Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Nerwica

Znaleziono 76 wyników

  1. Witam wszystkich. Mam na imię Michał, mam 24 lata i czuję się jak starzec z demencją i zagubione, zalęknione dziecko jednocześnie. Mówią, że całe życie przede mną, ale ja już od kilku lat czuję, że moje życie już się skończyło i teraz to już jest ciągnięcie na siłę. Nie odnajduję wsparcia, zrozumienia. Rodzice, mimo że to dobrzy ludzie, jednak bagatelizują moje problemy, jakby przez wyparcie ich miałyby zniknąć. Ciągle zewsząd czuję presję by żyć jak normalny człowiek, ale nie potrafię. Świat jest dla mnie miejscem okrutnym, życie przeraża mnie. Wszystko jest takie chłodne, ponure. Od dziecka byłem inny, w szkole mnie prześladowano. Początkowo było tylko dokuczanie, w późniejszych latach także bicie. Miałem bardzo mało kolegów a i wśród nich byli tacy zauważyli, że daję sobie wchodzić na głowę i też mi zaczęli dokuczać, często spotykali się ze mną chyba tylko po to żeby mnie podręczyć i tym podnieść sobie ego. Tak wyglądała większość moich kontaktów z rówieśnikami. Od dziecka chodziłem po psychologach, bo już od małego dziecka widać było, że coś jest ze mną nie tak. Stwierdzili, że mam zaburzenia emocjonalne. We wrześniu 2012 otrzymałem diagnozę od psychiatry ,,zaburzenia depresyjno-lękowe". I prawdopodobnie w mniejszym lub większym stopniu miałem to od zawsze (szczególnie wśród ludzi), jednak w 2012, po śmierci babci, a także pójściu do zawodówki mój stan psychiczny uległ znacznemu pogorszeniu. Dostawałem różne leki psychiatryczne, które pozwalały mi poczuć się lepiej, ale nie poprawiały zbyt wiele moich kontaktów z ludźmi. Nadal jak byłem gapowaty tak jestem do tej pory. Mam duże problemy z myśleniem, koncentracją (nie potrafię skoncentrować się jak ktoś mi coś tłumaczy, szybko zapominam o tym co powiedział), podzielnością uwagi (jak wykonuję jakąś pracę to jestem jak w transie i nie zwracam na nic innego uwagi), pamięcią (z wyjątkiem rzeczy, które mnie interesują - do nich pamięć mam ponadprzeciętną), orientacją w terenie, poruszam się niezdarnie. Zachowuję się często ekscentrycznie, mam obsesje, natręctwa, unikam kontaktu wzrokowego, to co mówię jak i mój głos w kontaktach ludźmi często brzmi jakbym czytał jakąś książkę. Często wśród ludzi robię totalne głupoty, ośmieszam się. Gdziekolwiek w większej grupie ludzi bym się nie pojawił na dłużej (szkoła, praca) to staję się prędzej czy później pośmiewiskiem, obiektem drwin. Myślę, że nie wynika to tylko z samej fobii społecznej, nerwicy czy depresji. Mam też diagnozę Zespołu Aspergera (podważaną przez jedną panią psycholog), ale i z tym zaburzeniem ludzie dobrze sobie radzą, funkcjonują dobrze w społeczeństwie. Ja jestem upośledzony. Nigdy mimo najszczerszych chęci nie miałem dziewczyny, nie mogę zdać prawka, każdą pracę, do której uda mi się dostać szybko kończę (najdłuższy okres pracy to 3,5 miesiąca), bo we znaki dają się wspomniane przeze mnie wyżej problemy. Czasami moje błędy/zachowania w ostatniej pracy były tak żenujące, że szkoda słów. A to i tak nie wszystko, bo tylko objawy psychiczne, a jeszcze do tego dochodzą fizyczne od tego stresu związanego z tym, że mam presję, a radzę sobię jak beznogi i bezręki wyrzucony w morze. Jestem skrajnie niezaradny, gdyby rodzice umarli to byłbym jak Robinson Crusoe, walczyłbym o przetrwanie każdego dnia. Na forum Aspergerów zasugerowano mi też ,,upośledzenie zdolności niewerbalnego uczenia się". Nie nadaję się chyba do żadnej pracy ani do kontaktu z ludźmi, bo tylko się ośmieszam i denerwuję innych. Mam ochotę po prostu się zamknąć w domu, całkowicie odizolować od ludzi, bo całe życie doznawałem od nich bólu, cierpienia. Boję się przyszłości, że nie będę miał kiedyś za co żyć jak rodzice umrą. Ciągle o tym myślę i to nie daje mi spokoju. Proszę o poradę jak żyć. Pozdrawiam.
  2. Witam, Na początek trochę historii mojego przypadku: Przez ostatnie 3 lata miałem bardzo dużo stresów i zmian w życiu (zmiana statusu cywilnego, urodziny dziecka, zmiana pracy, przeprowadzka do mieszkania, kupno działki itd.). Jestem typem nerwicowca i ciągle się stresowałem. Przez ten czas czułem ciągłe zmęczenie - klasyczne objawy syndromu przewlekłego zmęczenia. We wrześniu zmarł mój wujek i na początku października któregoś piątku przestało mi się chcieć jeść. W sobotę ogarnęła mnie duża senność i praktycznie kolejny tydzień w całości przespałem. W tym czasie zacząłem mieć napady paniki na tle mojego zdrowia. Po tygodniu wróciłem do pracy i pierwszego dnia tak źle się czułem, że dostałem napadu paniki - myślałem, że umieram. Wezwałem karetkę i wróciłem do domu. Kolejny tydzień też spędziłem na L4. Po tygodniu wróciłem do pracy i starałem się jakkolwiek funkcjonować, co było mordęgą. Ciągłe obawy o moje zdrowie, brak apetytu (schudłem 8 kg, musiałem wmuszać w siebie jedzenie żeby cokolwiek zjeść), zmęczenie w którym nie potrafiłem czasem nawet herbaty sobie zrobić, złe samopoczucie. Chodziłem zgarbiony jak stary dziadek. Głośniejsza rozmowa osoby obok potrafiła mnie przestraszyć. Porobiłem badania krwi, gastroskopię, rtg górnego odcinka szyjnego (miałem kręcz) - jedynie wyszedł stan zapalny żołądka. W styczniu poszedłem drugi raz do psychiatry (wcześniej byłem w listopadzie - miałem nadzieję, że samo przejdzie) i zdecydowałem się na leczenie antydepresantem, dostałem Mozarin 10 mg/dzień. Dostałem także miesięczne zwolnienie z pracy. Po 3 tygodniach główne zmęczenie znikło (takie "przytłoczenie"), myśli nerwicowe na temat mojego stanu zdrowia się wyciszyły. Także powoli apetyt mi wracał, stałem z wagą już praktycznie od początku leczenia. Mój problem: Teraz już jestem po 5 tygodniach leczenia nerwicy Mozarinem i zostały mi trzy objawy. Jeden to ból gardła podobny do zapalenia (dużo leżę, może zgaga?), nie jest to ciągły ból, czasem poboli 2h, czasem cały dzień. Drugi to czasem szumi mi w uszach i mnie bolą. Trzeci ten który najbardziej mi przeszkadza czyli zmęczenie. Zmęczenie jest dość "upierdliwe", bo potrafi przyjść nagle i bez ostrzeżenia. Ogólnie w takim momencie co raz bardziej czuje się zmęczony, chodzenie sprawia mi co raz większy problem, później ciężko nawet cokolwiek mi powiedzieć i muszę się przespać. Po około godzinie snu organizm się potrafi zregenerować i wraca w normalny tryb. Zdarza się to raz dziennie, zwykle po południu lub wieczorem. Mój nocny sen trwa od 22 do 7, zwykle bez pobudek. Wydaje mi się, że budzę się w miarę wypoczęty. Staram się jeść normalnie w ciągu dnia, dużo odpoczywać (zakaz ćwiczeń fizycznych od psychiatry), robię sobie przynajmniej jeden spacer dziennie. Za 2 tygodnie wracam do pracy i może się to stać pewnym problemem. Co prawda mam pracę przed komputerem, ale nie mam gdzie się przespać. Miał ktoś coś takiego?
  3. Witam. Jak tam wasze nerwice w obliczu zagrożenia koronawirusem? u mnie jest ciężko. Miałam już ustabilizowana nerwice przez pół roku czułam się już bardzo dobrze, aż tu nagle ten wirus. Na początku to chyba jak każdy nie przejmowałam się ale od jakiegoś tygodnia sobie nie radzę. Nie popadam w jakaś paranoje nie wykupuje papieru kilogramami jak inni ani nie robię zapasów. Bardziej meczy mnie lęk przed tym ze jak już zachoruje to nie wyobrażam sobie siebie z tą nerwica w szpitalu itp itd chce być dobrej myśli bo jestem młoda mam 26 lat i to o starszych powinno się martwić ale w obliczu mojej nerwicy jest to dla mnie masakra zważywszy ze mam obsesje na punkcie mojego zdrowia. Eh wiem ze przesadzam i sama sobie to mówię ale są takie dni ze jest ciężko. A jak u was? Ma tez tak ktoś ? Czy jestem przewrażliwiona...
  4. Cześć wszystkim! To mój pierwszy raz na forum i chciałam się przywitać. Wczoraj byłam pierwszy raz u psychiatry ponieważ w grudniu pojawiły się u mnie ataki lęku, do tego wybudzenia w nocy, pogorszenie snu, poranne biegunki i ogólne uczucie niepokoju. Doktorka przepisała mi leki (Asentra i hydroksyzynę doraźnie) i zaproponowała mi uczęszczanie na psychoterapię bo w rozmowie zauważyła, że są sprawy nad którymi warto popracować. Między innymi to, że zawsze sama rozwiązuję swoje problemy i nie pozwalam sobie na szukanie pomocy u innych. A ostatnie problemy ze zdrowiem spowodowały, że zaczęłam tracić kontrolę nad swoim życiem i to spowodowały moje ataki lęku. Na psychoterapię jestem zapisana na najbliższy poniedziałek. Jestem dobrej myśli ale dziś rano lęki znów dały o sobie znać. W nocy budziłam się chyba z 4 razy, ostatnio raz przed 6.00 i już nie zasnęłam. Nie mogłam nawet zjeść śniadania,. Udało mi się jednak wyjść do pracy ale siedzę w ciągłym napięciu. Chciałam zapytać też jak u was wyglądały pierwsze dni leczenia. Mam szczególnie pytania odnośnie tej Asentry. Doktorka powiedziała, że zaczyna działać po ok. 2 tygodniach a wcześniej mogą się nasilić objawy lęku. Czy skutki uboczne były bardzo dokuczliwe? Czytam o tych wszystkich działaniach niepożądanych i dodatkowo mnie to stresuje, mam mętlik w głowie. Zastanawiam się czy warto w ogóle iść w farmakologię skoro idę na terapię. Czytałam, ze terapia w napadach lęku jest bardzo skuteczna i daje efekty długotrwałe. Mam jeszcze pytanie, odnośnie tej hydroksyzyny. Czy powoduje jakieś skutki uboczne? Mam ją przepisaną doraźnie do zażywania jak się np. przebudzę w nocy z lękiem. Ktoś brał ją w ten sposób? Tak strasznie chciałabym żeby ten czas szybciej mijał… Pozdrawiam!
  5. Witam ! Piszę tu bo mam problem już nie wiem jaki. Ale od początku jak to się zaczęło. Jako dziecko byłem lubiany przez wszystkich bo byłem najlepszym najfajniejszym dzieckiem w rodzinie mądry itp. Zawsze miałem bujną wyobraźnie lubiłem sobie wyobrażać swoje przyszłe życie i sytuację z nim związane co bym powiedział gdyby mi ktoś aferę zrobił no i ogólnie do teraz myślę co bym zrobił gdyby... Też jako dziecko rodzice ciągle starali się mi zapewnić jak najlepsze dzieciństwo pomimo tego że nie było za dużo pieniędzy ogólnie zajebiście było. Ale jako super gość lubiłem kłamać wymyślać bić się itp. Nigdy się tym nie martwiłem pomimo że jako dziecko bawiłem się sam ze sobą jakbym z kimś był a byłem sam ogólnie odwalałem wiele głupich akcji. Ale przejdę do sedna problemu że: od jakiegoś czasu nie widzę sensu życia. Zaczęło się to wszystko tak że mój dziadek się zabił to samo w sobie nie sprawiło mi wielkiego problemu ale zostawił wujka który ma schizofrenie wszystko to spadło na moich rodziców i cała ta sprawa z tym wujkiem mnie dobijała bo już nie poświęcali mi tyle czasu denerwowali się ja ogólnie czułem do niego nienawiść że zabrał mi wszystko nagadywałem na niego ogólnie rzecz biorąc brałem go za wroga nie że mu chciałem zrobić krzywdę czy coś lecz go nie lubiłem. Długi czas się trzymałem przy tym przekonaniu. Dopóki nie zaczął mnie ciekawić temat chorób zaburzeń i zacząłem o tym czytać w internecie a w internecie ból głowy oznacza raka a jak ja się interesowałem psychicznymi rzeczami to czytałem o tym i kilka rzeczy z tego co wcześniej napisałem w internecie było opisywane jako schizofrenia i takie tam ja zacząłem się martwić że mnie to może spotkać i od października do grudnia se szukałem od czego to się bierze że wpływ na to może mieć wcześniactwo oglądałem ludzi tych chorych to też myślałem że po wyglądzie że u niektórych to widać od dziecka że są dziwni wypytywałem jakie miały objawy znajomych z mojej rodziny itp. dowiedziałem się że się bali krzyży mieli urojenia że ktoś za nimi idzie dziwne jazdy. Ciągle czytałem o tym i dowiadywałem się coraz więcej a mój stan się pogarszał płakałem bałem się że coś zrobię ludziom ale se tłumaczyłem że jestem świadomy swoich myśli i że nawet nie chce tego zrobić ale ciągle o tym myślałem i jak ,,wyleczyłem" jeden problem pojawiał się drugi np mam takie coś że plamy mi się przed oczami, miałem coś takiego że w półśnie się zrywałem albo jak leżałem czasem lekko się zrywałem. Miewam czasem tak że piosenka gra mi w głowie albo ktoś coś mówi i coś powie od czego zaczyna się moja ksywka myślałem że mam głosy ostatnio kolega gadał z kimś przez telefon powiedziałem innym i gadali i mówili a ja myślałem że mówili że żebym poszedł zobaczyć o czym gadają nie mówili tak ale gadali i to dość cicho więc miałem chyba prawo pomyśleć że to to. Ale jak przeczytałam że w zaburzeniach np. się myśli że cię obgadują więc jak ktoś się śmiał albo gadał ciszej przypominało mi się że chorzy mają tak że myślą że ich obgadują i kolejny powód stresu. Teraz mam tak że idę i przypomni mi się wyraz typu cukier i myślę czemu tak mi się przypomniało a jak to chorobowe myślenie bo schizofrenicy tak mają ogólnie nabawiłem się derealizacja i depersonalizacji zobaczyłem że ten wujek się drapie tak samo jak ja i zmartwiło mnie to w całym tym problemie mówię do siebie tyle że w myślach co też było powodem stresu gdy myślę o czymś wyskakuje mi w głowie coś czego wgl nie miałem na myśli , myślę o tym co mówili inni albo myślę o czymś nagle zapominam o tym a pamiętam że szczegółami to o czym gadałem 7 lat temu ogólnie mam też coś takiego że jakby ktoś był za mną choć wiem że nikogo nie ma ale boli mnie głowa s tyłu i plecy bo mam nadwagę i może o przez to tyle że też pamiętam ciągle o tym. W całym tym problemie długo nie mówiłem o tym nikomu , dopiero nie dawno powiedziałem tacie i myśleliśmy o psychologu , psychiatrze lecz chciałem sam sobie dać radę ale myślę że jednak nie uda mi się tego osiągnąć. Dziś gdy mama powiedziała że mam słabe oceny pomyślałem że w chorobie bym na nią naskoczył. Przed całym problemem od marca 2019 nie miałem kolegów chyba że tyle co w szkole. Siedziałem w chacie i telefon męczyłem dopiero w grudniu zacząłem wychodzić z domu. Jeśli macie jakieś sugestie lub przechodziliście to możecie napisać jak z tego wyszliście czy to poważny mocno problem jestem otwarty na wszystko nawet to najgorsze. P.S Myślę że jakbym miał schizofrenie czy coś takiego to bym nie myślał teraz o chorobach psychicznych. Znajomi i rodzina nie zauważają we mnie żebym był jakiś walnięty co prawda jestem trochę głupkiem i głupio gadam ale jestem świadomy tego że mam dziwne zachowania ale wszyscy koledzy z klasy są tacy jak ja. Także proszę o opinie, pomoc. Pozdrawiam
  6. Witajcie! Od kilkunastu lat zmagam się z nerwicą lękową, a dopiero 3 lata temu zostałam zdiagnozowana. Od tamtego czasu nauczyłam się wiele na temat tego, jak sobie z nią radzić i bardzo chciałabym pomóc innym w życiu z nerwicą, bo sama w najgorszych momentach czytałam różne fora i blogi, głównie żeby sprawdzić, czy nie oszalałam. Dlatego założyłam bloga, na którym poruszam różne tematy, dzięki którym mam nadzieję, ktoś z zaburzeniami lękowymi będzie mógł poczuć, że nie jest z tym samym i że może pięknie żyć. Zapraszam Was serdecznie do czytania: https://nerwicajestok.blogspot.com/ Posty są na razie dopiero trzy, bo właśnie zaczęłam mój blog, ale mam już w planach dużo więcej! Chętnie przeczytam też, o czym wy chcielibyście przeczytać, czego się boicie, czy macie jakieś stany, w których wydaje się wam, że jesteście sami? Chciałabym stworzyć z mojego bloga taki podręcznik przetrwania dla nerwicowców, bo sama szukałam takich tekstów w swoich najgorszych chwilach. Dajcie znać
  7. Nerwowa_16

    DUBEL

    Cześć wszystkim! To mój pierwszy raz na forum i chciałam się przywitać. Wczoraj byłam pierwszy raz u psychiatry ponieważ w grudniu pojawiły się u mnie ataki lęku, do tego wybudzenia w nocy, pogorszenie snu, poranne biegunki i ogólne uczucie niepokoju. Doktorka przepisała mi leki (Asentra i hydroksyzynę doraźnie) i zaproponowała mi uczęszczanie na psychoterapię bo w rozmowie zauważyła, że są sprawy nad którymi warto popracować. Między innymi to, że zawsze sama rozwiązuję swoje problemy i nie pozwalam sobie na szukanie pomocy u innych. A ostatnie problemy ze zdrowiem spowodowały, że zaczęłam tracić kontrolę nad swoim życiem i to spowodowały moje ataki lęku. Na psychoterapię jestem zapisana na najbliższy poniedziałek. Jestem dobrej myśli ale dziś rano lęki znów dały o sobie znać. W nocy budziłam się chyba z 4 razy, ostatnio raz przed 6.00 i już nie zasnęłam. Nie mogłam nawet zjeść śniadania,. Udało mi się jednak wyjść do pracy ale siedzę w ciągłym napięciu. Chciałam zapytać też jak u was wyglądały pierwsze dni leczenia. Mam szczególnie pytania odnośnie tej Asentry. Doktorka powiedziała, że zaczyna działać po ok. 2 tygodniach a wcześniej mogą się nasilić objawy lęku. Czy skutki uboczne były bardzo dokuczliwe? Czytam o tych wszystkich działaniach niepożądanych i dodatkowo mnie to stresuje, mam mętlik w głowie. Zastanawiam się czy warto w ogóle iść w farmakologię skoro idę na terapię. Czytałam, ze terapia w napadach lęku jest bardzo skuteczna i daje efekty długotrwałe. Mam jeszcze pytanie, odnośnie tej hydroksyzyny. Czy powoduje jakieś skutki uboczne? Mam ją przepisaną doraźnie do zażywania jak się np. przebudzę w nocy z lękiem. Ktoś brał ją w ten sposób? Tak strasznie chciałabym żeby ten czas szybciej mijał… Pozdrawiam!
  8. Cześć wszystkim! To mój pierwszy raz na forum i chciałam się przywitać. Wczoraj byłam pierwszy raz u psychiatry ponieważ w grudniu pojawiły się u mnie ataki lęku, do tego wybudzenia w nocy, pogorszenie snu, poranne biegunki i ogólne uczucie niepokoju. Doktorka przepisała mi leki (Asentra i hydroksyzynę doraźnie) i zaproponowała mi uczęszczanie na psychoterapię bo w rozmowie zauważyła, że są sprawy nad którymi warto popracować. Między innymi to, że zawsze sama rozwiązuję swoje problemy i nie pozwalam sobie na szukanie pomocy u innych. A ostatnie problemy ze zdrowiem spowodowały, że zaczęłam tracić kontrolę nad swoim życiem i to spowodowały moje ataki lęku. Na psychoterapię jestem zapisana na najbliższy poniedziałek. Jestem dobrej myśli ale dziś rano lęki znów dały o sobie znać. W nocy budziłam się chyba z 4 razy, ostatnio raz przed 6.00 i już nie zasnęłam. Nie mogłam nawet zjeść śniadania,. Udało mi się jednak wyjść do pracy ale siedzę w ciągłym napięciu. Chciałam zapytać też jak u was wyglądały pierwsze dni leczenia. Mam szczególnie pytania odnośnie tej Asentry. Doktorka powiedziała, że zaczyna działać po ok. 2 tygodniach a wcześniej mogą się nasilić objawy lęku. Czy skutki uboczne były bardzo dokuczliwe? Czytam o tych wszystkich działaniach niepożądanych i dodatkowo mnie to stresuje, mam mętlik w głowie. Zastanawiam się czy warto w ogóle iść w farmakologię skoro idę na terapię. Czytałam, ze terapia w napadach lęku jest bardzo skuteczna i daje efekty długotrwałe. Mam jeszcze pytanie, odnośnie tej hydroksyzyny. Czy powoduje jakieś skutki uboczne? Mam ją przepisaną doraźnie do zażywania jak się np. przebudzę w nocy z lękiem. Ktoś brał ją w ten sposób? Tak strasznie chciałabym żeby ten czas szybciej mijał… Pozdrawiam!
  9. Solidar

    Bezsenność

    Cześć wszystkim forumowiczom! Z racji, że dziś Wigilia, w pierwszej kolejności chciałbym wszystkich serdecznie pozdrowić i życzyć wszystkim przede wszystkim wewnętrznego spokoju chciałem też sam sobie zrobić prezent pod choinkę w postaci zarejestrowania się tutaj i włączenia aktywnej dyskusji w swoją terapię. Pozwolę sobie podzielić się moim problemem. Jest nim przeciągająca się, nie dająca normalnie funkcjonować bezsenność. Pracuję jako steward w liniach lotniczych, kocham nad życie swoją pracę, jednak wiąże się ona z pewnego rodzaju zaburzeniem trybu dnia i nocy, gdyż nasze funkcjonowanie uzależnione jest od wyznaczonego wcześniej, bardzo nieregularnego grafiku. Wiązało się to ze zmuszaniem się do wcześniejszego kładzenia się spać, często nie będąc nawet zmęczonym. Presja, która na siebie nakładałem była tak olbrzymia, że w efekcie nie zasypiałem w ogóle, to natomiast doprowadziło do rozwoju u mnie dość silnej nerwicy lękowej, którą wywołuje chodzeniem do łóżka. Jestem wewnętrznie napięty do granic, nic mnie nie cieszy, chodzę wiecznie zmęczony, nie potrafię naturalnie zasnąć nawet na urlopie, natomiast każdy Boży dzień upływa mi na kompulsyjnym rozmyślaniu jak długo będę się dzisiaj męczył zanim zasnę i czy zasnę. Gdy już się położę zazwyczaj moje ciało zaczyna reagować jak w przypadku zagrożenia - napina się każdy mięsień, rozpoczyna się kołatanie serca, natłok myśli, uderzenia gorąca, w skrajnych wypadkach dostaję ataku paniki, którego nie jestem w stanie powstrzymać. Czy są tu osoby, które również zmagają się z podobnym problemem i cierpią na deprywację snu lub pracują w trybie zmiamowym? Jak wy radzicie sobie z nocnymi napadami paniki? Pozdrawiam wszystkich serdecznie
  10. Hey, Witam, dziś naszedł mnie taki problem... Otóż przypomniałem sobie o sprawie sprzed 10 lat jakoś, miałem wtedy 13 lub 14. Nigdy mnie to nie trapiło ani nie nurtowało, ale teraz jakoś mi wpadło do głowy... Byłem gościem uzależnionym od masturbacji i porno. Tak konkretnie. I to ryło mo banię. Przypomniałem sobie, jak raz była u mnie kuzynka z kuzynem. W coś tam się bawiliśmy. Ona mogła mieć... 7 czy 8 lat? Jakas tak różnica jest między nami. Z jakiegoś względu poczułem w pewnym momencie, ze odczuwam podniecenie co do niej, albo tak mi się wydawało. Strofowałem siebie, mówiłem stary to chore, opanuj się, co ty myslisz... Niemniej potem gralismy w jakas gre. Podczas niej dwukrotnie poprosilem kuzynke, zeby usiadla przede mną. W sensie dotykalem ją kroczem przez spodnie i czułem podniecenie. Nic więcej nie zrobiłem, totalnie nic. Ręce miałem przy sobie. Potem chyba ktoś nas zawołał z dołu albo ktoś przyszedł po nas i poszliśmy. Zrugałem siebie, że jestem delikatnie mówiąc rąbnięty z takimi myślami, chyba trochę czasu mnie to trzymało. I przeszło. Kuzynka chyba niczego nawet nie poczuła ani nie myślała, w końcu nic nie zrobiłem poza tym siedzeniem krótkim przy niej. Z resztą w naszej relacji nic się nie zmieniło, lubie ją i mamy dobry kontakt do dziś. Nigdy później podobne myśli ani zachowanie mi się nie zdarzyło. No pedofilem nie jestem, obrzydza mnie to i nigdy nawet nie wpadłem na to żeby do czegoś takiego dojść. Niemniej zacząłem sobie teraz wyrzucać że może ona coś wyczuła, że zniszczyłem jej dzieciństwo, że ma do mnie żal którego nie pokazuje, może za parę lat powie że ją molestowałem, chociaż kurna poza tym siedzeniem przez chwilę nic nie zrobiłem, nawet nie dotknąłem jej. Chociaż pamiętam jeszcze, że uciekalem i masturbowalem się w pokoju obok, mówiąc, że zaraz przyjdę. Nie myślałem wtedy jednak o niej. To było głupie i chore, no ale miałem wtedy te 13 czy 14 lat. Nigdy więcej takie coś mi się nie przytrafiło. Czy jest sens to rozpamiętywać? Wracać i martwić się że coś takiego się działo? Eh... Z jednej nerwicy w drugą...
  11. Kochani Chciałbym z Wami podzielić się moim doświadczeniem i jednocześnie zapytać, czy i Wy tak macie, a może i mieliście. Czuje się strasznie samotny w swoich problemach, mam nadzieję, że mój problem nie jest odosobniony... Odkąd mam nerwice, staram się robić na prawdę wszystko, aby odzyskać spokój. Całkiem niedawno udało mi się wprowadzić pewien ład i porządek w moim życiu, co poskutkowało tym, że poczułem się silniejszy, a tym samym zadecydowałem po raz kolejny spróbować odstawić leki. Brałem wówczas Duloksetyne w dawce 30 mg. Nie brałem leków przez trzy miesiące, aż do świąt. W święta niestety wszystko wróciło i to z nawiązką z nowymi objawami, ale no właśnie… Jest jakby inaczej... Od dłuższego czasu staram się pracować nad sobą, słuchać siebie, swoich emocji. To na prawdę pomaga. Teraz kiedy jestem już w komfortowej sytuacji życiowej, nie muszę już w sobie dusić emocji, mam pewien komfort psychiczny. Ten komfort spowodował, że zamiast samych ataków paniki, lęku, czy też głupich myśli, zaczęły się u mnie wybijać same negatywne emocje… Chce mi się płakać, choć już od dawien dawna nie płakałem, nawet wydawało mi się, że już straciłem te zdolność. Odczuwam straszny, przygniatający wręcz smutek, żal, pustkę… nie mam na nic siły, nawet zacząłem się obawiać, że to nie minie... Moje pytanie brzmi co teraz? Dodam, że wróciłem na Duloksetynę, biorę ponownie od tygodnia. Jest lekka poprawa, ale jest też kilka innych negatywnych skutków ubocznych, jak wstręt do jedzenia, bezsenność, napady lęku, napięcie i takie tam… Czuję, że we mnie się gotuje od najróżniejszych emocji, znów się martwię, że mogę zwariować, że już może mam schizofrenię... P.S: Od 8 Stycznia zaczynam psychoterapię behawioralno poznawczą.
  12. Witam Od ponad roku moje życie z dnia na dzień rozpada się coraz bardziej na mniejsze i słabsze części.. Zaczęło się na początku od sprawdzania kilka razy czy zamknąłem drzwi od pracy, za każdym razem zamykalem i nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się zostawić otwartych (idąc do auta po pracy, wracam pod drzwi z dwa razy upewnić się czy zamknąłem). Po paru tygodniach to nie wystarczało, bo w głowie padało pytanie "A CO JEŚLI 3 RAZY SPRAWDZILEM TE DRZWI I ZOSTAWILEM JEDNAK OTWARTE???", więc zaczynałem nagrywać telefonem jak zamykam drzwi i wtedy miałem super pewność, że to zrobiłem sprawdzając nagranie wieczorem w domu. Niestety nie było tak kolorowo.. Po jakimś czasie zacząłem nagrywać zamykanie drzwi w domu, zamykanie bramy, czy zgasilem światła w aucie.. Na przełomie 2018/2019 dostałem obsesji na temat jazdy autem, jeżdżąc do pracy ciemnym rankiem, że mogłem kogoś zahaczyc idącego poboczem czy zarysowac auto na parkingu.. Dlatego kupiłem wideorejestrator samochodowy. Nagrywalem - sprawdzałem i tak w kółko, zostawialem nagrania na laptopie w razie jakieś w głowie zagwostki, że miesiąc temu może coś zrobiłem a może i nie... Za każdym razem sprawdzając nagranie nic się nigdy nie wydarzyło ale SAMO SPRAWDZANIE NAGRAN stawało się koszmarem.. Nie mogłem nic zrobić póki nie przeanalizuje nagrań.. Także przeniesolo się to na codzienne czynności jak chodzenie do sklepu (musiałem mieć pewność że nic nie wziąłem czy komuś nic nie zrobiłem - więc nagrywalem momentami co robię w danym momencie). Wyjście ze znajomymi też niedawno zdarzyło mi się uwiecznić w telefonie bo w głowie myśl, że jeśli coś by się stało to pewnie byłoby na mnie i lepiej byłoby mieć uwiecznione co robię.. Od niedawna także boje się że ktoś mógłby wslizgnac mi się pod auto i mógłbym kogoś najechac bo mam dość wysokie auto, więc robię zdjęcia lub nagrywam co sie pod nim znajduje ale wiadomo jak ZAWSZE NIC, mysli robia i tak swoje.. Mógłbym pisać o tym naprawdę dużo i dokładnie, ale mam pytanie.. Czy ktoś ma takie lub miał dolegliwości? Ktoś chorował na to? Wyleczyl się??
  13. Czy ktoś może do mnie napisać na priv? Boje się napisać tutaj o sobie a potrzebuje z kimś porozmawiać bo nie mam do kogo się odezwać a za dużo mam w sobie. Cierpię na depresje i nerwice lękowa...
  14. Cześć. Piszę tutaj, bo łapię się ostatniej deski ratunku. Może zdarzy się cud, w który tak po cichu kiedyś wierzyłam. Chociaż już na to nie liczę, za długo się zmagam ze sobą. Mam problemy z życiem. Nie mam siły, wszystkie aktywności życiowe są dla mnie bezsensowne, nie potrafię wykrzesać z siebie radości z życia, żyję bo muszę. Tak ciężko o tym mówić.. Wie tylko mój mąż, przed wszystkimi ukrywam, wstydzę się, że nie jestem jak inni. Nawet dla męża staram się jakoś żyć, bo szkoda mi go:( Wstydzę się, że mój mąż trafił na taką wariatkę bez przyszłości i lepiej żebym popełniła samobójstwo, on wtedy będzie miał szansę poznać kogoś normalnego i uwolnić się ode mnie. Bardzo mnie kocha, a ja nie umiem opisać jak bardzo jest dla mnie ważny, najważniejszy. Mam 25 lat, jesteśmy dwa lata po ślubie. Mieszkamy razem, staram się wykonywać obowiązki domowe i pracuję. Jest mi tak cholernie ciężko, dużo płaczę, jestem zrezygnowana, boję się wszystkiego, nie umiem opisać moich odczuć.. Czasem się zmotywuję, żeby iść np. na siłownię, ale to nie pomaga. Biorę leki od roku, diagnoza to problemy adaptacyjne. Biorę je, ale wydaje mi się, że to nie kwestia farmakologii, a coś we mnie siedzi, w mojej głowie i nie pozbędę się tych myśli, bo taka już jestem. Nie mogę się zdobyć na jakiś cel w życiu, żyję za karę, nie chcę już, nie chcę, żeby mój mąż musiał się za mnie wstydzić, nie chcę żeby rodzina i znajomi wiedzieli, że jestem nienormalna.. Buduję mur wokół siebie, wychodzę na zimną, złośliwą i wredną kobietę. Boże, nie wiem co robić. Przez to zdarza mi się palić, napić alkoholu, bo wtedy nie myślę, jest mi lepiej. Ale wiem, że nie tędy droga, boję się, że skończę jeszcze w rynsztoku.. Zwariuję, chyba tylko pod pociągiem moje miejsce, nie wierzę już, że cokolwiek się zmieni... Nie mam siły i wiary. Pomocy proszę..
  15. Gość

    Hej wszystkim witam się :)

    Cześć. Jestem o kobietą, mam 34 lata, męża, dziecko i od dość dawna nie potrafię sobie poradzić z nerwami i samą sobą. Kurczę, to brzmi naprawdę słabo. Ech... zaczęło się od tego - w skrócie - że zamieszkałam po ślubie z mężem u jego rodziców. I oni mnie powoli wykańczają...od drobnych spraw po wtrącanie się w wychowanie dziecka etc. Łatwo powiedzieć "wyprowadźcie się" ale na ten moment nie ma szans. Najistotniejsze, że nie umiem się uspokoić, wyciszyć, nic mnie nie cieszy, jak dawniej, nawet rzeczy, które kiedyś sprawiały radość dziś, po prostu stały się nijakie. Nerwy i stres, non stop, bez przerwy, ciemność...... czuję jakbym spadała w dół, nie wiem, jak sobie z tym poradzić.
  16. Cześć, znalazłem was przez przypadek mam zdiagnozowaną nerwicę z zaburzeniami lękowymi od dwóch lat. Żyje w sumie tylko dzięki lekom które przyjmuje każdego dnia. Mam nadzieję że znajdę u was pomoc i może sam podzielę się z kimś swoimi przemyśleniami.
  17. Moje lęki Każdy z nas w życiu doświadcza lęków, niepokoju. Niektórzy radzą sobie z tym lepiej, niektórzy gorzej. Ja jestem z tych, których lęk dobija całkowicie lub w ogóle. Tekst będzie opierał się na moich przeżyciach z tym okropnym uczuciem, które towarzyszyły mi od najmłodszych lat. Zacznę od tego, ze byłem wychowywany przez matkę, która starała się robić wszystko aby w życiu było mi dobrze. Mimo tego, że rzeczywiście robiła wszystko i nadal robi, towarzyszy jej myśl że nie jest wystarczająco dobra. Drugą najbliższą mi osobą jest babcia, która zastępowała mi ojca, który nas opuścił. Mam także siostrę, która nie ingeruje zbytnio w sprawy związane z domem, ale i tak jest kochana (czasami). Gdy miałem 3 latka, poszedłem do przedszkola, juz wtedy czulem ogromny niepokój oderwania sie od domowego zacisza. Byłem na tyle przywiązany do matczynego spokoju i domowej swobody, ze wyczyniałem cuda gdy mama zostawiała mnie na te kilka godzin w przedszkolu. Z ciężkim sercem wracała do auta, gdy słyszała mnie, wołającego do niej: „Nie zostawiaj mnie, nigdy Cię nie zapomnę. Będę tu czekał". Było tak za każdym razem. Przesiadywałem sam na ławce pod oknem i wypatrywałem ukochanej mamy. W wieku 6 lat poszedłem do klasy zerowej podstawówki, w której chyba czułem sie najlepiej. Miałem swoją przyjaciółkę Natasze, z którą nie mogłem przestać sie bawić. W tamtym czasie także odczuwałem lęk, ale nie był on na tyle silny aby przeszkadzał mi w normalnym funkcjonowaniu. Na klasie zerowej zakończył sie mój pozornie wewnętrzny spokój. Każdy kolejny rok spędzałem pod ścianą, nerwowo gryząc moje długie, czarne włosy. Po szóstej klasie, rozwiązały sie wszystkie moje kontakty z kolegami, było ich nie wielu. To wszystko spotęgowało mój lęk przed nową szkołą i trudnościami w nawiązywaniu kontaktów z grupą. Jednym słowem, czułem sie jak niewlasciwy odłamek puzzelka, w każdej możliwej sytuacji. Przed rozpoczęciem nauki w gimnazjum, wyprowadziliśmy się na wieś. Pierwszy rok minął dosyć ciężko, lecz większość mnie zaakceptowała i nie czułem się taki samotny. Nauczyciele nie byli niestety zbyt wyrozumiali, lecz nie mogę tego powiedzieć o wszystkich. Szkolny pedagog wraz z dyrektorką, zadufaną w sobie i swojej świetności oraz władzy, czepiali sie wszystkiego. Sam nie byłem święty. Wiele razy prowokowalem sytuacje po to, aby podyskutować i marnie udowodnić im moją racje. Byłem w tym wszystkim jednak szczery. Nikomu nie robiłem dobrze po to aby mi samemu było lepiej. Wszystko co mi się nie podobało wyrażałem słowami lub czynem. Ludzie tego nie tolerują. Trzeba być jednolitym ze stadem. Nie można odłączać się od reszty i dokonywać zmian. Podważanie czegoś jest niewłaściwe. Po co to robić, przecież jesteś, żyjesz, to ci wystarczy, tak myśli większość. Wszystkie te rzeczy podbudowywały mnie i w dziwny sposób zabijały lęk, tak naprawde przed niczym. Wiedziałem wtedy ze funkcjonuje, że coś robię, dokądś dąże. Przed rozpoczęciem drugiej klasy gimnazjum znalazłem przyjaciela. Kamil był w wielu rzeczach podobny do mnie. Był introwertykiem, który czasami jednak ulegał grupowej presji, lecz nie tak jak wszyscy. Był jedyną osobą dla mnie. Z całej szkoły tylko on mi odpowiadał. Zaczęliśmy się kumplować. W wieku 13/14 lat wypiliśmy razem nasze pierwsze piwo „Baca". Było cudownie i prześmiesznie. Wakacje mijały na ogół spokojnie, nie byłem zdenerwowany całym systemem i stadem glupich ludzi, ktorzy mnie otaczali. Mogłem na chwilę odetchnąć. W wakacje przed rozpoczeciem kolejnego roku szkolnego, znalazłem dziewczynę. Nie byłem jak wszyscy. Traktowałem to wszystko na poważnie, liczyłem na prawdziwy, młodzieńczy związek (nie przeliczyłem sie). W drugiej klasie gimnazjum zaczalem często pić z Kamilem. Po pewnym czasie stało sie to po prostu nudne i monotonne, nie dawalo nam nic poza bólem brzucha. Zacząłem palić marihuanę, której zwolennikiem byłem od zawsze. W przeciwieństwie do alkoholu dawała mi ona spokój i opanowanie, mogłem na wszystko spojrzeć z innej strony. Zrezygnowałem totalnie z alkoholu. Paliłem dość rzadko. Razem z moim przyjacielem, zastąpiliśmy alkohol marihuaną. Nie robiliśmy tego tak często jak z butelką. Nie ciągnęło nas. Mój lęk do całego swiata odwrócił się, zacząłem żyć i funkcjonować jak każdy inny człowiek. Czułem się świetnie. Na kolejnych wakacjach spotkała mnie przykra sprawa z moją dziewczyną, która zaindukowała u mnie lekką depresję i wyciągnęła lęki na wierzch. Przestałem sobie radzić ze światem. Udałem sie wtedy pierwszy raz do psychiatry, który rzeczywiście mi pomógł, dostałem leki. Po 2 miesiącach stanąłem na nogi. Raczej zadziałała tu autosugestia, ponieważ leki po mniej wiecej tym czasie stają się „aktywne". Przez kolejne kilka miesięcy bylo przeciętnie, popałałem marihuanę i piłem okazjonalnie piwo. Moje lęki nie były bardzo mocne, miałem czasami trudności, ale każdy z nas je ma. W domu niestety bylo gorzej. Mama nie dogadywała się ze swoim narzeczonym, który nie traktował jej dobrze. Przez to wszystko zacząłem sie izolować, zamykałem sie w pokoju, byłem drażliwy. Podświadomie moje lęki i złość na mamy wybrańca rosły. Przechodziłem trzecią klasę gimnazjum. Pod koniec zacząłem więcej palić, alkohol wtedy odstawiłem całkowicie. Eksperymentowałem wtedy także z różnymi psychodelikami. Było to raczej z mojej wrodzonej ciekawości poznawczej. Byłem ciekawy wszystkiego. Mama się dowiedziała i zaczęła sie afera. Pozostałem tylko przy marihuanie i niczego więcej poza okazjonalną kodeiną nie używałem. W domu nie było dobrze. W tej chwili już mąż mojej matki zaczął byc agresywny i ciągle sfrustrowany. Zamykałem się juz coraz częściej w pokoju. Zostałem sam z lękiem i obawami o mame. Pewnego razu, nie mogąc patrzec jak ją traktował, postawiłem mu się i wyciągnąłem wszystko na wierzch. Wyprowadził się. Zaczęły się groźby w moja stronę. Po pewnym czasie sytuacja zamilkła i wszystko złagodniało. Dom stał sie na nowo oazą spokoju. Do czasu. Nie paliłem juz w tamtym okresie marihuany. Bałem sie, ze nasili moje lęki i pogłębi sytuację, w której wszyscy sie znajdowaliśmy. Wszystko na pozór było dobrze. Niewiele czasu po całej sytuacji dostałem bardzo silnych lęków z atakami paniki i depresją. Myślałem, ze przejdzie. Wytrzymałem kilka dni w tym stanie, po czym doszła tak silna derealizacja że nie odróżniałem czasami co jest prawdą a co fikcją. Mama próbowała zarejestrować mnie do psychiatry, niestety nieskutecznie. Kolejki były strasznie długie, a ja potrzebowałem pomocy na już. Udałem się do rodzinnego, od którego dostalem xanax i ssri, które przytłumiły moje emocje, niestety bardzo lekko. W tej chwili raz jest lepiej, a raz gorzej. Za dwa dni mam wizyte u psychiatry i decyduję się na psychoterapie. Niektóre dni to naprawdę męka. Nie życzę tego żadnemu wrogowi. Zwracajcie uwagę na to w jakim srodowisku sie obracacie i co jest dla was dobre. Niektóre rzeczy podświadomie wpływają na naszą psychikę i problemy wychodzą dopiero z czasem. Dlatego powinniśmy szanować swoje poczucie spokoju jak i innych, aby nie byc w sytuacji w której w tej chwili znajduję się ja.
  18. Dzień dobry. Jestem Martyna i mam 22 lata. Zastanawiam się czy mam nerwicę. Jestem studentką i nie mam tyle funduszy, żeby się leczyć. Jest możliwość, że poradzę sobie z tym sama? Niżej opiszę objawy: * przy ludziach mam problem z koncentracja, z pamięcią i jestem otępiała. Nie umiem myśleć przy nich tak logicznie, jak będąc sama. Tylko przy może 3 osobach tak nie mam albo pod wpływem alkoholu, *boję się wystąpień publicznych: wargi drżą, serce szybko bije, głos się załamuje, czuję coś dziwnego w gardle, często muszę robić kilkusekubdowe przerwy podczas mówienia. Słyszę wtedy jak bije mi serce, jakby uderzało o żebra, *mam niską samoocenę, * przejmuję się wszystkim. Drobne rzeczy potrafię analizować połowę dnia, * nie umiem przyjąć krytyki: potrafię rozmyślac pół dnia np. o tym, że zostalam skrytykowana przez niezbieranie swoich włosów ze zlewu w łazience. Zaczęłam przygotowywać się do wyjść w swoim pokoju, żeby ktoś mnie nie skrytykował za kolejny błąd zrobiony w łazience. To tylko przykład, * często mam problemy z oddychaniem. Robię kilka płytkich wdechow, mam wrażenie że jestem niedotleniona i muszę zrobić co kilka wdechow duży wdech. Czasami nie mogę wciągnąć powietrza do końca. Czuję jakąś blokadę w płucach. Pomaga mi ziewanie na siłę. Wtedy czuje, że jestem dotleniona. Te problemy się nasilają jak o nich myślę, * czasami boję się zasnąć, bo boję się, że się nie obudzę, * często boję się, że moja mama umrze. Wyobrażam sobie jej śmierć i się boję tego, że będę cierpieć po jej śmierci. Mam tak też czasami z moimi zwierzakami. Są już stare i wiem, że niedługo ich już ze mną nie będzie i już wyobrażam sobie ból po ich stracie, *nie mam ochoty na seks. Wolę zaspokajac się sama. Nie robię tego często. Może raz na 2 tygodnie. Chłopak umie mnie zaspokoić, ale i tak mogłabym z nim to robić raz na pół roku. Kiedyś tak nie miałam, * czasami odczuwam stres bez powodu. Tak po prostu czegoś się boję i nie wiem nawet czego, * około kilka dni na miesiąc mogę w nocy nie spać. Nie mogę zasnąć. Odsypiam w dzień albo wcale. Jak przesypiam cała noc, to i tak rzadko mi się zdarza zasnąć od razu. Zwykle leżę z godzinę i dopiero zasypiam. Często też budzę się w nocy. Wysiłek fizyczny lub jego brak nie mają na to żadnego wpływu - sprawdzone, * boję się chyba zbyt wielu rzeczy. Nie wierzę w duchy, ale często boję się spać. Jak nie ma wspolokatorow, to śpię przy zapalonym świetle. Jak jestem sama, ktoś zadzwoni do drzwi i nie wiem kto to, to zdarza mi się nie otworzyć, bo się boję. Boję się zanurzyć całą głowę pod wodę, boję się wysokości, ciemności i pewnie większości rzeczy, których można się bać. Chłopak ze mnie się śmieje (nie mam mu tego za złe, to nawet jest trochę śmieszne), bo łatwo mnie wystraszyć. Siedziałam z nim w lesie i jakiś owad uderzył w liść blisko nas. Wstałam i chciałam uciekać. Malowalam się i do kosmetyczki była przyczepiona nić - odskoczylam jakby mnie ktoś prądem porazil. Myślałam, że to pająk. Wystraszyłam się też mojego cienia, który się poruszył od świateł mijającego mnie samochodu. Te 3 sytuacje są z wczoraj. Codziennie chociaż raz muszę bardzo się wystraszyć głupiej rzeczy. Oglądanie horroru ze mną to dodatkowe emocje. Chłopak mówi, że bardziej go straszę ja, przez moje krzyki i ucieczki od ekranu, niż sam film. Ostatnio podrapałam się po twarzy do krwi, tak się wystraszyłam potwora z horroru, * śmierci tak bardzo się boję, że napiszę o niej oddzielnie. Panicznie jej się boję. Nie mogę sobie wyobrazić co będzie jak umrę. Jestem ateistką, dlatego mam jeszcze większy lęk. Boję się tego, że zniknę i wszystko się skończy. Dlatego boję się też, że będzie wojna. Co jakiś czas mi się śni, że jest w Polsce wojna i uciekam przed bombami itp. * chyba mam zespół jelita drażliwego: wzdęcia mam przez większość czasu, co jakiś czas biegunki. Przy bardzo dużym stresie wymiotuję albo chce mi się wymiotować, * stresuję się przy rozmowie z 95% osób. Nawet rozmowy z rodzicami albo z chłopakiem (jestem z nim 2,5 roku) są stresujące. Jak kogoś poznaję, to przez stres mało mówię. Nie potrafiłabym wymienić komuś na żywo chociaż 5 rzeczy, które opisałam - problem z koncentracją przy ludziach. Jak już wspomniałam, nie mam kasy na leczenie i szukam pomocy tutaj. Jeśli ktoś przeczytał to do końca, to dziękuję za poświęcony czas.
  19. Witam forumowiczów. Jakiś rok temu dopadła mnie nerwica napadowo lękowa i stwierdzilem że z tej okazji pomogę sobie za pomocą prowadzenia bloga. Z tej okazji chciałbym zaprosić do zapoznania się z moją historią i podpowiedź, czy taka forma „terapii indywidualnej” ma sens. Na moim blogu jak na razie jest opisana jedynie historia. Zamierzam uzupełnić content o jej przebieg i sposób radzenia sobie z tą przypadłością. niepotrzebnenerwy.pl pozdrawiam
  20. Hej, brał ktoś może ALVENTE? jesli tak to czy pomogła ? Jak długo ja stosowaliscie?
  21. Hej! mam pytanie jaki lek na zaburzenia lękowe,nerwice,ogromny lęk pomógł wam najbardziej ? Dodam ze brałam przez rok Parogen ale po roku przestał działać
  22. Witam Jestem teraz na Zmianie leków, przed ten brałam Parogen pomógł mi ale w końcu przestawał działać bo napady paniki byly coraz większe..od 4tyg biorę ALVENTE mam wrażenie ze nic nie pomaga ale lekarz powiedział żebyśmy jej jeszcze dali z tydzień.. do tego brałam pregabaline i teraz odstawiłam No i tutaj przyszło odrazu po 1 Dniu załamanie obudzialam się odrazu atak paniki, całe ciało mnie swędzi i się drapie cały czas do tego wzięłam odrazu lorafen zawsze mi pomagał pomógł i teraz ale po 8 godzinach czuje ze lęk się znowu zbliża...i już nie wiem co robić... czy to może być poprzez odstawienie pregabaliny dodam ze odstawiałam ja stopniowo najpierw jedna tabletkę odstawiłam i w drugim tygodniu druga...
  23. Witam, interesuje mnie - jak w temacie - problem zapchanego nosa, a dokładniej rzecz biorąc uczucia zapchanego nosa, czyli stanu gdzie błona w nosie jest przewlekle obrzęknięta i uniemożliwia swobodne oddychanie. Nie mam na myśli problemów alergicznych, ale stan który utrzymuje się całymi latami, bez względu na porę roku. Najbardziej utrudnia to spanie, bo oddychanie ustami wysusza gardło i powoduje wybudzanie i konieczność łyknięcia wody. Kataru nie ma, lub jest go nie na tyle dużo by to on sprawiał powazny dyskomfort, ale własnie ten obrzęk i niemożnośc normalnego oddychania. Czy ktokolwiek spotkał się z takim problemem w połączeniu z objawami braku energii i stanów lękowych/niepokoju? Czy może być to choroba psychosomatyczna? I najważniejsze, czy ktokolwiek mam pomysł jak z tym walczyć, albo co zrobić by uzyskać chociaż częściową poprawę? (Wieloletnie wizyty u wielu specjalistów w niczym nie pomogły, operacje zatok, prostowania przegrody i różne koagulacje prądem czy wypalanie mrożonym powietrzem gówno dały). A może ktoś znalazł sposób żeby to zwalczyć? Wszystkich którzy zmagaja się z czymś podobnym gorąco zachęcam do DYSKUSJI, być może wspólnie uda się przynajmniej częściowo poprawić ten dziadoski stan.
  24. Pisałam już podobny post gdzie indziej i z góry przepraszam jeżeli nie jest to miejsce na tego typu pytania, ale czy znajdę w Suwałkach kogoś z nerwicą natręctw? Pisać na priv.
  25. Witam. Moja historia jest bardzo długa i czuje potrzebe podzielenia się z nią tutaj, ponieważ chyba muszę już szukać pomocy na wszystkich frontach. Obecnie leczę się u psychiatry na depresję i efekty są narazie ciężkie do oceny. Dawno temu miałem kilka traumatycznych przeżyć które sprawiły, że miewałem lęki i ataki paniki(palenie trawki wzmocniło ich genezę). Piłem wtedy sporo alkoholu, co jeszcze bardziej zniszczyło mi zdrowie, relacje i system nerwowy. Dziś już nie miewam ataków paniki, aczkolwiek występuje ciągle lęk taki wolnopłynący. Sport pomaga, ciekawe zajęcia pomagają, aczkolwiek niestety nie mogę się ustabillizować i wpadam w okresy super aktywności i okresy gorszego samopoczucia. Borykam się od bardzo dawna z niską, praktycznie nieistniejąca samoooceną, która często przeobraża się w poczucie wyjątkowości i "mi się należy być mądrym i wyjątkowym". Zupełnie nie mogę sobie poradzić z tym uczuciem. Przeszkadza mi prowadzić stabilne życie i relacje międzyludzkie. Bardzo się denerwuje, kiedy mam do czynienia z osobami wyżej w hierarchii i które wiedzą więcej ode mnie w temacie od którego zależy moja samoocena(jak praca np). Czuje się ciągle głupi, przewrażliwiony, podatny na wywieranie wpływu przez osoby o silniejszej psychice. Nie wiem czego chce od życia, nie wiem co mam robić. Mam słomiany zapał praktycznie we wszystkim. Żongluje różnymi zainteresowaniami na przestrzeni lat, co chwile do nich wracając nigdy nie zagłębiajac sie w nic na dłuższy czas. Przez co zawsze jestem średni, mierny. Ciągle czuje się niekompletny i za głupi. Nie wiem co z tym zrobić. Medytuje, miewałem okresy nawet kilkumiesięcznej praktyki non stop, jednak zawsze wypadało coś co przerywało ten etap. Mam kobietę, aczkolwiek nie jestem w stanie czerpać z tego faktu jakichś wzniosłych uczuć i czerpać sensu życia. Brakuje mi celu, czegoś trwałego w tym zmiennym świecie. Mam niskie żelazo, kwas foliowy, ferrytyne, wit d. Z ostatniej pracy się zwolniłem, byłem wypalony, poirytowany. Poszedłem do nowej, jednak po kilku miesiącach w nowej pracy wyszło że mam ogromne problemy z pamiecia, koncentracja i motywacja. Parę dni temu oświadczyłem, że i z tej pracy się zwalniam. Mam spory kredyt do spłacenia, aczkolwiek nawet on nie spowodował paraliżu przed tą decyzją. Często zyje z dnia na dzien, nie planuje. Zyje tu i teraz, uciekajac w fantazje i rozmieniajac sie na drobne. Chciałbym z tym skończyć, tylko nie wiem jak.
×