Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

wesołysmutasek

Użytkownik
  • Zawartość

    75
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. @Disappear dziękuję, że odpowiedziałaś na moje pytanie chociaz jedna osoba @Mireadh ale w jakim sensie Twój T drąży te tematy o których nie chcesz rozmawiać? On sam je zaczyna czy przyczepia sie do rzeczy w Twojej wypowiedzi, które uważasz za nieistotne?
  2. jak myślicie, czy terapeuta może poczuć zazdrość, jak pacjent opowiada w rożnych wątkach o poprzednim terapeucie, (pochlebnie, jakby był kimś ważnym)? Mieliście moze takie refleksje kiedyś?
  3. Co do pierwszej odpowiedzi: właśnie o to chodzi, ze terapeuta w pełni kompetentny to tez człowiek, stad moje pytanie. Czy ktoś moze poczuć zazdrość, czy moze ma wypracowane tak mechanizmy, ze raczej tego nie czuje. ? co do brata: to niepokojące, w takim razie trzeba dalej nad nim pracować i go przekonać
  4. I jeszcze jedno pytanie. mam brata chorego na nerwice natręctw (musi wszystko być czyste itp). Nie chce iść do psychologa. Czy będzie w stanie sam sie z tym problemem uporać ?
  5. witam, moje pytanie dotyczy terapeutów. Czy terapeuta/terapeutka może czuć się zazdrosny/na o innego, wcześniejszego terapeutę pacjenta? Mam na myśli sytuacje, w której pacjent dużo (i pochlebnie) opowiada o innym, poprzednim terapeucie (z którym np z przyczyn naturalnych musiał sie rozstać), ponieważ dużo dla niego znaczył itp. Czy terapeuta moze poczuć zazdrość?
  6. witam, jest mi bardzo smutno, chodzi o moją przyjaciółkę... nie wiem, czy powinnam się martwić tą sytuacją, czy może wszystko jest w porządku Mam 23 lata Znamy się z Anią bardzo długo, od trzeciej klasy gimnazjum się przyjaźnimy. Dużo razem przeżyłyśmy, nasza relacja jest bardzo dobra. Jednak ostatnio były 2 miesiące ciszy. Obie miałyśmy do siebie żal, ona była zazdrosna o moją koleżankę, a mi bylo smutno, że mnie olewała (z wiadomego juz powodu). Podczas szczerej rozmowy wyjaśniła mi, ze czuła się zazdrosna, bo nasza relacja była bardzo dobra, znamy sie bardzo długo, a z moją koleżanką znam się troszke krocej (mimo że tez długo, i tez jest wazna, to po prostu Ania poczuła się "niżej w chierarchii. Mówiła też, że np ja dla niej tez jednak bylam zawsze pod tym wzgledem wazniejsza, pod względem długotrwałości relacji).Wszystko zostało wyjaśnione i z powrotem jest dobrze, jest jak wcześniej. Ale za niedługo jest sylwester. W tamtym roku Ania pojechała na wyjazdowego sylwestra z grupą z zajęć dodatkowych , na które chodzi. Pytała się mnie, czy będę na nią zła, że jedzie, i bała się, że przez to nasza przyjaźń już nie będzie taka sama. Ja ją zapewniałam ,ze nie, i mówiłam, żeby jechała (wiedziałam,ze bardzo chce) i że to super okazja. I tak też się stało, spędziła tam sylwestra, ale mówiła że nastepnego razem spędzimy. Teraz, dzisiaj się spotkałyśmy. Pytałam o sylwestra i powiedziała mi, że znowu wyjeżdża , na zorganizowanego sylwestra (za granicą) , z 2 osobami z tych dodatkowych zajęć. Było mi strasznie smutno, wracając do domu płakałam. Płakałam, bo boję się, że już nie jestem dla niej ważna. Co prawda ona sama od siebie mi powiedziała, ze nie widzi jakiejs wiekszej wartosci w świetowaniu sylwestra, to jednak pomyslalam sobie, że może mimo wszystko tamte 2 osoby są dla niej ważniejsze ode mnie. Czy mam powód do smutku ? Czy to na pewno świadczy o tym , że jestem mniej ważna ? (czy może moj smutek jest nieadekwatny do tego co się "dzieje"?) Proszę o pomoc, bardzo się męczę
  7. Update: rozmawiałam dzisiaj z terapeutka, to było faktycznie najlepsze rozwiązanie napisałam na kartce o wszystkim co wtedy czułam, żeby było łatwiej, i czytałam z tej kartki. Trochę było mi głupio, ze nie umiem sama tego powiedzieć, ale było warto bo przynajmniej wszystko zostało wyjaśnione. Teraz mi lżej
  8. Czemu ważny?? Jak to sie zauważa? Nie poruszyłam to było okropne uczucie ale juz trochę o tym rozmawiałam z Terapeutką, napisałam sobie na kartce to wszystko - tak było łatwiej. Juz jest w miarę...wyjaśnione... chociaż trudno mi było mowić o tym, to takie obnażanie siebie... ale na szczęście poszło wszystko do przodu, przynajmniej czuję się lżej. Tylko dalej nie wiem, czy ona zrobiła to celowo, żeby wywołać we mnie jakieś uczucia,czy moze to była akurat taka sytuacja. czy Wam sie kiedyś takie coś zdarzyło, albo znacie kogoś kto miał podobnie ?
  9. Zrobiłam tak, napisałam kartkę i jej pokazałam. Potem o tym rozmawiałyśmy cała sesje. Było mi głupio, ale gdybym tego nie zrobiła to chyba trudno by mi było ciągnąć dalej terapie i o mało sie nie rozpłakałam, czułam sie jakby ktos mnie "rozbierał":/ ale teraz jest mi lepiej, przynajmniej wiem juz z czego wynikają moje rożne uczucia. Takze dzięki shira123 za poddanie pomyslu Wirginia Zachodnia, a prosiłas o to skierowanie na terapie NFZ ? Pytałaś sie czy ci dadzą czy po prostu nie zaproponowała psychiatra?? Moze idź do niej jeszcze raz, albo idź do innego psychiatry?
  10. ok. Spróbuje w środę pogadać o tym z terapeutka
  11. Tzn chodziło mi bardziej o sytuacje, gdzie terapeutka po prostu miała sesje z poprzednia pacjentką, i wyszła z nią poza gabinet do poczekalni i tam tuż przy mnie śmiała sie i gadała o rożnych rzeczach, wchodząc na mój czas. Oczywiście czas sesji u mnie był ten sam, jednak poczułam sie dziwnie i smutno, tak jak przedstawiłam to powyżej
  12. czy zazdrość o terapeutę to coś normalnego? mam problem, jak widzę T wychodzącą z innym pacjentem, miłą i śmiejącą się ,to jest mi smutno. Jakieś 3 tygodnie temu miałam taką sytuację jak na nią czekałam i PO sesji, gdy tylko wyszlam z budynku, strasznie się poryczałam, ponieważ naszły mnie myśli, że jestem gorsza, mniej ważna, że T. bardziej angazuje się i zależy jej na tamtym pacjencie, (szczególnie, że później (po tym pacjencie) w stosunku do mnie była wtedy "nie wnikająca" w szczegóły) - czułam jakby całą energię wykorzystała na innego, wczesniejszego pacjenta, a w sesję ze mną już nie chciała się angażować i też nie chciała ze mną gadać, bo nie jestem ważna. czy to zazdrość? czy to przeniesienie? z czego coś takiego może wynikać (na przyklad?)? Czemu tak robi, skoro ( chyba na pewno wie), że innym pacjentom może być niezręcznie? Rysuję w głowie różne scenariusze, od wyrozumiałych do najbardziej ekstremalnych, ale nie chcę z nią o tym rozmawiać, bo nie dam rady. Tylko wg mnie to absurd, czemu ja to aż tak przeżywam ?
  13. nooo pewnie macie rację, ale jak czytałam wiele wypowiedzi na tym forum to mam wrażenie, że terapeuci u Was bardziej empatycznie rozmawiają, są cieplejsi, bardziej wyczuleni na to co czuje pacjent. A tu mam wrażenie, że Ona mnie zbywa nie wiem , czy ona "podejrzewa " moje stany emocjonalne, czy w ogóle o nich nie myśli... ja o nich rzadko mowię wprost, ale to nie dlatego , że nie mam takiej potrzeby, tylko z powodu tego, że nie umiem nie umiem też z nią pogadac o tym wszystkim, omówić. czasem mam wrażenie, że ona sobie "coś " myśli, i kiedys mi to wytknie. Ja się chyba po prostu nie nadaję do terapii
  14. To dobrze shira123, ze jesteś otwarta na zmiany moze będzie Ci lepiej na innej terapii ! a co do mojego problemu, to nie dam rady z nią o tym porozmawiać wstydzę się...wiem ze to irracjonalne, ale nie umiem jej wprost o tym powiedzieć, a zarazem nie widzę innej metody, żeby sprawić żeby to zauważyła zawsze myślałam, ze np psycholog wyczuje stan psychiczny drugiej osoby, ale co do siebie mam wątpliwości Strasznie mnie to dołuje i meczy
  15. witam wszystkich, mam do Was pytanie. czy odczuwacie czasem zazdrość jak widzicie innego pacjenta waszego T.? jakie macie doświadczenia z tym związane? czy rozmawialiście kiedyś o tym z Waszymi terapeutami, jeśli tak to co wam odpowiedzieli ? U mnie ostatnio wydarzyła się pewna sytuacja. Terapeutka wyszła z pacjentką z gabinetu i zaczęły rozmawiać przy mnie na błahy temat oraz umawiały się na kolejne spotkanie. Miałam wrażenie, że ich rozmowa była ciepła. Czułam się niezręcznie, no i, ich rozmowa zachodziła na mój czas. Bardzo mnie to uderzyło, poczułam się gorsza, nieważna. Miałam wrażenie, że T. bardziej zależy na niej, że o nią się martwi, a ja jestem jej obojętna. Podczas sesji byłam bardzo zestresowana, zamknięta, nie potrafiłam rozmawiać nt poważnych spraw, T. też chyba się nie chciało. Rozmowa była płytka, a T. była miła, ale zdystansowana. Pomysłałam sobie "pewnie całą energię zużyła na rozmowę z tamtą, wtedy była zaangażowana i zainteresowana, i to się odbiło na mnie"... Gdy wyszłam z sesji, w drodze powrotnej się strasznie poryczałam. Czułam się okropnie. Nie wiem, z czego takie cos u mnie wynika, nie wiem nawet czy to normalne.
×