Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Fryderyk

Użytkownik
  • Zawartość

    32
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Fryderyk

    Syllogomania - patologiczne zbieractwo

    Moim zdaniem nie należy wyrzucać na siłę. Sam mam podobne objawy (od lat nie wyrzucam żadnych gazet, trzymam je łącznie z reklamowymi wrzutkami, segreguję je). Gdyby ktoś z domowników sugeruje mi wyrzucenie stert gazet, to już popadam w rozpacz. Myślę, że chyba trzeba zacząć od leczenia, potem porządki...
  2. Fryderyk

    Wyjście z mojego nerwicowego cyklu

    Z całym przekonaniem mogę doradzić, żeby nie czekać na nową okazję do wykonania wszystkich czynności, tylko zacząć walkę od zaraz. Skoro wiesz, że te czynności są irracjonalne oraz, że ich przyczyną jest choroba, to jest już dobry punkt wyjścia do takiej walki. Mam za sobą różne postanowienia w tym kilka związanych z uwolnieniem od natręctw - dotrzymać udało mi się tylko tych, które podejmowałem "od zaraz" bez czekania na jakiś specjalny moment typu "od poniedziałku", "od jutra" itp. Żeby nie być gołosłownym jeden (głupi) przykład. Piłem dużo napojów gazowanych wg pewnego klucza - musiała być Pepsi zwykła i dietetyczna, CocaCola zwykła i dietetyczna i kilka innych. Za każdym razem wypicie i wypróbowanie wszystkich miało być ostatni raz z zanotowaniem opisu smaku każdego z napojów. Ale w tym opisie wciąż mi się coś nie podobało i zaczynałem od nowa (czekałem na okazję, kiedy byłem sam, bo cały ten rytuał był cokolwiek śmieszny i wstydliwy). Nigdy nie było takiego prawidłowego ostatniego razu. Po prostu przestałem się tym zajmować, choć niestety przyszły inne obsesje, ale to już inna historia. Tak że teraz nawet nie zadaję sobie trudu, by podejmować postanowienia, których nie zamierzam realizować "od zaraz".
  3. Fryderyk

    NN- a poczucie wyrzutów sumienia

    W tym tempie to temat zostanie wyczerpany chyba gdzieś w połowie XXI wieku...
  4. Fakt, iż jestem na tym forum oznacza, że całkiem zdrowy nie jestem, ale z niektórymi obsesyjnymi myślami udało mi się uporać i każdemu tego życzę. Nawet małe sukcesy są dobre. Obsesja kontrolowania swoich myśli była u mnie dokuczliwa, ale w końcu udało mi się wmówić sobie, że nie ma to sensu. Myśli są i mają być swobodnym strumieniem - wynika to z definicji myślenia a próba zmiany tego na siłę nic nie da, to jak zawracanie rzeki kijem... Co innego koncentracja, ale z tym też nie należy przesadzać. Koncentracja wynika nie z tego, że tak strasznie chcemy być skoncentrowani tylko z zadania i motywacji. Jeśli bardzo chcę się nauczyć hiszpańskiego, to siadam i uczę się, a myśli są zajęte hiszpańskim niejako samoistnie. Jeśli mocno wmówimy sobie tę niepodważalną prawdę o swobodzie myśli, to nawracające "złe" myśli nie będą już takie straszne. Chyba każdemu zdarzają się myśli, "co by było, gdybym zrobił coś złego nożem, młotkiem..." Ja przemyślałem to głęboko i uświadomiłem sobie, że nigdy bym nikogo nie skrzywdził. Mimo to jak jestem bardzo zestresowany, bezsilny, to krąży mi po głowie myśl, że strzelam z broni szybkostrzelnej i kładę pokotem jakiś wyimaginowanych wrogów. Co prawda niewiele pomaga taka myśl w odstresowaniu, ale też nie szkodzi mi w niczym i nie uważam tego za coś złego. Na pewno nie ma też powodu do lęku, że ktoś zna Twoje myśli. Jest to całkowicie niemożliwe. Jeśliby nawet założyć, że są na świecie telepaci (ilu? kilku?), to na pewno nie jeżdżą oni niczym jakaś policja w tramwajach, wyszukując czujnie delikwentów z obsesyjnymi myślami, żeby ich potem opisać w raportach swoim przełożonym. Nie przejmowałbym się na Twoim miejscu symboliką obsesyjnych myśli. Mimo wszystko wytwarza je część umysłu blisko związana ze świadomością. Sny natomiast wytwarza podświadomość i tam symbole mogą mieć jakieś znaczenie, choć też nie sugerowałbym się sennikami, raczej analizą kulturowych archetypów.
  5. Fryderyk

    rytuały a metafizyka?

    Zaburzenia psychiczne, w tym depresja, mają przecież jak najbardziej racjonalne przyczyny. Choć oczywiście przyczyny te są trudne do opisania i zrozumienia przez naukę i to z powodów zasadniczych. Cała ta psychologia powstała przecież na podstawie pośrednich danych, czyli tego, co badani zechcieli powiedzieć o tym co dzieje się w ich głowach. Choć wielu eksperymentom psychologicznym nie da się odmówić pomysłowości, choć są już zaawansowane metody "podglądania" aktywności mózgu, to ta zasadnicza bariera jest nieprzekraczalna. Gdyby mózg został poznany dogłębnie, to ludzie byliby o krok od stworzenia jego kopii a może i kopii ulepszonej - konsekwencje zyskania takiej boskiej mocy przez człowieka są w ogóle trudne do wyobrażenia. Tak więc musimy się raczej pogodzić z ograniczonymi możliwościami i małymi sukcesami psychologów i psychiatrów - sądzę, że wynika to nie tyle z ich osobistych przywar, co ze wspomnianych immanentnych ograniczeń ich dziedzin. Wracając do przypisywania swoim zaburzeniom właściwości paranormalnych - nawet fakt, że coś jest z definicji niepoznawalne, nie oznacza, że musimy temu czemuś przypisywać właściwości nadnaturalne. Pozostaje to kwestią wierzeń i osobistych wyborów. Choć trzeba zgodzić się, że daje to spore pole do popisu, jeśli chodzi o interpretację, wszak niemal w każdym systemie wierzeń choroby psychiczne interpretowano jako opętanie przez demony czy szatana. W naszej dzisiejszej cywilizacji przyjęło się tłumaczyć wszystko racjonalnie. Wydaje mi się jednak, że nasza epoka w jednym nie różni się od poprzednich - jak zawsze wydaje nam się, że nasze odkrycia, przekonania, nasz styl życia są ostatecznym słowem ludzkości. Tym czasem nasz racjonalizm może zostać przez historię zdmuchnięty tak samo jak pozorna wielkość naszych niezliczonych poprzedników. Dlatego, kończąc, radziłbym każdemu nie kierować się modą (zwłaszcza w myśleniu), tylko własną mądrością płynącą z uważnej obserwacji świata, dobrze dobranych lektur oraz rozmów z innymi ludźmi, zwłaszcza mądrymi i inspirującymi.
  6. Fryderyk

    rytuały a metafizyka?

    W takim razie Twoje kompulsywne czynności miałyby mieć magiczną moc (kojarzy się magia voodoo). Nie udowodniono istnienia mocy magicznych. Zdanie nauki jest tu jednoznaczne - magia i tzw. zjawiska paranormalne itp. nie istnieją. Większość zjawisk pozornie paranormalnych daje się wyjaśnić racjonalnie - np. mnich buddyjski lewitujący w pozycji lotosu w parku w Waszyngtonie w rzeczywistości korzystał ze zmyślnie ukrytej platformy. W pozostałych przypadkach brak wyjaśnienia wynika z braku danych.
  7. Fryderyk

    juz z tym nie walcze

    Rzeczywiście, łatwiej o zrozumienie na takim forum niż nawet u najbliższych, którzy nie mają pojęcia, jakie dziwne rzeczy mogą dziać się w głowie. Jedno z moich pierwszych pytań na tym forum było związane z różnicą między nn a obłędem. To oczywiście różne sprawy, ale zgadzam się z Tobą, że obłęd może być następstwem pogrążenia się w nn. Trzymaj to pod kontrolą, koniecznie. Wiem jak ciężko jest żyć z nn, ale lepiej się męczyć i - jak napisałeś - nauczyć się z tym żyć, niż pozwolić sobie na utratę kontroli i całkowity obłęd. Obawiam się, że dopiero on może okazać się prawdziwym piekłem i - co gorsza - może już nie być powrotu "z tamtej strony". Jeśli o mnie chodzi, to akurat moje zachowania kompulsyjne są trochę inne niż wiele historii z forum. Czuję przymus superdokładnego przyswajania informacji. Jedną książkę mogę czytać wiele miesięcy, rozpatrując każdy aspekt - językowy, różne konteksty, gdybym mógł to nauczyłbym się dla tej jednej książki języka oryginału. Potem to mija, ale zaraz jest jakaś następna obsesja. Podobnie jak Ty, wokół swoich działań zbudowałem całą filozofię uzasadniającą ich konieczność. Każde wykonanie jakiegoś zadania, które sobie stawiam przynosi mi wielką satysfakcję, choć nigdy nie jest ona pełna, gdyż te zadania są niewykonalne. Mimo to, cały czas liczę na jakiś rodzaj "spełnienia". Problem jest inny - zabrnąłem w tym tak, że zniszczyłem sobie życie zawodowe, skrzywdziłem wiele osób. Przyniosło to wtórne (jak to nazywam) nerwice, lęki i one właśnie doprowadziły mnie już na krawędź obłędu, ale cieszę się, że tego (jak na razie) uniknąłem.
  8. Fryderyk

    Moim problemem są kontakty z ludźmi

    @Victorek: Natręctwa są silne i dziwne... Najkrócej mówiąc wiążą się one z perfekcjonizmem, który z czasem uniemożliwił mi normalną pracę. Nie wiedziałem, że może mi się coś takiego przydarzyć. Myślę, że stany nerwicowe w kontaktach z ludźmi są pochodną nerwicy natręctw, w tym sensie, że nie nigdy mogłem pogodzić się z niepowodzeniami, które ta nerwica na mnie sprowadziła (zwłaszcza, że wtedy jeszcze sam nie zdawałem sobie sprawy, że mój perfekcjonizm jest chorobliwy). Oczywiście nie wiem tego na 100%, to dość skomplikowane sprawy i być może obie nerwice biorą się z jakiś dawnych urazów czy wrodzonych skłonności. Twoje spostrzeżenia są oczywiście ciekawe - może to łzawienie itd. to jest właśnie jakiś nieuświadomiony lęk. W każdym razie te stany nerwicowe w kontaktach z ludźmi przychodzą nieoczekiwanie. Nie nastawiam się z góry, że tak będzie, a czasem nawet, gdy to już trwa to czuję się jakbym tę sytuację obserwował z zewnątrz i na bieżąco chłodno ją analizuję. Jestem też w stanie swobodnie prowadzić rozmowę pod względem intelektualnym, nie mam żadnych kłopotów z zebraniem myśli, tylko te objawy nerwicowe są nienormalne. @bunny: Dzięki, że się odezwałaś. Może dowiedziałaś się jeszcze czegoś o tych sprawach. W jakim jesteś mniej więcej wieku, kiedy to się u ciebie zaczęło, może była jakaś bezpośrednia przyczyna (miałem znajomego, który leczył w szpitalu depresję wywołaną zbyt stresującą dla niego pracą)? Czy psychiatra powiedział coś konkretnego, dlaczego skierował Cię do psychologa zamiast sam się tym zająć?
  9. Fryderyk

    Moim problemem są kontakty z ludźmi

    Dzięki, na pewno udam się do specjalisty, ale jeszcze nie teraz. Najpierw czekają mnie pewne rozmowy z bliskimi. Mówiąc potocznie "rozsypała" mi się psychika. Nie jest to jednak chyba typowa depresja ani też lęki jak te, o których tu czytam. Może ktoś jeszcze się z tym spotkał i wie jak taki stan się nazywa...
  10. Witam. Przeczytałem kilkanaście wątków z opisem różnych objawów lękowych. Niestety, nie znalazłem odpowiedzi na moje pytania. Chciałbym wiedzieć - choćby ogólnie - na czym polega mój problem z punktu widzenia psychologii, a jest on poważny i bardzo utrudnia życie. Zacznę od początku. Z natury byłem kiedyś osobą cichą i nieśmiałą. W trakcie studiów zmieniłem się jednak - stałem się przebojowy i pewny siebie. Nie miałem problemów ze znalezieniem pracy ani pozyskiwaniem klientów, gdy pracowałem na własny rachunek. Stopniowo jednak moje życie zniszczyła nerwica natręctw, o czym dowiedziałem się właśnie dzięki temu forum. Wcześniej sądziłem, że po prostu nie radzę sobie z natłokiem zajęć. Równolegle z nerwicą natręctw (o której jeszcze nie wiedziałem) narastały problemy z pracą i życiem osobistym. Nie mogłem ogarnąć wszystkiego, a coraz więcej czasu mi zajmowały czynności kompulsywne. Straciłem swoją nabytą pewność siebie, ale nie byłem już zwyczajnie nieśmiały, jak kiedyś. Stałem się wypalonym psychicznym wrakiem człowieka. I tu moje pytanie. Nie mam zwyczajnych lęków. Nie boję się wychodzić z domu, jeździć autobusami, nawiązywać kontaktów. Nie boję się też chorób, nie mam lęków egzystencjalnych itd. Jednak w trakcie niektórych rozmów z ludźmi, w sposób nieoczekiwany dla mnie pojawia się problem. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy pojawia się kontakt emocjonalny - gdy próbuję kogoś do czegoś przekonać albo po prostu przyjaźnie i wesoło zagadać. Czasem wystarczy porozumiewawczy uśmiech czy przyjazny kontakt wzrokowy. W takich momentach pojawiają się u mnie objawy, których zupełnie nie umiem opanować. Zaczyna drżeć mi głos (czasem drżę cały), zaczynam też łzawić. Jeśli brnę dalej w rozmowę, wszystkie te objawy się nasilają, nie pomaga "dyskretne" ocieranie oczu, musi to wyglądać dość dziwnie (jak jakaś histeria). Gdy jeszcze pracowałem (pod koniec), miałem to praktycznie przy każdej rozmowie z szefem, szczególnie, gdy zwracałem się z jakąś prośbą. W rozmowach neutralnych te objawy nie pojawiają się. Doszedłem już do tego, że unikam wszelkich "zaangażowanych" rozmów, mimo, że swego czasu polubiłem taki otwarty styl życia i podświadomie "lgnę" do ludzi, zwłaszcza "ciepłych" i otwartych. Myślę, że jest to jakaś nerwica, ale jaka...?
  11. Fryderyk

    Dziedziczenie nerwicy natręctw

    Witam, tak się składa, że ja również niedawno odkryłem, iż cierpię na nerwicę natręctw, choć w moim przypadku objawia się to innym rodzajem "przymusowych" zachowaniań. Na razie nie wiem jeszcze wiele, ale kilkoma rzeczami mogę się już podzielić. 1. Liczenie należy do tzw. zachowań kompulsywnych i u dzieci występuje dość często po czym mija bez śladu. Sam jako dziecko miałem kilka drobnych kompulsji, np.: pilnie liczyłem wagony w składach mijanych pociągów, chodziłem po płytach chodnika z omijaniem złączeń choć to wszystko nie było bardzo przymusowe (wykonywałem czasem, jak sobie przypomniałem) - raczej na granicy zabawy i kompulsji (moim zdaniem). Potem minęło, ale w starszym wieku wypłynęło w postaci rozbudowanej nerwicy natręctw, która obecnie uniemożliwia mi normalne życie (nie pracuję). Wniosek: kompulsje u dzieci mogą, ale raczej nie muszą poprzedzać nerwicę natręctw w przyszłości. 2. Dziedziczenie - jestem pewny, że występuje. Spora część zachowań podobnych do moich (choć nie na taką skalę) występuje u mojego ojca i kuzynów z jego strony (tych kuzynów spokojnie można nazwać z tego powodu dziwakami, są kawalerami). W przypadku rodzica-dziecka nie rozgraniczy się w pełni dziedziczenia genetycznego od wychowania, ale myślę, że zależność genetyczna w tej chorobie rzeczywiście występuje. 3. Teorie dotyczące nerwicy natręctw mówią o powiązaniu tej choroby z błędami wychowawczymi, zwłaszcza w sferze emocjonalnej. W każdym wypadku myślę, że warto byłoby zasięgnąć rady dobrego psychologa dziecięcego, jakie działania wychowawcze podjąć, by zminimalizować możliwości rozwinięcia się tej nerwicy u dziecka. Ja przynajmniej tłumaczę sobie, że gdyby w latach dzieciństwa pomagał mi ktoś profesjonalnie, to może nie doszedłbym do stanu, w którym jestem dziś...
  12. Fryderyk

    Lęk przed pracą

    Nie mam lęków. Wcześniej nawet na rozmowach w sprawie pracy byłem pewny siebie i budziłem zaufanie. W pierwszych miesiącach osiągałem sukcesy. Potem perfekcjonizm stopniowo stawał się coraz bardziej paraliżujący, aż doprowadzał do załamania - lęk przed tym, że coś pójdzie źle (wg moich kryteriów...), unikanie pracy, wreszcie odejście pod różnymi pretekstami. Teraz nie pracuję. I kiepsko widzę swoją przyszłość...
  13. Fryderyk

    Ptsd po wojnie

    Przede wszystkim chcę powiedzieć, że mam wielki szacunek dla ludzi takich jak Ty, Akacja. Takich którzy nie tylko podejmują ryzyko śmierci czy ran na polu walki (ryzyko wielu lubi i uprawia dla sportu), ale również biorą na siebie okropieństwa wojny i późniejsze życie z tym, że się kogoś zabiło. Cokolwiek by ktoś nie powiedział, dodam, że cieszę się, że jednak podjąłeś tę decyzję i zginął wróg a nie Ty lub ktoś z Twojego oddziału. Myślę, że gdyby zginął lub został ciężko ranny ktoś z Twoich kolegów przez to, że Ty się zawahałeś, też byłoby Ci ciężko z tym żyć, jeśli nie gorzej niż teraz. Zgadzam się z przedmówcami, że potrzebny jest tu dobry psycholog wojskowy. Z tego co mi wiadomo ta dziedzina jest dziś dobrze rozwinięta, co nie znaczy, że lekarze dokonują jakiś cudów. Ważne jest to, że został dostrzeżony problem, na który kiedyś nie zwracano uwagi. Oglądałem programy, z których wynika, że ludzie podobnie doświadczeni żyją z tym brzemieniem, choć jest im ciężko. Trochę pomagają im rozmowy z towarzyszami broni (nie tylko osobiście, wystarczy Internet), gdyż tylko oni w pełni potrafią zrozumieć ich uczucia i prześladujące koszmary. W programie chodziło akurat o Anglików walczących na Falklandach.
  14. Fryderyk

    Pośmiejmy się z siebie :D

    Ciekawe czy natręctwa mają podobne podłoże jak niektóre nałogi. Chodzi mi o takie nałogi jak np. uzależnienie od gier MMOG, które u wielu osób przybiera straszne rozmiary. Podobno w Chinach i Korei zdarzały się już takie przypadki jak śmierć z wycieńczenia osoby, która - grając - nie odchodziła od komputera przez wiele dni czy morderstwo na tle urazów ze świata gry.
  15. Fryderyk

    Artykuły, poradniki

    Nie ma linku, więc mogę tylko przypuszczać, że chodziło o ten artykuł: http://www.forum.nerwica.com/post105285.html#p105285 Jeśli tak, to przyznam, że przeczytałem go z zainteresowaniem, zwłaszcza podobał mi się ten wymowny fragment: "(...) prostota tego zabiegu pozwalała na przeprowadzenie go w gabinecie lekarskim. W ciągu jednego dnia neurochirurg mógł wykonać nawet kilka lobotomii. Pomiędzy rokiem 1942 a 1954 ów zbrodniczy zabieg stanowił leczenie z wyboru wielu zaburzeń psychicznych. Przychylnie wypowiadano się o nim w periodykach naukowych oraz na zjazdach medycznych. Odkrywcę tej metody, Portugalczyka Antonio Egaza Moniza uhonorowano nawet Nagrodą Nobla. Został on zastrzelony przez jednego z pacjentów poddanych lobotomii." Z drugiej strony, może szkoda, że nie zastosowano tej metody u komunistów, może jedno albo dwa pokolenia mniej byłyby uciskane przez ten zbrodniczy system... Myślę, że ogólnie artykuł zawiera mnóstwo trafnych spostrzeżeń, ale Twój wniosek jest całkowicie błędny (jeśli mówimy o tym samym artykule). Nie ma w artykule nic o religii czy grzechu, krytyka psychiatrii jest przeprowadzona z naukowego punktu widzenia - niektóre jej metody są krytykowane jako błędne czy nienaukowe a nie antyreligijne. Autor nie odrzuca psychiatrii całkowicie, a tylko wytyka jej straszliwe błędy. Zresztą można by pewnie wyliczyć tych błędów jeszcze więcej, nie wspominając o takich osiągnięciach radzieckiej psychiatrii jak słynna schizofrenia bezobjawowa, na którą przymusowo i uporczywie leczono osoby niewygodne politycznie. Wykorzystywanie psychiatrii do walki z niewygodnymi ludźmi jest zresztą i dziś wykorzystywane w Rosji oraz niestety i w Polsce. Ciekawe, że media mało i niechętnie o tym mówią (osobiście znałem jedną osobę, którą w ten sposób niszczono), podczas gdy sprawnie przeprowadzona kampania medialna już dawno zmusiłaby ustawodawców do poprawy przepisów zawierających lukę pozwalającą w Polsce bez prawomocnej decyzji dowolnie długo przymusowo przetrzymywać dowolną osobę w szpitalu psychiatrycznym. Tak więc psychiatria ma wiele grzechów na sumieniu. Sam nie wiem jak temu zaradzić. Może od podstaw - zmienić program kształcenia psychiatrów, lepiej uświadomić im ograniczenia tej dziedziny oraz rozbić zatęchłe kliki, które podtrzymują chory system, który niejedno ma na sumieniu.
×