Uzależnienie od miłości

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Uzależnienie od miłości

Avatar użytkownika
przez pyzia1 08 paź 2008, 09:40
Nie wiem, czy ten temat już był, ale nie ukrywam, że jest mi ostatnio bliski, więc chciałabym go poruszyć

"Nałóg miłości przybiera wiele form. Niektóre uzależnione od miłości kobiety kochają bez wzajemności ludzi niedostępnych. Inne wpadają w obsesję, gdy się zakochają. Niektóre są uzależnione od euforycznych efektów swoich romansów. Inne nie są w stanie odejść z toksycznych związków, nawet jeśli są w nich nieszczęśliwe, upokarzane, osamotnione, zaniedbywane lub nie czują się bezpiecznie. Niektóre są współuzależnione, inne – narcystyczne. Niektóre używają seksu do manipulowania uczuciami, inne są seksualnie anorektyczne. Łączy ich bezsilność wobec zaburzonych myśli, uczuć i zachowań zarówno w ich miłościach, czy fantazjach, jak i w związkach"

Po rozstaniu z byłym mężem przeczytałam wiele książek i dotarło do mnie, że ten nałóg to moje największe uzależnienie i zastanawiam się, jak się od niego uwolnić.
Od kiedy miała 16 lat, nigdy nie byłam sama. Pierwszy mąż, 3 miesiące przerwy, potem półroczny związek, potem następny mąż. A teraz, mimo, że przysięgłam sobie, że już nie będę się wiązać, znów dzieje się to samo. Nie rozumiem tego. Znam teorię, wiem, że bezwarunkową miłość i akceptację mogę dostać tylko od siebie, czuję nawet, że wolność i niezależność mi służą, widzę że uciekam od czegoś, od czego uciec się nie da. A jednak znowu to robię.
Czy Wy też macie taki problem? Jak sobie z nim poradzić??
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Re: Uzależnienie od miłości

Avatar użytkownika
przez Coltrane 08 paź 2008, 11:15
Mam podobnie, prócz tego, że nigdy nie miałem męża :)
Tak serio to też się nad tym zastanawiałem, dlaczego od 14 roku życia cały czas jestem w kimś zakochany i szukam kobiety. Najczęściej ze szkodą dla siebie samego. Odpowiedź jest taka, że po prostu potrzebuję duużo ciepła i bliskości drugiej osoby. Może masz podobnie, Pyziu1?
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Uzależnienie od miłości

Avatar użytkownika
przez gabriel 09 paź 2008, 09:17
To jest żałosne coltrane. Ty potrzebujesz drugiej matki, która podawałaby tobie ciepłe mleczko do łóżka. Jak w ogóle można czuć się faceyem i mówić że "potrzebuję dużo ciepła i bliskości"? To nie jest normalne. Ja również tęsknię za przytuleniem mojej ukochanej ale to ja chcę dać jej bezpieczeństwo. Nie szukam kolejnej niańki.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
481
Dołączył(a)
25 maja 2008, 19:47
Lokalizacja
Wrocław nadal aktualny:)

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Uzależnienie od miłości

przez Pstryk 09 paź 2008, 10:08
Hm, owszem często tego typu zaburzenia mają źródło w dzieciństwie ale po co od razu gabriel obrażać :evil: Są różne typy osobowości - mi na przykład imponuje wrażliwość Coltrane. Męstwo to coś więcej niż jaja między nogami. W miłości obie strony są po to, aby zapewniać sobie poczucie bezpieczeństwa. Raczej sam chcesz się bawić w niankę a to też nie jest normalne. Feministka powiedziała by nawet, że umniejszasz roli kobiety :lol: . A Ty sam robisz sobie krzywdę blokując emocje i nie pozwalając sobie na słabość nawet w stosunku do partnerki. Być może jej to odpowiada ale zastanów się - jeśli kocha naprawdę, to zacznie ją to wkurzać, że nie może Cię wspierać - może uznać to za brak szczerości z Twojej strony. Inną opcją jest fakt, że wobec Twojej 'siły' ona może czuć przymus 'bycia silną' a to z czasem spowoduje jej frustrację lub problemy ze sobą i efekt ten sam. Dalej, i Ty możesz kiedyś poczuć zawód z tym związanym gdy dojdziesz do wniosku, że życie Cię przerasta, że czujesz się wykorzystany... buuu. To tylko takie opcje z punktu widzenia kobiety ;)

pyzia1, zastanów się z czego wynika ten przymus bycia z kimś - poszukaj źródła. Wiesz, mi odnalezienie go pomogło poniekąd nie popełniać pewnych błędów [nie wiązać się z jednym 'szablonem']. Z przykrością i poczuciem winy stwierdzam, że większość moich dotychczasowych partnerów uważałam z zbyt dobrych jak dla mnie - to byli dobrzy, uczciwi ludzie, bardzo troskliwi. I to mnie zarazem przyciągało do nich jak i odpychało [nie ma to nic wspólnego z wrażliwością] - źródło tego postępowania tkwiło w moich toksycznych relacjach z ojcem, któremu miłość do kobiety pomyliła się z miłością do dziecka... nie tylko w sensie fizycznym ale i psychicznym [wymagając ode mnie spełnienia jego niespełnionych ambicji życiowych]. Mając 10 czy 14 lat ciężko mi było ogarnąć umysłem te skrajności. Gdy zrobiłam jeden gest po swojemu od razu spotykałam się z jego agresją, którą odbierałam jako odtrącenie. Qrde, jak ciężko mi to wszystko ująć w słowa... to był po prostu strach - partnerów kwitowałam przekonaniem, że i tak odejdą bo skoro są dla mnie dobrzy a ja mam mnóstwo problemów ze sobą to prędzej czy później popełnię błąd, który sprawi, że odwrócą się ode mnie więc...
Pstryk
Offline

Re: Uzależnienie od miłości

Avatar użytkownika
przez pyzia1 09 paź 2008, 10:38
bethi, myślę, że znam źródło. Rozmawiałam o tym kiedyś z psychologiem, w dzieciństwie czułam się nieakceptowana przez rodziców, myślę, że bardzo mnie kochali, ale też chcieli dobrze wychować, więc w domu była dyscyplina, nie pozwalali mi mieć swojego zdania, nie chwalili. Podobno to stąd wynika ten mój przymus, żeby mieć przy sobie ciągle kogoś, kto będzie mnie bez przerwy zapewniał, jak wiele jestem warta. Ale takie zadanie przerośnie w końcu każdego faceta:) Chyba wymagałam od nich, żeby zrekompensowali mi zło, którego w życiu doznałam.Mimo, że wiem już, że nie jest to zdrowe, to jednak pakuję się ciągle w kolejne związki. Chyba panicznie boję się samotności.
Coltrane, jasne że potrzebuję ciepła i bliskości. Ale problem w tym, że chyba wręcz nie umiem bez tego żyć...
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Re: Uzależnienie od miłości

Avatar użytkownika
przez Coltrane 09 paź 2008, 11:04
Pyziu1, ja też nie umiem żyć bez ciepła drugiej osoby i dlatego wciąż szukam i wciąż uczę sie kobiet, jak z nimi postępować, jak odczytywać ich potrzeby i jak je zapewniać. Nie wszystko bowiem można i należy wypowiadać słowami.
Pstryk/Bethi - mądrość przez ciebie przemawia :)
gabriel - nie każdy facet musi być z marines. Przeczytaj "Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy" Johna Eldredge'a.
Pyzia1 - a może zaakceptuj następnego takiego, jaki jest i cierpliwie ucz go siebie ucząc się jego. Ja mam właśnie taki plan. Najtrudniejsze jest to "cierpliwie" :)
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Uzależnienie od miłości

przez lancer 09 paź 2008, 14:09
jesteście wszyscy żałosni...jak macie takie problemy to odrazu sie powiescie bo sobie w zyciu rady nie dacie...Pyzia sprobuj moze najpierw kogos poznac a nie zenic sie co pol roku! Coltrane ktory potrzebuje ciepla drugiej osoby-neostradowa ciota bez kolegów ktora zali sie bandzie durni!!

edit: Bethi/// pierwsza i ostatnia prośba o panowanie nad sobą. Więcej nie będzie.
lancer
Offline

Re: Uzależnienie od miłości

Avatar użytkownika
przez Duran84 09 paź 2008, 15:51
lancer skoro jesteśmy wszyscy tacy załośni to po jakiego grzyba tu wchodzić i się w jakiś sposób zadajesz z załosnymi osobami :?: Masochista :?: :roll:

A co do tematu to pytanie brzmi: Czy można być uzależniony od nieszczęśliwej miłości :?: Znaczy się zakochiwać ciągle w osobach, które mają Nas za nic :?: Albo przez własną głupotę stracić wszystko to co się w życiu człowieka liczyło :?: Jak sądzicie :?: Ja myślę, że można... Jestem tego najlepszym przykładem...
http://rockmaniak84.blogspot.com/ Pierwszy mój blog od dawna. O muzyce i nie tylko...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
766
Dołączył(a)
24 cze 2008, 09:49

Re: Uzależnienie od miłości

Avatar użytkownika
przez pyzia1 09 paź 2008, 16:36
lancer, bardzo uśmiałam się z Twojej (skądinąd trafnej) porady :smile: natomiast Twoje obelgi skierowane do ogółu są na bardzo niskim poziomie niestety :roll:
Duran84, z tego co wyczytałam takie nieszczęśliwe zakochiwanie się jest jedną z odmian uzależnienia od miłości. A nałóg, jak wiadomo polega na tym, że używasz czegoś nawet jeśli wiesz, że robi Ci się od tego źle...
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Re: Uzależnienie od miłości

Avatar użytkownika
przez Coltrane 09 paź 2008, 16:40
Duran, daj spokój, to jakiś chłystek bez problemów. Jak jeszcze raz kogoś obrazi to zgłosi się go do moderacji i tyle.

Na twoje pytanie odpowiadam, że owszem, można. Ale na ile czasu ci wystarczy sił. Lubisz być Werterem? To donikąd nie prowadzi. I tu mam pytanie: czy to jest uzależnienie, czy po prostu nigdy inaczej nie robiłeś? Ja jestem dobrym przykładem, że można zmienić podejście i szukać szczęścia. Takiego przez duże SZ.
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Uzależnienie od miłości

przez Pstryk 10 paź 2008, 10:00
Coś w tym jest - gdy się pragnie miłości, nie pokłada się aż takiej uwagi na jej jakość... Ciężko mi stwierdzić pyziu1, czy Ci zazdroszczę, że jeszcze w ogóle potrafisz się zakochać, czy nie. Moje związki nabawiły mnie tylko kupy uprzedzeń i nie mam pewności, czy w ogóle wierzę jeszcze w miłość. Dla mnie to raczej już obowiązek w sensie - stereotyp, że trzeba stworzyć rodzinę. A swoją drogą, trzeba się Nam zastanowić, gdzie za każdym razem popełniamy błąd - czy to z powodu idealizacji partnera, desperacji, naiwności...
Pstryk
Offline

Re: Uzależnienie od miłości

Avatar użytkownika
przez Spadająca_Gwiazda 10 paź 2008, 15:24
moim zdaniem niektórzy tak bardzo pragną miłości.. że nie patrzą na człowieka, czy on tej miłości jest tak na prawdę wart..
Spadam jak liść, spadam niczym gwiazda. Znajdując wiarę podążam tam gdzie Ty..
Posty
161
Dołączył(a)
28 wrz 2008, 00:41
Lokalizacja
Niebo

Re: Uzależnienie od miłości

przez Gusiaty 12 paź 2008, 10:53
tak - sama tego dświadczam - tak bardzo pragnę byc kochana, akceptowana, że tkwię w bezsensownej miłości do męża, który ma mnie gdzieś i po stokroć woli spędzać wolny czas przed monitorem oglądając strony "nie dla dzieci" niż poświęcic mi choć odrobinę swojej uwagi i zainteresowania....
o, przepraszam - jego zainteresowanie pojawia się w momentach poczucia głodu - " a co mogę zjeść" i tu nawet używa wyświechtanego i nie mającego nic wspólnego z rzeczywistością zwrotu "kochanie"
a ja? oczywiście biegnę by mu podać coś do jedzenia
nie potrafię się od tego uwolnić
gusia
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
23 maja 2008, 17:52

uzaleznienie od chorej"milości"

przez sogamw 31 gru 2008, 14:17
Czy ktos moze miał podobny problem i czy psychoterapia tu cos pomoże??bo mam wizyte u psychoterapauty ale ja juz watpie ze cos sie zmieni:/za bardzo się wszystkim przejmuje za bardzo impulsywnie reaguje na wszystko, przeciez mezczyzna nie ma byc jakims "celem zycia" a tak wkolo wszedzie słysze i co sie sparze na jakimś panu to wracam do takiego jednego, ktorego nawet juz nie pamiętam nic wspolnego nie mielismy ze soba ale ja rozdrapuje rany przypominam sobie znow przezywam, zrobie cos głupiego załuje ze to zrobiłam winie siebie ze zachowalam sie jak kretynka po raz kolejny...jestem szczesliwa, niczego mi nie brakuje, tylko zawsze marzyłam o wielkim domu, z kochanym mezem i gromadka pieknych dzieci, a teraz wiem ze zycie to nie bajka nie ma tak wszytko pieknie, i to zderzenie z rzeczywistoscia choc z drugiej strony wiem ze wszystko przede mną. Jak ktokolwiek rani, zrobi krzywde odchodzi się, zapomina, nie wraca do przeszłości przede wszystkim ZAPOMINA ja tego nie potrafie boje sie ze w przyszlości bede przez to nieszczeszczesliwa ze utkiwie na zawsze w jakims patologicznym zwiazku i zmarnuje sobie całe zycie, czy psychoterapia tutaj cos da?czy bede potrafiła zrzucic balast przeszłosci, czy uswiadomie sobie ze jestem "samowystarczalna" i jak krzywde robi mam nie tkwic i isc dalej, mam taka kruchą psychikę zazdroszcze tym którzy ida przez zycie twardo...musialam sie troszke wyzalić:) w kazdymn razie SZCZESLWEGO NOWEGO ROKU!!:) jak ktoś ma jakies rady sugestie niech pisze :) pozdrawiam
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
11 wrz 2008, 21:04

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do