-
Postów
1 215 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Ostatnie wizyty
Osiągnięcia nieprzenikniona
-
WĘGLAN LITU (Lithium Carbonicum)
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Lord Cappuccino temat w Stabilizatory nastroju
Obecnie biorę 750mg - co daje stężenie 0,73 (badane 3 dni temu) więc nawet nieźle go metabolizuję. To już ponad 3 lata litu i chyba faktycznie nieźle go znoszę. -
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
nieprzenikniona odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
a terapia? Nawet jeśli masz jakąś za sobą to może warto rozważyć powrót albo znaleźć coś nowego? Ps. Z ciekawości od jak dawna masz diagnozę? -
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
nieprzenikniona odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
My chyba nie mamy hosta, jak dla mnie to się zmienia…tzn teraz głównie jestem ja ale rok temu większość czasu był ktoś inny. Ja jestem np opiekunem ale nie mogę być hostem - nie mam wszystkich emocji- np złości. W terapii się sprawdzam najlepiej ale w życiu niekoniecznie już. Zresztą nie zajmujemy się właściwie określaniem naszych ról. Najważniejsze jest to co kto „wnosi” sobą i dlaczego tak się dzieje. Większość tego co mamy w głowie widać jedynie wewnątrz. Tzn terapeutki były świadkami „konkretnych” przełączeń ale tak ogólnie to większość przechodzi płynnie i nikt tego nie zauważa (a jeśli zauważa to uderzamy w humor). O moim zaburzeniu nie wie nikt poza terapeutką, lekarką i mężem (ale on i tak nie interesuje się na czym to polega - w sumie dla mnie dobrze). Dużo energii kosztuje nas właśnie aby nie rzucać się w oczy jako system. Generalnie wiem, że nie miałam wyjścia i i tak dobrze mi się trafiło że po moich przejściach mam jedynie DID (plus CPTSD) - słowa osoby diagnozującej, ale no nie cieszę się za bardzo że to mam. Jest mi trudno i żal mi życia które przez to tracę (dysocjacja, kryzysy etc) -
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
nieprzenikniona odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
Mówię o integracji a nie fuzji…fuzja to zlanie w jedno i tego na pewno nie będzie…tzn może gdyby się dało u nas to fuzja byłaby lepsza dla funkcjonowania ale wątpię aby to było możliwe… Integracja czyli nauczenie się życia w systemie wspólnie a nie „każdy sobie” i „każdy inaczej” - do tego mamy milion lat świetlnych i tak -
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
nieprzenikniona odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
To ja w domu właściwie nie tzn od męża, poza tym że jestem często jak zombie . Ale w pracy często… -
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
nieprzenikniona odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
Kiepski. Pomimo 2 lat leczenia już nas jako systemu i tak jakby się dało to większość z nas najchętniej pozbyłaby się wszystkich innych, albo chociaż tych „trudnych”. Ale u nas generalnie występuje dużo nieporozumień w wręcz wewnętrznej przemocy. Poprzednia terapeutka nazywała nas mafią, obecna rodziną po trudnych przejściach (dyplomatycznie nie mówiąc że to patologiczna rodzina)…w każdym bądź razie nasza integracja póki co nie istnieje i właśnie nad tym najbardziej pracujemy na terapii. -
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
nieprzenikniona odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
Stany depresyjne, lękowe i myśli samobójcze. Tzn nie leczę tym DID tylko to co z tym u mnie współwystępuje. Bez leków to raz, że bym już nie żyła a dwa, że nie mogłabym brać udziału w żadnej terapii. -
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
nieprzenikniona odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
4 lata terapii ,w której nie umiałam zachować żadnej ciągłości pomimo 3 sesji w tygodniu…to chyba najbardziej dało mi do zastanowienia…no i zawsze postrzegałam siebie w częściach nawet jak nie miałam pojęcia o diagnozie (ani jej nie podejrzewałam). Poza tym jakieś 2 lata przed pójściem na diagnozę moja lekarka rzuciła podejrzeniem widząc mnie na jakiejś wizycie…(chodzę do niej od 17 lat więc mnie zna). Tzn nie wprost ale zapytała czy inni nie mówią mi, że „nie jestem sobą” etc. Wtedy nie wiedziałam o co jej chodzi. Potem połączyły mi się kropki. Swoją diagnozę miałam stawianą na podstawie TADS-I ale też osoba diagnozująca przeprowadzała wywiad z moja terapeutką (ona nigdy nie sugerowała mi Did…tzn nic mi nie sugerowała w sumie…ale jak powiedziałam jej że to podejrzewam to od razu się z tym zgodziła). Generalnie więc ani lekarka ani terapeutka z którymi pracowałam dość długo nie powiedziały mi „to nie to, nie idź do tą stronę”, one już przed diagnozą uznały, że faktycznie raczej to to etc Co do samej amnezji to nawet w „pełnym” DID to nie wygląda jak w filmach. To nie tak że tracisz całkowicie wszystko i nic nie pamiętasz. To wygląda zdecydowanie inaczej, zresztą wiele kwestii nie wygląda w tym zaburzeniu tak jak w mediach czy na tik toku. Gdybym się tym sugerowała to stwierdziłabym, że na pewno nie mam tego zaburzenia. Natomiast to co znalazłam w książkach bardzo dokładnie opisywało większość z moich doświadczeń. Diagnozę otrzymałam w wieku 39 lat a leczę się psychiatrycznie od 20 roku życia…więc to też nie tak, że to była szybka i prosta droga. Wcześniejsze bpd może jeszcze jakoś pasowało jak byłam młoda ale teraz to już nawet nie spełniałam kryteriów a mój stan psychiczny się pogarszał. A taką najbardziej znaczącą kwestią dla której „chciałam” zrobić diagnozę były stany dysocjacyjne które potrafiły/ potrafią wyłączyć mi realny odbiór rzeczywistości- np za kółkiem…chociaż ostatnio spadałam przez dysocjację ze schodów np. Bo to jest coś co muszę wyleczyć a już wiem że dopóki bariery pomiędzy częściami będą szczelne to tego nie zrobię. Plus trauma z wczesnego dzieciństwa. -
Dzisiaj dosłownie rozdwojenie jaźni…czasem nie wierzę, że to wszystko dzieje się w mojej głowie…
-
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
nieprzenikniona odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
Tak na szybko, bo weszłam akurat ale rzadko tu bywam już. 1. W Polsce póki co DID jedynie wywiadem TADS-I, nic innego nie „zdiagnozuje” tych zaburzeń, mmpi-2 w ogóle ich „nie wykazuje” (bo nie był od tego). Można się odezwać do e-psyche w Katowicach może kogoś podpowiedzą w rejonie. Wiem, że można też robić u nich diagnozę online chociaż możliwe że trzeba będzie też przyjechać na 1-2 spotkania na miejsce. Jak ktoś deklaruje diagnozę DID innymi narzędziami to uciekać 2. Derealizacja i depersonalizacja często współwystępują z DID (większość mojego życia to te stany) ale mogą też występować przy wielu innych zaburzeniach. Natomiast warto znaleźć kogoś kto to ogarnia a nie np terapeutę który uważa dysocjację za opór etc 3. Co do leków, to ja np biorę lit już 3 rok…nie na wahania a przeciwko ms ale dobrze na mnie działa, w pewnym momencie uratował mi życie… no i mi osobiście bardzo trudno dobrać leki, obecnie biorę Bupropion, Seronil i Lit właśnie…połączenie niemal „z dupy” Ale się sprawdza u mnie 4. Do samego DID trzeba mieć raczej bardzo dużą traumę z wczesnego dzieciństwa, oraz PTSD/CPTSD - tzn te diagnozy chodzą nieco łącznie…przynajmniej przed leczeniem. 5. Mnie leczyli na BPD i wszystko inne prawie 20 lat zanim odkryto że to jednak DID…więc to nie jest coś co rzuca się w oczy, zresztą moje zaburzenie w ogóle nie rzuca się w oczy…większość mojego otoczenia myśli, że nie mam generalnie żadnych problemów psychicznych…to właśnie taki układ - coś za coś…tzn bywają prezentacje bardziej jawne, ale to podobno mniejszość…większość osób z tym żyje tj „w ukryciu”. Nie specjalnie - to właśnie adaptacyjne żeby nie było nic widać, tylko koszta są ogromne… 6. Dziennik mi bardzo pomógł, na poprzedniej terapii pisałam go dla siebie kiedy właśnie wychodziło, że nawet przy sesjach z dnia na dzień nie potrafię zachować „ciągłości” (plus inne rzeczy). Generalnie bardzo mi pomógł bo potem czytałam wpisy, których nigdy bym sobie nie przypomniała gdybym ich nie zrobiła (nie mówię o samym robieniu wpisów ale o tym jak opisywałam „siebie” czy postrzeganie „świata”). Obecnie prowadzę dziennik stricte pod terapię i co tydz wysyłam w mailu mojej terapeutce…ale się zupełnie nie cenzuruje przed nią więc po prostu ją robię to co robiłam a ona ma „materiał”…sama mówi, że gdyby miała ze mną jedynie sesje 1 x tydz to 90% rzeczy by było dla niej niewidoczne… bo szczerze powiedziawszy na sesjach przez ok 1,5 roku terapii (sesję 1 x tydz) miałam może 2 lub 3 takie konkretne przełączenia…tak to jest zdecydowanie bardziej subtelnie…ona mówi, że jej tak powiedzmy „pływam” po jakimś spektrum częściej (tzn że się zmieniam w ciągu jednej sesji ale nie jakoś skrajnie). 7. W polskim szpitalu w życiu nie wykryją Ci DID, podejrzewam że nawet jakbym ja trafiła i dała im oficjalną diagnozę to jeszcze próbowaliby ją uwalić heh. Ale sama trafiłam kiedyś na psycholog kliniczna z oddziału, która była oburzona tym że podejrzewam DID bo ona od 10 lat pracuje na oddziale i się nie spotkała nigdy z takim przypadkiem - pomijam, że wiedzę miała zerową i myślała że będę jej robić filmowe przełączenia na zawołanie chyba XD 8. Te różne myśli i odczucia to też nie zawsze musi być DID, nie wiem jak przy Chad ale przy cptsd i bpd to też często wygląda „podobnie”…tutaj jest bardziej kwestia jakościowa i ilościowa objawów niż sam objaw. -
Trzymaj się jakoś bo i tak świetnie sobie radzisz robiąc to wszystko…ale wyobrażam sobie jak to może być trudne…
-
Ja byłam na dość kiepskiej psychoanalitycznej ale i tak terapeutka sporo mówiła nawet (chociaż czasem może lepiej jakby się wcale nie odzywała xd) teraz mam terapeutkę CBT i schematów (chociaż nie pracuje ze mną żadnym z tych nurtów stricte) i bez porównania…ale nawet nie o sam nurt chodzi, dla mnie to zupełnie inny wymiar „terapeuty”, ktoś kto reaguje jak człowiek, ktoś z kim rozmawia się jak z człowiekiem a nie książka, ktoś kto potrafi wyrazić swoje zdanie, ktoś kto potrafi nawet najtrudniejsze rzeczy powiedzieć tak, że są do przeżycia etc… np dzisiaj rozmawiałam z nią o tym że od przyjazdu z wakacji nie mogę jeść…tzn nie czuję głodu w ogóle i jem jak mi się przypomni etc…to od razu policzyła że to już 5-ty dzień i że to już poważne, zaczęła ze mną myśleć co mogłabym jeść żeby jednak to jakoś ogarniać a przy okazji testować czy przy czymś czuję, że smakuje mi bardziej albo mniej, finalnie doszłyśmy do wniosku, że może powinnam jeść smoothie w smakach jakie zazwyczaj mi smakowały (bo teraz nie wybiorę co mi smakuje bo sama nie wiem)…oczywiście bez narzucania czegokolwiek itp dla mnie to wreszcie taka normalna forma leczenia xd a nie „głęboka” analiza, że moje niejedzenie wynika z braku emocjonalnego związku z matką z czego realnie wynika dla mnie tyle co nic (bo nawet jeśli faktycznie to jest przyczyna to nadal nie mogę jeść i po dowiedzeniu się tego to się nie zmienia xd) dobra mam awersję do psychoanalitycznej/ psychodynamicznej - tzn nie wszyscy terapeuci w tych nurtach na pewno są beznadziejni i pewnie dużo zależy od konkretnej osoby…ale wieczna cisza, parafrazowanie wszystkiego czy brak „ludzkich” reakcji u terapeuty nie budują poczucia zaufania i większość osób prędzej czy później rezygnuje z takiego „leczenia”… I to nie jest kwestia, że terapeuta nie może wskazywać różnych dróg czy rozwiązań, bo może…problem leży w tym, że niewielu umie to robić tak aby nie było to czymś narzucanym i pewnie dlatego sesje z nimi wyglądają jak rozmowa ze ścianą…
-
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
nieprzenikniona odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
To super, że leczenie zakończone i życzę, żeby tak już zostało! -
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
nieprzenikniona odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
Ale i tak nieźle, że wpisał takie podejrzenie, lekarze i terapeuci są raczej bardzo ostrożni w tej kwestii jakby to była jakaś kosmiczna diagnoza (a to dość powszechne zaburzenie tylko właśnie niedodiagnozowane). Mi nawet kiedyś jedna psycholog na konsultacji wpisała do ikp ptsd chociaż powiedziałam jej że mam oficjalną diagnozę złożonych zaburzeń dysocjacyjnych… Zresztą wielu osobom to zaburzenie kojarzy się z czymś mega teatralnym (jak np na tik toku) a to kompletnie tak nie wygląda, ja dopiero z książek dowiedziałam się, że jestem dość klasycznym przypadkiem bo gdybym miała bazować na prezentacjach ludzi z netu to w życiu bym nie pomyślała, że mogę mieć coś w tym kierunku Ale oczywiście lepiej nie mieć tego zaburzenia niż je mieć, więc jeżeli nie czujesz, że cokolwiek u Ciebie na to wskazuje to nie ma co szukać na siłę… natomiast to jedno z niewielu zaburzeń w którym diagnoza jest bardzo ważna jako wyznacznik kierunku leczenia. Większość standardowych terapii jest dla „nas” bardziej szkodliwa niż pomocna, także trzeba znaleźć kogoś kto jest w stanie to ogarnąć (co też nie jest łatwe)