Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Nerwica

Znaleziono 14 wyników

  1. Witam, na forum jestem nowa. Od 2 lat zmagam się z napadami lęków (ledwo skończyłam liceum), miałam teraz dłuższe wakacje, było w porządku, zapisałam się na dosyć ciężkie studia, nawet nie wiem czy to odpowiedni kierunek dla mnie, a do tego wynajęłam mieszkanie 50km od domu z chłopakiem i przyjacielem. Wszystko było w porządku aż do teraz. Już miesiąc temu zaczęła mi się nawracać choroba, ciągły stres, lęk jak to będzie, co jeśli na studiach będę miała takie same jazdy jak w szkole i co jeśli rzucę studia, nie zostawię chłopaków na lodzie samych w mieszkaniu, za które trzeba płacić. Im bliżej tego wszystkie tym więcej czuję stresu. Nawróciły się biegunki, codzienne, histeryczna kulka w gardle, za parę dni idę do "swojego mieszkania" i ciągle lecą mi łzy ze stresu. Jestem totalnym domatorem, mam stwierdzoną fobię społeczną i lękową, nie radze sobie idąc na zakupy, a wybrałam mieszkanie poza domem i studia... mam wiele "ale", co jeśli w ogóle się do tego nie nadaję? Jak mam zostawić chłopaków samych, jak zrezygnowac ze studiów skoro dostałam nawet stypendium za naukę w liceum... Jestem w ciągłym stresie, mam wrażenie, że sobie nie poradzę, że to wszystko nie ma sensu, że nawet nie mam po co przenosić rzeczy do tego nowego mieszkania bo zrezygnuję po tygodniu... Czy ktoś z Was będąc w podobnym stanie pokonał lęki? Biorę antydepresanty, mam wrażenie, że już nie pomagają. Chodziłam na terapię rok, nie pomogła.
  2. PaulinaLina

    Czy to nerwica? Pomocy!

    Witam, Jestem nowym uzytkownikiem na tej stronie, a wiec napisze troche o sobie. Mam na imie Paulina. Odkad pamietam, zawsze czulam sie samotna. Zawsze mialam rodzine i znajomych przy sobie, lecz zawsze doskwieralo mnie uczucie samotnosci. Ciagle czulam sie nierozumiana, niepotrzebna, niechciana. Do dzisiaj mam takie uczucia, ale staram sobie z nimi radzic i wmawiac sobie, ze tak nie jest. Nie zawsze jednak sie udaje. Czesto mam doly i czesto tez placze. Tlumie w sobie tyle emocji ,ze nie potrafie czasami nad nimi zapanowac. Najczescie towarzyszy mi smutek i nerwy. Bardzo latwo jest mnie zdenerwowac i bardzo latwo doprowadzic do placzu. Do placzu potrafi mnie doprowadzic niemal ze wszystko... Zawsze unikalam zatloczonych miejsc, jazda autobusem czy tramwajem gdzie bylo pelno ludzi przyprawiala mnie o zawroty glowy. Mam problem z krytyka, strasznie nie lubie byc oceniana i takze sama mam surowe zdanie o sobie. Nie lubie byc w centrum uwagi, nie lubie gdy ktos sie na mnie patrzy bo odrazu dostaje paranoji. Przychodza mysli, moze jestem brzydka, moze mam cos we wlosach itp. Nie rozumiem skad sie to bierze, jest to strasznie glupie myslenie ale odkad pamietam tak mam. Staram sie unikac wiec sytuacji, gdzie jestem w centrum uwagi i musze rozmawiac z nieznajomymi... Glownym powodem dlaczego tutaj jestem byly ostatnie sytuacje... Cala firma w pracy miala zebranie na temat podwyzek, gdy szef zabral glos i wszyscy go stojac sluchalismy, ja zaczelam czuc sie slabo. Zaczelo mi sie robic ciemno przed oczami i balam sie ze zaraz upadne. Zerwalam sie szybko z tego miejsca gdzie wszyscy stali i poszlam predko do swojego biura gdzie bylam tylko ja. Probowalam sie uspokoic i jakos przeszlo. Myslalam ze to przez grype ktora wtedy mialam i poprostu organizm byl zmeczony. Jakos sie poprawilo i nastal weekend. Po weekendzie gdy wrocilam do pracy jeszcze bardziej chora, strasznie nie moglam sie skoncentrowac na tym co robie. Nie raz juz bylam w pracy gdzie bardzo zle sie czulam i bylam chora i zawsze sobie dawalam rade do konca zmiany. Nie pracuje fizycznie wiec nie widzialam zadnych dalszych problemów. Jednak tego dnia na przerwie zaczelam sie czuc podobnie jak na zebraniu. Czulam jak zbieraja mi sie mysli w glowie ze zaraz zemdleje mimo to ze siedzialam. Robilo mi sie czarno przed oczami i ciezko mi sie oddychalo. Bylam przerazona, nie wiedzialam co sie ze mna dzieje. Balam sie, ze zemdleje i ludzie si ebeda na mnie patrzec. Zaczna oceniac czy sie smiac albo ze nikt mi nie pomoze. Nie chcialam byc na jezykach.Poprosilam szefa o zwolenienie do domu. Tak i zrobilam i tego jeszcze samego dnia udalam sie do lekarza. Pomyslalam, ze moze cos mi jest, ze moze jestem na cos chora moze to cos powaznego. Lekarz sprawdzil moje cisnienie i zbadal krew. Wszystko wyszlo prawidlowe. Myslalam, ze te leki sa spowodowane tym ze jestem na cos chora. Nie mowie tutaj o grypie lecz o jakiejs powazniej chorobie. Jednak sie okazuje ,ze nic mi nie jest i krew mam naprawde zdrowa. Nie wiem jak mam dalej sobie radzic z tymi myslami. Utrudniaja mi one normalne funkcjonowanie. Codziennie boje sie co bedzie potem co bedzie jutro. Czy znowu dostane paniki, czy znowu bede sie bac ze zemdleje. Zamiast cieszyc sie zyciem ja staram sie zapanowac nad wlasnymi emozjami i myslami... Zanim ktos mnie odesle do lekarza, bardzo prosze o jakies rady lub podobne historie... Pozdrawia, P
  3. klaudia27

    Pierwsze koty za płoty

    Cześć mam na imię Klaudia mam 27 lat, w miarę szczęśliwe życie, gdyby nie : lęki, DDA, objadanie się i sięganie po alkohol. Tak ostatnimi czasy radzę sobie z nękającym mnie poczuciem lęku zwłaszcza w nocy, oraz poczuciem, "wiem, że nic nie wiem". Moja motywacja na dzień dzisiejszy jest zerowa, zdaję sobie z tego sprawę, i zaczyna mnie to uwierać "słodkie lenistwo" jest dobre do czasu. Zaczynam zauważać w sobie początki "hipochondrii" bo jak nazwać to najlepiej czuję się, gdy coś mi dolega? że czuję się wtedy zaopiekowana, kochana ? Nie jest to do końca normalne .Czego się spodziewam ? Może wyrzucenie tego z siebie jest dobre na sam początek? Może szkoda tej odrobiny samodzielności, którą udało mi się wypracować, tej miłości, którą ktoś bardzo ważny do mnie poczuł? Niezrozumienie dla tego chaosu, który pojawił się w moim życiu, żalu decyzji zwłaszcza zawodowych, posiadam wspaniałych ludzi wokół siebie, których nie potrafię docenić, spektrum możliwości, których nie potrafię wykorzystać ? "betonowe buciki" za bardzo przyspawały się do moich nóg, żeby choć trochę beton zaczął pękać ? nie lubię słowa "chciałabym" bo nie idą za tym w moim przypadku konkretne czyny, może zastąpię je słowem "spróbuję" i każdy krok na przód będzie miłą niespodzianką? Pozdrawiam wszystkich forumowiczów.
  4. Michał97

    Ponowna kuracja lekami.

    Dzień dobry, Od środy(15 sierpnia) biorę parogen(SSRI). Wcześniej brałem go przez rok w dawce 0,5 tabletki(10mg). Psychiatra mówił mi, że dawka jaką brałem nie miała prawa działać. Zalecił, abym zwiększył dawkę do 1 tabletki(20mg), następnie po tygodniu do 1,5 tabletki(30 mg), następnie po tygodniu do 2 tabletek(40mg). Mam skłonności do mocnej somatyki, hipochondrii, ale martwi mnie osłabienie, bóle w skroniach i ból głowy, ciężkie powieki, zmęczenie. Nie pamiętam jak zaczynałem kiedyś brać parogen czy wystąpiły takie objawy. Czy może to być to objawy powiększenia dawki? Czy należy, abym odstawił lek? Czy ktoś z Was ma/ miał podobne objawy? Pozdrawiam
  5. Hej, brał ktoś może ALVENTE? jesli tak to czy pomogła ? Jak długo ja stosowaliscie?
  6. Hej! mam pytanie jaki lek na zaburzenia lękowe,nerwice,ogromny lęk pomógł wam najbardziej ? Dodam ze brałam przez rok Parogen ale po roku przestał działać
  7. Witam forumowiczów. Jakiś rok temu dopadła mnie nerwica napadowo lękowa i stwierdzilem że z tej okazji pomogę sobie za pomocą prowadzenia bloga. Z tej okazji chciałbym zaprosić do zapoznania się z moją historią i podpowiedź, czy taka forma „terapii indywidualnej” ma sens. Na moim blogu jak na razie jest opisana jedynie historia. Zamierzam uzupełnić content o jej przebieg i sposób radzenia sobie z tą przypadłością. niepotrzebnenerwy.pl pozdrawiam
  8. Witam Jestem teraz na Zmianie leków, przed ten brałam Parogen pomógł mi ale w końcu przestawał działać bo napady paniki byly coraz większe..od 4tyg biorę ALVENTE mam wrażenie ze nic nie pomaga ale lekarz powiedział żebyśmy jej jeszcze dali z tydzień.. do tego brałam pregabaline i teraz odstawiłam No i tutaj przyszło odrazu po 1 Dniu załamanie obudzialam się odrazu atak paniki, całe ciało mnie swędzi i się drapie cały czas do tego wzięłam odrazu lorafen zawsze mi pomagał pomógł i teraz ale po 8 godzinach czuje ze lęk się znowu zbliża...i już nie wiem co robić... czy to może być poprzez odstawienie pregabaliny dodam ze odstawiałam ja stopniowo najpierw jedna tabletkę odstawiłam i w drugim tygodniu druga...
  9. Witajcie Od paru miesięcy mam problem, kiedy mój chłopak wyjechał za granicę poczułam, że mogę przestać go kochać. A kocham go bardzo mocno i to nie dawało mi spokoju. Myślałam o tym dzień w dzień, płakałam, ta myśl towarzyszyła mi od rana do nocy, bałam się, że stracę taką osobę przez samą siebie. Potem miałam tak słabą psychikę, że wszystko było dla mnie problemem. Zobaczyłam w tv homo i zaczęłam zastanawiać się czy przypadkiem ja taka nie jestem, to by zniszczyło mój plan na życie... moją miłość. Oczywiście nigdy nie czułam pociągu w strone kobiet, zawsze chciałam podobać się chłopakom, a dziewczyny traktowałam jakby ich nie musiało być. Po tym zaczęłam sobie wyobrażać a co by było gdyby? I to mnie przeraża, napełnia lękiem, strachem, wolałabym umrzeć niż taką być, wiem, że tęskniłabym za chłopakiem, ale boje sie, że to się może zmienić, ciągle to analizowałam, bałam się... przecież ja chcę życia z mężczyzną od zawsze! Potem pomyślałam sobie "to tak samo głupie jak to że chciała byś być trans..." i prosze i znowu strach i analizy, ale od tego szybko sie uwolnilam, wyszłam z domu pierwszy raz od kąt pojechał, pogadałam z koleżanka i to minęło. Często wydaje mi się to śmieszne, że nie będę homo nigdy, że czemu trace tyle energii na to, a potem znowu to analizuje i jednak się boję. Kiedy wrócił to minęło, ale kiedy go nie ma nadal wpadam w panikę. Boję się, nie chce tak myśleć bo co jeśli stanie się to prawdą?
  10. Cześć od kilku miesięcy zmaga się z natręctwem, że jestem homo, teraz niestety przeszło na pedo. Nigdy nie miałem skłonności do żadnej z wymienionych. Mam 19 lat (z każdym teoretycznie się rodzimy) wiec w wieku w którym zaczęły pociągać dziewczyny dana przypadłość powinna (tym próbuje się ratować) dać o sobie znać. Zawsze innni faceci jak i dzieci były dla mnie całkowicie aseksualne. I teraz przejdę do sedna - gdy widziałem faceta( jakiegokolwiek np jadącego na rowerze) lub teraz jak np dziewczynka jedzie na rowerze i jade autem normalnie to odczuwam( odczuwalem) niepohamowaną potrzebę tak jakby popatrzenia na daną osobe w celu przetestowania natretnej myśli -> i np. Jedzie ta dziewczynka i widzę normalne dziecięce takie jakby sympatycznie( no takie normalne jak widzisz uśmiechniętego dzieciaka bez zdeformowanej twarzy -> i ciach nagle gdy rejestruje że to taka osoba to beng 1 przez 2 sek pojawia sie uczucie jak idziesz przez miasto i nagle spotykasz kogoś znajomego ( taki skok wewnętrzny jakiś) 2 następnie przez jakieś 3 sek potężne uderzenie emocji jakby fałszywie wywołane uczucie fascynacjy czymś lub gdy coś się bardzo podoba, coś się lubi ale odpala się lek i strach( wszystko się wywraca ( psycholog kiedyś stwierdził że mam problem z nazwaniem uczuć i dlatego tak to dziwnie rozpisuje bo po prostu nie potrafię tego nazwać i trudniej walczyć) ) przechodzi w szok, rozpacz, chęć samodestrukcji i potworna panika 3 i pojawia sie opisywane już na forum tzw sztuczne podniecenie ( również pojawiające sie na samą myśl czy słowo, lub skojarzenie) ale nic innego pozanie tym uczuciem sie nie dzieje ( prawdziwe uczucie jest troszeczkę inne jak by rzeczywistość VR niby realne ale wiesz że nie. To było do homo i teraz również jest teraz i powie do was czy ktoś kiedykolwiek miał choć podobne odczucia, czy już całkiem mi odwaliło? Nigdy wcześniej takie coś niebkialoe miało miejsca. To normalne w takiej nerwicy? Samą myśl że mógłbym być kimś takim spraiwa, że mam ochotę otworzyć okno ( 9 piętro) i to skończyć. Pomocy, wiem, że kojowo opisane ale nie wiem czy aż tyle taka nerwica odczuć wymusza, a sami wiecie jak takie coś niszy psychiczne
  11. Od dziecka mam nerwicę. To nic w porównaniu z tym, jak się czuje teraz przy rodzicach. Nie skończyłam jednych studiów z powodu depresji. Zerwalam ze studiami prawniczymi i postanowiłam, że pójdę na studia techniczne, które mnie interesują od jakiegoś czasu. Moi rodzice w bardzo niewielu przypadkach zwracali uwagę na moje potrzeby. Mówiłam mamie, ze mam depresje, ze czuje się źle ze sobą i ze mam myśli samobójcze. Co ona na to? Mówiła mi, ze jestem słaba i ze nie moge mieć takich myśli. Nic ponadto... Ona sama ma borderline oraz nerwice i nie chce się leczyć. Gdy byłam na studiach, to wszystkie swoje problemy przerzucala na mnie. Potrafiła ze mną rozmawiać przez 2 godziny dziennie przez telefon. Nie mialam zycia towarzyskiego z wyboru, bo potrafila wyssac moją energię zyciową do samego dna. Wszystko to brałam do siebie i popadlam w jakiś dziwny stan, który nazwałbym depresja. Znikad nie mialam pomocy, czy nawet zwyklej rozmowy, a na prywatnego psychoterapeute nie bylo mnie stac. W dodatku moja matka zrobiła sobie dziecko z facetem, który jest nie do życia i który mnie wyzywa. Nie sa razem, ale to i tak jest problemem. W tym roku, po przerwaniu studiów, to ja sie zajmuje jej dzieckiem, a ona pracuje. Chciałabym pójść na studia, bo mam różne zainteresowania i pasje. Nie dostałam się jednak na techniczne studia stacjonarne, a niestacjonarne techniczne stoją pod wielkim znakiem zapytania. A to wszystko przez maturę, którą pisałam dwa lata temu. Chciałabym napisać mature rozszerzoną z matematyki, ale będę to mogła zrobić dopiero za rok, a moja matka nalega, żebym już teraz poszła na studia. Zaś moje niestacjonarne studia po prostu wyśmiewa. Czuje się źle, do niczego nie mam chęci. Całymi dniami zajmuję się jej dzieckiem, mimo, ze mam ochotę wyjechać za granicę i zarobić na jakąś podróż przed studiami. Nie wiem tez tak naprawde jaka jest moja droga życiowa, a muszę pomagać dorosłym ludziom - czyli moim rodzicom. Dzisiaj mama powiedziała, ze jakas ciotka stwierdziła iż nic ze mnie nie będzie. I miałam już dosyć dyskutowania z nią. Wyplukalam szklankę, która stała na zlewie, nalałam do niej wody i wylałam całą jej zawartość na matkę. Mam wyrzuty sumienia, bo wiem, ze jest jej w życiu źle z powodu zaburzenia i z powodu tego, ze mój ojciec jest psychopatycznym sadystą, ale z drugiej strony ... traktuje mnie jak śmiecia, mimo, ze jej pomagam i mimo, ze sama mam depresję, której ona nie rozumie. Jestem młoda i zagubiona w życiu. Nie mam przyjaciół. Nie mam miłości. Nie mam zrozumienia. Proszę o pomoc. Próbowałam z nią rozmawiać o tym wiele razy. Zawsze zaczyna od tego, ze jestem słaba i ze nic nie znaczę.
  12. ten dziwny

    Moje życie czyli jego brak

    Witam Mam 17 lat i zmagam się z różnymi problemami.. czasami myśli doprowadzają mnie do płaczu chociaż to się zdarza rzadko. Byłem poniżany w szkole już od czwartej klasy podstawówki.. głupie żarty itd.. mimo to jednak miałem wtedy jeszcze predyspozycje do łatwego zawierania znajomości i kolegowania się. Co nowsza klasa to więcej głupich dowcipów i pomysłów na to jak tu tylko mieć jeszcze większą polewkę ze mnie. Moi rówieśnicy czepiali się o wszystko.. dosłownie. Nawet o to, że kiedy cała klasa się z czegoś śmiała, ja w ogóle się nie śmiałem. Dla mnie to były żałosne szczeniackie gadki. Zboczone żarty były dla mnie po prostu nie smaczne i nie rozumiałem jak można się z tego na głos w ogóle śmiać. Oni myśleli wtedy że jestem "zamulony". Kto wie.. może to to a może po prostu byłem bardziej dojrzały. To jednak nie były moje najgorsze dni. Prawdziwa masakra zaczęła się w 1 gimnazjum. Pamiętam raz taką scenę gdzie stałem sobie pod klasą i podchodzą do mnie pseudo koledzy z klasy niby zagadać ale z szyderczym tonem. W końcu mnie jakby otoczyli przy ścianie i specjalnie gapili mi się w twarz z każdej strony. Nie mogłem uciec od kontaktu wzrokowego. I wtedy tak jak ja naprawdę cholernie dobrze potrafię kontrolować swój płacz to tamto było dla mnie za wiele i czułem że łzy powoli pływają mi w oczach. Mimo tego wszystkiego, nie wagarowałem bo wtedy to jeszcze w ogóle dla mnie nie było opcją. W drugiej klasie była sytuacja której nie życzę żadnemu facetowi. Pewnego razu była u nas na lekcji z wizytą jakaś pani psycholog czy coś tam i przeprowadzała lekcję na temat właśnie takich problemów szkolnych i innych. Nienawidziłem takich lekcji bo wiedziałem że cała klasa wtedy myśli o mnie a w szczególności dziewczyny myślały sobie że ze mnie taka p*zda i czułem się jakby się na mnie patrzyli i zaraz ktoś by powiedział na głos, że w tej klasie jest taka osoba. Po tej lekcji właśnie stało się coś po czym trudno się pozbierać jako facet. Kilka dziewczyn z mojej klasy poszło do tej pani po lekcji i powiedziało że ja jestem właśnie taką "ofiarą" i że trzeba mi pomóc. Potem na jednej z lekcji była o tym rozmowa z zastępcą wychowawcy i dziewczyny gadały a ja siedziałem z tyłu klasy czując się jakbym miał się spalić ze wstydu albo eksplodować. Niby chciały pomóc ale ja wiem, że to wszystko było tylko po to żeby zrobić chłopakom na złość bo potem mieli przez to "problemy". Oczywiście ja nie jestem głupi i pamiętam że również te dziewczyny potrafiły ze mnie zażartować albo tylko się na mnie popatrzeć żebym się zrobił czerwony czy coś i wiem, że tak samo miały ze mnie polewkę jak wszyscy albo nawet większą. Oczywiście to nic nie dało i potem znowu wszystko wróciło do normy po jakimś tygodniu albo trochę więcej. Jestem wysoki ale oprócz tego, doskonale wiem, że mógłbym niektórych jednym strzałem na ziemię powalić, zwłaszcza tych takich cwaniaczków, kozaków. Jednak przez te intensywne gapienia się na mnie i czepianie się o każdy mój ruch (dosłownie) nawet jak stoję, albo chodzę, ruszam rękoma podczas chodu itd nie miałem odwagi im przyłożyć. Miałem zawsze takie uczucie że będę wyglądał jak idiota albo że źle uderzę czy coś, właśnie przez takie intensywne uwagi. Od 9 albo 10 roku się masturbuje i oglądam pornografię. Jestem świadom tego jak pornografia niszczy psychikę i wpływa na samopoczucie jeśli ogląda się ją zbyt często. Mam stulejkę, którą zmierzam wyleczyć operacyjnie więc nie jest to jakiś duży problem ale za to mam penisa, który w wzwodzie wynosi jakieś 10 cm chociaż nie jest to pełny wzwód i szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatni raz miałem pełny wzwód. Pewnie zniszczyłem go przez nadmierną masturbację. Przez te wszystkie lata tak się zmieniłem, że nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze wrócę do dawnej psychicznej formy. Pamiętam, że w 3 klasie podstawówki (to chyba ten okres kiedy zacząłem masturbacje przy oglądaniu modelek i pornoli) kolega powiedział mi że się jakby wypaliłem. Kiedyś zawsze pierwszy pomysł na zabawę i byłem radosny a wtedy po prostu zacząłem więcej rozmyślać, nagle miałem dosyć jakiejś zabawy itd. Dodam, że przed rozpoczęciem masturbacji miałem gromadę kolegów z którymi byłem od rana do wieczora poza domem. Niestety mój najlepszy kolega musiał zamieszkać za granicą w wyniku rozwodu jego rodziców. Po tym jednak szybko nastąpiła wymiana bloków i wszyscy koledzy których znałem na swojej ulicy przenieśli się dużo dalej więc nie miałem z nikim kontaktu. Zacząłem przebywać przed komputerem więcej czasu aż w końcu w ogóle przebywałem całe dnie w domu, myślę że to wszystko razem miało ogromny wpływ na moje późniejsze relacje w szkole. Komputery, gry itd mnie w ogóle nie interesują. Zmuszam się do tego dla zabicia czasu chociaż czuję, że kłóci się to z moją prawdziwą osobowością, która gdzieś tam jeszcze oddycha, ale krwawi.. Matka i siostra zawsze mi mówią, że jestem fajnym, dojrzałym (emocjonalnie) facetem, a na dodatek przystojnym ale z drugiej strony co miały by mi powiedzieć "ej weź zobacz na lustro, sznur od żelazka jest tam". Pamiętam kiedy dziewczyna z mojej klasy w 1 gimnazjum rozmawiała ze swoją koleżanką a ja akurat stałem plecami. Powiedziała do niej "a to najprzystojniejszy chłopak w naszej klasie" od razu się śmiejąc po tym, myślały że tego nie słychać ale to było dla mnie jak strzał w pysk. Nie wiem, czy był to śmiech szyderczy w sensie, ze jednak najbrzydszy chłopak w klasie czy przeciwnie. Ale raczej to pierwsze. Takie sytuacje utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie ma szans żeby kiedyś któraś zwróciła na mnie uwagę. Teraz nie zdałem dlatego, że opuszczałem dużo godzin pomimo, że klasa nie była wcale taka najgorsza i nikt mi nie dokuczał. Po prostu chyba bałem się chodzić żeby nie stwarzać stresowych dla mnie sytuacji bo nie potrafię zapomnieć o tym do czego niektórzy potrafią się posunąć. Boję się odezwać w gronie bo boje się oceny mojej wypowiedzi, boję się tego, ze nie będę potrafił zareagować na te opinie, że wyjdę na idiotę, na ciotę i nie wiem co jeszcze. Wracając do problemu ze znalezieniem drugiej połówki.. nigdy się nawet nie całowałem i bałbym się nawet dotknąć ciała dziewczyny bo bał bym się tego jak zareaguje. Nawet jeśli jakoś bym się przełamał i udało by mi się zagadać do jakiejś i udało by mi się nawet wejść w związek to z tym żenującym penisem pewnie bym ją stracił od razu. A na jakieś cudowne operacje powiększania penisa (jeśli takie są) nie było by mnie stać bo los nie dał mi bogactwa. A zarobić na nie też raczej nie mam perspektyw. Czuję się jakby moje narodziny były karą za matki grzechy. Ona tego nigdy nie powie ale wiadomo jak to jest, nigdy nie miała ze mną żadnej radości tylko problemu w nauce itd. Myślę, że psycholog czy psychiatra nie byłby wstanie nic tu zdziałać bo to coś więcej niż tylko depresja.. czuje się jakbym gdzieś głęboko w środku miał jakąś dysfunkcje która nie ma naukowej nazwy. Rozumiem co jest ze mną nie tak, rozumiem że to ja mam problem a nie inni i wiem też że powinienem się wziąć w garść.. jednak to nie jest takie łatwe a jeżeli ten kto to czyta uważa inaczej to po prostu nigdy nie miał do czynienia z tym co ja podczas swojego życia. Pewnie powiesz, że mam 17 lat i to za wcześnie żeby myśleć że nigdy nie będę miał dziewczyny, ze już na zawsze będę takim nolifem jakim się stałem przez te lata itd ale spójrzmy prawdzie w oczy.. to są jedyne lata (i to młode) w których jeszcze nie pracuje, nie muszę się martwić o opłaty no i przede wszystkim mam czas dla siebie. Jestem prawiczkiem a zaraz będę miał 18 lat i niby nie jest to żadna tragedia i jest dużo ludzi którzy są prawiczkami w moim czy nawet starszym wieku a jednak czuję się z tym jakoś beznadziejnie. Powinienem imprezować z kumplami i po prostu żyć jak normalny nastolatek a przede wszystkim facet. Życie jakie teraz mam to tak naprawdę w ogóle nie moja bajka, czuje to głęboko i wiem ze żaden ze mnie nerd czy aniołek. Nie będę opisywał już więcej rzeczy bo i tak już czuję że napisałem za dużo i przynudzam, no i jak to niektórzy ludzie mówią "użalam się nad sobą". Jeżeli to przeczytałeś do końca to dziękuję. Czułem że moja historia jest w pewnym sensie oryginalna i chciałem się podzielić kawałkiem mojego życia i obecnego stanu emocjonalnego.
  13. mariiaa

    wieczór kawalerski

    Cześć! Nigdy nie logowałam się na tego typu portalach, ale potrzebuję porady osób, które być może zrozumieją moje obawy i będą potrafiły spojrzeć na sytuację obiektywnie. Nerwicę lękową zdiagnozowano u mnie 2 lata temu - do tego fobię społeczną. Nie będę opisywała teraz objawów, nie w tym rzecz. Chodziłam na terapię grupową, a oprócz tego prywatnie do psychologa. Poprawa była duża, myślałam, że nerwicę mam już za sobą - aż do teraz.. Za 3 tygodnie biorę ślub i tutaj zaczyna się mój problem.. W najbliższy weekend mój narzeczony wybiera się na swój "wieczór" kawalerski (trwa od piątku do niedzieli). Jestem przerażona - tak jakby stres związany z Jego wyjazdem spowodował nawrót lęków. Ciągle płaczę, nie mogę znaleźć sobie miejsca w domu, mam wrażenie, że coś złego mu się stanie, że nie wróci, że umrze. Denerwują mnie koledzy mojego P, którzy są nieodpowiedzialni i moim zdaniem nadużywają alkoholu. Ta wyprawa będzie polegała na piciu od rana do nocy od piątku do niedzieli. Boję się, że coś złego mu się stanie albo, że ktoś zrobi mu krzywdę, kiedy narzeczony będzie pijany. Nie potrafię poradzić sobie z tymi myślami i ich od siebie odrzucić. Na domiar złego wczoraj próbowałam oglądać film i po skończeniu go automatycznie odpalił się inny filmik, pt. "Jak poradzić sobie ze stratą ukochanej osoby". Nie wytrzymałam, wpadłam wtedy w panikę bo odczytałam to jako "znak", zapowiedź, że stanie się coś złego. Co powinnam zrobić w tej sytuacji? Poprosić go aby nie jechał? Czy spróbować to po prostu jakoś przeżyć? Nie chcę też wyjść na egoistkę, wiem, że Jemu bardzo zależy na tym weekendzie z kolegami, bardzo się na Niego cieszył. Będę wdzięczna za wszelkie odpowiedzi!
  14. Mtyna

    Czy to nerwicą?

    Dzień dobry. Jestem Martyna i mam 22 lata. Zastanawiam się czy mam nerwicę. Jestem studentką i nie mam tyle funduszy, żeby się leczyć. Jest możliwość, że poradzę sobie z tym sama? Niżej opiszę objawy: * przy ludziach mam problem z koncentracja, z pamięcią i jestem otępiała. Nie umiem myśleć przy nich tak logicznie, jak będąc sama. Tylko przy może 3 osobach tak nie mam albo pod wpływem alkoholu, *boję się wystąpień publicznych: wargi drżą, serce szybko bije, głos się załamuje, czuję coś dziwnego w gardle, często muszę robić kilkusekubdowe przerwy podczas mówienia. Słyszę wtedy jak bije mi serce, jakby uderzało o żebra, *mam niską samoocenę, * przejmuję się wszystkim. Drobne rzeczy potrafię analizować połowę dnia, * nie umiem przyjąć krytyki: potrafię rozmyślac pół dnia np. o tym, że zostalam skrytykowana przez niezbieranie swoich włosów ze zlewu w łazience. Zaczęłam przygotowywać się do wyjść w swoim pokoju, żeby ktoś mnie nie skrytykował za kolejny błąd zrobiony w łazience. To tylko przykład, * często mam problemy z oddychaniem. Robię kilka płytkich wdechow, mam wrażenie że jestem niedotleniona i muszę zrobić co kilka wdechow duży wdech. Czasami nie mogę wciągnąć powietrza do końca. Czuję jakąś blokadę w płucach. Pomaga mi ziewanie na siłę. Wtedy czuje, że jestem dotleniona. Te problemy się nasilają jak o nich myślę, * czasami boję się zasnąć, bo boję się, że się nie obudzę, * często boję się, że moja mama umrze. Wyobrażam sobie jej śmierć i się boję tego, że będę cierpieć po jej śmierci. Mam tak też czasami z moimi zwierzakami. Są już stare i wiem, że niedługo ich już ze mną nie będzie i już wyobrażam sobie ból po ich stracie, *nie mam ochoty na seks. Wolę zaspokajac się sama. Nie robię tego często. Może raz na 2 tygodnie. Chłopak umie mnie zaspokoić, ale i tak mogłabym z nim to robić raz na pół roku. Kiedyś tak nie miałam, * czasami odczuwam stres bez powodu. Tak po prostu czegoś się boję i nie wiem nawet czego, * około kilka dni na miesiąc mogę w nocy nie spać. Nie mogę zasnąć. Odsypiam w dzień albo wcale. Jak przesypiam cała noc, to i tak rzadko mi się zdarza zasnąć od razu. Zwykle leżę z godzinę i dopiero zasypiam. Często też budzę się w nocy. Wysiłek fizyczny lub jego brak nie mają na to żadnego wpływu - sprawdzone, * boję się chyba zbyt wielu rzeczy. Nie wierzę w duchy, ale często boję się spać. Jak nie ma wspolokatorow, to śpię przy zapalonym świetle. Jak jestem sama, ktoś zadzwoni do drzwi i nie wiem kto to, to zdarza mi się nie otworzyć, bo się boję. Boję się zanurzyć całą głowę pod wodę, boję się wysokości, ciemności i pewnie większości rzeczy, których można się bać. Chłopak ze mnie się śmieje (nie mam mu tego za złe, to nawet jest trochę śmieszne), bo łatwo mnie wystraszyć. Siedziałam z nim w lesie i jakiś owad uderzył w liść blisko nas. Wstałam i chciałam uciekać. Malowalam się i do kosmetyczki była przyczepiona nić - odskoczylam jakby mnie ktoś prądem porazil. Myślałam, że to pająk. Wystraszyłam się też mojego cienia, który się poruszył od świateł mijającego mnie samochodu. Te 3 sytuacje są z wczoraj. Codziennie chociaż raz muszę bardzo się wystraszyć głupiej rzeczy. Oglądanie horroru ze mną to dodatkowe emocje. Chłopak mówi, że bardziej go straszę ja, przez moje krzyki i ucieczki od ekranu, niż sam film. Ostatnio podrapałam się po twarzy do krwi, tak się wystraszyłam potwora z horroru, * śmierci tak bardzo się boję, że napiszę o niej oddzielnie. Panicznie jej się boję. Nie mogę sobie wyobrazić co będzie jak umrę. Jestem ateistką, dlatego mam jeszcze większy lęk. Boję się tego, że zniknę i wszystko się skończy. Dlatego boję się też, że będzie wojna. Co jakiś czas mi się śni, że jest w Polsce wojna i uciekam przed bombami itp. * chyba mam zespół jelita drażliwego: wzdęcia mam przez większość czasu, co jakiś czas biegunki. Przy bardzo dużym stresie wymiotuję albo chce mi się wymiotować, * stresuję się przy rozmowie z 95% osób. Nawet rozmowy z rodzicami albo z chłopakiem (jestem z nim 2,5 roku) są stresujące. Jak kogoś poznaję, to przez stres mało mówię. Nie potrafiłabym wymienić komuś na żywo chociaż 5 rzeczy, które opisałam - problem z koncentracją przy ludziach. Jak już wspomniałam, nie mam kasy na leczenie i szukam pomocy tutaj. Jeśli ktoś przeczytał to do końca, to dziękuję za poświęcony czas. 🙂
×