Nudzi i męczy mnie ta choroba. Cały czas mi podpowiada, że to nie choroba, bo nie mam jednego czy dwóch popularnych objawów. Chodzi oczywiście o słyszenie głosów.
Ja i mój dziadek, który też ma tą chorobę chodzimy jak zaklęci. Ciągle planujemy genialne wynalazki, wydaje nam się, że jesteśmy w niebie, potem w piekle - wszystko wydaje się niesamowite.
Wystarczająco powiedziałem na ten moment. Zwykle pisałem 1500 słów na wypowiedź, ale postanowiłem z tym skończyć. To pragnienie pisania i mówienia bez końca mnie wykańcza. Chcę się już tego pozbyć.
Nie wierzyłem lekarzom, nawet jak byłem w szpitalu psychiatrycznym. Twierdziłem, że mnie trują. Mój organizm wytwarzał skutki uboczne leków, mimo że nie były podane, podpowiadając mi, że zostałem otruty.
I inne tego typu historie... mam ich całą książkę, a nawet 3.
Napisałem to, bo lubię mówić do siebie i interesuje mnie ekshibicjonizm. Zwykle piszę w nieodpowiednich miejscach. Może to będzie lepsze. Mój umysł łączy rzeczy w niesamowity sposób. To niebezpieczne.