Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Ból

Znaleziono 5 wyników

  1. Czy ktoś może do mnie napisać na priv? Boje się napisać tutaj o sobie a potrzebuje z kimś porozmawiać bo nie mam do kogo się odezwać a za dużo mam w sobie. Cierpię na depresje i nerwice lękowa...
  2. Cześć zwracam się tutaj z pewnym problemem na który nie wiem jak zaradzić. Mam przyjaciółkę z którą przyjaźnie się już od jakichś dobrych 5 lat. Nasza przyjaźń była cudowna i wogole świetnie się zawsze dogadywałyśmy. Potem odkryłam że jestem lesbijka, wyznałam to jej, okazało się że ona też. Nie zmieniło to nic w naszych relacjach przyjaźń trwała dalej do czasu.. później zaczęłyśmy się do siebie zbliżać w sensie nie jakieś całowanie i tego typu rzeczy tylko łapanie za rękę, jakieś drobne czułości i na długi okres czasu się to pomału rozkręcało. Później ona badziej dawała mi znaki że coś do mnie czuje, było to widać i byłam pewna jej uczuć do mnie, ale nie byłam pewna swoich. Raz pragnęłam jej bliskości i żywilam do niej uczucia, jednak na następny dzień patrzalam na nią bardziej jako na przyjaciółkę i nie chciałam niczego więcej. Nie wiem czy to lęk przed utratą naszych cudownych relacji, nie mam pojęcia czemu. Od jakiegoś czasu zaprzyjaźniła się bardziej z taką koleżanka z klasy, okazało się że jej się spodobała, ciągle o niej gada wysyła zdjęcia itp. Jednak bez wzajemności, bo tamta jest hetero ale mimo to, patrzy na nią jak w obrazek, tak jak jeszcze niedawno patrzala na mnie. Czuje niewyobrażalne uczucie zazdrości i smutku. Wiem że to moja wina, to ja przeciągalam to wszystko za długo, ale nie chciałam ryzykować nie będąc pewna czy ja kocham. Teraz mam wrażenie że dopiero gdy zobaczyłam ją patrząca na inną zrozumialam jak wiele straciłam i jak bardzo ja kocham. Nie mam pojęcia co mam zrobić. Strasznie mnie to boli i cierpię widząc że nasze relacje schodzą na bok, a ona i jej nowa przyjaciołka bawią się, śmieją i ich relacje rozkręcają się w najlepsze. To była dla mnie bardzo ważna osoba zarówno jako przyjaciółka, jak i jako ktoś więcej. Nie mam pojęcia czy odsunąć się od niej żeby moje uczucia zeszły, żeby się nie oszukiwać, żeby mi to wszystko przeszło. A może normalnie się spotykać udając że wszystko jest okej? Strasznie mi przykro i czuję się jakbym miała złamane serce. Próbuję się zająć czymś innym, szkołą, spotykam się z ludźmi, chodzę na jakieś randki ale jednak ciągle gdy chociażby kładę się spać myślę o niej i aż łzy mi napływają do oczu, wspominając te wszystkie nasze piękne, niewinne i urocze chwile. Odeszły tak nagle, że aż w to nie dowierzam, że to tak szybko się skończyło. Nie pisze do niej często, nie narzucam się ani nic widząc że chyba teraz woli swoją nową przyjaciółkę. Spotykałysmy się nawet nie raz wszystkie razem ja ona jej przyjaciółka i tam parę innych osób. Ona wiadomo cały czas śmieje się z tamtą, ja powoli staje się powietrzem, mimo że zachowuje się jak zawsze się zachowywałam, czuję że powoli staje się dla niej kimś obcym. Co na mam zrobić:(
  3. Cześć. Piszę tutaj, bo łapię się ostatniej deski ratunku. Może zdarzy się cud, w który tak po cichu kiedyś wierzyłam. Chociaż już na to nie liczę, za długo się zmagam ze sobą. Mam problemy z życiem. Nie mam siły, wszystkie aktywności życiowe są dla mnie bezsensowne, nie potrafię wykrzesać z siebie radości z życia, żyję bo muszę. Tak ciężko o tym mówić.. Wie tylko mój mąż, przed wszystkimi ukrywam, wstydzę się, że nie jestem jak inni. Nawet dla męża staram się jakoś żyć, bo szkoda mi go:( Wstydzę się, że mój mąż trafił na taką wariatkę bez przyszłości i lepiej żebym popełniła samobójstwo, on wtedy będzie miał szansę poznać kogoś normalnego i uwolnić się ode mnie. Bardzo mnie kocha, a ja nie umiem opisać jak bardzo jest dla mnie ważny, najważniejszy. Mam 25 lat, jesteśmy dwa lata po ślubie. Mieszkamy razem, staram się wykonywać obowiązki domowe i pracuję. Jest mi tak cholernie ciężko, dużo płaczę, jestem zrezygnowana, boję się wszystkiego, nie umiem opisać moich odczuć.. Czasem się zmotywuję, żeby iść np. na siłownię, ale to nie pomaga. Biorę leki od roku, diagnoza to problemy adaptacyjne. Biorę je, ale wydaje mi się, że to nie kwestia farmakologii, a coś we mnie siedzi, w mojej głowie i nie pozbędę się tych myśli, bo taka już jestem. Nie mogę się zdobyć na jakiś cel w życiu, żyję za karę, nie chcę już, nie chcę, żeby mój mąż musiał się za mnie wstydzić, nie chcę żeby rodzina i znajomi wiedzieli, że jestem nienormalna.. Buduję mur wokół siebie, wychodzę na zimną, złośliwą i wredną kobietę. Boże, nie wiem co robić. Przez to zdarza mi się palić, napić alkoholu, bo wtedy nie myślę, jest mi lepiej. Ale wiem, że nie tędy droga, boję się, że skończę jeszcze w rynsztoku.. Zwariuję, chyba tylko pod pociągiem moje miejsce, nie wierzę już, że cokolwiek się zmieni... Nie mam siły i wiary. Pomocy proszę..
  4. Cześć, Wiem, że ten temat często się tu przewijał, ale ostatnie odpowiedzi są z 2017 roku. Czy jest tu dalej ktoś z trądzikiem neuropatycznym i chciałby ze mną zawalczyć o wolność? Postanowiłam kilka dni temu (w dniu moich 26 urodzin, po kilku latach drapania i wyciskania twarzy, dekoltu i pleców), że w końcu dam sobie szansę w te wakacje na wyjście w bikini na plażę. Chcę móc ubrać się w bluzkę na ramiączkach, chcę uwolnić się od tego okropnego nawyku! Każdy poniedziałek jest tym, w którym mówię sobie, że to ten dzień, w którym niczego nie wydrapię, rozdrapię lub wycisnę. Niestety, od razu po przebudzeniu dotykam ramion, pleców, twarzy i wszystko zaczyna się od nowa. Wczoraj też tak było, dziś również. Próbowałam nakładać bawełniane rękawiczki, niestety, wystarczy, że nie mam ich w zasięgu ręki i znów się drapię. Proszę, zawalczcie ze mną. Sama nie umiem ze sobą wygrać, chociaż bardzo w to wierzę. Wierzę, że dziś od 10:00 zmieniłam swoje życie i już sama siebie nie oszpecę. Wierzę, ale łatwiej mi będzie, jeśli ktoś stąd będzie mnie wspierać, bo mój chłopak nie rozumie tej przypadłości, nie wie, jaka to jest walka z samą sobą. Czekam na Was. Odezwijcie się i razem odliczajmy dni bez tej niby małej, ale jednak wielkiej autodestrukcji. Patrycja
  5. Witam, obecnie jestem na setralinie 50 od długiego już czasu każdy poranek to mdlosci, ból brzucha. Ustępuje koło poludnia,dodam że miałem to samo przed setralinom,po rozpoczęciu kuracji lekko się poprawiło. Nie mogę grać w piłkę co zawsze kochałem bo jak tylko się zmęczę, upadnie (bo jestem bramkarzem) odrazu robi mi się niedobrze.... Jem migdały,jadłem leki na wrzody,zrobiłem badania na bakterie pyroli i nadal jest ten dyskomfort. Czy to wina nerwicy? Czy ktoś ma podobnie ? ... Pozdrawiam
×