Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

lukaszz

Użytkownik
  • Zawartość

    8
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. niestety wyniosłem. To że nie mam potencjału do zmian. Że zawiodłem we wszystkich aspektach życia, że choćbym stawał na rzęsach i tak nie osiągnę nawet średniego poziomu ogarnięcia życia. To jakbym chciał zostać skoczkiem wzwyż jeżdżąc na wózku inwalidzkim.
  2. ale ja chciałbym mieszkać sam, choć tak na rade jest to dla mnie coraz większa abstrakcja. To okropne, że nie jestem w stanie zrobić tego, co większość ludzi. Nie potrafię sam żyć, nie mam nikogo i mieć nie będę bo nie spełnię niczyich oczekiwań. Nie wiem, kim jestem, czego chce i co powinienem zrobić. Pracę na razie mam ale nie radze sobie właśnie z powodów spadających zdolności intelektualnych. Po prostu nie widzę dal siebie żadnej przyszłości, widzę za to młodych ludzi, którzy jeżdżą sami w świat do pracy (ja bym dostał zawału gdybym tak musiał), tworzą związki, co dla mnie teżjest nieosiągalne. To jest jak oglądanie sklepu spożywczego wiedząc ze do końća życia bedzie sie głodnym.
  3. Umiem powyższe, choć z ogromnym problemem (zła koordynacja ruchowa) umiem sobie np uprasować wszystko poza koszulami. Mimo miliarda prób nadal tego nie umiem. Gdy żyłem sam wszystko zajmowało mnóstwo czasu więc z wieloma rzeczami nie nadążałem, zrobienie posiłku zajmowało mi 3 razy dłużej niż normalnej osobie) Co innego praca: osobny temat. Nie mam pojęcia co chcę robić, choć próbowałem wielu rzeczy. Robiłem 1000 badań u specjalistów ale nie wykazały NIC, żadnego obszaru, gdzie powinienem pracować. Zdiagnozowano za to u mnie początki demencji więc nie mam podstaw do samodzielnego życia.
  4. no sęk w tym, że ja spróbowałem i okazało się że nie dam rady. Tak jest w wielu aspektach życia. Wszystko jest dla mnie po prostu zbyt trudne. Każde wyzwanie błahe dla normalnego człowieka jest dla mnie przeszkodą nie do przeskoczenia. Porażki nie pomagają, tylko odbierają energie.
  5. Tak uda się. Samobójstwo! Każda nieudana próba wydoroślenia to potężny cios po którym nie mogę dojść do siebie. To jak walenie głową w mur w nadziei, że za którymś walnięciem się skruszy. Nie zmienię się jeśli nie będę miał potencjału do zmian.
  6. Na forum już pytano nie raz co powinna zrobić niezaradna osoba. Najczęstszą radą było odcięcie pępowiny, wyprowadzka na swoje itp. Moim problemem jest to, że już to przerabiałem. Jestem osobą niezaradną. W wieku 37 lat wyprowadziłem się od rodziców ale w największym skrócie skończyło się to załamaniem nerwowym, próbą samobójczą i pobytem w psychiatryku. Nie udźwignąłem życia. Myślałem, że na początku będzie ciężko, zwłaszcza dla kogoś kto uczy się życia tak późno ale potem będzie łatwiej. Niestety było coraz gorzej. Psycholog stwierdził u mnie osobowość silnie zależną/unikającą. Terapie jednak nie dały większego rezultatu. Ktoś ma pomysł, co ma zrobić osoba, której się nie udało, która próbowała metody szokowej i przegrała? Próbować kolejny raz? Ta pierwsza porażka pozbawiła mnie wszelkiej nadziei. Wiem, że sam na pewno sobie nie poradzę. Ale co mogę zrobić, skoro radykalny środek doradzany często w postaci wyprowadzki i rozpoczęcia samodzielnego życia kompletnie nie wypalił?
  7. Nie wiem, czy to klucz do czegokolwiek. Mam podobny problem, co autorka, tyle, ze mam 40 lat i początki demencji. Psycholog stwierdził pod badaniach, że wydajność intelektualną mam dobrą.... dla 70 latka! Nie poddałem się ale też niczego nie wygrałem. Starania kosztują mnóstwo energii (i pieniędzy) a efekty żadne. Może jednak nic nie robienie będzie rozsądniejsze. Efekt ten sam bez kosztów.
  8. Niedługo skończę 39 lat i cierpię zaburzenia emocjonalno-psychiczne (wychowywała mnie nadopiekuńcza matka). Panicznie boję się życia i wyzwań z nim związanych. Co gorsza mam powody. Wszelkie próby wyjścia ze strefy komfortu i pokonania lęków i słabości kończą się dla mnie porażką. Ok. rok temu postanowiłem się wreszcie wyprowadzić od rodziców, dostałem pracę w innym mieście. Skończyło się załamaniem nerwowym, próbą samobójczą i pobytem w szpitalu. Wróciłem później do domu rodzinnego. Ok. 2 miesięcy temu znów wyprowadziłem się do innego miasta, tym razem blisko. Niestety czuje to samo, co poprzednim razem, czyli rosnący smutek i strach. Nabyłem się z trudem umiejętności tj. gotowanie ale konieczność podejmowania własnych decyzji jest ponad moje siły, wolność przeraża. Koszty psychiczne życia na własny rachunek są gigantyczne. Samodzielność wywołuje we mnie taki stres, że miewam wysoką gorączkę i straszną arytmię. U normalnych ludzi stan ten mija po jakimś czasie. Jest coraz lepiej, człowiek się przyzwyczaja. U mnie dzień po dniu jest coraz gorzej. Rodziców odwiedzam co tydzień i jak mam wracać do siebie, to ogrania mnie rozpacz. Nie potrafię odnaleźć się w samodzielnym życiu. To właśnie chyba jest najgorsze, nie widzę w obecnej sytuacji absolutnie żadnych plusów. Normalna osoba nie wyobraża sobie życia z rodzicami w tym wieku, ja nie wyobrażam sobie życia samemu. Jeśli tak ma wyglądać moja dalsze egzystencja to lepiej już teraz ją zakończyć. Mam ciągle myśli samobójcze, boję się, że tym razem może się udać. Widzę wokół siebie normalnych ludzi, którzy mimo swoich problemów dają sobie jakoś radę. Często są to osoby młode, a mimo to bardziej rozgarnięte ode mnie. Czuję się jak zwierzę całe życie trzymane w zoo, które na starość wypuszcza się do lasu, choć nie ma pojęcia o polowaniu a jego instynkty zostały stępione. Może już za późno na usamodzielnienie się i normalność? Może po prostu nie mam już czasu na uczenie się podstaw i tego, kim jestem, czego chcę i do czego dążę. Jeżeli zaległości w przyswajaniu umiejętności społecznych są tak ogromne, to może lepiej dać sobie spokój, wrócić do rodziców i starać się żyć tak, jak pozwala sytuacja? A może próbować dalej? Biorę antydepresanty a na dalszą psychoterapię mnie nie stać. Nie mam pojęcia co robić, czy ktoś był kiedyś w podobnej sytuacji? Co wtedy zrobił?
×