Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Abby99

Użytkownik
  • Zawartość

    5
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Abby99

    Problem ze studiami

    @Resider na pewno jestem spokojniejsza. W dniu napisania tego posta byłam mega przybita. Miałam doła. Na szczęście po odpowiedziach pełnych wyrozumienia i dobrych słów jest mi raźniej
  2. Abby99

    Problem ze studiami

    @Mglista dziękuję za poradę. Spróbuję na kolejnych zajęciach spytać wykładowcy czy poświęci mi trochę wolnego czasu. Nie pomyślałam o tym bo muszę przyznać że moja grupa też do ambitnych nie należy. Każdy dba tylko o cztery litery i większość uczy się na ostatnią chwilę albo wcale. Na początku było nas może ok ponad 50 na jednym kierunku a teraz została nas jakaś połowa. Może to też mało ambitna grupa tak na mnie wpływa. Człowiek tak czasami ma, że ''idzie za stadem''.
  3. Abby99

    Problem ze studiami

    @Resider dziękuję za słowa wsparcia
  4. Abby99

    Problem ze studiami

    @Aurora88 Siostra niedługo kończy. Jest na ostatnim roku magistra.
  5. Witam wszystkich. Postanowiłam wyżalić się w końcu na jakimś forum i poprosić o radę bo nie wiem już komu się wyżalić. Rok temu cierpiałam na depresję z powodu matury. Ciągłe uwagi nauczycieli i wmawianie mi, że nie zdam doprowadzały mnie do szału. A do tego presja od rodziców. Po czasie zaczęłam chodzić do psychiatry i przyjmować leki (które nic nie dawały). Napisałam maturę, zdałam wysoko i byłam z siebie dumna. Złożyłam papiery na uczelnie prywatną. Moi rodzice postanowili, że jest blisko, będę mieszkać w domu, nie muszę pracować i oczywiście będą mi płacić za szkołę. Życie jak z bajki? Nie do końca. Cały czas nie jest mi na rękę to bo czuję nad sobą ich presję typu ''my płacimy, a ty się masz uczyć i nie odzywać.'' Wybrałam się na filologię angielską. Zawsze interesowałam się angielskim, siostra też prawie ukończyła ten kierunek i bardzo polecała szkołę. Że fajni ludzie, fajni wykładowcy, jest lajtowo. Sama pamiętałam zawsze, że moja siostra mega chwaliła uczelnię i od gimnazjum marzyłam aby iść w ślady mojej siostry. I tutaj zaczyna się problem. Moje oczekiwania minęły się z rzeczywistością. Ja w ogóle nie rozumiem co się dzieje za zajęciach. Jestem już na drugim semestrze i w ogóle nie potrafię zrozumieć chociażby gramatyki opisowej. Nie rozumiem jej a moja siostra jak ją proszę o pomoc to zawsze jest ''ja też tego nie rozumiałam, nie wytłumaczę Ci, ja jak tam chodziłam to było inaczej''. Nie wiem w co ręce włożyć i jak się tego uczyć. Do tego tyle przedmiotów historycznych. Wszystko po angielsku, takie nowe i inne. Nie umiem się odnaleźć. Ciągle chce mieć wszystko pod kontrolą i wszystko zaliczać ale jak nawet mi się noga potknie to popadam w histerię, mam depresję, że na pewno już po mnie. Jestem też osobą cichą. Mam kilka znajomych na uczelni ale nie umiem się od tak do ludzi odzywać. To jest ciężkie. Próbowałam nawet dzisiaj też poćwiczyć tę gramatykę opisową i nawet wpisywałam w internecie frazy żeby lepiej zrozumieć ale nic nawet nie ma na ten temat w internecie...Nie sypiam po nocach bo cały czas myślę tylko o tym jak mi źle idzie, że nie mam nawet pomysłu na siebie. Czuję czasami, że te studia nie są dla mnie. Co to za studiowanie kiedy nie śpisz po nocach i się ciągle stresujesz. Nie tak sobie to wyobrażałam. A kiedy próbuje o tym porozmawiać z moją matką to słyszę tylko, że ''twoja siostra jakoś dała radę, dasz radę, a co jak nie te studia? Nic innego się nie liczy, tylko studia i tylko magister bo inaczej skończysz pod mostem. W pracy to dopiero jest do d**py a nie jakaś uczelnia. A jak nie to proszę bardzo rzuć studia i idź do pracy''. Ona nie rozumie, że ja chce od niej trochę zrozumienia. Że mam problem i chcę wsparcia. Że jestem zagubiona i po prostu nie wiem co mam robić. Najgorsze jest to, że cały czas nastawiałam się na ten angielski, maturę rozszerzoną mam tylko z tego i za bardzo teraz nie wiem co mogę oprócz tego robić. Interesuje się makijażem i całkiem mi wychodzi, fotografią czy prowadzeniem blogów. Lubię dzielić się z innymi moimi poglądami i dyskutować. Ale teraz się zgubiłam i nie wiem jak wrócić i znowu być szczęśliwa. Czy ktoś z was miał może podobną sytuację i mógłby mi coś doradzić? Wybaczcie jeżeli moja wypowiedź jest zbyt chaotyczna.
×