moja depresja/historia/objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 09 paź 2006, 23:14
Anonim, pokazując innym swoją agresję, udowadniając innym, jak potrafisz złoić im skórę, tylko ich prowokujesz jeszcze bardziej. Takim zachowaniem "chcą zyskać" w oczach otoczenia na zasadzie "poległem, ale się nie poddałem". Podoba Ci się to, że kosztem Twojego stresu inni "zyskują" ? Myślę, że nie.
Dlatego znów "kłania się" karate - pracuj nad sobą. W chwili, kiedy Cię prowokują pokaż im swoją siłę w inny spoósb - panuj nad sobą. Sam zacznij "zyskiwać" na takich sytuacjach. Opanowanie i charkter tworzą wiekszą siłę, niż siła fizyczna.
A to, że popełniasz błędy nie jest niczym niezwykłym, wszyscy je popełniamy. Ale lepiej pamiętać je w ten sposób, by były lekcją na przyszłość, a nie powodem stresu i frustracji.

W innym temacie napisałeś o "dziewczynie z autobusu". Może sprowokuj sam siebie do rozmowy z nią - usiądź obok niej. I kiedy cisza między Wami zacznie irytować, zaczniecie rozmawiać ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez anonim 22 paź 2006, 12:02
Byłem, niedawno u lekarza i muszę przyznać, że sen z zębem się sprawdził(z tym stanem zdrowia).A może to tylko zbieg okolicznośći? Być może, prawda jest taka, że moje kolejne 6 miesięcy z życia zostanie zmarnowane. Znów mój typowy dzień będzie wyglądał tak: 6 rano- wstaje,myje się ubieram i ide do szkoły. Wracam ze szkoły i ide spać. Wstaje o 20 siadam do kompa i ok. północy ide się myć i znów spać...Ja chyba kompletnie zwariuje :evil: I gdzie tu znaleźć sens...
"MUSZĘ LECZYĆ SIĘ NA BÓL I STRACH
GDZIE JEST CZŁOWIEK KTÓRY Z SIEBIE SAM POKAŻE MI JAK
KTO POKAŻE MI JAK ?"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

Czuje jak ktoś ciagle podcina mi skrzydła...

Avatar użytkownika
przez łożysko rasputina 26 paź 2006, 11:57
po ośmiu latach potykania się z prestiżową uczelnią nie doszłam wyżej niż do trzeciego roku. kolejni znajomi bronili swoje magistrale, dostawali się na doktoranckie a ja nie.
w tym roku powiedziałam sobie że mam dosyć walczenia o cholerne studia. lubię je ale niestety co jakiś czas trzeba się tu wykazać wiedza przed egzaminatorem. a to mnie rpzerasta.

z ich trybem było tak, że dostałam się w 98 roku. po pół roku zrezygnowałam - czyżby początki choroby? - i pół roku siedziałam w domu. następny rok rozpoczęłam studium krawieckim, które również zarwałam po pół roku, żeby na nowo dostać się na studia. od tej pory biegło różnie, komisyjne, powtarzanie roku drugiego, reaktywacja i znowu powtórki.
ostatnio obudziłam się i pomyślałam: mam 27 lat. od 8 lat robę podejścia do filologii którą lubię, ale wcale nie chcę kończyć studiów. kiedy okazało się że trzeba napisać kolejne odwołanie i poprzeć je zaświadczeniem psychiatrycznym, poddałam się. obrzękłam kiedy nie dosta.łam zgody na powtórkę... z powodu zerowych postępów w indeksie. ogólnie rzecz biorąc niechęć do egzaminów i ich dokumentacji to ważka przyczyna jeśli chodzi o moje kłopoty - nie raz słyszałam zdanie "łożysko, takie jesteś oczytane, znające temat, nieprzeciętnie inteligentne się wydajesz, a ze studiami kłopot jak ostatnie tłuczki".
no i trochę dziwnie się poczułam jak pani dziekan dała takie uzasadnienie, to tak jakby mi nie uznano chorobowego z powodu choroby!
znalazłam nową szkołę, dwuletnią, zawodową. fotograficzną. sama sobie za nią płacę.
a ojciec mi mówi: tyle lat nauki na darmo, tyle na zmarnowanie, tej szkoły też nie skończysz, żadnej nie kończysz, nie skończysz NIE SKOńCZYSZ!
ja mu że tak a on krzyczy na mnie że nie skończę.
boli, ale mało.
mniej niż kiedyś, ale teraz za to smutno. własny podcinający skrzydła ojciec.
czuję bezsilność.
nie chcę żebyście mnie zle zrozumieli
nie chodzi tu o to że bolą mnie ojcowe słowa, bo ważniejsze jest, że widzę jakie facet ma pobudki.
on myśli że to słuszna droga na danie mi kopa w dupę, żebym się opamiętała. dla mojego dobra rzecz jasna
a mi tak bardzo brakuje, żeby mnie, starą krowę, pogłaskał po głowie i powiedział: nie bój się córeczko, jestem z tobą
wie o tym, wie. proszę go nie raz: nie podcinaj skrzydeł, bądź dobrej myśli, będzie w porządku. on tak nie umie.
a ja bym chciała usłyszeć od niego: jestem z tobą. pomogę ci. wesprę.
a słyszę: nie uda się, masz 27 lat i ciągle nie zarabiasz, zmarnowałaś tyle lat...
szlag by to trafił.
Posty
5
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:39

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Neśka 26 paź 2006, 13:23
Moja mama: "A może tylko tak gadasz, napewno nie zrezygnujesz ze studiów, podejdziesz do poprawki"...
Moi sąsiedzi: "Jak mogłaś zrezygnowac ze studiów...Ty?"
Znajomi np. w sklepie: "Mam mówiła, że zrezygnowałaś, bo stwierdziłaś, że to dla Ciebie zbyt nudne!!!!"
Tata: "Chwycilibyście się w końcu jakiejś roboty pasożyty;)"

A ja po prostu zachorowałam, siadłam psychicznie, zrezygnowałam, a im wstyd za mnie!!! Rozpoczęłam nauke w szkole policealnej, by wypełnić jakoś rok, bo w przyszłym chcę znowu studiować. Policealną już prawie zawaliłam..

I tak zaczynam maraton bez celu, podobnie jak Ty... A wystarczyłoby czasem przytulić, spytać co się stało, powiedzieć, że to nie koniec świata, że może damy radę, że to nie jest najwazniejsze...

A tak, że szkoda roku, skoro uczyłam się całe życie, by "KIMŚ" być.
Mam ochotę zniknąć, ucieć, wyjechać tam, gdzie nie ważne jest kim jesteś, ale jaki jesteś....

Trzeba walczyć, walczyć, walczyć... chciałabym mieć o co....
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

Avatar użytkownika
przez meskalina 26 paź 2006, 14:24
Aniolki chyba nie zalezy sie poddawac, robic tyle ile sie da kiedy jest w Was wiecej sily, a przede wszystkim miec przekonanie do wybranego kierunku studiow czy tez szkoly. Ja od dwoch lat pisze prace magisterska...bardzo dlugo czulam presje z kazdej mozliwej strony, tysiace pytan na rodzinnych obiadach, wrzaski, ze siedze w domu, nie pracuje i pracy takze nie pisze itd...itd...az w koncu cos we mnie peklo porozmawialam z bliskimi..pierwsza rozmowa skonczyla sie kolejna awantura...ale jednak cos sie zminilo, rodzice przemysleli, nie wiem czy z kims rozmawiali, kupili sobie ksiazki o depresji, dowiedzieli sie jak postepowac i jak mnie wspierac, a przede wszystkim jak rozmawiac...chyba zrozumieli, ze jest to choroba a nie "lenistwo" czy brak inteligencji...po prostu przestalam udawac...czasami warto sie zdobyc na otwarta rozmowe, nawet jezeli w pierwszym momencie wydaje sie to bez sensu..a studia, kazdy ma swoj wlasny zegar, kto powiedzial, ze nie mozna studiowac majac nawet i 100 lat, wiem ze moja studia kiedys skoncze chociaz tysiace razy chcialam wszystko zostawic i uciec to teraz wiem ze nie wazne jest kiedy, wazne, ze wogole mam chec to zrobic..
hmmm...co tu dzisiaj wpisac???
Avatar użytkownika
Offline
Posty
301
Dołączył(a)
25 paź 2006, 00:55
Lokalizacja
z kosmosu

przez Martusia 27 paź 2006, 12:35
A ja już nie mogę.
Dopadło mnie to wszystko, potem na początku roku szkolnego było jakoś.
Pomyślalam nawet, że dam radę, co mi się rzadko zdarza.
Ale dostalam leki, które przekreśliły moje plany, ambicje, to, że starałam sie wstać.
Klasa maturalna a ja siedzę w domu.
Myślę, kiedyś skończę szkołę, teraz poszukam sobie pracy, bo sfiksuję (jestem na świetnej drodze do tego).
A potem dociera do mnie, że co ja mogę, nawet nie mam matury.
Z czym do ludzi?! :)

Tylko z moim Ukochanym się dobrze układa, choć tu też jest trudno.
Poza tym nie mam nic pewnego.
Siedze w domu bez kontaktu z rówieśnikami i głupieję.
Już nie wytrzymuję.
Nikt nie rozumie.

Za mało dystansu mam jeszcze do tej sytuacji, do choroby, do siebie samej i do innych.

Ostatnio, zaczęłam otwarcie się przyznawać do tego, na co choruję, krępować sie przyczyn wielu moich zachowań. Wedle ostatnich zaleceń pani psycholog.
Szczerze.

Nikt nie zrozumiał.
Nie da się skasować wspomnień, ale da się z nimi szczęśliwie żyć.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

Avatar użytkownika
przez bedlambloke 27 paź 2006, 12:50
Szkoła poszła dzięki rodzinie a po już za dużo, woda się wylała a fale sie rozeszły i za kanał posłały.
Tu ze zrozumieniem i pracą się spotkałem a tęskie za domem bo miłości mi brak.
Mój kocyk z lat dziecinnym otuchą i tarczą każdego dnia a jednak oddał bym go z radością za serca znak.
Chłodny uścisk poranka budzi każdego dnia a ręka mi łaskawa daleko nadal jest.
O drzewo moje kochane co zielonym uściskiem otula przed palcem zła o proszę Cię pozwól mi bawić się i płaszczem nietykalności nakryj mnie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
102
Dołączył(a)
15 paź 2006, 00:39
Lokalizacja
eva

Avatar użytkownika
przez pajak_leon 27 paź 2006, 12:53
oooooo :cry: :cry: :cry: :cry: to było prawie jak stepy akermańskie.. :D

Martusia, a może odpuść sobie tę szkołę na razie..zapomnij, wycisz się..niech Twoją ambicją stanie się pokonanie choroby..przestań patrzeć na innych, tylko słuchaj siebie..powodzenia
A nad tym wszystkim kto panuje?

Jak to kto??

Pająk Leon :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
172
Dołączył(a)
06 paź 2006, 21:39
Lokalizacja
zewsząd

Avatar użytkownika
przez bedlambloke 27 paź 2006, 13:10
Pajączku, miło czytać słowa tak pełne pasji i zrozumienia.
Pozdrawiam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
102
Dołączył(a)
15 paź 2006, 00:39
Lokalizacja
eva

przez kaysha 27 paź 2006, 15:18
U mnie ze studiami było podobnie.
Kiedy skończyłam liceum złozyłam paiery na studia dzienne w częstochowie, dostałam się bez problemu. Ale choroba zaczęła sie ujawniać już w wakacje, więc nie poszłam nawet na pierwsze zajęcia.
po roku siedzenia w domu postanowiłam spróbować swoich sił na studiach zaocznych pedagogiki. Tam postudiowałam rok czasu, ale że pod koniec zaczęłam fiksować, postanowiłam zabrac z uczelni swoje papiery, nie wierząc w siebie wróciłam do domu. I tak przeleciał kolejny rok, w miedzy czasie pojawiła się jakaś przelotna praca. Po tym czasie pojawiła sie u mnie iskierka nadziei i wiary w siebie, a że w liceum bardzo lubiłam biologie i chemie, ubzdurałam sobie studia na akademii rolniczej w krakowie. Niestety moja edukacja ta,m trwała ledwie miesiąc, bo mieszkałam sama na stancji, obce miasto, daleko od domu- wszystko to spowodowało u mnie depresje i nerwice.Pamietam że to był chyba mój najgorszy okres w życiu, gdzie miałam juz ze sobą skończyć.
A obecnie??...No więc realtywowałam się z powrotem na pedagogike, zostałam bez problemu przyjęta i strasznie sie boje że mogę zaś nie podołać tym studiom przez moją chorobę.

A ty Nesia nie jestes odosobniona w tym problemie, że traktuja cię jak pasożyta i gonia do pracy- u mnie ta sama historia. Ale zeby wczuć się w moja sytuacje i z wyrozumiałością ze mna pogadać o problemie, to juz nawet nie wspomnę.
"Cała wiedza, suma wszystkich pytań i wszystkich odpowiedzi zawarta jest w psie" Franz Kafka
Offline
Posty
101
Dołączył(a)
12 paź 2006, 11:04
Lokalizacja
Dąbrowa Górnicza

moja depresja/historia

przez gesses 04 lis 2006, 02:23
każdy ma jakieś problemy troski życie nie jest idealne jednak w ostatnim czasie chyba za dużo sie dzieje w otaczającym mnie świecie.. kilka miesiecy temu zmarła mi babcia jednak do chwili obecnej nikt z moich domowników nie może się z tym pogodzić atmosfera w domu jest nie do zniesienia.. od października zmieniłam szkołe tzn zaczełam studiować i mimo że wydaje mi się że wsyztsko jest wporządku mam ciągłe wątpliwości czy ten kierunek to to co chce robić w przyszłości czy dobrze wybrałam a co jeśli po 1 roku stwierdze że to nie to.. sprzeczki z koleżanką która jest dla mnie jak siostra znamy się już 11 lat a coraz częściej czuję że nie znam jej że jest dla mnie obcą osobą.. ciągłe kłamstwa przyjaciela który patrząc mi w oczy potrafi wymyśleć na poczekaniu taką historyikę że dech zapiera.. to wsyztsko sprawia że czuję się jak w klatce duszę się chciałambym uciec gdzieś gdzie nikt mnie zobaczy gdzieś gdzie mogłabym w spokoju wypłakać się bo w chwili obecnej robię dobrą mine do złej gry usmiechając się w dzień a w nocy płacząc do poduszki ..nie wiem co się ze mną dzieje ale ten stan zaczyna mnie przerastać ..jestem nerwową osobą i zawsze taka byłam jednak panowałam nad emocjami i cała złość i negatywne emocje tłumiłam w sobie ale coraz częściej zdarza mi się nie panować nad nimi.. zaczynam bać się sama siebie..
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
04 lis 2006, 01:53

Warto żyć choćby tylko dla tej jednej chwili!!!

przez Aniesia 07 lis 2006, 11:47
Jestem z wami od niedawna widze ze wiekszosc ludzi pisze o problemach jakie ma z depresja oraz nerwicą i po to jest to forum ale ja chciałąbym podzielić sie z wami dwoma sytuacjami w życiu jakie mi sie przydarzyly które były dlamnie najszczęśliwsze. Może i wy podzielicei sie swoimi!!!????
Pierwsza sytuacja kora miala miejsce to bylo wówczas gdy podczas wielomiesięcznego leżenia w łozku słuchaniu dołujacej muzyki, ogarnieta przez lęki i zdecydwana na najgorsze. Nie miałam juz siły na nic zdecydowałąm poprosić siostre żeby mi pomogła wyjść z tego bagna. Leżałam i płakałąm prosiłąm ja o pomnoc i ona mi pomogla znalazla dla mnie ośrodek gdzie tego samego dnia przyjeli mnie na leczenie po podaniu leków i dwoch kolejnych dniach gdy czułąm ze powinnam ze soba skończyć nagle na trzeci dzień w środe obudziłąm sie i... nie potrafie tego wyrazic wstalam zaczełąm sie uśmiechać i cieszyć tym dniem zaczełą normalnie rozmawiaz zauważyłąm że jest piekna wiosna na zewnatrz. To co wtedy przeżyłąm jest nie do poisania taka wewnetrzna radość z tego ze w końcu przyszła nadzieja!!! Coś cudnego!!! Nie moglam usiedzieć na miejscu czułąm sie jak nigdy!!! Byłąm przeszczęśliwa nawet moje wcześniejsze sukcesy sportowe choc wcześniej myślałam ze sa to moje najszcześliwsze chwile nie moga sie rownać z tym jednym dniem ktory bede pamietac do konca mioch dni!!! był to 10 maj 2004r.

Druga sytuacja w mom życiu która była dla mnie bardzo radosna to moment przyjścia na świat mojego syna był poprostu niesamowity!!! Rodziłam z mężem i przez to całe zamieszanie na sali porodowej niestety pepowiny nie przecial moj maz ale mimo tego bylo niesamowice moment polozenia dziecka na brzuchu i uslyszenia jego płaczu a pozniej dlugie godziny lezenia i wpatrywania sie w moj maly skarb!!! Ilez to ja bym oddala zeby ten moment powrocił!!!! Spokojnie jeszcze tylko rok i zaczne sie starać!!!

Było w moim zyciu mnostwo sytuacji szczesliwych ale wiekszosc z nich miala miejsce wowczas gdy jeszcze nie przeżyłam najgorszych dni, gdy nikt poza mna mnie nie rozumial a czasem gdy sama siebie nie rozumaialam ja najwieksza optymistka swiata w przeciagu roku stracilam z siebie wszystko to co ludzie we mnie kochali!!! I mimo mojej choroby ktora jeszcze trwa staram sie myslec optymistycznie!!! Wstaje codziennie rano robie to co mam do roboty czlowiek zdrowy powiedzialby ze taka jest kolej rzeczy i ze jest to calkiem naturalna sprawa wstac i zrobic to co sie sobie zalozylo ale nie dla czlowieka ktory ma depresje + natrectwa ktore potrafia we wszystkich planach skutecznie zaszkodzic!!! I tylko ludzie którzy przeżyli depresje sa w stanie zrozumiec co tu pisze!!!
Pozdrawiam was i zycze zalatwienia wszystkich spraw tych waznych i mniej waznych 3majcie sie cieplo!!!!
Każdej odpowiedzi szuka sie najpierw w sobie.
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
28 paź 2006, 11:29
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez meskalina 07 lis 2006, 19:36
Aniesia przylaczam sie do gratulacji Malcolma.
Malcolm, co za zmiana :) tez sie ciesze, bardzo, bardzo z Twojego postu ktory wlasnie przeczytalam. Brzmi jakby inaczej, wreszcie zaczynasz widziec swiatelko. :D
hmmm...co tu dzisiaj wpisac???
Avatar użytkownika
Offline
Posty
301
Dołączył(a)
25 paź 2006, 00:55
Lokalizacja
z kosmosu

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: MSNbot Media i 9 gości

Przeskocz do