Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

laven

Użytkownik
  • Zawartość

    219
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Biorę Sulpiryd ponad rok. Efekt jest taki, że jestem bardziej otwarta, mam lepszy nastrój, ale jestem bardziej bezmyślna, gorzej jest mi się skupić, przytyłam 10 kg, nie mam okresu i wciąż mam mleko. Nie wiem co sądzić o tym leku.
  2. Czuję się potwornie i nie wiem co ze sobą zrobić. Od czasu drugiego epizodu depresji, gdy zaczęłam brać efectin i sulpiryd, zrobiłam się trochę inna niż zawsze. Znacznie bardziej otwarta i bezmyślna. Jakbym żyła jakimś innym światem. Co prawda mi to nie przeszkadzało. Wdałam się w głupie sytuacje, beznadziejny związek. Wszystko działo się spontanicznie. Nie wiem, może to z rozpaczy, próby ucieczki. Ale teraz, gdy chcę by wszystko wróciło do normy, prześladuje mnie przeszłość. Tak bardzo siebie nienawidzę, czuję się jak szmata. Okłamywałam mojego obecnego chłopaka odnośnie dawnych wydarzeń. O wszystkim się dowiedział. Stracił do mnie zaufanie. W dodatku przekonał się, że nie jestem taka wspaniała, a jestem zwykłą szmatą. Na razie nie chce mnie zostawiać, ale mówi, że to wszystko źle się skończy. A ja go tak mocno pokochałam. Dzięki niemu się ustabilizowałam. Nie wiem co ja bez niego zrobię. Nie mam siły do tego wszystkiego. Naprawdę nie wiem co robić. Tak bardzo siebie nienawidze po tym wszystkim.
  3. Jestem wściekła. Potwornie wściekła. Sama nie wiem czemu. Ale wszystko mnie wykańcza. Nie mam siły. Najgorzej ze szkoła. Zaczynam się bać, że zostanę nieklasyfikowana. Wtedy polegnę. Jeszcze muszę się uczyć a nie mam na to siły. Od kilku dni jestem jakaś bardziej nerwowa. Nie mam pojęcia czemu. Mam ochotę wszystko zniszczyć i rozryczeć się. Wpadam w stany kiedy jestem skłonna do czynów autodestrukcyjnych. Ja już nie wiem co mam ze sobą robić. Niby wszystko już było ok. Ale nadal coś nie gra. Ja już nic nie wiem.
  4. laven

    Leczenie zębów

    Ja muszę koniecznie wybrać się do dentysty, bo mam zepsutego zęba i to już jakiś czas. Ale panicznie się boję. Sama myśl o dentyście powoduje, że miękną mi nogi. Jak poczuję ten specyficzny zapach albo dźwięk wiertła to autentycznie robi mi się słabo. Poza dentofobią nie mam żadnych innyc lęków. Ale to jest dla mnie tak paraliżujące, że szok. Nie potrafię się zebrać i pójść. Jak się z tym uporać? Wiem, że są różne znieczulenia, nawet podtlenek azotu podają. Ale ja i tak się potwornie boją. Co na to zaradzić?
  5. laven

    Co możecie zaproponować??

    W zasadzie to każdy lek inaczej działa na różnych ludzi, zatem musisz sama się przekonać który będzie dobry. Po kolei testować różne. A co Ci nie odpowiada w elenium? A psychoterapia jest potrzebna. Warto słuchać wszystkiego co powie psycholog. A nie ma co się śmiać z szydełkowania. Różne takie manualne zajęcia pomagają. Nie bez powodu stosuje się takie terapie niekiedy. Zresztą sama na własnym doświadczeniu mówię, że warto czymś się zająć. Jak jest się chorym, to kompletnie nic się nie chce, ale jakieś zabawy w szycie, rysowanie, składanie papieru i takie dziecinne zabawy mogą pomóc na chwilę się oderwać od problemów, psychika wypocznie a umysł nie pozostaje w bezruchu tylko działa. Lepsze to niż przesypianie całych dni, stosowanie używek czy ciągłe leżenie i dołowanie się. Owszem, nie tylko na tym terapia polega. Zapewne psycholog coś jeszcze powiedział, ale zapamiętałaś fakt który mógł go ośmieszyć. A może wcale nie jest to zła osoba. Jeśli jednak kontakt jest kiepski to warto zmienić psychoterapeutę i się nie poddawać.
  6. laven

    Depresja? Nie sądzę...

    Również myślę, że to nie jest depresja. Ta choroba objawia się zupełnie innymi rzeczami. Z kolei nerwica jak najbardziej. Możliwe, że masz jakieś nieuświadomione obawy, lęki, problemy. Czegoś próbujesz się wyprzeć, zapomnieć. Może rodzina wciąż gdzieś tkwi Ci w pamięci. Codzienne życie może Cię również zbytnio stresuje. Przyczyn może być wiele, a dojrzeć wszystkie odrazu jest ciężko. Proponowałabym udać się na psychoterapię. Do psychiatry również można chodzić, jeśli objawy somatyczne są uciążliwe. Jakieś leki je załagodzą w początkowej fazie, zanim się poukładasz. Mogę jeszcze doradzić jakieś treningi relaksacyjne. Warto spróbować kupić jakąś książkę dot. tego tematu i/lub płyty z muzyką relaksacyjną i odprężać się. To pomoże zredukować poziom stresu.
  7. Szczerze, to nie znam się na tym. Ale tak na chłopski rozum, nikotyna może trochę neutralizować. Ale w małym stopniu. Bo przykładowo, jak schizofrenicy dużo kopcą biorąc przy tym leki przeciwpsychotyczne, to jednak nie mają żadnych objawów. Więc myślę, że nikotyna bardzo słabo oddziałowywuje. Ale warto zapytać lekarza. A z tą poprawą to można chwilę jeszcze poczekać. Z psychiką to różnie bywa. A bardzo często nerwice siedzą w naszym umyśle i tylko tą drogą można je w pełni wyleczyć - tzn. przez psychoterapię. Więc może warto i do psychologa się przejść. Bo leki przy nerwicy stosuje się po to, by złagodzić objawy, ale wyleczeniem musimy zająć się sami.
  8. Zapomniałam jeszcze dodać, że przy uzależnieniach wytwarza się tolerancja. Tzn. biorąc jakąś substancję w danej dawce, przez jakiś czas organizm tak się przyzwyczaja, że potrzeba większej ilości danej substancji by wywołać taki sam efekt jak wcześniej. Dlatego z czasem bierze się coraz więcej, bo przestaje pomagać. Tak jest z benzodiazepinami one uzależniają. Po czasie trzeba zwiększać dawkę bo nie pomaga ta do ktorej przywyklismy. Z antydepresantami jest inaczej, gdyż nie wytwarza się ani tolerancja, ani nie uzależniamy się od niego.
  9. Gdybyś była uzależniona to byś w ogóle nie mogła ich odstawić. Wylądowałabyś w szpitalu z bardzo ciężkimi objawami które by nie ustępowały. To co doświadczyłaś to efekt odstawienia który jest NAJNORMALNIEJSZYM efektem. Organizm musi się odzwyczaić od leku. To szybko przechodzi po jakimś czasie i jest spokój. A to, że musisz ponownie brać leki to kwestia tego, że choroba nie została wyleczona do końca.
  10. W grupie raźniej. Ja co prawda za rok zdaję maturę. Ale warto by było wziąć się do roboty, by w ogóle przejść do klasy maturalnej. Z nauką to różnie u mnie bywa. Ale najgorsza jest absencja w szkole. Co zrobić by się zmotywować do roboty, by w końcu ruszyć tyłkiem?
  11. laven

    Problemy z życiem codziennym.

    Ale chodzi o to, że ja nie mam żadnego nasilenia. Wprost przeciwnie. Wszystko jest lepiej. Łatwiej sobie radzę itd. Ja po prostu boję się nawrotu. Boję się, że wszystko wróci. Ale teraz jest wszystko dobrze, nastrój mam dobry. Jest ok. Tylko właśnie te problemy ze szkołą przeszkadzają. A przestałam chodzić do psychologa już dawno, gdyż wg niego zostałam wyleczona. Ale to było przy 1 epizodzie. Przy 2 chodzę już tylko do psychiatry. Rozmawiałam z nim. Próbował mnie jakoś przekonać do chodzenia. Podziałało na chwilę.
  12. Nie wiem co ze sobą zrobić, więc próbuję tutaj poszukać jakiejś rady. Otóż problem wygląda w ten sposób: leczę się z drugiego nawrotu depresji. Jestem prawie rok na Efectinie i jakies 9 miesiecy na Sulpirydzie. Widzę sporą poprawę. Mogę w miarę normalnie funkcjonować. Ale utrwaliły się we mnie pewne wzorce zachowań, z którymi nie umiem sobie poradzić. Nadal pozostaje we mnie taka straszna obojętność. Nie mam na nic ochoty, żadnych zainteresowań, hobby. Choć kiedyś było nieco inaczej. Poza tym największy problem to szkoła. Nie umiem się zebrać by tam pójść. Strasznie dużo dni opuszczam. Wciąż obiecuję sobie i innym, że w końcu pójdę. Lecz robię inaczej, co wywołuje u mnie poczucie winy. Ale nie umiem się przełamać. Najgorzej jest zrobić ten pierwszy krok, wyjść z domu. Potem jest już łatwiej. Choć jestem świadoma, że nic mi się nie stanie, że wytrzymam. To jednak czuję blokadę. Jakiś lęk, że będę cierpieć, męczyć się, że wszystkie depresyjne objawy powrócą. W domu czuję się bezpiecznie, ale w szkole martwię się, że będę źle się czuć i nie dam rady tam usiedzieć. Wizja spędzenia dnia w szkole wydaję mi się nie do zniesienia, jakby mnie to przerastało. Choć wiem, że gdy już tam jestem, czuję się w porządku. Choroba minęła, a ja funkcjonuję normalnie. Choć boję się nawrotów. W dodatku nic do mnie nie dochodzi. Wszyscy próbują mi przetłumaczyć, bym coś ze sobą zrobiła. Ale wszystko olewam. Mam obojętny stosunek niemalże do wszystkiego. Zdaję sobie sprawę, że to mechanizm obronny. Bo unikam przytłoczenia przez otoczenie. Jak oduczyć się tego uciekania od problemów? Jak na nowo uporządkować siebie, zacząć zajmować się czymś sensownym? Jak z powrotem ożyć? Czy konieczna jest ponowna terapia u psychologa? Czy jest szansa by uporać się samemu?
  13. Otóż u mnie sytuacja wygląda w ten sposób, że jestem egoistką. I to jest fakt, bo nie przejmuje się niczym oprócz samej siebie. Jedynie najbliżsi mogą mnie ruszyć. Nie uważam siebie za złego człowieka. Jak ktoś jest w potrzebie to mu pomogę. Ale to nie zmienia faktu, że ja dla siebie jestem najważniejsza. W dodatku moja samoocena niekiedy jest niska, choć częściej popadam w megalomanię. A czasem miewam ambiwaletny stosunek do siebie. Zagmatwana sprawa. A z tym całym egoizmem jest jeszcze tak, że nerwicowcy skupiają się na sobie i kombinują by być lepszymi, a w depresji wszystko jest tak szare, smutne i beznadziejne, że człowiek nie ma siły myśleć o czymś innym niż własnym bólu. Tak ogólnie bym rzekła. Ale uważam, że egoizm to nie jest coś złego, a najbardziej naturalnego. W końcu sami dla siebie jesteśmy najbliżsi i zależy nam by było dobrze, gdyż inaczej nie możemy nic z siebie dać.
  14. Wenlafaksyna czyli te wszystkie Efectiny i Velafaxy nie działała na mnie jakoś szczególnie w tej sferze. Natomiast po Seronilu (fluoksetyna) strasznie schudłam, nie miałam w ogóle apetytu itp. Teraz jednak po Sulpirydzie tak urósł mi brzuch, że aż żal patrzeć. Na szczęście nigdy z wagą nie miałam problemów więc jest ok. Myślę, że zgubię jak odstawię. A jak nie to trudno.
  15. Zdecydowanie fluoksetyna. Po tym przeraźliwie schudłam. W dodatku nie miałam kompletnie apetytu. Ale nie dość, że mi ten lek nie pomógł to tylko pogorszył stan. Ale na każdego inaczej działa. Ale na pewno po nim się nie przytyje.
×