straszą o powiklaniach po kowid i ze ktos nawet przeszedł łagodnie jak ja a potem w badaniu wyszlo ze ma płuca uszkodzone . Tylko czy bylbym w stanie robić dlugie spacery , nosić zakupy zgrzewki z wodą gdybym miał coś z płucami ? I wchodzić z tym na 4 piętro bo na takim mieszkam .
  17. Czy mogę coś zrobić, żeby szybciej trafić do psychiatry na NFZ? Mam za sobą tylko jedną wizytę u psychologa rok temu i tyle, a czuję się coraz gorzej psychicznie. Nie jestem niby beznadziejnym przypadkiem - nie mam na koncie prób samobójczych ani nie tnę się - ale za to boję się wszystkiego, a zwłaszcza rzeczy które nie istnieją albo że coś co nie ma prawa się zdarzyć się zdarzy. I choć wiem, że moje lęki są irracjonalne, to nie działa na mnie racjonalne tłumaczenie, cały czas to biorę pod uwagę. Podejrzewam, że to nerwica lękowa, ale ta choroba nadal pozostaje dla mnie dość enigmatyczna i nie wiem czy się pod nią kwalifikuję. Do tego dochodzi jeszcze depresja (też ją u siebie podejrzewam) oraz oczywiście fobia społeczna (tej jedynej jestem pewna, ale teraz sprawuje mi ona najmniej kłopotów, bo jestem raczej odizolowana od społeczeństwa, chyba że wszystko inne wywodzi się właśnie z niej). Tak czy inaczej, jest ze mną źle. Jestem zapisana do psychiatry na lutego, ale to za dlugo czekania... A twierdzą że nie mają wolnych bliższych termimów. A ja się boję na samą myśl przez ile trudnych chwil będę musiała jeszcze przechodzić i ile czasu marnować przez te miesiące, boję się też że coś mi się stanie przez ten czas i nie mam pojęcia co robić, bardzo jestem przerażona
  18. Czeka mnie jutro pierwsza wizyta u pulmonologa w związku z moimi problemami z oddechem, które niewiadomo od czego są (ja czuję jakby to nadmiar flegmy je powodował, ale dawno przestałam ufać moim odczuciom bo przez prawdopodobnie nerwicę boję się że tak naprawdę coś wyolbrzymiam albo nieprawidłowo odbieram, niby wydalam tę flegmę gardłem i wiem że ona istnieje ale możliwe przecież że to coś innego uniemożliwia oddychanie). Boję się że będę miała robioną spirometrię, ale to nie jest tak że ja jej nie chcę, bo bardzo chcę (chcę mieć na papierze potwierdzenie dla siebie i dla innych że ja serio mam te problemy z oddechem i nic nie wymyślam, chcę też iść do przodu ku wyleczeniu, choć z drugiej strony boję się tego życia po wyleczeniu bo mam też fobię społeczną i ta choroba jest tak jakby wygodną wymówką dla mnie żeby np. nie iść do pracy, ale zarazem mam już dość tej męki z niemożnością swobodnego oddychania, unikanie sytuacji społecznych chyba nie jest tego warte), ale jednocześnie boję się że nie podołam tym wszystkim poleceniom (czytałam w necie jak wygląda to badanie), że zrobię coś nie tak jak powinnam i przez to wynik nie będzie wiarygodny... Mam wrażenie że mój mózg tak działa, gdy mam coś dobrze zrobić, to zaczynam się stresować że ja taka łamaga i na pewno zrobię coś nie tak jak trzeba, wydaje mi się że przez ten stres potem rzeczywiście robię wszystko źle, no ale nie umiem inaczej. Depresja, nerwica i fobia społeczna robią swoje, a ja kompletnie nad tym nie panuję Ktoś z was był u pulmonologa i może wie jak to jest?
  19. Cześć. Szanuje Wasz i Swój czas więc postaram się streścić, co mnie tu sprowadza... Około 3 lat temu na pewnej uroczystości zrobiło mi się słabo i niemal się przewróciłem. Błahostka, która pociągnęła sprawy znacznie dalej. Jak się zapewne domyślacie, każda taka uroczystość sprawiała, że z tyłu głowy miałem tą sytuację i sam się nakręcałem. Po pewnym czasie przełożyło się to na msze w kościele (stopniowo z nich zrezygnowałem, to i też 'problemu się pozbyłem' :)) ) , kolejki w sklepie, czasem podczas spacerów, jazdy na rowerze - ale to też nie zawsze. Oddaje honorowo krew, gdzie do punktu mam z 300 metrów. Zdarzało się, że największym wyzwaniem było dojście do tego punktu, a w nim było już wszystko ok. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Było więcej takich 'smaczków' ale z reguły obecność kogoś lub słuchanie muzyki sprawiało, że o tym nie myślałem. Niecały miesiąc temu 'nagle' zaczęło się pogarszać, tak po prostu. Zaczęło się już w pociągu, gdy wracałem ze studiów do domu na święta. Potem przez cały weekend czułem jakiś niepokój, bałem się wyjść z psem - ale wychodziłem. Wychodziłem i niemal od razu łapały mnie zawroty głowy, szybsze bicie serca... Miałem wrażenie, że ciało chce mi powiedzieć iż jest w stanie zagrożenia - ale przecież tego zagrożenia nie było. Co ciekawe, najczęściej takie 'ataki' dopadały mnie tylko w godzinach wieczornych, rano zazwyczaj mi to nie dokuczało. Jakie było rozwiązanie? Wychodziłem z psem najczęściej w godzinach porannych :)) W tym samym czasie miałem prawdopodobnie infekcję gardła, było strasznie spuchnięte i ciężko było złapać oddech. Myślę, że domyślacie się co to dla mnie oznaczało, gdy serce wali jak szalone, a mi się gardło ściskało przy braniu wdechu. ;)) Muszę przyznać, że byłem zwyczajnie przestraszony, nie wiedziałem co mi jest. Porobiłem badania, EKG, cukier, saturacja - ok. Podwyższone tsh 3ciej generacji i kreatynina. Jutro idę na dalsze badania w tym kierunku. W między czasie zdecydowałem się jednak na psychiatrę, ponieważ tak jak napisałem w przeszłości bywały 'epizody' że czułem pewien niepokój, zwłaszcza jeżeli chodziło o wszelkiego rodzaju 'czekania' - na przystanku, w kolejce, na dworcu, a czasem nawet bałem się iść do toalety czy pod prysznic - na szczęście zdarzyło się tak parę razy tylko.. Zbagatelizowałem, ponieważ nie utrudniało mi to życia AŻ tak mocno. Pani psychiatra stwierdziła u mnie agorafobię (czy jakoś tak) i przypisała leki ( mozarin + cloransen ). Po przeczytaniu ulotek myślałem, że jak je wezmę to dopiero zwariuję. Lekarz mnie uprzedził, że objawy mogą się nasilić itp. ale bardziej boję się skutków ubocznych. Wiem, że nikt mi tu tego nie powie, czy dam radę bez leków ale myślę, że warto będzie skontaktować się ponownie z psychiatrą i zaproponować najpierw samą terapię? Spróbuję dzisiaj wieczorem wyjść i zobaczyć jak organizm zareaguje. Kupiłem sobie melisę i nervosol ( oo tak, na pewno pomoże :)), czuję lekki niepokój gdy pomyślę o wyjściu ale czy od razu należy pakować się w takie leki jakie mi przypisano? Przyznam szczerze, że wzięcie leków traktuje jako osobistą porażkę. Zawsze uważałem się za osobę odporną psychicznie, zawsze byłem zrównoważony, nic mnie nie ruszało, a teraz okazuje się, że mam obawy przed wyjściem z chałupy. Wstyd i zażenowanie... ale mam zamiar wziąć ten lęk na rogi... może najpierw bez leków... Miało być krótko, a wyszło pewnie jak zwykle. Fajnie gdyby ktoś podzielił się swoją historią. Zawsze łatwiej jest dokonać czegoś czego już ktoś dokonał. Miłego dnia. Pozdrawiam M.
  20. Cześć. Od kiedy pamiętam mój strach przed szkołą znacznie się powiększał, gdy wiedziałam, że mojej przyjaciółki akurat nie będzie. Teraz miałam taką sytuację - przyjaciółka w czwartek powiedziała mi, że nie będzie jej dzisiaj w szkole. Od tamtego czasu towarzyszył mi ciągły lęk, płacz, złe myśli. Dzisiejsza noc była wyjątkowo trudna - co chwile się budziłam, czułam jak bardzo jestem zestresowana pójściem do szkoły. Na miejscu było już w porządku. Jak sobie z tym poradzić? Sytuacja wyglada za każdym razem tak samo (próbuje sobie uświadomić o braku zagrożenia, ale niestety nie udaje się).
  21. Długo myślałam nad tym co napisałam poniżej. Może ktoś miał podobnie. Wybieram się do psychiatry, ale zastanawiam się czy dobrze zrobiłam. Wahania nastroju w ciągu dnia Problemy z zaśnięciem, przebudzanie w nocy Zmienność emocji w ciągu dnia Zwiększona płaczliwość, potrafię codziennie znaleźć do tego jakiś powód, który z perspektywy czasu okazuję się głupotą Dni bądź godziny gdy mam doła, nie widzę sensu życia, nie mam na nic ochoty ani siły nic zrobić Zdarza się że coś mnie ucieszy, trwa to coraz krócej ale zdarza się Popadanie w taką jakby histerię gdzie płaczę , chcę krzyczeć, wyobrażam sobie śmierć i chcę umrzeć, tnę się , gryzę się po rękach Poczucie bezsilności, smutku, pustki, niechęć do życia Ciągłe zamartwianie się rzeczami które kiedyś nie powodowały u mnie takiego uczucia Zamykanie się w swoich myślach, w swoim świecie Problemy z zapamiętywaniem i skupieniem co według mnie jest następstwem tego że w mojej głowie jest masa myśli, rozmów co trochę burzy rzeczywistość wokół Strach przed interakcją z obcymi ludźmi jak witanie się, nawiązywanie kontaktów, problem z rozmową, patrzeniem w oczy i udzielaniem się. Na ogół w takich sytuacjach radzę sobie najlepiej po alkoholu Przez większość czasu poczucie zmęczenia braku energii żeby coś zrobić Słabe kontakty z rodzicami, rodziną Oprócz smutku, jest też dużo tego uczucia zobojętnienia, gdzie nie czuję kompletnie nic, nic mnie nie zaskoczy, nie ucieszy, nie rozzłości. Przebywanie w licznym gronie np. rodzinie, klasie pełnej ludzi wywołuje we mnie spięcie, nerwowość, zdenerwowanie, lęk, pocenie Wyraźcie proszę swoje opinie, może ktoś miał podobnie. Czy słusznie postąpiłam umawiając się do lekarza czy może wyolbrzymiam ?
  22. Witam , mam pewien problem Nazywam się Krzysiek mam 22 lata zawsze byłem wesolym zwariowanym typem Wszystko zaczęło sie od tego jak wyjechałem do Anglii mieszkając już tam pewien czas pewnego wieczoru po zjedzonej kolacji dostałem tak teraz myślę " ataku paniki " serce zaczęło mj kołatać nogi uginać myślałem że umieram przyjechała karetka zbadali mnie wszystko było okej przez kolejne trzy dni dalej byłem roztrzęsiony Po około pół roku wróciłem do Polski i miałem jeszcze z 4.5 ataków zgłosiłem się do psychiatry stwierdziła że tak czasami dzieje się w moim wieku i dostałem Rexetin och jaki ja byłem po nim szczęśliwy brałem go 3 miesiące po odstawieniu było nawet okej ataków już nie mialem Ale dalej mam uderzenia gorąca piszczenia w uszach co chwilę.cos mnie kłuje wydaje mi się że jestem.chory A najgorsze są moje.mysli widzę nóż wydaje mi się że mogę zrobić komuś krzywdę chociaż to już przeszło Albo wydaje mi się że jestem złym człowiekiem (chociaż nigdy nikomu krzywdy nie zrobiłem) Zamieszkałem z dziewczyną to teraz dręczą mnie myśli czy na pewno ja kocham i nie dają mi spokoju to najbardziej mnie martwi czuje taki lęk odrazu w brzuchi Siedząc w pokoju na imprezie muszę obejrzeć wzrokiem dokładnie każdy przedmiot Często ściskam.piesci lub drapie się itd itp Te myśli czasami nie dają mi spokoju to strasznie irytujące gdy mnie to dopada czuję pustkę w środku to mega nie przyjemne macie jakieś rady?
  23. Dzień dobry, Trochę się gubię w nazewnictwie i co do czego pasuje w tej nerwicy. Zostałam zdiagnozowana z nerwica lękową. Przeszłam w swoim życiu już przez wiele lęków. Jednak często tematy moich obsesji bardziej pasują do ocd. Od kilku miesięcy mam myśli, że może jestem lesbijką, mimo ze nigdy dziewczyny mi się nie podobały i zawsze chciałam i dalej chce być z mężczyzna. Przerażona sprawdzałam czy się podniecam czy nie. Ale do pytania przechodząc, czy może ktoś z nerwicą lękową miał lęk przed byciem osoba homoseksualna?
  24. Hej słuchajcie nie wiem czy w dobrym miejscu pisze ale nie wiem co sie ze mną dzieje mam 15 lat prawie 16 i od ok 3 miesięcy męczy mnie myśl ze bede lesbijka, a wiec zaczęło się tak ze przeglądałam jakieś tiktok dziewczyn które mówiły ze sa lesbijkami itp i wtedy zadałam sobie pytanie a co jeśli ja jestem później mi taka myśl pojawiała się co jakis czas i szybko znikała pojechałam 18.07 do energylandi i zakochałam się w chłopaku tak na zabój ze ciągle chodziłam tam gdxie on był i wgl niestety musiałam jechać wcześniej i nie zdążyłam wziąść numeru ani nic pojechałam tam 1.08 wtedy juz myśli ze były strasznie natrętne i bardzo przez mie płakałam tego dnia w energylandi szukałam tego chłopaka ale nue mogłam go znalesc tam byli inni chłopacy którzy mnie jarali itp pamiętam ze cały dzień byłam wesoła i o tym nie myślałam nawet poznałam tam chłopaka który byl naprawdę przemiły i przystojny itp. Pojechałam tam ostatni raz 22.08 i juz wtedy humor był słaby troszkę bo patrzyłam na moją przyjaciółkę i dziewczyny ktore tam były i moje myśli same za mnie mówiły ladna czy nie? Ja sama próbowałam sie bronić i mówiłam ze ona mi sie nie podoba itp bo nie czułam tego jakby mi sie podobała. Pod koniec dnia popłakałam się o chłopaka bo dowiedziałam się ze on jest starszy i to sporo i raczej nie mam u niego szans itp później sie cieszyłam bo gadałam z nim itp itp po tym wyjeździe planowałam wyjechać tam jeszcze raz bardzo płakałam bo męczyły mnie te myśli przez ktore nie dałam rady myśleć o tym chłopaku itp bo jak zaczęłam myśleć nachodziły mnie myśli ze co jeśli nie bede potrafiła go kochać itp zaczęłam mieć straszne problemy z tym ze np jak zobaczę jakiegoś chłopaka to mi sie nie podoba i wiem ze nie każdy chłopak musi sie podobać ale mnie to samo z siebie paraliżowało, wyjazd niestety sie nie udał przez co przeżyłam to strasznie, dużo płakałam, dużo sie stresowałam mimo tego ze patrząc na dziewczyny jest totalnie obojętna i n8e obchidza mnie ale moje myśli nie wiem jak to nazwać chcą same oceniać te dziewczyny i zawsze muszę sobie to udowodnić mówiąc ze jest brzydka czy coś, oprócz tego strasznie boję sie ze podoba mi sie mija koleżanka a ja tego nie wiem albo ze mi sie spodoba mimo tego ze ja nawet nie myślę o żadnych dziewczynach tylko o chłopakach snia mi sie tylko oni, fantazjuję tylko z nimi (choviac teraz mam to utrudnione przez tą sytuację) zawsze podobali mi sie chłopacy zawsze śniłam o nich myśląc ze np mamy dziecko czy coś, pociąg w jakiś znaczeniu tez do nich odczuwałam itp ale od tych 3 miesięcy jestem strasznie przygnębiona bardzo się boję mimo tego ze sa dni albo nawet tygodnie ze jest okej nie myślę o tym ale później znowu to wraca ja juz nie wiem co robić pamiętam jak w czerwcu cieszyłam się każdym dziem marzyłam o chłopaku i nie miałam żadnych myśli a teraz ciągle sie boje ze spodoba mi sie dziewczyna i ze jestem lesbijka, chodzi oto ze tym dłużej o tym myślę i sie boje tym bardziej wmawiam sobie więcej rzeczy np ze moze ktoś mi sie podoba z dziewczyn a ja o tym nie wiem itp przysięgam ze większość dni to strach i płacz mam juz tego dość boje sie tez ze nigdy mi to nie przejdzie i boje sie ze to jest prawda myślałam ze to PRzejdzie ale nic nie przechodzi co mam robić? Czy będzie kiedyś tak jak dawniej? Czy beda mi sie podobać chłopacy i nie będe juz myślała ze to ze ktoś mi sie podoba z chłopaków to tylko sobie tak wmawiam? Dodam ze aktualnie podba mi sie dwóch chłopaków ale te całe myśli mnie tak męczą ze boje sie ze to nie prawda nawet mie wiem jak to nazwać, dodam też że przez ten czas tych myśli podobali mi sie bardzo chłopacy i ciągle o nich mówiłam ale teraz każda myśl mi mówi ze to moze nie prawda? Przepraszam ze pisze tak nie składnie itp ale chciałam bym być szczęśliwa itp a nie wiem kto mi może pomóc, strasznie sie boje i ciągle płaczę chce żeby bylo jak dawniej.. niech mi ktoś pomoże chce nirmalnie żyć a nie płakać proszę
  25. Witam, mam niespełna 20 lat i myślę, że rozwinęła się u mnie wyjątkowo paskudna nerwica. Mógłbym ją opisać jako życie w ciągłym niepokoju/strachu, brakiem możliwości czerpania przyjemności z życia, zerową motywacją i poczuciem ogólnego bezsensu istnienia. Moim głównym objawem jest irracjonalny, niepodparty żadnymi sensownymi powodami lęk przed zostaniem umieszczonym w więzieniu. Boję się, że nieumyślnie zrobię coś, przez co będę musiał resztę życia spędzić za kratami, albo też zostanę w jakieś przestępstwo po prostu wrobiony. Unikam między innymi jazdy samochodem, aby przypadkiem kogoś nie potrącić, albo co gorsza - nawet nie zauważyć samego wypadku i zostawić poszkodowanego na pewną śmierć. Wiem, że jest to niemożliwe, aby uderzyć w innego człowieka i zupełnie tego nie zauważyć, jednak zawsze pojawiają się u mnie natrętne myśli w stylu: czy cała podróż na pewno przebiegła spokojnie? czy samochód podskoczył bo najechałem na próg zwalniający, czy leżał tam może człowiek? Innym moim objawem jest strach o swoje życie, który objawia się najczęściej: -podczas jedzenia: a co, jeśli ktoś dodał mi do potrawy trucizny? -przed zaśnięciem: a co, jeśli ktoś podczas snu spróbuje mnie zabić? Pojawia się u mnie również strach przed chorobami, których istnienia mogę nie być świadomy i które mogą skrócić moje życie. Stan ten towarzyszy mi od kilku lat, jednak ostatnio bardzo nabrał na sile. Od czasu do czasu pojawiają się myśli samobójcze wywołane przez ogólny brak perspektywy na jakąkolwiek poprawę mojego stanu (tylko myśli, żadne realne plany ani nic w tym stylu, zresztą za bardzo boję się bólu). Zauważyłem, że moje objawy nasilają się za każdym razem, kiedy w moim życiu dzieje się coś dobrego, na przykład od niedawna jestem w związku z kochającą dziewczyną na której bardzo mi zależy, i za wszelką cenę nie chcę jej stracić. Odbyłem już wizytę u psychoterapeuty, udało nam się wspólnie ustalić, że duży wpływ na moją psychikę mogły mieć negatywne relacje z rodzicami, częste przeprowadzki czy bycie w przeszłości straszonym przez osoby trzecie właśnie więzieniem czy chorobami. Czy ktoś ma podobne objawy? Jakiekolwiek wskazówki jak zacząć żyć normalnie?
×