"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez neina 19 cze 2007, 09:19
laven napisał(a): :( Ale poczekam. Może Sulpiryd coś da? Pozdrawiam.

przeprszam ale nie sądzę żaden lek nie naprawi już tego co się stało-mam taki pogląd odnośnie siebie
mi leki pozwalają przeżyć podtrzymać życie ale ciągła świadomość i pamięć wydarzeń nie pozwalają się uwolnić
moimi przyjaciólmi są blistry z białymi kapsułkami
moi cieleśni przyjaciele są ale mają własne zycie

żaden ale to żaden lek nie zapełni pustki w mózgu tam powinna być miłość
ja jej nie mam
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
04 cze 2007, 18:44
Lokalizacja
warszawa

przez rakken 19 cze 2007, 09:27
neina napisał(a):żaden ale to żaden lek nie zapełni pustki w mózgu tam powinna być miłość
ja jej nie mam


I tu jest pies pogrzebany, jak zapełnić tą pustke skoro jesteśmy tacy wyniszczeni i zaufanie komukolwiek przychodzi z takim trudem i zbliżenie sie do kogoś też łatwe nie jest.
Po za tym chcąc być szczerym, jeśli powiem że mam depresje dajmy na to jakiejś wybrance mego serca to "ucieknie w popłochu" [fakt] i krąg się zamyka i wszystko od nowa i wielkie ku*** NIC się nie zmieniiiii
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
12 cze 2007, 09:22

Re: "JĘCZARNIA" - czyli muszę się komuś wyżalić!!!

Avatar użytkownika
przez pink 19 cze 2007, 09:34
rakken napisał(a):A może był po prostu wykończony?

Nie wiem, może , ale wypadałoby porozmawiać, wyjaśnić. Nie chcę zachowywać się jak rozpieszczony bachor, ani jak nimfomanka, he he. Po prostu brakuje bliskości. Szlag by trafił całą tą chorobę i to życie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
08 lut 2007, 17:14
Lokalizacja
kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez rakken 19 cze 2007, 09:46
To z nim pogadaj, przynajmniej masz z kim..
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
12 cze 2007, 09:22

Re: "JĘCZARNIA" - czyli muszę się komuś wyżalić!!!

Avatar użytkownika
przez pink 19 cze 2007, 09:48
Nie do końca, bo mam wrażenie że ucieka coraz częściej przede mną. Nie wiem jak to jest z wami facetami, być może zabawki wam się nudzą, być może potrzebujecie oddechu

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:57 am ]
Nie do końca, bo mam wrażenie że ucieka coraz częściej przede mną. Nie wiem jak to jest z wami facetami, być może zabawki wam się nudzą, być może potrzebujecie oddechu. A.... gdybym miała z kim pogadać to by mnie tutaj nie było
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
08 lut 2007, 17:14
Lokalizacja
kraków

przez rakken 19 cze 2007, 10:06
Zabawki? ciekawe. Nigdy gdy byłem prawie 2lata z dziewczyną nie byłem nią znudzony. Nie wiem może to jest indywidualne bardziej. Ale jak tak masz to i tak z nim musisz pogadać a nie z nami, my Ci na te pytania nie odpowiemy.
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
12 cze 2007, 09:22

Re: "JĘCZARNIA" - czyli muszę się komuś wyżalić!!!

Avatar użytkownika
przez pink 19 cze 2007, 10:10
Ale ja już nie mam siły rozmawiać, prosić, żebrać. Z resztą wiecie jak to jest - człowiek, który nie zna naszych problemów, nie ma chorej duszy (normalny?), nie zrozumie pewnej pustki, pewnego rodzaju cierpienia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
08 lut 2007, 17:14
Lokalizacja
kraków

przez rakken 19 cze 2007, 10:16
To prawda, nie zrozumie. Jednak jedyną osobą zdolną rozwiązać ten problem jesteś Ty sama... niestety problem z nami polega na tym że jesteśmy niezdolni do rozwiazania swych problemów a zarazem jesteśmy jedynymi którzy to mogą zrobić.

Za wiele Ci nie pomogę sam nie potrafię sobie pomóc.. :(
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
12 cze 2007, 09:22

Re: "JĘCZARNIA" - czyli muszę się komuś wyżalić!!!

Avatar użytkownika
przez pink 19 cze 2007, 10:26
Ja staram się jakoś trzymać. Kilka miesięcy terapii, kilka miesięcy brania leków - nikomu nie życzę takiego horroru. Dlatego walczę, bo nie chcę tego powtarzać, ale jak widać każda najdrobniejsza rzecz wyprowadza mnie z równowagi
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
08 lut 2007, 17:14
Lokalizacja
kraków

Re: "JĘCZARNIA" - czyli muszę się komuś wyżalić!!!

Avatar użytkownika
przez pink 19 cze 2007, 11:23
To była ironia. Ja siebie uważam za osobę po prostu chorą. Nieuleczalnie, niestety
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
08 lut 2007, 17:14
Lokalizacja
kraków

Avatar użytkownika
przez laven 19 cze 2007, 11:27
By zapomnieć o przeszłości i takich pierdołach przydatna jest psychoterapia. A i miłość nie jest najważniejszą rzeczą. Od dziecka nam się to wmawia a my w to wierzymy. Nie zgadzam się z tym o czym tu mówicie. Korzystałam z pomocy psychologa. Ale wszystko mam poukładane. Żadnych traumatycznych przeżyć, złych nawyków. Wszystko, a przynajmniej większa część siedzi w hormonach. Niezależnie od sytuacji, ja czuję się tak samo. Nawet nie mam większych problemów ze sobą. Jedyną przeszkodą jest zniechęcenie, ból, brak życia wewnętrznego. Totalne zniszczenie duszy. Wiem, że nie naprawiła by tego żadna miłość, żaden sukces, żadne osiągnięcia ani korzystne sytuacje. Jedynie leki są moją podporą, bez nich bym padła. Ale może to być również kwestia tego, że depresja się zaczęła bez żadnej przyczyny. Prawdopodobnie jak mówi lekarz endogenna. Inaczej wszystko wygląda, gdy przeżyło się jakieś okropne zdarzenie bądź straciło kogoś.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

jak zniszczyć człowieka

Avatar użytkownika
przez ameli 19 cze 2007, 11:27
Mam powracającą depresję od 3 lat. Miałam chwile przerwy, jakieś pół roku wszystko było w normie. Teraz jestem bardzo nerwowa, drażni mnie wszystko. Ciągle jestem poddenerwowana, zmęczona, nie mogę sobie znaleść miejsca.
Przeprowadziłam się ponad półtora roku temu do Poznania.
Nie mam przyjaciół.
Mam nieciekawą sytuację rodzinną. Jestem w związku z kimś kto ma 5-letniego rozpieszczonego do granic mozliwości syna. Dodatkowo Matka mojego faceta mnie nienawidzi i robi wszystko żeby się mnie pozbyć z rodziny. Przed świętami chciała mnie wyrzucić z naszego domu pod nieobecność mojego faceta. Nie będę pisac co mówiła do mnie i jak się czułam taka atakowana. Ta kobieta mowi i robi wszystko żeby mi utruć życie i żebyśmy się rozstali z jej synem.Oczywiscie wyparła sie wszystkiego i zrzucila wine na mnie. Jestem wariatką w oczach całej rodzinki.
Moj przyszły mąż miał zonę, która umarła, mieszkaliśmy w bliżniaku obok matki tej jego 1 żony. Teraz sie przeprowadziliśmy, ale ona coraz bardzie nas nienawidzi niszczy nas psychicznie.
Chce mojemu facetowi odebrac dziecko ktore ma z 1malzenstwa. ona zrobi wszystko zeby go zabrac, po trupach do celu.

Ja juz nie mam siły. Sąd nam nie wierzy, jestesmy zaszczuci i ciągle atakowani. Wytocze tesciowej sprawe w sądzie, ale nie wiem czy to cos da, martwi mnie moj stan psychiczny, nie moge spac, skupić sie na niczym, jestem wyczerpana psychicznie. Mam mysli samobójcze, nie widze sensu zycia.
Najgorsze jest to ze nie mam zadnego oparcia w nikim, najchetniej bym uciekla i schowala sie gdzies jak najdalej stąd.
Ile mozna wytrzymać.. ciągle ataki i zarzuty... kłamstwa i oszczerstwa.

Podali mojego faceta do sądu. Obie babcie chcą mu zabrać dziecko. ograniczyc kontakty i prawa rodzicielskie.
To bylo do przewidzenia, dawno sie tego spodziewaliśmy.
To jakiś koszmar. Dlaczego sąd nie widzi ze one kłamią i manipuluja.
A dziecko po wizytach u babci placze ze go ciągle wypytuje o wszystko.

W sądzie obie zenznają przeciwko mnie. jestem w oczach sądu psychicznie chora, wykanczam dziecko i rodziny.

Ja mam ciągłe lęki, jestem nerwowa, straciłam chęć do życia, spadła mi samoocena. Nie chce mi se życ.
Nie mam ochoty na nic, zawaliłam sesję na uczelni, jak dziekan nie zgodzi sie zeby mi ją przedłużyc, to strace studia.

I wciąż zadaję sobie pytanie co zrobiłam takiego że cała rodzina mojego faceta aż tak bardzo mnie nienawidzi. i mnie obwinia o wszystko.
wyglada na to ze chca nam zabrac małego.

niech mi ktos pomoze blagam!!!!!!!!!!!


umówiłam sie właśnie do Lek.med. Michała Michałowskiego na jutro na 11.30
:( ja juz nie wiem co ja mam robic.
Ostatnio edytowano 19 cze 2007, 14:15 przez ameli, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
15 mar 2007, 20:41
Lokalizacja
cynamonowe sny...

Re: "JĘCZARNIA" - czyli muszę się komuś wyżalić!!!

Avatar użytkownika
przez pink 19 cze 2007, 11:50
Jeżeli chce się bawić w jakieś terapie. Ja nie chcę już spotykać na swojej drodze ludzi (lekarzy), którzy udają, że interesuje ich to co czuję. Każdy z moich lekarzy to była jakaś porażka. Walczę, dżejem, walczę, i będę walczyć dopóki starczy sił, ale wiem, że nigdy nie będę tak bardzo szczęśliwa jak chciałabym być.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
08 lut 2007, 17:14
Lokalizacja
kraków

Avatar użytkownika
przez Joanna24sziu 19 cze 2007, 12:15
Pisałam już o tym w innym temacie, ale widze,że tutaj jest jęczarnia, więc najłatwiej się wyżalić, więcej osób tu zagląda, może ktoś ma podobne problemy a radzi sobie, więc postanowiłam,że przekopiuje to co napisałam pare dni temu

Właśnie doszłam do wniosku,że chyba już zawsze będę mieć depresje, to tkwi tak głęboko we mnie, że chyba nigdy cholerstwo nie wyjdzie..zrozumiałam jednak dlaczego tak się dzieję!!! Ja się nie użalam nad sobą , ja poprostu siebie potępiam!!! Tak właśnie dobrze czytacie, oczy Was nie mylą potępiam siebie..Nie dlatego,że zrobiłam coś złego czy kogoś skrzywdziłam, bo do tej pory tak myslałam i próbowałam zrozumieć kogo skrzywdziłam, na początku przychodziły mi do głowy różne rzeczy,że moją ex przyjaciółkę, bo ona tak twierdziła.. Teraz wiem,że tak naprawdę nikomu nic złego nie zrobiłam, a moje myśli,że tak było wzięły się stąd,że byłam odrzucana i dlatego myślałam,że kogoś skrzywdziłam.. w dzieciństwie byłam odrzucona przez ojca, bo pił i tak jakby go nie było, nie był dla nie wzorem, oparciem, którgo potrzebuje dziecko..Mama przez to,że ojciec pił zamiast przelać na nas swoją miłość, przelała na nas tzn. na mnie i na brata złość na ojca i odrzuciła nas, zaczęła wybywać coraz częściej z domu, uciekała w marketing, z którego ia tak nigdy nic nie wychodziło, chociaż jej koleżanki dorabiały się kupe kasy, jej nie wychodziło, bo ojciec ciągle gadał,że się nie nadaje,że z tego pieniędzy się nie da zarobić,że trzeba sobie na pieniądze ciężko zapracować..ciągłe kłotnie , awantury itd..przez obopólne odrzucenie rodziców czułam się gorsza od rówieśników, nie miałam przyjaciół, tylko koleżanki i zawsze było tak,że było nas 3, dwie przyjaciółki i ja tam gdzieś z boku..byłam potwornie nieśmiała i dlatego rówiesnicy mnie nie lubili, często w podstawówce byłam wyśmiewana przez kolegów z klasy, przez to,że mało mówiłam, byłam gdzieś z boku dokuczano mi, gdzieś tak któryś z kolegów z klasy mnie kopnął albo opluł..moją samoocenę podnosił mi trochę o rok starszy kuzyn, tylko mieszkał daleko i rzadko się widywaliśmy, ale był dla mnie przyjacielem, razem dużo szalonych chwil przeżyliśmy..teraz mi go strasznie brakuje, jego rodzice się rozwiedli i on zaczął mieć problemy, uciekać z domu, pić w wieku 14 lat, potem doszły narkotyki.. a jak się w ciągnął w jakieś kleje to już było po nim, w ogóle nie mogłam do niego dotrzeć..teraz nie widziałam go już ze 3 lata, jego mama nawet nie wie co się z nim dzieje, bo nie mieszka w domu, co jakiś czas dostaje jakieś wiadomości od ludzi,że gdzies tam go widzieli czyli żyje nie zaćpał się jeszcze..A więc straciłam kolejną osobę..pod koniec 8 klasy podstawówki zaczęłam się kumplować z moją ex przyjaciółką.. ona pokazała mi życie, wierzyła we mnie i ciągle mnie gdzieś pchała,żebym się pozbyła swojej nieśmiałaości, stała się dla mnie najważniejszą osobą, dzięki niej zaczęłam normalnie żyć, nikt już mi nie ubliżał, koledzy z klasy byli dla mnie mili..z Edytą byłyśmy jak papużyki nierozłączki, ciągle razem , w szkole, po szkole, albo ja u niej albo ona u mnie..była dla mnie wszystkim.. podbudowała moją samoocenę, dalej byłam troszeczkę nieśmiała, ale już nie tak..zaczęły się pierwsze spotkania z chłopakami..moją pierwszą miłością był przyjaciel mojego kuzyna w/w miałam wtedy chyba 14 lat, ale to była tylko wakacyjana miłość..potem z Edytą ciągle gdzieś jeździłyśmy na stopa, poznawałyśmy mnóstwo ludzi, jednak dla siebie byłyśmy najważniejsze, chłopacy wiadomo się zmieniali.. w wieku 16 lat byłam z chłopakiem chyba z 5 tygodni, który mnie cholernie skrzywdził, po 5 tygodniach gdy nie chciałam się z nim przespać próbował mnie zgwałcić, jednak wyrwałam mu się i uciekłam z jego domu..teraz siedzi z tego co wiem za narkotyki i dobrze mu tak sk**wielowi..potem już nie chciałam mieć faceta, bo miałam uraz, ale jednak rok później zakochałam się i byłam z chłopakiem niecały rok, Edyta była z jego kolegą i jest do tej pory tj. 7 lat, z tym chłopakiem się rozstaliśmy dlatego,że gdy zakochanie pękło nie miałam już z nim o czym rozmawiać, był poprostu nudny..rozstanie było z mojej winy, jednak później zatęskniłam za nim i jakieś 3 miesiące po był woodstok na który pojechałam z ekipą z jego miasta i był tam też on, tam odwalił mi niezły numer, łaził za mną tak,że aż w koncu wyszło tak,że byliśmy ze sobą 2 dni, po czym przyjechała jego dziewczyna, o której oczywiście wcześniej nic nie wiedziłam, niezły numer mi wyciął, zresztą jej też i gdyby mnie nie wkurzała powiedziałabym jej jakiego wiernego ma chłopaka..poczułam się jak idjotka przy znajomych, jednak nawet jego znajomi staneli po mojej stronie, co nie znaczy,że mnie to nie bolało co zrobił.. długi teks więc pewno go nie przeczytaćie, ale przynajmniej się wygadam


Cały czas jednak miałam chociaż przyjaciółkę, której się mogłam zwierzyć, ze wszystkich boleści.. następną miłością był obecny do tej pory Damian, a nie jeszcze był po drodze Piotrek pedagog, który po 2 miesiącach stwierdził,że on nie dorósł do tego,żeby się z kimś wiązać na stałe(miał 24 lata, ja 1, ale chyba do tej pory nie dorósł, bo jest sam i nie miał już po mnie rzadnej dziewczyny..oczywiście też mnie poważnie zranił, bo byłam w nim zakochana po uszy, jednak takich numerów jak poprzedni mi nie wyciął, choć też rostanie bolało..buu..Potem poznałam Damiana, w którym przez pół roku w ogóle nie byłam zakochana, chyba ze strachu przed zranieniem, ale dobrze mi z nim było.. Następną stratą była Edyta, wszystko sie zaczęło pieprzyć, bo ja poszłam na studia, ona nie, bo jej nie było stać.. na studiach poznałam świetne osoby , z którymi mieszkałam, a z Edytą ciągle były kłótnie, ciągłe wypominanie,że przyjeżdżam co 2 tygodnie i na weekend jak mnie nie ma to Damian u mnie jest, a nie ona, ale to przecież chyba normalne, zwłaśzcza,że zakochałam się w nim po wspomnianym pół roku po uszy.. I tak straciłam najważniejszą przez kupe lat dla mnie osobę, ona odrzuciła mnie w końcu, na spotkaniach z nią miałam wrażenie,że ona w ogóle nie chce,żebym przychodziła, nie było tak jak dawniej, przestałyśmy mieć ze sobą o czym rozmawiać, bo ona ciągle gadała,że jest jej smutno,że ona tu ma tylko chłopaka a ja szaleje w najlepsze, ciągle sobie imprezuje, mam mnóstwo nowych znajomych, albo nie mówiła nic, obrażając się..w końcu nie wiedziałam, czy mam jej opowiadać o czymś co się fajnego wydarzyło, skoro ona miała pretensje i tak się znaomość posypała, próbowłam ją ratować, ze względu na to co razem przeżyłyśmy, ale Edyta jakby za szybko dorosła, zrobiła się tak strasznie poważna i ciągle odrzucała mnie, czułam,że w ogóle jej nie zależy,żeby to naprawiać, a więc kolejne, nie wiem już które przeżyłam odrzucenie.. po roku studiów wpadłam w głęboką depresję, zaczęłam siebie potępiać, wydawało mi się,że może swoje koleżanki ze studiów też krzywdze tak jak Edytę, bo wszystko mi się zaczęło układać, im nie koniecznie..miałam prawie same 5 na studiach, miałam chłopaka..one problemy na uczelni, problemy z chłopakami


i zaczęło się, zaczęłam myśleć,że to moja wina,że one mają nie raz doły też przeze mnie, bo mi się uklada, a im nie..przez depresje zaczęłam mieć problemy na uczelni, większy stres związany z każdym egzaminem, doszło do tego,że zaczęłam mieć bezsenność, zaczęłam się użalać nad sobą, żeby pokazać,że wcale nie mam tak dobrze,zeby mi dziewczyny nie zazdrościły, ciągle miałam doła, do egzaminów musiałam się uczyć 3 razy więcej, bo w ogóle nic mi do głowy nie wchodziło, z Damianem zaczęłam się ciągle kłócić, zaczynałam podcinać sobie żyły, nienawidziłam siebie

Miałam podcięte żyły w 4 miejscach, po półtora roku studiów wzięłam urlop zdrowtny, bo dalej nie byłam w stanie się uczyć.. chciałam umrzeć, chciałam,żeby mi się coś stało..ostatni raz podcinając sobie żyły napisałam list pożegnalny, cały był zalany krwią, bo pisałam go gdy krew się sączyła z żył, potem nażarłam się tabletek uspokajających i wyszłam z domu, chciałam,żeby ktoś znalazł ten list i zauważył,że jest ze mną źle i pomógł mi, bałam się zabić, bałam się śmierci, życia po śmierci, piekła..
są anioły na ziemi
całe w bieli
skrzydła gdzieś pochowały
w szafie na dnie
ludzką postać przyjęły
by nie różnić się niczym
ale serca nie skryją
wiem że żyją
ciepłym głosem przemawiają
dłoń podają
tylko po to by pokazać jak żyć dalej
Avatar użytkownika
Offline
Posty
69
Dołączył(a)
14 cze 2007, 16:38
Lokalizacja
z labiryntu własnych myśli

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do