Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Zazdrość

Znaleziono 5 wyników

  1. Hej, mam 20 lat i nie mam przyjaciół. Mam narzeczonego, którego oczywiście bardzo kocham ale od paru już lat praktycznie nie mam znajomych czy przyjaciół i przez to czuję okropny smutek, ból i zazdrość. Nie mam z kim się spotkać,pogadać, pośmiać się, po prostu razem spędzić czas. Fakt że mój narzeczony ma znajomych kolegów koleżanki i się z nimi spotyka sprawia że czuję zazdrość która mnie bardzo męczy. Mam także lęk społeczny i bardzo trudno nawiązywać mi nowe znajomości. Czy ktoś z was ma podobny problem? Czy ktoś może mi poradzić co mam zrobić?
  2. Dzień dobry wszystkim ! Zacznę od tego, że znalazłam w końcu partnera, który pasuje mi praktycznie w każdym aspekcie życia . Byłam w dwóch dłuższych związkach w tym w drugim po trzech latach byłam zaręczona - rozpadło się ( były partner nadużywał alkoholu i manipulował moja psychiką. Poza tym wdarły się przepychanki i wyzwiska. )Poznałam obecnego partnera- jest kochany, czuły, widzę ze bardzo mnie kocha, pokazuje mi to na każdym kroku . Nie tylko mówi ze jestem najcudowniejsza itp. Ale również dba o mnie pod każdym względem. Ostatnio jednak nawinął się temat byłych związków , a raczej partnerów . Wcześniej widzialam jego była dziewczynę z która był 2 lata No i rzeczywiście ładna ale jakoś przestawiłam to i mówię kurde mi przecież tez nic nie brakuje. Ale na maja głupia prośbę pokazał mi tez trzy inne z którymi się tez spotykał. No i dostałam szału :( Totalnie inne niż ja. Wszystko „idealne” rodem z instagrama. I załamałam się. Były to krótkie relacje, zapewne opierające się na jednym ale ja automatycznie straciłam poczucie wartości :( on mówi ze jestem najpiękniejsza, ze nikogo nie kochał tak jak mnie itp. ale jak zobaczyłam te dziewczyny to mi się słabo zrobiło :( wiem ze nie mam tak idealnej figury, włosów itp. wiem ze każdy jest inny i wyjątkowy ale nie mogę sobie z tym poradzić . Zaczynamy się kłócić i nie chce tego zepsuć przez moje obsesje ale nie daje już rady :(
  3. Mam problem z mężem, a właściwie ze sobą też. Zacznę od tego, że mój mąż jest chorobliwie zazdrosny o moją przeszłość, cały czas twierdzi, że oklamalam go na temat tego ilu miałam przed nim partnerów, a wynika to z tego, że nie opowiedziałam mu dokładnie wszystkiego, co działo się w moim życiu zanim go poznałam, tylko ogólne rzeczy, niektóre tylko trochę, niektóre zlaczylam, żeby znał tylko ogólny sens, bez szczegółów, żeby nie musieć sie tłumaczyć, czemu zrobiłam tak a nie inaczej. Ale problem w tym, że teraz muszę sie tłumaczyć ze wszystkiego. Mąż mnie przepytuje i jeśli coś powiem inaczej niż kiedyś mu powiedziałam, to jest piekło. Od razu mówi, że pewnie coś przed nim ukrywam itd. Nie przebiera przy tym w słowach, jest wulgarny, mówi okropne, oblesne rzeczy, grozi, że mnie pobije, wyzywa. Mówi, że mnie nie kocha, że nie chce być ze mną, że żałuje, że się ze mną ożenił. To powtarza się co jakiś czas i po pewnym czasie mu przechodzi. Jaka jest moja reakcja na to: proszę, żeby tak do mnie nie mówił, tłumacze się albo nic nie mówię. Za każdym razem powtarzam sobie, że ostatni raz tego słuchałam i jeszcze raz to odejdę...ale nie robię nic. A on za każdym razem pozwala sobie na więcej. Potem jak mu przejdzie, to zaczyna mówić, że mnie kocha, że miał powody, żeby tak się zachowywać, że to ja do tego doprowadziłam. Między tymi atakami jest w miarę normalnie, tzn on jest bardzo wybuchowy, ale ja staram się go nie złościć, rzuci tylko czasami jakiś tekst typu: jesteś mistrzynią kłamstwa, ale potem znowu normalnie rozmawia. Jesteśmy teraz znowu po takim kryzysie, ale nie mogę się teraz otrząsnąć. Mówił mi rzeczy, z którymi nie potrafię się pogodzić, a najbardziej z tym, że stał nade mną z podniesiona ręką i groził, że jak mu nie powiem z kim spałam zanim go poznałam, to mnie uderzy, a ja patrzyłam na naszą śpiąca 4 miesięczna córeczkę i zastanawiałam się czy jak ja wezmę na ręce to mnie nie uderzy ale bałam się, że może mnie popchnac i przewroce się z dzieckiem. To, co wtedy czułam jest ze mną cały czas. Nie wiem, co robić. Mówiłam mężowi, że jego słowa są niedopuszczalne, a on nic. Mówiłam, że brakuje mi żeby powiedzial, że żałuje tych słów i czynów, a on dalej nic (bo przecież to moja wina ze tak mówił). Teraz on twierdzi, że mnie jednak kocha, że mu zależy, jest bardzo miły, pmocny, chce bliskości, a ja nie mogę i wtedy on patrzy sie na mnie takimi smutnymi oczami i pyta czemu go odtracam. Czuję się jakbym miała jakieś rozdwojenie jaźni. Czy to ja przesadzam? Stoję w miejscu, choć wszystko we mnie każe mi uciekać. Pewnie nikt i tak nie przeczyta, bo się rozpisalam.
  4. Mam pewien problem otoz jestem w zwiazku z moim partnerem on jest duzo starszy odemnie 5 lat mieszkamy razem bez slubu I niemamy dzieci na codzien sie zgadzamy ale od czasu do czasu on mnie podejrzewa o zdrade chociaz nigdy go nie zdradzilam I nie zamierzam ale on mi dalej chyba nieufa bo mowi ze on nikomu teraz nie ufa I mowi ze wszyscy go chca zrobic w balona a mnie juz mecza tlumaczenia ze go nie zdradzam czesto po alkoholu mnie podejrzwewa ale tez czasami jak nie wypije to tez ,nie wiem co zrobic w tej sytuacji? chcialabym juz tez miec dzieci bo mam juz swoj wiek ale nie wiem czy on jest odpowiednim partnerem zeby je znim miec jakie sa wasze opinie?
  5. witam wszystkich, mam do Was pytanie. czy odczuwacie czasem zazdrość jak widzicie innego pacjenta waszego T.? jakie macie doświadczenia z tym związane? czy rozmawialiście kiedyś o tym z Waszymi terapeutami, jeśli tak to co wam odpowiedzieli ? U mnie ostatnio wydarzyła się pewna sytuacja. Terapeutka wyszła z pacjentką z gabinetu i zaczęły rozmawiać przy mnie na błahy temat oraz umawiały się na kolejne spotkanie. Miałam wrażenie, że ich rozmowa była ciepła. Czułam się niezręcznie, no i, ich rozmowa zachodziła na mój czas. Bardzo mnie to uderzyło, poczułam się gorsza, nieważna. Miałam wrażenie, że T. bardziej zależy na niej, że o nią się martwi, a ja jestem jej obojętna. Podczas sesji byłam bardzo zestresowana, zamknięta, nie potrafiłam rozmawiać nt poważnych spraw, T. też chyba się nie chciało. Rozmowa była płytka, a T. była miła, ale zdystansowana. Pomysłałam sobie "pewnie całą energię zużyła na rozmowę z tamtą, wtedy była zaangażowana i zainteresowana, i to się odbiło na mnie"... Gdy wyszłam z sesji, w drodze powrotnej się strasznie poryczałam. Czułam się okropnie. Nie wiem, z czego takie cos u mnie wynika, nie wiem nawet czy to normalne.
×