Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Alkohol

Znaleziono 5 wyników

  1. Hej. Nie jestem pewna czy to, co przeżywam, to PTSD, mimo wielu przeczytanych artykułów, więc pokrótce przedstawię problem, z którym się borykam i może ktoś mi odpowie. Trzy lata temu wpadłam w złe towarzystwo: używki, panie lekkich obyczajów i nocne wycieczki były czymś normalnym. Wtedy myślałam, że chcę komuś pomóc. Niestety okazało się, że zostałam oszukana i zmanipulowana przez osobę, która wydawała mi się wtedy najbliższa. Przez rok żyłam w przekonaniu, że ktoś śledzi mój każdy krok, że ja i moja rodzina jesteśmy na celowniku, co później okazało się prawdą, ponieważ węszenie po szemranych dzielnicach i odkopywanie niewygodnych faktów ostatecznie kogoś zdenerwowało. W międzyczasie podsyłano mi listy, kartki i e-maile z pogróżkami, miejscami spotkań i ostrzeżeniami, których groza była poparta faktami z życia codziennego. Jakby ktoś faktycznie śledził zwyczaje moje i moich bliskich. Podrzucano mi również różne substancje, a w najgorszym momencie została zastraszona nawet moja mama. Po tamtym wydarzeniu zerwałam wszelkie kontakty, zmieniłam środowisko i zupełnie się zmieniłam, co zauważyła moja pozytywnie zaskoczona rodzina. Odmieniłam swoje życie, wyparłam tamtą siebie i stałam się swoim zupełnym przeciwieństwem. Zajęłam się milionem spraw, podjęłam wiele dodatkowych aktywności, spałam po 4/5 godzin na dobę, aby się ze wszystkim wyrobić, bo tak łatwiej było mi zapomnieć. Chyba chciałam zrobić wszystko, aby nie myśleć o rzeczach, które widziałam i przeżyłam podczas tamtego okresu. Ale ten tuszowany strach i emocje powróciły w postaci koszmarów. Rzadko pamiętałam swoje sny, ale w tamtym okresie bałam się zasnąć, bo jedyne, co pamiętałam po przebudzeniu to lęk, paraliże senne, brak kontroli nad sobą niczym w nieumiejętnym świadomym śnieniu, galopujące serce. Po mniej więcej 6 miesiącach takiego życia, załamałam się na około miesiąc. Nie wychodziłam z domu, fantazjowałam o samobójstwie, miałam wyrzuty sumienia, uważałam się za człowieka gorszego sortu; uważałam, że każdy widzi, co robiłam i że zdradza mnie każdy mój niefortunny ruch, a każde wspomnienie o narkotykach czy ich zapach powodowały u mnie gniew, potem agresję. Wdałam się w dyskusję z używającymi studentami, nie panowałam nad sobą, gdy ktoś palił obok mnie, a jednocześnie ciągle chodziłam po miejscach o nieciekawej reputacji, aby "sprawdzić" czy w razie powtórzenia się sytuacji, dałabym radę znów działać jak poprzednio (nie byłam święta: kłamałam, kradłam...), mimo że serce stawało mi w piersi ze strachu. Jakoś się podniosłam, naprawiłam to, co zniszczyłam, ale niedługo po mojej rekonwalescencji zmarła moja mama i gdy po kilku miesiącach poukładałam sobie codzienność, to znowu miałam "zawieszenie". Tylko tym razem wyrzuty sumienia były jeszcze gorsze, nie miałam siły na nic, zaniedbywałam wszystkie obowiązki, ignorowałam bliskich, nienawidziłam ludzi, ale przede wszystkim samej siebie - ponownie miałam myśli samobójcze. Cudem doprowadzono mnie do psychologa i po kilku spotkaniach oraz wizycie u psychiatry zdiagnozowano u mnie ChAD. Pani psycholog wiedziała o opisanym przeze mnie roku, ale nigdy nie zgłębiałyśmy tematu - pokazałam jej jedynie kartki z pogróżkami. Przepisano mi leki i przez jakiś czas faktycznie było lepiej, ale później nastąpił dołek, który przekreślił wszystko. Brałam leki, po kilku godzinach piłam (mimo że długo po osiągnięciu pełnoletności stroniłam od używek ze strachu, że się uzależnię), aby się odciąć i uwolnić od koszmarów i myśli o tamtych wydarzeniach, znowu zaniedbywałam obowiązki i rodzinę, bo przyjaciół nie miałam (starzy odeszli, gdy przeżywałam swoją "przygodę", a nowych nie umiałam znaleźć, bo nie byłam już taka nieskalana). Znowu jakoś się podniosłam, przeprowadziłam na drugi koniec kraju i myślałam, że wszystko mam już za sobą. Ale wystarczyła rozmowa z kimś albo przejście przez pewną część miasta, abym znowu poczuła ten paraliżujący strach. Dosłownie wmurowywało mnie w ziemię, a serce zaczynało walić jak młotem. Wystarczy, że mam gorszy dzień lub jakiś element, który wspomina mi o tamtym okresie, a wyrzuty sumienia, lęk, złość i wszystkie te emocje powracają. Często mam też poczucie, że nigdzie nie pasuję; że nie jestem kimś zdegenerowanym lub szukającym kłopotu, ale nie umiem odnaleźć się w świecie ludzi, którzy nigdy nie widzieli innej rzeczywistości. Z kolei z ludźmi, którzy pochodzą z takich środowisk, potrafię znaleźć nić porozumienia. Czuję się sobą i nie muszę udawać kogoś, kim nie jestem, aby być akceptowana. Naprawdę staram się wyłuskać z tego, co kiedyś robiłam coś dobrego. Zaczęłam udzielać się w wolontariacie, który pomaga ludziom z przeszłością wrócić do codzienności. Wiem, jakie to trudne (nawet idiotyczny język, którym się posługujemy zupełnie się różni od tego z zewnątrz i trzeba się pilnować, nie tylko w przypadku przekleństw) i myślę, że w pewien sposób ich rozumiem. Teraz jest lepiej, ale nie jest jeszcze dobrze. Mam ciągle ten strach z tyłu głowy, te koszmary i wyrzuty sumienia, pociąg i jednocześnie odrazę do używek, alkoholu... Złość i rozczarowanie sobą, że kiedyś popełniłam błąd. Podczas górek jakbym tego nie pamiętała, ale każdy dołek to nie tylko depresja, ale i powrót do tamtego stanu sprzed trzech lat. Podsumowując: nie wiem, co robić. Nie wiem czy zapisywać się na terapię, a jeśli nawet, to czy wspominać terapeucie o tych zdarzeniach? Czy zgłębiać ten temat? Czy jeśli powiem, że myślę, że to PTSD, to uzna mnie za histeryczkę? Z drugiej strony tamten okres nadal paraliżuje moje życie i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Gratuluję, jeśli dotrwałeś/dotrwałaś do końca mojego wypracowania
  2. Cześć, od ponad pół roku lecze sie na nerwice lekowa, regularnie chodze na terapie i biore leki (Setaloft). Przez caly okres leczenia nie probowalam alkoholu, lecz ostatnio po rozmowie z moim lekarzem psychiatra dowiedzialam sie, ze odrobina alkoholu przy lekach SSRI nie jest zakazana. Tak tez zrobilam, wypilam w urodziny kilka lampek wina, na drugi dzien bylo wszystko w porzadku, ale kilka dni pozniej zaczelam czuc sie bardzo slabo. Aktualnie to trwa juz ok. 1,5 tygodnia jak czuje jakby leki przestaly dzialac, ataki paniki wrocily. Wizyte u lekarza mam dopiero za kilka dni, chcialam sie dowiedziec czy ktos z was tez mial takie objawy po alkoholu? I jak dlugo sie utrzymywala ta opornosc na leki? 
  3. cześć wszystkim, jestem tu nową osobą. potrzebuję "wyżalenia się" i porad, co mam zrobić w danej sytuacji. mam problem z moją mamą. trzy miesiące temu skończyłam 18 lat, myslalam że ciągłe awantury się skończą, jednak myliłam się. prawdę mówiąc jest jeszcze gorzej. nie nazwałabym jej alkoholiczką, choć zdarza się, że codziennie wypija po czteropaku piwa. robi problemy nawet o małe rzeczy, ciągle wyzywa oraz bije. staram się robić w domu wszystko, opiekuje się moim małym rodzeństwem, sprzątam, robie pranie, gotuje, jednak ona na to nie zwraca uwagi. ciągle mi grozi, że mnie wyrzuci z domu i jej zdanie zmienia się ciągle. ja sama mam tą sytuację od kilku lat, przez co z każdym dniem czuje się coraz gorzej, nie mogę się skupić na nauce, co mnie jeszcze bardziej dołuje, ponieważ w nadchodzącym roku szkolnym pisze matury i chcę się dostać na dobre studia i w końcu się stąd wydostać. próbowałam o tym rozmawiać z ciocią, siostrą mojej mamy, jednak ona mi powiedziała, że miała tą samą sytuację ze swoimi rodzicami i muszę wytrzymać. proponowała rozmowę z mamą, jednak rozmowa nie pomaga, tak samo jak wszystko inne. kończy się tylko wyzwiskami. kilka lat temu zostałam zgwałcona przez mojego byłego ojczyma i wniosłam oskarżenia na policję, jednak moja matka, wiedząc o tym, ponieważ on jej się przyznał, kazała mi mówić na przesłuchaniu że klamalam, zagroziła wyrzuceniem z domu. chodziło o pieniądze, jednak przykro mi, że kara go nie spotkała. przez tą sytuacje i próbę samobójczą w szkole byłam skierowana do psychiatry, do ktorego zresztą chodzilam przez dłuzszy czas i brałam leki (anafranil i chlorprothixen zentiva), jednak mama przerwała moje leczenie, zakazala mi tam chodzić. na dodatek uczesczalam na terapię uzależnieniową od internetu, poniewaz przekrztałciła wszystko to w historyjkę o uzależnieniu. próbuje ciągle szukać pracy, by jak najszybciej się wyprowadzić, jednak mi się nie udaje, mieszkam niestety w małym mieście.
  4. A więc zobrazuje zarys sytuacji . Pochodzę z rodziny alkoholików . Mój ojciec był w ciągu alkoholowym 25 lat z czego nie pij tylko rok. Zmarł w wieku 54 lat na marskość wątroby . Mama piła 12 lat . Obecnie nie pije 11 lat . Od dziecka miałam wstręt do alkoholu .Ponieważ widziałam jakie skutki za sobą niesie jego spożywanie .Brzydziłam się nim . W gimnazjum przysięgłam sobie , że nigdy alkoholu nie tknę .I tak było do czasu 2 klasy technikum . Mój 1 kontakt z alkoholem był w domu chłopaka mojej byłej przyjaciółki . Jej siostra i ona zaproponowała ,że urwiemy się z lekcji . A byłam uległa więc się zgodziłam . Wymyślili , że urządzimy sobie maraton filmów Harry'ego Pottera . Z przyjaciółką gadaliśmy i czekaliśmy aż wróci pozostała dwójka . Przyszli z zakupów . Rozpakowywali siatki i wtedy moim oczom ukazały się butelki z alkoholem . Z początku na spokojnie oglądaliśmy film . Zajadając się chipsami . No i w końcu otworzyli butelki . Poczułam zapach piwa . Nie wzbudził mojego zachwytu . Byłam zniechęcona . I wiedziałam , że nie złamię swej obietnicy .Wszystko było w porządku . Oni sobie pili i tyle . Lecz do momentu gdy zaczęli mnie namawiać bym spróbowała . Nie zgadzałam się . Lecz naciskali coraz bardziej . I nie chcąc wyjść na jakąś dziwaczkę . W końcu zrezygnowana się zgodziłam . Pamiętam ,że najpierw posmakowałam piwa owocowego z puszki . Dla mnie to było wystarczające . Moja przyjaciółka też się ze mną zgodziła . Wiedząc o mojej sytuacji , że moi rodzice byli uzależnieni . Jej siostra jednak nie dawała za wygraną .I zasugerowała bym spróbowała zwykłego piwa . Zgodziłam się . Mimo początkowych niechęci i nie przekonującemu mnie zapachowi wzięłam łyk . I zasmakowało mi . Piłam na przemian owocowe piwo z przyjaciółką i zwykłe z jej siostrą . Czułam ,że jestem lekko pijana. Śmiałam się bez powodu . Spodobało mi się to uczucie . I największe co czułam się wyluzowana . A pierwszy raz upiłam się u przyjaciółki na wsi . Pijąc na przemian wino,piwo i wódkę . Oczywiście nie mogło się to skończyć inaczej , że zwymiotowałam to wszystko . I to był początek mojego picia . Potem potoczyło się lawinowo . Jeździłam do niej coraz częściej pijąc coraz więcej . Urywał mi się film i wymiotowałam najczęściej . Ale z czasem mój organizm się uodpornił . I byłam w stanie wypić nawet 6 piw na głowę . Moja tolerancja rosła . U niej miałam 12 dniowy ciąg . Swoje pierwsze ciężko zarobione pieniądze zmarnowałam na alkohol . Zarobiłam je pracując na weselach jako kelnerka wraz z przyjaciółką i jej siostrą . Przepiłam 1000 zł . Poszło to tak szybko .Ponieważ stawiałam każdemu .Przyjaciółka zajmowała się mną najczęściej gdy nie byłam się sobą zająć . Mówiła bym przystopowała . Lecz ja byłam uparta . I czułam powoli przymus picia . Z jej kolegami i siostrą . Ale to był znajomości tylko do picia . Jej mama i tata byli uzależnieni od alkoholu . Więc nie było problemu , że pijemy w domu . Często jej mama się dołączała czy ciotka lub wujek . Poczułam 1 raz w życiu akceptację . Bo od dziecka czułam się odrzucona . Stali się oni tak jakby moją rodziną której nigdy nie miałam . Patrząc wstecz wiem teraz , że to było chore . Szukałam tam gdzie nie powinnam . Po tym ciągu miałam przerwę . .W miejscu zamieszkania upijałam się także z koleżanką ze szkoły . I również cały czas jeździłam do niej na wieś i piłam z już moimi kolegami i jej rodziną .O tym ,że tak piję dowiedziała się 2 koleżanka ze szkoły .Która również sporo wylewała za kołnierz .Zaprosiła mnie na działkę . Byli tam jej znajomi . Z początku byłam zestresowana . Ale alkohol szybko temu zaradził .Spiłam się bardzo mocno . Zasnęłam na trawniku . Jej chłopak zaprowadził mnie do altany . W której spałam . Po przebudzeniu zostałam nagrana na Snapchata przez kuzynkę jej chłopaka . Materiał widziało parę set osób . Lecz to mnie nie zniechęciło . Piłam dalej coraz większe ilości . Po powrocie do szkoły . W październiku i listopadzie . Miałam dwu tygodniowe ciągi .Piłam z dwiema koleżankami z klasy . Bardzo duże ilości alkoholu . Kończyło się to najczęściej urwanym filmem . W 3 klasie trochę przystopowałam ale nadal piłam z koleżankami i na wsi z kolegami . Nadal spore ilości . Czułam się coraz gorzej . Mama nie widziała co się ze mną dzieje .Wracałam najczęściej w nocy .W 4 klasie piłam trochę mniej .Szkoła skończyła się w kwietniu .Pomimo moich wyskoków . Szkołę zdałam . Na zakończenie roku spiłam się jak wszyscy . Ale kontaktowałam . W wakacje piłam z koleżanką ogromne ilości . Do urwania filmu . Pracowałam od października 2 klasy w Carreffour na umowę zlecenie . Więc jak za dużo wypiłam pisałam SMS ,że mnie nie będzie i tyle nie było problemu . W styczniu w sylwestra się spiłam na wsi u przyjaciółki . Wróciłam taksówką do domu . I zrozumiałam ,że mam problem . Czułam to od początku . Miałam wyrzuty sumienia ,że piłam , starałam się przestać , a nie mogłam . Moja tolerancja była coraz większa . stawiałam sobie okres ile nie będę pić i za każdym razem się nie udawało .Pasowało wszystko do tego ,że byłam uzaleźniona .Lecz nie piłam sama i sądziłam ,że to nie czyni mnie alkoholiczką . Postanowiłam nie pić przez 3 miesiące i się udało Niestety w kwietniu się złamałąm koleźanka miała urodziny . I wypiłąm z nią . I w moje urodziny takźe piłam . I raz z koleźankami . Gdzie wypiłam bardzo dużo i wymiotowałam . Urwany film oczywiście .W maju piłam zaprzestałam .picia . w maju zaczęłam dostawać ataki paniki . W czerwcu coraz silniejsze . I trafiłam pod koniec czerwca do szpitala . Wiem ,że pomyślicie byłaś w szpitalu nie miałaś dostępu . Ale po wyjściu nadal nie piję . Trwa to już 6 miesięcy . I już zawsze tak będzie . Bo tego chce . Wiem ,żę jakbym tknęła alkohol to bym odpłynęła . Naprawdę da się . Tylko trzeba przed sobą przyznać ,że ma się problem . Ja to zrobiłam . Byłam na spotkaniu AA i opowiedziałam tam swoją historię . Byłam tam raz . Nigdy więcej się tam nie zjawiłam . Nie podważam sensu mityngów AA . Lecz to nie było dla mnie .Chciałam sama zawalczyć . I mi się udało . Urwałąm wszelkie kontakty z ludźmi z którymi piłam . Mam kontakt z 1 koleżanką z którą piłam . Lecz jak się spotkaliśmy niedawno we wrześniu . To wspominała jak to było gdy pilyśmy . Ona by chciała wrócić do niektórych momentów .Ja bym chciałą wymazać ten okres z mojego życia .Na siłe wspominałam ten okres ,że niby było śmiesznie . Ale wtedy było tragicznie . Pisaliśmy ostatnio na messenger . Lecz teraz się nie odzywam , Jakoś nie wiem o czym pisać . Ta przeszłość mnie bardzo męczyła , ale wkońcu się z nią pogodziłam . I zaakceptowałam ją . Niby alkoholizm to choroba . Tak mówi moja mama . I tak słyszałam i czytałam na internecie . Lecz według mnie to nalóg jak każdy inny . Każdy może przestać pić jeśli tylko chce . Takie jest moje zdanie .Niestety ciężko mówić mi ,że to choroba . Myślać o moim ojcu . Który znecał się nad moją mamą psychicznie i fizycznie . I niszczył mnie i moje rodzeństwo . Nie jest i nigdy nie będzie mi go żal .Sam wybrał sobie taki los .
  5. Witam mam pytanie czy jeżeli biorę leki ssri od roku to czy jedno piwo raz na jakiś czas nie zaszkodzi? Wiem że nie powinno się pić w trakcie terapii ale chcę się dowiedzieć.
×