Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

samotny

Użytkownik
  • Zawartość

    94
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Otępiały i zmęczony owszem do tego cały czas jakiś wewnętrzny brak poczucia własnej wartości...
  2. Powracam na forum po prawie rocznej przerwie...znowu się zaczyna...niestety. Na NN zachorowałem w LO, silny stres szkolny, utrata własnej wartości, z czasem lekka depresja i fobia społeczna. Cały czas do tego wszystkiego dowalała mi samotność. Leczyłem sie przez 6 miechów ponad fevarinem, potem odstawiłem lek i zacząłem nowe życie. Wszystko super cacy w miarę aż do wakacji, w wakacje poznałem swoją dziewczynę i byliśmy razem aż do świąt bożego narodzenia(właściwie zerwałem z nią w 1 dzień świąt...miałem swoje powody), miałem pracę ciężką bo ciężką i za marne pieniądze bo jako robotnik w fabryce (praca na 3 zmiany za marną kasę ale muszę jakoś zarobić na studia bo studiuje zaocznie, jestem na 2 roku). Moją pasją jest fotografia, w zeszłym roku zrobiłem się medialny i moja kariera fotograficzna trochę się rozkręciła...bo czym nagle po 4 latach pstrykania jakoś totalnie pasja we mnie umarła. Rzuciłem pracę, zerwałem z dziewczyną , gdyż nie mogłem zrozumieć jej chorej więzi z jej 2 byłymi facetami. NN pokonałem później jako tako sam bez leków, sporadycznie głupie myśli mi się zdarzały ale nie skupiałem się nad tym, zacząłem spotykać się towarzysko i jakoś żyć. Lecz teraz prosto przed sesją , mam totalnego doła nie wspominając już o sylwestrze którego spędziłem względnie sam w domu. Nie mam przyjaciół, bo mało kto studiuje na uniwerku tutaj, wszyscy wyjechali do Holandii, albo na wyspy. Mieszkam w małej mieścinie, cały ostatni tydzień przesiedziałem w domu leżąc oglądając filmy na dvd, a dzisiaj postanowiłem wyjść do ludzi i popstykać co nieco na WOŚP, wcześniej byłem w kinie(pierwszy raz w życiu sam w kinie!) ogólnie przyjechałem do domu zmęczony i rozklekotany, będąc na wośp poczułem nagły lęk, wogóle mam totalnego doła, nie mam siły na nic, w głowie kłębiły mi się znowu durnowate myśli ...jestem w totalnym dołku i nie mam siły na nic...teraz znowu bede sie musiał jakoś poskładać do kupy tylko nie wiem jak...póki co zaczynam brać deprim doraźnie i zajmować się czym kolwiek...byle nie myśleć bo wtedy jeszcze bardziej się wkręcam no i cały czas jak jestem gdzieś w mieście sam to czuję pustkę i wewnętrzny lęk...a najbardziej depresyjnie wpływa na mnie moje miasto , które nazwałem cmentarzem umarłych nadziei bo tutaj nie ma gdzie wyjść, co robić ani z kim się spotkać...nie potrafię się odnaleźć...może tak wygląda wchodzenie w totalną dorosłość???
  3. samotny

    nic nie czuję

    miałem już wiele różnych dziwnych stanów to co ty też przerabiałem...mi pomógł fevarin który biorę od grudnia 2006 i póki co cały czas go biorę (oprócz sytuacji kiedy piję alkohol) to tyle...
  4. Słuchajcie co jak co na NN choruje już ponad 4 lata na 95% udało mi się ją już zwalczyć dzięki lekom i samozaparciu do walki, wiadomo łatwo nie było itp. ale mam coś takiego że miewam ruminacje i w tych ruminacjach wyorażam sobie pewne sytuacje (wcale tego nie chcę to się dzieje samoistnie no takie natręctwa myślowe) i potem mam wyrzuty sumienia za rzeczy które nigdy nie miały miejsca, nigdy nie zostały przeze mnie zrobione ...a mimo to mam poczucie ciężaru na sumieniu jakby to się wydarzyło naprawdę...głupie co nie ??? ale cholernie mnie to męczy... i uprzykrza życie
  5. ja po własnych przygodach wiem że lepiej nie odstawiajcie gwałtownie leków bo będziecie chodzić jak naćpani...ja na początku odstawiłem na jakiś tydzień no bo juwenalia były a nie będę mieszał przecież leków z alkoholem...no i był luz potem znowu brałem a biorę 50mg raz dziennie, no cały czas było spoko przełamywałem lęk aż nagle wkońcu było już tak zarąbiście że postanowiłem odstawić no i tak przez 2 tygodnie nie brałem...czułem się senny, przymulony, rozdrażniony i bez sił i postanowiłem dalej wrócić do leku no i teraz to miałem jazdy nn powróciła znowu natręctwa myśli ale bez jakiejś totalnej załamy...po prostu znowu zacząłem się wkręcać w błędne koło... i czuję się teraz jak na początku brania leku czyli jakoś nie swojo, jakbym codziennie budząc się spał na jawie, z racji tego że jestem nocnym markiem to chodzę spać po 3 w nocy, ale za to teraz dłużej śpię dzisiaj to prawdziwy rekord ponad 12 godzin spałem....i jestem nie wyspany he he....także jak nie chcecie mieć takich akcji to bierzcie leki nadal i nie przestawajcie nawet jak jest już super mega i wogóle...bo choroba może szybko powrócić. Dla mnie kłopotem w braniu leków jest alkohol bo obracam się w sferze artystycznej (zajmuję się fotografią) no i wiadomo alkohol jest wszechobecny no a jak się bierze leki to niezbyt mieszać je z alkoholem... a muszę się przyznać kocham piwo także jest to nie lada wyczyn - generalnie nie powinno się mieszać leków z alkoholem ale ja biorę jedną tabletkę na noc i zdarza mi się że mimo brania leków wypiję sobie jedno piwko... [ Dodano: Dzisiaj o godz. 6:59 pm ] i jeszcze chciałem dodać że piwo zawiera pewną substancję którą wykorzystuje się przy leczeniu różnych nerwic..ale wiecie to jest alkohol także z tym nie przesadzajcie
  6. masz rację no i biorę dalej...i wiem już że poprzez to odrzucenie leków znowu organizm się musi przyzwyczaić...i dlatego się czuję jakbym nie był sobą...no nic będę brał dalej ale w końcu wytępię NN na 100% a nie jak narazie na 95%
  7. u mnie nerwica natręctw się cofa po ponad 4 latach walki ale to chamstwo jest na tyle paskudne że nigdy nic nie wiadomo w każdym razie czuję się lepiej po woli zdrowieje miałem już mocne akcje wydawało mi się czasami że mam paranoje albo schizofrenie....tymczasem biorę od grudnia fevarin i odstawiłem go nie dawno tak na próbę i totalnie źle się czułem...jakiś śpiący...jakbym cały czas chodził i spał na jawie... no i pozostało mi do końca jeszcze 15 tabletek i wziąłem wczoraj jedną i lepiej się czuję ale mimo tego jakoś dziwnie... czy to może być winą odstawienia na ponad tydzień leków ????
  8. Ja ci powiem tak że ja jestem osobą dość gadatliwą przez co nie mam problemów z dogadywaniem się wśród ludzi i jakoś łatwo mi to przychodzi a jeżeli chodzi o maski to każdy je przybiera bez względu na to czy jest chory czy nie... wychodzenie do ludzi nie koniecznie musi być związane z imprezowaniem tylko i wyłącznie...ja chorowałem i w sumie jeszcze całkowicie nie wyzdrowiałem najpierw na nerwicę wegetatywną...którą udało mi się pokonać na jakiś czas..aż do momentu pojawienia się NN i z tego już wychodzę dodatkowo miałem lekkie stadium depresji i było ze mną totalnie źle...miałem myśli samobójcze...ale nigdy w życiu nie próbowałem się zabić ani nic z tych rzeczy...początki nie były łatwe zdarzały mi się tez upadki utrata wiary w siebie normalka...nie jestem jeszcze w 100% zdrowy powiedziałbym że w 95% jestem zdrowy...mój system na wyzdrowienie jest taki że wziąłem się w garść powiedziałem sobie w prost przy lustrze...że moje myśli to tylko głupie myśli..zacząłem brać leki i po woli przełamywać fobię społeczną która mi się udzieliła podczas 4 lat walki z nerwicą i krok po kroku walczyłem z lękiem i się udaje wam też się uda musicie próbować i nie patrzeć w przeszłość bo nie ruszycie z miejsca...a ha no i nie patrzcie też za daleko w przyszłość ....bo najważniejsze jest wasze życie tu i teraz...
  9. Ja ogólnie już wychodzę na prostą a taka terapia imprezowa to normalnie samo zdrowie
  10. Każdy chyba chory na depresję i nn miał takie akcje że się izolował. Ja miałem podobnie z chorobą walczyłem 4 lata....teraz zaczynam życie od nowa i zauważyłem natręctwa znikły i znikają a najlepszym lekarstwem jest wychodzenie z domu do ludzi na imprezy i wogóle wtedy nie myśli się o pierdołach...ba wtedy nie ma czasu się myśleć i o to chodzi właśnie...u mnie to działa i zaczynam naprawdę żyć :D :D
  11. ja z nerwicą natrectw wygrywam i w sumie wygralem choc natrectwa mysleniowe jeszcze sie zdarzaja to je olewam...udało mi się to dzięki lekom i racjonalizacji swoich obsesji ...czyli uświadamianiu tego jakie one są bezsensowne, że myśli bez czynów nie mogą sięzrealizować itp. Czuję się lepiej, nie boję się sam jeździć autobusem na dalekie dystansy, chodzić między ludźmi czy stać w kolejkach w supermarkecie...wszystko się wyciszyło....znowu jestem sobą po 4 latach walki i się udało...nn nauczyła mnie pokory i nawet jeśli zdarza mi się jakaś natrętna myśl to się od niej odcinam i tyle nie możemy się obwiniać za nasze myśli i lęki...one wcale nie świadczą o nas...są poprostu zlepką brudów które się kłębią w mózgu... nie możemy patrzeć wstecz albo na przód daleko w przyszłość bo wtedy nigdy nie będziemy umieli się z tego co jest chwilą obecną... teraz cieszy mnie to że sobie chodzę i jeżdże tam gdzie chce , moja choroba jest na wyginieciu także z tego jestem happy bo mam wyrwane 4 lata z życia teraz zaczynam żyć na nowo....
  12. samotny

    Budowanie Nadziei

    W sumie jakby porównywać mój stan obecny do tego z przed paru miesięcy..to jest nieporównywalnie lepiej. Leki które biorę od stycznia podziałały w pewnej mierze (fevarin), tymczasem zaczynam uczyć się od nowa, życia a właściwie od początku. Ktoś mi powiedział że żeby wygrać z chorobą należy odciąć się od przeszłości i nauczyć się żyć tu i teraz. Tu i teraz to często sobie powtarzam staram się nie patrzeć w wstecz ani do przodu w przyszłość...my niestety wszyscy tak żyjemy i dlatego tak naprawdę większość z nas nie potrafi w pełni żyć. Ja również dopiero uczę się życia tu i teraz i nie jest to wcale łatwe, ale po woli mi zaczyna to wychodzić. Jedno jest pewne nie ruminuję już tak jak kiedyś, a straszne myśli się wyciszyły, zdarzają się sporadycznie ale staram się ich nie blokować niech sobie przejdą obojętnie przez moją głowę...wiem kim jestem, wiem gdzie jestem i dobrze wiem że nasze myśli wcale nie mówią o nas i nie są prawdziwe, są pewną formą chaosu jaki się robi nam codziennie w głowie, staram sobie teraz całkowicie opróżnić ten śmietnik wprowadzając nowy tryb życia - powiem szczerze że jest to plan ambitny i wszystko zależy od samego siebie. Wiem że ten post jest dość długi ale tak jak sobie przysiągłem, jeżeli choć w pewnym sensie uda mi się wyjść na prostą to poprzez pisanie na forum będę starał się pomagać innym. Wracając do mojego planu ja ruszam z jego realizacją od jutra, może i wam on przyjdzie do gustu. W każdym razie zamierzam aktywnie spędzać czas..ile to czasu zajmujemy umysł pierdołami przez co robi się nam śmietnik w głowie. Także mój plan wygląda w taki sposób że 2 razy dziennie będę ćwiczył (rano i wieczorem). A plan dnia wyglądać będzie mniej więcej tak : 5:30 - pobudka - poranna toaleta - 30 pompek, 20 przysiadów, 100 brzuszków (tak codziennie przez 7 dni w tygodniu) Do tego 3 razy w tygodniu siłownia Kolejnym postanowieniem tego ambitnego planu jest tworzenie własnego planu dnia (wiadomo wszystkiego nie da się zaplanować ale przynajmniej można uniknąć 90% bałaganu w głowie i życie zaczyna nabierać tempa) Gdy człowiek nie ma zoorganizowanego czasu jak np ja przez całe 4 lata mojej choroby to żyje niechlujnie, obija się i zostaje sam na sam ze swoimi myślami przez co bardziej się wkręca..a nie tędy droga. Jednym z moich lęków było unikanie ostrych przedmiotów i jednego cholernego noża którego uwielbia używać moja matka..nadal mam jeszcze lęk lekki przed tym nożem. Tymczasem wczoraj krojąc sobie pomidora, zaczynałem znowu filozofować nad temat tego lęku: dlaczego się boję tego noża? przecież to narzędzie tylko samo nikomu nic nie zrobi...i gdy tak myślałem o mały włos nie odcięłem sobie palca..tak się zaciąłem że krew ostro się lała. Wtedy zdałem sobie sprawę że był to znak aby "odciąć" się od takiego robienia śmietnika w mózgu..znowu wtedy nie żyłem tu i teraz bo w pełni byłem zabsorobowany skupianiem się nad swoją chorobą. Doszło do mnie że przez sekundę poczułem że jestem tu i teraz w momencie kiedy poczułem ból i podjąłem szybką reakcję...to było naturalne...i tak samo naturalnie bez śmietnika w głowie powinniśmy nauczyć się żyć, nie szukać tysiąca pytań na które nie znamy odpowiedzi, nie grzebać w tym dlaczego jesteśmy chorzy...po prostu musimy się nauczyć oczyścić swój umysł ze zbędnych informacji i zająć go czymś co może wnieść coś pozytywnego np. zamiast bezproduknywnego siedzenia przed pc-etem, zająć się sprzątaniem pokoju albo czytaniem ciekawej książki..hobby to też forma lekarstwa ja odkąd zachorowałem odnalazłem w sobie pasję i talent do fotografowania, nawet myślę na ten temat bardzo poważnie, mam na swoim koncie już kilka sukcesów i wspópracuję jako fotoreporter z pewną gazetą...a moim celem jest bycie zawodowcem a najlepszą promocją są konkursy fotograficzne na których można pokazać swoją twórczość. Ważnym elementem aby wyjść z tego bagna czyli NN jest bycie wśród ludzi...mimo że możemy mieć często różne natręctwa w stosunku do ludzi(to jest głównie czynniekiem naszej alienacji co też przerabiałem ) to wiedzmy że nasze myśli jakie by one nie były nie mają szans się zmaterializować, one nas blokują ale musimy się zmusić do przebywania w towarzystwie innych ludzi poprzez rozmowę będziemy po woli zapominać o naszych własnych zmartwieniach. Trzeba się przełamać mam nadzieję że wam się to uda..ja jestem teraz jak mała płotka w wielkim oceanie ale po woli uczę się już płynąć pod prąd i tego samego wam życzę bądźcie zdrowi...bo prawdziwym lekarstwem jesteśmy tak naprawdę my sami w sobie
  13. Ostatnio pisałem że udaje mi się wychodzić z NN. Faktycznie tak jest. Dużą zasługą są leki które biorę już ponad 4 miesiące, nie chodzę na terapię staram sam sobie jakoś tak organizować czas żeby odcinać się od tej choroby. I to faktycznie dobra rada aby iść do przodu trzeba odciąć się od przeszłości i tego co było. Przez leki i tą pogodę czuję się wiecznie zmęczony i śpiący oraz boli mnie głowa ale... oprócz leków na NN (feavrin) jestem alergikiem i też biorę swoje prochy, a zarówno jedne jak i drugie mogą powodować senność. Po pierwsze powątpiewanie znikło niemalże całkowicie, natrętne myśli...hmm znikły niemalże już całkowicie. Pozostaje trochę lęku, ale to w sumie taki lęk związany z powrotem do normalności w sumie nic groźnego i to z czasem uda mi się pokonać...wiem że nie myśli lecz czyny świadczą o nas. I tego trzeba się trzymać. Życzę wam krótszego niż u mnie czasu do powrotu do zdrowia (u mnie 4 lata walki). Jedyne tylko co jest minusem to że nie można pić alkoholu...a imprez pełno ...ale spoko i to da się pokonać
  14. samotny

    nerwica mija!

    Ci którzy mnie znają z forum to wiedzą że choruję na NN od 4 lat, walka z tą chorobą nie jest niczym przyjemnnym, miewałem okresy kiedy choroba całkowicie ze mną wygrywała, zacząłem się izolować i wogóle miałem depresję. Przez moją głowę przewineło się pełno obsesyjnych myśli , które ograniczały mnie w codziennym życiu, były różnej treści od brutalnych po seksualne, często im towarzyszył lęk przed zmaterializowaniem ich. Chodziłem po psychologach niestety z marnym skutkiem, w końcu znalazłem się pod ścianą oprócz tego że jestem chory na NN to jestem jak mój nick mówi samotny mimo że mam 20 lat nigdy nie miałem dziewczyny, przyjaciele wtedy gdy byli potrzebni to raczej ich nie było. Miewałem natręctwa myśleniowe odnośnie tego aby skończyć ze sobą bo mnie to już wykańczało, a najbardziej bolesne jest to jak się widzi jak rodzina z tego powodu cierpii i nie jest w stanie ci pomóc. W końcu postanowiłem że zacznę brać leki, choć początkowo lekarz był przeciwny bo studiuję i to może ograniczać moją koncentrację. Ale doszedłem już do takiego stanu że nie dawałem rady, leki biorę od ponad 4 miechów konkretnie fevarin i czuję się lepiej lęki znikają myśli też...wczoraj byłem u lekarza i powiedział że moja nerwica przybiera postać dotyczącą nie samego mnie ale lęków i obaw o życie innych a to oznacza że jestem na dobrej drodze aby wyjść z tego na maksa, po woli chodzę sam do sklepów już bez zbędnego powątpiewania...Ludzie chyba wracam do świata żywych!!!!!!!!
  15. Wątpliwości to również część mojego cierpienia tylko ja mam trochę inne akcje. U mnie NN jest tylko myśleniowe, mam tylko natrętne myśli które mnie gnębią i nie pozwalają mi normalnie funkcjonować. Moje natrętny myśli dotyczą ostrych przedmiotów, seksu, brutalności czyli można powiedzieć książkowe przykłady. Walczę już 4 rok z chorobą i jestem u kresu sił, biorę leki od 2 miechów i narazie nie widzę wielkiej poprawy. Kilka dni temu miałem totalną załamkę, usilnie próbowałem doszukać się jakiejś sytuacji z przeszłości, miałem wątpliwości czy nikogo nie skrzywdziłem, nie zgwałciłem - nigdy nikomu nie zrobiłem krzywdy !!!!!!!! mam czyste sumienie, ale takie natrętne myśli , wątpliwości męczyły mnie kilka dni i ogarnęła mnie z tego powodu taka depresja, że nie byłem w stanie wychodzić z łóżka... wogóle ostatnio nie wiem co się ze mną dzieje, to być może przez leki , w każdym razie jutro jadę do poradni muszę znaleźć dobrego psychologa bo same łykanie tropów mi nie pomoże. A z wątpliwościami to mam do czynienia cały czas np. miałem akcję że idę sam do biblioteki, tam siedzi sobie bibliotekarz i podawał mi książki, a obok leżały nożyczki, miałem natrętnę myśli i lęk że mogę mu je wbić. oczywiście to tylko moje myśli ale po powrocie do domu czułem wątpliwoci czy temu facetowi nic nie jest i zacząłem analizować krok po kroku swoje postępowanie, oczywiście nikomu nic nie zrobiłem ale takie wkółko analizowanie swojego postępowania jest już nie do zniesienia , nie mam już sił
×