Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
magdasz

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Rekomendowane odpowiedzi

no tak. wczoraj pol dnia przeryczalam, zle spalam, wszystko mnie boli a za jakies pol godziny musze wychodzic do pracy :/ kurcze wszyscy maja wolne bo jest swieto a ja ide gazety sprzedawac... :/ ble!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

magdasz,a spójż na to tak-że masz bardzo fajnie,że wychodzisz do pracki!!!Ja nie mam tak fajnie,bo nie mam pracki,i czasem odwagi aby wyjść :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
:oops: no tak masz racje limba. powinnam sie cieszyc ze w ogole mam prace. tylko ze od kilku dni nie moge sie jakos pozbierac. wszystko mnie denerwuje i dobija. rezygnuje przy najmniejszej przeszkodzie i mam wszystkiego serdecznie dosc. mam nadzieje ze to tylko wplyw ciagle zmieniajacej sie pogody.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może....,teraz przyjdzie jesień,wahania ciśnienia i pewnie naszego nastroju.Pewnie,że fajnie,że masz pracę,rozerwiesz sobie,a samo to ,że musisz wyjść i pięknie wyglądać poprawia nastrój.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też tak mam. Rano Ciężko wstać... budzik dzwoni po 4 - 5 razy. Nie mogę się ruszyć. Jak już dotrę do pracy, to siedzę i myślę tylko. Bo nic nie mogę zrobić momentami. Ale wiem że bez pracy bym sfiksował momentalnie w domu. No i przynajmniej spotykam jakichś ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też pracuję, ale chęci do pracy dążą do zera.Mam fajną pracę,ale czuję że przez moją apatię zaniedbuję ją :( Kontakt z ludźmi ok, byle nie za wielu ludzi.Tłum dobija.Jak i poranne wstawanie.

Czas jakos leci dzięki pracy. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

z praca tak juz jest...zawsze sie na nia narzeka. nie chce sie wstawac i tam isc. nie ma sie ochoty ogladac ludzi ale dzieki niej ma sie poczucie ze robi sie cos konkretnego. wlasnie zaraz wychodze do pracki...strasznie mi sie dzis nie chce...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to Madzia miłego dnia życzę.

Ja jeszczę tkwię ze dwie godziny w pracy, ale masz rację.Narzeka się na pracę, ale bez niej..ojjojjjj. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszsytko zaczęło sie od przeprowadzki w z Afryki Do Polski

Pamiętam ten dzień jak przez mgłe ,koszmarną mgłe ,wciągle komus podpadałem ,,,do tych czas dorosli mi ufali i tak nie krzyczeli ,,,,,

W Afryce miałem mnustwo przyjaciuł w Polsce żadnych :cry:

Moi rodzice zbankrutowali ,musieli zlikrodowac swoje studio nagrań wideofilmowanie zwierząt ,więc zostaliśmy a lodzie.Mieszkanie zabrali nam w tydzień puzniej ,ojciec był w szoku jak sie puzniej okazało podpisał kontrakt na trzy lata wrazie jego przerwania tracymy wszystko ,zablano nam nawet słuzbowy samochód który zastepował rodzinne auto (duzy biały Van).Cała rodzina miała tylko siebie i kochane zwierzeta konia kozy i pare psów ,z któymi trzaba było chodzić teraz na smyczy nie łątwo utrzymać 5 wielkich dogów ,w kródce sprzedalismy je wszystkie ,konia odlaiśmy w zastaw za starego grata którym dojechalismy na rancho gdzie zawiązaliśmy nowy kontrakt .I tu się wszytko zaczęło ..nagle znalazłem się w innym świecie ,wiejskim świecie ,wszędziw obowiązywały dziwne zasady :-D .Po kilku mieciącach zadowowiłem się>nie byo to przyjemnie ale nie miałem innego wyjścia ,,,Rodzina zrobiłe to samo ,mój wiecznie zapracowany tato nie dawał po sobie poznac że cos sę z nim dzieje ,wiedziałem że jest cos czego rodzice nie powiedzięli mi już w Komondo ..

(gdzie wcześniej bytoiwałem )W dodatku sszybo sie znowu bogacilismy ,a ojeciec wleiki pracocholik wykańczał sie z dnia na dzień ,juz po 3 klata zmienił sie tak bardzo że sam zaczołem sie o niego bac ,o nie pomyslałem cos jest nie tak ,wszystko wyglądąło na to że gromadzi zarobki na kąkretny cel ,nic w domu się nie zmieniało jeżdziliśmy starym gratem a ja chodziłem wiecznie w tych samych spodniach ,nigdy mi to nie przeszkadzało ale nigdy nie miałem tak pustow szafkach na ubrania .A mama się tak nie zaniedbywała ,,więc gdzie te wszytkie zarobione pieniądze ????nie wiedząc o zasadach i planach ojca zyłem z dnia na dzień ,,,,Wkońcu ndzszedł sądny dzień ,i ten dziwny poranek ...

Dowiedziałęm się wszystkigo ......

Pieniądze były dla mnie a ja miałem >......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kamilu (kamilko?) na psychoforum banika się dostało :D:D

od kiedy to mieszkasz w Afryce ;);) fantazje to masz że hej hej

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj Oj widze że sami znajomi wśrud nas czekam na powitanie chemika :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

od kilku dni przegladałam forum poświęcone nerwicy lękowj ,no i jakby potwierdziły się moje przypuszczenia ,cierpię na to od dziecka ale nie znalazłam tam postów dotyczących takich wachań nastrojów jakie mam ja.PIszę tu do was bo myślę że wielu z was od lat zmaga się z takimi stanami iwielu z was doczekało się fachowej diagnozy, leków itd. Ja jestem na początku tej drogi,dopiero co zaczynam rozumieć co mi jest.Pomóżcie mi ocenić moje zachowania za każde nawet miniej przychylne posty pozostanę wdzięczna. NIe uda mi się sklecić tego zapewne w sensowną całoś wiec wymienie te zachowania po przecinku---NAdmierna nadpobudliwość ,agresja słowna,agresywne nastawienie do świata,tzn złość na wszystkich i wszystko.,Kompletny brak wiary w siebie, czego się nie dotknę to spiepszę,słomiany zapał we wszyskim co zacznę ,taka gonitwa myśli że ledwo sama za sobą nadązam,potrafię nie spać dwie doby bez powodu,smutek jakiego nie znałam,ogarnia mnie taka nie moc że codzienne obowiązki staja się dla mnie prawdziwym wyzwaniem. zamykanie się w sobie najlepiej kiedy nikt nic do mnie nie mówi, niczego odemnie nie chce bo ja jestem tak daleko w myślach że z trudem i niechęią schodzę na ziemię. Nawet najciekawszy film nie jest w stanie mnie pochłonąć.Od tygodnia stosuję antykoncepcje chormonalną i to wszystko się naśiliło nie wiem czy to może być pogorszenie mojego stanu.Problemy ze sobą miałam od dziecka najpierw czułam przez lata lęki a może i fobię jak tylko zbliżała się noc bałam się dosłownie wszystkiego duchów, stuków itd.Pużniej doszła hipohondria Co pór roku na coś umierałam.Z gabinetów lekarskich to praktycznie nie wychodziłam .Kuponów w ksążeczkach rumowskich bez przerwy brakowało.Jako 20 letnia dziewczyna niałam nowotwory wrzody ,15 zawałów serca itd.Lekarze dawali mi magnez ,potaz i uspokajali że w okresie dojrzewania to norma.Teraz mam lat 28 męża ,dzieci to już chyba dojrzałam no ico .Pótora roku temu znów zrobiłam sobie szczegółowe badania włącznie ze spirometrią ,prześwietleniami,echo serca ,ekg,usg jay brzusznej;nerki ,wątroba oraz wszystkie trzewia.Przeróżne testy na przeróżne choróbska.WSZYSTKO OK>,więc dlaczego mój durny umysł w to nie wierzy.JA doszłam już do tego że wogóle się nie przejmóję moim zdrowiem ale ciało samo mi dokucza.Ciągle mie coś kłuje ,dusi.Z tym sobie radzę bo wiem że to nerwica i od tego nie umrę.Najgorsze są te doły ,ta beznadzieja i ta nadpobudliwość z tym nie radzę sobie wogóle.ZApisałam się na czwartek do psychologa,nie wiem czy to coś da czy tylko wyrzucę kasę w błoto.Teraz zaczoł się rok szkolny moje dziecko poszło po raz pierwszy do szkoły jest tyle potrzeb a ja tu trwonię kasę na jakieś pogaduszki w gabinecie .CO ZA BEZNADZIEJA

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam!

Wiesz, to zalezy od czlowieka, ale mi takie "pogaduszki w gabinecie" pomagaly zawsze. Tylko trzeba wyciagac wnioski z tego co sie na tych pogaduszkach wypracuje. I trzeba trafic na psychologa ktory umie takie pogaduszki prowadzic we wlasciwy sposob.

Spojrz na to w ten sposob. Te "pogaduszki" moga Ci pomoc, dzieki nim bedziesz w lepszym stanie, bedziesz sie mogla lepiej zajmowac dzieckiem. Skoro tak to chyba warto? A doly, pobudliwosc itp. to rzeczy ktore dzieki dobrej psychoterapii mozna wyleczyc, takze nie trac nadziei.

I jeszcze jedno, jak sie ma dla kogo zyc(a zawsze sie ma dla kogo)to warto chociaz o zdrowie psychiczne raz na czas zadbac.

A w beznadzieji zawsze znajdzie sie ktos kto poda reke, tylko trzeba sie dobrze rozejrzec! :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dla mnie to depresja.

Nie jestem specjalistką, to oczywiste.

Ale ja mam depresję i czuję się prawie tak samo jak Ty

Nie warto się poddawać.

Nie myśl, że wydajesz kasę na siebie, kiedy jest tyle innych potrzeb, bo to co mozesz osiągnąć , z pewnoscia całej Twojej rodzinie bardzo pomoże.

Co z pieniędzy, gdy żyć się nie chce i rani się swoich najbliższych.

Życzę duzo cierpliwości i samozaparcia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dzięki za wspaniałomyślne opisanie mojej osoby

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem osobą której temat (można tak powiedzieć)bezpośrednio nie dotyczy, ale jednak dotyczy.Mianowiecie.Jestem z partnerem który ma objawy takie jak tutaj opisujecie.Jestem na waszej stronie ponieważ piszecie niezwykłe rzeczy,historie z życia wzięte.Czytam o waszych objawach i zastanawiam się jak mogę drugiej osobie pomóc.Pomóc jeszcze bardziej.Problemy zaczęły się jakiś czas temu (około 4 miesiace temu).Wszystko zaczęło sie od alko.Jest on osobą strasznie luźną,który nigdy sobie nie odmawiał.Pił dość często i dużo.Pewnego dnia poczuł się "beznadziejnie"...i zaciągnęłam go do szpitala zeby sprawdził to lekarz.Jest z nigo panikarz-to fakt.Ale od tego momentu zaczął strasznie paniować na punkcie swojego zdrowia.Kołatania,przyspieszona akcja bicia serca,zawroty głowy,ból głowy i generalnie ogromna panika przed jutrem.Kiedy się budzi,zadaje sobie pytanie "czy znów mnie dzisiaj to dopadnie".I dopada....Jestem cierpliwa,zawsze staram sie go wysłuchac kiedy jest mu źle,kiedy coś mu doskwiera.Robię mu od czasu do czasu "pranie mózgu" i wówczas jest lepiej.Ale nie na długo.Może Wy macie jakieś porady jak można podnieść jeszcze bardziej na duchu taką osobę.Byłam z nim u lekarza,bo jak sam stwierdził ,ze poprostu nie da sobie rady.Ale naprawde nie wiem co ja jeszcze mogę zrobić,by mu pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam serdecznie!

Pragnę zwrócić się do Państwa o poradę.

Jakiś czas temu jeden z moich kolegów (16 lat) stał się ofiarą choroby jaką jest depresja. Wahania nastrojów, zamknięcie się w sobie, stany nerwicowe prowadzące do dotkliwych samookaleczeń które skrzętnie ukrywa, myśli samobójcze. Mówi mi o tym, zresztą z tego co widzę nie tylko mnie. Nie powtrafi tego powiedzieć twarzą w twarz, bo to trudne dla niego a i dla mnie taka rozmowa nie była by zapewne łatwą .

Powodem tych jego stanów jest zawód miłosny (jak to w tym wieku bywa) oraz (jak twierdzi) ogólne niepowodzenie w życiu. Wsystko było w miarę dobrze do czasu gdy nie rozpoczął się rok szkolny. Tzn tez miał różne stany załamania, no ale nie takie.

Po prostu poszedł do szkoły, znów spotkał się ze swoim zawodem miłosnym w klasie i zaczęło sie na nowo, choć te jego stany miały miejsce także podczas wakacji. Nie raz widziałem jak się pociął i ukrywał to przede mną, ja nie miałem odwagi o tym porozmawiać, bałem się że mu jeszcze taką rozmową zaszkodzę.

Mam oczywiście kontakt z jego Rodzicami i pytali podczas wakacji, jak radzę sobie z jego stanami emocjonalnymi, odpowiedziałem wprost - "radzę sobie" i tez jakoś nie miałem odwagi powiedzieć że to ewidentnie jest depresja, bo wszelkie objawy ku temu pewnie wskazują.

Z jego rozmów ze mną wynika że jego stan pogarsza się z dnia na dzień, miesiąca na miesiąc, ja staję się powoli bezsilny, nie potrafię pomóc, boję się że jeszcze zaszkodzę. Wiem że trzeba podtrzymywac na duchu itd. choć tez mozna pogorszyć sprawę takim podtrzymywaniem, przynajmniej w jego przypadku mówienie że "wszystko będzie dobrze, musisz skorzystać z pomocy specjalisty" nic może nie dac.

Udało się go nakłonić (tu zasługa rodziców, których jak stwierdził wczoraj "dydaktyczne uwagi mnie wkurzają" do wizyty u psychologa (we wtorek)), tylko bawiam się że on jeszcze bardziej się załamie po tej wizycie i coś sobie zrobi. W każdym bądź razie mam zamiar mu powiedzieć że pierwszy kontakt ze specjalistą nie zawsze musi być udany. Rodziców nieco denerwują jego stany, wtedy robią mu uwagi, denerwują się, no ale trudno, tez czasem mnie to wyprowadza z równowagi, ale staram się tego nie pokazywać. w każdym bądź razie dużo czasem nie brakuje żebym po prostu przy takiej rozmowie wybuchł. Potem zapewne bym żałował.

On twierdzi że nie jest chory i jakoś to przeżyje, ale chyba będzie mu trudno przezyc skoro ta "niechoroba" jest już że tak powiem w takim stadium. (samookaleczenia, stany załamania, wybuchy gniewu prowadzące właśnie do samookaleczeń). Nie mam zamiaru mu wmówić że to jest dpresja, bo on w to nigdy nie uwierzy, psycholog zapewne mu to powie i niewiadomo jaka będzie jego reakcja. Jest bardzo wrażliwy i jeszcze przekonany że niechory. Bardzo mi go szkoda bo jeszcze rok temu był zupełnie innym i fajnym kumplem. Nie twierdzę że taki teraz nie jest, bo przecież ciągle nie ma takiego stanu. Miał jakieś tam problemy, ale takie to tam każdy ma i sobie z nimi radzi, on tez sobie radził. Teraz mam wrażenie że zmienił się. Te jego wybuch "furie" jak to nazywa trochę mnie zaskoczyły, zwłaszcza że byłem ich swiadkiem, prowadzące czasem do płaczu, no i to kaleczenie się. Teraz to już jest prawie co dzień, on twierdzi że z tego wyjdzie, no ale jak wyjdzie skoro mi powiedział że myśli samobójcze są czasem bardzo silne. Czasem mnie to tak przytłacza że już nie wiem co mu powiedzieć. Wiem że psycholog do którego się uda zna się lepiej, tylko jak już mówiłem, on twierdzi że nie jest chory. Powiedziałem coś wczoraj o lekach, to stwierdził że one nic nie dadzą. Mam nadzieję że powie to wszystko psychologowi i nie załamie go to że dowie się że jest chory.

To chyba tyle.

Proszę o wsparcie.

Pozdrawiam - Tomek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć Tomek!

To miło ze się interesujesz swoim kumplem i martwisz się o jego stan.Ale wydaje mi się ze powinien bezwzględnie udać się do specjalisty.Wiem ze są lekarze i "lekarze".Ale nie oznacza to że akurat ten lekarz nie pomoze.Znam to na przykładzie mojej przyjaciółki.Miała totalne załamanie.Wszystkie niepowodzenia skumulowały się do kupy.Nastąpił punkt kulminacyjny i dupa.Twierdziła ze nic jej nie jest ,ze to minie.Ale kiedy doszło do sytuacji kiedy tylko spała,nic nie jadła i patrzyła w sufit stwierdziłam że niestety nikt tu nie pomoze jak tylko dobry psychiatra.Nie chciała o nim słyszeć,stwierdziła ze to ja jestem nienormalna i to ja powinnam się leczyć a nie ona.Wszystko i wszyscy ją wkurzali.Najlepiej gdyby nikt do niej nie przychodził,nic nie mówił,nie dzwonił.Ja ją też denerwowałam.Wiem o tym.Ale byłam cierpliwa i często gęsto gryzłam się w język zeby coś głupiego nie powiedzieć.Ale.Pewnego dnia poprostu umówiłam wizytę u lekarza i ją tam siłą zaciągnęłam - oczywiście "pod pretekstem".Było ciężko,nie powiem.Ale udało się.Poszła,oczywiście płakała kiedy opowiadała co jest przyczyną.Bo jest chyba baaaardzo trudno otworzyć się przed drugą osobą i to w dodatku obcą i opowiadać o swoich stanach emocjonalnych.Ale przepisała jej lek.Trafiła za drugim razem.Podziałał.Stanęła na nogi.A po dwóch dniach brania leku poprostu odzyła.Życzę Ci powodzenia.Naprawde,musisz uzbroić się w cierpliwość i zaciągnąć go choćby na siłę.Pozdrawiam.Magda

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziekuję bardzo za odpowiedź Magdo!

Zrobię wszystko co w mojej mocy żeby tez stanął na nogi. Czasem jest to tak trudne że mnie to przerasta. Szczególnie teraz gdy sie to nasiliło Trochę poczytałem na leczdepresjepl., co mogą poradzić osoby pomagające ludziom którzy mają depresję. Trochę niby to pomogło, no ale każdy jest inny i trzeba jakoś dostosowac sytuację do osoby Poczekam do wtorku jak się sprawa z nim wyjaśni. Chodzi o tą wizytę u psychologa. Dziś będę z tym kolega rozmawiał. Postaram się uzbroić w cierpliwość.

Pozdrawiam - Tomek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cierpliwośc w Twoim przypadku jest najważniejsza.Musisz być też silny i mocno zacisnąc zęby.Pozdrawiam i życzę powodzenia.Magda

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj!

A co lekarz powiedział?

Co Twój partner lubi robić? Może spróbuj odciągnąć jego myśli od tej przypadłości. Problem ppolega na tym, żejak nas coś boli, to widzimy tylko siebie i nasze cierpienie. A życie jest wokół nas a nie w nas, tak mi się wydaje. Może jakieś nowe hobby, np. sport to jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

powiem tak - postaraj sie go czyms zajac i nie dawaj mu ciagle opowiadac o tym co mu jest- wtedy on sie nakreca ( ja tak robie i juz wiem ze to zle). Ja widze ze jak sie czym zajme zainteresuje to objawy "cudownie" znikaja i to chyba najlepszy sposob.A tak na marginesie to uwazam sie twoj partner ma niesamowite szczescie ze ma obok siebie taka osobe jak ty!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Wam bardzo!

Dziś pierwsza wizyta u specjalisty. Przyznam że odbywa się obecnie. siedzę trochę jak na szpilkach, bo nie wiem jaka będzie jego reakcja. Pojechał z mamą, wczesniej pytał mnie dlaczego musi jechać z mamą, to wytłumaczyłem, że psychiatra musi także porozmawiać z opiekunem. Na szczęście to zrozumiał, ale na tym rozmowa się skończyła. No nic, nie rozgaduję się póki co. Czekam na wynik wizyty. Dzięki Bogu i Waszemu wsparciu staram się być dobrej myśli.

 

[ Dodano: Sro Wrz 13, 2006 12:00 am ]

Jest po. I teraz czy dobrą jest jego reakcja: "jest fajnie, no nic wizyta, droga, no zdrowy jestem". Specjalista do bani? Fakt że ma ostatnio dobre dni, rozpromieniony szczęśliwy, tylko boję się że gdy go to dopadnie to będzie źle. Chyba że po prostu nie chce powiedzieć jak było podczas wizyty, bo nie powiedział, a ja nie nalegałem. Mam skontaktować się z rodzicami czy jak? A może ten jego stan to w związku z kontaktem z psychiatrą?

Jak to jest?, bo zaczynam sie bać o kolejny atak jego depresji :(

Nic juz nie wiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesli lekarz wiedzac o wszystkich opisanych przez Ciebie objawach orzekl ze Twoj kolega jest zdrowy, to powinno mu sie odebrac prawo do leczenia ludzi... Ale niewykluczone ze zatajono przed nim przynajmniej czesc z tych objawow...Ja porozmaiwalbym najpierw z rodzicami kolegi. I albo doradzalbym ponowna wizyte(moze bardziej szczera dla odmiany), albo zmiane lekarza na kogos kto tych objawow nie zbagatelizuje.

A tak na marginesie, to jestem pod wrazeniem. Moim zdaniem prawdziwych przyjaciol ludzie nigdy nie maja zbyt wielu. Twoj kolega ma prawdziwe szczescie ze ma Ciebie. Gdyby wiecej ludzi mialo taka postawe jak Ty ten swiat bylby zdecydowanie przyjemniejszym miejscem do zycia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×