Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rozwód

Znaleziono 3 wyniki

  1. Witam wszystkich. Postanowiłam opisać swój problem tutaj, ponieważ od paru dni panuje w moim domu mega nieprzyjemna atmosfera, a już nie wiem jak mogę sobie z nią poradzić. Moi rodzice od zawsze się kłócili kiedy mieli wypadek samochodowy. To było już jakieś 13 lat temu ale po tym zaczęły się konflikty. Mój tata miał nerwicę i odreagowywał ją agresją. Moi rodzice nigdy nie podnieśli na siebie ręki. Jedynie były głośne krzyki, rzucanie talerzami i wyzywanie się nawzajem. Moja mama również ma nerwicę, potrafi być mega uparta, wywlekać brudy z przeszłości, i wkurzać się szybko wmawiając sobie i nam, że to wszystko to jej wina. Straciła też parę miesięcy temu ukochanego ojca (mojego dziadka) co też ma wpływ na jej emocje, jest jej ciężko, a mi i mojej siostrze łamie to serce. Z kolei mój tata robi dla nas bardzo wiele, wszystko opłaca, zajmuje się własną działalnością, która jednak wymaga poświęcenia jej dużo uwagi. Problem w tym według mojej mamy, że nie ma od naszego taty żadnego wsparcia i uczucia. Zawsze jak gdzieś idziemy to chodzą sobie gdzieś pary i małżeństwa a mojej mamie jest wtedy przykro bo ona zwykle jest sama. Jest też w naszej rodzinie konflikt z innymi rodzinami. To znaczy, moja mama jest strasznie cięta na rodzinę mojego taty. Zawsze ma o coś do nich pretensję. A więc jakieś 3 dni temu moja mama wróciła od psychiatry, który miał przepisać jej leki i moja mama przy okazji mówiła jej jak wygląda ich związek. Tylko, że moja mama przedstawiała go od swojego punktu widzenia, nie przedstawiła w nich swoich wad. I kiedy jej to powiedziałam, to stwierdziła, że przecież ta Pani psychiatra leczy też ojca i stwierdziła, że jest jakiś dziwny. No dobra, ale rozmowa sam na sam to co innego niż na przykład terapia małżeńska, którą proponowałam wiele razy i oboje chcą iść ale jakoś nie mają czasu się zapisać. Super. Tak więc moja mama wybuchnęła znowu histerią, że nie ma od niego wsparcia, znowu najechała na jego rodzinę i się zaczęło. Znowu krzyki i awantura. Mój tata już nie wytrzymał, uderzył pięścią o stół, krzyknął, że to koniec i wyszedł a moja mama w gniewie zaczęła rzucać ciastkami i tackami, próbowałam ją powstrzymywać i aż sama oberwałam (nie celowo, po prostu stanęłam w drzwiach i uderzyło mnie w twarz). Wiem, że to może brzmieć jak jakiś cyrk na kółkach albo patologia ale naprawdę boję się zawsze ich awantur. Od 3 dni nie widziałam taty, jedynie raz do niego zadzwoniłam czy wszystko okej i odpisał mi na jednego SMS'a. Mamę wczoraj wyciągnęłam do lasu ale było tak sobie. Smutno po prostu. Kłócili się zawsze ale nigdy nie było takiej sytuacji, żeby ktoś z domu wyszedł na tak długo. Co prawda, mój tata ma rzeczy u nas w domu, jego laptop, ubrania i inne rzeczy. Więc wiem, że kiedyś po nie wróci. Żyję nadzieją, że po prostu wkurzył się i zrobił jakby przerwę żeby jedno i drugie odpoczęło ale mi i mojej siostrze łamie to serce. Nasza mama też się teraz przejmuje jak sobie poradzi sama z opłacaniem domu i wszystkiego. Tak strasznie nie chcę żeby się rozstawali. Mimo, że jesteśmy z siostrą już dorosłe (ona ma 25 lat, ja mam 20, studiuję i nie mogę się kompletnie skupić na studiach przez to), to jednak dalej potrzebujemy obojga rodziców. Tęsknię za tatą i smutno mi na widok mamy. W nocy nie mogę spać i myślę co będzie dalej, jak się to potoczy, co planują, mam koszmary, śni mi się, że tata wrócił albo, że jest już okej a kiedy się budzę to uderza mnie ta brutalna rzeczywistość. Boje się też, że moi rodzice będą robić sobie problemy w trakcie najgorszego czyli rozwodu. Ja już nie wiem jak mam sobie z tym poradzić, to jest takie okropne. Wolałabym już mieć problemy ze zdrowiem albo w szkole niż taki problem z rodzicami. Próbowałam nawet modlitw do Boga, archaniołów czy świętej Rity. Ale to nic nie daje musiałam więc gdzieś w końcu wylać mój ból i poszukać jakiejś pomocy. Bardzo proszę o komentarze od osób, które być może przeżyły coś podobnego. Jak sobie z tym radzicie/poradziliście?
  2. Witam, mam 28 lat i jak w moim opisie jestem od roku trzeźwą alkoholiczką (piłam 8 lat; przestałam po przeżyciu delirium tremens), osobą w depresji (od kiedy pamiętam) i z nerwicą lękową i natręctw (od ponad 9 lat; pojawiła mi się bezpośrednio po ciężkim porodzie, który ledwo przeżyliśmy, gdyż odkleiło mi się łożysko, miałam bardzo silny krwotok i ponoć 15minut życia, przetaczaną wielokrotnie krew, syn miał wtedy 3pkt w skali Apgar) oraz z zespołem opóźnionej fazy snu (od kiedy pamiętam; ale ostatnio już całkowicie dzień zamienił mi się z nocą, co najbardziej mnie dołuje). Szukam jakiegokolwiek wsparcia, bo jestem bardzo już zdesperowana całym swoim życiem, coraz częściej też pojawiają mi się myśli samobójcze, a już jedną próbę miałam (kilka lat temu, wraz z obławą policyjną na mnie, chciałam skoczyć z mostu, zostawiłam list pożegnalny, samookaleczałam się i byłam pod wpływem alkoholu, w dodatku mój były mąż jest policjantem i on też tam był) i mam syna, więc teoretycznie mam dla kogo żyć. Jestem samotną matką, bezrobotną w wyniku moich problemów, które uniemożliwiają mi podjęcie pracy, borykam się z problemami finansowymi w sumie całe życie, co mnie bardzo przytłacza. Nie stać mnie na prywatnego psychologa, na NFZ gdzie nie pytałam, tam wizyty średnio dopiero za rok, a ja czuję, że jeśli skądś nie otrzymam pomocy to będzie źle... Od kiedy pamiętam, mam jakby pozakładane blokady wszędzie i nie umiem ich zdjąć, uniemożliwia mi to normalne funkcjonowanie. Od listopada dopadła mnie totalna niemoc, depresja, z którą nie mogę poradzić sobie do dziś. Nie mam na nic sił, motywacji i co najgorsze, żadnej nadziei i perspektyw na lepsze życie. Bardzo chcę je zmienić na lepsze, chociażby finansowo, ale nie potrafię się przemóc, w ogóle jestem niezdolna do jakiegokolwiek działania. Dodatkowo przez niewyjaśniony paraliżujący mnie strach, oblałam właśnie studia, skąd także dostawałam pomoc socjalną i to mnie wyjątkowo załamało. Nie umiałam iść na zajęcia ze strachu, a tym bardziej, że dzień zamienił mi się z nocą i tak przesypiam całe dnie, a w nocy normalnie funkcjonuję (dziś zasnęłam o 8 rano, a wstałam o 19.30). Trwają ferie i dziecko jest u dziadków, ale one się niedługo kończą i jakoś będę musiała się męczyć i usiłować wstać o 7 rano i zawieźć dziecko do szkoły. To mnie także wyjątkowo dołuje i przeraża, bo zwykle nie potrafię zasnąć wcześniej niż 5rano. Poza tym, nawet jeśli udałoby mi się zasnąć o 22 to nawet o 7 nie potrafię się obudzić. Mam ogromny problem z obudzeniem się ze snu, mam bardzo twardy sen. Jak już zasnę to nie wiem, co się wokół mnie dzieje i nie słyszę totalnie nic, tym bardziej budzika, a i często nawet syn nie jest w stanie mnie dobudzić. Z tego powodu często syn nie chodził do szkoły, co mnie całkowicie przybijało i traciłam i tak nieistniejące poczucie własnej wartości. Zdarzało się, że nie spałam np po dwie doby, spałam co drugi dzień, żeby tylko syn poszedł do szkoły, albo jeśli musiałam gdzieś pilnie być. Jestem bezsilna wobec moich problemów ze snem i tej otaczającej mnie beznadziei. Jak mam rozwiązać moje problemy ze snem i depresją? Bardzo proszę o pomoc, poradę, ciepłe słowo, cokolwiek ;( Jestem po rozwodzie, obecnie w toku jest unieważnianie małżeństwa kościelnego, mąż, będący policjantem znęcał się nade mną psychicznie, podobnie jak mój następny partner. W toksycznej matce także nie miałam nigdy wsparcia, obecnie jestem bardzo samotna, nie mam przyjaciół, ani nawet znajomych. Jedynie jestem w związku z partnerem, w którym także nie mam wsparcia, gdyż on nie rozumie moich problemów, nic dziwnego, bo sam jest ciężko chory i potrzebuje przeszczepu nerki, żeby przeżyć. Przez kilka miesięcy po moim delirium chodziłam na terapię dla uzależnionych i tam psychiatra wypisał mi leki na nerwicę, które do teraz biorę, na terapię jednak nie chodzę, bo akurat w tym czasie syn ma zajęcia pozalekcyjne, na które bardzo chce chodzić, a ja bardzo z tego powodu ubolewam. Po przejściu delirium zrozumiałam, że muszę żyć dla syna i tego się kurczowo trzymam. Muszę - bo nie chcę, ja żyję tylko dla syna. A skoro już żyć muszę, to bym chciała się tak nie męczyć codziennie, bo nie wiem, czy będę w stanie wytrzymać w swoim postanowieniu.
×