Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Natallia97

Użytkownik
  • Zawartość

    51
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. @rafiquee To może się zastanowię by spróbować . Tak w dużej mierze to jest w kwestii pacjenta. Ale często ciężko się przełamać .
  2. @rafiquee Rozumiem u mnie podobnie z tym . A poza brakiem nawiązania relacji . Co dał ci pobyt w kwestii twojego stanu polepszył się choć odrobinę ? Wiesz jak piłam po wzięciu leków chwilę to czułam się bardziej pijana .
  3. Może zacznę od tego ,że 7 czerwca opuściłam oddział zaburzeń osobowości i nerwic w Starogardzie Gdańskim . Terapia trwa tam 6 miesięcy i jest w nurcie psychoanalitycznym . Lecz zostałam wypisana po 4 miesiącach . Dlatego ,że złamałam parę razy regulamin . Najpierw pocięłam się 2 razy , wpadłam w zakupoholizm .wzięłam pożyczkę . I napiłam się alkoholu . Nie dużo lecz to przeważyło szalę mojego pobytu . I zostałam wypisana 7 czerwca . W głębi chciałam odczuć ,że postąpiłam źle i bezmyślnie . Lecz przez moją obojętności nie dotarło to do mnie . Oddział na pewno pomógł mi zrozumieć niektóre moje mechanizmy . Takie ,że chcę być od kogoś zależna . Jak to było od dziecka w moim przypadku . Nawet by ktoś przejął rolę mojego rodzica . Ale jednocześnie nie czuję ,żeby zależało mi na kontakcie z ludźmi . I bliżej relacji zwłaszcza tej emocjonalnej .Bo z nikim nigdy nie miałam takiej więzi . Staram się wzorować na innych . Przez to zatracam w tym siebie . Nie potrafię odróżnić siebie od innych . I tego co przyjmuje od innych .Bo potrzeba akceptacji jest tak silna ,że staram się pasować do panujących norm . Wyszło też moje problemy odnośnie mych umiejętności interpersonalnych . Spowodowane też moim odcięciem od siebie i od otoczenia . W rozmowie czasem gubię wątek ,ciężko mi się skupić i to,że chcę też zagłuszyć panującą ciszę . I także ,że wtrącam się w czyjeś zdanie . Nawet nieświadomie i odnoszę do siebie różne rzeczy gdy ktoś mówi mi o sobie . Jest to związane z moją niezaspokojoną potrzebą uwagi . Której nigdy nie miałam . Mam skłonność do impulsywnych i ryzykowanych zachowań . Np. picie alkoholu .kompulsywne wydawanie pieniędzy, wdawanie się w niebezpieczne sytuacje i nie zdrowe relacje . Prze to iż nie mam kontaktu ze swoimi emocjami to wykazuje chłód emocjonalny . Nawet jak staram się odczuć i zrozumieć innych . Pomimo tego, że mam już 22 lata . Czuję się jak uwięzione dziecko w w dorosłym ciele i świecie . Także jest tak ,że nie odczuwam iż moje ciało jest moje . Co potęguje ten problem . Także na spotkaniach społeczności byłam mało aktywna . Wypowiadałam się tylko jak było poruszone moje samopoczucie . Miałam i mam kłopot z mówieniem na forum . Z moją terapeutką pracowało mi się dobrze . Była aktywna, słuchała mnie i odnosiła się do wypowiadanych przeze mnie rzeczy . Lecz po zakończonej sesji nie wiele pamiętałam . Zostałam ciepło przyjęta przez pacjentów . Dzięki czemu było mi się łatwiej zaaklimatyzować na oddziale . Poranna społeczność dawała mi powód by wstać z łóżka . Dyżury sprzątania poczucie obowiązku . A kółka na , które uczęszczałam . Czyli na artystyczne , filmowe, gier i zabaw i kuchenkowe (czyli pieczenia ) . Dodawały urozmaicenia do dnia i uczenia skupienia się na czymś . A wf po prostu sprawiał ,że spędzałam aktywnie czas . Pomimo tego,że nawiązałam na oddziale jakieś znajomości . I spędzałam więcej czasu z niektórymi osobami . To po czasie to rozlatywało się już podczas pobytu na oddziale . Obecnie to nie mam kontaktu z tymi osobami . Jedynie na tę chwilę odezwałam się do 1 koleżanki . I pisała parę dni by dowiedzieć co się u mnie . Wiem ,że to może być z mojej winy czyli spowodowane obojętnością i brakiem chęci utrzymania relacji . Lub zrażeniem innych do siebie . Podsumowując zdiagnozowano u mnie osobowość schizoidalną na poziomie borderline , dysocjację i drgawki dyscojacyjne . Ten termin padł na wypisie ze zamkniętego szpitala psychiatrycznego . I na oddziale dziennym padła diagnoza depersonalizacji Co już wiedziałam przed diagnozą .Wiem także ,że jestem DDA . I mam dużo cech pasujących do tego . Mam myśli ,że przede mną trudna droga . By wyjść z tego dysocjacji i swoich niezdrowych mechanizmów . Także by nie tworzyć swojego świata . I żyć dla siebie ,a nie dla innych . Brak zainteresowania czymkolwiek i odczuwaniem prawie żadnej przyjemności Sprawia ,że coraz bardziej tracę nadzieję . Lecz nadal tu jestem pomimo tego,że mam ochotę zniknąć na tym świecie . I mam dość męczenia się ze sobą i innych mą osobą . Mam pracę na razie na wykładanie towaru w Carreffour w Gdańsku . Pracowałam 1,5 roku w Tczewie w tej samej sieci . Prze mój brak wiary w siebie i myśli,że sobie nie poradzę . Mam problem być gdzieś indziej . I by mieć umowę o pracę ,a nie zlecenie . Wiem ,że jak nie spróbuję to się tego nie dowiem czy dam radę . Głównie to największy kontakt mam z mamą , którą mieszkam . I z staram się rozmawiać i przebywać . Choć chwilami czuję ,że jest tego za duzo . I mnie męczy mnie to chwilami . I jej nadopiekuńczość . Choć staram się dostosować do jej zasad . Inne kontakty prócz mamy . To mam z koleżanką ze szkoły ,ra mieszka w Tczewie . To się spotykamy. Bo też ma córkę i się nim musi zajmować . Ale znajduję chwilę by spędzić razem czas czy popisać .Mam też koleżankę z Pinczyna . Ale pracuję więc brak czasu . I ma chłopaka . Nasz kontakt ogranicza się do pisania . Z byłą przyjaciółką tak samo . Bo też ma mało czasu . I z kolegą . Kontakt internetowy także . Także wiem ,żę muszę nauczyć się być ze sobą . Bo w dorosłym życiu tak jest . Że więcej czasu spędza się w pracy lub samemu . Może jest inaczej ,ale tak to widzę . Chodzę też do szkoły policelnej ,ale to dla renty . Myślę by nie iść do szkoły gdzie przyswoję jakąś wiedze i może pomoże mi znaleźć pracę . Pójść do szkoły językowej . Chciałąm być w stopniu komunikatywnym nauczyć się angielskiego . Lecz mam brak chęci . Muszę szukać terapii na NFZ . Jak nie znajdę . To będę odkładać na prywatną . Na tę chwilę przyjmuję Lamitrin 100mg rano i wieczorem ,Elicea 10 mg i Olanzapina 5 mg na noc . Tylko nie wiem czy w tym samym nurcie . Zapraszam do wymiany się doświadczeniami . Chętnie popiszę z ludźmi z podobną historią czy doświadczeniami . I także do żywej rozmowy .Kto dotrwał do końca . To dziękuje za przeczytanie i odpowiedzi .
  4. Natallia97

    Uszanowanko...

    Dobrze rozumiem.
  5. Natallia97

    Uszanowanko...

    Hej tak czytam i dużo podobieństw z tego wpisu odnoszę do siebie. Ciężko jest naprawdę też znam życie głównie od złej strony. Pochodzę z patologiczne rodziny gdzie też się nie przelewalo. Też wpadłam w źle towarzystwo, ale po okenczeniu 18 roku życia. Dziś mija rok jak nie pije. A piłam sporo. Dla mnie to nic, ale ludzie na oddziale z którymi mieszkam to sądzą, że to duże osiągnięcie. Jestem na oddziale psychiatrycznym otwartym. Ale tu się mieszka. 3 miesiąc, a zostało mi jeszcze 3. Czuję, że też nie wie kim jestem i czego chce. Tak naprawdę nie widzę na tym świecie miejsca dla siebie. Najchętniej fi bym zniknęła na zawsze. Wiem, że to trochę depresyjne, ale piszę jak jest. Dużo zależy w życiu id losu. Na coś mamy wpływu, a na inne nie. Ja biorę je takim jest. żyje z dnia na dzień. I nie myślę o przyszłości. Może się to zmieni. 3 lata jestem od siebie dołączona. Nie czuję siebie. To bardzo utrudnia funkcjonowanie, ale jakoś sobie radzę. Jak chcesz to śmiało pisz . wydajesz się być sympatycznym facetem
  6. Natallia97

    Hej wam

    Pewnie ja też miałam opory, ale warto próbować. Możesz śmiało pisać Aniu
  7. Natallia97

    Cześć

    Hej :) samotność jest bardzo trudna. znam to uczucie z autopsji. nie rób nic wbrew sobie, bo nie pomaga. Choć warto się przełamać. Mi też jest ciężko. Ale staram się to robić. Obecnie jestem na oddziale w szpitalu i mieszkam w nim. I jestem wiecznie z ludźmi. I jakoś dałam radę i die odnalazłam
  8. Czuję się każdego dnia tak samo szczerze powiedziawszy odrealniona ,apatyczna i zrezygnowana . I dziś do tego przymulona . Nie wiem czy źle spała czy przez zwiększoną dawke leku
  9. Natallia97

    umysłowy error

    Cześć
  10. Oo dobrze poznać kogoś o podobnej historii .
  11. Od dziecka byłam postrzegana przez rodzinę i otoczenie jako nieudacznik . Nie potrafiąca nic i nie mająca do niczego do zaoferowania . Żyłam w cieniu brata . Który za to miał umiał prawie ,że wszystko . Byłam przez matkę porównywana do ojca pijaka i brata co pił i ćpał . Bardzo mnie to bolało . I podcinało skrzydła. Mówienie ,że do niczego się nie nadaje i nic nie osiągnę . Sprawiło,że zaczęłam w to wierzyć . I zahamowało mój rozwój Jedyne co potrafiłam to grać w koszykówkę . Na boisku czułam się doceniania zwłaszcza przez trenera . Był dla mnie jak ojciec . Którego nigdy nie miałam . Potrafił mnie pochwalić i podnieść na duchu . Wierzył we mnie jak nikt z rodziny i z otaczających mnie ludzi . Pomimo gnębienia w szkole i drużynie . Koszykówka mnie cieszyła. To było jedyne prócz psa co naprawdę kochałam . Lecz lata mijały . a ja odchodziłam i wracałam . Lecz czara goryczy w końcu się przelała . I odeszłam na zawsze . Trener próbował mnie zatrzymać . Mówił ,że marnuje swój talent . Ale nie miałam już psychicznie już siły . Na znoszenie obelg nie dość ,że w domu,szkole i drużynie na dodatek . Trochę żałuję swojej decyzji . Bo wiem ,że straciłam coś bardzo cennego . Nigdy się z tym do końca nie pogodziłam .Ale czasu nie cofnę . Utraciłam jedyną rzecz , w której byłam dobra . Czas mijał , a ja nic nie znalazłam w życiu co by mnie cieszyło . Znalazłam rower . Jeździłam godzinami .Odrywałam się od szarej rzeczywistości . Robiłam coś co kochałam . Nikt mi nie przeszkadzał . Byłam sama ze sobą . Lecz rower niestety uczucia nieudacznika nie wymazał . Jak wracałam były wyzwiska niszczenie poczucia wartości . Chcąc być zauważana i doceniana . Wpadłam w złe towarzystwo . Zaczęłam dużo pić,palić papierosy i robić głupie rzeczy . Byłam szczęśliwa sztucznie miałam to czego chciałam . Uwagę i akceptację . Której nigdy nie zaznałam . Działało 2 lata . Aż ta bańka prysła . Ludzie mnie otaczający zniknęli i zostałam sama . Nie do końca parę osób było w moim życiu zostało . Całe szczęście , na których mogłam liczyć . Przyszły też podnoszące na duchu znajomości internetowe .Coś we mnie pękło . Moja psychika miała dość .Zaczęłam dostawać ataki przypominające ataki padaczki . Trafiłam do szpitala . I miałam uwagę , której niby chciałam . Ale nie takiej byciem ofiarą ,bezsilną i nie mogącą zapanować na sobą .Na szczęście mój stan się ustabilizował . Pozostało odcięcie od siebie, lęki i brak wiary w siebie . Ale już nie chcę zadowalać ludzi dookoła . Imponować im czy zdobywać ich akceptację . Chcę uwierzyć w siebie w swoje możliwości . Może jakieś posiadam . Nauczyć się życia w społeczeństwie . I byciem dojrzałą i odpowiedzialną za siebie osobą . Zrozumiałam ,że mogę być indywidualnością .Nie pasować w wytyczone ramy narzucone przez społeczeństwo. Moje życie zależy wyłącznie od siebie nie od innych . Może trochę to bez ładu i składu ,ale miałam potrzebę czymś się podzielić
  12. Natallia97

    Hej

    @Lejla93 No kwestia dzieciństwa nas łączy . Moja też się starała. Mimo ,że miała męża pijaka,alkoholizmu swojego ,depresji i nerwicy . Ale zaniedbywala bardzo w sferze emocjonalnej .Ja podobnie boję się,że moje myśl i się spełnią.No każde natretne myśl i są męczące . U mnie też myśli są mimo brania leków . Głównie to czuję się spięta . Ja uczęszczam na terapię grupową. Ale u mnie nie wiele wskórała . Może 2 coś da . Lub jak nie to terapia pół górą roczna
  13. Natallia97

    Hej

    Hej Miło Ciebie poznać . Ja mam 21 lat i zmagam się z nerwicą od dziecka . Miałam trudne dzieciństwo . Życie wieczne w strachu i lęku . Miałam tez nerwicę natręctw . Sprawdzanie czy drzwi zamknięte by przypadkiem pijany ojciec nie wszedł . Też martwiłam się o wszystkich . Moja obecnie jest nasilona . Miałam ataki silne ataki .Bez powodu . Ale obecnie mój stan jest w miarę stabilny . Mi nerwica utrudnia mi normalne funkcjonowanie . Czuję lęk i stres przed każdym wyjściem . Na dworze czuję się nieswojo wśród ludzi . I do tego dochodzi odcięcie . Czuję się obco wobec siebie . Świat wydaje się nierealny . Ja od dziecka mam natrętne myśli . Wszelakiego myśli od samobójczych do zabicia kogoś . Straszne to było i jest . Pomimo ,że biorę leki nadal one są . Ale całe szczęście już mniej nasilone . Mój ojciec zmarł na raka . Też jak ty boję się tej choroby . Tak to tylko myśli i musisz sobie to powtarzać . Ja też biorę leki , ale przede mną długa droga .Jesteś silna i trzymaj się nadziei ,że nadejdzie w końcu dobry czas dla Ciebie .
×