Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
magdasz

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Rekomendowane odpowiedzi

Neśka... po przeczytaniu Twojego postu specjalnie się zalogowałem, bo wiem w jakiej sytuacji się znajdujesz, sam to przechodziłem, z tym że ja z troche innego powodu miałem doła no i nie rzuciłem studiami(zaocznymi ;)

Więc tak... przede wszystkim zacieśnij z kimś więźi (np wróć do starych przyjaciuł, przyjaciela) bo w pojedynke sama nic nie zdziałasz, jak sama napisałaś musisz się przed kimś wygadać, normalna rzecz. Nie chodz do żadnych psychologów a tym bardziej nie bierz żadnych mocnych leków. Ze swojej strony proponuje Ci przeczytanie książki => Tadeusza Niwińskiego 'JA'

Nie postawi cie na nogi z dnia na dzień, jadnak tłumaczy sporo rzeczy i pomaga 'upożądkować' swoje JA, nastawia pozytywnie do życia(w moim przypadki i nie tylko:)

...życzę powodzenia ;)

PS. sorry za wszelkie byki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jak ja te kurewne nastroje dobrze znam

chciałabym się nigdy nie urodzić, gdyby to miało mnie uchronić przed takim samopoczuciem

walczę z tym od ładnych paru lat - i powiem ci że pierwsza wizyta u psychiatry to była dla mnie niesamowita ulga. po prostu niesamowita. po raz pierwszy ktoś cierpliwie wysłuchał jak ksztusząc się łzami i smarkając opowiadam o życiu, o tym jak boli, jak płaczę i w ogóle. byłam takim kłębkiem nerwów że jak się wytrzęsłam i wypłakałam poczułam się lepiej. spokojniej. oczywiście niestety jedna wizyta nie rozwiązała wszystkich problemów, ale pozwoliła iść dalej. zażywam fluoksetynę i turlam się do przodu.

ostatnio znowu uciekam w sny, nie chcę się budzić i myślę że największą nagrodą dla mnie będzie ten ostateczny sen. jak mi źle, to myślę sobie że następnym razem zjem całe opakowanie tabletek nasennych które zapisze mi moja lekarka. paradoksalnie,. ale pielęgnacja myśli o ostatecznym rozwiązaniu dodaje mi siły, bo - właśnie jest rozwiązanie. nie ma sytuacji bez wyjścia.

nie żebym to komuś polecała, ale taki właśnie jest sposób: nie mam nic do stracenia, próbuję się wygrzebać. a jak się nie uda to wio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Outsider...

Nawet nie wiesz, jakie to cudowne uczucie, gdy ktos w kogoś wierzy... gdy chociaż rozumie i mówi, że da się z tego wygrzebać... dziękuję Ci. Sięgne z ciekawości po ta książkę i postaram się przeczytać, choć z czytaniem u mnie kiepsko, bo nie wiem już co czytam, ponieważ nie pamiętam na bieżąco poprzednich zdań. Ale skoro to może mi pomóc poukładać moja naprawdę cholernie chaotyczne JA to muszę!! jakoś się zmobilizować!

 

Jestem na okropnym xanaxie, ale mam brać połowę najmniejszej dawki na noc, a rano połowę jaiegoś innego leku przeciwbólowego (bo mam silne skurcze nocne w łydkach i kości mi się przestawiają;)). Biorę to dopiero drugi dzień..do psychologa/psychiatry jeszcze nie trafiłam....

 

Chyba muszę się nauczyć cieszyć z tego, co mam, bo odkryłam, że nie potrafię..

łożysko rasputina

Te uczucia towarzyszą mi w okresie największego doła i powiedzmy rano, gdy nie mam siły nigdzie się zebrać i późnym popołudniem, czasem przeciągając się na wieczór i noc.

Kiedyś powiadałam sobie "Nie ma sytuacji bez wyjścia. Kiedy Bóg zamyka wszystkie drzwi, to otwiera okno" :) Interpretacja dowolna:)

 

Aczkolwiek ostatnio zaczęłam się bać myśli samobójczych i już nawet one nie są dla mnie wyjściem. Wiesz dlaczgo? Bo tam może być gorzej!!!

Ja wierzę, że dusza jest nieśmiertelna, a mój problem to w głównej mierze problem duchowy, wewnętrzny, więc co z tego, że zabiję siebie, jak całe moje JA zostanie.... Tak sobie to wytłumaczyłam i już nie dodtykam tego tematu, bo jeszcze gorzej się czuję.

 

Ale podejście, że nie mamy nic do stracenia, bo życie kiedyś się kończy powinniśmy mieć wszyscy, bo to nasze życie, jedno życie. Tylko jak sobie z nim poradzić, by było normalne to ja już niestety nie wiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak wiem, objawy fizyczne sa najgorsze, ja nawet miesiaczki nielam od ponad pol roku. Wiem, ze musze sie uczyc chodzic na wyklasy, a nie mam sily, nie mam mobilizacji takie zwykle rzcezy mnie przerastaja.

Czuje sie okropnie.

Rozumiem Cie,te wszystkie zle mysli i smutek sa okropne. Co to za zycie bez radosci ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kate78 chciałabym, żeby własnie tak wyglądała śmierć.. Bo dopiero wtedy czuję jakąkolwiek ulgę.

Co do alkoholu - "dopomagałam" sobie nim bodajże z 3 lata, wtedy jeszcze nie miałam nerwicy ani depresji, ale już zaczynały się moje problemy z samą sobą, cierpieniem, niezrozumieniem, niesprawiedliwością tego świata wobec mnie i czasami się zastanawiam czy to nie alkohol przeplatany ścieżkami nie byl katalizatorem do "narodzzin" mojej choroby.

Chciałabym być znowu dzieckiem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kate, Jigga

 

sen był moim "lekarstwem" przez długie miesiące depresji w liceum. Przez jakis czas w ogóle nie chodziłam do szkoły, tylko spałam i spałam... Bardzo chciałam (i chcę nadal), aby śmierć wyglądała właśnie jak wspaniały, głęboki sen...

 

Kama

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej Neśka. Twoja historia jest mi bardzo bliska - od najmłodszych lat zdolna i ambitna córeczka nadopiekuńczej matki i ojca despoty. Zawsze byłam w porządku wobec innych, grzeczna, lubiana. Moje kłopoty zaczęły się również przez pierwszą miłość, bardzo cierpiałam, gdyż od zawsze byłam wrażliwą osobą, wręcz nadwrażliwą, a on był po prostu złym człowiekiem. Wtedy coś we mnie pękło, a moja droga zaczęła biec w dół. Było coraz gorzej, w lo mało co mnie nie wywalili przez nieobecności, bo nie widziałam już sensu w chodzeniu do szkoły, praktycznie w niczym. Mimo złego samopoczucia odkładałam uparcie pójście do samego psychologa, czego dziś bardzo żałuję, bo nie miałam jeszcze objawów fizycznych moich zaburzeń. Dopiero na 2 roku studiów, kiedy już powłóczyłam nogami, a łzy mi samowolnie spływały po polikach, poszłam do psychologa, a potem psychiatry. W tej sytuacji musiałam zapomnieć o swojej dumie czy tym, że zawracam komuś niepotrzebnie de. Nie powiem, że były to udane wizyty, ale po odwiedzeniu innych gabinetów wreszcie trafiłam na oddział leczenia nerwic, gdzie tam NAPRAWDĘ ktoś sie w końcu mną zainteresował. Dlatego też radzę Ci również NESIU, żebyś KONIECZNIE udała się po pomoc. Ja sama próbowałam pokonać swoje objawy, ale mi się to nie udało. Nie trać więc czasu Neśka i daj sobie szansę. Na pewno ktoś Ci wskaże wartościowe aspekty Twojego życia, dla których warto żyć. Ja sama wierzę po przeczytaniu Twojego postu, że jesteś zdolną i ambitną dziewczyną, która znalazła się w trudnej sytuacji i miejmy nadzieje, że pozwolisz podać komuś pomocną dłoń. Pozdrawiam i trzymam kciuki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż też miałem potrzebe wygadania się, ale zrobiłem to w innym temacie, ale chce napisać, że rozumie was i moja sytuacja jest podobna, z nieszczęśliwą miłością też...ona mi się podobała, czuje że ja też jej się podobałem, ale... w tym czasie straciłem ojca, potem byłem ciągle załamany, w szkole rówieśnicy mi dokuczali. Miałem wrażenie, że ona wciąż czeka aż wykonam pierwszy krok, jako jedyna była sympatyczna dla mnie i zawsze mogłem z nią porozmawiać. Ale ja byłem głupi i nie mogę sobie tego wybaczyć!!!Teraz gdy się spotkamy np. w autobusie, jest tylko "cześc" i nie mamy o czym rozmawiać...Siedzimy spięci i czekamy aż coś się wydarzy aby móc to przerwać...

 

Tak naprawde to nie oczekuję żadnej pomocy, mam po prostu potrzebę wygadania się przed kimś i przedstawienia swoich problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż też miałem potrzebe wygadania się, ale zrobiłem to w innym temacie, ale chce napisać, że rozumie was i moja sytuacja jest podobna, z nieszczęśliwą miłością też...ona mi się podobała, czuje że ja też jej się podobałem, ale... w tym czasie straciłem ojca, potem byłem ciągle załamany, w szkole rówieśnicy mi dokuczali. Miałem wrażenie, że ona wciąż czeka aż wykonam pierwszy krok, jako jedyna była sympatyczna dla mnie i zawsze mogłem z nią porozmawiać. Ale ja byłem głupi i nie mogę sobie tego wybaczyć!!!Teraz gdy się spotkamy np. w autobusie, jest tylko "cześc" i nie mamy o czym rozmawiać...Siedzimy spięci i czekamy aż coś się wydarzy aby móc to przerwać...

 

Tak naprawde to nie oczekuję żadnej pomocy, mam po prostu potrzebę wygadania się przed kimś i przedstawienia swoich problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem co się ze mną dzieje.Mój dzień poelga na spaniu i siedzeniu w internecie,choć mam tyle rzeczy do zrobienia.Mama twierdzi,że nic mnie nie interesuję.A z domu wychodzę tylko jak muszę.Czy ja już ześwirowałam.Wszystko mam gdzieś,a jedyne chyba co mnie interesuje to chyba nowe mp3.To straszne.Na szczęście nadal dbam o higienę osobistą.Chociaż tyle!:)Chyba pozostaje tylko podać sobie kulkę w łeb,albo 2.:(((

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Być może to forum spełnia jakąś część Twoich potrzeb towarzyskich i dlatego tak Cię do niego Ciągnie. A może to zwykłe zachłyśnięcie się klimatem jakie ma miejsce u wielu użytkowników i z czasem zwykle się normuje.

 

Zdażyło Ci się tak pierwszy raz w przypadku tego forum, czy częściej zdaża Ci się skupiać na jednej rzeczy i zapominać o reszcie świata?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj zdarza mi się zapomniać o całym świecie.Np jak się zakocham:) Ale to już należy do przeszłości!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Liz ja mam podobnie :cry:

Czy ja już ześwirowałam.

Myślę że nie :!:

 

Mnie forum bardzo absorbuje ,ale też bardzo pomaga :P

Bałam się że to jakieś uzależnienie :roll: ,ale cały czas słyszę słowa mojej psychiatry:"jeśli pomaga,nie żałowac sobie".....hmmm,sama nie wiem :?

 

Pozdrawiam.gusia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Oj zdarza mi się zapomniać o całym świecie.Np jak się zakocham:) Ale to już należy do przeszłości!

 

Zapominanie czy zakochiwanie się?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmmmm Trudno zapomnieć jak to się zakochiwało bez pamięci,ale muszę zapomnieć o tym,by się kiedykolwiek jeszcze zakochać!Ech ale filozof ze mnie:)Raczej emocjonalny popapraniec.Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ale muszę zapomnieć o tym, by się kiedykolwiek jeszcze zakochać!

 

Jejku a to dlaczego? Odkryłaś w sobie powołanie? Masz męża? Wybacz wścibskość...

 

Bez aluzji do Twojej osoby, bo nie wiem skąd ten pomysł się wziął u Ciebie. Ale wiesz heheh znam taką jedną (przyjaciólka) która kwestionuje swoją potrzebę szcześcia poprzez ciepło i związek. Twierdzi że mogłaby żyć napędzana czyimś szczęściem. To samozaprzecznie nawet troszkę działa, ale od czasu do czasu wychodzi z niej bestia i mówi coś o dzieciach i macierzyństwie. Zawsze przypominam jej że do tego facet w pewnym stopniu się jednak przydaje. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nic nie szkodzi.Nie mam męża,ani nawet kandydata na męża.To proste ,po co po raz kolejny zakochać się bez wzajemności?!Odpuszczam sobie tą emocjonalną jazdę nastrojów,od euforii po mysli samobójcze.I bez tego jestem niestabilna emocjonalnie.Wiem wiem.Nie można po nieciekawych doświadczeniach z góry tak zakładać,ale ja wiem,że zawsze tak było,jest i będzie.:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nic nie szkodzi.Nie mam męża,ani nawet kandydata na męża.To proste ,po co po raz kolejny zakochać się bez wzajemności?!Odpuszczam sobie tą emocjonalną jazdę nastrojów,od euforii po mysli samobójcze.I bez tego jestem niestabilna emocjonalnie.Wiem wiem.Nie można po nieciekawych doświadczeniach z góry tak zakładać,ale ja wiem,że zawsze tak było,jest i będzie.:(

 

coś w tym jest. Jak facet wyczuje niestabilność, ucieknie gdzie pieprz rośnie. Eh.

 

Oczywiście, wyjątki się zdarzają. Ale to podobno kobiety są silniejsze psychicznie i mężczyźni tego podświadomie oczekują. Zgadza się?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to mam odpowiedz.Aczkolwiek za bardzo nie podoba mi się:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ale to podobno kobiety są silniejsze psychicznie i mężczyźni tego podświadomie oczekują. Zgadza się?

 

Niestety często tak... Ale zaznaczam że uważam że to działa obustronnie. Przyczyn możaby chyba szukac w zaprogramowanej budowie psychicznej.

 

Odpuszczam sobie tą emocjonalną jazdę nastrojów

 

To jest mądre jesli wynika z wewnętrznej sytuacji. Jeśli jest próbą zaprzeczenia wł. potrzeb emocjonalnych, może przynieść jedynie więcej problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×