Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Natallia97

Użytkownik
  • Zawartość

    46
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Natallia97

    Uszanowanko...

    Dobrze rozumiem.
  2. Natallia97

    Uszanowanko...

    Hej tak czytam i dużo podobieństw z tego wpisu odnoszę do siebie. Ciężko jest naprawdę też znam życie głównie od złej strony. Pochodzę z patologiczne rodziny gdzie też się nie przelewalo. Też wpadłam w źle towarzystwo, ale po okenczeniu 18 roku życia. Dziś mija rok jak nie pije. A piłam sporo. Dla mnie to nic, ale ludzie na oddziale z którymi mieszkam to sądzą, że to duże osiągnięcie. Jestem na oddziale psychiatrycznym otwartym. Ale tu się mieszka. 3 miesiąc, a zostało mi jeszcze 3. Czuję, że też nie wie kim jestem i czego chce. Tak naprawdę nie widzę na tym świecie miejsca dla siebie. Najchętniej fi bym zniknęła na zawsze. Wiem, że to trochę depresyjne, ale piszę jak jest. Dużo zależy w życiu id losu. Na coś mamy wpływu, a na inne nie. Ja biorę je takim jest. żyje z dnia na dzień. I nie myślę o przyszłości. Może się to zmieni. 3 lata jestem od siebie dołączona. Nie czuję siebie. To bardzo utrudnia funkcjonowanie, ale jakoś sobie radzę. Jak chcesz to śmiało pisz . wydajesz się być sympatycznym facetem
  3. Natallia97

    Hej wam

    Pewnie ja też miałam opory, ale warto próbować. Możesz śmiało pisać Aniu
  4. Natallia97

    Cześć

    Hej :) samotność jest bardzo trudna. znam to uczucie z autopsji. nie rób nic wbrew sobie, bo nie pomaga. Choć warto się przełamać. Mi też jest ciężko. Ale staram się to robić. Obecnie jestem na oddziale w szpitalu i mieszkam w nim. I jestem wiecznie z ludźmi. I jakoś dałam radę i die odnalazłam
  5. Czuję się każdego dnia tak samo szczerze powiedziawszy odrealniona ,apatyczna i zrezygnowana . I dziś do tego przymulona . Nie wiem czy źle spała czy przez zwiększoną dawke leku
  6. Natallia97

    umysłowy error

    Cześć
  7. Oo dobrze poznać kogoś o podobnej historii .
  8. Od dziecka byłam postrzegana przez rodzinę i otoczenie jako nieudacznik . Nie potrafiąca nic i nie mająca do niczego do zaoferowania . Żyłam w cieniu brata . Który za to miał umiał prawie ,że wszystko . Byłam przez matkę porównywana do ojca pijaka i brata co pił i ćpał . Bardzo mnie to bolało . I podcinało skrzydła. Mówienie ,że do niczego się nie nadaje i nic nie osiągnę . Sprawiło,że zaczęłam w to wierzyć . I zahamowało mój rozwój Jedyne co potrafiłam to grać w koszykówkę . Na boisku czułam się doceniania zwłaszcza przez trenera . Był dla mnie jak ojciec . Którego nigdy nie miałam . Potrafił mnie pochwalić i podnieść na duchu . Wierzył we mnie jak nikt z rodziny i z otaczających mnie ludzi . Pomimo gnębienia w szkole i drużynie . Koszykówka mnie cieszyła. To było jedyne prócz psa co naprawdę kochałam . Lecz lata mijały . a ja odchodziłam i wracałam . Lecz czara goryczy w końcu się przelała . I odeszłam na zawsze . Trener próbował mnie zatrzymać . Mówił ,że marnuje swój talent . Ale nie miałam już psychicznie już siły . Na znoszenie obelg nie dość ,że w domu,szkole i drużynie na dodatek . Trochę żałuję swojej decyzji . Bo wiem ,że straciłam coś bardzo cennego . Nigdy się z tym do końca nie pogodziłam .Ale czasu nie cofnę . Utraciłam jedyną rzecz , w której byłam dobra . Czas mijał , a ja nic nie znalazłam w życiu co by mnie cieszyło . Znalazłam rower . Jeździłam godzinami .Odrywałam się od szarej rzeczywistości . Robiłam coś co kochałam . Nikt mi nie przeszkadzał . Byłam sama ze sobą . Lecz rower niestety uczucia nieudacznika nie wymazał . Jak wracałam były wyzwiska niszczenie poczucia wartości . Chcąc być zauważana i doceniana . Wpadłam w złe towarzystwo . Zaczęłam dużo pić,palić papierosy i robić głupie rzeczy . Byłam szczęśliwa sztucznie miałam to czego chciałam . Uwagę i akceptację . Której nigdy nie zaznałam . Działało 2 lata . Aż ta bańka prysła . Ludzie mnie otaczający zniknęli i zostałam sama . Nie do końca parę osób było w moim życiu zostało . Całe szczęście , na których mogłam liczyć . Przyszły też podnoszące na duchu znajomości internetowe .Coś we mnie pękło . Moja psychika miała dość .Zaczęłam dostawać ataki przypominające ataki padaczki . Trafiłam do szpitala . I miałam uwagę , której niby chciałam . Ale nie takiej byciem ofiarą ,bezsilną i nie mogącą zapanować na sobą .Na szczęście mój stan się ustabilizował . Pozostało odcięcie od siebie, lęki i brak wiary w siebie . Ale już nie chcę zadowalać ludzi dookoła . Imponować im czy zdobywać ich akceptację . Chcę uwierzyć w siebie w swoje możliwości . Może jakieś posiadam . Nauczyć się życia w społeczeństwie . I byciem dojrzałą i odpowiedzialną za siebie osobą . Zrozumiałam ,że mogę być indywidualnością .Nie pasować w wytyczone ramy narzucone przez społeczeństwo. Moje życie zależy wyłącznie od siebie nie od innych . Może trochę to bez ładu i składu ,ale miałam potrzebę czymś się podzielić
  9. Natallia97

    Hej

    @Lejla93 No kwestia dzieciństwa nas łączy . Moja też się starała. Mimo ,że miała męża pijaka,alkoholizmu swojego ,depresji i nerwicy . Ale zaniedbywala bardzo w sferze emocjonalnej .Ja podobnie boję się,że moje myśl i się spełnią.No każde natretne myśl i są męczące . U mnie też myśli są mimo brania leków . Głównie to czuję się spięta . Ja uczęszczam na terapię grupową. Ale u mnie nie wiele wskórała . Może 2 coś da . Lub jak nie to terapia pół górą roczna
  10. Natallia97

    Hej

    Hej Miło Ciebie poznać . Ja mam 21 lat i zmagam się z nerwicą od dziecka . Miałam trudne dzieciństwo . Życie wieczne w strachu i lęku . Miałam tez nerwicę natręctw . Sprawdzanie czy drzwi zamknięte by przypadkiem pijany ojciec nie wszedł . Też martwiłam się o wszystkich . Moja obecnie jest nasilona . Miałam ataki silne ataki .Bez powodu . Ale obecnie mój stan jest w miarę stabilny . Mi nerwica utrudnia mi normalne funkcjonowanie . Czuję lęk i stres przed każdym wyjściem . Na dworze czuję się nieswojo wśród ludzi . I do tego dochodzi odcięcie . Czuję się obco wobec siebie . Świat wydaje się nierealny . Ja od dziecka mam natrętne myśli . Wszelakiego myśli od samobójczych do zabicia kogoś . Straszne to było i jest . Pomimo ,że biorę leki nadal one są . Ale całe szczęście już mniej nasilone . Mój ojciec zmarł na raka . Też jak ty boję się tej choroby . Tak to tylko myśli i musisz sobie to powtarzać . Ja też biorę leki , ale przede mną długa droga .Jesteś silna i trzymaj się nadziei ,że nadejdzie w końcu dobry czas dla Ciebie .
  11. Natallia97

    Powrót Depakiniarza

    Hej :) pozdrawiam serdecznie Ciebie :)
  12. @SarkastyczneSerce ciekawe kogo dzięki bez tej długiej terapii się nie obędzie
  13. Zgadzam się z Tobą . To stan do ,którego się dąży . Ale trzeba mieć świadomość ,że nie jest on stały .
×