Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

weronika

Użytkownik
  • Zawartość

    254
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Pół roku brania leku to wcale nie jest dużo a przy rozwinietej nerwicy to to dopiero etap wstępny i to jeszcze zalezy w jakiej dawce, jeśli masz silne lęki to może dawkę trzeba było zwiększyć, ludzie biorą leki latami a czasem nawet całe życie są na małej dawce podtrzymywującej, nerwica to nie jest choroba,która tak sobie minie jeśli pójdziesz na spacer i posłuchasz miłej muzyki, za twoimi reakcjami w towarzystwie ludzi kryje się wiele konfliktów, problemów, które tworzyły się w Twojej głowie przez być może całe życie a z których chory najczęściej w ogóle nie zdaje sobie sprawy i tak odreagowuje jego psychika, daje mu znak, że jest źle. Powinieneś być w stałym kontekcie z lekarzem i ustalać z nim dawkowanie albo zmiane leków a jeśli chcesz kiedyś żyć bez leków to moim zdaniem jedynym wyjściem jest długa rzetalna terapia, jesteś pewien, że nie ma w ogóle możliwości porozumienia z Twoimi rodzicami? Czy oni w ogóle nie widzą że cierpisz, nie martwią się?Moi rodzice też nie wierzyli, że mi coś naprawdę jest ale z biegiem lat było coraz gorzej aż w końcu zaczęli się martwic i pomogli mi finansowo chodzić na terapię, chociaż moja mama pukała się w czoło za każdym razem jak tam jechałam, wiem niestety, że nie każdy ma wsparcie w rodzinie, ale może widzisz jakąś szansę, gdybyś im opowiedział o tym jak bardzo cierpisz? Miałam podobne odczucia jak ty, czułam się całe życie jak debil chowany przez wiele lat w szafie, najgorszy żulik na ulicy wydawał mi się bardiej wartościowy ode mnie, cokolwiek bym nie mówiła, z każdym słowem czułam, że robię z siebie głupka, lęk towarzyszyl mi od zawsze, nawet gdy wspominam moje przedszkole i podstawówkę, teraz jestem w pełni zdrowa, tak właściwie to moje życie zaczęło się 3 lata temu kiedy skonczyłam terapię, trzymaj się cieplutko.
  2. Cześć tolken, a co z Twoją terapeutką? jesteś z nią w stałym kontakcie, mówisz jej o tym co się z Tobą ostatnio dzieje?chodzisz regularnie?Nie radziłabym się łudzić że to skutecznie przejdzie samo, napisz jak się czujesz
  3. weronika

    leki na nerwice

    Ja tak sobie myślę, że jeżeli już trzeci miesiąc bierzesz ten lek, zwiększałeś dawkę i ciągle masz skutki uboczne i takie silne, to może ten lek źle działa na Ciebie i może powinieneś go zmienic, no bo po trzech miesiącach to powinno być już sporo lepiej a skutki uboczne powinny zanikać, ja przynajmniej tak miałam z różnymi lekami, może lekarz zmieni Ci lek jak pójdziesz następnym razem i może rzeczywiście poproś o jakiś doraźny lek uspokajający w razie potrzeby, żeby przetrzymać te pierwsze najgorsze dni, a po 3 tygodnich to skutki uboczne powinny słabnąć.
  4. Monster, powinien Ci ten lekarz przepisać jak powiesz o co chodzi, mi przepisywali, a nie możesz zadzwonić do tego swojego lekarza i jakoś się z nim dogadać? Może by ci zostawił receptę gdzieś w recepcji albo byś odebrał, a na wizyte umówiłbyś się na wolny termin, z moją lekarką dało radę się tak dogadać, ale wiem,że różnie to bywa.
  5. Rozmawiałam o wpływie narkotyków na nerwicę z lekarzem i terapeutą, ja piłam w pewnym czasie dużo alkoholu, dużo imprezowałam i sięgałam po amfetaminę, co jak się później dowiedziałam, też było napędzane nerwicą, jakby podświadomie dążyłam do zniszczenia samej siebie, bo uważałam, że to mi się należy, że i tak sobie nie radzę w życiu, nie zdawałam sobie z tego sprawy wtedy, dowiedziałam się o tym na terapii, trawka mogła przyczynić się do wywołania takiego stanu jak derealizacja, mogła wpłynąć na funkcjonowanie mózgu, na pracę neuronów czy coś w tym stylu, zwłaszcza jeśli ktoś miewał takie stany depresyjno- nerwicowe w życiu albo odczuwał jakiś ogólny niepokój czy lęk, ja całe życie czułam coś w rodzaju niepokoju, to trawka mogła jeszcze bardziej osłabić nasz mózg, ale problem, jaki wtedy wybucha, często nawarstwiał się całe życie i trzeba jakby własne życie przeżyć na terapii od nowa, na mnie terapia zaczęła działać mniej więcej po pół roku, na początku też czułam się niepewnie, tak jak człowiek, któremu ściągnięto gips i boi się na nowo chodzić, bałam się, że mogę żyć bez tego i czy mi się uda, jakby na siłę sama to przywoływałam, żeby sprawdzić czy ciągle to czuję, czy wraca, ale w końcu odeszło i teraz nawet jak sobie wyobrażę ten stan, to jakgdyby nic mnie nie bierze, tak jakby rozumien i czuję absurd tego stanu i zapominam o tym mimowolnie, nie pojawia się lęk, sama nie wiem, jak to mogło się udać a powiedzcie, czy wasz terapeuta określił u was jakieś sedno waszego problemu, jakiś punkt wyjściowy, na którym osadziła się nerwica?O czym głównie rozmawiacie na terapii? Bo mój problem zapoczątkował się w dzieciństwie, mój tata jest trudnym człowiekiem, całe życie izolował się i miał ataki jakiegoś szału w stosunku do mojej mamy, ale nie bił nas ani nie pił, po prostu moi rodzice całe życie wyzywali się od najgorszych i nienawidzili i to był mój początek, nie mogłam w tę teorię terapeutki uwierzyć, bo przecież nikt mnie nie bił, nie molestował, w domu nie było alkoholu, wydawała mi się ta teoria mocno naciągana, a ona powiedziała, że właśnie dlatego, że odcięłam się od własnych uczuć i nie pozwoliłam sobie czuć smutku z powodu mojej sytuacji zaczęły tworzyć się w mojej głowie różne błędne wyobrażenia o sobie i konflikty, aż w końcu stwierdziłam, że nie wiem kim jestem, co czuję i że jestem sama dla siebie obca, brzmi to dla mnie nadal paranormalnie ale uwierzcie, że od kiedy zaczęłam czuć, że miałam prawo jako dziecko cierpieć, że to był problem, zaczęłam czuć samą siebie i swoją tożsamość, to był pierwszy krok do wolności, napiszcie jak u was wygląda terapia. Stokrotka- jeśli tylko komuś pomagam, to myślę, że może po coś ta moja choroba się przydała Ile czasu bierzesz leki, jakie dokładnie i w jakiej dawce? Tolken- nie miej wyrzutów, że tego nie powstrzymałeś, nie trzeba wyjeżdzać do Grecji, pić i spać na słońcu, ja leżałam w domu w łóżku i czytałam książkę w pełni spokoju, jak pierwszy raz wyleciałam ze swojego ciała, w tym czasie prowadziłam też już spokojny tryb życia od dawna, także pewnie dopadłoby Cię i tak.
  6. lot nad kukulczym, zaciekawiło mnie to stwierdzenie, że jak pójdziesz do szpitala, to już na pewno nic nie osiągniesz, od razu pomyślałam na odwrót, jest duże prawdopodobieństwo, że jak nie zaczniesz szukać pomocy u specjalisty, to nerwica może Ci uniemożliwić osiągnięcie tego, na czym Ci zależy, a do szpitala to tak zaraz się nie idzie znam Twoje objawy, ja miałam przerażającą gulę w gardle, to jest strasznie durny objaw, chodziałam nawet na akupunkturę i mi igły w gardło wbijali ale to po prostu mięśnie są spięte od stresu i strachu, Twój organizm wysyła Ci sygnały, że psychika nie daje rady, że już za dużo się tam nagromadziło konfliktów, błędnych wyobrażeń i trudnych emocji, w psychologii jest tzw czynnik spustowy, dzieję się u nas coś tragicznego, tak jak u Ciebie smierć bliskiej osoby i następuje przerwanie tamy, cała bomba z kupą całego życia wybucha , a z tego co piszesz zbierało Ci się całe życie, człowiek to jest durny jednak, ja była najlepszą uczennicą w szkole, miałm stypendium na studiach i wierzcie mi, że czułam się jak najgorszy debil, nie potrafiłam się odezwać, czułam , że każdy może mieć rację, ale na pewno nie ja, że każdy może się podobać oprócz mnie, to nie jest kokieteria, ja przeżywałam męki całe życie, wchodząc np do galerii, czułam się jak ostatni dureń, który całe życie przesiedział w szafie, myślałam,że wszyscy mówią o mnie wieśniara, że widać że się boję, że nie pasuje do tych ludzi, podczas gdy obiektywnie nie byłam ani brzydka ani głupia, no ale cóż...Idź do specjalisty kochana, powodzenia.
  7. U mnie było identycznie jak u fioletowej krowy, godzina czasu i te same pytania, nawet o poród, także chyba tym sie różni dobry psychiatra od takiego, co niespecjalnie się przejmuje.
  8. Cześć Tolken! Ja osobiście nie wierzę,że prawdziwa, zdiagnozowana, wieloletnia nerwica może przejść sama, a jej przyczyny tkwią często w naszym dziecińswie i są to sprawy, które pozostają poza naszą świadomością, bardzo często są wyparte i nie ma możliwości, żebyśmy zdali sobie z nich sprawę sami. To jest tylko moja opinia, oczywiście nie każdy musi się ze mną zgadzać.Miałam nerwicę około 4 lat, z tego 2 lata nieustannej depersonalizacji w każdej sekundzie dnia i nocy, bo w nocy prawie nie spałam, brałam masę najcięższych leków, leki bardzo pomagały, tłumiły objawy, ale to najgorsze (dla mnie depersonalizacja) ciągle było. Dla mnie moje życie się wtedy skończyło, co dnia zastanawiałam się, czy może chociaż nie będę musiała dożyć późnej starości, że może chociaż umrę wcześniej i wtedy spróbowałam terapii indywidualnej jako ostatniej szansy. Zawzięłam się strasznie, przez półtora roku, co tydzień, jeździłam co sobotę 80 km do Wrocławia, przebijałam się przez całe miasto,płaciłam 80 zł, kompletnie nie wierząc w to, żeby to coś pomogło, terapia wydawała mi się czymś debilnym. Musiałam rozmawiać na teamty, które wydawały mie się kompletnie nieistotne dla mojego stanu i dla mojego życia, terapeutka wydawała mi się szurnięta z tymi swoimi pytaniami i ...po pół roku depersonlizacja zaczęła przechodzić i przeszło wszystko, co najgorsze, lęki, natręcwa, nie mam tego od 3 lat, mało tego, co dnia dziękuję Bogu, że miałam nerwicę i podjęłam terapię, gdyby nie to, nigdy nie dowiedziałabym się kim jestem, nie umiałambym żyć tak jak teraz i być w pełni szczęśliwą, to najlepsza decyzja, jaką w życiu podjęłam. Jest jeden problem, terapeuta musi być prawdziwym profesjonalnym specjalistą, tę kobietę poleciła mi psychiatra, jeden z największych autorytetów we Wrocławiu, zanim ją znalazłam, zwiedziłam kilku lekarzy i psychologów i wiem, że o dobrego fachowca jest ciężko, jednak to jedyna rada, jaką dałabym każdemu , znaleźć specjalistę i podjąć długotrwałą terapię, takie jest moje doświadczenie, pozdrawiam wszystkich mocno, trzymajcie się.
  9. Nerwica nie przejdzie na stałe , nie oszukamy jej zajmując się czymś ciekawym, jeśli nie przepracujemy źródeł i przyczyn naszych objawów, z których możemy kompletnie nie zdawać sobie sprawy, jeśłi ich nie odreagujemy(co może zajmować sporo czasu)przy pomocy terapeuty nie uświadomimy sobie pierwszych przyczyn naszej choroby, nasz organizam będzie nam ciągle wysyłał jakieś znaki, czy to w postaci lęku czy depersonalizacji, że gdzieś nasza psychika nazbierała sobie konfliktów, że jest coś nie tak, bo lęk,czy bóle somatyczne to po prostu sygnał ze strony naszej psychiki, że w którymś momencie nawarstwiło się dużo konfliktów w nas, dużo przeżyć z którymi nie poradziliśmy sobie, dużo błednych wyobrażeń na temat życia, siebie i świata, kiedy to wszystko się przepracuje objawy zaczynają powoli ustępować i w końcu zaczyna się żyć zupełnie normalnie.
  10. juug, dziwna wydaje mi się postawa Twojego psychiatry, oczywiście wiem, że wiele lekarzy traktuje w ten sposób pacjentów, ale to chyba nie zbyt dobrze o nich świadczy jako o lekarzach, tak ja to odbieram, chodziłam do psychiatry po wielu różnych poszukiwaniach prywatnie i lekarka poświęcała mi pełną godzinę zawsze, dowiadywałam się o wszystkim szczegółowo,a jak długo trwała Twoja teapia?Brałeś wtedy już leki? -- Pt mar 04, 2011 4:20 pm -- sorry, brałaś nie brałeś
  11. Ashganka, nie trzeba wierzyć w działanie terapii, jeśli terapeuta jest dobrym fachowcem to ci pomoże czy będziesz wierzyła czy nie, ja jestem tego przykładem, terapia wydawała mi się kiedyś czymś w rodzaju wierzenia w ufoludki i jakąś naiwnością głupków, którzy myślą, że jak się wyżalą komuś to im nerwica przejdzie mówiłam o tym na bieżąco mojej terapeutce i ona nie widziała w tym problemu, kazała mi chodzić regularnie co tydzień przez rok i tyle, chodziłam i teraz wiem, że to jedyna droga do prawdziwego wyjścia z nerwicy.
  12. tolken24 ja miałam identycznie jak ty i to była depersonalizacja, miałam wrażenie, że wiszę nad własną głową i oglądam wszystkie swoje ruchy, słucham słów z boku i wydawało mi się, że oglądam kogoś obcego, sama dla siebie byłam obcą osobą, wymawiałam swoje imię i nie mogłam przekonać swojego mózgu, że to ja, od luster uciekałam, bo nie mogłam znieść patrzenia w nie, oglądałam swoje ręce i nie czułam , żeby były moje, a myśląc wieczorem o swiom dniu, nie mogłam zaskoczyć , że to wszystko mi się wydarzyło, słowo JA doprowadzało mnie do rozstroju tak jakbym przestała po prostu znać znaczenie tego słowa, a to wszystko powodowało we mnie nieustanny lęk w każdej sekundzie mojego dnia.
  13. Czy ktoś miał zdiagnozowany wpływ leku antydepresyjnego na rytm serca? Bo ostatnio okazało się, że moje tętno często w ciągu dnia wynosi około 100 uderzeń na minutę nawet do 110 przy normalnym cisnieniu,a norma to 60/70 z tego co czytałam, biorę niewielką dawkę anafranilu i zastanawiam się czy to może byc od tego leku i tak sobie myślę, czy to tak można żyć. Nie mam przy tym kołatania serca czuję się zupełnie normalnie. Co wy na to?
  14. Savior ja zaczęlam spać po 0,75 anafranilu po mniejeszej dawce nie mogłam a jak wzięłam całą 0,75 to poprawa była ogromna u mnie ten lek rozwinął pełne działanie po dokładnie 2 miesiącach i bardzo zaaktywizował mnie do życia.
  15. Niesamowite, jesteś z Wrocławia!! ale jaja! no to jesteście uratowane! (-: Wysyłam Ci prywtną wiadomość z numerem na naprawdę bardzo dobrego psychiatrę z tym że wizyta kosztuje chyba 90 zł ale trwa równą godzinę i pacjent zostaje wypytany o każdy najdrobniejszy objaw do terapeuty też ci wysyłam te panie współpracują ze sobą nie czekaj i dzwoń natychmiast pozdrowienia
×