Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
neurosis78

moja depresja/historia/objawy

Rekomendowane odpowiedzi

Jakiś czas miałam spokój.Miałam siłę do walki z lękami,nawet przebłyski pozytywnego myślenia heh...wierzyłam w to,że mi sie uda,że pójdę do szkoły,że będę tym cholernym wymarzonym weterynarzem albo przynajmniej będę miała siłe aby pracowac jako wolontariusz w schronisku i znowu zaczęło się....zżera mnie od środka,wewnętrzny ból,poczucie beznadzieji.Juz nie chcę mi się wstawać z łóżka,wciąż płaczę a co najbardziej mnie martwi znowu dopadaja mnie myśli o śmierci...mam ochotę się ciąć(znowu) :( Czuję sie taka malutka,taka wiotka...stoję nad przepaścią i zastanawiam się czy skoczyć...czy ktos chwyci za rękę? :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czes chcialem ci napisac ze jest ktos kto moze pomuc wiem ze to dla wielu bedzie banalne a moze i glupie ja gdy dopadaja mnie zle mysli modle sie do PANA JEZUSA wiesz sam probowalem skonczyc uratowano mnie i byl ktos kto wlasnie wskazal mi cel w zyciu dlamnie tym celem staLsie Jezus niepodawaj sie tego ci moge zyczyc :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz, ja czuję dokładnie tak samo, nie chce mi się dosłownie nic, mam wrażenie,że jestem na tym świecie kompletnie niepotrzebna. Nie chce mi się już żyć, bo po co, jak rymował Rahim- 'po co ja tu, po co ja światu z tym złym fatum.." Przyjaciele- nie ma już tego słowa. Znajomi- mają mnie gdzieś. Tylko ja i moja muzyka. Chę śmierci. Czekam na nią. Nic tu po mnie. Nie chcę tak żyć w poczuciu, że jestem niepotrzebna. Nie chcę.

Więc dlaczego tu jestem. Chyba tylko dzięki tej piosence..

 

 

".. A dużo pytań, odpowiedzi bardzo mało,

skąd ten stan? przecież nic się nie stało

Patrzysz do tyłu i nie widzisz nic niestety

Patrzysz do przodu i lecą Ci łzy

A pomyśl bardzo wielu ludzi by chciało

Być na drodze do szczęścia w tym miejscu co Ty

Ja mówię -dosyć,dosyć,dosyć narzekania

Dosyć,dosyć nad sobą się użalania!

Życie po to jest,żeby je przeżyć

Trzeba komuś zaufać, w coś wreszcie uwierzyć

Każdego ranka podróż zaczyna się od nowa

Dużo lepiej się idzie gdy podniesiona głowa

Daj sobie wreszcie kredyt zaufania

Masz mało do stracenia,bardzo dużo do zyskania

Każdy ma jakiś talent, więc zacznij coś robić

Po jakimś czasie zacznie Ci wychodzić.

Wtedy przyjdzie satysfakcja, nikt Ci jej nie odbierze!

Ale musisz uwierzyć w siebie, uwierzyć szczerze!

Pogódź się z zamym sobą, uczyń swoje JA bratem.."

 

no i kocham mych bliskich.. nie zrobię niczego, co ich skrzywdzi.

 

Wmawiam sobie,że jest dobrze. Jest ok..

 

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć

 

Nie wiem, w jakim stopniu to, co napiszę okaże się już wiadome Tobie, ale depresja ma różne przyczyny, i często wynika z nich wszystkich ... Jedną z nich jest zakłócenie wydzielania serotoniny i noradrenailny, substancji odpowiedzialnych za przekazywanie informacji elektrycznych w mózgu. Moim zdaniem ważne jest, żeby to wiedzieć, bo można spojrzeć na swoje problemy jako coś biologicznego, czyli od zupełnie innej strony. Lekarze mówią o depresji, że jest to choroba, tak samo jak jest nią ból brzucha, czy serca. Brak jakiegośtam czegośtam gdzieśtam (głowa do góry :-)) i od razu życie jest okropne :/ Mnie ta wiedza pomogła i nadal pomaga, bo myślę sobie tak: OK, skoro jest możliwość, że duża część moich złych myśli jest wywołana przez takie badziewia, to może niewarto traktować ich całkiem serio? Jeśli nie będzie ustępowało, to można pójść do lekarza, dostać leki i sytuacja się poprawi, to proste w gruncie rzeczy :-) Skoro tak może być (i pewnie jest), to warto tę szansę poprawy nastroju wykorzystać! Pomyśl proszę nad tym, na tyle chłodno, na ile możesz a wyda Ci się sensowne.

 

Oczywiście nie jest to żadna długofalowa recepta, ale takiej jeszcze nie znam. Jeśli pomoże Ci przetrzymać choć jedną złą chwilę, to cel mojej odpowiedzi będzie osiągnięty.

 

Jutro obiecuję dopisać jeszcze coś i podać ciekawy link, ale teraz nie mogę, bo siostra mnie wygania od komputera, chcąc iść spać :-) Mam nadzieję, że tą głupią uwagą poprawiłem Ci trochę nastrój ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jak dotad radzilem sobie z depresja "uciekajac"w roznego rodzaju zajecia.

U kazdego jest to cos innego, ja najczesciej szukam jakiejs ciekawej ksiazki, filmu lub chociazby gry komputerowej, przenosze sie w ten sposob do innego swiata, koncentrujac sie na nim(danej opowiesci, czy jakby tego nie nazwac). Oczywiscie jest to sposob na krotka mete, ale mi pomaga. Mowiac krotko trzeba znalezc cos co Cie "kreci" i tego sie chwytac gdy jest naprawde zle. Ale na dluzsza mete depresje leczy sie terapia, zreszta sam wlasnie szukam jakiejs odpowiedniej dla siebie bo znowu zaczalem kombinowac jak sie wyslac na tamten swiat.

I pamietaj NIE jestes sama, takich jak Ty czy ja sa tysiace, jesli oni sobie radza to nie mozemy byc gorsi ;) Trzymam za Ciebie kciuki, dasz rade, zobaczysz!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

listonosz witaj:) Nie porafie jednoznacznie stwierdzic czy jestem osoba wierzącą,czy tez nie(nie chodze do kościoła),ale nie raz nie dwa w myśl zasady "jak trwoga to do Boga" zdarzało mi się modlić w chwilach ataków paniki kiedy myślałam,że umieram.Każdy sposób dobry o ile odwróci uwage od ataku.Dzięki za radę.Pozdrawiam

 

Alinka,wiesz mi rowiez muzyka pomaga w trudnych chwilach.Dobrze,że jest cos co nas trzyma po tej stronie.Choćby błahostka...Trzymaj sie ciepło.Kiedyś i dla nas zaświeci słonko :smile:

 

Radison hejka :smile: Tiiiaaaa wiem,że w tym wszystkim chodzi głównie o chemie,że brakuje jakiegośtam czegośtam gdzieśtam (ło matko :lol: ) tylko,że ta wiedza jeszzce bardziej mnie dołuje.Myśl,że z powodu braku jakiejś substancji w mózgu czasem czuję sie jak coś co tylko przypomina człowieka,co jest puste w środku wrrrrr grrrrrr.Spróbuję jednak spojrzeć na to troche innym okiem...moze masz rację.Czekam na linka...a siostrę trzeba było w piwnicy zamknąć ;):lol: Pozdrawiam.

 

Rafik,psychiatrzy powinni w taki sposób tłumaczyć pacjentom przyczynę powstawania depresji...większość z uśmiechem wychodziłaby z gabinetu :lol:

 

Wypalony,mam nadzieję,że uda Ci sie znaleść dobrą psychoterapię bo to pomaga.Ja też jestem w trakcie szukania,ale narazie w okolicy znajduje tylko praktyki prywatne na co za bardzo nie mogę sobie pozwolić,ale jestem dobrej myśli...I nie kombinuj za wiele,a w razie czego daj znać to Cię przywiążemy do kaloryfera i będziemy pilnować ;) Nie daj się temu cholerstwu...Pozdrawiam

 

[ Dodano: Czw Sie 24, 2006 8:00 am ]

Od wczoraj biorę znowu Velafax...mam nadzieję,że teraz będzie tylko lepiej....oby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem co się dzisiaj zaczęło ze mną dziać.Zawładnęło mną przerażające uczucie pustki.Pochłania mnie coraz bardziej,robi mi się potwornie zimno w klatce piersiowej,mam zaburzenia rytmu serca.Czuję jakbym za chwilę miała przestać istnieć,jakbym miała pogrążyć się na zawsze w ciemnosci.Nie mam nawet siły krzyczeć i wołać o pomoc.Przeżywam to wszystko wewnątrz.Boję się a jednocześnie ogarnia mnie dziwny wszechogarniający spokój.Czy można jednocześnie doświadczać dwóch tak odmiennych uczuć? Zaczynam myśleć ,że to nie tylko nerwica i depresja...może wpadam w jakąś psychozę?...a może po prostu małymi krokami zbliża się po mnie smierć? :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej neurosis78 tylko bez takich mi tutaj ;) sproboj zajac sie czymkolwiek, a mniej o tym myslec. Bierzesz leki i to bardzo dobrze, szukasz terapii swietnie,a gdy dopadaja Cie takie uczucia to staraj sie je ignorowac i szukaj chocby najglupszego zajecia(zeby sie na tym skupic, mi to pomaga).A jak masz ochote to zapraszam na GG, zawsze lepiej sie komus wygadac niz byc w takich chwilach samemu.Moj numer:7461240 Pozdrawiam, 3maj sie MOCNO!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pan Radison ciekawy wątek zaczął :)

 

dla wszystkich zainteresowanych biochemią depresji (i nie tylko):

skrobnięty arcik: http://www.naukowy.pl/artykul71.html

 

jeśli władze tego forum nic nie mają przeciwko temu

jeśli komuś pomaga zająć się czyms nowym, jesli chcielibyscie poszerzyć swoją wiedzę, czy takze podzielić sie nią, rozmawiać na wiele interesujących tematów naukowych;

to zapraszam na forum.servis.pl

 

moja 'przygoda' z depresją trwa od pazdziernika ubiegłego roku...

często mam problemy z utrzymaniem wewnętrznego spokoju, szczegolnie w szkole na spr (wszyscy w klasie piszą, kiedy próbuję układac kolejny wątek, odgłos stukających, dziobiących długopisów doprowadza mnie do pasji... czuję się jak jakiś tygrys mający ochotę wszystkich rozszarpać)

 

bardzo duzo energii zabiera mi właśnie tłumienie emocji, po siedmiu, osmiu godzinach w szkole jestem skonana, idę spać... a pózniej wiadomo, nauka prawie do rana (jeśli jestem zmęczona, łatwo "łapię" nerwowe nastroje innych domowników, co wybija mnie z rytmu przy nauce)

popadam w skrajności- albo spałambym na okrągło, albo kolejna bezsenna noc (brak wyciszenia)

w szkole nikomu moje nerwówki nie rzucały się zbytnio w oczy (skrzętnie to tłumiłam), nauczyciele jedynie pytali się dosyć często, dlaczego jestem przygnębiona...

 

brałam tabletki uspakajające, nasenne- często było tak, ze tabletki w nocy wzięte, a ja dalej nie mogę... rano tylko przekrwione oczy, w szkole zmuszłam się do utrzymania świadomosci

nie biorę juz ich, bo muszę być w pełni przytomna przy nauce

mówiłam o tych lekach, sytauacji swojemu lekarzowi- wzruszył ramionami...

łapałam infekcje, wtedy stany depresyjne były cięzsze, w ciągu 5 dni chudłam 4 kg

problemy z pulsem, często zbyt wysoki, robi mi się słabo

powinnam uprawiac sport, ale nie mam w sobie siły...

 

coraz bardziej miałam (i mam niestety) dość zycia

dopadły mnie myśli samobójcze- stoję na czerwonym, całe dziesiątki samochodów pędzą, widzę jadące duze cięzarówki i nachodzi mnie wtedy okropnie silna pokusa, zeby rzucić się pod koła, to bardzo dziwne uczucie... jakby z podswiadomości, jakby sam diabeł za mną stał...

podobne 'wizje' mam, kiedy patrzę w dół z duzej wysokości...

jeszcze jestem na tyle racjonalna, ze zabraniam sobie... zabić się

ostatnio do niczego konkretnie nie mogę zabrać się, dopadają mnie silne stany depresyjne, takze w czasie wykonywania róznych czynności

znowu depresja odbiera mi bardzo duzo energii, najgorzej jest wieczorem, dostaję ataków wsciekłosci do własnej osoby

 

jestem perfekcjonistą, dązę do Ideału, (to tez jest jedena z gł. przyczyn mojej depresji)

miałam wiele planów, czeka mnie teraz matura, a jestem kompletnie rozstrojona, nie mam siły... potwornie boli mnie dusza

wiele razy próbowałam walczyć, teraz juz nie potrafię

 

to tak w skrócie

 

obecnie szukam dobrego psychologa

 

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u mnie zaczelo sie to wiele lat temu...

 

przyczyna byla sytuacja w domu...

najpierw pierwsze proby samobojcze i plukanie zaladka...

 

potem wpadlam w nawyk

i rok spedzilam w monarze...

 

poltora roku temu rzucilam szkole i zaczelam prace...

wyprowadzilam sie z domu...

ale z powodu zle dobranych wspollokatorow

musialam wrocic...

 

a teraz od dwoch miesiecy zaczynam zycie od nowa...

zaczelam sie leczyc...

i mam nadzieje ze to da rezultaty...

jak narazie glowna przyczyna moich depresyjnych atakow... czyli moja rodzina przestala byc glownym elementem mojego zycia...

wiec juz sa jakies postepy...

 

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pytałam się dyskretnie ludzi o psychologów

slyszę na razie tylko, ze w moim miescie nie ma dobrych lekarzy

 

sama nie potrafię niestety sobie pomóc

 

wprawdzie mój tato zna dyrektora zakładu psychiatrycznego, ale ani jednemu, ani drugiemu nie mam zamiaru o mojej chorobie mówić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a mnie depresja wraca pomimo leczenia; lykania prochow i wizyt u psychoterapeuty. znowu czuje ze staje sie innym czlowiekiem i mam dosyc tego uczucia. na razie jestem wsciekla ale juz nie dlugo bedzie mi wszystko jedno. boje sie ze tego nie wytrzymam i zaczynam zalowac ze w ogole podjelam leczenie, bo po co mi to wszystko bylo? zeby jeszcze raz od poczatku przechodzic ten koszmar?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
na razie jestem wsciekla ale juz nie dlugo bedzie mi wszystko jedno. boje sie ze tego nie wytrzymam

 

 

dasz rade...

bede mocno trzymac kciuki...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Magdasz: A jaka jest alternatywa? Mozna albo probowac sie leczyc, walczyc z choroba i miec nadzieje, albo sie poddac i nie miec nawet nadziei... To juz chyba lepiej probowac i ryzykowac przegrana(chocby i kolejna z rzedu) niz przegrac bo sie nie probowalo. Sa ludzie ktorzy sie wyleczyli, lub przynajmniej nauczyli sie panowac nad choroba, czyli jednak sie da. Skoro tak to trzeba sie uprzec i tez probowac. Nie poddawaj sie, nie warto!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem wlasciwie dlaczego chce o tym napisac, moze dlatego, ze mam coraz mniej sil i czuje ze powoli rozpadam sie na drobne kawaleczki i trace kontakt z rzeczywistoscia. Wypalam sie.

 

Nie pamietam dokladnie kiedy to wszystko sie zaczelo, szacuje ze moze okolo rok temu bo wtedy zaczelam powoli przybierac na wadze; w krotkim czasie pozniej przytylam okolo 10 kg.

Bylo to spowodowane najprawdopodbniej tym, ze moja aktywnosc fizyczna spadla. Czsami jadlam bez opamietania, ale bywalo tez tak, ze nie jadlam jakis okres prawie wcale.

Kiedys kochalam malowac, plywac, chodzic do kina. Teraz nawet jakbym chciala to nie mam sily, nie mam ochoty, juz tak dawno z niczego sie nie cieszylam. Juz zapomnialam jak to jest odczuwac radosc. Radosc z czegokolwiek.

A przeciez przez cale liceum marzylam o zdaniu matury o studiach, a kiedy to dostalam zupelnie mnie to nie cieszylo.

Teraz jestem na studiach i wiem, ze musze sie uczyc. Rodzice tak na mnie licza ale ja nie mam sily, czuje, ze nie potrafie i czuje sie jeszcze beznadziejniej gdy czuje, ze ich zawiode.

Już tak dlugo nie mam energii, jestem taka slaba, wiecznie zmeczona i spiaca. Wakacje niby sa odpoczynkiem, a ja wciaz bylam znuzona cokolwiek nie robilam.

Nienawidze dnia, rano budze sie sie zazwyczaj z okropnym bolem brzucha i jestem tak zestrseowana, ze nie moge sie ruszac. Czesto nie potrafie okreslic powodów tego strachu.

Wieczorem jesli nie jesem wystarczajaco zmeczona, zeby zasnac to jest podobnie jak rano. Caly czas odczowam jakis lek. Strasznie boje sie przyszlosci, z gory wiem, ze nic mi sie nie uda, brak mi sil i nie wyobrazam sobie, ze moze byc inaczej, to jest jak labirynt bez wyjscia.

 

Wiem, ze jestem beznadziejna, mam wstretny charakter. Nie umiem mowic o swoich emocjach, nigdy nie umialam. Rodzice zawsze duzo ode mnie wymagali, rzadko mnie chwalili ale skrupulatnie wytykali kazde niepowodzenie. Pewnie mieli racje.

Mama mowi mi ze mam zaburzenia emocjonalne. Miewam dziwne napady szalu, naglej agresji spowodowanej zazwyczaj jakas blachostka. Czsami wpadam w histerie. Boje sie, a jednoczesnie wszystko staje sie obojetne, tylko skad sie bierze ten strach ???

 

Nie potrafie pozbyc sie wielu natrectw. Jesli czegos nie zrobie wmawiam sobie, ze cos zlego sie stanie moim rodzicom albo chlopakowi. Wierze w to i bje sie tego. Nie umiem sie tego pozbyc.

Czasem mam wrazenie, ze jestem odmienna, inna, ze wszyscy wokol mnie zyja w innej rzeczywistosci, ze mnie to wszystko nie dotyczy.

Jestem smutna i czuje sie tak jakby to bylo od zawsze. Jest mi zle. Mysle tylko o tym zeby przezyc to zycie szybko i pewnego dnia sie nie obudzic, oby jak najszybciej.

Gdyby nie osoby, ktore kocham juz dawno bym sie zabila. Zyje dla nich i ciagle ich ranie, dlaczego ?? ??

Czuje sie beznadziejnie i nie wiem co robic, z tego labiryntu nie ma wyjscia. :((((((((((((((

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wiem, ze jestem beznadziejna, mam wstretny charakter

oj nie skazuj sie od razu na kleske!

 

Jestem smutna i czuje sie tak jakby to bylo od zawsze. Jest mi zle. Mysle tylko o tym zeby przezyc to zycie szybko i pewnego dnia sie nie obudzic, oby jak najszybciej.

zajmij sie czyms co sprawi Ci przyjemnosc - moze jakies hobby. Wszystko sie ulozy. Tu kazdy na tym forum ma dolka ale wierzy w to podswiadomie ze w koncu wszystko co zle sie skonczy :)

Gdyby nie osoby, ktore kocham juz dawno bym sie zabila. Zyje dla nich i ciagle ich ranie, dlaczego ?? ??

Zyj dla nich! Dlaczego ich ranisz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nic nie sprawia mi przyjemności, nawet zblirzenia z moim chlopakiem. Nic ...

ja jestem takim nic

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam tak samo...dokładnie tak samo... Już kopmletnie nic mnie nie cieszy, nawet to, co cieszyło dawniej.

 

Mówi się, że trzeba się czyms zająć, znaleźć jakieś hobby- NIE DA SIĘ!!! Bo człowoiek czuje się, jakby nic go już nie interesowało, a tak naprawdę nic nie odczuwa - ani radości, ani przyjemności ani chęci. Taka anhedonia.

Kompetne dno, wypalenie. Nie potrafię tego tak dobrze opisać, jak Ty to zrobiłać. Ale czuję to właśnie tak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej Korn. Nie wiem czy powinnam w ogóle sie wypowiadać, bo nic nowego nie wniosę, pisząc, że czuję się tak samo jak Ty, z tym że moja depresja przeplata się z nerwicą. Łykałam leki, a gdy te nie pomagały zapisałam się na terapię, która mi pomogła na niedługi czas, gdzie po większym stresie znów wróciłam na "dno". Jakiś czas temu jeszcze dopomagałam sobie alkoholem i wtedy wydawało mi się, że coś czuję, ale były to tylko złudzenia. Ty masz chłopaka tzn. że potrafisz jeszcze czuć, ja czuję się pusta, bezuczuciowa, totalna anhedonia. Studiuję, bo wymaga ode mnie tego środowisko, bo tak powinnam, ale nie wiem ile jeszcze tak pociągnę, już rok i tak zawaliłam. Żyję tylko dla mamy, bo gdybym odeszła, wyrządziłabym dla niej największą krzywdę. Wegetuję więc sobie tak aż do dnia kiedy znowu mnie ściśnie w środku, nie wytrzymam i połknę o parę tabletek za dużo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nic nie sprawia mi przyjemności, nawet zblirzenia z moim chlopakiem. Nic ...

ja jestem takim nic

moze warto spotkac sie z ludzmi ktorzy maja podobne problemy, wydaje mi sie ze to poiprawi Ci nastroj bo napewno nie jestes sama z tym :) To wszystko kiedys sie skonczy, zobaczysz!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak to nie umiesz mówić o swoich emocjach ?

Przecież już je tu pięknie i zwięźle opisałaś.

 

Jak to jesteś beznadziejna?

NIC BARDZIEJ MYLNEGO! Właśnie jesteś wartościową osobą, bo nie każdy boryka się z takimi problemami.. Podziwiam Cię. Po drugie są przy Tobie te osoby, które kochasz i które za Ciebie życie by oddały.

 

Czasem mam wrazenie, ze jestem odmienna, inna, ze wszyscy wokol mnie zyja w innej rzeczywistosci, ze mnie to wszystko nie dotyczy.

To obie jesteśmy inne, bo też mam takie wrażenie. W obu przypadkach jest mylne.

A co do hobby... To jak można oddać się swoim zainteresowaniom, jak nic nie interesuje? Ważne jest, by nie tracić ich, ale jak się już je utraci... Szukać.

Uśmiechnąć się do swojego odbicia w lusterku. Zmienić nastawienie do świata. I tak dla samej siebie, zerwać ze starymi przyzwyczajeniami i się ZMUSIĆ do czegoś. To bardzo trudne, ale da się. Jeśli nie znalazłaś jeszcze w sobie tyle siły, by cokolwiek zmieniać dla siebie - zrób to dla rodziców. Przeciez sama opisywałas, że Oni liczą na Ciebie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak to nie umiesz mówić o swoich emocjach ?

Przecież już je tu pięknie i zwięźle opisałaś.

 

Jak to jesteś beznadziejna?

NIC BARDZIEJ MYLNEGO! Właśnie jesteś wartościową osobą, bo nie każdy boryka się z takimi problemami.. Podziwiam Cię. Po drugie są przy Tobie te osoby, które kochasz i które za Ciebie życie by oddały.

 

Czasem mam wrazenie, ze jestem odmienna, inna, ze wszyscy wokol mnie zyja w innej rzeczywistosci, ze mnie to wszystko nie dotyczy.

To obie jesteśmy inne, bo też mam takie wrażenie. W obu przypadkach jest mylne.

A co do hobby... To jak można oddać się swoim zainteresowaniom, jak nic nie interesuje? Ważne jest, by nie tracić ich, ale jak się już je utraci... Szukać.

Uśmiechnąć się do swojego odbicia w lusterku. Zmienić nastawienie do świata. I tak dla samej siebie, zerwać ze starymi przyzwyczajeniami i się ZMUSIĆ do czegoś. To bardzo trudne, ale da się. Jeśli nie znalazłaś jeszcze w sobie tyle siły, by cokolwiek zmieniać dla siebie - zrób to dla rodziców. Przeciez sama opisywałas, że Oni liczą na Ciebie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Więc i ja się wypowiem.Wpierw trochę informacji o mnie: mam 17lat, chodzę do liceum. Mam 187cm wzrostu i...62 kg wagi :( kiedyś trenowałem kyokushin karate i to było moją pasją, jednak teraz z powodu choroby nie mogę i prawdopodobnie nigdy już nie zaczne znów trenować :evil: Mam wszystkiego dosyć. Wogóle nie chce mi się uczyć, mówię sobie, bo po co?Kiedy coś mi nie wychodzi mówie: A mam to w d**ie.Czasem nie ide do szkoły bo nie mam ochoty(wywołuje to rano kłótnie w domu),boję się ukazywać swoje upodobania(np.muzyka)innym, bo boję się krytyki, a każdą z nich biorę do siebie i bardzo przeżywam, bywam agresywny. Zdarza się, że kogoś uderzę(kilka razy kolegów w szkole, ale na szczęscie potrafiłem się opanować na tyle, żeby nie wyprowadzać ciosu na twarz tylko np.żebra)kiedy ktoś sobie robi ze mnie jaja to mam ochotę zrobić mu krzywdę(naprawdę, wziąć krzesło i przypier****ć nim...)W przeciwieństwie do moich rówieśników nie chodzę do żadnych klubów czy na imprezy. Jakoś mnie to nie kręci(poza tym boje się jakoś,nie chciałbym pokazać swoich słabości innym),wole siedzieć samotnie i mieć spokój od wszystkich. Tak...najlepiej czuję się wtedy gdy jestem sam. W wakacje praktycznie nigdzie nie wyjeżdżałem, bo nie chciałem opuszczać domu, wogóle niechętnie to robię. Gdy wracam do domu ze szkoły ide do swojego pokoju i spędzam tam większość dnia spławiając innych domowników.Nie lubię siebie, swojego wyglądu(między innymi dlatego, że jestem taki chudy i nie mogę przybrać na wadze)Nie mam żadnych przyjaciół, jedynie kilka osób z klasy, z którymi nie utrzymuje głębszych kontaktów, bo są fałszywe i ciągle obgadują, wiem, ze jak bym zrobił coś źle to zostałbym sam i nie mógłbym liczyć na ich pomoc.Czasem pojawiają się myśli samobójcze. Chcę po prostu to wszystko skończyć, po co mam się męczyć? Każdy dzień jest dla mnie męką, a zarazem jest taki monotonny: wstaje rano, idę do szkoły, wracam ze szkoły i śpie, budzę się robie lekcje (albo i nie) myje się i znów ide spać... Byłem kiedyś u psychiatry, ale zaczął mnie denerwować i

w pewnym momencie powiedziałem mu żeby się walił(ale zapłaciłem mu) i poszedłem sobie. Cóż, nie napisze na tym forum wszystkiego co odczuwam, bo zajęłoby mi to dużo czasu, mam nadzieje, że ktoś to przeczyta i w przeciwieństwie od mnie będzie chciał zmienić swoje życie, ja widocznie nie mam już na to siły...Kiedyś przynajmniej trenowałem, to była moja pasja(myśle,ze w życiu jest to jedna z ważniejszych rzeczy,żeby mieć pasje i podążać w tym kierunku) chciałem trenować i w przyszłości zdać egzamin na instruktora sportu, aby móc prowadzić klub, ale taki psychol jak ja raczej już nie ma szans...

 

Dodam jeszcze, ze często gdy jestem wkurzony to wyobrażam sobie jak kogoś bije(często znajomych) po pewnym czasie czuje lekką ulgę i ku**ica zmiejsza się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Więc i ja się wypowiem.Wpierw trochę informacji o mnie: mam 17lat, chodzę do liceum. Mam 187cm wzrostu i...62 kg wagi :( kiedyś trenowałem kyokushin karate i to było moją pasją, jednak teraz z powodu choroby nie mogę i prawdopodobnie nigdy już nie zaczne znów trenować :evil: Mam wszystkiego dosyć. Wogóle nie chce mi się uczyć, mówię sobie, bo po co?Kiedy coś mi nie wychodzi mówie: A mam to w d**ie.Czasem nie ide do szkoły bo nie mam ochoty(wywołuje to rano kłótnie w domu),boję się ukazywać swoje upodobania(np.muzyka)innym, bo boję się krytyki, a każdą z nich biorę do siebie i bardzo przeżywam, bywam agresywny. Zdarza się, że kogoś uderzę(kilka razy kolegów w szkole, ale na szczęscie potrafiłem się opanować na tyle, żeby nie wyprowadzać ciosu na twarz tylko np.żebra)kiedy ktoś sobie robi ze mnie jaja to mam ochotę zrobić mu krzywdę(naprawdę, wziąć krzesło i przypier****ć nim...)W przeciwieństwie do moich rówieśników nie chodzę do żadnych klubów czy na imprezy. Jakoś mnie to nie kręci(poza tym boje się jakoś,nie chciałbym pokazać swoich słabości innym),wole siedzieć samotnie i mieć spokój od wszystkich. Tak...najlepiej czuję się wtedy gdy jestem sam. W wakacje praktycznie nigdzie nie wyjeżdżałem, bo nie chciałem opuszczać domu, wogóle niechętnie to robię. Gdy wracam do domu ze szkoły ide do swojego pokoju i spędzam tam większość dnia spławiając innych domowników.Nie lubię siebie, swojego wyglądu(między innymi dlatego, że jestem taki chudy i nie mogę przybrać na wadze)Nie mam żadnych przyjaciół, jedynie kilka osób z klasy, z którymi nie utrzymuje głębszych kontaktów, bo są fałszywe i ciągle obgadują, wiem, ze jak bym zrobił coś źle to zostałbym sam i nie mógłbym liczyć na ich pomoc.Czasem pojawiają się myśli samobójcze. Chcę po prostu to wszystko skończyć, po co mam się męczyć? Każdy dzień jest dla mnie męką, a zarazem jest taki monotonny: wstaje rano, idę do szkoły, wracam ze szkoły i śpie, budzę się robie lekcje (albo i nie) myje się i znów ide spać... Byłem kiedyś u psychiatry, ale zaczął mnie denerwować i

w pewnym momencie powiedziałem mu żeby się walił(ale zapłaciłem mu) i poszedłem sobie. Cóż, nie napisze na tym forum wszystkiego co odczuwam, bo zajęłoby mi to dużo czasu, mam nadzieje, że ktoś to przeczyta i w przeciwieństwie od mnie będzie chciał zmienić swoje życie, ja widocznie nie mam już na to siły...Kiedyś przynajmniej trenowałem, to była moja pasja(myśle,ze w życiu jest to jedna z ważniejszych rzeczy,żeby mieć pasje i podążać w tym kierunku) chciałem trenować i w przyszłości zdać egzamin na instruktora sportu, aby móc prowadzić klub, ale taki psychol jak ja raczej już nie ma szans...

 

Dodam jeszcze, ze często gdy jestem wkurzony to wyobrażam sobie jak kogoś bije(często znajomych) po pewnym czasie czuje lekką ulgę i ku**ica zmiejsza się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×