Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Terapia

Znaleziono 2 wyniki

  1. Dzień dobry, Mam pytanie, bo potrzebuję trochę obiektywnej oceny osób, które też korzystały z terapii. Od kilkunastu miesięcy zmagam się z lękiem uogólnionym. Nieustannym napięciem, zmęczeniem, niewyspaniem, brakiem możliwości "wyluzowania się", trudnościami w zasypianiu. Od ponad roku jestem na lekach. Od 5 miesięcy chodzę też na terapię. Z polecenia mojego lekarza jest to terapia poznawczo-behawioralna, która z założenia nie miała trwać długo. Problem w tym, że mam wrażenie, że na tej terapii nic się nie dzieje, że ona mi nic nie robi. Moja terapeutka bardzo dużo mi mówi, mam wrażenie że jakby mówi mi dużo o teorii, jak pewne mechanizmy działają, jak się warunkujemy, jak powtarzamy pewne mechanizmy. Natomiast brakuje mi przełożenia tego wszystkiego na mój konkretny przypadek. Za każdym razem zadaję sobie pytanie "No ok, to ma sens, ale teraz co ze mną". Mam wrażenie, że większość naszych spotkań jest jak pierwsze trzy spotkania, na których ona ciągle mówi mi "no, będziemy pracować nad tym, u nas robi się to tak, będziemy robić takie ćwiczenia" itp. Itd. Dwukrotnie w czasie trwania terapii powiedziała mi, że w sumie ona nie jest do końca pewna, co mi jest, i na razie tak próbuje różnych metod. Kilkukrotnie powitała mnie słowami "ooo dobrze że pan jest, po ostatnim spotkaniu to myślałam, że pan już nie przyjdzie". Oczywiście to wszystko co tu piszę, to wnoszę też na tę terapię, wszystkie moje wątpliwości, itp. Ale wtedy powiedziała mi np. raz, że czuje się niekomfortowo z tym co mówię, i że czuje się teraz jak na castingu, na którym to ona ma mnie przekonać, że to co ona mi oferuje rzeczywiście działa. A ja dalej nie potrafię zasypiać, dalej gaszę światło i cały mój mózg budzi się na nowo. Dalej nic mi ta terapia nie daje. Nie mam takiego poczucia, że jestem właściwie zaopiekowany, nie czuję, żeby moja terapeutka miała takie poczucie, że ona jest pewna tego co robi, że wie co robi, że mi pomoże. Ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że ona bardzo chce, że jej zależy, że chciałaby mi pomóc, ale mam takie wrażenie - że nie wie w ogóle jak. Nie wiem trochę co robić. Wewnętrznie czuję, że ta terapia mi nie pomaga, ale równocześnie wiem, że to nie jest sztuka terapię rzucić i przerwać, więc chce mieć 100% pewności, że to rzeczywiście to. Że może powinienem spróbować u kogoś innego, a może terapia poznawczo-behawioralna nie jest dla mnie.
  2. witam wszystkich, mam do Was pytanie. czy odczuwacie czasem zazdrość jak widzicie innego pacjenta waszego T.? jakie macie doświadczenia z tym związane? czy rozmawialiście kiedyś o tym z Waszymi terapeutami, jeśli tak to co wam odpowiedzieli ? U mnie ostatnio wydarzyła się pewna sytuacja. Terapeutka wyszła z pacjentką z gabinetu i zaczęły rozmawiać przy mnie na błahy temat oraz umawiały się na kolejne spotkanie. Miałam wrażenie, że ich rozmowa była ciepła. Czułam się niezręcznie, no i, ich rozmowa zachodziła na mój czas. Bardzo mnie to uderzyło, poczułam się gorsza, nieważna. Miałam wrażenie, że T. bardziej zależy na niej, że o nią się martwi, a ja jestem jej obojętna. Podczas sesji byłam bardzo zestresowana, zamknięta, nie potrafiłam rozmawiać nt poważnych spraw, T. też chyba się nie chciało. Rozmowa była płytka, a T. była miła, ale zdystansowana. Pomysłałam sobie "pewnie całą energię zużyła na rozmowę z tamtą, wtedy była zaangażowana i zainteresowana, i to się odbiło na mnie"... Gdy wyszłam z sesji, w drodze powrotnej się strasznie poryczałam. Czułam się okropnie. Nie wiem, z czego takie cos u mnie wynika, nie wiem nawet czy to normalne.
×