Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez monikaaa 03 lis 2007, 13:44
Nie bój się, tylko spraw aby tak się nie stało. Musisz być silna bo dużo zależy od twojej wytrwałości. Bardzo dużo. Musisz być podporą dla niego. W każdym miejscu i o każdej porze. Dasz rade. 3mam kciuki :)


U mnie nawet nic sie nie zaczęło, pomimo, że byłam wytrwała, nadal jestem.. no ale widocznie tak musi być..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
06 paź 2007, 17:05

przez Pstryk 03 lis 2007, 15:13
slitzikin, no chłopie ciężka sytuacja. Jak ktoś już tutaj zasugerował, też uważam, że najlepszym wyjściem jest usunięcie się na bok. Wiesz, ona najwyraźniej nie wie do końca czego chce, potrzebuje czasu, aby się przekonać. Jeśli więc zależy Ci na niej, nie nalegaj, nie naciskaj - bądź po prostu zawsze, gdy tego będzie potrzebowała, jednak nie pozwalaj na takie sytuacje, jak wtedy - w piątek, ponieważ one jeszcze bardziej mieszają jej w głowie, wprowadzają w niej zamieszanie, a Tobie sprawiają ból. Z czasem wszystko się okaże. Życzę Ci Kochany dużo siły i cierpliwości. Ale jak Cię znam, dasz sobie rady. Wiesz, czasem lepiej nie robić nic na siłę - to daje gorsze efekty aniżeli nic nierobienie.

A ja moi Kochani jestem w paskudnej sytuacji. Po szpitalu psychiatrycznym (dwa latka temu) bardzo się zmieniłam. Wiem czego chcę, dążę do tego. Ale mój facet, z którym jestem od 3 lat nie idzie w tym samym kierunku co ja. Nie potrafi mnie zaakceptować taką, jaka jestem od momentu przejścia gruntownej terapii. On kocha tamtą bezradną, bezwolną Beatę, którą byłam przed pobytem w szpitalu. Jednak nadal uparcie twierdzi, że jest Ok. Tymczasem nie jest - od dwóch lat.

Zebrałam się dzisiaj w sobie i powiedziałam mu szczerze, otwarcie, z serca, co mnie gryzie. Doszło do tego, że prosiłam go, aby pozwolił mi odejść. Nic. Zero efektu. On nigdy nie pozwoli mi odejść a ja nigdy nie pogodzę się, że zamknął mnie w klatce. Zna moje słabości i je wykorzystuje. Szantażuje mnie emocjonalnie.

Znam siebie i swoje skłonności - w takich chwilach, jak dzisiaj, mam ochotę się zabić bo jedynie to przychodzi mi do głowy jako rozwiązanie tego koszmaru, w którym tkwimy oboje.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez jaaa 03 lis 2007, 15:28
bethi ale to Twoje zycie jesli naprawde tkwisz w zwiazku ktory Cie nie sstysfakcjonuje bo sie poprosrtu zmienilo cos postaw sprawe jasno to ty masz byc szczesliwa
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Pstryk 03 lis 2007, 15:41
Też tak zrobiłam. On nie przyjmuje tego do wiadomości. Nie potrafię być wobec niego bezwzględna bo on szantażuje mnie, że sobie coś zrobi lub doprowadza mnie do stanu, w którym nie mogę zostać sama bo sobie coś zrobię. Nie pozwalam się mu dotykać. Mimo wszystko on twierdzi, że wszystko będzie dobrze mimo, iż ja mówię wprost, że już nie chce, żeby było dobrze. Kicha :cry:
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez jaaa 03 lis 2007, 15:49
to nie przejmuj sie tym szantazem( pewnie tak tylko gada :roll: ) powiedz mu ze na sile nie chcesz go unieszczesliwiac i tlamsic jednoczesnie sie w niesatysfakcjonujacym zwiazku nie bedziesz

musisz znalezc swoja droge szczescie bo szkoda czasu na to i jego i Twojego im wczesniej tym lepiej wierz mi
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

nie kocham,nie chce,nie"nie chce",nie nienawidze-n

przez żadna 04 lis 2007, 00:48
.czuje jakby moje zycie toczylo sie obok mnie.Wszystko jest mi tak strasznie obojetne..ale od poczatku: mam 20lat studiuje.od ponad miesiaca jestem w strasznym stanie: rano nie moge wstac z lozka, wpadam w placz prawie codziennie-tylko kiedy zosatje sama..calymi dniami nic nie robie, nie umiem sobie znaezc miejsca,kazde spotkanie z ludzmi to jest dla mnie udreka, straszny stres i meczarnia, bo po prostu nie mam nic do powiedzenia,i strasznie sie spinam spotykajac z ludzmi.Wiadomo,sa (jeszcze!) blizsi przyjaciele, ale oni tez maja mnie powoli dosyc , bo zaden z ich sposobow na pomoc mi (wyciaganie mnie z domu, dopytywanie o moj stan,rady,przekonywanie ze nie jestem tak beznadziejna jak mowie), nie umiem powiedziec o co mi do konca chodzi. A mi chodzi wlasnie o to ze nie wiem o co mi chodzi. Wszystko jest dla mnie obojetne-nie mam kompletnie swojego zdania: poczynajac od glupiego filmu, konczac na wyborze studiow (studiuje cos co mnie kompletnie nie interesuje) i decyzji czy byc z mom chlopakiem czy nie. No wlasnie : kolejna rzecz w moim zyciu, ktora dzieje sie jakby bez mojego udzialu.Zwiazek: jestemy razem od 3,5roku i zawsze czulam sie przy nim (5lat starszym)gorsza,glupsza, nudniejsza mniej sprytna itd. On mnowstwo pasji znajomych itd, a ja zestresowana przy nim. Chlopak generalnie traktuje mnie super: wyrozumialy, uczciwy-nic mu sie nie da zarzucuc.Ale ja przez te 3,5 roku nie pozbylam sie tego stresu przy nim bedac i nie czuje sie swobodnie-boje sie go-ze jest lepszy ze ja mam beznadziejne zycie w porownianiu z nim, ze nie mam w tym zwwiazku nic do gadania.No i najwazniejsze: nie wiem co do niego czuje. A on mial mi sie oswiadczyc(tak mowil) .Dlatego odkad jestem w moim stanie (depresja?zalamanie?) strasznnie sie wyizolowalam i przestalam do niego odzywac-powiedzialam ze musze dojsc ze soba do ladu.Minal miesiac a ja do niczego nie doszlam i caly czas jest to samo -total chaos stres rozpacz,zagubienie.Chodze na terapie i biore leki.Ale powoli znikam i nie wiem co robic!!!???trace Go, przyjaciol, znajomych, rodzine...powiedzcie czy ktos z Was idzie przez zycie rownie biernie jak ja???i nic nie czuje????albo nie wie co czuje?przeciez to nie zycie!!!juz mam dosc...
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
03 lis 2007, 23:03

Avatar użytkownika
przez jaaa 04 lis 2007, 01:06
rozumiem cie - ja tez nic nie czuje -obojetnosci,nie wiem co chce mam puste zycie , a powinnam byc szczesliwa bo nic mi przeciez nie brakuje

daj sobie czasu dojdziesz wkoncu sama do tego co chcesz ,wkoncu to tylko miesiac jest z toba zle,orzypomnij sobie jak bylo wczesniej moze to Ci ulatwi :roll:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

przez żadna 04 lis 2007, 01:12
dzieki jaaa ,
taaa miesiac jest zle, ale tak na prawde to od kilku lat jest zle: nie ma mnie-wtapiam sie w tlum i boje sie pokazac siebie, nie umiem jakby o siebie zadbac,zapomnialam czego chce i to wlasnie powoduje moje doly-a ten nie jest pierwszy. I trwaja o kilka miesiecy-5,6 :/
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
03 lis 2007, 23:03

Avatar użytkownika
przez jaaa 04 lis 2007, 01:16
to sie otworz nikt Cie nie zje ;) ,zaakceptuj sie ,polub siebie ,wiem ze ciezko ale to jedyna droga tez kiedys unikalam ludzi balam sie,ale sie zmienilo zaczelam mowic co myslec! smiac sie i dbam tylko o swoj wlasny tylek( co nie znaczy ze nie lubie pomagac innym czy ich wysluchac) chodzi o to zebys znalazla droge wlasnie w zyciu ,odwagi troche ,rob to co lubisz i nie zmuszaj sie do niczego,malymi kroczkami rob postepy nie panikuj nie potrzebnie jest cale zycie na to by sie cos zmienilo a tak jest prawda ze w zyciu WSZYSTKO sie zmienia ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

przez żadna 04 lis 2007, 01:27
no wiem ze sie zmienia itd dzieki za te slowa tylko wiadomo: latwiej powiedziec uslyszec, przez chwile w to uwierzyc a potem znowu zapomniec i wrocic do swojego uzalania sie i strachu...
a jak to jest z Toba?dziala?bo z jednej strony najpierw mowisz ze Ci tez wszystko obojetne ze masz puste zycie a potem ze juz nie uciekasz od ludzi i dbasz o siebie itd-to jak to w koncu jest? ;)
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
03 lis 2007, 23:03

Avatar użytkownika
przez slitzikin 04 lis 2007, 03:32
bethi - dzięki. Niestety spóźniłaś się. Zmusiłem ją do rozmowy. bethi ja już trzy miesiące zachowuje się jak oszołom, wymyślam sfingowane pomysły by się z nią spotkać i roi mi się, że uda mi się ją odzyskać w ciągu jednej nocy. Do tego ona przekazuje takie sygnały, to było zbyt trudne i niejednoznaczne.
A teraz już jest jednoznaczne. Powiedziała, że są chwile kiedy bardzo mocno chce być ze mną, a są takie w których chce być sama. Uważa, że tych drugich jest więcej i że odsuwałaby się wtedy i krzywdziła mnie, przez co nasz związek ma małe szanse.
Oczywiście jestem na nią zły jak pies, że decyduje za mnie, ale i ja mam pewne wątpliwości. Chociaż nie wygonię jej łatwo z mojego serca, tymbardziej że związek z nią był dla mnie lekarstwem i na nerwicę i na depresję, wiem teraz na czym stoję.
Muszę w końcu zaakceptować ten fakt i nauczyć się żyć bez niej i fizycznie i psychicznie. Będzie potwornie ciężko. A skurwysyńsko mocno chciałbym dostać od niej tą jedną jebaną szansę. Ech...
No trudno. Przepraszam za przekleństwa.

Naprawdę trudno mi w to uwierzyć, trudno zrozumieć, że można chcieć się do kogoś przytulać, chcieć rozmawiać z nim, widywać go, całować, a jednocześnie nie chcieć nawet spróbować, nie chcieć dać nam szansy.

Teraz każde z nas będzie ostrożne w słowach i gestach i czas zatrze resztki uczucia, które się w nas tlą i być może coś co mogło przerodzić się w coś pięknego, przeminie i zniknie. Czy nie mam racji?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
258
Dołączył(a)
10 kwi 2007, 00:25
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez makanti 04 lis 2007, 09:21
Moja dziewczyna ma poważną depresję. Ciężko ją gdziekolwiek wyrwać z domu. Po pracy przychodzimy do domu i nic nie robimy tylko leżymy. Nie mamy już o czym pogadać. Nie wiem czy jesteśmy tak sobą znudzeni czy to tylko rutyna... Chciałbym temu jakoś zaradzić, ale nie wiem co mam z tym zrobić. Staram się na wszystkie sposoby i jest coraz gorzej. Ja sam chyba już załapałem depresję, albo zwyczajnie się poddaje. POMOCY!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
189
Dołączył(a)
04 lis 2007, 08:46
Lokalizacja
<---+--->

Avatar użytkownika
przez jaaa 04 lis 2007, 12:12
zmuszam i i robie na sile od tak zeby wlasnie nie popadac w to gowno jeszcze bardziej ;)

zmienia sie mi uwierz dzis mi z lozka wstawac sie nie chcialo jakby dnia mi sie nie chcialo zaczynac - widze sie z facetem ktorego nie kocham i nie chce z nim byc jestem z nim dla wypelnienia czasu( i chyba wlasnie od tego by nie popasc w glebsza glebine bo taka jest prawda do normalnego funkconowania POTRZEBNI nam sa inni ludzie) i dlatego ze tak cholernie mu zlezy na mnie,idziemy do klubu dzis na bilarda i na zakupy ,i mimo ze fizyczynie to wszystko bede robic to i tak w glowie mam swoje jaka to ja niesczesliwa jak mi sie nic nie chce ,wierz mi najlepiej czuje sie w domu sama ,wczesniej tak nie bylo .. nie wiem czy wroci ten moj stan dawny ,a moze nawet nie chce by wracal ,bo tez wtedy taka bylam nic mi sie nie chcialo wolalam byc sama z ta roznica ze chcialam dzien zaczynac chocby po to by sama sie ponudzic ze soba


chodzi o to zeby nie popadac w chorobe robic jak najwiecej mimo ze sie nie chce fizyczynie a chec psychiczna wkoncu nadejdzie( na to i ja licze u siebie :roll: ) staraj sie ,rob cos co lubisz posluchaj sobie glosno muzyki ,wypozycz film ,ksiazke,idz na spacer odetchnij poprostu od wszystkiego i pomysl ze to co sie dzieje teraz to tylko stan przejsciowy wiec nie przedluzaj go na sile bo i po co
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

przez .Tomek 04 lis 2007, 13:19
makanti napisał(a):Moja dziewczyna ma poważną depresję. Ciężko ją gdziekolwiek wyrwać z domu. Po pracy przychodzimy do domu i nic nie robimy tylko leżymy. Nie mamy już o czym pogadać. Nie wiem czy jesteśmy tak sobą znudzeni czy to tylko rutyna... Chciałbym temu jakoś zaradzić, ale nie wiem co mam z tym zrobić. Staram się na wszystkie sposoby i jest coraz gorzej. Ja sam chyba już załapałem depresję, albo zwyczajnie się poddaje. POMOCY!!!

To może ją zabierz do psychologa. Tyle tylko jestem Ci w stanie pomóc, dobrą radą ;) Trzymaj się.
...to tylko kolejne rozwiązanie.
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do