Depresja
-
Gdy po remisji następuje kolejny epizod depresji to czy rozwija się on powoli jak ten pierwszy, czy od razu powraca finalny stan sprzed remisji?
-
Czy antydepresant pomoże na wszystkie objawy depresji, czy niektóre z nich pozostają mimo farmakoterapii i konieczna do ich zwalczania jest psychoterapia? Słyszałam, że np. niskie poczucie własnej wartości nie zniknie dzięki lekowi, że ten objaw depresji wymaga pomocy psychoterapeuty, ale nie wiem czy to prawda. Jeśli to prawda, to jakie jeszcze objawy wymagają psychoterapii?
- 2 odpowiedzi
-
- depresja
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Czy antydepresant pomoże na anhedonię?
- 4 odpowiedzi
-
- depresja
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Też czujecie prawie zero radości ze Świąt przez depresję? Ja tak miałam w poprzednim roku i wszystko wskazuje na to że w te Boże Narodzenie będzie tak samo. Bardzo mi to przeszkadza, bo w przeszłości potrafiłam sie cieszyć z najbardziej kiepskich Świąt, a teraz depresja mi to odebrała
-
Przez depresję nie mam siły pracować nad sobą na psychoterapii. Czy dzięki antydepresantowi będę miała siły na psychoterapię?
-
Witam , jestem normalnym spokojnym 28-latkiem , ale odkąd pamiętam mam całe życie depresję.. Mój ojciec był alkoholikiem...Ogólnie miałem ciężkie dzieciństwo. Nic mi w życiu nie wychodziło i nie wychodzi , nawet normalnej pracy nie mogę znaleźć (mam dochód pieniędzy , ale o tym później). Potrzebuje porady od jakiegoś specjalisty co jest ze mną nie tak , bo jak byłem małym chłopcem pragnąłem być dziewczynką i tak zostało do tej pory.. Na codzień chodzę normalnie ubrany jak facet i nikt o niczym nie wie.. Pod spodem noszę damską bieliznę a w zaciszu się przebieram , ale żeby tego było mało spotykam się od jakiegoś roku ze starszymi Panami.. Ja mam 28lat a oni około 50-60lat. Do tej pory spotkałem się z pięcioma zupełnie mi obcymi mężczyznami i uprawiałem sex oralny bez zabezpieczenia za dodatkowe pieniądze.Mam silną depresję i tylko to mnie odstresowuje i uspakaja gdy oddaje swoje ciało obcej osobie.. Nie wiem jak z tym skończyć i przestać to robić , bo gdy tylko wzmaga się depresja to od razu mam życie gdzieś i umawiam się na spotkanie z jakimś obcym facetem poznanym na portalu erotycznym ponieważ taki posiadam. Po pierwszym spotkaniu z klientem miałem wyrzuty sumienia a zarazem czułem podniecenie .. Jestem bardzo szczuply i nie mogę przytyć przez tą depresję , ale z jednej strony mi to odpowiada , bo czuję się sexowny a na dodatek zrobiłem sobie ostatnio kolczyk w pępku. Na spotkaniu w samochodzie u tego Pana jak uprawialiśmy sex oralny to skończyl mi w jamie ustnej i to połknąłem .. Nigdy się nie badałem i boję się to robić , ale ogólnie czuje się zdrowo i wyglądam , ale gorzej jest z moją psychika, bo wiem , że sam z tym nie skończę a boję się z kimś prywatnie w realu o tym porozmawiać
-
Hej, już jest podobny temat o strachu przed lekami. Ale chciałabym założyć osobny wątek bo jestem ciekawa, czy ktoś ma tak samo jak ja. Biorę od 15 dni zoloft 50 mg, wydaje mi się albo sobie wkręcam, że dostanę od niego alergii ( piecze mnie język, mam dużą łuszczycę i boje się, że nie zauważa alergii) i tak jest w kółko. Codziennie wstaje z lękiem, że muszę brać lek, biorę go tyle i nie widzę efektów, a mam wrażenie, że lęk się zaostrza. Czy ktoś miał podobnie ? Na dwa dni odstawiłam lek ale wróciłam bo jednak mimo strachu bardzo chce się już wyleczyć i poczuć minimalnie lepiej.
-
- strach
- (i 3 więcej)
-
Hej nazywam się Klaudia i choruję na ChAD od 3 lat. Prowadzę także stronę internetową poświęconą chorobie afektywnej dwubiegunowej (https://afektywnadwubiegunowa.pl/) Na forum jestem pierwszy raz tak więc witam was tu wszystkich zgromadzonych
- 2 odpowiedzi
-
- chad
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Chciałam dzisiejszy dzień spędzić produktywnie ale zafiksowałam się na jednym temacie ktory nie daje mi spokoju.Wracam do niego czesto ale z reguły jestem na tyle zajeta że nie mam czasu tak długo o tym rozmyślac.Jakis czas temu skończyłam 20 lat.Nigdy nie byłam błyskotliwa,zazwyczaj siedziałam w tej mocno przeciętnej części klasy.Widziałam braki w moim funkcjonowaniu ale dopóki miałam tam pare paskow na świadectwach i jako tako zdałam maturę to nie przejmowałam się tym zbytnio dopóki nie poszłam na studia.Nie są ciężkie do ogarnięcia pod względem ilości materiału ale za to są bardziej praktyczne i dopiero teraz gdy na studiach wykonuje polecenia,gdy każdy może zobaczyć krok po kroku co i jak robię,jak myślę powoduje to że mam ochote rzucić się z mostu Najwolniej myślę.Nie umiem wpasc na rozwiązania problemów.Ciezko zapamiętuje.Jestem po prostu niekompetentna i nikt kto mnie zna nie powierzył by mi trudniejszych zadań.Codziennie tone we wstydzie i zażenowaniu sobą bo mimo że to widzę nie mogę nic na to poradzić.Raczej to genetyczne.Ojciec mimo że skończył prawo wydaje się tak samo mało ogarnięty,chyba ma podobną ciężkość myślenia,rozumienia.To mi rujnuje życie.Nie mam życia towarzyskiego.Niektorzy ludzie z grupy traktuja mnie przez to podrzędnie.Nie szanują mnie,są zdenerwowani jak tylko się odzywam raz na jakiś czas.Nie chce być najlepsza,tylko taka jak inni,żeby nie wstydzić się siebie i czuć że jestem warta czegokolwiek co osiągnęłam w zyciu.Probowalam jakiś zenszeni, miłorzębu,ashwagandy bez żadnej poprawy.Bylam na psychoterapii z powodu leku społecznego ale nie jest to głównym powodem moich problemów.Nie wiem czy nie spróbować z psychiatra i przepisaniem czegoś na receptę co faktycznie by mi pomogło.Ale tez nie wiem czy chciałby mi coś przepisać jak jedyne co mi może dolegać to chyba niskie iq.
- 1 odpowiedź
-
- depresja
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Od 2019 roku leczyłam się lekiem przeciwdepresyjnym rexetin na nerwicę lękową i depresje, odstawiłam miesiąc temu bo czułam się już rewelacyjnie, niestety... Objawy wróciły, a razem z nimi wkręcam sobie że moge mieć depresje lekooporną i ogarnia mnie straszny lęk, nie wiem jak sobie z tym poradzić, proszę o jakieś rady, z góry dziękuję
- 7 odpowiedzi
-
- depresja
- (i 2 więcej)
-
Hej. Mam od kilku miesięcy dosc dręczącą sprawę. Czuję się winna ponieważ urwałam kontakt z kiedyś bliskimi mi osobami. Szczególnie jedna z nich była bardzo bliska, ponieważ miałam z nim przyjacielskie relacje od małego dziecka. Historia wygląda tak, że ta bliska mi osoba związała się z inną osobą i tak od kilku lat tworzyliśmy 3 osobową grupkę przyjaciół, często ich odwiedzałam przy każdym możliwym wolnym czasie. Było naprawdę świetnie, jednak jakoś półtora roku temu coś zaczęło się coraz mniej między nami układać. Zaczęło się od mojego wyjazdu za granicę do pracy. Bardzo rzadko wtedy ze sobą rozmawialiśmy. Po powrocie do Polski wpadlam w kilkumiesięczną głęboka depresję. Nie odzywałam się do nikogo, nawet najbliższych osób. Wtedy dostałam długa wiadomość na naszym czacie grupowym o tym, że jest im przykro, że ich olałam i się wogole nie odzywam i mam ich za przeproszeniem w dupie. Po tej wiadomości próbowałam ratować naszą relację, jednak zauważyłam, że jakoś nie idzie nam rozmowa, tak jakby była prowadzona bardzo na siłę i nie czuliśmy już tej samej więzi do siebie co kiedyś. Wogole doszło też do mnie, że dość bardzo się zmieniliśmy. Przestały mnie jarać rzeczy, które były kiedyś naszym tematem do rozmów, nie śmieszyły nas te same rzeczy, poza tym bardzo zmienił mi się światopogląd, który jest zupełnie inny niż ich i nie nie chodzi mi o politykę, która coraz częściej była poruszana w naszym gronie co też zaczęło mi przeszkadzać, bo prowadziło to tylko do narzekania, wyzywania i gnojenia innych, czego nie lubię. I teraz tak. Z jednej strony czuję się winna, ponieważ zostawiłam przyjaciół, nie odzywałam się i nie odpisywałam na wiadomości, z drugiej strony rozumiem dlaczego do tego doszło i że ta relacja zaczynała być toksyczna, więc coraz rzadziej chciałam mieć z tym cokolwiek wspólnego. Czuję się jak egoistka i nie wiem czy nie powinnam po kilku miesiącach ciszy coś zdziałać i spróbować uratować nasza relację. Myślę o tym codziennie od tych kilku miesięcy i mam wyrzuty sumienia...
- 1 odpowiedź
-
- depresja
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Hej, nie przedłużając miałam dziś umówioną wizytę u psychiatry, jednak jestem w takim dole, że nie dałam rady ani pojechać do przychodni czy nawet zadzwonić. Psychiatra dzwoniła do mnie dwa razy, ale nie byłam w stanie odebrać. Czuję wstyd i jestem zawiedziona, że zamiast iść do przodu w dobrą stronę to ostatnio jest tylko gorzej, bo staczam się coraz bardziej na dno. Czuję, że zawiodłam swoją psychiatrę u której leczę się wiele lat. Mieliście kiedyś taką sytuację, że nie pojawiliscie się na sesji bez żadnego wyjaśnienia? Wiem, że źle zrobiłam, ale jestem w takim stanie, że nie mogłabym dziś rozmawiać nawet z psychiatrą.
- 4 odpowiedzi
-
- psychiatra
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Witam jestem tu nowy i szukam pomocy. Mam 16 lat, od podstawówki byłem tym najgorszym tzw. Kozłem ofiarnym, przez 6 lat byłem monotonnie popychany, wyśmiewany i bez przyjaciół. Prawie codzienne szantaże, przymusy, obrażania i komemtarze w stylu zniszczmy mu dzieciństwo. Stawiłem się dopiero w połowie 6 klasy i tego dnia byłem na skraju wyczerpania nerwowego, wracając do domu zapytałem się rodziców czy mogę zmienić szkołę po czym się rozpłakałem i powiedziałem o wszystkim co się działo przez ostatnie lata, przez następny tydzień nie chodziłem do szkoły, a w międzyczasie moi rodzice porozmawiali z moją wychowawczynią która (nawet nie wiem co zrobiła) ale główni gnębiciele odczepili się ode mnie do końca roku szkolnego nawet czasami byli mili, nadeszło gimnazjum gdzie środowisko było całkiem inne, była to najbardziej zgrana klasa w szkole. Niestety przez wydarzenia z przeszłości nie potrafiłem normalnie rozmawiać i ciężko mi było się zaadaptować jednak po jakimś czasie przyzwyczaiłem się, a całą klasę nawet polubiłem tak samo oni mnie. Wszystko dobrze się układało ale oceny... były tragiczne ledwo przechodziłem z klasy do klasy, i gdy to zauważyłem, że idzie mi tak źle zaczęło się obniżanie samooceny, do tego uroda, język, jąkanie się i brak przyjaciół to zaostrzyły. Teraz gdy chodzę do technikum sam nie wiem czy dam radę, klasa wydaje się być w porządku. Ale jak napisałem w tagach i temacie mam problem z ciągłą depresją jak i dystymią(przewlekła depresja z lękiem). Co wieczór mam myśli samobójcze, a w zwalczaniu tego pomaga mi youtube od którego jestem chyba uzależniony bo spędzam przy nim 12+ godzin na dobę i to dlatego, że pozwala zapomnieć o moich problemach. Ogólnie nie mam dziewczyny ale w jednej się zakochałem, dziewczyna z gry overwatch przy której zawsze się czułem doceniany, dziewczyna wręcz idealna z charakteru który miała bardzo podobny do mojego tylko miała znacznie lepsze oceny, wymowę i lepiej nawiązywała kontakty ale to chyba dlatego, że jest dziewczyną. Była bardzo inteligentna. Przez pół wakacji rozmawialiśmy ze sobą, nawet zapraszała mnie do gry. Niestety od jakiegoś czasu nie odzywa się i to nie przez szkołę bo czasami jest dostępna, coś czuję, że to wina mojej wymowy bo nie zawsze składam zdania idealnie(btw.czytam książki nie rzadziej niż większość) i się jąkam, a wiem, że to uciążliwe w słuchaniu aczkolwiek doceniała mój głęboki cichy głos. Jest też druga kwestia dot. Mojej inteligencji, robiąc płatne testy iq na internecie wychodziło mi znacznie ponad przeciętnie 130-140iq do tego moja wysoka kreatywność, szybkie obliczanie i wiedza na temat uczuć innych tzn. Wiem jakie ktoś ukrywa emocje, o czym myśli i czy ma problemy z depresją, samooceną czy coś w tym stylu, myślę też bardzo racjonalnie, ogólnie nie mam tak, że kogoś z góry skreślam bo jakoś dziwnie wygląda, zazwyczaj mam zamiar poznać jak najbardziej daną osobę, a potem oceniać jednak wszystko skreśla to brak chęci do nauki, słabe relacje z ludźmi i słabe oceny. Sam nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.... Streszczając, co wieczór ma myśi samobójcze, bardzo niską samoocenę, ciągłe zmęczenie, dwie lewe ręce, wady wypowiadania się czyli chyba przegryw życiowy i moje pytanie brzmi jak to zwalczyć? Dlaczego nie mogę nawiązać relacji, a wszystkie które mam powoli uciekają, nic mi się nie chcę, a jutro znowu wstawanie o 5 rano. Czy ktoś też miał takie problemy? I przepraszam jeżeli źle się to czyta z powodu składania zdań.
- 2 odpowiedzi
-
- depresja
- (i 1 więcej)
-
Witajcie, postanowiłem założyć konto i napisać posta powitalnego bo mam potrzebę wyrzucenia z siebie paru rzeczy zwłaszcza że mam znowu "trudne momenty" i chce sobie ulżyć (pisanie zawsze sprawiało mi przyjemność). Tak jak napisałem w tytule od ośmiu lat jestem uzależniony od heroiny i benzodiazepin (klonazepam, alprazolam). Moja matka stosowała wobec mnie przemoc psychiczną a ojciec się nie interesował mną i bratem. Byłem bardzo wrażliwym, empatycznym i wesołym dzieckiem ale przez introwertyzm (prześladowanie w szkole) i to że rodzice nie okazywali mi miłości wpieprzyłem się w wieku 14 lat w opio (kodeina, tramal na początku, potem morfina, heroina, fentanyl, buprenorfina), potem doszły do tego benzo. Oczywiście eksperymentowałem z innymi narkotykami. Od 8 miesięcy jestem czysty całkowicie, przeszedłem terapię w ośrodku stacjonarnym. Ciągle zmagam się z długofalowymi objawami odstawiennymi, nerwicą i lękami. Dochodzi do tego jeszcze niedoczynność tarczycy która przeistoczyła się w Hashimoto. Przerabiałem już każdą grupę leków antydepresyjnych, ale przez moje uzależnienie i to że cudem uniknąłem śmierci i wyszedłem z tego wolę nie wchodzić w prochy. Chodzę na terapię indywidualną i spotkania NA (Anonimowi Narkomani) ale dalej mam problem z powrotem do "normalnego" życia bo jednak to że zacząłem w takim wieku i jak długo i intensywnie to trwało - jest dużym utrudnieniem. Wycofanie społeczne i lęk przed odrzuceniem, niechęć do wszystkiego - Jakoś staram sobie z tym radzić ale ostatni miesiąc to po prostu równia pochyła w dół. Siedzę w domu i doświadczam 20 razy dziennie zmieniającego się nastroju - od niezdrowej ekscytacji do lęku i płaczu. Jestem po dwóch próbach samobójczych ale wydarzyły się one gdy jeszcze brałem. No to chyba tyle, tak mi się wydaje.
- 6 odpowiedzi
-
- depresja
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Długo się wysilałem, aby dołączyć do tego forum, ale w końcu pomyślałem, że lepiej mi to zrobi. Jestem chłopakiem, mam dopiero co skończone 19 lat (jutro będzie miesiąc ) i zmagam się prawdopodobnie (bo żadne z tych nie mam zdiagnozowanych) z nerwicą, depresją i może jeszcze coś ze stanów lękowych. Nie wiem, czy dam radę opowiedzieć tutaj wszystko, bo jak zwykle coś mi będzie musiało z głowy wylecieć, ale prawdziwe problemy zaczęły się w październiku, gdy rozpoczynałem studia na Politechnice Lubelskiej. Wszystko zaczęło się już jakiś rok temu (a nawet i więcej), stres w liceum był dla mnie przytłaczający, najbardziej obawiałem się polskiego i odpowiadania z niego, bo z interpretowania tekstu była ze mnie wielka ciemnota, ale nieobecności pojawiały się wtedy najczęściej całodniowe, spowodowane bólem brzucha, głowy itd. Skończyło się to na fatalnej frekwencji ok 60%, wydzwanianiem do rodziców, zamykaniem się w bursie na klucz (przyłapali mnie na tym w kwietniu 2017 - II liceum). Wtedy była rozmowa z panią wychowawczynią, która mnie rozumiała i wspierała, gorzej było z innymi nauczycielami i kolegami. Byłem obiektem żartów, najczęściej jednak nieobraźliwych, jednak nie wspominam liceum zbyt dobrze. Ogólnie wszystkie te kłopoty przeżywałem dość dobrze, wszystko dosyć posypało się na początku III liceum. Pojechałem do laryngologa w sprawie swojego głosu, który był chrypliwy i brzmiał jakbym ciągle był w trakcie mutacji. Po USG szyi skończyło się na tym, że dostałem podejrzenie choroby autoimmunologicznej ( konkretnie zespołu Sjogrena). Od tego czasu byłem w szpitalu na diagnostyce już z 5 razy, sprawa głosu zeszła na dalszy plan. Teoretycznie w listopadzie 2018 r. choroba została zdiagnozowana, problem w tym, że niektórzy lekarze byli o tym przekonani, inni nie. Jeszcze inni podejrzewają u mnie coś grubszego, jak np. toczeń. Wtedy właśnie zaczął się mój chyba najgorszy okres w życiu, który trwa do dzisiaj. Zaczęło się wyszukiwanie przeróżnych chorób, począwszy od tego tocznia, zacząłem się bać, że choroba jest już w zaawansowanym stanie, że w ciągu 5 lat umrę. Później jakoś objawy się wykluczały, więc sprawę autoimmunologicznych chorób pozostawiłem. Zaczęły mnie jednak pobolewać mięśnie, a czasami tak jakby pulsować, drżeć. Starło się to w czasie, kiedy akurat na Facebooku zobaczyłem posta o piłkarzu, który zachorował na chorobę neuronu ruchowego, po diagnozie której żyje się średnio 3 lata tylko. Oczywiście musiałem przeczytać, co to za choroba. Trafiłem wtedy na forum SLA. Wtedy zaczęły się fascykulacje i myślenie o kalectwie, a następnie kompletnym paraliżu. (Nawet, kiedy o tym teraz piszę dopada mnie dziwne kłucie w dłoniach). Tych objawów miałem już od groma: problemy z połykaniem, drżenie, parestezje). Byłem na EMG (a konkretnie w sumie tylko na ENG), gdzie przewodnictwo wyszło w normie, jednak występowała rzadko fala F, co ma świadczyć o dyskopatii itp. Chciałbym diagnozować się dalej, jednak w tym momencie trochę gorzej z pieniędzmi jest, rodzice brali już 2 kredyty na wesela rodziny, ja mam kredyt studencki. Nie pozwalają mi kupować gier, czy jakiegoś droższego jedzenia (czasami ich wtedy nie słucham ), ojciec ciągle narzeka, że nic nie robię i mam sobie znaleźć pracę. W obecnym momencie czuję się lepiej, pobolewają mnie ręce, mam ciągle wrażenie, że jedna ręka jest słabsza od drugiej i mam w niej gorszy chwyt, ale staram się o tym nie myśleć; drga mi także wyciągnięty język, czasami nawet i niewyciągnięty (najczęściej wtedy, gdy się stresuję). Mało co napisałem o depresji, bo teraz tak ciężko z tym nie jest, ale od dziecka marzyłem o tym, aby: a) się zakochać (na razie mam na koncie tylko 1 friendzone i nic więcej xd) b) być wysokim (zawsze marzyłem, aby mieć 2m wzrostu, o co się nawet modlę do dziś (jestem katolikiem dosyć mocno wierzący [jestem ministrantem, udzielam się w parafii itd])) Nie licząc problemów z frekwencją w szkole, oceny miałem dosyć niezłe, pomimo tragicznej frekwencji skończyłem ze średnią powyżej 4,0. Przygód miałem o wiele, wiele więcej (psycholog w podstawówce, problemy z trądzikiem przez co wstydziłem się wszystkiego, ciągle go trochę jest, ale oczywiście teraz wyszło mi z głowy xd I tak już dużo napisałem). Zapisałem się na psychoterapię, cele mam już ustalone, zaczynam w ten wtorek 8 stycznia. Myślicie, że może mi to pomóc? Co w ogóle myślicie o tym wszystkim? Pozdrawiam
- 10 odpowiedzi
-
- problem
- (i 9 więcej)
-
Z powodu depresji straciłam ochotę i siłę na robienie tego, co kiedyś uwielbiałam robić. Teraz wiele razy się nudzę, ale też nie jestem w stanie się za nic zabrać, bo wszystko mnie męczy, nawet granie w ulubioną grę czy obejrzenie serialu na Netfliksie... Czy ktoś z was też tak ma/miał i jak sobie z tym radzicie/poradziliście?
-
Czy lek przeciwdepresyjny zlikwiduje trudności z koncentracją i utratę zainteresowania zainteresowaniami które kiedyś cieszyły?
- 2 odpowiedzi
-
- leki
- (i 1 więcej)
-
Tak jak napisałam w tytule, uważam, że psychoterapia w każdym nurcie, czy psychodynamiczna czy poznawcza, czy leki nie leczą depresji, bo nie uderzają w jej przyczyny.One działają tylko na skutki choroby i to w małym stopniu. Ani leki, ani terapia nie dają trwałego efektu w postaci WYLECZENIA, one tylko zaleczają objawy, żeby potem wróciły ze zdwojoną siłą. Znam mnóstwo osób, niektóre z nich z terapii grupowej, każdy z nich miał już kilka nawrotów i choruje przewlekle( w tym ja). Prewencyjna terapia i leki nie pomogły im w zapobieżeniu kolejnemu nawrotowi.Przyczyną depresji są tendencje genetyczne oraz nasza indywidualna osobowość i cechy charakteru.Na to nie mamy wpływu, dlatego z miernym skutkiem możemy tylko zaleczać objawy.Sami popatrzcie, ile osób na tym forum leczy się całymi latami.Poprostu są jednostki słabe psychicznie, u których błahe dla innych zdarzenie wywoła ciężką depresję, a są takie których nie zaprowadzi do psychiatry jednoczesna śmierć kilku najbliżyc h osób z rodziny.Przeszłam już kilka terapii w różnych nurtach i żadna nie dała trwałych efektów. Niestety smutna prawda jest taka, że psychiatrzy i psychoterapeuci zarabiają tylko pieniądze na nas, sierotkach- Marysiach.
-
Otóż już w podstawówce miałam problemy z rówieśnikami, przez co również z akceptacją samej siebie i swojego wyglądu. Nie byłam lubiana, było to po prostu widać. Dodatkowo niektórzy śmiali się ze mnie i obrażali od grubasów itd. W gimnazjum też słyszałam parę przykrych komentarzy, nie było jednak ich tak dużo jak w podstawówce. Jednak zostało mi to wszystko do dziś. Powiem wprost- nienawidzę siebie, swojego charakteru ani swojego ciała. Jeżeli chodzi o twarz, to raz uważam że nie jest najgorsza a raz że jest brzydka. Okaleczam się. To jest moja kara za to jaka jestem. Ciągle myślę o głodzeniu się- marzę o byciu szczupłym. Co do społeczeństwa- boję się ludzi. co chwilę myślę że ktoś mnie obgaduje. śmieje sie ze mnie albo coś złego sobie myśli. Boję się robić przy nich cokolwiek, jednym słowem boję się być wśród ludzi. Mam gdzieś prawie wszystko. Nie uczę się, mam gdzieś oceny, mam gdzieś czy ktoś odwróci sie ode mnie czy nie, jestem samotna, jednak mam gdzieś relacje z innymi. Totalnie tego nie rozumiem. Czuję jakbym nie miała nawet emocji. Potrafię być oschła dla własnej młodszej siostry, nie wzruszam się, jednak potrafię się śmiać, są rzeczy które potrafią mnie rozbawić. Myślałam że to może być depresja, ale przecież ja nie chodzę smutna, lecz szczęsliwa też nie jestem. Czuję jakbym była hmm.. obojętna? Nie wiem. Nawet nie współczuję innym. Płaczę jak ktoś powie że jestem gruba, albo powie cokolwiek na temat mojej wagi. Jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Co chwilę boję się że mijające mnie osoby będą miały o mnie takie zdanie. Bardzo lubię, znaczy lubiłam śpiewać. Mimo że czasem dalej śpiewam, nie sprawia mi to takiej radości jak kiedyś. Czuję, jakbym również nie miała żadnej pasji. Myślałam kiedyś o samobójstwie, ale nie w sensie że chciałam się zabić. Po prostu przeszło mi to przez myśl, ale wiem, że wcale nie chcę umrzeć. Jestem leniwa. Wiele rzeczy nie chce mi się robić. Najchętniej siedziałabym w domu. Proszę, powiedzcie mi, co się ze mną dzieje. Nic z tego nie rozumiem.
- 1 odpowiedź
-
- depresja
-
(i 8 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Witam wszystkich użytkowników! Czytałam kilka wątków na tej stronie na temat nerwicy pęcherza moczowego oraz ciągłego uczucia parcia na pęcherz. Sama cierpię przez tą dolegliwość już jakieś 3 lata. Zawsze byłam osobą lubiącą wychodzić na spacery, na imprezy, na spotkania, zakupy...Teraz? cieszę się jak wariatka, kiedy nie muszę nigdzie wyjść z domu. Już nawet nie liczę ile nabiegałam się przez to do lekarzy... Wyniki badań krwi, moczu, pęcherza - wszystko w normie. Wizyty u psychologa? Są. Wizyty u psychiatry? Też. Tabletki? owszem... a problem nie znika. Aktualnie biorę lek Pramolan, dzięki któremu czasem jest lepiej czasem gorzej... Lepiej kiedy wezmę większą dawkę, co z kolei powoduje ociężałość, senność i problemy z układem pokarmowym (zaparcia, niedrożność jelit, okropne wzdęcia, przybieranie masy ciała). Wszyscy z Was, którzy również borykają się z tym problemem wiedzą jakie to uciążliwe, więc nie będę rozpisywać się na temat tego jak bardzo mój pęcherz rujnuje mi życie. Chciałabym tylko zapytać Was czy coś finalnie komuś pomogło? Jakiś konkretny lek? Jakaś konkretna terapia? Czy ktoś w końcu całkiem pozbył się tego problemu? Chwilami tak bardzo mam tego dość, że odechciewa mi się żyć, dlatego tak bardzo chciałabym wiedzieć, czy jest chociaż cień szansy na to, żeby się z tego jakoś całkiem wyleczyć?
- 1 odpowiedź
-
- nerwica
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Cześć, jestem tu nowa, ale chyba jak zwykle za późno... Widze tu aktywności z 2016 roku, albo jest nadzieja i to mój laptop coś wolno działa hah No cóż jeśli jest ktoś kto nadal korzysta z tego forum to możecie śmaiło dać o sobie znać. Już nie daje sobie rady... Sama sobie się nie wygadam, zrezygnowałam pare miesięcy temu z psychoterapii na którą i tak wysłali mnie siłą. Czuje, że moja depresja tylko ukryła się na jakiś czas, ale powraca z mocniejszym kopem. A jak jest u was?
- 2 odpowiedzi
-
- depresja
- (i 2 więcej)
-
Dzień dobry. Nazywam się Oliwia. Mam 16 lat. Od początku tego roku uczęszczam do liceum. Co się z tym wiąże - nerwy z powodu zmiany szkoły, nowi ludzie, nauczyciele. Nigdy nie miałam takich problemów jakie mam teraz. Bardzo boli mnie głowa, czuje się przygnębiona. Jak mam cokolwiek powiedzieć na lekcji, chociażby przeczytać coś z podrecznika na głos, mój głos w tym momencie się strasznie zarywa + z nerwów połykam ślinę 100 razy na minutę. Robi mi się w tym momencie bardzo zimno i słabo, mój brzuch zaczyna bardzo boleć, czuję że zwymiotuję. Moje plecy tak zaczynają boleć, że ledwo co się ruszam. Melisa nie pomaga, nawet bym powiedziała że pogarsza sytuację, bo zaczyna mnie po niej bardzo mdlić a brzuch zaczyna bardziej bolec. Wszyscy ciągle mi powtarzają: „Nie denerwuj się!”, „Nie masz czym się przejmować”, „Jak się ciagle tak będziesz denerwować to wpadniesz w nerwicę” ale nic kompletnie nie pomaga, tym bardziej te słowa pogarszają to wszystko.. Po szkole płaczę bardzo często, czuję że nie mam siły.. moja mama bardzo mnie wspiera ale niestety w szkole to wszystko inaczej wyglada niż bym chciała. Bardzo proszę o pomoc:(
-
- nerwica
- (i 5 więcej)
-
Witam, Dziś lekarz przepisał mi na depresję lafactin oraz na zaburzenia snu trittico. Poinformowałam lekarza o tym że w związku ze stanem depresyjnym wzrosła moja waga. Moje pytania brzmią : Czy ktoś stosował te leki i zauważył zmiany jeśki chodzi o wagę ? Substancją czynną Lafactonu jest wenlafaksyna. Jak się ona ma do wagi ??? Ktoś pomoże ?
-
- lafactin
- (i 7 więcej)
-
Witajcie. Pewnie mój problem wyda Wam się błahy, ale czuję potrzebę "wygadania się". Mam 23 lata, studiuję medycynę, mam zainteresowania, generalnie niczego mi nie brakuje, ale nie jestem szczęśliwa. Nie mam absolutnie żadnych znajomych, poza osobami z grupy, ale i z nimi nie utrzymuję żadnego kontaktu poza zajęciami na uczelni. Nie wiem czemu tak odpycham od siebie ludzi. Mimo że zawsze każdemu chętnie pomagam, uśmiecham się, to nikt nie chce nawiązać ze mną jakiejś relacji. Nie mam też chłopaka. Byłam 2 lata w związku, i po tych 2 latach dowiedziałam się, że mój facet ma drugą dziewczynę. Moje poczucie własnej wartości jest strasznie niskie, czuję się jak najgorsze zero. 2 lata temu zdiagnozowano u mnie depresję, leczyłam się ponad rok i faktycznie z efektem, bo myśli samobójcze mi minęły, emocje się wyciszyły i przestałam się przejmować problemami. Ale szczęśliwa dalej niestety nie jestem. Gdy przychodzą wakacje, nie mam się do kogo odezwać, poza mamą. Moi rodzice się rozwiedli, gdy miałam 11 lat, a od 13 roku życia mój ojciec zerwał ze mną kontakt. Próbował ponownie nawiązać relację, gdy skończyłam 18 lat, ale ja nie potrafiłam udawać, że wszystko jest okej, nie miałam ochoty na spotkania, a rozmowy z nim mnie męczyły. Jakieś 1,5 roku temu znów przestał utrzymywać ze mną kontakt. Około 6 lat mieszałam razem z mamą, dziadkami i ojcem w jednym domu, tyle że my na górze, a on z nową żoną i jej dzieckiem na dole. Mijał mnie jak powietrze. Strasznie się tego wstydziłam. Przestałam zapraszać moją jedyną przyjaciółkę, którą znałam od urodzenia do domu, bo było mi cholernie wstyd. I nasze relacje stopniowo się pogarszały i od 5 lat nie mam z nią żadnego kontaktu. Od 18 roku życia mieszkam już tylko z mamą i z jej mężem, z którym się nie dogaduję. Denerwuje mnie to, że traktuje dom jak hotel, nic nie robi, nawet nie potrafi umyć po sobie kubka. Gdy byłam gimnazjum większość czasu spędzałam z babcią, bo mamy ciągle nie było w domu. Wiem, że jestem dla mamy ciężarem, chciałaby mieć inną córkę, cieszącą się życiem i to też mnie dodatkowo dobija. Gdy mam taki zły humor jak dziś, pyta mnie co mi jest, próbuje ze mną rozmawiać, ale ja nie potrafię. Nie umiem rozmawiać o moich emocjach i o tym, co mi leży na sercu. Zawsze wtedy wprowadzam ją z równowagi,kończy się na krzyku i płaczu, a moje wyrzuty sumienia tylko się powiększają. Najgorsze są dla mnie właśnie te wakacje. Czuję wtedy taki kompletny bezsens mojej egzystencji. Poza miesiącem, w którym mam praktyki w szpitalu i jest naprawdę super, to potem jest porażka. Z utęsknieniem czekam na to, aby skończyć studia i zacząć już pracę i wyprowadzić się z domu. Czuję się nikomu nie potrzebna. Mam wrażenie, że gdybym teraz umarła, to na moim pogrzebie pojawiłaby się tylko moja mama. Czuję się niekochana, zbędna, mam wrażenie, że tylko przeszkadzam. Strasznie jest mi z tym źle. Próbuję sobie tłumaczyć, że naprawdę powinnam się cieszyć, z tego, co mam, bo mam 2 ręce, 2 nogi, jestem zdrowa, ale to wszystko nie działa. Na co dzień staram się o tym nie myśleć, wpadam w wir nauki i wyłączam emocje, ale przychodzi dzień, że coś we mnie pęka, jak dziś, i jest mi strasznie źle. Macie jakieś recepty na bycie szczęśliwym?