Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Cysia

Syllogomania - patologiczne zbieractwo

Rekomendowane odpowiedzi

potrzebuje pomocy moja mama cierpi niestety na zbieractwo patologiczne, a ja niestety musze z nia mieszkac. chyba jedynym wyjsciem jest wyprowadzic sie z domu. nie wiem jak jej pomóc. nie pomagają ani prosby ani grozby. przynosi różne rzeczy ze smietnika.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A cos wiecej o sobie i matce???

Ile masz lat???, ile lat ma matka???, czy matka jest ubezwlasnowolniona???, czy mama juz sie leczyla lub leczy???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mama 58 a ja 30 mama nie uwaza sie za chora i nie chce sie leczyć. chciałabym jej jakoś pomóc, ale nie wiem jak. wyrzucanie rzeczy konczy sie zawsze płaczem i awanturami. Wyrzucam troche po kryjomu ale to tylko kropla w morzu, bo rzeczy ciągle przybywa (zbiera głównie ubrania, książki, gazety, z gazet wycina artykuły i je segreguje - w praktyce zostaje na ogół tylko okładka - w domu są setki kilogramów wycinków, parę tysiecy ksiażek, ciuchy już dawno nie mieszczą się w szafie a na podłodze jest dwumetrowa na wysokość sterta ubrań, choć muszę przyznać, że są uprane i czyste - większość ze śmietnika, trochę kupuje, ale nie wszystkie na nią pasują). Nie wiem po co je trzyma, grunt że nie chce nic wyrzucić. Te książki to także stare podręczniki szkolne, a nawet książki dla dzieci - masakra! Oprócz tego mama hoduje koty. Jednym słowem koszmar. Jeszcze da się przejść przez pokój, ale kiedyś stanie sie to niemożliwe. Prosze o rady jak postępować z taką osobą. Na siłę wszystko wyrzucić? po dobroci sie nie da

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem nie należy wyrzucać na siłę. Sam mam podobne objawy (od lat nie wyrzucam żadnych gazet, trzymam je łącznie z reklamowymi wrzutkami, segreguję je). Gdyby ktoś z domowników sugeruje mi wyrzucenie stert gazet, to już popadam w rozpacz. Myślę, że chyba trzeba zacząć od leczenia, potem porządki...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyrzuć czym prędzej wszystkie gazety! Nie zaśmiecaj swojego życia. Te gazety nie są ci do niczego potrzebne. Zbieranie przedmiotów zastępuje coś czego brakuje ci w twoim życiu emocjonalnym. Nie skupiaj się na martwych przedmiotach lecz poświeć wiecej czasu swojej rodzinie. Ja wiem do czego takie zbieractwo może doprowadzić. Zaczyna się niewinnie, a potrafi to doprowadzić po prostu do zniszczenia rodziny, bo martwe przedmioty zaczynają być ważniejsze niż żona, dziecko czy matka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam , mam nadzieję że jeszcze ktoś przeczyta ten temat , moja babcia ma pewien problem a zasadniczo i ja bo ja też przez to cierpię . Zacznę od początku żeby każdy zrozumiał . Mam 20 lat i od 11 roku życia mieszkam z dziadkami może nawet więcej , nie mieszkam z rodzicami ojciec chory psychicznie rozdwojenie jaźni czy coś takiego bardzo agresywny i się leczy może trochę przesadziłem ale ma problem . Wiec problem zauważyłem mając 16 lat mniej więcej ale on już trwał bardzo długo mianowicie moja babcia zbiera różnego rodzaju rzeczy nie ze śmietnika ale np: gazety , słoiki nawet chleb stare ubrania układa w sterty i przechowywuje mówi że będzie nosić choć nie używa nawet 2 % tych rzeczy a pomyślcie że ten problem trwa już myślę z 10 lat babcia ma 75 lat aktywna zawodowo tłumacz przysięgły bardzo mądra i w ogóle nie wygląda na 75 i się nie zachowuje . Mieszkanie jest małe bo 3 pokoje mieszkaliśmy we 4 osoby ja , brat dziadek babcia i wyobraźcie sobie ile rzeczy było nawalonych i jest zasadniczo nie ma jak chodzić jak byłem mały to nie zauważałem tego jak to mały dzieciak teraz idę na studia potrzebuje trochę przestrzeni dziewczyny się nie da zaprosić i w ogóle i tu zaczyna się problem nic by nie było gdyby dało się te rzeczy wywalić ale w momęcie kiedy wezmę choć jedna gazetę albo pudełko aby wywalić popada w histerię panikę krzyk zaczyna nawet bić jak by od tych rzeczy zależało jej życiu i tak jeszcze jak mój brat mieszkał to we 2 jak jej nie było wywalaliśmy trochę tego bo inaczej już dawno nie miał bym gdzie siąść czy nawet gdzie talerza z obiadem postawić . Bardzo mnie to męczy nie tylko mnie bo i mojego dziadka przez to że jedna osoba ma problem cierpią inne . Wyprowadzić się nie mogę bo nie mam gdzie na rodziców nie mam co liczyć a rozmowa z nia na ten temat nic nie daje bo cały czas jest tylko ja to załatwię posprzątam tam a reakcji nie ma z jej strony na siłe już nie mogę ostatnim razem wezwała policje że ja okradam oczywiście panowie wzięli moją stronę jak zobaczyli co się dzieje w domu po za tym nie mogli nic zrobić bo nie bylo żadnej przemocy ani tych takich spraw nawet jej powiedzeli że jak jeszcze ich będzie wzywać to oni ja ukarzą za zawracanie dupy . Wiec może ktoś ma podobną osobę w rodzinie lub wie czy to jakaś choroba proszę o pomoc może da sie coś zrobić . pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to bardzo powazne problemy,jednak całkowicie uleczalne,tak jak jest to z nałogami,to tak samo jakby nałogowego palacza namówic by nie palił,kiedys ogladałam program na discovery własnie o takim czymś,i kobieta sie wyleczyła,miała cały dom w śmieciach,a lekarze i Ci którzy jej pomagali,kazali najpierw jej to segregować i wyrzucac,to co wydaje sie najmniej potrzebne,i zaczeła wyrzucac,az w koncu zauwazyła,ze coraz wiecej rzeczy jest jej nie potrzebnych,skonczyło sie na tym,ze wczesniej miała zawalony cały dom,a teraz był śliczny i wysprzatany,kiedy przejezdzała koło śmietników to juz do nich nie zagladala,nie znam sie na terapii jaka mozna stosowac,ale napewno da sie to wyleczyc. to się nazywa kleptomania http://pl.wikipedia.org/wiki/Kleptomania

tyle że nie chodzi o kradzieże ale o "kolekcjonowanie" w przeczuciu że coś się przyda .....

problem jest bardzo uciążliwy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to jest tragedia próba rozmowy kończy się kłótnią histerią szantażowaniem mnie że to i tamto a nawet nic nie ruszyłem czytają w interneci różne tematy widzę że jest takich ludzi dużo to by się nadawało do uwagi czy telewizji

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja tragedia polega na tym, że muszę zwolnić dotychczas zajmowane mieszkanie. Ja bedę miała dokąd pójść, na mniejsze, wiele rzeczy nagromadzonych przez moich rodziców za komuny zostanie, duzy pojemnik i trudno. Ale co zrobi facet, z którym jestem związana od 15 lat, ostatnio jego zbieranie sie nasiliło i bez opamietania wnosi "nowe", bardzo przydatne przedmioty. jego mieszkanie jest zawalone na amen, ja już tam nie wchodzę, nie bardzo jest jak. Facet jest obecnie bez źródła utrzymania, a raczej na niewielkim zasiłku socjalnym, kasy jest bardzo mało, a sił też juz coraz mniej, nie mogę mu pomóc w tym, co nazywa "porządkami", wiele razy to przerabiałam, nie prowadziło to do niczego. lekarka -psychiatra twierdzi, że w jwgo przypadku są to za bardzo utrwalone zachowania, zbierał od lat. Do tej pory pod płaszczykiem kolekcjonerstwa, rzeczywiście ma dużo cennych staroci. Ale oprócz tego: deski, listewki, puszki, gwoździe, pręty metalowe itd itp. Nic od wielu lat z tego nie zrobił. Znosi do domu i to lezy, a wyrzucenie może się skończyć tragedią. Mieszkanie bedę musiała opuścić w krótkim czasie, nie stać mnie na czynsz, a zresztą prywatni właściciele naciskają. Co z tym zrobić? Ubezwłasnowolnić? zamknąć w zakładzie i wtedy zapłacić ciężką kasę za wywózkę, a jak wyjdzie, mogę np zostać zabita. Proszę o pomoc!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Starsza osoba z mojej rodziny ma coś takiego. Gdyby mieszkał sam utonąłby w stercie niepotrzebnych rupieci...

Założę się, że to odchylenie od normy częściej dotyczy samotnych mężczyzn ;)

 

Chociaż w ogóle starsze pokolenia mają skłonność do gromadzenia rzeczy - chyba takie skrzywienie z czasów PRL-u kiedy niczego nie można było dostać i wszystko mogło się przydać.

 

Za to ja chyba patologicznie lubię wyrzucać rzeczy ;)

Tak dla odmiany, żeby była jakaś równowaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ktoś tu napisał, że to całkowicie uleczalne.... Przypuszczam, że gdyby dla potrzeb programu w Discovery przysłano do mojej matki kilku fachowców, którzy bezgranicznie poświęciliby się przez dłuższy czas takiemu przypadkowi - istnieje prawdopodobieństwo, że z M 1/16 zrobiło by się wreszcie M4 w mieszkaniu moich rodziców. Niestety - prawdopodobnie nie przyjadą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmmmm a ja może nie zbieram patologicznie (choć czasem tak smutno, że nie mogę sobie czegoś kupić bo to takie ładne i zawsze o tym marzyłem - ale w sumioe zupełnie niepraktyczne więc...., ale jednak nie kupuję). Jednak strasznie trudno mi się pozbyć rzeczy.

 

Chciało by się napisać niechcianych rzeczy, czy niepotrzebnych. ALe ja je wszystkie chcę i potrzebuję. A co gorsza jak już coś co dłuższy czas nie było potrzebe wyrzucę to za tydzień lub miesiąc się okazuje, że jest niezbędnie potrzebne.

 

Z tym trzymaniem mnóstwa rzeczy i problemem z pozbyciem się ich to mam chyba podobnie jak osoby któe tu opisujecie. Jak już mam się czegoś pozbyć to koniecznie by wiedzieć, że komuś się przyda i będzie tego używał.

 

Trochę to też taki dawny zadzior - uraza. Mi jako dziecku czasami coś wyrzucano nic mi o tym nie mówiąc i bez mojej zgody. Często to były śmieci które powinienem sam wyrzucić (ale to może jutro posprzątam i odkurzę...) a często też niestety rzeczy dla mnie bardzo ważne. Które sam miesiącami budowałem i troch mi się zakorzeniło pilnowanie by mi nikt nie wziął nic mojego. BYm sam na wszelki wypadek nic nie wyrzucił.

 

Porządkowanie u mnie dokumentów czasami wygląda tak, że z wielkiej góry zostaje garstka i cały kosz pełny makulatury (przegryzionej w pewnej części przez niszczarkę - dla pewności).

 

Gorzej z rzecami technicznymi których pozbyć mi się bardzo trudno. ALbo pamiątkami po czymś ważnym - trzymam jakieś niepraktyczne albo zniszczone rzeczy i nawet nie wiem jak je ułożyć i pogrupować by nie były wszędzie rozsiane po całym domu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich codziennie krzywdzonych tą chorobą, aż łzy mi się cisną na oczy gdy widzę, że nie jestem sam na ziemi z tym problemem. Myślałem że tylko ja i moja rodzina tak żyjemy. Mam około 20 - 26 lat pochodzę z dużego miasta w centralnej polsce i bardzo wstydzę się tego problemu. Moja matka zawsze wykazywała znamiona wspomnianej choroby odkąd żyję, lecz od około 1999 roku choroba przybrała koszmarny obrót. Oczywiście chodzi o mieszkanie w bloku, 2 pokoje.

Sytuacja obecna:

Duży pokój w 85% wyłączony z funkcjonowania. Wolne jedynie 2 miejsca do spania i mały korytarzyk między rzeczami, zabarykadowany dostęp do balkonu. Drugi pokój uprzątnięty siłą względnie nadaje się do zamieszkania (wg zdrowych standardów oczywiscie, że jest to syf koszmarny ponieważ nieudało sie wszystkiego wyrzucić). Kuchnia w dużym stopniu pełna jedynie 2 miejsca siedzące i pół wolnego blatu stołu.

 

Gromadzone w szaleństwie rzeczy:

- Stare gazety, czasopisma i magazyny, często w foliowych opakowaniach producentów wraz z dodawanymi upominkami. Ogromna ilość popakowana w zbiorcze worki foliowe i poukładane w stosty.

- Zafoliowane i nieużywane płyty kompaktowe z filmami i muzyką, również dodawane do prasy w ogromnej ilości.

- Wszelkiego rodzaju opakowania: kartoniki, plastiki po produktach spożywczych, wieczka , zamknięcia, puste słoiki po dżemach ect, opakowania po czekoladach itd.

- Żywność, składowana w różnych pomieszczeniach na zapas (także w pozostałych pokojach), bardzo często przeterminowana: soki, instanty, pełne słoiki musztard, dżemów, konserwy, makarony, ogromne ilości przypraw - szkoda gadać. Dodatkowo zawsze cała przestrzeń lodówki zajęta psującymi się produktami (4 paczkowane wędliny na zapas itd) Dwie zamrażarki z czego jedna z całkowitym brakiem dostępu wypełnione zamrożonymi pokarmami z przed około 5 lat (zepsute).

- Ogromna ilość starych nieużywanych ubrań, często z metkami i w folii. Dodatkowo mnóstwo małych, często starych lub zużytych butów. Stare i zrzute kurtki "na wszelk" wypadek, zresztą kazda rzecz w tym domu wydaje sie na "wszelki"...

- Ubrania po młodsszym rodzeństwie z przed nawet 8 lat, absurdalnie małe ( wiek obecy rodzeństwa 8 - 15 lat).

- Stare książki, podręczniki, nowe książki, całe kolekcje magazynów w styl deagostini tj wielcy malaze, prasa komputerowa zdeaktualizowana.

- Tednencja do wkładania w kartony lub worki foliowe i układania w postaci cegieł, opisywanie kartonów.

- Bursztyny, branzoletki, kamyczki, drobnosteczki, złotka, sreberka, gumeczki wszelkiego rodzaju dziwne irracjonalne duperele w ogromnych ilościach wyeksponowane na każdej wolnej powierzchni. Dodatkowo pocztówki pamiątki ect.

- Sprzęty kuchenne, talerze, naczynia, zastawy na specjalne okazje (kótrych nie ma i nie będzie) garnki, miski, wiele sprzętów zdublowanych lub nigdy nie używanych.

- NAJGORSZA CZĘŚĆ SZALEŃSTWA: Zbieractwo multimedialne. Dwa magnetowidy za pomocą których zgromadzone na ponad tysiącu kasetach vhs programy, filmy, seriale, pochodzące nawet z przed 10 lat. Często nagrane CAŁE serie seriali dwa razy w odstępach 3 lat od emisji lub powielające się z posiadanymi na dvd. Każda kaseta opisana na dodtkowych kartkach z dokładnym spisem treści i czasem nagrań. Całkowite uzależnienie życia od telewizji i procesu nagrywania będącego priorytetem. W trakcie nagrywania, bardzo wysoki poziom głośności w celu "dobrej jakości dzwięku na nagraniach" - ogromny hałas emitowany do późnych godzin. Kasety popakowane w kartony, lub w szafki do których nie ma dostępu od lat.

 

PODSUMOWUJĄC:

Brak jakiej kolwiek powierzchni wolnej od przedmiotów. Brak możliwości konsumpcji w normanych warunkach, tak samo snu lub spędzania czasu. Dla sprawczyni całe jej życie (brak pracy, kontatków społecznych przyjaciół) dla trzech pozostałych osób największa tragedia życia, sprawa dla mnie niewybaczalna. Zachowania wspomnianej Pani to najczęściej całkowita dysfunkcja, sen przez cały dzień, apatia lub napady rozdrażnienia, histerii, fochów, agresji. 40% czasu w miesiącu to płacz. Całkowita brak możliwości podjęcia jakichkolwiek złożonych decyzji. Brak świadomości problemu. Brak szacunku do przedmiotów i ubrań pozostałych mieszkańców

 

Swoją drogą czy istnieje możliwośc ubezwłasnowolnienia takiej osoby? W ogóle co tu począć? ( na codzień unikam domu, staram się spędzać czas u znajomych, planuje ucieczkę, wyprowadzkę w najbliższym czasie, lecz ojciec i rodzeństowo nie posiadają takiej możliwości). Niepotarfię żyć z myślą o tym bałaganie. Utrzymuje go w tajemnicy przed kazdym prócz 3 osób z najbliższej rodziny. Wybaczcie podawanie przedziałów wiekowych, boję się że ktoś może mnie rozpoznać. Jestem z kolei jedyna osoba jasno stawiająca sprawę potrafiąca się temu sprzeciwiać, wyrzucać, lecz to spowodowało, że wspomniana osoba mnie nienawidzi od 4 lat, rujnuje psychicznie każdego dnia za karę. Przepraszam jeśli mój żal kogoś zanudził, poporstu nigdy od ponad 18 lat niekomu nie powiedziałem o tym.

 

Sobię życzę aby wspomniana osoba jak najszybciej zachorowała i umarła, pozwalając na wyrzucenie rzeczy i normalne funkcjonowanie.

Wam życzę rozwiązania podobnych problemów i konkretnych informacji jak rozwiązać taką sytuację.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Dotychczas nie zdawałam sobie sprawy, że problem, jaki opisujecie w ogóle istnieje, a nawet ma swoją fachową nazwę. Jednak trafiłam tu, a to za sprawą sytuacji w jakiej obecnie się znajduję, którą poniżej opiszę. Czytając Wasze posty, nie mogłam wprost uwierzyć, że takie coś może się dziać w rzeczywistości. Bardzo Wam współczuję, musicie przeżywać prawdziwy koszmar. Nie dziwię się, że to co robią ludzie dotknięci zbieractwem niszczy życie i szczęście ich bliskich...

 

Moja sytuacja wydaje się w porównaniu do opisanych tu historii pewnie błahostką. Jednak boję się, zwłaszcza po tym jak trochę tu poczytałam, że z czasem może urosnąć do poważniejszego problemu.

 

Nie chodzi o moich rodziców, nie o babcię czy dziadka lecz o mnie i mojego męża... Jeśli chodzi o mnie, to muszę przyznać, że ciężko było zawsze rozstawać mi się z rzeczami - nagromadziłam sporo ciuchów, gazet, zawsze szkoda było mi czegoś wyrzucić, a jeśli już, to grubo się nad kazda rzeczą zastanawiałam. Jednak opanowałam to - a wszystko dzięki temu, że ... po prostu lubię porządek, z czasem zdałam sobie sprawę, że niektórych rzeczy nie używałam, więc pewnie już nie będę. Denerwowało mnie, ze przez nadmiar gratów nie mogę posprzątać. Do tego w wypchanej po brzegi szafie, wśród rzeczy, których nie nosiłam, bo źle się w nich czułam, albo nie były na mnie dobre (bo przecież kiedyś przytyję i będą) i rzeczy "do przerobienia" nie mogłam znaleźć ciuchów, które faktycznie były mi potrzebne. Sami z resztą najlepiej wiecie, jak graty utrudniają funkcjonowanie.

 

Jednakże nauczyłam się pozbywać i wyrzucać rzeczy, kiedy już dorosłam i poszłam "na swoje", uwielbiam te ulgę jaką sprawia pozbywanie się rupieci, tę oczyszczoną energie która wkracza w ich miejsce... To pewnie zasługa moich rodziców. Choć w domu się nie przelewało, długo nie było nowych mebli i innych bajerów, dbali o porządek, i było po prostu JAK U LUDZI. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że w moim rodzinnym domu w kątach nie stały reklamówki pełne ciuchów czy innych rzeczy, i nigdy nie przypominam sobie, żeby w mieszkalnej części stało krzesło z dziurawą tapicerką i o trzech nogach... :(

 

2 lata temu kupiliśmy z mężęm mieszkanie. Ponieważ nie mieliśmy gdzie przeczekać, wprowadziliśmy się jeszcze przed jego wyremontowaniem. Prawie od razu też zwieźliśmy tu wszystkie swoje rzeczy - ja swoje, on swoje. Przedtem nie mieszkaliśmy razem, poza tym kazde z nas miało swoje graty u rodziców. Nagromadziliśmy tego sporo. Dodatkowo każdy z nas coś tam podostawał z mebli oczywiście używanych itp od rodziców, na początek, bo nie mieliśmy od razu funduszy na wyposażenie mieszkania. Do tego w mieszkaniu było sporo gratów jakiejś babci, która tu kiedyś mieszkała - ich na szczęście się pozbyliśmy, oprócz mebli - zdezelowanych krzeseł i brudnego zniszczonego stołu, całe pochlapane betonem i wapnem (mąż nie dał wyrzucić - no bo na czym będziemy siedzieć jak nie mamy nowych). I zaczeło sie urzadzanie i organizowanie... Remonty na szczescie zrobilismy, kuchnia, łazienka sciany, sufity... Ale po 2 latach i tak nie jest jak w domu, a to dlatego, że mamy sporo gratów, które nigdzie się nie mieszczą i w rezultacie są na wierzchu - w poustawianych w kątach reklamówkach, albo po prostu na podłogach, stołach, krzesłach i fotelach. Próbuję z tym walczyć, bo naprawdę zaczał mnie ten stan rzeczy męczyć. Ale co mogę zrobić z rzeczami, których on nie pozwala się pozbyć?

 

Wywalczyłam już, że dużo gratów wyniósł do piwnicy, jednak już skończyło się w niej miejsce, teraz nawet nie moge sie przedostac do słoików z przetworami przez te śmieci. Wszystko mu się przyda, tego szkoda, tego żal... wymienię, co dzieje się w domu, z niektórymi rzeczami sobie radze i sama wywalam, on tez czasem mnie słuch i powywala. Teraz jestem niestety od 2 miesiecy i przez najblizsze 2 niemal przykuta do łóżka i nie moga sama nic wynosic sama..

 

- dużo kartonów po zakupach, sprzęcie , szafkach kuchennych poskładane i poupychane po kątach, za szafami i na nich;

- w salonie na rozpadającym się stoliku który przywiózł ze strychu swoich rodziców monitor, klawiatura itp - ale gorzej pod i koło stolika- 2 nieużywane a może i niedzialajace komputery, czesciowo rozebrane, cała plątanina kabli, przypiętych i nie podpiętych, potrzebnych i nie. Na podłodze Nieużywany od paru lat wielki monitor (w piwnicy nie ma na niego miejsca, pozbyc sie - nie, bo sprawny).

- w szafie ma stare rzeczy które mamusia mu wepchnęła, bo to jego - jeszcze chyba z technikum - stilonowe koszule, krawaty, kalesony itp - nie wyrzucać bo przecież jak cos to bedzie miał na szmaty;

 

- jeszcze nigdy nie dał sobie wyrzucic starych butów - choc kupuje przeciez nowe, i to wtedy gdy juz tamte sa na tyle zniszczone, ze wstydzi sie w nich chodzic; (twierdzi ze ja mam wiecej par, ale to chyba zrozumiałe, z reszta ja trzymam tylko buty które się nadają do chodzenia, zniszczone powywalałam na smietnik - choć tez się dziwił);

- z 30 różnej masci wielkości i z różnymi napisami szklanek do piwa - musialam poupychac w szafkach w kuchni - nie daje sie tego pozbyc, chyba ze jak sie wybiją,

 

- ksiazki dokumenty i papiery na stołach, bo biurko jest zapchane jego zeszytami jeszcze z podstawówki;

 

- pełno i WSZĘDZIE czesci komputerowych, płyt - to to w ogóle wszystko sie przyda...

 

- dodam ze to wszystko w nieładzie, bo mąż jest bałaganiarzem i syf mu nie przeszkadza,

- po kątach reklamówki z ciuchami, butami itp - nie mieszcza sie w szafach;

- z 4 stołów w domu używalny tylko 1;

- z 2 foteli w domu używalny żaden;

- nieuzywany (bo sie zepsuł) czajnik w korytarzu na podłodze

- stos wysokosci ponad metra jego kserówek ze studiów (przydadza sie! - nie zagladał przynajmniej od 2 lat) jako główna ozdoba w korytarzu

Jeszcze troche mogłabym wymieniac niestety :(

 

 

Najgorsze jest to że mąż nie widzi problemu w sobie, a we mnie - że mam wymagania, drwi, że jestem z "książęcego domu", że widzę problemy tam, gdzie ich nie ma. Jak mu tłumaczę, że inni tak nie mieszkają, że moje koleżanki urządziły sobie normalne domy i żyją jak ludzie, to nie wierzy i dalej drwi, albo wymyśla, że innych stać... Ale to przecież w ogóle nie jest kwestia pieniędzy! Nie jestesmy az tak biedni, raczej klasa srednia, z reszta to nie kwestia kasy tylko podejscia ...

 

Mecze sie w tym, nikogo do siebie nie zapraszam i nikt do nas nie przychodzi, bo wstyd kogoś wpuscic... W rezultacie nie mamy życia towarzyskiego. on oczywscie uwaza ze jest normalnie i nie wie o co mi chodzi:( Wiele rzeczy już powyrzucałam, ale sama wszystkiego nie dam rady, z meblami itp to w ogóle nie wiem co bedzie, bo on nie chce ich zmieniac, bo sie przeciez jeszcze nie rozsypuja. Oczywiście za kazdym razem kłótnia, ze jego rzecz chce wyrzucić, "swojego bys nie wyrzuciła" albo wytyka ze czegos tam nie uzywam... Jak cos wyrzuce to on czesto potem tego szuka... Atmosfera ogólnie czasem nieciekawa, bo ja jestem po prostu sfrustrowana. Boję się, że będzie coraz g0orzej... że będzie coraz bardziej protestował, a rzezczy będzie przybywać... Jak mu wytłumaczyc ze mieszkanie w czyms takim nie jest normalne? Czy to co on robi to sa objawy syllogomanii?

 

Przepraszam, że tak straaaasznie sie rozpisałam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałam tego typu problem jak byłam małym dzieckiem. Zbierałam poniszczone zabawki, ciuchy, nawet takie z których już dawno wyrosłam. Każda próba wyrzucenia kończyła się kilkugodzinnym płaczem. Zbierałam kamienie i to nie szlachetne tylko takie zwykłe szarobure. Dochodziło nawet do tego, że na wycieczkach szkolnych po górach gromadziłam te ciężary w plecaku i okropnie płakałam, plecy mnie bolały, ale za nic nie chciałam ich wyrzucić. Czasem ktoś się ulitował i dźwigał za mnie. W pokoju miałam zawaloną całą podłogę kartkami, kamieniami, kawałkami styropianu, plastiku etc. Nie dało się normalnie przejść. Dobrym rozwiązaniem było kupienie w sklepie Ikea takich pudeł do segregowania. Rodzina pomogła mi wszystko posegregować, a potem na bieżąco pomagała mi sprzątać kiedy tylko nagromadziło się trochę na podłodze. Po pewnym czasie zrozumiałam, że kamyki nie są mi potrzebne i sama się ich pozbyłam. Zepsute rzeczy też wyrzucam. Stare ciuchy oddaję do kontenera.

 

Z biegiem czasu stwierdzam, że problem leżał najpierw w bałaganiarstwie, a potem w gromadzących się złych uczuciach po rozwodzie rodziców. Miałam ogromne poczucie straty, a kiedy rodzice na siłę próbowali wyrzucać moje zgromadzone rzeczy, doznawałam poczucia straty ponownie i ponownie. Także uważam, że najlepszym wyjściem jest spokojna rozmowa, próba segregacji owych nagromadzonych rzeczy i broń boże nie wyrzucanie ich w tajemnicy!!! To pogłębia kiepski stan osoby gromadzącej i wzbudza w niej smutek, poczucie straty, a niekiedy nawet agresję.

 

Dodam jeszcze, że głównym czynnikiem zbieractwa w moim przypadku był LĘK przed wyrzuceniem czegoś, lęk przed doznaniem poczucia straty. Dlatego zastanawiam się czy nie pomogłaby tu farmakologia. W każdym razie podstawą powinna być terapia.

 

Jakby ktoś chciał poglębić temat to -> http://www.narkotyki.pl/nietypowe-uzaleznienia/yllogomania/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Badziak, myślę, że trafiłaś w 10 jeśli idzie o diagnozę przyczyny.

 

Przemyślałem to u siebie i dochodzę do tego samego wniosku.

 

U mnie wygląda to trochę inaczej ale myślę, że sednem problemu jest ten sam lęk.

Lata temu miałem poważne problemy z lękiem przed podróżowaniem. Gdy moja dziewczyna

wyjechała za granicę na wczasy z rodzicami, nie umiałem sobie poradzić ze świadomością, że

nie mogę się z nią spotkać gdybym chciał. Gdybym wiedział, że jest 'osiągalna', zupełnie inaczej

bym czuł. Nie była to więc zwykła tęsknota ale uporczywy niepokój, że jest poza moim zasięgiem, że

nie mam wpływu na sytuację.

 

Później podobny niepokój pojawiał się na myśl o wyjeździe za granicę kogoś znajomego.

Podobna sytuacja, podobna reakcja;) Ale starałem się nie zwracać uwagi i jakoś się z tą świadomością

układałem.

 

Bywało nieraz tak, że wyrzucając coś, co wiedziałem, że będzie bezpowrotnie zniszczone budził się niepokój

ale udawało mi się to przełamać.

 

Natomiast teraz jestem w sytuacji, gdzie w ważnej dla mnie sprawie wyjaśniłem co istotne ale w trakcie

rozmowy pojawił się szczegół, który jest zupełnie dla sprawy nieistotny, a człowiek nie chciał go już poruszać.

Ja też mając świadomość, że to nieważne nie napierałem by mi wyjaśnił. W efekcie zostałem z otwartym pytaniem,

na które nie znam odpowiedzi i odczuwam ten sam niepokój. Z jednej strony wiem, że to drobiazg zupełnie nieistotny

ale świadomość, że nie mogę go poznać często mnie dręczy. Myślę, że to ten sam mechanizm. Czy to jakiś stary rupieć,

paragon z warzywniaka czy informacja, której już nie mogę zdobyć niepokój budzi myśl o utracie tego.

 

Czy macie jakieś pomysły na rozwiązanie?

 

Osobiście myślę sobie, że jedynym jest cierpliwe ćwiczenie wolności i oswajanie niepokoju.

Uczenie się życia BEZ rzeczy zbędnych i akceptowanie tego lęku. Myślę też, że problem

pogłębia się przez znany mechanizm 'lęku przed lękiem'. Boimy się, że wyrzucając to czy tamto 'znów nas będzie

dręczył' niepokój i przez to żyjemy w napięciu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Natomiast teraz jestem w sytuacji, gdzie w ważnej dla mnie sprawie wyjaśniłem co istotne ale w trakcie rozmowy pojawił się szczegół, który jest zupełnie dla sprawy nieistotny, a człowiek nie chciał go już poruszać. Ja też mając świadomość, że to nieważne nie napierałem by mi wyjaśnił. W efekcie zostałem z otwartym pytaniem, na które nie znam odpowiedzi i odczuwam ten sam niepokój. Z jednej strony wiem, że to drobiazg zupełnie nieistotny ale świadomość, że nie mogę go poznać często mnie dręczy.

Skąd ja to znam. ;)

 

A jak to wygląda Ciebie? Dużo rzeczy nagromadziłeś? Utrudnia Ci to życie? A Twoim najbliższym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A jak to wygląda Ciebie? Dużo rzeczy nagromadziłeś? Utrudnia Ci to życie? A Twoim najbliższym?

 

Nie, nie gromadzę rzeczy. Bardziej nie umiem odpuścić drobnostki, której nie wyjaśniłem choć wiem, że jest

zupełnie nieistotna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdej osobie której ta przypadłość dała znaki głęboko współczuję.

Mój tata na to cierpi odkąd byłam dzieckiem problem był i się tylko powiększał.

Mam 5 rodzeństwa i nie chcę się rozpisywać na temat warunków sanitarnych przestrzeni a dokładnie jej braku.

Chodzenie tunelami pod sufitem w normalnym bloku bądź zasypianie i budzenie się pod sufitem (spanie w zaśmieconym i zagraconym po sufit pokoju.)

Słyszałam że we wczesnym stadium można to zaleczyć oczywiście z dobrą wolą osoby chorej.

Polecam każdej osobie która cierpi z powodu najbliższych szukać pomocy u psychiatry zaciągać porad i to nie jednego specjalisty-nie nie dla siebie ale dla tej bliskiej nam osoby. Pytać czy to można leczyć wyleczyć czy zaleczyć.

Moja mama ze względu na dzieci wyprowadziła się z nami od taty. CHWAŁA JEJ ZA TO

Z tym segregowaniem i pomocą to chyba różnie bywa ja pamiętam całe akcje sprzątania segregowania wynoszenia makulatury puszek i nie spania po nocach nie przyniosło to rezultatu. Doradzę jedną rzecz być jednym frontem z tymi zdrowymi i chęć zmiany z nimi przede wszystkim. Ratujcie siebie bo przykro to stwierdzić ale osoba chora nie zawsze chcę przyjąć pomoc i przyznać się że jej w ogóle potrzebuje.Niestety z tego co ja wiem to się rozwija i postępuje w większości przypadków jest gorzej. :( Utrzymuje kontakty z moim ojcem choć nic od niego nie dostałam nie nienawidzę go ale nie pozwalam aby w jakikolwiek sposób próbował wpływać na moje życie nie spotykamy się w moim domu bo od razu rości sobie prawo lub szuka okazji by coś podrzucić.

Chrońcie siebie a jeśli bliska osoba chcę pomocy to pomagajcie. Niech rodzina bliska wie o problemie rodzeństwo ciocie dziadkowie im więcej osób powie potrzebujesz pomocy tym lepiej. Mój tata przyznał się do tego że ma problem tylko niestety za późno postęp tej choroby jest już za duży. To stwierdził psychiatra tylko można tą przypadłość załagodzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam

Mam taki sam problem tyle , że z moją mamą

Nie dajemy już rady z nią , nie mieszkam już w domu , ale odwiedzam często i wtedy robimy porządki oczywiście jak jej nie ma :)

Nie jesteśmy żadną patologią ( zwykła rodzina) mamm ma chyba kilka ton ubrań , których nie chce wyrzucić ( przydadzą się) KOMU???pytamy , no zawsze komuś można dać , ale to tylko słowa wszystko zalega w szafach , kupiła ogromny regał do pokoju na całą ścianę i w każdej szafce, szufladzie , szafie jest sterta rzeczy , ma tam wszystko zapakowane pościel , szklanki,kieliszki i wiele wiele innych rzeczy nie zaglądam tam bo mnie kur*** strzela , nie da jej się nic wytłumaczyć bo krzyczy i mówi , że to jej rzeczy , po kryjomu wyrzucamy worki ciuchów , ale ona się domyśla i póżniej sie z nami kłóci , że na pewno coś wyrzulilismy ehhh , a słoików nie da się policzyć , ona nic nie wyrzuci , w jednym pomieszczeniu stoi strary regał , bo drugi oddaliśmy biednym co było jej w niesmak , ale oddała mówiła , ze jest łądny i można go gdzieś postawić . kur** gdzie??? na dachu jest miejsce ( jeszcze) mamy spory dom ,a jest w nim miejsca dla dwóch osób , planuje postsawic garaz na rzczy , piwnice chce robic pod kuchnia zeby tam gromadzic te smieci , ubrania w szafach maja po 100 lat jakies futra nie noszone , ale sie przydadza , a gazety i te wycinki z przepisami ola boga , a i tak z tego nie korzysta :-| , nie wiemn co robic bo kazda rozpoczeta rozmowa konczy sie klotnia , mam ochote tam wpasc i spalic wszystko , dobrze ze na podlodze tego nie ma , przynajmniej obcy nie widza bo wszystko jest poukladane i pochowane , czasami wyjmuje te ciuchy i je pierze , raz na jakis czas popierze ubrania wyprasuje i wrzuci do kontenera PCK , ale to tylko jedna reklamówka i odda te łądne oczywiście bo szmat ludzoim nie bedzie dawała , a sama trzyma te coś , najgorsze są słoiki , chyba 100 kartonów , no tak konfiturki , ogorki ... ehh nie robi i tak tylko kupuje bo nie ma czasu , a jak kupi to i ten cholerny sloik zostaje do kolekcji , szlag mnie trafia , jkaby sie tego pozbyć byłoby tyle miejsca (marzenia)

Ja tego nie rozumiem , bo ja wszystko wyrzucam nic nie przechowuje , ona nie jest taka stara , pracuje caly czas , do siebie nie zaprasza nikogo bo pewnie sie wstydzi no tak kawe podac na stole ktory ma 100 lat? ale go nie wyrzuci tylko planuje jak go odrestaurować i na planach sie konczy , nawet stara pralka stoi ktorej nie da sie naprawić , ale niech stoi moze się jakas część przyda , :zonk: kazde pomieszczenie jest zagracone :bezradny: nie pamietam zeby coś wyrzucila z wlasnej woli , strasznie się awanturuję pozzniej ja sie wkurzam i mowie zeby zbierala dalej dobrze ze to tylko ciuchy gazety i sloiki tego jest najwiecej pewnie dlatego ze nie ma miejsca na inne rzeczy , a w szafach same nowe rzeczy deski do krojenia , sztucce doslownie wszystko ,a starych uzywa , bo jeszcze dobre w kuchni nie ma miejsca na kubek z kawa bo wszedzie jakies mikrofale czajniki itd koszamar

wiec wspolczuje tym ktorzy mają taką osobe w domu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:bezradny: Zetknęłam się z tym problemem. Na tej podstawie sądzę, że syllogomania jest chorobą całej rodziny. Chora rodzina nie utrzymuje kontaktów społecznych, bo krępuje się zaprosić kogoś do domu. Nie ma gdzie usiąść przy stole, nie mówiąc o wspólnym zjedzeniu posiłku.

Moja mama cierpi na tę przypadłość, choć nie jest ona tak nasilona. Ja kiedyś też niczego nie wyrzucałam. Był taki czas, że miałam 250 par majtek, spośród których używałam tylko dwie, trzy. W szafie panował wieczny bałagan. Myślę, że "wyzdrowiałam", bo teraz robię selekcję rzeczy.

Moje sposoby:

- rzeczy nienoszone przez pół roku: jeszcze się zastanawiam.

- nienoszone przez rok kategorycznie usuwam i wrzucam do pojemników z używaną odzieżą.

- w piwnicy, którą porządnie wysprzątałam mam miejsce na rzeczy, do których jestem emocjonalnie przywiązana: układam je tam porządnie, po upłynięciu jakiegoś czasu usuwam je z domu (żadna z tych rzeczy nie okazała się przydatna).

- pod nieobecność mamy wysprzątałam jej kuchnię i wyniosłam 3/4 rzeczy do piwnicy. Ułożyłam je tak, aby w razie potrzeby wiedzieć, gdzie są. Przez dwa lata nic stamtąd nie było potrzebne. Po tym czasie opróżniłam z nich piwnicę.

 

Syllogomania to poważny problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Współczuje Wam wszystkim bo sama wiem co to znaczy i jakie niesie za sobą konsekwencje.

Mój tata jest taką osobą ,która nagminnie znosi do domu różne rzeczy......począwszy od śrubek skończywszy na meblach...koszmar.Ja i moja starsza siostra już dawno założyłyśmy rodziny i tata został sam(mama zmarła) i odkąd sięgam pamięcią to zawsze w domu były awantury o to,że coś po kryjomu wyrzucałyśmy z domu a w rezultacie on to z powrotem przynosił do domu mówiąc " zobaczcie jakie dobre rzeczy ludzie wyrzucają" co świadczyło o tym,że sam już nie wiedział co ma. Na tę chwilę nie wpuszcza nas do domu a jak przyjeżdżamy w odwiedziny do niego to siedzimy w naszym samochodzie. Mój mąż jeszcze nigdy nie był w moim domu rodzinnym....NIGDY! a ja kiedyś podstępem się wdarłam do mieszkania to przeżyłam szok.....nie widać podłogi!! nie widać toalety,umywalki,wanny.......sterta niepotrzebnych gazet ,szmat (jeszcze po mamie),zepsutych sprzętów AGD ,5 pralek ,lodówek i jakieś szafy które pierwszy raz na oczy widziałam.....to był dla mnie szok.Wstyd mi za mojego tatę i choć błagałam,prosiłam to on problemu nie widział i nie widzi po dziś dzień.Pewnego dnie zadzwonił do mnie sąsiad ,który powiedział ,żebym coś zrobiła bo mu szczury od taty przechodzą !!!!a mieszka w bloku ......to myślałam,ze się pod ziemię zapadnę ....a tata się wszystkiego wyparł" bo wszyscy dookoła się go czepiają" i nie pozwoli sobie pomóc :( jestem bezsilna... Od roku nie mam kontaktu z ojcem ......choć czasami mam ochotę do niego pojechać ale po ostatniej ,burzliwej rozmowie mam dosyć przerabiania wszystkiego odnowa.....czasami mam ochotę wysłać mu tam sanepid albo kogoś z administracji aby nakazali mu zrobić z tym porządek i może to by coś pomogło ? ......sama nie wiem...a to takie ładne 3pokojowe mieszkanie ,które zmieniło się w wysypisko śmieci ....ech

Czy można coś zdziałać wbrew jego woli ?może sądownie ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wniosek do sądu o ubezwłasnowolnienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam!

myslalam,ze tylko ja mam ten problem,widze jednak,ze to nienajrzadsza przypadlosc,moja mama choruje na nia od zawsze

znosi uzywane ciuchy,ksiazki i czasopisma ze smietnikow,polowe kupila w sklepach,czasem zupelnie nowe i zafoliowane zagracaja 2 pokojowe mieszkanko w bloku,w ktorym szczesliwie nie musze mieszkac ani ja,ani moj brat

meczy sie z nia jednak moj biedny ojciec,ktory aktualnie jest chory na raka(szczescie w nieszczesciu operacyjnego i uleczalnego)

nawet w takich okolicznosciach mama nie raczyla posprzatac

kiedys po trochu wyrzucalismy z bratem te smieci do zsypu,zwlaszcza w nocy,zeby nie widziala

a od jakichs 20 lat nie mieszkamy z nimi i smietnisko uroslo do tego stopnia,ze z trudem mozna przecisnac sie do toalety,z kuchni wcale nie da sie skorzystac,ze nie wspomne o nieuzywanym przez rodzicow drugim pokoju,gdzie pod sufit nakladla tego gowna warstwami,ciuchy,gazety,rosliny doniczkowe w ilosciach hurtowych...masakra...

mama notorycznie klamie,ze posprzata

ingerowala nawet spoldzielnia,tez sklamala,ze zrobi z tym wszystkim porzadek i od roku nie kiwnela palcem

nie wiem co robic

pomocy!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich

Ja osobiscie mam zupelnie inny problem oraz uzaleznienie na temat ktorego rowniez zalozylem temat na forum,ale nie o tym teraz mowa.Tak sie sklada ze zajmuje sie handlem zabytkowymi autami,motocyklami,rowerami oraz innymi wartosciowymi starymi przedmiotami.Z racji tego bardzo czesto spotykam sie z ludzmi badz dzis z doroslymi dziecmi ludzi ktorzy sa badz byli chorobliwymi zbieraczami.Rozmawiam z nimi godzinami opowiadaja mi nieprawdopodobne historie na temat ich zycia i zbieractwa.Przechodzimy przez niewiarygodne polacie ziemi i lasow na ktorych stoja staare auta ,traktory ,wszystko.W stodolach od telewizorow,stare lodowki,grabie ,piekne zabytkowe maszyny do szycia.W kazdym z tych domostw tak naprawde mozna znalezc wszystko poczawszy od gazetki konczywszy na armacie ,nabojach itd.Zapewniam was ze wszyctko co tutaj opisuje doswiadczylem sam.Kiedy rozmawiam z dzis dorosla osoba synem lub corka zmarlego zbieracza przewaznie placza ze nie mieli gdzie sie bawic ,za co zyc itd.Zapomnialem wspomniec mieszakm na terenie USA .Wielu z nich opwiedzailo mi podobne zdarzenia ,ponoc chorobliwe zbieractwo moze zaczac sie z biedy ,braku jedzenia,lub innych strasznych rzeczy jak np.oboz koncentracyjny w dziecinstwie.Wielu z tych ludzi bylo emigrantami miedzywojennymi z polski .Nikt jednak nigdy nie wspomnial mi o wyleczeniu tej choroby,niestety wrecz przeciwnie czym osoba starsza tym bardziej pilnuje swoich zdobyczy.Jezeli kogos to interesuje moge przeslac na pw jak wygladaja tutaj domostwa zbieraczy.Polecam rowniez program "American Pickers" dostepny na youtube lub Historic Chanel.

Pozdrawiam i zycze wytrwalosci (nie mozecie im tego wynosic lub zabierac bo oszaleja)-nie jestem specjalista!!!! Jest to tylko moja opinia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×