Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez ja czyli nikt 13 sie 2007, 17:25
już nie jestem w tym samym punkcie. dziś się wszystko okaże. ma mi dac odpowiedź co dalej będzie... może w końcu się wszystko ułoży...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 5:56 pm ]
i może wróci do mnie. i będzie dobrze... może tym razem coś zrozumiał... i już nie będzie mnie tak traktował.
-Puchatku...??
-Tak, Prosiaczku...?
-Nic - rzekł Prosiaczek, biorąc Puchatka za łapkę.
-Chciałem się tylko upewnic, że jesteś...
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
07 sie 2007, 21:53
Lokalizacja
boulevard of broken hearts

przez Goplaneczka 13 sie 2007, 19:57
Akurat. Tu już się oszukujesz. Będzie dobrze przez kilka dni... A potem jeszcze gorzej. To równia pochyła-albo natychmiast się z niej zabierzesz, albo będziesz się turlać na dół. Czy warto?
Jeśli uda mu się zmienić-życzę Wam szczęścia. Niestety, byłoby to piękne-a fabuła telenowel rzadko się sprawdza w życiu.
Mam nadzieję, że ta historia nauczyła Cię choć tyle, by wymagać dla siebie szacunku i nie kończyć swego życia na jednej osobie.
Trzymaj się cieplutko. Naprawdę, chciałabym by ta historia była happyendem... I może się nim stać, jeśli pozwolisz sobie na więcej egozimu w związku. Nie rób nic na siłę. I nie daj się więcej szantażować.
I skrobnij czasem, jak u Ciebie.
Goplaneczka
Offline

przez ja czyli nikt 13 sie 2007, 20:05
ale nie wiem czy on się zgodzi... wcześniej nie chciał. bo chciałam żeby zerwał kontakty z koleżankami, usunął numery. nie zgodził się. teraz powiedziałam że nie musi usuwac numerów. nie wiem jaką decyzję podejmie. wiem tylko że go kocham...
-Puchatku...??
-Tak, Prosiaczku...?
-Nic - rzekł Prosiaczek, biorąc Puchatka za łapkę.
-Chciałem się tylko upewnic, że jesteś...
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
07 sie 2007, 21:53
Lokalizacja
boulevard of broken hearts

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Goplaneczka 13 sie 2007, 20:14
Wiesz, to już było na tym forum tyle razy pisane... Nie można kochac kogoś prawdziwą miłością, jeśli nie kocha się siebie. Pozwól mu wrócić, jeśli zerwie te kontakty, usunie numery. Inaczej zgotujesz sobie piekło. Masz prawo by Cię kochał i szanował-musi godzić się z Twoimi, nie tak wielkimi warunkami. Inaczej będzie to parodia związku... Zażądaj takiego traktowania jakie jesteś gotowa sama okazać. I okazuj samej sobie taką wyrozumiałość, jaką dajesz mu. W ogóle przelej swoje uczucia na siebie-odkryj na ile Cię stać.
A jeśli się nie zgodzi-przelejesz dziś wiele łez. Jutro pewnie też. Ale to doświadczenie zahartuje Cię. Wielu ludzi musi przeżyć rozstanie. I to często po znacznie dłuższym stażu. Najlepiej by było, gdybyś go symbolicznie pochowała. I obiecała sobie nie ekshumować.
3maj się, tulę mocno.
Goplaneczka
Offline

przez ja czyli nikt 13 sie 2007, 22:34
jednak niczego się nie dowiedziała... jak spytałam się czy przyjdzie do mnie porozmawiac o tym powiedział że nie ma czasu. i nic więcej się nie dowiedziałam. nie odpisuje na esy, nie odbiera telefonu, nic. powiedział tylko że jest zajęty i ma coś tam do roboty... i że pogadamy jutro... :( kolejna doba niepewności...
-Puchatku...??
-Tak, Prosiaczku...?
-Nic - rzekł Prosiaczek, biorąc Puchatka za łapkę.
-Chciałem się tylko upewnic, że jesteś...
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
07 sie 2007, 21:53
Lokalizacja
boulevard of broken hearts

Avatar użytkownika
przez Twilight 13 sie 2007, 23:20
Mam dziwne wrażenie, że Goplaneczka mówi o niebie, ty o chlebie, ale na odwrót. Wrażenie odrobinę jak z czeskiej komedii, ale mniejsza z tym. W każdym razie, obrazek dosyć specyficzny.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

błagam

Avatar użytkownika
przez Agigi 14 sie 2007, 10:02
Będę brutalna.Dziewczyno!Prosisz o rady i pomoc,ale z tego co czytam Ty wciąż swoje.Każdy dobrze Ci życzy i radzi,ale Ty z tego nie korzystasz .Moim zdaniem sama nie wiesz czego chcesz.Dopóki nie zrobisz porządku w swojej głowie i z tym brutalem to nikt z tego forum nie będzie Ci w stanie pomóc.Wiem,że miłość nie wybiera,ale sama powinnaś wyciągnąć wnioski z tego jak ten facet Cię traktuje.Czy tak postępuje osoba,która Cię kocha,grożąc bronią czy choćby spotykając się z innymi dziewczynami za Twoimi plecami?Sama sobie odpowiedz na to pytanie.Mam nadzieję,że w końcu pójdziesz po rozum do głowy.Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 sie 2007, 20:11

Avatar użytkownika
przez viper_88 14 sie 2007, 12:36
Jeżeli on twierdzi, że nie ma dla Ciebie czasu i nie chce się z Tobą kontaktować choćby przez SMS-y, to widać, że chyba nie za bardzo się Tobą interesuje (poza tym, sam fakt umawiania się z innymi dziewczynami w trakcie "związku", już o tym świadczy). Ciężko jest do końca stwierdzić, czemu on wciąż wraca i ucieka od Ciebie jak bumerang, ale może w pewnym sensie jest mu Cię jakoś szkoda i dlatego definitywnie Cię nie zostawia. Ja oczywiście wiem, że brzmi to okrutnie, kiedy powie się, że robi tak być może z jakiegoś rodzaju litości, ale nie jest to niestety do wykluczenia. Powiem Ci, że w całej tej historii, tylko jedna rzecz jest jak na razie najbardziej pewna: Im dłużej będziesz się go usilnie trzymała, tym bardziej emocjonalnie Cię skrzywdzi. Nie wydaje mi się też, żeby kiedykolwiek był w stanie pojąć, co Ci robi
Avatar użytkownika
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
21 sty 2007, 19:17

przez ja czyli nikt 14 sie 2007, 23:30
więc już się wszystko wyjaśniło... nie wrócimy do siebie bo on ma taką pracę że niedługo będzie musiał wyjechac na 3 miesiące bo ta firma w której pracuje będzie budowała obwodnicę Augustowa. a poza tym też niedługo prawdopodobnie jadą gdzieś na mazury na jakiś czas bo mają tam zlecenie na jakieś ogrody itp. i powiedział że to bez sensu się wiązac skoro tyle czasu go nie będzie. a ja mu nie ufam. i on powiedział że też by go zjadły tam głupie myśli i zazdrośc. więc nie będziemy razem. ale powiedział że chce się ze mną spotykac tak jak kiedyś, w każdej wolnej chwili. i że koleżanki będą. w sumie to nie mogę mu zabronic bo nie jesteśmy razem. jak teraz zaczęłam o tym myślec to w sumie jestem w punkcie wyjścia bo wtedy też nie byliśmy razem, spotykaliśmy się codziennie i były te koleżanki... ale zgodziłam się na to... ważne że jest przy mnie. może będzie dobrze...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 12:01 am ]
viper_88
a co do tej litości... to nie wiem czy tak jest. jak mu powiedziałam że to koniec i żeby więcej do mnie nie przyjeżdżał, to on pierwszy poprosił o spotkanie. mówił że nie może beze mnie wytrzymac i że cały świat mu się zawalił jak mu powiedziałam że to koniec. tylko wg mnie to puste słowa bo gdyby aż tak mu zależało to olał by te koleżanki... jak tak się nad tym zastanawiam to może robi to z przyzwyczajenia? byliśmy ze sobą 2 lata. spotykaliśmy się codziennie. to może dlatego.... nie wiem... wiem tylko że go kocham. i modlę się żeby teraz się wszystko ułożyło. może w końcu zrozumiał jak mnie rani...
-Puchatku...??
-Tak, Prosiaczku...?
-Nic - rzekł Prosiaczek, biorąc Puchatka za łapkę.
-Chciałem się tylko upewnic, że jesteś...
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
07 sie 2007, 21:53
Lokalizacja
boulevard of broken hearts

Avatar użytkownika
przez Agigi 15 sie 2007, 10:17
Czegoś tu nie rozumiem.Nie jestescie razem,ale codziennie się spotykacie.On z Tobą ale i z innymi.Przedtem też nie byliscie razem,ale piszesz że byliście ze sobą 2 lata.Jedno drugiemu zaprzecza.Skoro od początku wiedziałaś że są inne to po co się na to godziłaś?Kompletnie się gubisz w tym co piszesz,nie dziwię się teraz że w uczuciach też.Nadal uważam,że żle ulokowałaś swoje uczucia,sama ukręciłaś na siebie tego bata od samego początku.Przykre ale prawdziwe
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 sie 2007, 20:11

sama nie wiem....

przez ki ka 15 sie 2007, 18:16
sama nie wiem dlaczego tutaj weszłam...nie wiem czy potrzebuje pomocy...jedna rzecz mnie do tego skloniła, mianowicie wczoraj zobaczyłam pewnego czlowieka...siedział przy stacji metra euston w Londynie, bardzo padało...on nie był sam-miał obok siebie psa...uwierzcie mi-jeszcze nigdy nie widziałam tak mądrych psich oczu...nieważne....ważne jest to co poczułam. możecie sie smiać, ale bardzo chciałam sie z nim zamienić....bo właśnie w tej chwili poczułaqm sie najbardziej samotnym człowiekiem na ziemii, on w tym deszczu mial swojego psa i mial z kim podzielic sie swoja kurtką...a ja....mam 27, od roku jestem mężatka i czuję, że ziemia zapada mi sie pod nagami...popełniłam tyle błędów...małżeństwo mi sie rozsypuje, bo ja dopiero teraz widzę to co powinnam zobaczyc rok temu....a mianowicie, że nie da sie nikogo uszczęśliwić na siłę, że moje marzenia nie koniecznie musza byc marzeniami drugiej osoby...problem polega na tym że moj mąż nie chce odejść od swoich rodziców, a ja nie jestem w stanie żyć z jego matką...bo to jets osoba , z którą nie da sie żyć...wiem co mówie..wiedziałam o tym przed ślubem ale chciałam tego bo bardzo kochałam mojego męża...tak to ja dążyłam do ślubu, choć czułam że on nie jest do końca przekonany...liczyłam że jakos to będzie....ale nie jest...wyjechaliśny do anglii żeby zarobic na własny dom...wyjechaliśmy bo ja tego chcaiałam, bo ja mam taka a nie inną wizję rodziny....on tego nie chciał, bo on ma swój dom ....dom rodzinny i nie chce z niego odejść....a teraz???jesteśmy bardzo daleko od siebie....nie rozmawiamy, nie wspieramy sie.....kłóxcimy siew cxiągla...teraz dokładnie widze jak bardzo nasze plany różnią sie od siebie...mój mąż ma do mnie żal i ma tez żal do siebie...czuje sie rozdarty między mna a swoimi rodzicami, których zpostawił..a ja???sama nie wiem co czuje...czesem chce odejść ,ale nie wiem dokąd, czasem nie wyobrażam sobie rozstania...mam w sobie pustke....kładę sie każdego wieczoru obok czlowieka którego kocham i czuję sie smotna...nie mam celu nie mam marzen, boje sie nadchodzących dni...prosze nie oceniajcie mnie- ja sama wiem co zrobiłam źle.może ktos wie co moglabym zrobic żeby ocalic siebie i swoje małżenstwo, żeby nie krzywdzic juz siwebiwe i jwego
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
15 sie 2007, 17:39

Avatar użytkownika
przez moczymordka 15 sie 2007, 19:06
siebie to on sam krzywdzi. Przecież on się sam unieszczęśliwia, bo jedyną kobietą w jego życiu będzie jego matka! Czy on jest wogóle tego świadom, że najwyższy już czas być mężem dla własnej żony??
Avatar użytkownika
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
02 lip 2007, 15:36
Lokalizacja
katowice

przez ki ka 15 sie 2007, 19:21
ale co ja mam robi???
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
15 sie 2007, 17:39

Avatar użytkownika
przez moczymordka 15 sie 2007, 19:38
ki ka,masz PW
Avatar użytkownika
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
02 lip 2007, 15:36
Lokalizacja
katowice

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do