Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

petysana

Użytkownik
  • Zawartość

    9
  • Rejestracja

  1. To po co w ogóle dostałam skierowanie do psychologa, skoro mogę iść od razu do psychiatry? Mogłabym odwołać wizytę u psychologa i zapisać się do psychiatry, bo w moim przypadku psycholog byłby tylko stratą czasu, skoro mogę iść do psychiatry bez wcześniejszych zaleceń innych specjalistów. Tylko musiałabym wiedzieć na 100%, że psychiatra na kasę chorych przyjmuje bez skierowania, bo mi się to wydaje trochę dziwne - wszyscy specjaliści dotychczas chcieli kategorycznie skierowanie...
  2. Masz terapię grupową?
  3. A to jak ja się dostanę do psychiatry bez skierowania? Leczenie prywatne odpada, nie mam na to pieniędzy. Ale ja przecież pisałam, że będę z psychologiem sam na sam. Nie ma nawet mowy o tym, że ktoś będzie obecny przy tej rozmowie. Ale jeżeli dostanę skierowanie, to muszę je dać mamie, bo sama nie dam rady się zapisać do psychiatry. A niejedno skierowanie już w moim życiu dostałam i wiem, że jest na nich napisane co mi dolega. Jak na tym by było napisane "urojenia", to moja mama na 100% to przeczyta. A do psychiatry na NFZ bez skierowania się nie dostanę...
  4. Trudno z tą fobią społeczną się nie bać... Niby idę tam po pomoc, ale charakterem mojej choroby jest nawet strach wobec tego co ma mi pomóc. Jeszcze mama będzie czekała na poczekalni, a jak psycholog wypisze mi np. skierowanie do psychiatry to pewnie jak mu podam urojenia to je napisze na skierowaniu... A ona to wszystko przeczyta, bo to ona mnie wszędzie zapisuje I nie potrafi uszanować tego że ja nie chcę żeby wiedziała, ona chce wiedzieć mimo że i tak nie zrozumie (w jej opinii ona jest taka wszystkowiedząca, a w rzeczywistości bardzo mało wie). Nieraz nazwała mnie wariatką, neguje fakt że mam depresję, przyjęła tylko do świadomosci że mogę mieć nerwicę i niby fobię społeczną ale i tak jej nie rozumie. Gdybym jej wspomniała o urojeniach, to by pewnie szoku dostała i byłabym dla niej 100% wariatką.
  5. Chwilę temu zadzwoniła do mnie mama i przekazała mi, że znów przełożono mi wizytę, tym razem na najbliższą sobotę... A już tak się cieszyłam, że do sierpnia będę miała spokój :(
  6. Nie wiem jak to dokładnie opisać, to takie uczucie, jakby zanikało czucie (ale nie zanika chyba), taki bardzo wyczuwalny dyskomfort, np. na dekolcie i wtedy muszę odgarnąć włosy do tyłu bo tak dziwnie je czuję na tym dekolcie, ubranie zresztą też powoduje niewygodę... Z początku czułam to tylko tam i myślałam że to wskutek problemów z oddychaniem które mam cały czas, ale potem zaczęłam to czuć kolejno na całej prawej ręce (była ona też trochę osłabiona, wolniej też nią ruszałam i to chyba trwa do teraz, tylko przestałam już na to tak zwracać uwagę), szyi (tylko z przodu), piersiach, brodzie & dolnej wardze, a dziś zauważyłam że także lewa ręka się przyłączyła, a nawet chyba policzki... Czy to objaw nerwicy? A może wiecie jakie jeszcze inne choroby powodują takie objawy?
  7. Dziękuję za wsparcie :) Dziś jednak nie mam wizyty, została przełożona na początek sierpnia przez koronawirusa. Nie wiem czy mam jakoś się przygotowywać przez ten czas czy znów całkowicie odsuwać od siebie myśli o tej wizycie...
  8. Jutro czeka mnie wizyta u psychologa. Nigdy wcześniej nie byłam na takiej konsultacji. Dostałam skierowanie od lekarza rodzinnego (po skierowanie do lekarza POZ wysłał mnie laryngolog). Od dawna czuję, jakby mi coś zalegało w nosie, na początku nie utrudniało mi to funkcjonowania, ale od października ub.r. mój stan znacznie się pogorszył i mam od tego czasu poważne trudności z oddychaniam przez nos i usta. Laryngolog twierdzi, że nic w moim nosie nie widzi, ale chodziłam dotychczas do lekarzy na NFZ (do psychologa też się zapisałam na NFZ) i żadnych bardzo dokładnych badań mi nie robił. Na ostatniej wizycie wysłał mnie do psychologa (wspomniał też, że psycholog mnie pewnie wyśle do psychiatry) i kardiologa (bo czasem budzę się w nocy przez utrudnione oddychanie). I właśnie jutro mam termin. Strasznie się boję, bo poza tym podejrzeniem nerwicy wiem, że mam też inne problemy psychiczne. Jeszcze w podstawówce/gimnazjum uświadomiłam sobie, że mam niemal wszystkie objawy fobii społecznej, a niedawno doszłam do wniosku, że prawdopodobnie mam też urojenia i depresję (mam 20 lat). Boję się nawet wspomnieć o tych dwóch ostatnich, nie wyobrażam sobie, że z kimkolwiek mogłabym o tym rozmawiać. W sumie to nawet nie wiem, czy wspomnieć o czymkolwiek poza tym na co dostałam skierowanie... Bo niby o fobii jestem gotowa powiedzieć, ale i tak mnie przeraża dalsze rozmawianie o niej. Cały czas nie jestem pewna czy mam nerwicę, mam też teorię, że laryngolog po prostu nie zrobił/zlecił mi wystarczająco dokładnych badań laryngologicznych, żeby dociec co mi jest. Najchętniej bym to odwołała i siedziała w domu. Boję się, że się rozpłaczę w gabinecie, bo naprawdę nie mam pojęcia jak moje ciało zareaguje na mówienie obcej osobie o tak delikatnych i trudnych dla mnie tematach, pewnie będę się strasznie trzęsła... Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić, a to już jutro Od czasu kiedy mama mnie zapisała do psychologa, starałam się od siebie odsuwać wszelkie myśli o tym co mnie czeka, bo wiedziałam, że bym się ogromnie stresowała. Ale teraz już mi nic innego nie pozostaje, chciałabym się jakoś przygotować (chociaż nie mam pojęcia jak to zrobić i na miejscu pewnie wszystko i tak bym zapomniała z przerażenia), a jedyne co mi się chce to płakać, że muszę tam iść... Strasznie się boję i nie wiem co robić
×