Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Nerwica

Znaleziono 139 wyników

  1. Witam z nerwica/ depresja zmagam się już kilka lat myślę że idę terapeutycznie do przodu. W ubiegłym roku odstawiłem cital i próbowałem odstawić sulpiryd 100 mg. No i wtedy zaczęła się nerwica serca czyli przyspieszony puls i nierówne bicie serca arytmia. Zawsze było to samo odstawiałem lek i po tygodniu problemy z sercem. Byłem u kardiologia miałem holter itp i niby ok. Dzisiaj biorę sulpiryd 200 mg i mimo to że staram się nie denerwować to w sytuacjach mocno stresujących bicie serca i arytmia przyspiesza do tego stopnia że poprostu czuje serce w klatce. Nie wiem co mam robić sulpiryd mnie zamula a i tak nie do końca mi pomaga mówię tu też o obniżonym nastroju. Mam wrażenie że uzależniłem się od tego leku bo wcześniej tak nie miałem. Lekarza mam na NFZ więc jest kiepski planuje iść prywatnie żeby może zmienić leki bo nie do końca jestem zadowolony z działania sulpirydu a ze względu na serce muszę to brać. Pytanie moje brzmi czy ktoś miał podobna sytuację i jak sobie poradził. Drugie pytanie jakim lekiem można zastąpić sulpiryd żeby działał przeciwlękowo i antydepresyjne raczej nie chce już wracać do ssri bo odstawiłem już w sumie 1.5 roku temu. Dzięki za uwagę i pozdrawiam
  2. Czy powinnam rozważyć pójście do neurologa? Obecnie oczekuję na wizytę u psychiatry, jestem zapisana na 17 kwietnia na NFZ (istnieje możliwość że uda mi się pójść prywatnie do psychiatry na początku lutego, ale to nic pewnego). Choruję na zespół lęku uogólnionego, fobię społeczną i depresję. Jestem na lekach, wenlafaksynie i olanzapinie, od roku, ale one na mnie nie działają. Chodzi o to, że może czas oczekiwania na wizytę u neurologa na NFZ byłby krótszy niż do psychiatry, tylko że ja praktycznie nic nie wiem o neurologii, a to co wyczytałam na ten temat w internecie jest dla mnie nie do końca jasne. Czy jest w ogóle sens o tym myśleć?
  3. Czy zespół lęku uogólnionego może powodować refluks żołądkowo-przełykowy? Czy ten refluks może powodować obecność flegmy w drogach oddechowych? I czy ta flegma może powodować problemy z oddychaniem?
  4. Hejka, od jakiegoś czasu doskwierają mi silne natręctwa na tle religijnym. Okropne skrupuły, przez pewien okres czasu balam się nawet wziąć jakieś jedzenie z lodówki u babci bez pytania, bo bałam się, że to grzech. Panikowałam, bo pomyliłam się na kasie samoobsługowej ( co z tego, że przez tą pomyłkę zapłaciłam więcej, niż powinnam). Przypomniała mi się sytuacja z podstawówki, kiedy ktoś pożyczył mi kilkadziesiąt groszy, bo brakowało mi do biletu, a ja nie oddałam itd No ale do rzeczy, obecnie mam fazę na obietnice Bogu. Co chwila mam w głowie nową obietnice, im bardziej nie chce jej spełniać, tym myśli są bardziej natrętne. No i potem mam takie myśli, że jak coś zrobię, to ta natrętna obietnica będzie nieważna. Czasami te rzeczy są irracjonalne, ale nie potrafię tych myśli powstrzymać, ostatecznie staram się spełnić ten warunek i jak się nie uda to panikuje. No bo ja nie chce żeby była ważna. Nie wiem, czy się z tego spowiadać i nie wiem, jak sobie z tym poradzić.
  5. Moja historia:Generalnie uprawiam sport regularnie od 10 lat, obecnie mam 21 lat więc w sumie zacząłem jakoś od podstawówki. Na początku ćwiczyłem po prostu z masą własnego ciała, zacząłem interesować sie coraz bardziej tematem i ogólnie grałem w piłkę nożną, trenowałem kickboxing do tego doszła jeszcze siłownia, na co dzień jeździłem rowerem i robiłem całkiem niezłe dystanse. W porównaniu do moich rówieśników byłem bardzo aktywny fizycznie i znacząco wyróżniałem się swoją sylwetką i kondycją. Byłem po prostu zdrowy, silny, pełen wigoru i chętny życia. Jednak w pewnym momencie wszystko przestało być takie kolorowe. W czasie gimnazjum te wszystkie aktywności o których napisałem uprawiałem właściwie wszystkie haha, mój dzień wyglądał tak, że robiłem rowerem 6km w tą i z powrotem do szkoły, miałem 2 godziny wf codziennie, po szkole wracałem na chatę właśnie i z powrotem jechałem na trening w piłkę, a jeśli nie w piłkę to kickboxing, a czasami robiłem po prostu trening obwodowy w domu. Ten czas był również dosyć stresowy bo w szkole o ile dobrze się uczyłem to chodziłem do klasy z totalnymi idiotami i nie raz byłem prowokowany, jednak nie dawałem sobie wejść na głowę więc przeważnie takie akcje kończyły się bójką i tym że nastukałem w sumie połowę typów z mojej klasy ,przy czym dodam że w klasie miałem samych mężczyzn. Dodam że mimo wszystko nie przejmowałem się tym jakoś specjalnie bo udawało mi się wychodzić z tego zwycięsko więc miałem pewność siebie i szacunek.Pierwsze objawy kołatania sercaJednak pewnego dnia mój organizm powiedział dość. Poszedłem biegać, wszystko spoko wracam na chatę, biorę prysznic, kładę się spać i pierwszy raz doświadczyłem kołatania serca. Spanikowałem i wyszedłem o 3 w nocy z tatą na spacer. On wytłumaczył mi co to i że zaraz przejdzie, no ale wiecie jak jest zdrowy chłopak 15 lat i pikawa robi takie coś. Mimo wszystko zlałem te objawy i przez kolejne lata było git, trenowałem regularnie jednak rozważniej. Sytuacja kilka razy się powtarzała, ale byłem wyrozumiały wobec swojego organizmu.Pierwszy atak częstoskurczu i arytmiaPóźniej w liceum miała miejsce gorsza sytuacja bo graliśmy z ziomalami turniej w piłkę nożną i podczas tego turnieju dostałem ataku częstoskurczu oraz arytmii i tu nie będę oszukiwał byłem posrany co mi jest. Wtedy nikogo nie było w domu więc wróciłem w takim stanie na nogach do swojego mieszkania i myślałem że to przejdzie. Nie wiedziałem co robić więc zadzwoniłem do dziadka, który zawiózł mnie do szpitala. Obudziłem się następnego dnia i było git, jednak stres o własne zdrowie rósł no bo co to ma być, ja dbałem zawsze o swoje zdrowie, nigdy żadnych dragów nie dotykałem, w tym alkoholu. Wróciłem ze szpitala i chodziłem normalnie do szkoły wszystko spoko, jakiś czas później poznałem swoją dziewczynę z którą jestem do dzisiaj i to był najlepszy okres w moim życiu tak naprawdę. Długi okres czasu było git, zdałem bardzo dobrze maturę, praktycznie wszystko 90+, więc poziom testosteronu był prawdopodobnie w swoim apogeum od tych sukcesów. Na siłce też miałem wtedy fajny progres co mnie bardzo motywowało.Nerwica lękowaNo i dalej poszedłem na studia, w międzyczasie nas wszystkich zamknięto w domach, nauczanie było zdalne i wziąłem się tak poważnie za trening na siłowni. Chciałem zrobić życiówkę, chciałem coś osiągnąć w tym sporcie który mi od dawna towarzyszył i ostro katowałem, oj ostro. Każdy trening wyglądał tak że po każdej serii robiło mi się ciemno, moje serce chciało wylecieć z klatki piersiowej, ale mówiłem do siebie to jest stres i to że źle oddycham więc c*** jadę dalej. I tak pół roku leciałem, na pewno byłem przetrenowany, miałem duże problemy ze snem, ciągle chciało mi się pić mimo picia 4-5l wody dziennie, byłem ciągle zmęczony i zachorowałem na covid-19. Oczywiście bezpośrednio po ozdrowieniu co zrobiłem ? Od razu poszedłem na siłę i zauważyłem, że szybciej się męczę ale nie mogłem zaliczyć regresu i machałem tym samym ciężarem a objawy tylko narastały. Ja od razu zaznaczę że jestem perfekcjonistą i to jest ten problem. Dodatkowo umarł mój pies, którego kocham, był moim najbliższym przyjacielem jak miałem te wszystkie gorsze momenty i osobiście pochowałem go co wywołało u mnie, nie wiem nawet jak to nazwać. PTSD raczej nie bo nie wywoływało to stresu, ale kompletną melancholie, byłem w żałobie więc psycha dostała grubo. Pewnego dnia ( był jakoś maj tego roku) jadę do Wrocka na uczelnie pociągiem i tam przysięgam, myślałem że znalazłem się na drugim świecie. Dostałem zupełnie nagle ataku częstoskurczu, ale ten atak był kilkukrotnie razy mocniejszy niż w liceum, pół godziny tak walczyłem aż zawołałem gościa z przedziału o pomoc, straciłem przytomność, ogarnąłem się dopiero w karetce i jechałem w takim stanie godzine do Oleśnicy xdd. Dali mi zastrzyk w dupala i przepisali propanolol ale do teraz tylko raz go użyłem tak w sumie. Od tamtego momentu moje życie było inne. Byłem kompletnie przerażony i pierwsze dni nie wychodziłem z domu, ale ja właśnie zawsze byłem taki że nie pi****** się ze sobą więc tłumaczyłem że to tylko psycha i wychodziłem z chaty jak najwięcej.I ja muszę to napisać, kocham ćwiczyć więc co by się nie działo ruszałem się na wszelki sposób, jak tylko mogłem, stwierdziłem że siłka może zbyt obciążyła układ krwionośny więc chodziłem na streeta, którego mam dosłownie pod swoim domem. Uwielbiam to miejsce to było moje główne źródło relaksu, nawet jeśli nie robiłem treningu to chodziłem tam sobie posiedzieć. Każdy ma chyba takie swoje miejsce, wiecie o co chodzi. A sama niemożność trenowania to dla mnie tak jakby ktoś zabrał ci dosłownie własne dziecko, bez kitu.Jednak proste czynności jak pójście do sklepu, na uczelnie było pieprzonym piekłem, serce zaczynało bić podobnie jak wtedy w pociągu, miałem z 3 ataki paniki na tamten moment ale ogarnąłem się z tego szybko dzięki psychoterapii i metodzie Jacobsona. Ogólnie jak mam was pocieszyć jeśli ktoś ma podobny problem i to czyta na nerwicę serca to jest najlepsza technika z wszystkich, dzięki regularnemu stosowaniu tej techniki moje problemy z sercem które miałem od 6 lat kompletnie zniknęły czaicie to?Zdałem egzaminy na studiach, wszystko spoko git, ale bałem się że ten syf wróci do mnie, czułem to. Przyszły wakacje i niby git, ale nie do końca, cały czas towarzyszyło mi to pieprzone pragnienie, piłem 5 litrów nałęczowianki, ale sikałem na biało, ogólnie czytałem już wtedy o różnych chorobach popadłem w hipochondrię, przejmowałem się tym całymi dniami i czułem coraz większy stres, napięcie w moich mięśniach, rozedrganie, bezradność. Odkładałem już od jakiegoś czasu aktywność fizyczną prawie do zera bo treningi zamiast sprawiać mi przyjemność to przyprawiały mnie o mdłości, strach i rozczarowanie. Wyszliśmy ze znajomymi i dostałem ataku paniki, ale był on inny. Tym razem czułem że się duszę, nie mam powietrza, wszystko robiło się ciemne, pojechałem z moją dziewczyną do jej domu i przeszło. Na następny dzień pojechaliśmy nad morze na wakacje na dwa tygodnie, napisze o tym tylko po krótce. Codziennie miałem wtedy ataki paniki i jak wróciłem miałem problem zostać samemu w domu. I głównie najgorsze ataki paniki miałem po treningach co ciekawe. I tak codziennie miałem ataki paniki aż pewnego dnia dostałem u dziewczyny nagle takiego ataku że zasnąłem pod wpływem tego i na drugi dzień jak wstałem wszystko było inne. Nie czułem wtedy takiego lęku, ale coś było nie tak. Nie nazwałbym tego derealizacją czy też depersonalizacją bo wiedziałem że to wszystko jest naprawdę, całe to otoczenie oraz ja sam. Jednak czułem się jakby ktoś cię znokautował, wstałeś i masz problem z równowagą, taka dezorientacja po prostu albo uczucie bycia pijanym. Walczyłem tak sam z sobą jakiś czas do tego moja koleżanka z dzieciństwa popełniła samobójstwo co dolało oliwy do ognia, ale wybrnąłem z tego syfu, do takiego stopnia że mogę siedzieć sam w domu, mogę iść na siłownię, mogę wyjść na miasto, mogę jeździć autobusem i w ogóle po dużym mieście się poruszać. Więc spoko, o ile ataki paniki i takie czarnowidztwo mi minęło to nadal mam to uczucie, nazwałbym to brain fogiem bo czuje problemy z koncentracją, bardzo źle mi się czegoś uczy więc przestałem chodzić na zajęcia bo nie ma szans wysiedzieć w tym stanie, czuje się wtedy jak warzywo i mam problemy z mówieniem przy takich poważniejszych rozmowach. Moje pytanie brzmiCzy do tego wszystkiego mógł przyczynić się zły trening ? Czy ktoś miał może podobną historię (niech się wypowie) ? Z czego u mnie może wynikać ta nerwica bo jak dłużej się zastanawiam to nie miałem nigdy jakiś problemów ze stresem, nawet gdy wcześniej pojawiały się te epizody o których wspominałem, wychodziłem z tego na luzie ? Co powinienem zrobić z tym stanem dezorientacji, bo nieważne czego bym nie robił (np zanim zaczął się semestr miałem taki fajny okres, że robiłem muzykę, bity dla jednego ziomala, wychodziłem ze znajomymi i zapominałem po prostu o problemie, jednak gdy tylko wychodziłem na dwór to czułem ten syf) to nie przechodzi ? I w sumie może ktoś wie jak to nazwać bo ja mówię, że to brain fog ale może źle to nazywam ? Czy ssri pomagają przy takich problemach (chociaż ja to zawsze zostawiałem na ostateczność) ? Gdyby nie ten brain fog to wiem, że żyłbym pełnią życia i samorealizował się w każdej z moich pasji. Ale najważniejsze jak wybrnąć z tego syfu ?! help asap!!Dodam, żeChodzę regularnie do psychologa.Cały ten czas nie leczyłem się żadnymi lekami psychotropowymi, ani benzo, ani ssri, ani nic z tym podobnych. Jedyne co brałem: Ashwagandha (standaryzacja 9%), nalewka z dziurawca ( zaj**iście wyciągneło to mnie z ataków paniki ), D3 6000 jednostek dziennie, cytrynian magnezu z potasem i B6, B12 (ale to kompletnie jakby nie miało wpływu więc przestałem), Witamina C 2000mg dziennie, piłem meliskę wiadomo, kozłek lekarski, na serce to jeszcze głóg z imbirem.Jeśli chodzi o badania, jedyne co mi wyszło to za wysoki kortyzol i prolaktyna, a tak wszystkie inne zawsze wychodziły git, jednak 2 tygodnie temu dowiedziałem się że mam hipoglikemie reaktywną, obstawiam że to przez ten kortyzol chociaż ja zawsze chciałem przytyć i jadłem przez okresy masowe, które trwały po pół roku z przerwami 3500+ kcal, pół kilo węgli dziennie przy czym te posiłki miały wysoki IG i przez ten cały czas jak trenuje nie przykładałem do tego większej uwagi jak duże ma to znaczenie. No, ale kto wie może to również miało jakieś powiązanie z tym wszystkim (mam tu na myśli dietę). !!!!!!!!!I warto zwrócić uwagę na to, że z sercem kompletnie nie miałem objawów od momentu jak wyżej napisałem!!!!! Mimo wszystko ja jestem takim typem osoby, że po prostu nie mógłbym mieć depresji bo kocham życie, kocham bliskich, mam wiele pasji jak np robienie muzyki, gotowanie, gra na gitarze, klawiszach, uwielbiam grać na kompie, no po prostu jest tyle fajnych rzeczy, że to mi daje bardzo dużo motywacji do tego wszystkiego, jednak jest jak jest.
  6. Przeglądam to forum już od wielu lat. Najbardziej lubię te wątki, gdy piszecie, jak walczycie z problemami i idziecie do przodu. Sama mam bardzo niskie poczucie własnej wartości i mała wiarę w siebie. Zawsze tak było. Gdy byłam dzieckiem, mama mi powtarzała, że nie warto się wychylac, lepiej siedzieć z boku i mieć spokój. Dopóki nie wyprowadziłam się z domu na studia, rzadko mogłam wychodzić z domu. Ciągle słyszałam jaką jestem nieudacznica, byłam bita, zdarzali się, że uciekałam z domu. W szkole uczyłam się bardzo dobrze, ale nigdy nie odzywałam się nie pytana. Znając odpowiedź na pytanie, wolałam je powiedzieć komuś z ławki, żeby odpowiedział, niż ja miałam się odezwać przy wszystkich. Problem zaczął mi trochę przeszkadzać w liceum, gdzie nie miałam żadnych znajomych. Walczyć z tym postanowiłam na studiach, kiedy wyprowadziłam się z domu. i szło dobrze , skończyłam studia , poszłam do pracy. Na początku Szło mi bardzo kiepsko. Strasznie się stresowałam i znowu przestałam się odzywać. Bałam się kogokolwiek o coś zapytać. Czasami siedziałam przy komputerze i udawałam , że coś robię, bo wstydziłam się powiedzieć , że już skoczyłam, co miałam zrobić. Mialam dużo szczęścia ,ze przedłużono ze mną umowę. Po prostu prezes nie miał czasu na rekrutację kolejne a moje stanowisko jeszcze bardziej zdegradowano. Po pół roku zaczęłam stawać się pewniejsza , po roku sporo awansowałam. Po kolejnych miesiącach dostałam samodzielne stanowisko. Zaczęłam robić spore pieniądze dla firmy. Uwierzyłam w siebie i to że mogę rozwijać się. Że ta nieśmiałość minęła. Zmieniałam pracę i to był dramat. Znowu ten sam problem . Nie odzywałam się prawie do nikogo. Zwolnili mnie z powodu nieumiejętności pracy w zespole. Kolejna praca to samo, ale stamtąd mnie nie wywalili , tylko przez ponad dwa lata robiłam rzeczy, które mógłby robić dzieciak z podstawówki, ale chociaż dobrze płacili miałam tego dosyć i miesiąc temu zmieniłam pracę. Postanowiłam, że teraz się zmienie. Skończyłam własie 30lat. I wszystko miało być inaczej. Dostałam pracę w dużej korporacji, bardzo znanej firmie, na dość wysokim stanowisku. I tu znowu ten sam problem. Pierwsze dni były spoko. Ale im dalej , tym moja wiara w siebie spada do zera. Byłam już na paru spotkaniach , na których mało się odzywam. Kiedy mam się o coś kogoś zapytać , głos zaczyna mi drżeć, zaczynam się jąkać, mieszają mi się słowa. Na spotkaniach boję się odezwać, kręci mi się w głowie, nie rozumiem co się do mnie mowi. Najlepiej jakbym siedziała w kącie i tylko słuchała. Mam coraz więcej obowiązków, i gdy nie wiem , jak coś zrobić boję się kogoś o to zapytać. I nie wiem czemu. Zastanawiam się nad tym. Oni przecież wiedzą, że nie muszę wszystkiego umieć , nie będą się śmiać , krzyczeć itp. Nie wiem, czemu tak mi się dzieje. Chodzimy razem na obiad i ja nie wiem, o czym gadać. Siedzę cicho. Chciałbym coś powiedzieć , i nie wiem co. Jestem bardzo spięta . Muszę zacząć wychodzić z inicjatywa, rzucać pomysłami, które mam, ale wstydzę się panicznie coś powiedzieć przy wszystjich. Wracam do domu, to całe napięcie opada, a ja się zastanawiam, czemu się tak zachowuje. Analizuje to co było i nie mam pojęcia , co spowodowało wtedy, że sie nie odzywam. Życie prywatne układa mi się. Mam faceta, z którym jestem szczęśliwa, planujemy przyszłość . A ja zamiast go szanować , wyżywam się na nim. Wszystko te negatywne emocje przelewam na niego. Potrafię obrazić się, nakrzyczeć na niego bez powodu. Jestem tego świadoma, przepraszam go, on wybacza i za jakiś czas to samo. Potem idę do pracy , jestem tam cicha myszka, wracam do domu i odreagowuje na nim. Najdziwniejsze jest to, że mój facet, rodzina , czy najbliżsi znajomi, nigdy nie powiedzieli by , że borykam się z takim problemem. Przy najbliższych jestem dusza towarzystwa, ciągle uśmiechnięta, nie boje się mówić. Na studiach byłam u psychologa i psychiatry z tym problemem. Przez dwa lata bralam psychotropy i nigdy więcej nie chciałbym do nich wrócić. Spotkania z psychologiem pomogły mi. Lek przed ludźmi zmniejszył się, ale nie zbudowalam pewności siebie. Wtedy borykałam się jeszcze z odczuciem odrealnienia w sytuacjach społecznych. Udało się z tego wyjsc. Obydwoje powiedzieli , że nie miałam wtedy depresji, i ze to nie były żadne fobie, bardziej nerwica i chorobliwie niskie poczucie wartości. Czy jest ktoś , komu udało się po 30 zbudować prawie od zera poczucie wartości? Dużo czytam na ten temat, oglądam różne nagrania , próbuje pracować na sobą i wcale nie jest lepiej .
  7. Witam wszystkich wiem że było już pewnie dużo takich tematów ale szukając pomocy chciał bym przedstawić moją historię. Mam 24 lata i od paru lat regularnie trenuje na siłowni oraz sporty walki. Mój problem zaczoł się dwa miesiące temu po wypaleniu zbyt dużej ilości marihuany dodam że wcześniej paliłem okazjonalnie i nie byłem uzależniony pewnego dnia kolega namówił mnie na zapalenie tak zwanego wiadra ogólnie mówiąc wypaliłem dużo marychy na raz i kiedy faza weszła dostałem ataku paniki palpitacji serca i przez półtora godziny myślałem że umieram. Cały czas sprawdzałem puls i miałem wrażenie że moje serce zaraz wyskoczy albo się zatrzyma, bicie serca czułem w całej klatce piersiowej to był dla mnie wielkie szok ale kiedy faza zeszła poczułem się dobrze. Niestety za ok tydzień dostałem kołatania serca i bólów w klatce piersiowej po zrobieniu EKG okazało się że wszystko ze mną w porządku a ja się uspokoiłem lecz kołatania serca i lęk przed zawałem nie dawały mi spokoju co wieczór do tego doszły bezsenność i napady leku. Szukając pomocy natrafiłem na forum na podobne przypadki i postanowiłem udać się do psychiatry który przepisał mi citaxin 10mgraz dziennie i pregabaline 75mg dwa razy dziennie. W pierwszych tygodniach leczenia objawy się podwoiły ale udało mi się to przetrwać i mój stan zaczoł wracać do normy. Niestety po nieco ponad tyg spokoju będąc w pracy na nocnej zmianie znów dostałem ataków paniki i leku lecz nie jest to już lęk przed zawałem lecz przed zwariowaniem, mam natrętne myśli kładąc się spać często towarzyszą mi myśli które wzbudzają we mnie strach ogólnie lęk towarzyszy mi przez cały dzień a ataki paniki zdążają się bardzo często doprowadziło mnie to do takiego stanu że mam wrażenie że już nigdy z tego nie wyjdę i nie mam sensu życia przez co mam myśli czy ze sobą nie skończyć. Moje pytanie brzmi czy taki nawrót choroby się zdarza i czy ktoś z was przechodził przez podobny problem i jak sb z nim radził . Bardzo proszę o wyrozumiałość i pomoc z góry dzięki dziękuję
  8. Witam, Na wstępie powiem że mam 23 lata i choruję na nerwicę natręctw i pewnego rodzaju lęki, które leczę z powodzeniem. Moje pytanie jest z pogranicza nerwicy i uzależnień. Pod koniec roku miałem coś podobnego do zespołu abstynencyjnego, bo w okresie świątecznym piłem kilka dni z rzędu (wieczorami). Ten stan przeraził mnie tak bardzo, że w sylwestra nie tykałem alkoholu i napiłem się dopiero kilka tyg. później. Od tego czasu co jakiś czas mam dziwne okresy, kiedy czuję psychiczny dyskomfort, ze źródłem w ustach który jednocześnie strasznie mnie przygnębia i wywołuje lęki przed byciem uzależnionym od alkoholu. W tym czasie unikam picia jak ognia, bo boję się że wypiję jedno piwo i już nie przestanę. Czy to może być głód alkoholowy? Czy być może nerwica robi psikusa? Dodam że mój model picia był bardzo ryzykowny ale zmieniłem go diametralnie w tym roku i jedyne co zostało to męczące psychiczne uczucie które pojawia się co jakiś czas i przechodzi po kilku dniach.
  9. Witam, Mam problem natręctwami oraz zaburzony obraz ciała. Problem jest od około 20 lat, ale są momenty tak jak teraz w których to się tak nasila że nie mogę funkcjonować, w ogóle funkcjonować. Wszystko z zewnątrz wygląda świetnie, mam pracę, dziecko zdrowe i super żonę. Poza tym wiele osób uważa, że jestem przystojny i nie widzi żadnego problemu z moim wyglądem oraz zdrowiem. Problem zaczął się dawno temu, w czasach gimnazjum, byłem bardzo chudy, wycofany nieśmiały, przez słabe zęby również praktycznie się nie śmiałem, zacząłem się przeglądać w lustrze. I tak pozostał do dzisiaj... Na początku przeglądałem się z względu na to że byłem chudy, następnie przeglądałem się z wględu na moją wadę postawę (mam krzywy kręgosłup oraz garbię się, szyję mam wysuniętą do przodu). Ja to widzę, oraz fizjoterapeuci. Do tego pojawia się ból kręgosłupa, mam napięte mieśnie, co dodatkowo powoduje że się nakręcam. To całkowicie rujnuje mi życie, mam z tego powodu natręctwa i zachowania obsesyjne, lęki. Najgorsze jest w tym, że mam lęki przed założeniem koszulki - po domu chodzę zawsze bez koszulki, w koszulce czuje się jak dziwolog, ciągle ją poprawiam, jednym słowem dramat. Cały czas analizuje jak mi się kręgosłup układa, czy się nie garbię, jak wyglądam. Wszystkie sygnały z ciała np. wiadomość że mam zwyrodnienie kolana, tak na mnie zadziała ze wszystkie demony przeszłości wróciły. Wszystkie negatywne informację związane z moim wyglądem, układem ruchu są dla mnie koszmarem. Nawet jak ktoś mowi mi pozytywne informacje na temat mojego ciała, to do mnie to nie dociera. Wszystko jest zero jedynkowe, albo idealne albo do bani. Skoro moje ciała nie jest idealne to jest do bani. Porównuje się do innych, cały czas patrzę na postawy ciała, na plecy innych, i nawet kiedy widzę ze ktoś ma gorzej to i tak nie przyjmuje tego do wiadomości, bo porównuje się do lepszych. I to wszystko w kulcie ideału, stereotypu, bo sam jestem trenerem piłki nożnej i nauczyciele WF-u więc powinienem być zdrów jak ryba. Chodzę od lekarza do lekarza, każdy sygnał który od nich otrzymuje jest dla mnie jak piorun. Wszystko przyjmuje do siebie analizuje. Nie mogę normalnie funkcjonować. Żeby Was nie skłamać to na lekarzy wydałem kilkadziesiąt tysięcy złotych, byłem u 100 specjalistów. Nie mogę się pogodzić, że mam krzywy kręgosłup, zwyrodniałe kolano i biodro, ciągle o tym myślę. Nie mogę znieść swojej postawy ciała. Jest to w mojej głowie, bo nikt inny o mnie tak nie myśli. Dużo osób uważa, że jestem wysportowany i okazem zdrowia. A ja nie funkcjonuje, mam depresję, dysmorfobobie, zaburzonie oceny ciała. Chodzę na psychoterapię, która mi nie pomaga, biorę leki i jest mega słabo. Mogę tak pisać i pisać, bo problem jest wielowymiarowy. W związku z tym czy możecie polecić świetnego psychologa, który zajmuje się przede wszystkim takimi zaburzeniami? Dużej tak nie dam rady, bo to mnie przerasta.
  10. Cześć, mam 23 lata, od paru lat zdarzają mi się napady lękowe( konkretnie nerwice żołądka). Występują czasami przez 2-3 miesiące, a potem ustają. Mam wrażenie, że im mniej wiedziałam o tym schorzeniu to łatwiej było mi z nim żyć. Moje ataki atakują głównie w układ pokarmowy, biegunki, mdłości bardzo mocne, ale raczej bez wymiotów. Występuje również kołatanie serca. Tutaj chyba mogę śmiało przyznać, że rozwinęła mi się fobia przed wymiotowaniem, to brzmi aż śmiesznie, ale to prawie dla mnie uczucie jakbym umierała, gdy dopada mnie taki stan, gdy mi "niedobrze". Mam wrażenie, że ten cały strach zainicjowała grypa żołądkowa, którą przeszłam jako dziecko... w każdym bądź razie, nie muszę chyba pisać jak bardzo takie napady niszczą życie, towarzyskie szczególnie. Pierwszy raz mam taki okres w życiu, że jestem bezsilna, ten okres napadów trwa u mnie już 3 miesiąc, a czuje się coraz gorzej. Na początku poszłam się przebadać pod kątem żołądka, jelit, ogólna morfologia, szczerze liczyłam, że to może tym razem nie nerwy ale niestety, wszystko w normie...(jakkolwiek to brzmi) dostałam propranolol, hydroksyzyne. Byłam u psychiatry, dostałam SSRI Zoloft, a doraźnie Zomiren. Po zolofcie miałam przez 4 tyg mdłości, bolała mnie głowa, a co najgorsze to wzrok mi się całkiem rozmywał... musiałam przerwać, a przy tym wszystkim wyrobiłam sobie kolejną fobie, że po takich lekach będę wiecznie chodzić głodna bo cały dzień nie mogę nic przełknąć We wtorek ide na kolejną wizytę i opowiem o problemie. Ale kochani, jestem już na skraju załamania, czy jest tutaj ktoś, kto może wyszedł z tego i opowie o tej drodze? Też mierzył się z nerwicą żołądka? Może mi coś polecić? domowe/własne sposoby? Naprawdę przyjmę każdą poradę, najbardziej na świecie chce żeby wszystko wróciło do normy Z góry dziękuję za "wysłuchanie" i jakiś odzew.
  11. Dzień dobry, dobry wieczór... Dziękuję, że tu zajrzałeś/aś, chciałem się z Wami przywitać i powiedzieć parę słów o mojej historii i tym dlaczego wybrałem taki nick. Tak więc zacznę od nicku Psycholog też człowiek - tak jestem z wykształcenia psychologiem, pracuje zawodowo, ale przede wszystkim jestem człowiekiem, który jak Wy ma różne problemy w życiu. Skoro już jesteśmy przy problemie to ja Wam napiszę krótko o swoim, podejrzewam u siebie nerwicę lękową albo nerwice wegetatywną. Ot taki chichot losu, który skłonił mnie do tego aby zostać członkiem naszego forum. Jak dotarłeś/aś do tego miejsca to teraz kilka szczegółów dotyczących moich przypuszczeń. Wszystko zaczęło się po łagodnym przejściu Covid w marcu 2022 roku. Objawy jak przy zapaleniu zatok, ale prawdziwa jazda zaczęła się jakieś 3 tygodnie po ozdrowieniu. Najpierw była to czerwona twarz i pieczenie skóry na niej, po paru dniach ustąpiły zostawiając tylko czerwone placki na uszach, ale i ten objaw ustąpił po 2 tygodniach. Wydawało się, że wszystko wróciło do normy... nic bardziej mylnego. Po około 3 tygodniach zaczęły pojawiać się palenia i kłucia stóp (parestezje). Myślałam, że to od butów dopóki nie zaczęła mrowieć mi twarz i dłonie. Dołączyły się zaburzenia snu, wybudzenia w nocy zalany potem i z koniecznością szybkiego wypróżnienia. Od około 3 tygodni do moich "prześladowców" dołączyły szumy, dzwonienia w uszach. Objawy te wywołują u mnie duży lęk i niepokój. Zacząłem więc robić różnego rodzaju badania z krwi, USG Doppler, wizyta u endokrynologa i neurologa. Endo rzuca hasło tężyczka utajona, neurolog stan po Covid a ja w końcu nie wiem nic, bo objawy są jakby cykliczne 2 dni dokuczania i około 2 dni względnego spokoju, powrotu do zdrowia i chęci do działania. Mijają 2 dni normalnego życia, przychodzi noc usypiam i ok godz 1 lub 2 wybudzają mnie moi "kaci" i tak o to jestem tu z Wami. Chętnie posłucham Waszych historii, a może ktoś ma podobne objawy jak ja i zechce podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Wygląda na to, że zostanę tu na dłużej. Życzę Wam dobrego dnia, pozytywnego nastawienia i słonka. Pozdrawiam
  12. Witam, mam 28 lat i jak w moim opisie jestem od roku trzeźwą alkoholiczką (piłam 8 lat; przestałam po przeżyciu delirium tremens), osobą w depresji (od kiedy pamiętam) i z nerwicą lękową i natręctw (od ponad 9 lat; pojawiła mi się bezpośrednio po ciężkim porodzie, który ledwo przeżyliśmy, gdyż odkleiło mi się łożysko, miałam bardzo silny krwotok i ponoć 15minut życia, przetaczaną wielokrotnie krew, syn miał wtedy 3pkt w skali Apgar) oraz z zespołem opóźnionej fazy snu (od kiedy pamiętam; ale ostatnio już całkowicie dzień zamienił mi się z nocą, co najbardziej mnie dołuje). Szukam jakiegokolwiek wsparcia, bo jestem bardzo już zdesperowana całym swoim życiem, coraz częściej też pojawiają mi się myśli samobójcze, a już jedną próbę miałam (kilka lat temu, wraz z obławą policyjną na mnie, chciałam skoczyć z mostu, zostawiłam list pożegnalny, samookaleczałam się i byłam pod wpływem alkoholu, w dodatku mój były mąż jest policjantem i on też tam był) i mam syna, więc teoretycznie mam dla kogo żyć. Jestem samotną matką, bezrobotną w wyniku moich problemów, które uniemożliwiają mi podjęcie pracy, borykam się z problemami finansowymi w sumie całe życie, co mnie bardzo przytłacza. Nie stać mnie na prywatnego psychologa, na NFZ gdzie nie pytałam, tam wizyty średnio dopiero za rok, a ja czuję, że jeśli skądś nie otrzymam pomocy to będzie źle... Od kiedy pamiętam, mam jakby pozakładane blokady wszędzie i nie umiem ich zdjąć, uniemożliwia mi to normalne funkcjonowanie. Od listopada dopadła mnie totalna niemoc, depresja, z którą nie mogę poradzić sobie do dziś. Nie mam na nic sił, motywacji i co najgorsze, żadnej nadziei i perspektyw na lepsze życie. Bardzo chcę je zmienić na lepsze, chociażby finansowo, ale nie potrafię się przemóc, w ogóle jestem niezdolna do jakiegokolwiek działania. Dodatkowo przez niewyjaśniony paraliżujący mnie strach, oblałam właśnie studia, skąd także dostawałam pomoc socjalną i to mnie wyjątkowo załamało. Nie umiałam iść na zajęcia ze strachu, a tym bardziej, że dzień zamienił mi się z nocą i tak przesypiam całe dnie, a w nocy normalnie funkcjonuję (dziś zasnęłam o 8 rano, a wstałam o 19.30). Trwają ferie i dziecko jest u dziadków, ale one się niedługo kończą i jakoś będę musiała się męczyć i usiłować wstać o 7 rano i zawieźć dziecko do szkoły. To mnie także wyjątkowo dołuje i przeraża, bo zwykle nie potrafię zasnąć wcześniej niż 5rano. Poza tym, nawet jeśli udałoby mi się zasnąć o 22 to nawet o 7 nie potrafię się obudzić. Mam ogromny problem z obudzeniem się ze snu, mam bardzo twardy sen. Jak już zasnę to nie wiem, co się wokół mnie dzieje i nie słyszę totalnie nic, tym bardziej budzika, a i często nawet syn nie jest w stanie mnie dobudzić. Z tego powodu często syn nie chodził do szkoły, co mnie całkowicie przybijało i traciłam i tak nieistniejące poczucie własnej wartości. Zdarzało się, że nie spałam np po dwie doby, spałam co drugi dzień, żeby tylko syn poszedł do szkoły, albo jeśli musiałam gdzieś pilnie być. Jestem bezsilna wobec moich problemów ze snem i tej otaczającej mnie beznadziei. Jak mam rozwiązać moje problemy ze snem i depresją? Bardzo proszę o pomoc, poradę, ciepłe słowo, cokolwiek ;( Jestem po rozwodzie, obecnie w toku jest unieważnianie małżeństwa kościelnego, mąż, będący policjantem znęcał się nade mną psychicznie, podobnie jak mój następny partner. W toksycznej matce także nie miałam nigdy wsparcia, obecnie jestem bardzo samotna, nie mam przyjaciół, ani nawet znajomych. Jedynie jestem w związku z partnerem, w którym także nie mam wsparcia, gdyż on nie rozumie moich problemów, nic dziwnego, bo sam jest ciężko chory i potrzebuje przeszczepu nerki, żeby przeżyć. Przez kilka miesięcy po moim delirium chodziłam na terapię dla uzależnionych i tam psychiatra wypisał mi leki na nerwicę, które do teraz biorę, na terapię jednak nie chodzę, bo akurat w tym czasie syn ma zajęcia pozalekcyjne, na które bardzo chce chodzić, a ja bardzo z tego powodu ubolewam. Po przejściu delirium zrozumiałam, że muszę żyć dla syna i tego się kurczowo trzymam. Muszę - bo nie chcę, ja żyję tylko dla syna. A skoro już żyć muszę, to bym chciała się tak nie męczyć codziennie, bo nie wiem, czy będę w stanie wytrzymać w swoim postanowieniu.
  13. Dzień dobry. Jestem 46 letnim mężczyzną. Mieszkam za granicą i mój problem to nerwy, czesto agresja słona i nieradzenie sobie samemu ze sobą. Trace przez to wszystko i wszystkich. Jestem po przejsciach. W Polsce mam córke która za mną tęskni i nie widziałem jej od ponad pół roku. Dzwonie do niej prawie codziennie ale to nie to co przytulenie i zabawa na żywo. Nie wiem kiedy uda mi sie pojechac do kraju. Tu gdzie mieszkam mam partnerkę którą bardzo pokochałem, świata poza nią nie widze. Jestemy ponad rok ze sobą i ja zniszczyłem cały związek bo o byle co wybuchałem i robiłem awantury o byle co. Byłem nerwowy, brakowało przez pandemie pieniędzy bo nie było pracy, ona robiła wszystko by było ok a ja mimo tego kłóciłem sie z nia nadal, robiąc głupie sceny zazdrości pomimo ze jestem jej pewien ze chce być ze mną. Szukam pilnej pomocy bym sie zmienił i pokazał jej ze jestem jej wart i ze da mi jeszcze szanse na wspolne bycie bo sam nie dam rady juz teraz byc. Ona tez ma probemy ze zdrowiem po operacji i wspieram ją jak moge. W tej sytuacji jaka teraz jest nie wiele mogę jej pomóc. Błagam o pomoc bo nie umiem życ samemu zwłaszcza za granicą, bez nikogo. To jest straszne, boje sie następnego dnia. Do Polski tez nie mam gdzie wracac bo nie mam nic i nikogo poza kilkuletnią córeczką. Dodam ze nie mam nałogów - nie pije i nie pale, że jestem normalnym facetem bez nałogów, nie piłem, nie paliłem, nie brałem używek, całe życie pracowałem i zawsze byłem sobą. Od jakiegoś czasu po rozstaniu z matką dziecka zacząłem mieć problemy z nerwami, głową i psychiką, nie radze sobie w sytuacjach stresowych i boje się bardzo zostac sam, bez bliskiej osoby.
  14. Postaram się opowiedzieć wszystko w skrócie. Otóż zdiagnozowali u mnie w szpitalu zaparcia. Męcze sie z tym już ponad miesiąc, żadne proszki zmiękczające do picia nie pomagają, tak samo jak mini lewatywy z apteki, przez co zaczęłam sobie wkręcać że mam może raka jelita? Utwierdził mnie w tym fakt że w badaniu krwi u rodzinnego wykryto niedobór żelaza, badania stolca w normie, za to tego samego dnia jak poszłam na SOR to w badaniu krwi wykryło podwyższenie bilirubiny na co machnęli ręką. Na SORze badania krwi jak wspomniałam, badania moczu, USG brzucha chyba z 4 razy, konsultacja z chirurgiem a potem z urologiem (z powodu mojego kamyczka w nerce) i do tego rentgen jamy brzusznej i kręgosłupa. Wszystko cały czas wskazuje na te cholerne zaparcia. Nie wiem już co sama mam robić, dostałam termin u proktologa na 31.05, za to u gastroenterologa dopiero na 30.06 i to chyba niebezpieczne żeby tak długo czekać z tymi zaparciami? Do tego zauważyłam że spadłam na wadze, na początku roku wazyłam 61 kg, jak ważyłam sie w czwartek to było to już 58 kg. Kolejny powód żebym podejrzewała raka jelita. Do tego jeszcze dochodzi bezsenność od czwartku, żadne pigułki nasenne nie pomagają, przez cały dzień utrzymuje mi sie temperatura ciała 37 która spada max do 36,8 i to tylko na chwile, na co rodzinny też macha ręką bo mówi że to nie jest przecież stan podgorączkowy, ale mi jednak ta temperatura przeszkadza bo jest mi zwyczajnie za gorąco, moja normalna temperatura to 36,5. Nie wiem czy to wszystko od stresu czy jak? Nie mam już pojęcia czy ja wariuje i nie wiem gdzie udać sie z tym dalej skoro rodzinny ignoruje ciągle (badania krwi i stolca też zrobił z wielkim wysiłkiem), a do gastroenterologa taki długi czas oczekiwania. Cały czas sie boje że przez te zaparcia wkońcu mi siądą jelita i będzie potrzebna operacja w trybie pilnym a jednak z moją nerwicą nawet jeżeli byłaby ta operacja potrzebna to wole żeby była zaplanowana.
  15. Witam, to mój pierwszy wpis. Mam świeżo 17 lat - Otóż problem zaczął się miesiąc temu. Na wfie spojrzałam na przyjaciółkę i zaczęła się "jazda" - A co gdybym ją pocałowała? Nie wiem, od razu ogarnęło mnie uczucie gorąca, jakby wybuchł we mnie lęk. Zaczęłam się tym martwić później cały WF. Ale nic z tego, lęk zadomowił się u mnie i nadal sobie mieszka. Jest lepiej, ale nie najlepiej, a bardzo bym chciała by to zniknęło. Kiedyś jak byłam mała 10 lat ok. to też to miałam, ale zniknęlo i żyłam sobie normalnie jako hetero. Później wiek 13/14 lat, znowu to samo bo spodobał mi się wygląd jakiejś dziewczyny, na szczęście mama po chyba 10 razie rozmawiania ze mną mi uświadomiła, że skoro od zawsze podobali mi się chłopacy, to orientacja na siłę i sama z siebie nie może mi się zmienić. Wtedy powiedziałam sobie "Racja, że też na to nie wpadłam" i tak oto lęk uciekł. Aż do teraz. Zawsze traktowałam miłość poważnie, to jedna najważniejsza wartość w moim życiu. Nie obchodzili mnie homoseksualiści, też akceptuję ich nadal i nic do nich nie mam, ale sama siebie w tym nie widzę. Wręcz nie chcę. To jest rzecz której się przeraźliwie boję, czuje że gdyby się okazało że jestem to cały mój świat by legł w gruzach a ja na pewno bym sobie nie chciała nikogo znależć - wolę żyć sama niż z inną kobietą, dla mnie to jest po prostu straszne. Chcę mieć dzieci, mam chłopaka i miałam wcześniej też, w przedszkolu podobał mi się chłopak. Gdyby nie ten durny WF, to dalej byłabym szczęśliwa. Ale już sama nie wiem co robić, mam wrażenie jakbym siłowała się ze swoim mózgiem kto ma racje, mimo że przeczytałam 01938120 forów, rad, wszystkiego na świecie to nie jestem w stanie przekonać się i nie wierzę sobie że nie jestem. Po prostu nie wiem czy to zalezy od tego że mam małą wiarę w siebie czy co, w ogóle nie jestem w stanie się odciąć od tych zmartwień. Teraz jest lepiej staram się je bagatelizować itp. ale ja chcę wiedzieć że nie jestem, bo jeśli się okazałoby że jestem to ja nie wiem co bym zrobiła, chyba najgorsze co można sobie wyobrazić... Byłam raz u psychologa, pani powiedziała że to przez stres, że napięcie przeformowało się w coś takiego, bo przed tym lękiem miałam 2 inne, jeden po drugim (ten jest trzeci). Najpierw bałam się że zaszłamw ciąże, poxniej ze kreci mi sie w glowie i to jakas choroba (wszystko oczywiscie wymyslone, wyszlam z tego sama) ale teraz jakis idiotyczny homoseksualizm, 3 raz w zyciu sie tym zamartwiam i nawet nie pomaga mi to, że jak już opracowałam to kiedyś i wyszłam z tych zmartwień awięc nie mogę być homo, to nadal to nie pomaga. Nie wiem co mam robić, wkurza mnie to, chcę być szczęśliwa będąc w związku, a gdy wyobrażam sobie że zrywam z tego powodu z moim chłopakiem to jest równoznaczne do zmarnowania sobie życia, bo go naprawdę kocham. No właśnie ,tu też jest strach że może go nie kocham, ale jakim cudem miało się to zmienić po jednej myśli na WFIE. Pomóżcie, powiedzcie jak uwierzyć w to, że to natręctwo a nie prawda... bo ja naprawdę nie wiem co mam robić, to mnie męczy, prześladuje, nie mogę przez to spać, serce mi wali...
  16. Widziałam już tu kilka tematów na ten temat, ale żadnych podobnych do mojego problemu. Otóż od ok. ponad miesiąca zaczęłam odczuwać bóle w prawej stronie brzucha w okolicach pachwiny i pępka. Pierwsze co mi przyszło na myśl to wyrostek albo jajnik. Poszłam do ginekologa, ginekolog po badaniu USG wykluczył problemy z macicą i jajnikami, po uciskaniu brzucha po prawej stronie i brak reakcji z mojej strony wykluczył też wyrostek. Bóle jednak się nasilały i przeniosły się w góre brzucha pod żebrem, więc udałam się do lekarza rodzinnego, który po badaniu moczu i USG jamy brzusznej stwierdził kamice nerkową i dał mi skierowanie do szpitala na urologię. Na urologi pobrano mi krew i oddałam ponownie mocz do badania, i ponownie USG jamy brzusznej. Lekarz w szpitalu potwierdził kamień w nerce, ale dla pewności wysłał mnie jeszcze na tomografię komputerową, bo podzieliłam się z nim moimi obawami że może być to wyrostek. Na tomografii komputerowej wszystko w normie, okazało się że mam w jelitach kamienie kałowe i to prawdopodobnie one wywołują bóle. Zatrzymano mnie na noc na obserwacji i dano coś do picia na przeczyszczenie i wypuszczono do domu. Bóle brzucha pod żebrem z prawej strony ustąpiły po kilku dniach od wizyty w szpitalu, ale znowu przeniosły się na dolny odcinek brzucha, ból koncentruje się w pachwinie, promieniuje na biodro i udo. Byłam dzisiaj znowu u rodzinnego z wypisem ze szpitala i powiedziałam mu że być może jakoś przeoczyli na tomografii ten wyrostek bo znowu mnie boli na dole brzucha, to powiedział że na tomografii rzadko co da się coś przeoczyć i że promieniowanie bólu leży po stronie jelita i przepisał coś nowego na przeczyszczenie. Sama już nie wiem czy niepotrzebnie sobie wmawiam ten wyrostek czy może faktycznie mam się czego obawiać. Dodam że od razu po wyjściu ze szpitala naczytałam się że kamienie kałowe mogą przyczynić się do zapalenia wyrostka i może na tomografii jeszcze nie było stanu zapalnego a teraz się mógł nasilić? Między pobytem w szpitalu a dniem dzisiejszym mija równy tydzień. Nie wiem już czy to moja nerwica płata mi figle, czy depresja się znowu nasiliła bo mam ostatnio w życiu gorszy okres czy może nabawiłam się hipochondrii?
  17. Od 2019 roku leczyłam się lekiem przeciwdepresyjnym rexetin na nerwicę lękową i depresje, odstawiłam miesiąc temu bo czułam się już rewelacyjnie, niestety... Objawy wróciły, a razem z nimi wkręcam sobie że moge mieć depresje lekooporną i ogarnia mnie straszny lęk, nie wiem jak sobie z tym poradzić, proszę o jakieś rady, z góry dziękuję
  18. Cześć Zmagam się z nerwicą natręctw co wiąże się z długim myciem rąk prysznicem, sprzątaniem. Niedawno się wyprowadziłam od rodziców i dostałam mega duży rachunek - niedopłata za wodę. Nigdy nie interesowałam się tym ile m3 wody mam w czynszu więc to moja wina ale nie przypuszczałam że niedopłata będzie tak duża- 3000 zł. Chciałam się spytać czy może ktoś też odczuł takie skutki nerwicy? Ja mam 4m3 wody na miesiąc i teraz juz sprawdzam i liczę te wodę i dziennie jak się pilnuję zużywam 100 l wody ale muszę sie pilnować. Nie mogę na przykład wziąć normalnego nawet 10 min prysznica gdzie leci woda. Zakrecam wode na czas namydlania sie. Szukam trochę porady bo pytałam znajomych i mówią że starcza im taka ilość wody na miesiąc. Niektórzy zużywają nawet mniej a mieszkają w 2 osoby. Zastanawiam się czy to normalne czy może jak na złość moje wodomierze źle działają, jednak próbowałam sprawdzić (lałam wodę do wiadra i patrzyłam ile litrów, patrzyłam czy przez noc nie ubywa ) I wydaje się że wszystko jest ok. Jest mi ciężko i dlatego mam pytanie czy może Wam też się to przydarzyło, czy uważacie że to są normalne ilości a może nie. Z góry dziękuję
  19. Dzień dobry. Rok temu zostały u mnie zdiagnozowane zaburzenia lękowe (lęk napadowy/lęk paniczny) jestem aktualnie na lekach; mozarin i pregabalin Zentiva. Dostałam również skierowanie od psychiatry do psychologa bo stwierdził że potrzebuje terapii jednak po 3 wizytach poznawczych psycholog stwierdził że nie widzi podstaw do skierowania mnie na terapię. Mam teraz mętlik w głowie. Co robić? Szukać innego psychologa czy rzeczywiście tego nie potrzebuje?
  20. Hej, już jest podobny temat o strachu przed lekami. Ale chciałabym założyć osobny wątek bo jestem ciekawa, czy ktoś ma tak samo jak ja. Biorę od 15 dni zoloft 50 mg, wydaje mi się albo sobie wkręcam, że dostanę od niego alergii ( piecze mnie język, mam dużą łuszczycę i boje się, że nie zauważa alergii) i tak jest w kółko. Codziennie wstaje z lękiem, że muszę brać lek, biorę go tyle i nie widzę efektów, a mam wrażenie, że lęk się zaostrza. Czy ktoś miał podobnie ? Na dwa dni odstawiłam lek ale wróciłam bo jednak mimo strachu bardzo chce się już wyleczyć i poczuć minimalnie lepiej.
  21. Witajcie, jest to mój pierwszy post na forum. Widziałem już kilka postów o tryptofanie na forum jednak chciałbym dowiedzieć się co w moim przypadku należałoby uczynić od 3 lat walczę z nerwica, raz jest lepiej raz gorzej, generalnie staram się o tym nie myśleć bo to nie pomaga. W styczniu zeszłego roku było już naprawdę spoko, ogarnąłem głowę i sposób myślenia . Wpadłem jednak na pomysł wyjazdu za granicę żeby trochę sobie zarobić. Padło na Islandię. Zimno, ciemno, Praca 250 h w miesiącu. Wiem, idealne miejsce pracy przy takich zaburzeniach :). Będąc tam mialem kryzys, lęki wróciły. Bylem 9 miesięcy bez zjazdu do domu. Wróciłem niedawno na stałe i rozpocząłem suplementacje na własną rękę, aby trochę odżyć. Aktualnie suplementuje witaminy z grupy adek, magnez, cynk ashwagandha. Ostatnio dodałem niacynę 2 g dziennie, inozytol 700 mg. Trafiłem na artykuł o tryptofanie i jego działaniu. Raczej cala kwestia nerwicy leży w sposobie myślenia i staram się nad tym pracować, efekty są. Chciałbym się jednak dodatkowo czymś wesprzeć no i padło na tryptofan. Moje pytanie to czy można suplementowac tryptofan - i w jakich ilościach - razem z niacyna, gaba i inozytolem. Niacyna i inozytol wpływają na układ nerwowy i czy przy takim miksie nie grozi mi ssri, czy ogólne przymulenie, zmęczenie, senność . Nie mam problemów ze snem, bardziej z obniżonym nastrojem, nerwowością . Dodam tylko że jestem abstynentem. Stąd pytanie czy może lepiej brać sam tryptofan, bez niacyny i inozytolu. Dzięki i pozdrawiam
  22. Witam postaram się opisać moje pierwsze objawy i to co jest teraz. Zaczęło się w kwietniu 2020 dużo stresów i nerwów tak że już wtedy były bóle w klatce, szybsze bicie serca i drzenie rąk lecz to nie wywoływało u mnie lęku. Zaczęło się od czasu kiedy pewnego dnia za namową kolegów wziąłem niezbyt duża dawke amfetaminy. Wszystko było dobrze nawet nie poczułem bo było tego niewiele. Nazajutrz od samego rana zaczęły się dziwne zawroty i problemy z równowagą oraz coś jakbym automatycznie co chwila robił "zeza" tak dziwnie obraz mi się rozmywał oraz uczucie podobne do uczucia spadania w przepaść taka pustka w klatce co kilka sekund z czasem to minęło ale między czasie atak paniki i szpital. Wyniki krwi dobre. Potem zaczęły się dretwienia kończyn bóle w różnych częściach ciała i non stop dziwne problemy z równowagą niezbyt mocne niemal nieprzeszkadzajace ale było to uciążliwe. Oczywiście pierwszy prawie rok panika jak wychodziłem do sklepu czy gdziekolwiek momentalnie slabo i nogi jak z waty szybsze bicie serca. Miałem wizyty u neurologa, laryngologa, kardiologa badania EKG, EEG, ECHO serca, badania audio u laryngologa, 2 razy rezonans glowy, rezonans całego kręgosłupa jakieś pół roku temu. Między czasie podczas podróży znów silny atak paniki, wezwana karetka i jak tylko powiedzieli ze wszystko dobrze przeszło jak ręką odjął.Dostałem również lek escitalopram i nie wiem czy to również zasługa leku i tego że akurat zaczynała się pora cieplejsza jakoś od kwietnia tego roku objawy minęły, wychodziłem już wszędzie nawet sam oczywiście mając tam jakieś stresy ale nie bałem się nie miałem lęku. Ok. 1.5 miesiąca temu podczas jazdy samochodem dostałem silnego ataku paniki, poty, bicie serca, szybki oddech, drzenie ciała i tak przez pół godziny potem przeszło i przez kilka dni się tym stresowałem i obawy minęły. Nadużywałem też miedzy czasie alkohol i Ok 3 tygodnie temu była lekka przesada w weekend praktycznie piątek sobota niedziela przepite z kolegami. Od tamtego czasu przez kolejne 3 dni czułem się osłabiony I znów zacząłem się zastanawiać nad zdrowiem a od 3 tygodni leżę ciągle w łóżku bo jestem znaczy czuje takie osłabienie że wychodzę tylko do toalety i d kuchni mam brak apetytu problem znów z równowagą jakbym był oszołomiony cały czas, drzenia lub drętwienie mieśni i lekko często podwyższone ciśnienie, nie mam ataków paniki ani żadnych kołatan serca czy bólów w klatce jak było to kiedyś natomiast mam bol glowy z tyłu lub skroni nie zawsze i nie zawsze silny i czasem bol oczu i ciągle szumy w uszach jak leżę czasem jak siedzę. Dodatkowo ciągle się zamartwiam co mi dolega co również wykańcza. Zacząłem znów od 3 tygodni brać escitalopram 15mg i betaserc na zawroty równowagi . Czy to nawrot nerwicy i czy możliwe jest żeby od 3 tygodni było mi tak słabo że ledwo się ruszam?
  23. Ktoś z was miał refluks spowodowany przez nerwicę lękową? U mnie się to podejrzewa, bo mam flegmę w nosie i gardle przez którą ciężko mi się oddycha oraz zgagę, no i oczywiście objawy nerwicy lękowej. Obecnie biorę tabletki Texibax i pomagają one na zgagę, ale nadal nie mogę oddychać przez flegmę. Czytałam, że flegma w refluksie bierze się ze stanu zapalnego spowodowanego podrażnianiem błony śluzowej gardła i nosa kwasem żołądkowym (mogę się mylić). Tak więc jestem ciekawa, jak wy się pozbyliście tego problemu z flegmą - pomogły leki na nerwicę? Leki na refluks? Jakieś inne leki bezpośrednio na stan zapalny?
  24. Cześć, ostatnio ciągną się za mną myśli, że może mam dziecko z prostytutką, ale o tym nie wiem. Miałem w przeszłości spotkania z prostytutkami, ale wszystkie były w zabezpieczeniu więc szansa chyba niewielka na ciążę. To jest trochę podobnie jak ktoś uprawia jednorazowy seks z osobą przypadkowa gdzieś poznaną Taka osoba teoretycznie też mogłaby mieć takie wątpliwości, a nawet większe bo chyba prostytutki lepiej się zabezpieczają. Przechodząc do sedna to zastanawianie się nad tym chyba nie ma sensu? Ponadto pewnie połowa mężczyzn mogłaby mieć takie rozkminy, ale nie analizują tego.
  25. Od jakiegoś czasu boję się brać leki, nawet jeśli nie są one ryzykowne, czytam wnikliwie ulotki i najmniejsza wątpliwość sprawia, że nie wezmę leku. To pewnie od podejrzewanej u mnie nerwicy lękowej, która sprawia, że odczuwam lęk wobec najmniejszej rzeczy i nie tylko. Jestem ciekawa czy ktoś z was też tak ma i czy macie jakieś sposoby żeby jednak wziąć lek mimo dużego lęku
×