Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Depresja

Znaleziono 124 wyników

  1. Czy powinnam rozważyć pójście do neurologa? Obecnie oczekuję na wizytę u psychiatry, jestem zapisana na 17 kwietnia na NFZ (istnieje możliwość że uda mi się pójść prywatnie do psychiatry na początku lutego, ale to nic pewnego). Choruję na zespół lęku uogólnionego, fobię społeczną i depresję. Jestem na lekach, wenlafaksynie i olanzapinie, od roku, ale one na mnie nie działają. Chodzi o to, że może czas oczekiwania na wizytę u neurologa na NFZ byłby krótszy niż do psychiatry, tylko że ja praktycznie nic nie wiem o neurologii, a to co wyczytałam na ten temat w internecie jest dla mnie nie do końca jasne. Czy jest w ogóle sens o tym myśleć?
  2. Cześć wszystkim! Jestem nowa na forum. Znalazłam je całkiem niedawno, jednak dzisiaj postanowiłam dołączyć, po tym jak zwolniono mnie z pracy. Poczułam, że bardzo tego potrzebuję. I chciałabym poznać inne osoby, które mają podobne problemy co ja. Mam prawie 35 lat na karku i pół życia zmagam się z depresją i nerwicą. Jestem neurotykiem, wysokowrażliwcem, mam duży problem z prokrastynacją. Przez to, i jeszcze depresję, mam problem z utrzymaniem pracy. Silny stres (nawet w delikatnie stresowych sytuacjach, jak np. rozmowa przez telefon) i małe ataki paniki podczas przebywania wśród ludzi mnie przytłaczają. Przez to musiałam przejść na pracę zdalną, z domu. Z którego w dodatku od miesięcy nie wychodziłam. Współpraca ze specjalistami nie maluje się u mnie najlepiej, bo korzystałam jedynie z porad psychologa online. Dodatkowo przez lata zbudowała się we mnie niechęć do psychologów, z nieco trywialnego, może nawet głupiutkiego powodu. Poznałam ich całkiem sporo, podczas wielokrotnych wyjazdów na koncerty. Byli w różnym wieku, od takich świeżo po studiach, po takich już na emeryturze. Rozmawialiśmy wtedy przy piwie na różne tematy i pamiętam, jak nie mogłam wprost pojąć jak ten ktoś może być psychologiem, skoro mówi tak obrzydliwie o ludziach (okropne obgadywanie, śmianie się z kogoś nieśmiałego, używanie określeń typu "przegryw" - i to wcale nie była wina alkoholu). To nie była jedna osoba, tylko kilkanaście. Wiem, że nie każdy psycholog taki jest. Wiem, że to był czas prywatny, a nie praca. Wiem, że nawet jeśli prywatnie to dupek to może okazać się być wspaniałym specjalistą. Rozumiem. No ale pozostał mi tak ogromny niesmak, że po prostu zraziłam się do jakiejkolwiek terapii. Przez lata bałam się zacząć terapię, potem nie chciałam z powodów powyżej, a obecnie nawet bym spróbowała, ale nie mam na nią pieniędzy (NFZ chyba nawet mnie nie obejmie, bo całe życie robiłam na umowach o dzieło i nie płaciłam zdrowotnego). Staram się radzić sobie dzięki grupom wsparcia na Facebooku i forum, gdzie nieraz można uzyskać poradę od specjalisty. Ale w tym momencie, czuję się jak w potrzasku. Nie wiem co dalej robić, ani jak robić. Kompletnie nie mogę się zorganizować. Co prawda wstaję z łóżka, ale jak zombie. Po utracie pracy (dobrej, mimo, że bardzo stresogennej) wpadłam w straszną apatię i boję się, że rozciągnie się ona na wiele tygodni, a nawet miesięcy. W takim stanie byłam wiele lat temu, kiedy również nie miałam pracy. Nie chodzi tu o problem z brakiem zajęcia ogólnie, zawsze sobie coś wynajdę. To bardziej strach z powodu niezarabiania, że nie jestem w stanie się utrzymać. Gdyby nie pomoc rodziny to boje się myśleć co by było. Chciałabym tu, na forum, znaleźć trochę wsparcia, którego tak mi brakuje. Od osób, które zrozumieją, bo mają podobne problemy i wiedzą jak bardzo jest to trudne. Przejrzałam już wiele tutejszych tematów i wszystkim szczerze życzę jak najwięcej siły.
  3. Czy też doświadczacie lub doświadczaliście zaburzeń funkcji poznawczych (kojarzenie, koncentracja, pamięć) anhedonii oraz uczucia że wszystko wokół staje się zbyt wyraźne (przez co trudno się skupić)? Jak sobie radzicie lub poradziliście z tymi objawami?
  4. Czy można mówić o silnej depresji gdy pacjent nie ma myśli samobójczych?
  5. Czy powinnam iść na psychoterapię mimo że nie mam siły na pracę nad sobą przez depresję? Chciałam iść do psychoterapeuty dopiero gdy będę na lekach które będą na mnie działały, ale zanim zaczną one działać minie być może kilka miesięcy, czy warto tyle czekać z rozpoczęciem psychoterapii?
  6. Chciałam dzisiejszy dzień spędzić produktywnie ale zafiksowałam się na jednym temacie ktory nie daje mi spokoju.Wracam do niego czesto ale z reguły jestem na tyle zajeta że nie mam czasu tak długo o tym rozmyślac.Jakis czas temu skończyłam 20 lat.Nigdy nie byłam błyskotliwa,zazwyczaj siedziałam w tej mocno przeciętnej części klasy.Widziałam braki w moim funkcjonowaniu ale dopóki miałam tam pare paskow na świadectwach i jako tako zdałam maturę to nie przejmowałam się tym zbytnio dopóki nie poszłam na studia.Nie są ciężkie do ogarnięcia pod względem ilości materiału ale za to są bardziej praktyczne i dopiero teraz gdy na studiach wykonuje polecenia,gdy każdy może zobaczyć krok po kroku co i jak robię,jak myślę powoduje to że mam ochote rzucić się z mostu Najwolniej myślę.Nie umiem wpasc na rozwiązania problemów.Ciezko zapamiętuje.Jestem po prostu niekompetentna i nikt kto mnie zna nie powierzył by mi trudniejszych zadań.Codziennie tone we wstydzie i zażenowaniu sobą bo mimo że to widzę nie mogę nic na to poradzić.Raczej to genetyczne.Ojciec mimo że skończył prawo wydaje się tak samo mało ogarnięty,chyba ma podobną ciężkość myślenia,rozumienia.To mi rujnuje życie.Nie mam życia towarzyskiego.Niektorzy ludzie z grupy traktuja mnie przez to podrzędnie.Nie szanują mnie,są zdenerwowani jak tylko się odzywam raz na jakiś czas.Nie chce być najlepsza,tylko taka jak inni,żeby nie wstydzić się siebie i czuć że jestem warta czegokolwiek co osiągnęłam w zyciu.Probowalam jakiś zenszeni, miłorzębu,ashwagandy bez żadnej poprawy.Bylam na psychoterapii z powodu leku społecznego ale nie jest to głównym powodem moich problemów.Nie wiem czy nie spróbować z psychiatra i przepisaniem czegoś na receptę co faktycznie by mi pomogło.Ale tez nie wiem czy chciałby mi coś przepisać jak jedyne co mi może dolegać to chyba niskie iq.
  7. Hej, chciala sie, przywita, jestem, nowa, na, forum nigdy nie bylam czlonkiem, zadnego forum. Ale jednak potrzebuje rozmowy z, osobami ktre maja problem z depresje z, zalamaniami nerwowymi.
  8. Betixa

    Istna męka

    Przez depresję nie mam siły na nic. Często czuję że muszę coś robić żeby się nie nudzić i nie myśleć o chorobie a nie mam kompletnie na nic energii i tak siedzę wgapiona w tapetę mojego telefonu. Nawet głupie oglądanie filmików na Instagramie to dla mnie wysiłek i nie jestem w stanie ich zrozumieć. Czekam na wizytę u psychiatry wyznaczoną na 17 kwietnia, a do psychoterapeuty pójdę dopiero gdy będę na działających na mnie lekach. Ten czas oczekiwania to dla mnie istna męka, każdego dnia tylko czekam aż minie ten dzień i zbliżę się o kolejny krok do wizyty. Jak wytrzymać?
  9. Gdy po remisji następuje kolejny epizod depresji to czy rozwija się on powoli jak ten pierwszy, czy od razu powraca finalny stan sprzed remisji?
  10. Czy antydepresant pomoże na wszystkie objawy depresji, czy niektóre z nich pozostają mimo farmakoterapii i konieczna do ich zwalczania jest psychoterapia? Słyszałam, że np. niskie poczucie własnej wartości nie zniknie dzięki lekowi, że ten objaw depresji wymaga pomocy psychoterapeuty, ale nie wiem czy to prawda. Jeśli to prawda, to jakie jeszcze objawy wymagają psychoterapii?
  11. Betixa

    Anhedonia

    Czy antydepresant pomoże na anhedonię?
  12. Też czujecie prawie zero radości ze Świąt przez depresję? Ja tak miałam w poprzednim roku i wszystko wskazuje na to że w te Boże Narodzenie będzie tak samo. Bardzo mi to przeszkadza, bo w przeszłości potrafiłam sie cieszyć z najbardziej kiepskich Świąt, a teraz depresja mi to odebrała
  13. Słyszałam, że leki przeciwdepresyjne nie likwidują wszystkich objawów depresji od razu, że to się dzieje po kolei. Np. trudności z koncentracją i pamięcią ustępują jako jedne z ostatnich. Jaka jest pozostała kolejność?
  14. Czy lek przeciwdepresyjny pomoże na taki objaw depresji jak obniżenie sprawności intelektualnej?
  15. Eldivo

    Witajcie :)

    Witajcie! Nazywam się Arek i mam 28 lat. Moja historia z depresją i stanami lękowymi zaczęła się w dość młodym wieku. Dlaczego? Każdy zadaje sobie te pytanie, wraz ze mną. Rodzina normalna, warunki okej, żadnej patologii, no może poza babcią, która od małego mnie straszyła dosłownie wszystkim... Pomijając temat babci, wszystko wyglądało normalnie oprócz tego, że każda czynność, nauka, doświadczenie było dla mnie czymś czego nawet bałem się spróbować, bo od razu nasuwały mi się myśli "nie dam rady", "nie wyjdzie mi", "nie podołam". Tata uczył mnie pływać... nie nauczyłem się bo przez mój strach, a dokładniej wrzask jakiego narobiłem na basenie sprawił, że wyrzucali nas wielokrotnie, bo myśleli że ludzi mordują Nauka jazdy na łyżwach? Nie.. bo przecież co jeśli się przewrócę? Jazda na rowerze? W życiu! Przecież można sobie zrobić krzywdę. I tak dalej... lata lecą. Zaczęła się szkoła. Wraz z nią rozpoczęły się kolejne problemy. Nie.. nie z nauką, uczyłem się bardzo dobrze, ale z tym, że nie byłem taki jak wszyscy, zero uczestnictwa w wycieczkach, bo strach, ciągła nauka, bo strach przed złym odbiorem przez nauczycieli, ewentualnie negatywnej opinii. Zaczął się stres. Podupadłem na zdrowiu, ale psychicznym. Przestało mnie cieszyć życie. Ciągłe obelgi oraz bardzo nowoczesne teraz pojęcie "hejt" skierowane wobec mojej osoby. Bo jestem inny. Zacząłem być kierowany do psychologów, lecz psychologowie nie widzieli u mnie żadnego problemu.. "Ja tam nie widzę w Tobie problemu, po prostu jesteś leniwy..." Ale co ma piernik do wiatraka? Po tym jak traktowali mnie ludzie z otoczenia odczuwałem dziwny strach i lęk. Tak jakbym zrobił się aspołeczny? Idąc ulicą pociłem się, trzęsły mi się ręce i miałem wrażenie, że wszyscy wokół mnie patrzą tylko i wyłącznie na mnie. Byłem rozkojarzony, gdy ktoś się do mnie odezwał nie potrafiłem mu odpowiedzieć jak człowiek tylko jąkając się z trzęsącą szczęką jakby było -40 stopni na dworze. Pomimo tych wszystkich objawów , wciąż nikt nie widział we mnie problemu. Farmakologia? Nie widzę potrzeby. Zmieniłem się, a bardziej swoje podejście do świata, dystans. Tak... to jest to. Ale zadaję sobie pewne pytanie, czy aby na lepsze? Nie koniecznie. Bo mając wywalone kompletnie na wszystko na ludzi, na to co się wokół dzieje, opinię itp. staję się człowiekiem, który zaczyna popadać z czasem w depresję. Spoglądanie na świat w szarych kolorach, wrzucanie ludzi do jednego worka. Pomogło, wyszedłem z tego ale nie na długo. Od momentu ukończenia szkoły średniej, prawa jazdy, studiów... Zaczęło jakby wracać wszystko z podwojoną siłą. Problemy z poznaniem, nawiązaniem relacji z płcią przeciwną. Co było i jest powodem? Wymaganie od kogoś tego, czego sam nie jestem w stanie dać. Zbyt idealne wymogi i rezygnacja z każdej... Bo nie spełnia moich oczekiwań. Ale.. żadna? Dodajmy do tego brak umiejętności przegrywania, nie tylko tyczy się świata wirtualnego. Musisz być wszędzie naj. Nie ważne czy umiesz czy nie, czy Cię stać na coś czy też nie, ale musisz. Zaczęło się skupianie tylko na własnej osobie, realizacja, wszystko idzie jak najbardziej zgodnie z planem. W końcu sukces, osiągnięcie wszystkich zamierzonych celów i marzeń oprócz partnerki, ale po co? Kiedyś się sama znajdzie, wystarczy czas... Właśnie... czas, wcale go tak dużo nie ma, ponieważ większość gdy była okazja przeznaczyłem go na naprawę siebie oraz osiąganie czegoś co jest ponad moje siły. Nieświadomie z dnia na dzień moja 'depresja' zaczęła sobie przypominać o sobie. Wróciłem do dawnych męczących pytań... "dam radę?", "powinienem?", a nawet zrobiłem krok dalej "kim jestem, czy jestem wartościową osobą i po co żyć, skoro pomimo moich wysiłków i tak nikt nie zwraca na mnie uwagi..." To jest ten moment w którym depresja zaczyna zbliżać się do tego etapu w którym wymagana jest interwencja psychologa, ale nie takiego który powie mi, że jestem leniem Podsumowując i nie rozpisując za bardzo, wyszedłem częściowo z depresji, bez ingerencji psychologów, psychiatrów i farmakologii. Wyleczyła mnie samoakceptacja, sport i muzyka. Ale dlaczego napisałem, że częściowo? Bo problem wciąż tkwi, w śmiałości pod względem poznawania drugiej połówki, ale myślę, że jeszcze jakoś da się z tego wyleczyć. Ostatnimi czasy zmagam się również z nerwicą, a przynajmniej mam takie wrażenie, ponieważ każda jazda samochodem na dłuższy dystans, trasę której nie znam objawia się zimnym potem, zimnymi stopami i dłońmi spoconymi oraz częstym oddawaniem moczu pomimo braku przeziębienia, bądź podobnych chorób. Ale zobaczymy może ktoś coś doradzi w temacie. Cholerka... Troszkę się rozpisałem. Opowiedziałem w skrócie o moim problemie z depresją, ale nie napisałem jeszcze o najważniejszym, czyli tym po co tu przyszedłem. Fajnie jak się ma gdzie i z kim popisać, podzielić doświadczeniami, wygadać, a nawet w jakiś sposób wesprzeć, jeśli pogoda nie dopisuje, a znajomi realni, których jest coraz mniej nie mają we mnie brzydko mówiąc wyje....
  16. Witam , jestem normalnym spokojnym 28-latkiem , ale odkąd pamiętam mam całe życie depresję.. Mój ojciec był alkoholikiem...Ogólnie miałem ciężkie dzieciństwo. Nic mi w życiu nie wychodziło i nie wychodzi , nawet normalnej pracy nie mogę znaleźć (mam dochód pieniędzy , ale o tym później). Potrzebuje porady od jakiegoś specjalisty co jest ze mną nie tak , bo jak byłem małym chłopcem pragnąłem być dziewczynką i tak zostało do tej pory.. Na codzień chodzę normalnie ubrany jak facet i nikt o niczym nie wie.. Pod spodem noszę damską bieliznę a w zaciszu się przebieram , ale żeby tego było mało spotykam się od jakiegoś roku ze starszymi Panami.. Ja mam 28lat a oni około 50-60lat. Do tej pory spotkałem się z pięcioma zupełnie mi obcymi mężczyznami i uprawiałem sex oralny bez zabezpieczenia za dodatkowe pieniądze.Mam silną depresję i tylko to mnie odstresowuje i uspakaja gdy oddaje swoje ciało obcej osobie.. Nie wiem jak z tym skończyć i przestać to robić , bo gdy tylko wzmaga się depresja to od razu mam życie gdzieś i umawiam się na spotkanie z jakimś obcym facetem poznanym na portalu erotycznym ponieważ taki posiadam. Po pierwszym spotkaniu z klientem miałem wyrzuty sumienia a zarazem czułem podniecenie .. Jestem bardzo szczuply i nie mogę przytyć przez tą depresję , ale z jednej strony mi to odpowiada , bo czuję się sexowny a na dodatek zrobiłem sobie ostatnio kolczyk w pępku. Na spotkaniu w samochodzie u tego Pana jak uprawialiśmy sex oralny to skończyl mi w jamie ustnej i to połknąłem .. Nigdy się nie badałem i boję się to robić , ale ogólnie czuje się zdrowo i wyglądam , ale gorzej jest z moją psychika, bo wiem , że sam z tym nie skończę a boję się z kimś prywatnie w realu o tym porozmawiać
  17. Betixa

    Brak sił

    Przez depresję nie mam siły pracować nad sobą na psychoterapii. Czy dzięki antydepresantowi będę miała siły na psychoterapię?
  18. Czy też czujecie się mniej sprawni intelektualnie przez depresję? Tak jakbyście mieli spowolnione myślenie i czujecie się głupi. Problemy z koncentracją też oczywiście robią swoje
  19. Mam 25 lat i od maja zażywam lek Asertin na depresję, rano jedna tabletka 100 mg, jedna w południe 50 mg. Czułam się po nich dobrze, do czasu. Od paru dni wszystko powróciło. Męczy mnie ciągła senność, bóle głowy, nudności, brak apetytu, rano nawet ciężko jest mi z łóżka wstać. Pewnie gdyby nie mój pies, to w ogóle bym się z niego nie podnosiła. Do tego ciągły smutek, brak chęci na cokolwiek, płaczliwość. Czy to możliwe, że leki przestały na mnie działać?
  20. Witam wszystkich wiem że było już pewnie dużo takich tematów ale szukając pomocy chciał bym przedstawić moją historię. Mam 24 lata i od paru lat regularnie trenuje na siłowni oraz sporty walki. Mój problem zaczoł się dwa miesiące temu po wypaleniu zbyt dużej ilości marihuany dodam że wcześniej paliłem okazjonalnie i nie byłem uzależniony pewnego dnia kolega namówił mnie na zapalenie tak zwanego wiadra ogólnie mówiąc wypaliłem dużo marychy na raz i kiedy faza weszła dostałem ataku paniki palpitacji serca i przez półtora godziny myślałem że umieram. Cały czas sprawdzałem puls i miałem wrażenie że moje serce zaraz wyskoczy albo się zatrzyma, bicie serca czułem w całej klatce piersiowej to był dla mnie wielkie szok ale kiedy faza zeszła poczułem się dobrze. Niestety za ok tydzień dostałem kołatania serca i bólów w klatce piersiowej po zrobieniu EKG okazało się że wszystko ze mną w porządku a ja się uspokoiłem lecz kołatania serca i lęk przed zawałem nie dawały mi spokoju co wieczór do tego doszły bezsenność i napady leku. Szukając pomocy natrafiłem na forum na podobne przypadki i postanowiłem udać się do psychiatry który przepisał mi citaxin 10mgraz dziennie i pregabaline 75mg dwa razy dziennie. W pierwszych tygodniach leczenia objawy się podwoiły ale udało mi się to przetrwać i mój stan zaczoł wracać do normy. Niestety po nieco ponad tyg spokoju będąc w pracy na nocnej zmianie znów dostałem ataków paniki i leku lecz nie jest to już lęk przed zawałem lecz przed zwariowaniem, mam natrętne myśli kładąc się spać często towarzyszą mi myśli które wzbudzają we mnie strach ogólnie lęk towarzyszy mi przez cały dzień a ataki paniki zdążają się bardzo często doprowadziło mnie to do takiego stanu że mam wrażenie że już nigdy z tego nie wyjdę i nie mam sensu życia przez co mam myśli czy ze sobą nie skończyć. Moje pytanie brzmi czy taki nawrót choroby się zdarza i czy ktoś z was przechodził przez podobny problem i jak sb z nim radził . Bardzo proszę o wyrozumiałość i pomoc z góry dzięki dziękuję
  21. Czy branie przeciwdepresantów było przeciwwskazaniem do starania się o prawko? Czy biorąc leki (i przyznając się do tego) przeszliście badania lekarskie na prawo jazdy? Czy przyznaliście w wywiadzie na badaniach lekarskich kwalifikujących na prawko do przebytej albo obecnie leczonej depresji? Czytam o tym, że branie psychotropów to przeciwwskazanie do prowadzenia samochodu? A chcę mieć prawko. Mam się teraz ok ale biorę leki. Jak z tego wbrnęliście? Proszę o rady, Wasze doświadczenia.... Zatailiście chorobę?
  22. Czy lek przeciwdepresyjny zlikwiduje trudności z koncentracją i utratę zainteresowania zainteresowaniami które kiedyś cieszyły?
  23. Cześć wszystkim. Od dłuższego czasu (w sumie to od gimnazjum, a mam 23 lata) zmagam się z brakiem pewności siebie. W czasie okresu szkolnego (koniec gimnazjum i początkiem klasy średniej) opuszczałem zajęcia, zostawałem w domu ponieważ czułem lęk idąc tam. Byłem także pod koniec gimnazjum u psychologa, niestety źle to wspominam. Z czasem było trochę lepiej ale po ukończeniu szkoły zacząłem się przejmować ludźmi kto coś o mnie myśli czy mówi. Tak jak teraz mam lęki idąc np. do kościoła (przy większym gronie ludzi) lub myśląc o czymś do przodu bojąc się że dostanę np. mandat za przekroczenie prędkości lub za cokolwiek.. Z nerwów potrafię "przewracać" oczami w stresujących momentach. Myślałem, że z wiekiem to minie ale niestety jest coraz gorzej. Mam kompleksy, ponieważ jestem chudy i ciężko przez stres przybrać mi na masie. Szybko się poddaje np. podczas ćwiczeń mam zapał parę dni później odpuszczam lub chcąc rzucić palenie przestaje na ok. 1 miesiąc potem znów do tego wracam (palę e-papierosy, a w 3 klasie technikum rzuciłem tradycyjne). Często także rozmyślam o przeszłości, ponieważ miałem taki okres w życiu że źle traktowałem swoich bliskich oraz dużo piłem alkoholu (w sumie teraz w cięższych chwilach też sięgam po alkohol myśląc, że to może pomoże :)). Po ukończeniu szkoły ciężko było mi utrzymać się w jakiejkolwiek pracy (zwolniłem się sam z własnej woli pod wpływem emocji), obecnie od paru miesięcy pracuje ale jest to praca na magazynie z małą ilością osób (więc stres nie jest tak duży), a chciałbym się rozwijać niestety boję się, że znów ktoś "krzywo" na mnie popatrzy itp. Czasem gdy mam "doła" mam myśli samobójcze (chociaż wiem że i tak do tego nie dojdzie). Co do mojego stosunku do ludzi stałem się strasznie nerwowy, łatwo potrafię na kogoś popatrzeć z pogardą czy powiedzieć coś obraźliwego. Próbowałem namówić samego siebie na wizytę u psychologa czy psychiatry ale później rozmyślam czy to na pewno coś da.. Próbowałem także zażywać leki uspokajające, ashawgande niestety nic nie pomagało. Wiem, że moja przypadłość jest duża oraz że wyżalam się z czym nie czuję się dobrze i oddałbym wszystko aby być lepszym co siebie i innych ludzi. Chciałbym normalnie zacząć żyć i cieszyć się życiem. Z góry przepraszam jeżeli źle przybrałem w zdania, starałem się opisać jak najdokładniej swoją przypadłość. Pozdrawiam i życzę miłego dnia .
  24. Hej, nie wiem czy w odpowiednim miejscu tworzę ten temat. Jeśli nie to proszę o przeniesienie. Zacząłem się dzisiaj zastanawiać nad emocjami, tym co czuję i doszedłem do wniosku, że staję się coraz bardziej zimny. Owszem, biorę leki antydepresyjne, które mają wpływ na emocje, ale już przed nimi czasem łapałem się na tym, że w sytuacjach w których powinienem coś czuć nie czułem nic. Na przykład dziewczyna (już była) wysłała mi nagranie, monolog w którym odnosiła się do naszej związkowej sytuacji, płakała, a mnie to nie ruszyło. Mogłem iść po odsłuchaniu oglądać YT albo sobie pograć, itd. To było przed lekami. W trakcie farmakoterapii też jest podobnie. Ktoś ze znajomych pisze mi, że dzieje się coś złego, a ja nie mam tej empatii. Owszem, staram się pomóc, pocieszyć, ale w środku zero reakcji. Dostrzegam też to w odniesieniu do samego siebie. Kiedy robię coś nie tak albo próbuje przekonać siebie do działania, zrobienia czegoś ze swoim życiem, to tak jakbym mówił do ściany. Jakby dwie osoby były we mnie i ta słabsza chce ruszyć, być inna, lepsza, ale ta silniejsza totalnie ją olewa, bez mrugnięcia okiem, bez emocji. Też nie jest tak, że kompletnie nic nie czuję. Wciąż towarzyszy mi lęk, stres, radość, smutek, zdenerwowanie, itd. gdyby coś złego stało się moim bliskim, to nie wiem jakbym psychicznie sobie z tym poradził. Wszystkie znajomości jakie mam mógłbym zakończyć dzisiaj, a nie poczułbym, że mi ich brakuje. Pamiętam, że jeszcze z 5-6 lat temu wyglądało to inaczej, miałem empatię, cieszyłem się nawet z tego, bo dzięki temu łatwiej było mi zrozumieć drugą osobę. Pomóc jej. Dziś coraz rzadziej tak szczerze potrafię współczuć. Czy brak mi wrażliwości, takiej która sprawia, że łezka kręci się w oku człowieka? Raczej nie. Wiele sytuacji wpływa na mnie nawet zbyt bardzo. Na filmie Mój przyjaciel Hachiko mógłbym płakać cały czas jak i przy wielu innych scenach filmowych. Łza pojawiła mi się też na pogrzebie ciotki, ale nie z jej powodu, a tego przerażającego smutku i płaczu, np. mojej mamy czy jej męża. Kiedy w domu ktoś słyszy w TV, że zginęło dziecko to przeżywa mniej lub bardziej. Mi jest to obojętne. Czy ktoś jest w stanie powiedzieć mi co jest grane? Czy to może być jakaś choroba, a może efekt uboczny stanów depresyjnych, lękowych i nerwicy? Czy to wszystko świadczy o tym iż jestem złym człowiekiem? Coraz bardziej mi to przeszkadza. Oczywiście... bez emocji ale gdzieś w środku wiem, że to nie tak powinno wyglądać. Może opisałem to zbyt chaotycznie, zbyt mało szczegółów, ale ciężko wyrazić to słowami.
  25. Cześć, Już od dłuższego czasu borykam się z poczuciem, że w ogóle życie nie ma sensu. Gdy zaczęłam zastanawiać się nad moim życiowym celem doszłam do tego, że nie mam żadnego. Każdy dzień wygląda tak samo - praca, jedzenie, sen. Niedługo rozpocznie się kolejny rok studiów, na które poszłam z pewną nadzieją, że być może jakoś się podniosę, że uda mi się poukładać co nieco w życiu, ale okazało się, że był to strzał w kolano. Skończyłam na kierunku studiów, który jest dla mnie ciężki i jeszcze bardziej pogłębia stan, w którym jestem. Zaczynam rozsypywać się zdrowotnie, a żaden lekarz nie jest w stanie określić co mi dokładnie jest - tylko wzrusza ramionami zalecając więcej ruchu, ćwiczeń. A ja nie mam na nie siły. Nie mam siły na nic, mogłabym tylko spać i spać. To wszystko sprawia, że strasznie się zamartwiam o moje zdrowie, o moje życie, o to jak ono się potoczy, a potem dociera do mnie, że jakoś nic nie jest w tym życiu fajne, bo też nic mnie nie cieszy już od bardzo wielu lat. Jakbym miała nazwać swoje życie to powiedziałabym, że to egzystencja w trakcie oczekiwania na śmierć. Kilka lat temu próbowałam się leczyć psychiatrycznie, byłam na kilku sesjach terapii, ale nie było mnie stać by kontynuować leczenie. Teraz z resztą jest bardzo podobnie, a na Luxmed w moim mieście nie ma szans się dostać na wizytę. Najbardziej dobija mnie chyba bezgraniczne poczucie osamotnienia. Bo na dobrą sprawę nie mam nikogo. Rodzice mają własne problemy, siostra miewa epizody ciężkiej depresji i raczej to ja wspieram ją niż jest odwrotnie, nie mam żadnych przyjaciół, partnera, nikogo. Jestem sama. I wątpię, że to się zmieni - nie ważne jak się staram, w końcu ludzie o mnie zapominają i przypominają sobie o mnie tylko, jeśli to ja zainicjuję rozmowę, zupełnie tak jakby telefon czy internet działał tylko jednokierunkowo... Czy macie może jakieś sposoby jak poczuć się chociaż trochę lepiej?
×