Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Nerwica

Znaleziono 112 wyników

  1. Cześć, od 3 tygodni mam nawrotowy atak nerwicy lękowej (somatyzacja objawia się bardzo wysokim ciśnieniem, kołatanie serca, arytmia, bezsenność, brak siły). Prawie od początku zacząłem brać Asentra i Lerivon oraz doraźnie Hydroksyzyna. Niestety do tej pory nie udało mi się ustabilizować sytuacji. Największym problemem jest brak snu. Obecnie jestem od tego bardzo osłabiony, bez sił i wychudlem bardzo. Nie wiem jak to się skończy jak w końcu nie zacznę spać. Mam wrażenie, że teraz ze zmęczenia już nie mogę spać. Boję się brać typowy lek na sen bo po kilku miałem omdlenia (ketaral, nasertin) a mieszkam sam. Może ktoś miał podobny problem? Jak wyjść z tego błędnego koła? Są jakieś bezpieczne leki nasenne?Czy to możliwe że Asentra jeszcze zadziała?Tak źle to jeszcze się nie czułem nigdy.
  2. Witam wszystkich serdecznie. Jestem Magda i mam 26 lat. Objawy pojawiły się od połowy sierpnia, były to drgawki/ " jakby prąd przechodził" przez nogi czasem przez ręce. Pojechałam na doraźną, dostałam ketonal w zastrzyku i hydroksyzyne. Lekarz stwierdził że jestem zdrowa. Za dwa dni doszedł jeszcze ból brzucha i byłam u lekarki rodzinnej, zbadała mnie i coś powiedziała że chciałam już płakać. Widząc to stwierdziła że chyba mam nerwy i dała skierowanie do poradni psychologicznej. Dała też recepte na hydroksyzyne na stałe, od 1-2 tabletki dziennie. Za dwa dni znowu do innej lekarki, która zbadała i skierowała na badanie krwi ( morfologia, crp, potas, sód, OB). Na wyniki czekałam jak na szpilkach i okazało się że wszystko w porządku. Dostałam też recepte na Neuroviti, biore do dziś. Na pare dni był spokój z drgawkami ale okropnie bolała mnie głowa, zmęczenie, złe samopoczucie. Już sobie wmówiłam że może mam coś w tej głowie że sie tak czuje. Za tydzień znowu do lekarki i skierowanie do neurologa, od neurologa skierowanie na tomografie głowy. W międzyczasie gdy teściowa była w szpitalu czułam sie najgorzej, bo w jeden wieczór już pakowałam sie w razie W do szpitala. Gdy wróciła teściowa to praktycznie jak ręką odjął, tylko ból głowy został. Teraz od paru dni pojawiły się jeszcze nowe objawy: uczucie kłucia albo ból a to w nodze, stopie albo rękach, takie drżenie i uczucie jakby zaraz mi ta ręka czy noga miała sie nie ruszyć. Pomóżcie czy macie jakiś sposób na złagodzenie tych objawów somatycznych. Na terapie u psychokoga jestem zapisana na liście oczekujących.
  3. Witam wszystkich użytkowników forum. Od blisko 3 lat choruje na nerwicę. Nie będę opowiadał historii mojej choroby, może kiedy indziej,przejde do sedna. Biorę leki (asertin) i moje samopoczucie jest ogólnie dobre. Jednak jestem w trakcie przeziębienia i mam zapchane zatoki. Czuję się strasznie, przede wszystkim wkręcam sobie różne rzeczy i ciągle mi się coś wyobraża. Miałem tak już kilka razy jednak nie w takim natężeniu. Nazywam to "omamami rzekomymi" chociaż one występują tylko w schizofrenii a ja jej nie mam. Czy wy też podczas choroby czujecie się tragicznie? Macie lub mieliście podobną przypadłość jak ja czyli tak jak wyżej wspomniałem, wyobraźnia wam wariuje i pęka wam głowa od mimowolnych wyobrażeń jakiś sytuacji? Co robić, mam się po prostu uspokoić? To nerwy czy faktycznie coś mi jest? Przeszukałem już internet i rozważałem nawet początek zapalenia opon mózgowych czy ropnia mózgu
  4. Rozpisałam się, ale mam nadzieję, że ktoś dotrwa do końca :) Od zawsze miałam tendencję do wymyślania w głowie różnych historii. Zwykle były to jednak takie opowieści, które wymyśla też wiele moich rówieśników, to znaczy marzenie o sytuacjach, które nie mają szans przydarzyć się w rzeczywistości, a w których ja brałabym udział, najczęściej miało to związek z tymi, w których byłam wtedy zakochana. Odkąd jednak pojechałam na studia i z powodu nieznalezienia zbyt wielu znajomych stałam się bardziej samotna, bo z przyjaciółkami miałam kontakt głównie przez telefon, w mojej głowie pojawiły się historie, w których mnie w ogóle nie było, główną bohaterką była osoba całkowicie zmyślona, większość bohaterów również, niektóre były osobami znanymi publicznie, którym wymyślałam różnego rodzaju koleje życia, trochę opierając się na tym, co jest o nich naprawdę wiadome, a czasem nie. Dodajmy, że od liceum pojawiło się we mnie dziwne zafascynowanie dojrzałymi kobietami, które w szkole objawiało się zakochaniem w nauczycielce, na studiach stało się zakochaniem w pewnej osobie publicznej, po kilku miesiącach ta osoba zmieniła się, ale nadal jest to dojrzała kobieta. Podejrzewam, że ma to związek z moją toksyczną matką, w której nie widzę wzoru, której to ja musiałam zawsze matkować, mediować w jej kłótniach z rodziną, wysłuchiwać, a kiedy dorosłam dawać jej rady, mówić co robi źle, tłumaczyć ją przed rodziną, a w podzięce jedyne co otrzymuję to naprzemienne obelgi, wyrzuty, z rzadka komplementy, kiedy ma wyrzuty sumienia, ale ja nie potrafię w nie wtedy uwierzyć, bo wiem, że za chwilę znowu może spowodować awanturę. Po pół roku studiów nastała pandemia, wróciłam do rodzinnego domu i tam spędziłam ponad rok. Wtedy tworzenie historii nasiliło się i to mocno, najbardziej w okresie zimowym i trwa aż do teraz. Potrafiłam spędzać czas bardzo długo chodząc po piętrze tam i z powrotem w głowie przeżywając historię obcych mi osób niczym serial. Chciałam odciąć się od nerwowej atmosfery panującej w domu, epidemii, mojego brania odpowiedzialności za matkę. Doszłam do takiego punktu, że gdy nie jestem skupiona na jakiejś czynności lub rozmowie z kimś włącza mi się od razu automatycznie tryb tego alternatywnego świata, tej alternatywnej historii. W pewnym momencie zaczęłam dostrzegać w tym pewien problem i zaczęłam tę historię spisywać, aby pozbyć jej się z mojej głowy. Tak powstała prawie trzystustronicowa książka, a po niej jeszcze jej przerobiona wersja, a na koniec kolejna, bo ta historia cały czas ewoluuje, nie zmienia się tylko główna bohaterka, która na początku wydawała mi się całkowicie obca - jest kobietą po czterdziestce, posiadającą rodzinę, wnuki, wygadaną, pewną siebie i niesamowicie piękną; ale teraz widzę, że tak naprawdę są w niej pewne cechy, które mam i ja tj. kompleks matki, wrażliwość, strach przed samotnością a jednocześnie te cechy, które ja chciałabym mieć. W dwóch pierwszych wersjach historia doszła do końca, a więc bohaterka zestarzała się i zmarła, ale nie zakończyło to epopei w mojej głowie. Cały czas rozbudowuję środek tej historii, a więc jej wiek średni i robię to nieświadomie. Ostatnią wersję historii spisałam w czerwcu, a już mogłaby być ona zaktualizowana. Kolejnym niepokojącym objawem jest moje zafascynowanie dojrzałymi kobietami. Obecnie bardzo podoba mi się pewna kobieta ze świata publicznego. I to nie, że po prostu z wyglądu, ale wyczytałam chyba wszystko co da się na temat jej życia i wplotłam ją jako bohaterkę do mojej historyjki wyobrażając sobie różne wydarzenia z jej życia na podstawie tego, czego się o niej dowiedziałam. Do tego za każdym razem, kiedy jest mi smutno, źle i samotnie, włączam sobie filmiki z nią w internecie i słuchając jej głosu, widząc jej uśmiech, czuję takie dziwne ciepło, które mnie ogarnia. Jest to jakaś bańka, jak to nazwałam - kiedy inne rzeczy w świecie są takie paskudne i szare, to ona zawsze będzie tak samo piękna, tak samo elegancka, tak samo urocza. To chore, wiem. Od jakiegoś czasu podejrzewam u siebie właśnie nerwicę lękową. Od czasu jesiennej fali pandemii narastają we mnie lęki różnej maści. Dochodziło już do tego, że stresowałam się nie tylko jakąś sytuacją, ale też samym faktem, że mam w sobie lęki i to tak się zapętlało. Wielokrotnie miałam objawy somatyczne takie jak bóle mięśni, kończyn, uczucie słabości czy zawroty głowy. I właśnie zawsze uciekałam do tego w ten wymyślony alternatywny świat. Przedwczoraj doznałam dziwnego epizodu odrealnienia, co jak dzisiaj wyczytałam jest właśnie objawem nerwicy. Stałam na przejściu dla pieszych, a wszystko co działo się wokół mnie wydawało się być poza mną. Ludzie, auta, budynki wydały mi się obce niczym w jakimś śnie i to, co ja robiłam też było jakby nie moje. Dokładnie tak, jak czułam się kiedy robiłam coś w prawdziwym śnie. Wczoraj to uczucie pojawiło się znowu, kiedy wracałam wieczorem do domu. Niby wiedziałam, że to poczucie odrealnienia jest fałszywe i ten świat jest prawdziwy, ale jednocześnie było to bardzo dziwne. Boję się, że niedługo odkleję się za bardzo. Chciałabym znaleźć inny sposób na odreagowanie, a nie taki wydający mi się psychiczny i po prostu chory. Mam wyrzuty sumienia, że taka jestem. Chciałabym naprawdę przeżywać coś pięknego w życiu, a nie tylko wyobrażać sobie jakieś okropne historie o kobietach. Nie jestem lesbijką, wiem o tym, bo bardzo pragnę założyć rodzinę, mieć dzieci, a do tego pocałunki czy przytulenia (bo do niczego więcej nigdy nie doszło) ze strony mężczyzn sprawiały mi przyjemność (okay, raz durzyłam się w jednej koleżance i nawet kilka razy po alkoholu miałam wielką ochotę ją pocałować kiedy się przytulałyśmy albo tańczyłyśmy ale to wszystko) więc nie wiem skąd u mnie ta narastająca fascynacja kobietami i tworzenie o nich historii - bo w tych moich alternatywnych światach relacje heteroseksualne są bardzo marginalne, głównymi wątkami są właśnie relacje safickie. Nie wiem, czy to wynika z moich problemów z matką i niedoświadczenia od niej wystarczającej bliskości a wręcz nerwów, wyzwisk i stresu? Martwię się o siebie i swoją psychikę (też o matkę za którą czuję się wiecznie odpowiedzialna), a także jako że jestem osobą wierzącą mam co jakiś czas wyrzuty sumienia też z tego powodu, że takimi myślami grzeszę. Od jakiegoś czasu matka wypomina mi, że nie nie przyjmuję Eucharystii, ale nie czuję się gotowa pójść do spowiedzi i wyznać przed księdzem, że mam takie myśli o kobietach, a jeśli w pełni nie wyznam swoich grzechów to to przecież nie ma sensu. Dodatkowo cały czas boję się jak będzie wyglądał świat, że znowu zamkną nas w domach i będę jeszcze bardziej samotna niż teraz. Boję się też zostawać w domu, ale równocześnie obawiam się wyprowadzać, bo boję się zostawiać matki samej
  5. Cześć. Mam 16 lat i właśnie mam wakacje. Zostało mi ich 2 tygodnie. Piszę tu bo od jakiegoś czasu dręczą mnie okropne wyrzuty sumienia. Że nic nie robię, że marnuję czas. W czasie roku szkolnego dużo się uczyłam, miałam dobre oceny. Wiele spraw niezwiązanych ze szkoła odkładałam ,,na wakacje". Bo wtedy będę miała tyle wolnego czasu. I przyszły te wakacje a ja mam wrażenie że nic nie robię. Wakacje spędzam w domu z ogrodem, z babcią na emeryturze i dwoma młodszymi braćmi. Staram się analizować co robię w ciągu dnia i nie mam pojęcia na co marnuje czas. Sen - raczej nie bo wstaję wcześnie i nie leżę w łóżku. Może to przez internet i telewizję. W ciągu dnia pomagam również babci. Nie są to ciężkie prace takie ,,przynieś, wynieś, pozamiataj", więc to też nie zabiera dużo czasu. Ze znajomymi spotkałam się tylko kilka razy, tak to siedzę w domu. Jak na razie zaczęłam się powoli uczyć do matury i szydełkować. I nie mogę się nadziwić z jakim trudem przychodzi mi 2h nauki dziennie. W szkole przecież uczyłam się dużo więcej i dawałam radę. Raz w tygodniu chodzę też na nauke tenisa bo w moim mieście to za darmo i to mnie jeszcze jakoś podnosi na duchu. Najbardziej bym chciała zarabiać swoje pieniądze. Widziałam ogłoszenie że szukają kogoś do ulotek. Przemogłam nieśmiałość i zadzwoniłam. Wzięli mój numer i powiedzieli ze zadzwonią jak będą kogoś potrzebować. Do teraz nie ma odzewu, ale bardzo z tego powodu nie rozpaczam. Jestem zadowolona z siebie że w ogóle tam zadzwoniłam. Chodziłam do sąsiadów i pytałam czy nie potrzebują pomocy domowej. Z uśmiechem mówili że już kogoś mają. Myślałam też o rękodziele ale nie potrafię się za to zabrać. Wiem że w roku szkolnym dobrabianie będzie bardzo trudne, w wakacje jest na to czas. Prawie codzienni wieczorem mam okropne wyrzuty sumienia że tego dnia nic nie zrobiłam, że zmarnowałam czas. Planuję też, robie listę w telefonie rzeczy do zrobienia na następny dzień i obiecuję sobie że jutro będzie inaczej. Ale nic z tego nie wychodzi. Jestem z natury perfekcjonistką i świadomość marnotrawstwa mnie dobija. Nie potrafię się zrelaksować, wypocząć np. leżąc na słońcu i nic nie robiąc. Ciągle mam z tyłu głowy że minęło już tyle czasu, a ja nic nie zrobiłam. Sama nie wiem gdzie jest problem. Czy ja jestem po prostu leniwa i niezorganizowana? Czy coś robię źle? Źle planuję? Czy gdybym naprawdę miała produktywny dzień i widziała efekty mojej pracy to wieczorem nie męczyłyby mnie te paraliżujące wyrzuty sumienia? Czy może ja mam jakąś obsesję, nerwicę wakacyjną? Pamiętam ze w ubiegłego wakacje też coś podobnego miałam. W roku szkolnym jakoś zelżało. Czasami byłam zła na siebie ze spędziłam wieczór na serialu ale to nie była w takiej skali jak teraz. Teraz bywa tak że mam ochotę wyć z rozpaczy. Nienawidzę siebie za to jaka jestem leniwa, za to że tak mało robię. Z jednej strony boję się początku szkoły bo wtedy w ogóle nie będę miała czasu, a z drugiej na to czekam bo przynajmniej będę widziała swoje oceny, notatki i będę widziała że jednak cos ze swoim życiem robię. Czy ktoś z was doświadczał czegoś takiego? Będę wdzięczna za wszystkie komentarze.
  6. Macie jakieś techniki/sposoby radzenia sobie z objawami nerwicy głównie takimi jak trudności w oddychaniu i lęki? Chodzi mi o takie sprawdzone rzeczy które wam pomagają, nie musi to być nic wielkiego, mogą to być np. przekonujące myśli, które sobie mówicie w głowie w złych chwilach i które choć trochę niwelują wasze dolegliwości
  7. Czy psycholog byłaby w stanie jakoś wpłynąć na czas oczekiwania wizyty u psychiatry? Byłam rok temu u psychologa raz i poleciła mi iść do psychiatry, bo stwierdziła że potrzebne mi są leki bym mogła korzystać z terapii u niej (to prawda, nie potrafiłabym mówić jej o trudnych rzeczach w obecnym stanie i sama jej to wtedy oznajmiłam). Ale wizyta u psychiatry czeka mnie dopiero w lutym 2022, a nerwica, fobia społeczna i depresja sprawiają, że cierpię i dobija mnie to strasznie. Nie stać mnie na wizyty prywatne ani na wizyty w innym mieście. Ostatnio zastanawiałam się, czy ta psycholog nie miałaby możliwości czegoś zrobić, by termin wizyty stał się mniej odległy, ale nie mam pojęcia, czy dobrze myślę. Skierowania nie wypisze, bo do psychiatry go nie trzeba, więc tak właściwie nie wiem, bo by miała zrobić, ale na nic innego nie wpadłam. Co pan/pani o tym sądzi? Psycholog mi pomoże? Czy może jest jakieś inne wyjście?
  8. Czy flegma (przezroczysta i kleista, utrudniająca oddychanie i dająca się usunąć tylko za pomocą wysysających ruchów gardła) może być od nerwicy? Jeśli tak, to jakiego rodzaju nerwicy?
  9. Witam około miesiąc temu miałem takie zdarzenie w pracy mianowicie, zrobiło mi się słabo,serce tak jak by mi się zatrzymało zacząłem odczuwać dziwny lęk i nie pokój męczyłem się z tym jakiś czas myślałem że to przejdzie samo, jednak doszły do tego jak by zawroty głowy które są w tym najgorsze takie uczucie jak bym był lekko pijany trudno to opisać czasami jest tak ze czuje sie normalnie i na raz mnie weźmie taki stan jak by te zawroty głowy to były jak by takie napady budziłem się w nocy i właśnie tak jak bym się czymś przejmował lub bał się czegoś, byłem u lekarza rodzinnego zrobiłem morfologie krwi badania na cukier na elektrolity a także EKG serca wszystko wyszło okej serce lekko wolniej bije ale lekarz mówił że wszystko w normie mam krople na sercowe przepisane i stwierdził lekarz że to nerwica lękowe przepisał mi CITOBAX 10mg czuje lekką poprawę i tabletki ma noc VALIDOL mam zażywać CITOBAX 1 dziennie i zobaczymy czy to wszystko ustąpi czy te wszystkie objawy mogą być od nerwicy dodam że mam jeszcze czasami jak by ucisk głowy raz w klatce piersiowej ucisk miałem ale najgorsze te zawroty i trochę jak by mnie słońce drażniło i widział bym bardziej jaskrawie jak normalnie dodam że wcześniej byłem bardzo nerwowy jak coś robiłem itp teraz już tak nie jest i nie miałem nigdy problemów z czymś takim może ktoś powiedzieć czy to może być nerwica ?
  10. Czy mogę coś zrobić, żeby szybciej trafić do psychiatry na NFZ? Mam za sobą tylko jedną wizytę u psychologa rok temu i tyle, a czuję się coraz gorzej psychicznie. Nie jestem niby beznadziejnym przypadkiem - nie mam na koncie prób samobójczych ani nie tnę się - ale za to boję się wszystkiego, a zwłaszcza rzeczy które nie istnieją albo że coś co nie ma prawa się zdarzyć się zdarzy. I choć wiem, że moje lęki są irracjonalne, to nie działa na mnie racjonalne tłumaczenie, cały czas to biorę pod uwagę. Podejrzewam, że to nerwica lękowa, ale ta choroba nadal pozostaje dla mnie dość enigmatyczna i nie wiem czy się pod nią kwalifikuję. Do tego dochodzi jeszcze depresja (też ją u siebie podejrzewam) oraz oczywiście fobia społeczna (tej jedynej jestem pewna, ale teraz sprawuje mi ona najmniej kłopotów, bo jestem raczej odizolowana od społeczeństwa, chyba że wszystko inne wywodzi się właśnie z niej). Tak czy inaczej, jest ze mną źle. Jestem zapisana do psychiatry na lutego, ale to za dlugo czekania... A twierdzą że nie mają wolnych bliższych termimów. A ja się boję na samą myśl przez ile trudnych chwil będę musiała jeszcze przechodzić i ile czasu marnować przez te miesiące, boję się też że coś mi się stanie przez ten czas i nie mam pojęcia co robić, bardzo jestem przerażona
  11. hej, jestem 18-letnim chłopcem, którego mogę nazwać mężczyzną. Odkąd byłem mały, myślałem, że pociągają mnie kobiety, chociaż były chwile, kiedy mężczyzna mnie podniecał, ale mnie to nie obchodziło. Porno oglądałem bardzo wcześnie, czego żałuję, bo miałem 11-12 lat, zacząłem od heterowskiego, ale w wieku 13-14 lat były bardzo krótkie momenty, kiedy wyobrażałem sobie coś z chłopakiem, ale to był tylko tymczasowy, ponieważ fascynowały mnie dziewczyny. Minęło dużo czasu, odkąd przeszłość nagle zaczęła mnie przerażać i mówić, że to znaczy, że jestem gejem. Myśli że jestem gejem, a to doprowadziło do nerwicy. Poszedłem do lekarzy, odbyłem wywiady i leczyłem się farmakologicznie, było dobrze, ale tylko na chwilę. Kiedy widzę gorącego chłopaka, przesadzam z uczuciem, że go lubię, chociaż wiem. Podoba mi się wizualnie. Na siłe masturbuje się do gejowskiego porna i niewiem czemu dochodze, wtedy nie czuje satysfakcji tylko płacz lęk, i boje sie ze tego pragne. Kiedy go pamiętam, czuję się dziwnie, nie uwielbiam się z nimi masturbować, bo wiedziałbym, że mi się to nie spodoba, bo nie uczyniłbym tego tak przyjemnym do końca życia. kiedy chcę się masturbować, robię to dla seksu z kobietą, a dla mnie gejem seks jest męczący, bo tylko moje myśli mają o nim pamiętać, chciałbym usłyszeć twoje opinie, bo te uczucia i myśli mnie dręczą. dziękuję XYZ
  12. Cześć. Czy da wmówić sobie chorobę? Jest też te uczucie że się ma jakiegoś guza, albo inne takie. Od ponad dwóch miesięcy krążę po moim ciele z różnymi dolegliwościami - bóle, kłucia. Tym razem wydaje mi się, że mam powiększone jądro, chciałem się umówić do urologa ale nie przyjmuje tutaj i bym musiał dalej jechać. Jednak... Czy jest możliwe takie.. Z samej psychiki wytwarzanie jakichś bóli albo że coś jest powiększone, guzy w głowie itd?
  13. Nn mam już od 8 lat. Raz było lepiej , raz gorzej. Jednak cały czas wraca. Pomijając liczenie, sprawdzanie yo najgorsze są myśli. Mialam duzo myśli na temat tego że zdradzam partnera ( co było nie prawda), potem przechodziłam myśli na temat choroby (już mialam wszystkie choroby świata....), tysiące razy wracałam do miejsc gdzie jeździłam samochodem (a bo na pewno kogoś potracilam) , ciągle wracają do mnie jakieś sytuację z przeszłości, które pamietalam , a za chwilę jest myśl że to może było inaczej? Może coś więcej? I stres. Już mam dość walki że swoim umysłem.... Teraz cały czas myślę że może ktoś mi zrobił kiedyś krzywdę? Molestowal itp? A ja to wyparlam a teraz to wraca? Czy ktoś też ma takie sytuacje?
  14. Długo myślałam nad tym co napisałam poniżej. Może ktoś miał podobnie. Wybieram się do psychiatry, ale zastanawiam się czy dobrze zrobiłam. Wahania nastroju w ciągu dnia Problemy z zaśnięciem, przebudzanie w nocy Zmienność emocji w ciągu dnia Zwiększona płaczliwość, potrafię codziennie znaleźć do tego jakiś powód, który z perspektywy czasu okazuję się głupotą Dni bądź godziny gdy mam doła, nie widzę sensu życia, nie mam na nic ochoty ani siły nic zrobić Zdarza się że coś mnie ucieszy, trwa to coraz krócej ale zdarza się Popadanie w taką jakby histerię gdzie płaczę , chcę krzyczeć, wyobrażam sobie śmierć i chcę umrzeć, tnę się , gryzę się po rękach Poczucie bezsilności, smutku, pustki, niechęć do życia Ciągłe zamartwianie się rzeczami które kiedyś nie powodowały u mnie takiego uczucia Zamykanie się w swoich myślach, w swoim świecie Problemy z zapamiętywaniem i skupieniem co według mnie jest następstwem tego że w mojej głowie jest masa myśli, rozmów co trochę burzy rzeczywistość wokół Strach przed interakcją z obcymi ludźmi jak witanie się, nawiązywanie kontaktów, problem z rozmową, patrzeniem w oczy i udzielaniem się. Na ogół w takich sytuacjach radzę sobie najlepiej po alkoholu Przez większość czasu poczucie zmęczenia braku energii żeby coś zrobić Słabe kontakty z rodzicami, rodziną Oprócz smutku, jest też dużo tego uczucia zobojętnienia, gdzie nie czuję kompletnie nic, nic mnie nie zaskoczy, nie ucieszy, nie rozzłości. Przebywanie w licznym gronie np. rodzinie, klasie pełnej ludzi wywołuje we mnie spięcie, nerwowość, zdenerwowanie, lęk, pocenie Wyraźcie proszę swoje opinie, może ktoś miał podobnie. Czy słusznie postąpiłam umawiając się do lekarza czy może wyolbrzymiam ?
  15. Witam, od roku lecze sie na nerwice lekowa. Zaczelo sie po skonczeniu studiow. Podjelam prace i mialam bardzo ostrego szefa. Bardzo sie stresowalam i tak sie zaczelo. W pracy towarzyszyly mi dusznosci itd., balam sie ciagle, ze zostane zwolniona i zostane z niczym, czekalam tylko az skonczy sie okres probny. Najgorzej bylo zawsze jesienia i wiosna. Latem tego roku praktycznie w ogole nie mialam objawow, poznalam swietnego faceta, przestalam przejmowac sie praca i chcialam juz zrezygnowac z terapi a tu we wrzesniu wrocilo ze zdwojona sila. Dopadlo mnie hocd, a przynajmniej tak mi sie wydaje. Ogolnie to musze przyznac, ze nigdy nie mialam orgazmu w mezczyzna, ale mimo tego seks i bliskosc zawsze sprawialo mi przyjemnosc. Zawsze ciagnelo mnie do mezczyzn i zakochiwalam sie w mezczyznach. Mialam jednak taki epizod w swoim zyciu, ze ogladalam lesbijka pornografie i zaczelam sie przy tym masturbowac i wtedy zawsze mialam orgazm. Najbardziej krecilo mnie chyba, ze to byl taki temat tabu. Nigdy mnie to jednak nie martwilo i nie rozmyslalam nad tym, poniewaz w realu nigdy nie ciagnelo mnie do kobiet, nawet mnie troche obrzydzalo. Calowalam sie czasem z kolezankami i bylam podrywana przez kobiety, ale w ogole nic przy tym nie czulam. Zero. Jak spotkalam mojego obecnego faceta, to przestalam ogladac te filmy, w ogole o tym zapomnialam. Nagle jesienia zaczelam sie zastanawiac, dlaczego nie mam z nim orgazmu i wtedy mi sie przypomnialo, ze zawsze mialam orgazm przy lesbijskim porno i wtedy sie zaczelo. Natretne mysli, szukanie odpowiedzi w internecie, swiat zwariowal. Brak ochoty na seks, w ogole czasem to mysle, ze mam depresje, a nie nerwice. Nic mi sie nie chce. Nic mnie nie cieszy. Nie wiem, czego chce, kim jestem. Boje sie, ze zwariuje. Plus taki, ze techniki z mesturbacji wprowadzilam do mojego seksu z partnerem i normalnie dochodze przy seksie oralnym. Uspokoilo mnie to na troche, jednak ciezko sie pozbyc tych mysli. Moze naprawde jestem jaka ukryta lesbijka? Jednak nie wyobrazam sobie zwiazku z kobieta, nawet nie mam ochoty na jakis trojkat czy cos. Chce po prostu, zeby wszystko bylo jak dawniej. Nie jestem zadnym homofobem, mam znajome lesbijki, geji. Moja rodzina i znajomi sa mega tolerancyjni. Zyje w Niemczech, mega tolerancyjnym panstwie, wiec nie widze powodu, zeby to ukrywac. Zreszta jakbym byla les, to chyba wczesniej bym to zauwazyla, zakochala sie w jakies dziewczynie. Ja mam juz 26 lat. Ma ktos podobne doswiadczenia? Wyszedl ktos z tego?
  16. Witam , mam pewien problem Nazywam się Krzysiek mam 22 lata zawsze byłem wesolym zwariowanym typem Wszystko zaczęło sie od tego jak wyjechałem do Anglii mieszkając już tam pewien czas pewnego wieczoru po zjedzonej kolacji dostałem tak teraz myślę " ataku paniki " serce zaczęło mj kołatać nogi uginać myślałem że umieram przyjechała karetka zbadali mnie wszystko było okej przez kolejne trzy dni dalej byłem roztrzęsiony Po około pół roku wróciłem do Polski i miałem jeszcze z 4.5 ataków zgłosiłem się do psychiatry stwierdziła że tak czasami dzieje się w moim wieku i dostałem Rexetin och jaki ja byłem po nim szczęśliwy brałem go 3 miesiące po odstawieniu było nawet okej ataków już nie mialem Ale dalej mam uderzenia gorąca piszczenia w uszach co chwilę.cos mnie kłuje wydaje mi się że jestem.chory A najgorsze są moje.mysli widzę nóż wydaje mi się że mogę zrobić komuś krzywdę chociaż to już przeszło Albo wydaje mi się że jestem złym człowiekiem (chociaż nigdy nikomu krzywdy nie zrobiłem) Zamieszkałem z dziewczyną to teraz dręczą mnie myśli czy na pewno ja kocham i nie dają mi spokoju to najbardziej mnie martwi czuje taki lęk odrazu w brzuchi Siedząc w pokoju na imprezie muszę obejrzeć wzrokiem dokładnie każdy przedmiot Często ściskam.piesci lub drapie się itd itp Te myśli czasami nie dają mi spokoju to strasznie irytujące gdy mnie to dopada czuję pustkę w środku to mega nie przyjemne macie jakieś rady?
  17. Cześć wszystkim! W zasadzie to jestem tutaj nowy, ale z nerwicą natręctw mam do czynienia odkąd pamiętam. Cieszy mnie fakt, że udaje mi się niekiedy ignorować natręctwa. Staram się funkcjonować normalnie jednakże przyznam, że nie zawsze jest łatwo. Dokucza mi sprawdzanie kranów, okien, drzwi oraz sprzętu rtv i agd przed wyjściem z domu jak i przed pójściem spać. Kiedyś pracowałem w bezpośredniej obsłudze klienta. Największą trudnością było np. wydawanie reszty. Podczas gorszego dnia, towarzyszył mi lęk o wydanie odpowiedniej kwoty. Teraz pracuję w telefonicznej obsłudze klienta. Trudności objawiają się wielokrotnym sprawdzaniem wiadomości mailowej przed wysłaniem gdziekolwiek. Sprawdzam treść, słowo po słowie. Nie ważne czy wysyłam wiadomość do klienta czy do kolegi siedzącego biurko obok. A wy? Czy macie jakieś swoje trudności, z którymi borykacie się w codziennych obowiązkach związanych z pracą zawodową? Pozdrawiam
  18. ?Witam. Opowiem od początku. Mój problem zaczął się 1,5 roku temu jak u bliskiej osoby zdiagnozowano raka trzustki. Był to czas bardzo nerwowy z powodów zmartwień z tym związanych. Do tego inna bliska osoba pierwszy raz wyjechała sama samochodem w bardzo daleka podróż. Pewnego dnia w czasie tych zdarzeń miałam kołatanie serca, duszności i uwidoczniły mi się żyły na udzie i lekko szczupły. Lekarz internista stwierdził że EKG jest ok ale skierował mnie do szpitala na badanie z podejrzeniem zakrzepicy. Tam ja wykluczono ale stwierdzono że mam tachykardię i dostałam leki na serce typu bloker i uspokajające. Długo był spokój, w okresie Bożego Narodzenia znów miałam straszne kołatanie serca osoby chorej już z nami nie było zmarła. Na pogotowiu stwierdzono że to od kręgosłupa bo bolało mnie ramię i dretwialy ręce. EKG wyszło ok. W 2020 miałam kilka takich ataków ale nic szczególnego nie wykazały. Zostałam skierowana do ortopedy z kręgosłupem mam leki problem z odcinkiem szyjnym. Od tego czasu kiedy boli mnie szyją taki tępy ból. Zauważyłam że na moich rękach id wewnętrznej strony uwidaczniają się zielone rysy żył od łokcia w stronę dłoni. Po położeniu się wszystko po chwili znika. Byłam u neurologa zrobił mi Doppler i wyszło ok, kardiolog również nic niepokojącego nie stwierdził. Podczas rozmowy tel lekarzem internista powiedziałam czy czasem nie mam tego na tle nerwicy lekarz stwierdził że możliwe. Tylko tyle usłyszałam. Moje pytanie brzmi czy te uwidaczniające się żyły na szyji, rękach i udzie obok kolana to może być przyczyną nerwicy? Ciągle sprawdzam czy one są widoczne czy nie, ciągle mierze tętno i ciśnienie za każdym razem jak mnie cis zajmuje w okolicy serca. Mam też mdłości czasem kończące się wymiotami. Zawsze gdy mam taki atak. Nie wiem co mam robić. Czy ktoś też tak miał z tymi żyłami?
  19. Dzień dobry, Trochę się gubię w nazewnictwie i co do czego pasuje w tej nerwicy. Zostałam zdiagnozowana z nerwica lękową. Przeszłam w swoim życiu już przez wiele lęków. Jednak często tematy moich obsesji bardziej pasują do ocd. Od kilku miesięcy mam myśli, że może jestem lesbijką, mimo ze nigdy dziewczyny mi się nie podobały i zawsze chciałam i dalej chce być z mężczyzna. Przerażona sprawdzałam czy się podniecam czy nie. Ale do pytania przechodząc, czy może ktoś z nerwicą lękową miał lęk przed byciem osoba homoseksualna?
  20. Sinia92

    Nerwica ??

    Hej.. odkąd pamiętam mam problemy z utrzymaniem nerwów na wodzy. Zawsze byłam nerwowa, dużo sytuacji mnie irytuje, wręcz doprowadza do szału. Staram się nad tym panować i bardzo wiele trzymam w sobie , raz na jakiś czas wybucham. Mówię otwarcie co mi nie pasuje , często (wg opinii innych) mam niemiły ton , wszystko komentuje i nic mi nie pasuje. Może i tak jest ok. Mama i siostra twierdzą że zaburzenia psychiczne to nie wymówka, że powinnam "znaleźć sobie jakieś zajęcie " . Mama często mówi że jej przykro, Że powinnam ugryźć się w język albo milczeć. Nie wiem czy już po prostu taka jestem , co zrobic zeby sie zmienic. Kocham moja rodzine i nie chce im sprawiac przykrosci ale czy oni tez nie powinni mmie zaakceptować taka jaka jestem ? Pomoc jakos ? Sprobowac zrozumieć? Czy ktoś z Was ma tak samo ?
  21. Nie wiem od czego zacząć ale postanowiłam założyć tutaj konto, bo już nie daje sobie rady. Przejrzałam forum i pocieszył mnie trochę fakt, że są jeszcze ludzie którzy rozumieją... Do sedna - czuje się po prostu gorzej niż gówno. Bezużyteczna, nieprzydatna do niczego, dla nikogo. Ktoś może pomyśleć no idiotka... kończy studia, ma męża, ma rodzine, jest zdrowa... Otóż nie do końca. Jestem kłębkiem nerwów, denerwuje się przy każdej okazji (tak samo jak mój ojciec alkoholik z zaburzeniami psychicznymi bliżej nie zidentyfikowanymi - bo sobie nie pozwolił). I to jest najgorsze - matka, która całe życie wmawia mi, że jestem jak ojciec - uparta, a dalej ją cytując "jebnięta, popierdolona, kretynka, nieudacznik", a poza tym jestem "od sprzątania, jak dupa od srania" jak to pięknie mi podziękowała podczas naszej kłótni, gdy kolejny dzień ja sprzątałam po wszystkich a ona siedziała w swoim pokoju i jedyne co robiła to obgadywala mnie do swoich koleżanek czy rodziny i jak zawsze użalała się nad sobą. Niestety muszę z nią mieszkać, bo nie mam gdzie - nie mam też pracy od marca tego roku, mąż zarabia także nie zbyt wiele. U teściów mieszkaliśmy krótko, gdy musieliśmy opuścić wynajmowane mieszkanie (właściciel chciał je wyremontować). Mąż raczej nie wytrzymałby długo z rodzicami, a poza tym niestety najlepiej mieszka się samemu. Kiedyś miałam dobre relacje z matką - dziś nie chce mi się nawet na nią patrzeć, a co dopiero gadać. Poczułam do niej obrzydzenie kiedy udawała bezradną. Kiedy nie miałam już siły (ona pewnie też) ale ja chcialam pozbyć się ojca z domu (i to dawno) lecz ona mnie nie słuchała, bała się go. Mój ojciec pije od ok 15 lat z przerwami i jest z nim coraz gorzej. Teraz siedzi w swojej oborze jak to mówię a tak na serio wybudował dom, którego za grosz nie szanuje...tyle lat pracy, wyjazdów za granicę a on wszystko przepił i przepija dalej. Jedynie co tam ma to meble kuchenne i kanapę - od pół roku nic nie kupił bo ma inne priorytety. W domu wszystko brudzi, nie sprząta, rozwala kabine prysznicowa gorzej nic dziecko. A co jest najlepsze to, że mówi że czuje się jak na wygnaniu, że każdy ma go gdzieś. Ale prawda jest taka że karma wraca... Probowalismy mu pomóc już chyba z tysięczny raz ale nic. Wysyłaliśmy go do lekarzy, chcielismy mu załatwić terapię zamknięta... To wszystko na nic. Nawet teściom obiecuje, że nie będzie pil że to i tamto byle by ktoś go odwiedził... I faktycznie jeździmy tam jak idioci, jeszcze ostatnio posprzątaliśmy i daliśmy mu obiad, to co później zrobił? Za tydzień mieliśmy przyjechać ale uprzedził nas, że coś jest nie tak z ogrzewaniem i że muszą mu naprawić. Po czym pierwsi przyjechali teściowie, a on w progu ich wywalił, bo że on się źle czuje dziś, że to bez sensu i że sorry ale jedzcie do domu z powrotem... Na nasz ślub też nie przyszedł, bo się " źle czuł ". A na drugi dzień nam wydzwaniał, że nie wie co się z nim dzieje i że on się powiesi, a jak chcemy ratować chociaż psa to mamy przyjechać i to już! Powiedzcie mi czy wy byście nie zwariowali? Ja już na prawdę nie mam siły. Żałuję, że po szkole nie wyjechaliśmy gdzieś za granicę na zawsze i się nie odcięliśmy... Rówieśnicy nasi mają teraz żony, mężów, dzieci, w miarę stabilne pracę, mieszkania, domy... A my? No cóż... Wracając do wczesniejszego wątku - ojciec przez te całe lata wyjeżdżał do pracy za granice i jak zjeżdżał to już był koniec naszej wolności. Ale matka chyba to lubiła - ja bym nazwała to syndromem sztokholmskim. Ja znowu nie cierpiałam tego, bo gdy przyjeżdżał przynosil słodycze, było fajne ze dwa dni a potem darcie się o wszystko, bo nic mu się nie podoba, bo nie chodzimy w zegarku tak jak on chce, bo się źle powiedziało coś, bo w ogóle on ma zły dzień. Później obraza na pół roku, było raz nawet na dwa lata... (Przeze mnie, jak to on twierdził ale to on sam przestał do mnie gadać i się interesować). No a w międzyczasie hulaj dusza piekla nie ma - tatuś setka za setką, na kolację tabletki nasenne czy inne apapy i schizy w nocy. Nie zawsze było tak grubo ale dosyć często. Przy czym ja chodziłam do technikum, dużo zakuwalam i spotykałam się z moim obecnym mężem. A matka psuła nerwy dalej na własne życzenie i miała w dupie jak ja sobie z tym radze. Pamiętam jak kiedyś miałam nawet atak paniki, to zapytała co mi jest po czym zadzwoniła do siostry żaląc się jak to ona nie ma źle. Później zamieszkaliśmy z chłopakiem że sobą i też się nic nie zmieniło, staremu coraz bardziej odwalalo, mimo że czesciej wyjeżdżał. Nic też nie dał pobyt w szpitalu, kiedy to mój mąż go uratował jak pijany połknął w cholerę tabletek. Jak nas przepraszał, że on nie chciał, że on głupi, a i tak dalej robi swoje. Mając wszywkę jeździł dalej za granice, nie leczyl się i udawał, że jej nie ma - bo jak mu kumple mówili przecież można pić, że nic mu nie będzie. Tak jemu nic nie było, tylko mi - ześwirowalam do reszty, nie mam ochoty przez nich żyć i nie potrafię się odciąć. Mam też problemy z samoakceptacją no ale też mnie to specjalnie nie dziwi, zawsze czułam się gorsza, w podstawówce na wfie ostatnia, w okularach, później ogłuchłam na jedno ucho (aparat nie pomaga). Rodzice mnie nigdy nie chwalili, interesowali się głównie tym żebym do szkoły chodziła (miałam tylko jedno koleżanke i pamiętam jak dziś jak ona się rozchorowała i się o tym dowiedziałam to nie chciałam chodzić do szkoły, bo tak się wszystkim stresowałam). I z tym stresowaniem mam tak do dziś, w gimnazjum i technikum było już lepiej bo wzięłam się w garść i próbowałam nawiązywać bardziej kontakty, miałam więcej dobrych koleżanek, starałam się uczyć - mimo że musiałam dłużej siedzieć niż inni (tak mi się zdaje) ale to dzięki temu czułam się lepsza. Ale z tyłu głowy zawsze coś zostaje, nie jestem dalej pewna siebie, łatwo się łamie przy błahostkach a co dopiero problemach. Nie chcę mi się wstać z łóżka, robię to co muszę - prysznic, śniadanie, kawa, studia, szybkie zakupy i znów do łóżka przed tv lub telefon/laptop. Raz na jakiś czas się spotykamy ze znajomymi itp. ale ja najchętniej bym przesiedziała cały dzień w domu. Nic mnie nie cieszy nawet lampka wina... Gdy teraz szukam pracy na cześć etatu, żeby połączyć to ze studiami to stresuje się jeszcze bardziej, czy dam radę. Bo widzę, że jest jeszcze gorzej ze mną. Pamiętam że jak chodziłam do pracy to tak nie myślałam o wszystkim i jako łatwiej wszystko szło ale z drugiej strony nie nadaje się do wielu prac, gdyż często mam tak że Boje się panicznie z kimś rozmawiać, że go nie zrozumiem, że nie będę wiedziała co zrobić, że ktoś mnie wyśmieje. Boje się czy dam sobie radę w jakiejkolwiek pracy, czytam opinie o pracodawcach gdzie łapie się za głowę co można z ludźmi robić i tak mi się jeszcze bardziej odechciewa. Życie jest bez sensu. Studia ledwo się zaczęły od nowa i już mam problem, nie idzie mi w ogóle praca mgr. Pisze kilka dziadowskich stron i nic z tego nie wynika. Boje się, że jeszcze to zawale i będę bez normalniej pracy, bez studiów, bez wlasmego bezpiecznego kąta przy boku walnietych ludzi. W końcu jeszcze mój mąż znajdzie sobie kogoś innego, bo po co mu taka żona. Jednak nie chce robić tego tez mężowi, żeby siedział ze mną... mam wsparcie od niego, bo mnie pociesza, nie ocenia, często wysłucha jeśli w ogóle się odważne przemówić (mam z tym po prostu trudności) ale nie potrafi mi bardziej pomóc. Nie jest specjalistą, chce mnie wziąć do lekarza ale ja się boje... że otworze się komuś, a ktoś nie bedzie mi w stanie pomóc. Ostatnie dwa lata w wakacje siedziałam cały czas w domu! Wychodziłam tylko do pracy w tamtym roku, w tym już jej nie miałam. Wiem to jest dziwne, żeby młodej kobiecie nic się nie chciało. Ja próbowałam, starałam się ale i tak zawsze się poddałam. Nie mam już siły, nie mam pomysłu. Nie chce mi się nic. Najchętniej bym umarla, to nie pierwsza moja mysl.
  22. Witam, mam niespełna 20 lat i myślę, że rozwinęła się u mnie wyjątkowo paskudna nerwica. Mógłbym ją opisać jako życie w ciągłym niepokoju/strachu, brakiem możliwości czerpania przyjemności z życia, zerową motywacją i poczuciem ogólnego bezsensu istnienia. Moim głównym objawem jest irracjonalny, niepodparty żadnymi sensownymi powodami lęk przed zostaniem umieszczonym w więzieniu. Boję się, że nieumyślnie zrobię coś, przez co będę musiał resztę życia spędzić za kratami, albo też zostanę w jakieś przestępstwo po prostu wrobiony. Unikam między innymi jazdy samochodem, aby przypadkiem kogoś nie potrącić, albo co gorsza - nawet nie zauważyć samego wypadku i zostawić poszkodowanego na pewną śmierć. Wiem, że jest to niemożliwe, aby uderzyć w innego człowieka i zupełnie tego nie zauważyć, jednak zawsze pojawiają się u mnie natrętne myśli w stylu: czy cała podróż na pewno przebiegła spokojnie? czy samochód podskoczył bo najechałem na próg zwalniający, czy leżał tam może człowiek? Innym moim objawem jest strach o swoje życie, który objawia się najczęściej: -podczas jedzenia: a co, jeśli ktoś dodał mi do potrawy trucizny? -przed zaśnięciem: a co, jeśli ktoś podczas snu spróbuje mnie zabić? Pojawia się u mnie również strach przed chorobami, których istnienia mogę nie być świadomy i które mogą skrócić moje życie. Stan ten towarzyszy mi od kilku lat, jednak ostatnio bardzo nabrał na sile. Od czasu do czasu pojawiają się myśli samobójcze wywołane przez ogólny brak perspektywy na jakąkolwiek poprawę mojego stanu (tylko myśli, żadne realne plany ani nic w tym stylu, zresztą za bardzo boję się bólu). Zauważyłem, że moje objawy nasilają się za każdym razem, kiedy w moim życiu dzieje się coś dobrego, na przykład od niedawna jestem w związku z kochającą dziewczyną na której bardzo mi zależy, i za wszelką cenę nie chcę jej stracić. Odbyłem już wizytę u psychoterapeuty, udało nam się wspólnie ustalić, że duży wpływ na moją psychikę mogły mieć negatywne relacje z rodzicami, częste przeprowadzki czy bycie w przeszłości straszonym przez osoby trzecie właśnie więzieniem czy chorobami. Czy ktoś ma podobne objawy? Jakiekolwiek wskazówki jak zacząć żyć normalnie?
  23. Czesc Od okolo 2 miesiecy zmagam sie z potworna nerwica, nerwica natrectw i derealizacja. Objawy sa na tyle silne ze nie potrafie normalnie funkcjonowac- nie tylko nie jestem w stanie wyjsc do ludzi, ale tez sama w domu caly czas sie mecze przeżywając ataki paniki. Od okolo 3 tygodni jestem na Asentrze 50mg (SSRI) i odczucia mam mieszane- niby troche pomaga, ale nadal nie na tyle zebym mogla wrocic do normalnego zycia. Praktycznie wszedzie jest napisane, ze do wyleczenia nerwicy niezbedna jest psychoterapia. Czy naprawde jest to konieczne? Bardzo, ale to bardzo chcialabym uniknac psychoterapii, ale czy bez niej bede w stanie wrocic do normalnosci?
  24. Hej, chciałabym opisać mój problem i zapytać się osób, które są w tej samej sytuacji co ja, jak sobie pomóc. Mieszkam w Anglii, przypuszczam, że moje problemy z nerwicą po raz pierwszy objawiły się może 6 lub 7 lat temu na studiach jeszcze w Polsce. Być może miałam jakieś objawy wcześniej ale najbardziej uderzyło mnie to, że coś jest ze mną nie tak, gdy po kłótni z chłopakiem zaczęłam mieć dziwne myśli (że robię mu krzywdę), myśli których nie chciałam mieć i których się bałam. Pamiętam, że w dzień kiedy pierwszy raz miałam tą myśl i kładłam się do łóżka, nagle sobie o niej przypomniałam, i zaczęłam rozmyślać, że jak ja mogłam tak myśleć, że to coś strasznego. Przypuszczam, że wtedy miałam swój pierwszy atak paniki. Z tej myśli 'leczyłam' się bardzo długo. Oczywiście nigdy swojego chłopaka nie skrzywdziłam, ale od tej pory bałam się co on sobie o mnie pomyśli, co pomyślą inni ludzie jeśli się dowiedzą co mi w głowie siedzi. Bałam się, że to jakaś paranoja albo schizofrenia. Liczyłam na to, że to problemy z tarczycą, ale gdy zrobiłam badania krwi i wszystko wyszło w normie zaczęłam powoli akceptować, że może to jednak problemy psychiczne. Lata mijały, myśli pojawiały się co raz rzadziej a ja powoli zapominałam o sprawie... Po studiach wyjechaliśmy do Anglii i też było w miarę ok ale w pracy, szczególnie gdy mam czas rozmyślać, zaczęły pojawiać się jakieś inne myśli dotyczące np. panicznego strachu przed śmiercią mojej mamy albo mojego chłopaka. Potrafiłam w nocy się obudzić i upewnić się, że oddycha. Dodatkowo gdy coś mnie zabolało to bałam się, że to np. serce, że mam zawał albo jak coś mnie zabolało w nodzę, to na pewno jakiś zator i że też umrę. Po jakimś czasie zaczęłam rozumieć, że nic mi się przecież nie dzieje, że jakby to rzeczywiście były problemy z sercem na pewno leżałabym już w szpitalu. Czasem takie myślenie pomagało, czasem nie. Niestety rok temu doszło do problemów w naszym związku, rozstaliśmy się na chwilę, ja zostałam sama w Anglii. Bardzo odbiło się to na moim zdrowiu psychicznym, wylądowałam nawet u psychologa, jednak głównie zajmowałyśmy się sprawą mojego związku, bo moja przypuszczalna nerwica tymczasowo się 'wyciszyła', bo umysł miałam zajęty złamanym sercem. Po jakimś czasie wróciliśmy do siebie, oczywiście byłam i jestem szczęśliwa w związku ale od początku miałam świadomość, że cały ten stres który przeszłam na pewno odbije mi się w przyszłości. I teraz właśnie się odbija. Wydaje mi się, że nerwica (o ile to nerwica) od paru miesięcy bardzo mocno uprzykrza mi życie. Znowu pojawiły się myśli, myśli których nie chcę i których się panicznie boje, że biorę nóż i krzywdzę swojego chłopaka, albo że tak na prawdę go nie kocham i że go zostawię. Te myśli najbardziej mnie przerażają do tego stopnia, że odczuwam takie nieprzyjemne uderzenie w brzuchu jakby od stresu. Staram się odsuwać te myśli ale zdarza mi się w nie zagłębiać i analizować mimo, że nie powinnam tego robić i wtedy jest jeszcze gorzej. Potrafię się też obudzić się nagle w nocy z myślą, że mam prawie 30 lat a nic specjalnego w życiu nie osiągnęłam, że te pozostałe lata życia które mam na pewno miną mi bardzo szybko. Po prostu boję się śmierci. Gdy rano wstaję i przypominam sobie te nocne myśli, uważam je za głupotę ale gdy je 'przeżywam' wydają mi się bardzo martwiące. Dodatkowo już od 2 lat pojawiają się dziwne objawy (niezbyt często ale wciąż) ale być może, jest to spowodowane moim rozwalonym zegarem biologicznym (ranne i popołudniowe zmiany) a mianowicie, np. godzinę po zaśnięciu gdy na chwilę się przebudzam, potrafię dosłownie przez jedną setną sekundy widzieć np. jakieś robaki (najczęściej pająki) chodzące po ścianach. Oczywiście bardzo szybko znikają a i ja się do tego przyzwyczaiłam i już wiem, że to co widzę nie jest prawdą. Przeczytałam gdzieś, że są to omamy przysenne ale zaczęłam się zastanawiać czy to nie ma związku z nerwicą i stresem. Nie mam oficjalnej diagnozy, mieszkam za granicą, dopiero wczoraj zdecydowałam się coś z tym zrobić i wysłać zgłoszenie do mojego lekarza. W czasach covida raczej na terapię nie liczę ale może przepiszą mi jakieś leki? Kiedyś uważałam leki za same zło ale stwierdziłam, że może warto spróbować... Trochę się boję, że te myśli o moim chłopaku wezmą zbyt serio, że wyślą mnie przez to do szpitala czy coś. Czy ktoś z Was ma doświadczenie w leczniu się na nerwicę w Anglii?
  25. Nerwus82

    Powitanie

    Cześć, to mój pierwszy wpis w życiu na tego typu forum. Pierwszy, ale spóźniony o jakieś kilkanaście lat. Spektrum moich zaburzeń jest dość obszerne poczynając od nerwicy, która wywołała stany depresyjne, uzależnienie od hazardu i przeogromny bałagan w każdym aspekcie mojego życia. Generalnie kiepsko sobie radzę w prawdziwym życiu. Dlatego trudno jest mi wybrać temat wpisu na forum. A jednak wciąż żyję. Siedzę na krawędzi machając nogami od wielu lat i czuję już pod stopami prywatne dno. To wieloletnie utrzymywanie tego stanu wyczerpało mnie emocjonalnie. Włożyłem wiele energii by podtrzymywać schematy w których tkwię. A jednak wciąż coś czuję. Jestem przed czterdziestką. Mam długi na grubo ponad 200 tys. pln, brak własnych środków trwałych, nieudane małżeństwo za sobą, pracę, której nie lubię i w której obecne zarobki nie starczają mi na pokrycie wszystkich co miesięcznych wydatków. Nie stać mnie obecnie na psychoterapię. Czuję się cholernie sam z tym wszystkim. A jednak piszę o tym na forum. Szukam ludzi podobnych, szukam sposobu zmiany schematów myślowych, które wypracowałem latami. Nie chce już się bać. Chce znowu poczuć perspektywę. Rozliczyć się z tym smutnym i zdezorientowanym dzieciakiem. Kiedyś pomogła mi pewna myśl...zakiełkowała, rozlała się na wymyślony stan zagrożenia, który mnie paraliżował. Rozpuściła go. Ty tyle tytułem wstępu z delikatnie optymistycznym wątkiem na koniec. Chyba znowu pójdę w tym kierunku...tym razem nie poprzestając na jednej myśli rozpuszczającej tylko jeden problem. Chyba czekam na Was, na wasze historie...bo czuję, że w tej całej układance jesteście mi bardzo potrzebni.
×