Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Abby99

Użytkownik
  • Zawartość

    6
  • Rejestracja

  1. Witam wszystkich. Postanowiłam opisać swój problem tutaj, ponieważ od paru dni panuje w moim domu mega nieprzyjemna atmosfera, a już nie wiem jak mogę sobie z nią poradzić. Moi rodzice od zawsze się kłócili kiedy mieli wypadek samochodowy. To było już jakieś 13 lat temu ale po tym zaczęły się konflikty. Mój tata miał nerwicę i odreagowywał ją agresją. Moi rodzice nigdy nie podnieśli na siebie ręki. Jedynie były głośne krzyki, rzucanie talerzami i wyzywanie się nawzajem. Moja mama również ma nerwicę, potrafi być mega uparta, wywlekać brudy z przeszłości, i wkurzać się szybko wmawiając sobie i nam, że to wszystko to jej wina. Straciła też parę miesięcy temu ukochanego ojca (mojego dziadka) co też ma wpływ na jej emocje, jest jej ciężko, a mi i mojej siostrze łamie to serce. Z kolei mój tata robi dla nas bardzo wiele, wszystko opłaca, zajmuje się własną działalnością, która jednak wymaga poświęcenia jej dużo uwagi. Problem w tym według mojej mamy, że nie ma od naszego taty żadnego wsparcia i uczucia. Zawsze jak gdzieś idziemy to chodzą sobie gdzieś pary i małżeństwa a mojej mamie jest wtedy przykro bo ona zwykle jest sama. Jest też w naszej rodzinie konflikt z innymi rodzinami. To znaczy, moja mama jest strasznie cięta na rodzinę mojego taty. Zawsze ma o coś do nich pretensję. A więc jakieś 3 dni temu moja mama wróciła od psychiatry, który miał przepisać jej leki i moja mama przy okazji mówiła jej jak wygląda ich związek. Tylko, że moja mama przedstawiała go od swojego punktu widzenia, nie przedstawiła w nich swoich wad. I kiedy jej to powiedziałam, to stwierdziła, że przecież ta Pani psychiatra leczy też ojca i stwierdziła, że jest jakiś dziwny. No dobra, ale rozmowa sam na sam to co innego niż na przykład terapia małżeńska, którą proponowałam wiele razy i oboje chcą iść ale jakoś nie mają czasu się zapisać. Super. Tak więc moja mama wybuchnęła znowu histerią, że nie ma od niego wsparcia, znowu najechała na jego rodzinę i się zaczęło. Znowu krzyki i awantura. Mój tata już nie wytrzymał, uderzył pięścią o stół, krzyknął, że to koniec i wyszedł a moja mama w gniewie zaczęła rzucać ciastkami i tackami, próbowałam ją powstrzymywać i aż sama oberwałam (nie celowo, po prostu stanęłam w drzwiach i uderzyło mnie w twarz). Wiem, że to może brzmieć jak jakiś cyrk na kółkach albo patologia ale naprawdę boję się zawsze ich awantur. Od 3 dni nie widziałam taty, jedynie raz do niego zadzwoniłam czy wszystko okej i odpisał mi na jednego SMS'a. Mamę wczoraj wyciągnęłam do lasu ale było tak sobie. Smutno po prostu. Kłócili się zawsze ale nigdy nie było takiej sytuacji, żeby ktoś z domu wyszedł na tak długo. Co prawda, mój tata ma rzeczy u nas w domu, jego laptop, ubrania i inne rzeczy. Więc wiem, że kiedyś po nie wróci. Żyję nadzieją, że po prostu wkurzył się i zrobił jakby przerwę żeby jedno i drugie odpoczęło ale mi i mojej siostrze łamie to serce. Nasza mama też się teraz przejmuje jak sobie poradzi sama z opłacaniem domu i wszystkiego. Tak strasznie nie chcę żeby się rozstawali. Mimo, że jesteśmy z siostrą już dorosłe (ona ma 25 lat, ja mam 20, studiuję i nie mogę się kompletnie skupić na studiach przez to), to jednak dalej potrzebujemy obojga rodziców. Tęsknię za tatą i smutno mi na widok mamy. W nocy nie mogę spać i myślę co będzie dalej, jak się to potoczy, co planują, mam koszmary, śni mi się, że tata wrócił albo, że jest już okej a kiedy się budzę to uderza mnie ta brutalna rzeczywistość. Boje się też, że moi rodzice będą robić sobie problemy w trakcie najgorszego czyli rozwodu. Ja już nie wiem jak mam sobie z tym poradzić, to jest takie okropne. Wolałabym już mieć problemy ze zdrowiem albo w szkole niż taki problem z rodzicami. Próbowałam nawet modlitw do Boga, archaniołów czy świętej Rity. Ale to nic nie daje musiałam więc gdzieś w końcu wylać mój ból i poszukać jakiejś pomocy. Bardzo proszę o komentarze od osób, które być może przeżyły coś podobnego. Jak sobie z tym radzicie/poradziliście?
  2. Abby99

    Problem ze studiami

    @Resider na pewno jestem spokojniejsza. W dniu napisania tego posta byłam mega przybita. Miałam doła. Na szczęście po odpowiedziach pełnych wyrozumienia i dobrych słów jest mi raźniej
  3. Abby99

    Problem ze studiami

    @Mglista dziękuję za poradę. Spróbuję na kolejnych zajęciach spytać wykładowcy czy poświęci mi trochę wolnego czasu. Nie pomyślałam o tym bo muszę przyznać że moja grupa też do ambitnych nie należy. Każdy dba tylko o cztery litery i większość uczy się na ostatnią chwilę albo wcale. Na początku było nas może ok ponad 50 na jednym kierunku a teraz została nas jakaś połowa. Może to też mało ambitna grupa tak na mnie wpływa. Człowiek tak czasami ma, że ''idzie za stadem''.
  4. Abby99

    Problem ze studiami

    @Resider dziękuję za słowa wsparcia
  5. Abby99

    Problem ze studiami

    @Aurora88 Siostra niedługo kończy. Jest na ostatnim roku magistra.
  6. Witam wszystkich. Postanowiłam wyżalić się w końcu na jakimś forum i poprosić o radę bo nie wiem już komu się wyżalić. Rok temu cierpiałam na depresję z powodu matury. Ciągłe uwagi nauczycieli i wmawianie mi, że nie zdam doprowadzały mnie do szału. A do tego presja od rodziców. Po czasie zaczęłam chodzić do psychiatry i przyjmować leki (które nic nie dawały). Napisałam maturę, zdałam wysoko i byłam z siebie dumna. Złożyłam papiery na uczelnie prywatną. Moi rodzice postanowili, że jest blisko, będę mieszkać w domu, nie muszę pracować i oczywiście będą mi płacić za szkołę. Życie jak z bajki? Nie do końca. Cały czas nie jest mi na rękę to bo czuję nad sobą ich presję typu ''my płacimy, a ty się masz uczyć i nie odzywać.'' Wybrałam się na filologię angielską. Zawsze interesowałam się angielskim, siostra też prawie ukończyła ten kierunek i bardzo polecała szkołę. Że fajni ludzie, fajni wykładowcy, jest lajtowo. Sama pamiętałam zawsze, że moja siostra mega chwaliła uczelnię i od gimnazjum marzyłam aby iść w ślady mojej siostry. I tutaj zaczyna się problem. Moje oczekiwania minęły się z rzeczywistością. Ja w ogóle nie rozumiem co się dzieje za zajęciach. Jestem już na drugim semestrze i w ogóle nie potrafię zrozumieć chociażby gramatyki opisowej. Nie rozumiem jej a moja siostra jak ją proszę o pomoc to zawsze jest ''ja też tego nie rozumiałam, nie wytłumaczę Ci, ja jak tam chodziłam to było inaczej''. Nie wiem w co ręce włożyć i jak się tego uczyć. Do tego tyle przedmiotów historycznych. Wszystko po angielsku, takie nowe i inne. Nie umiem się odnaleźć. Ciągle chce mieć wszystko pod kontrolą i wszystko zaliczać ale jak nawet mi się noga potknie to popadam w histerię, mam depresję, że na pewno już po mnie. Jestem też osobą cichą. Mam kilka znajomych na uczelni ale nie umiem się od tak do ludzi odzywać. To jest ciężkie. Próbowałam nawet dzisiaj też poćwiczyć tę gramatykę opisową i nawet wpisywałam w internecie frazy żeby lepiej zrozumieć ale nic nawet nie ma na ten temat w internecie...Nie sypiam po nocach bo cały czas myślę tylko o tym jak mi źle idzie, że nie mam nawet pomysłu na siebie. Czuję czasami, że te studia nie są dla mnie. Co to za studiowanie kiedy nie śpisz po nocach i się ciągle stresujesz. Nie tak sobie to wyobrażałam. A kiedy próbuje o tym porozmawiać z moją matką to słyszę tylko, że ''twoja siostra jakoś dała radę, dasz radę, a co jak nie te studia? Nic innego się nie liczy, tylko studia i tylko magister bo inaczej skończysz pod mostem. W pracy to dopiero jest do d**py a nie jakaś uczelnia. A jak nie to proszę bardzo rzuć studia i idź do pracy''. Ona nie rozumie, że ja chce od niej trochę zrozumienia. Że mam problem i chcę wsparcia. Że jestem zagubiona i po prostu nie wiem co mam robić. Najgorsze jest to, że cały czas nastawiałam się na ten angielski, maturę rozszerzoną mam tylko z tego i za bardzo teraz nie wiem co mogę oprócz tego robić. Interesuje się makijażem i całkiem mi wychodzi, fotografią czy prowadzeniem blogów. Lubię dzielić się z innymi moimi poglądami i dyskutować. Ale teraz się zgubiłam i nie wiem jak wrócić i znowu być szczęśliwa. Czy ktoś z was miał może podobną sytuację i mógłby mi coś doradzić? Wybaczcie jeżeli moja wypowiedź jest zbyt chaotyczna.
×