Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Parestezje

Znaleziono 1 wynik

  1. Witajcie. Długo się zbierałem, żeby opisać swoją historię, ale będę wdzięczny za każdą obiektywną ocenę i opinię. Sześć lat temu w okolicach grudnia 2012 roku świat miał się skończyć. Świat przetrwał i nie skończył się, ale moje problemy właśnie wtedy się zaczęły. Może z miesiąc wcześniej. Siedziałem sobie dość późno w nocy przy komputerze, niby nic, zwykłe ogarnianie wszystkiego i niczego. Trochę do szkoły trochę do prawka, które wtedy robiłem i zupełnie nagle poczułem, że przestałem czuć rękę. Zdrętwiała mi zupełnie. Przestraszony obudziłem mamę i mówię, że chyba coś jest nie tak. Nie czuję ręki, tzn skóry bo niby mogłem nią poruszać. Nie czułem bólu dotyku temperatury nic. Mama stwierdziła, że to za dużo komputera, żebym się położył i rano będzie dobrze. I faktycznie było, rano czułem się już dobrze. Ale w kolejnych dniach napadowe braki czucia, pojawiały się zarówno w ręce, jak i nogach, plecach itp. Bardzo często poprzedzało je np strzelanie w kręgosłupie. Myślałem, że coś może uciska na nerwy czy rdzeń po takim strzelaniu (choc wiem, że niektórzy celowo sobie strzelają karkiem i im to nawet sprawia przyjemność) u mnie to powodowało występowanie tych objawów. Zaniepokojony tym poszedłem do neurologa, która skierowała mnie do szpitala na badania. W szpitalu standard podejrzeń: SM borelioza, padaczka, rak itp, Zrobili mi multum badań (rezonans, punkcję, eeg, emg, badania krwi), z których wynikło, że jestem zdrowy. Przynajmniej fizycznie. Boreliozy nie podejrzewałem i tak, bo nie łażę po lasach i polach i kleszcza nie widziałem na oczy. Odesłali mnie do pani neurolog od skierowania, która stwierdziła, że to nerwica (logiczne, skoro wykluczyli choroby fizyczne, to musi być jakieś zaburzenie psychiczne), przepisała Aciprex i zaleciła wizytę u psychologa i psychiatry. Poszedłem i tam, psychiatra nie zmieniła mi leczenia farmakologicznego i zaleciła 'ciągłą obserwację siebie' Do psychologa chodziłem mniej więcej przez rok czasu. Nie byłem zadowolony z postępu terapii, która formalnie się nie zaczęła. Pani psycholog odwlekała w czasie rozpoczęcie psychoterapii mówiąc, że jestem "niedodiagnozowany". Dostawałem tylko milion testów do wypełnienia itp. W międzyczasie zacząłem studia, Aciprex zaczął działać. Poznałem dziewczynę i jakoś to było. Ale moje napady z objawami neurologicznymi nigdy nie ustąpiły. Były rzadsze, trwały krócej i ogólnie lżejszy przebieg. Zmieniały też postać z drętwień na mrowienia, pieczenie całej skóry, jakieś dziwne prądy. Przez ten czas miałem dodatkowe badania, poza szpitalem. Rezonans mózgu, kręgosłupa szyjnego, EEG, różne badania krwi. Generalnie mam problemy z wątrobą ale biorę na to leki i jest lepiej niż było. Mam lekkie skrzywienie kręgosłupa przez co czasem bolą mnie plecy. Neurolog przepisał mi Pramolan ale nie pomagał, napady były tak samo intensywne, tylko zasypiałem na stojąco. No ale nic nie trwa wiecznie. Jestem na 5 roku studiów. I jestem wrakiem człowieka. Pomijając fakt, że teraz napadowo to ja nie mam objawów, a praktycznie ciągle mam parestezje. Doszły mi nowe objawy, omdlenia, uczucie zapadania sie w sobie, derealizacja. Bardzo często czuję jakby moje ciało nie należało do mnie. Niby ruszam je, czuję ale jakby inaczej. Dotykam ręki czy nogi ale ona nie jest moja. Dręwienia obejmują również skórę głowy, twarz, język. Mówię niewyraźnie, mam kluskę w gardle.Mam zaburzenia widzenia, mroczki przed oczami i widzenie rozmazane jak przez mgłę. Bardzo często mam uczucie opasania, jakby ktoś ściskał mi szyję, plecy czy ręce mimo ze nie dotykam ich. Wycofałem się społecznie, choć nigdy nie powiedziałbym, że jestem jakiś otwarty do ludzi to teraz ich wręcz unikam. Niestety z uwagi na studia i pracę muszę wychodzić z domu, ale bardzo tego nie lubię. Często łapią mnie napady na uczelni, w autobusie. Wystarczy, że autobusem szarpnie mocniej, ludzie naokoło mają wy***** i jadą dalej, a ja mam wrażenie, jakby mi ktoś wgniótł czaszkę w kręgosłup i dostaję napadów. A czasem nie potrzeba, żadnego szarpnięcia czy uderzenia. Siedzę wygodnie w fotelu i dostaję napadu.. Oczywiście zacząłem szukać odpowiedzi na własną rękę. Natrafiłem na chorobę zwaną TIA, przemijający atak niedokrwienny. Daje objawy neurologiczne obejmujące całe ciało i przechodzi samoistnie w przeciągu doby. Zapytałem neurologa o to, to wykluczył bo jestem za młody. Nie jestem lekarzem, ale wydaje mi się, że wiek w wielu chorobach to czynnik większego/mniejszego ryzyka a nie jednoznacznie wykluczający. Ogólnie chodziło mi o to czy może być przyczyna naczyniowa, np zaburzenia przepływu krwi do mózgu, gdyż mam stwierdzone żebra szyjne. Kiedyś ortopeda powiedział mi, że tego się nie operuje ale mogą uciskać tętnice szyjne. Obecnie biorę Pregabalinę 2 x dziennie (dostałem od psychiatry) oraz hydroxyzynę w razie 'napadu'. Nie uważam, żeby jedno i drugie mi pomagało. Objawy dalej się utrzymują, ja czuje się jak się czuje. Dziękuję wytrwałym, którzy dotarli do tego momentu. Napiszcie proszę co o tym sądzicie. Czemu Aciprex mi tylko częściowo pomógł (gdyby problem był nerwicowy to powinien pomóc całkowicie, gdyby fizjologiczny, to wcale) - nie rozumiem tego? Czy ktoś z was ma/miał podobne problemy. tzn nerwice dającą objawy somatyczne? Jak sobie poradziliście. jeszcze problem przyczynowo skutkowy. Lekarze uznali, że nerwica jest przyczyną objawów neurologicznych. A co jeśli jakaś choroba fizyczna powoduje te objawy, a one, pogorszając jakość mojego życia powodują nerwicę? Pozdrawiam.
×