Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Chad

Znaleziono 4 wyniki

  1. Hej Nie mam pojęcia gdzie zamieścić ten temat, z góry zatem przepraszam i proszę o przeniesienie go do odpowiedniego działu. Czy ktoś z Was ma wiedzę lub jakikolwiek pomysł co zrobić, gdy zachodzi obawa, że osoba chora na ChAD, umieszczona z własnej woli na oddziale psychiatrychcznym w celu poddania się serii elektrowstrząów (decyzja świadoma, determinowana brakiem efektów leczenia farmakologicznego i pogłębiającej się depresji, z permanentnymi myślami samobójczymi), jest celowo wprowadzana w stan manii? Po 1,5 miesiąca nadal nie rozpoczęto terapii ew, z rozmów wyraźnie wynika, że od dłuższego czasu ma "górkę", jest zachwycona pobytem, co kilka dni euforycznie opowiada o nowych miłościach, snuje plany zagranicznych podróży, kokietuje lekarzy, opisuje też epizody seksualnie z pacjentami (z tego co wiem, na oddziałach psych. jest to surowo zabronione). Niepokojące jest też, że niemal całkowicie traci kontakt z rzeczywistością - nie pamięta rozmowy, która miała miejsce dzień wcześniej, bywa agresywna w słowach, diametralnie zmieniły się też jej poglądy natury etycznej - w miejscu ciepłej, altruistycznej dziewczyny z sercem na dłoni wyłoniła się perfidna, wyrachowana sucz bez skrupułów. Ja wiem ze to co piszę może się wydawać mało wiarygodne ale tak jest - a ja jestem przerażona. Dziś oznajmiła, że nie wraca do pracy ani do domu, zostaje w Wawie i będzie pracować w szpitalu. Nie skomentowalam. Niestety, przez akcje corona odwiedziny są zabronione, nikt też nie trzyma ręki na pulsie, nie kontroluje metod leczenia, nie ma żadnych informacji kiedy można spodziewać się wypisu, lub choćby rozpoczęcia tych zasranych elektrowstrząów, zero jakichkolwiek konkretów - no bo kto ma się tego domagać, skoro pacjentla w blogostanie, najchętniej zostałaby tam na zawsze. Moim zdaniem sprawa śmierdzi coraz mocniej, zaczynam sama mieć loty i snuć spiskowe teorie o prowadzeniu eksperymentów, ale może znajdzie się ktoś rozsądny, kto mnie uświadomi o co może chodzić i czy to normalne. Serio, zaczynam się bać rozmów z nią a dzwoni ustawicznie.
  2. Hej. Nie jestem pewna czy to, co przeżywam, to PTSD, mimo wielu przeczytanych artykułów, więc pokrótce przedstawię problem, z którym się borykam i może ktoś mi odpowie. Trzy lata temu wpadłam w złe towarzystwo: używki, panie lekkich obyczajów i nocne wycieczki były czymś normalnym. Wtedy myślałam, że chcę komuś pomóc. Niestety okazało się, że zostałam oszukana i zmanipulowana przez osobę, która wydawała mi się wtedy najbliższa. Przez rok żyłam w przekonaniu, że ktoś śledzi mój każdy krok, że ja i moja rodzina jesteśmy na celowniku, co później okazało się prawdą, ponieważ węszenie po szemranych dzielnicach i odkopywanie niewygodnych faktów ostatecznie kogoś zdenerwowało. W międzyczasie podsyłano mi listy, kartki i e-maile z pogróżkami, miejscami spotkań i ostrzeżeniami, których groza była poparta faktami z życia codziennego. Jakby ktoś faktycznie śledził zwyczaje moje i moich bliskich. Podrzucano mi również różne substancje, a w najgorszym momencie została zastraszona nawet moja mama. Po tamtym wydarzeniu zerwałam wszelkie kontakty, zmieniłam środowisko i zupełnie się zmieniłam, co zauważyła moja pozytywnie zaskoczona rodzina. Odmieniłam swoje życie, wyparłam tamtą siebie i stałam się swoim zupełnym przeciwieństwem. Zajęłam się milionem spraw, podjęłam wiele dodatkowych aktywności, spałam po 4/5 godzin na dobę, aby się ze wszystkim wyrobić, bo tak łatwiej było mi zapomnieć. Chyba chciałam zrobić wszystko, aby nie myśleć o rzeczach, które widziałam i przeżyłam podczas tamtego okresu. Ale ten tuszowany strach i emocje powróciły w postaci koszmarów. Rzadko pamiętałam swoje sny, ale w tamtym okresie bałam się zasnąć, bo jedyne, co pamiętałam po przebudzeniu to lęk, paraliże senne, brak kontroli nad sobą niczym w nieumiejętnym świadomym śnieniu, galopujące serce. Po mniej więcej 6 miesiącach takiego życia, załamałam się na około miesiąc. Nie wychodziłam z domu, fantazjowałam o samobójstwie, miałam wyrzuty sumienia, uważałam się za człowieka gorszego sortu; uważałam, że każdy widzi, co robiłam i że zdradza mnie każdy mój niefortunny ruch, a każde wspomnienie o narkotykach czy ich zapach powodowały u mnie gniew, potem agresję. Wdałam się w dyskusję z używającymi studentami, nie panowałam nad sobą, gdy ktoś palił obok mnie, a jednocześnie ciągle chodziłam po miejscach o nieciekawej reputacji, aby "sprawdzić" czy w razie powtórzenia się sytuacji, dałabym radę znów działać jak poprzednio (nie byłam święta: kłamałam, kradłam...), mimo że serce stawało mi w piersi ze strachu. Jakoś się podniosłam, naprawiłam to, co zniszczyłam, ale niedługo po mojej rekonwalescencji zmarła moja mama i gdy po kilku miesiącach poukładałam sobie codzienność, to znowu miałam "zawieszenie". Tylko tym razem wyrzuty sumienia były jeszcze gorsze, nie miałam siły na nic, zaniedbywałam wszystkie obowiązki, ignorowałam bliskich, nienawidziłam ludzi, ale przede wszystkim samej siebie - ponownie miałam myśli samobójcze. Cudem doprowadzono mnie do psychologa i po kilku spotkaniach oraz wizycie u psychiatry zdiagnozowano u mnie ChAD. Pani psycholog wiedziała o opisanym przeze mnie roku, ale nigdy nie zgłębiałyśmy tematu - pokazałam jej jedynie kartki z pogróżkami. Przepisano mi leki i przez jakiś czas faktycznie było lepiej, ale później nastąpił dołek, który przekreślił wszystko. Brałam leki, po kilku godzinach piłam (mimo że długo po osiągnięciu pełnoletności stroniłam od używek ze strachu, że się uzależnię), aby się odciąć i uwolnić od koszmarów i myśli o tamtych wydarzeniach, znowu zaniedbywałam obowiązki i rodzinę, bo przyjaciół nie miałam (starzy odeszli, gdy przeżywałam swoją "przygodę", a nowych nie umiałam znaleźć, bo nie byłam już taka nieskalana). Znowu jakoś się podniosłam, przeprowadziłam na drugi koniec kraju i myślałam, że wszystko mam już za sobą. Ale wystarczyła rozmowa z kimś albo przejście przez pewną część miasta, abym znowu poczuła ten paraliżujący strach. Dosłownie wmurowywało mnie w ziemię, a serce zaczynało walić jak młotem. Wystarczy, że mam gorszy dzień lub jakiś element, który wspomina mi o tamtym okresie, a wyrzuty sumienia, lęk, złość i wszystkie te emocje powracają. Często mam też poczucie, że nigdzie nie pasuję; że nie jestem kimś zdegenerowanym lub szukającym kłopotu, ale nie umiem odnaleźć się w świecie ludzi, którzy nigdy nie widzieli innej rzeczywistości. Z kolei z ludźmi, którzy pochodzą z takich środowisk, potrafię znaleźć nić porozumienia. Czuję się sobą i nie muszę udawać kogoś, kim nie jestem, aby być akceptowana. Naprawdę staram się wyłuskać z tego, co kiedyś robiłam coś dobrego. Zaczęłam udzielać się w wolontariacie, który pomaga ludziom z przeszłością wrócić do codzienności. Wiem, jakie to trudne (nawet idiotyczny język, którym się posługujemy zupełnie się różni od tego z zewnątrz i trzeba się pilnować, nie tylko w przypadku przekleństw) i myślę, że w pewien sposób ich rozumiem. Teraz jest lepiej, ale nie jest jeszcze dobrze. Mam ciągle ten strach z tyłu głowy, te koszmary i wyrzuty sumienia, pociąg i jednocześnie odrazę do używek, alkoholu... Złość i rozczarowanie sobą, że kiedyś popełniłam błąd. Podczas górek jakbym tego nie pamiętała, ale każdy dołek to nie tylko depresja, ale i powrót do tamtego stanu sprzed trzech lat. Podsumowując: nie wiem, co robić. Nie wiem czy zapisywać się na terapię, a jeśli nawet, to czy wspominać terapeucie o tych zdarzeniach? Czy zgłębiać ten temat? Czy jeśli powiem, że myślę, że to PTSD, to uzna mnie za histeryczkę? Z drugiej strony tamten okres nadal paraliżuje moje życie i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Gratuluję, jeśli dotrwałeś/dotrwałaś do końca mojego wypracowania
  3. Przecudowna bluesowa artystka zmaga się z chorobą afektywno-dwubiegunową i uzależnieniami - alko i dragi. Udało jej się powrócić na szczyt. Cholernie mocna historia - do tego jeszcze straciła siostrę - HIV. Polecam ten wywiad - warto, mimo że dziennikarz nie ma pojęcia czym jest choroba. zamieszczam 2 część - reszta na yt. (tu jest pełna otwartość i szczerość jesli chodzi to zahaczające o forum wątki - w Polsce niemożliwa) Niestety znowu tylko ang.
  4. Gość

    [blog] Na biegunach

    Założyłam bloga o moich zmaganiach z chorobą afektywno-dwubiegunową. Na razie popełniłam dwa wpisy, ale za to krócej się przegląda...;) Mam trochę problem, bo nie postrzegam siebie jako choroby, chociaż niewątpliwie muszę z nią żyć. Z czasem chciałabym rozwinąć pisanie o inne moje aktywności i zainteresowania, a nie chcę pisać o wszystkim i o niczym. Wyjściem jest kolejny blog - ale to znowu łapanie wielu srok za ogon. To jeszcze muszę przemyśleć. Zapraszam: https://onanabiegunach.wordpress.com/
×