Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Z ostatniej godziny
  2. Nie mogą Cię przenieść tak sami z siebie. Mnie w teorii po zwolnieniu od psychiatry też by mogli zwolnić nawet, bo ja pracuje z materiałem zakaźnym, mam dostęp do silnych leków uzależniających i ogólnie mogłabym łatwo kogoś skrzywdzić, siebie też, a nawet 1,5 tyg. temu zanosiłam lekarzowi medycyny pracy zaświadczenie od psychiatry, że brak p/wskazań do pracy (diagnozy na nim nie było) i zero problemów. To lekarz decyduje czy jesteś zdolny do pracy na danym stanowisku a nie czyjś kaprys. Dwa, że teraz na zwolnieniach nie ma jaki specjalista je wystawił. Jest tylko nazwisko lekarza i tyle. Clonazepam jak dostawałam to tylko domięśniowo w szpitalu, także się nie wypowiem, bo dostawałam go z innego powodu i może z 3x w życiu. Xanaxu dawka ewidentnie za mała. Moja lekarka zawsze mówi, że 0,25mg nie ma co dawać, bo to nic nie da i zapisuje od razu 0,5 mg i tyle każe brać, a jak nie zadziała to dobrać do 1mg - gdzie ja jestem drobnej postury. Jeszcze i tak najpierw pyta mnie czy 0,5mg wystarczy czy dać 1mg. Ja nie miewam ataków paniki, jak już to sporadycznie (raz na rok może?) i same dość szybko mijają, także ja nie biorę leków w takiej sytuacji. Spoko, jak czegoś nie wiesz to pytaj
  3. exodus!

    kosz

    to nie jest wątek do dyskusji, dlatego kosz.
  4. Szkoda, że lato się kończy, trzeba będzie schować letnie ubrania do szafy.
  5. nie kodzę, kiedyś coś w C++ i VB pisałam, ale to raczej proste kody na zajęcia, jakieś proste gry w życie itp.
  6. będę czytać książkę i oglądać TV
  7. Dzisiaj
  8. Pisze zwlaszcza do osob z PTSD i innymi zaburzeniami zwiazanymi z trauma, ale nie tylko Doswiadczacie czasem flashbackow lub natretnych, pojwiajach sie z nikad, nagle wspomnien z przeszlosci, ktore nie dotycza traumy, ale wywoluja bardzo negatywne uczucia? Ja mam tak, ze potrafi mi sie nagle przypomniec jakis moment ze studiow, zupelnie wyciety z kontekstu, gdzie wiem, ze zdarzenie bylo neutralne, nie doswiadczylam wtedy zadnej traumy ani nic, albi bylo wrecz pozytywne np. nagle pojawia mi sie przed oczami scena jak z mama grzyby zbieralam albo bylam na ognisku z przyjaciolmi. Te wspomnienia ZAWSZE wywoluja u mnie silne, negatywne emocje, z reguly smutku, frustracji, gniewu, odczuwam momentalnie po ich pojaiweniu sir sciskanie w dolku i czasem mam pozniej kilka godzib lub caly dzien zepsuty.... Flashbacki pojawiaja sie nagle, najczesciej rano po przebudzeniu sie, jak jestem sama w domu, czasem w towarzystwie innych osob. Dotycza okresy mojego zycia od dziecinstwa do studiow tak mniej wiecej. Zwiazane sa ze zdarzeniami, ktore byly neutralne lun nawet pozytywne alr mimo to, przy icj pojawianiu sir doswiadczam zawsze negatywnych emocji. Dodam, ze flaszow zwiazantcg z trauma doswiadczam obecnie bardzo rzadko, kiedys byly czeste ale z wiekiem ustapily na rzecz twgo co opisuje tutaj. Jesy to tak samo irytyujace tylko wzbudza troche inne emocje, bo zamaisy silnego gniewu i strachu, takoego uczucia "zaszczucia", pojawoaja sie bardziej "depresyjne" emocje. Jest to dla mnie na tyle uciazliwe, ze ze strachy przed tym staram sje nie.tworzyc nowych wspomnien, staram sjr na biezaco zapominac o tym czego doswiadczam na co dzien, robie tak od lat. Czasem sie udaje, czasem nie , ale strasznie boje sie zapamietywac, nawey pozytywne chwile zebt potem mnie nie gnebily..... Doswiadcza ktos czegos podobnego? Jak sobie radzicie z tym?
  9. acarien

    kosz

    Zgadzam się w 1001%. Takie filmiki są mocno niepokojące (highly disturbing, jak to mówią w jęz. angielskim) i wg mnie raczej nie sprawiają, że ktoś cierpiący na np. fobię przed agresją (jak np. ja) po wejściu na ten dział z intencją obejrzenia czegoś śmiesznego (jak brzmi tytuł tego tematu) widzi takich spotworniałych zwyrodnialców raczej nie poczuje się bezpiecznie. Nie wiem też co w tym ciekawego? Świat znał wiele takich bestii z gatunku homo sapiens sapiens (Niemcy w połowie XX w. coś o tym wiedza, tak samo Europa w średniowieczu...). Równie dobrze można w tym dziale wrzucać egzekucje najgorszych potworów gatunków homo sapiens... to przynajmniej będzie dawało jakąś nadzieję, że takie bestie są usuwane z Ziemi...
  10. Kris0x0000

    Czy brać leki?

    @Kiya To że twój stan poprawił się przed wizytą u psychiatry to IMO zupełnie normalna reakcja, tak samo jak wątpliwości przed rozpoczęciem farmakoterapii. Twoja choroba broni się w ten sposób przed unicestwieniem. To jest dowód na to że potrzebujesz pomocy.
  11. Pierwsze oznaki jesieni za oknem.
  12. Luna*

    zadajesz pytanie

    nie czuc strachu jak wczoraj minąl Ci dzien?
  13. Luna*

    Skojarzenia

    dysocjacja
  14. Dzięki za odpowiedź. Ja jutro lecę po L4 do rodzinnego , bo od psychiatry nie mogę wziąść , chociaż chciała mi dać. Boje się że mogli by mnie przenieść na inne stanowisko bo to które mam to praca w warunkach skrajnie niebezpiecznych , gdzie awaria może spowodować duże zagrożenie dla zdrowia i życia innych ludzi na wielką skale. Jakoś to się nazywało ale już nie pamiętam. Dlateog muszę wziąść od rodzinnego na jakąś przykładowo rwe kulszową i tyle. Jeszcze pytanko , bo ja mam xanax 0.25 i Clonazepam 0.5. I pierwszy raz wziąłem w jeden dzień klona , w drugi xanax po jednej tabletce i kompletnie mnie to nie wyciszyło. Już zgłupiałem bo nie mam deski ratunkowej. Dawka za mała czy jak ? Myślałem ze jak wezme to zaraz atak przejdzie a tu dupa. U ciebie jaka dawka była skuteczna benzo i po jakim czasie atak ustępował ? Sorki że tak zawracam , ale jużnic z tego nie rozumiem. Pozdrawiam.
  15. z o.o.

    Czy brać leki?

    Ahoj! A może poszukaj innego psychiatry na NFZ? W sensie, w innym mieście. Ja mam takie podejście do leków, że jak już się dostanie receptę, to trzeba je brać. Gdyby nie leki, mogłoby mnie już tu nie być. Ja bardzo pilnuję tego brania.
  16. Witam Szanownych Forumowiczów. Powróciłam po 10 latach, ale mam problem z ocenieniem mojego stanu... Może dla kogoś z boki będzie to łatwiejsze, więc spróbuję pokrótce opisać sytuację. Teoretycznie mam depresję. Objawy się zgadzają, psychiatra również tak mnie zdiagnozował. Moje doświadczenia z lekami sprzed 10 lat zniechęciły mnie bardzo skutecznie do dalszych prób leczenia - czułam się jak królik doświadczalny, a to zmiany dawek, a to zmiany leków, wiadomo, pewnie większość tu przez to przechodziła. Dodatkowo zamiast wzlotów i upadków na zmianę było po prostu cały czas nijak. Po jakimś czasie zrezygnowałam, uznając, że może i leczenie farmakologiczne jest dobre, ale tylko jeśli inaczej się nie da. A ja jakoś funkcjonuję, raz lepiej, raz gorzej, ale funkcjonuję. Dodam, że na terapię na NFZ nigdy się nie dostałam, a na prywatne leczenie po prostu mnie nie stać. Mniej więcej rok temu najwyraźniej poczułam, że zapadam się bardziej niż zwykle - zrobiłam badania na cukier, tarczycę, krew, aby odrzucić inne choroby, które mogą objawiać się tak jak depresja. Wyniki wyszły w normie. Nie mialam niestety zbadanej witaminy D, uznałam jednak, że nie zaszkodzi po prostu zacząć brać profilaktycznie, zwłaszcza, że była jesień/zima. Trochę pomogło. Na wiosnę coś we mnie pękło. Zaczęłam szukać psychiatry. Szybko okazało się, że w mojej okolicy na NFZ przyjmuje jeden, ten sam zresztą co 10 lat temu. Zarejestrowałam się (to brzmi naprawdę łatwo, ja wiem, ale dla mnie to bylo nadludzkim wysiłkiem, zwłaszcza, że to dla mnie paradoks - myśleć o sobie jak o najgorszym gównie, które powinno zniknąć z tego świata, a jednocześnie szukać dla siebie pomocy). Oczekiwanie na wizytę - okolo dwa miesiące. W czerwcu się doczekałam. Lekarz spojrzał w moje papiery, zauważył, że 10 lat temu miałam zdiagnozowaną depresję, zadał zatem kilka pomocniczych pytań i stwierdził, że skoro mam nawroty, to będę leczyła się już do końca życia. Wystawił receptę i nara. Wykupiłam leki, usiadłam na ławce w parku, przeczytałam ulotkę i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Postanowiłam póki co nie brać leków, jako że zaczynało się lato, a ja nie chciałam spędzić tego czasu jako królik doświadczalny. Znam swój organizm, wiem, że jak jest upadek będzie i wzlot, więc po prostu przesypiam te okresy. Natomiast nie wiedziałam jak zareaguję na leki i do tej pory nie wiem. Dodatkowo, a może przede wszystkim - wiedziałam, że lato może oznaczać jednocześnie powrót życia towarzyskiego, a to głównie samotność sprawia, że spadam. Latem było różnie. Czasem dobrze, czasem źle. Było kilka mocnych zjazdów. Jeden tak mocny, że rozważałam wizyty prywatne, by nie czekać. Przypomnę, że mój budżet by tego nie dźwignął, więc to świadczy o tym jak bardzo zdesperowana już na tym etapie byłam. Ostatecznie zarejestrowalam się do tego "mojego" psychiatry na NFZ. Czas oczekiwania - dwa miesiące. Leki, które mam wykupione starczą na miesiąc. Więc plan był prosty - przetrwać jeszcze miesiąc bez leków, zacząć brać niecały miesiąc przed wizytą, by na wizycie dostać kolejną receptę. Właśnie minął miesiąc. Tymczasem u mnie jak ręką odjął - jestem w takim stanie, że nawet NIE PAMIĘTAM jak to jest przeżywać zjazd. Wiem, że wtedy leżę cały dzień w łóżku (z przerwą na pójście do pracy, jesli jest pn-pt, ale zwykle zjazdy mam w weekendy, kiedy wszystko ze mnie schodzi), nie mam siły wstać, nie mam siły pozmywać, umyć się, nic. Czasem coś ogladam, czasem nawet to jest dla mnie za dużo. Zarabiam za mało, by pieniędzy starczyło na cały miesiąc, popadam w długi, ale nie mam siły by nauczyć się czegoś, przebranżowić, zacząć całe życie od nowa. Może tylko zwalam to na depresję, może po prostu jestem życiowym przegrywem. Nie każdy może mieć dobrą pracę, niektórzy po prostu urodzili się gorsi - głupsi, bez ambicji, z trudnością do nauki i bez chęci. Piszę te slowa będąc w dobrym stanie. Więc to nie ten depresyjny głosik z tyłu glowy za mnie przemawia. A może jednak? Ciężko mi ocenić. Wczoraj spędziłam normalny wieczór ze znajomym, dziś wstałam z łóżka bez problemów, upiekłam ciasto, pojechałam na urodziny do siostry, wróciłam, czuję się... normalna. A jednocześnie to takie chwile upewniają mnie w tym, że to co czasem/często przeżywam chyba jednak normalne nie jest... Skoro w takie dni jak dziś i wczoraj mam w głowie takie "wow, a więc tak wygląda normalne życie, bez walki z samą sobą, bez natrętnych myśli o tym, by przestać istnieć". W tej chwili do umówionej wizyty u psychiatry został miesiąc. Musiałabym zacząć brać leki na dniach, żeby ta wizyta miala sens. A jednocześnie akurat teraz czuję się dobrze. Nie wiem co zrobić. Gdyby to byla kwestia typu "spróbuj leków, nic nie tracisz próbując", ale dobrze wiemy, że to nieprawda, że leki to wyboista jednokierunkowa droga, w którą jak się wejdzie, to odwrót nie jest wcale taki prosty. Może moglibyście napisać mi jak to wszystko wygląda, gdy patrzy się na przedstawioną sytuację z boku, z dystansu, obiektywnie. Bo ja naprawdę nie mam pojęcia co dalej zrobić. Paradoksalnie - byłoby łatwiej, gdybym miała teraz zjazd. Ale nie mam. Jest całkiem miło.
  17. Jak można wyjść do ludzi, gdy nie ma się siły umyć, ubrać, wstać z łóżka?
  18. kurde... muszę się za to wziąć ,ciekawe czy to opanuje - diodę już zapalałem i gasiłem
  19. Wczoraj
  20. zzzzz

    Szczepionka na COVID

    Problem na boisku którego nie dało się zatuszować bo były transmisje na żywo :
  21. zzzzz

    Filmy!

    niech stracę... ale na to wybiorę sie do kina , chociaż pewnie nie tąpnie mną tak jak cz I : https://www.youtube.com/watch?v=9VdMYodGsP8
  22. Anomka , nikt istotny tym razem trafiłem na coś takiego :
  23. Nie pozwólmy żeby wątek umarł :
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×