Samotność...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez newgirl 12 kwi 2006, 20:28
dzasti 13 w tym problem ze niemam do kogo wyjsc.zostalam samacalkiem
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
08 sty 2006, 14:19

ja

Avatar użytkownika
przez dzasti13 12 kwi 2006, 20:31
NO cos ty niemasz nikogusko niemozliwe ni jednego znajomego ni rodziny NIKOGO!!!!! :shock: :shock: :shock:
chce pomagac ludziom z nerwica lekowa i wymieniac sie spostrzerzeniami i wlasnymi doswiadczeniami.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
345
Dołączył(a)
15 lut 2006, 17:29
Lokalizacja
z frankfurtu nad menem

przez newgirl 12 kwi 2006, 20:35
rodzicow mam ale co oni mi pomoga a rodzina ,kuzyni maja mnie gdzies maja swoje laski podobnie jak kolezanki wiec jestem niepotrzebna nikomu jak widzisz
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
08 sty 2006, 14:19

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez anita27 12 kwi 2006, 22:24
Po pierwsze nie mozesz mowic sobie ze jestes zupelnie sama i niepotrzebna swiat jest pelen ludzi.Wiem o tym bo sama przez to przechodzilam.Tez bylam kiedys sama.Teraz juz mam wiele osob mi bardzo bliskich i wiem ze moge na nich liczyc.Nie smuc sie zacznij walczyc.Powiem ci ze pomimo ze jest wokol mnie tylu ludzi i nie jestem sama to ze swoja choraba czuje sie strasznie osierocona.Nikt nie moze zrozumiec mojego ciaglego zlego samopoczucia,moich placzliwych nastrojow czasem przygnebienia.Dlatego TU sie znalazlam.TU nie bedziesz sama.Glowa do gory
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

przez jam 12 kwi 2006, 23:28
myśle ze czasem warto wypić jakiś alkohol i oderwać sie trochę od tych naszych problemów i tej całej rzeczywistości......bo juz jutro na 7 do pracy i od nowa to samo ( mam nadzieje ze nie)
jam
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
06 kwi 2006, 17:12

Avatar użytkownika
przez cenedra_20 13 kwi 2006, 10:39
Newgirl nie jesteś sama. Też miałam takiego doła. Kiedy zaczęła się moja nerwica straciłam kontakt ze wszystkimi, a kiedy jeszcze trafiłam do szpitala to nawet te "wielkie przyjaźnie" rozpadły się z dnia na dzień. Po wyjściu ze szpitala zaczęłam wszystko od nowa. Poznałam nowych ludzi. Małymi kroczkami, ale idę przed siebie. Teraz też bywa, że czuję się samotna, bo każda kumpela ma jakąś sympatię a ja nie, ale jeszcze jest tyle przede mną. Głowa do góry. Będzie dobrze. ;)
"Each light between sunrise and sunset is worth dying for at least once"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
245
Dołączył(a)
12 mar 2006, 17:04
Lokalizacja
Kielce

przez megi55 13 kwi 2006, 12:35
Jasne, nie jesteś sama. Każdy z nas ma podobne doświadczenia. Ja też.
Niby spotykam się z koleżankami, ale nie do końca rozumieją co mi jest , dobrze chociaż że mam oparcie w mojej mamie, ona mnie rozumie, Ty też znajdziesz kogoś takiego. Pozdrawiam :)
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:03
Lokalizacja
Łódź

samotność w chorobie brak chęci działania

przez romantyk 11 maja 2006, 11:31
myśle że wiekszość chorujących na nerwice ma te same objawy.Ja na przykład zacząłem się izolować od otoczenia wyjście z domu było dla mnie nielada wyzwaniem a co dopiero z kimś pogadać teraz wiekszość czasu przesiaduje w domu ale powoli mam dość takigo życia chciałbym coś w nim zmienić tylko nie bardzo wiem od czego zacząć i jak się zabrać do działania.Mam dość wpatrywania sie w telewizor siedzenia na komputerze . Zimą przynajmniej czułem się normalnie bo nie byłem wyjątkiem który przesiaduje w domu ale żeby gdzieś wyjść czeba mieć cel a ja takiego nie mam bo przecież nie będe siedział sam na ławeczce jak pedałek :!: Denerwuje mnie samotność i brak wiary w to że moge coś w swoim życiu zmienić :x
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
09 maja 2006, 20:57
Lokalizacja
Tarnowskie Góry

Avatar użytkownika
przez anies28 11 maja 2006, 12:10
a czemu miałbys czegos nie zmienic?nerwica to nie wyrok z tym mozna zyc wiecej to trzeba leczyc.....a wtedy wszystko wróci do normy (tez mam taką nadzieje) :D
"Nikt nie zdobywa oświecenia poprzez wyobrażenie sobie świetlanych kształtów, ale poprzez uświadomienie sobie ciemności".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
99
Dołączył(a)
26 kwi 2006, 11:18

przez Aka 14 maja 2006, 22:33
tez sie izoluje od otoczenia w gorszych momentach ale to trzeba przelamywac, wymyslac sobie jakies zadania, a przede wszystkim leczyc sie (psycholog, psychoterapeuta). i cala reszta sie ulozy jak wyjdziesz, milosc, praca itd;) powodzenia
Aka
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 15:34
Lokalizacja
Kraków

Samotność....

przez Smutna... 09 cze 2006, 19:28
Moi drodzy witam was po raz kolejny na forum..chcę zapytać jak wy radzicie sobie z osamotnieniem i brakiem kontaktu z ludźmi....czy znacie na to jakąś radę bo mnie okropnie męczy mój stan nie potrafię się otworzyć nigdzie wyjść, jestem chorobliwie nieśmiała..mam duże problemy w kontaktach z ludźmi, łatwo wpadam w histerię jestem nadwrażliwa z byle powodu płaczę... czuję się okropnie samotna i ciężko mi z tym żyć...rezygnuję z wielu rzeczy... siedzę zamknięta w domu i wciąż się tylko coraz bardziej dołuję tym stanem..moimi komplekasami, bezwartościowością, złością, zazdrością te uczucia siedzą w e mnie na codzień gdy tylko przebywam ze zdrowymi ludźmi dołuje mnie to coraz bardziej i nie wiem co mam zrobić... :(

[ Dodano: Pią Cze 09, 2006 7:31 pm ]
a szkoła doluje mnie najbardziej..czuje się tam okropnie i nie ma na to sposobu...w takiej grupie ludzi moje napięcie się nasila..czuję się okropnie gdy mam tam siedzieć trześe się, muszę izolować..i nuikt mnie nie rozumie...niestety :? :(
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
21 kwi 2006, 13:12

przez snaefridur 09 cze 2006, 19:41
snaefridur
Offline

czuje sie samotna:(

przez Makcia 08 paź 2006, 13:39
witam. Długo sie zastanawiałam aby tutaj cokolwiek napisać być może z obawy że przyznam sie publicznie iż ze mną jest 'coś nie taK". Z nerwicą borykam sie od kilkunastu lat. Ogranicza mnie w każdej sferze mojego życia, okresowo zmienia sie i łagodnieje bywa jednak że nie pozwala mi sie skupić i normalnie żyć. Wsłuchuje sie w każdy szmer mojego organizmu. Zatracam zdolnośc normalnego reagowania na niektóre sytuacje. To co dla innych jest banalne dla mnie staje sie problemem nie do przekroczenia. Powinnam być szczęśliwa z kilku powodów. Mam wspaniałą rodzine męża i dzieci. Od nie dawna mam dobrą prace i zawsze wokół siebie przyjazne mi osoby. Staram sie wszystkim pomagac bo wiem jak to jest gdy sie kogoś potrzebuje..kogoś kto wesprze i powie coś co podniesie na duchu. Wiem że w napadzie paniki nie dociera nic do świadomości miotam sie i czekam aż samo minie. I mija...potem tylko czuje sie tak bardzo wykończona, wstydze sie przed sobą żę nie potrafie tego kontrolować, wstydze sie przed mężem że widzi moje słabości które zmieniają mnie tak drastycznie. Chciałabym aby mnie rozumiał...wymagam chyba zbyt wiele...nie mam nikogo komu mogłabym sie pożalić. Z reguły to ja pomagam znajomym sama nie odwżyłabym sie prosić o pomoc. Pewnie dlatego iż nie wierze że da sie coś z tym zrobić. Moje życie nie jest "szare" ta nerwica to tylko kilka napadów w ciągu roku. Nigdy nie wiem kiedy to sie stanie i kiedy znowu poczuje sie tak jak teraz. Wierze że nadejdzie dzień iż pogodze sie z tym żę "ją' mam. naucze sie ją akceptować i przyjmować jako część mojego życia. Na razie to trudne...ale wierze że mi sie uda. Pozdrawiam wszystkich...
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 08 paź 2006, 14:31
Witaj na forum :D

Nie obawiaj się, nie jesteś osamotniona w tym, co odczuwasz. Jest nas wiecej. Niestety :(
To, że oczekujesz od mężą zrozumienia jest całkowicie naturalne. Nie wiem, czy w przypadku Twojego męża tak jest, ale możliwe, że Twój mąż sam gubi się w tym i nie wie jak okazać Ci wsparcie. Może po prostu mu tego nie potrafisz (lub obawiasz się) powiedzieć w nadziei, że"skoro kocha, to się sam domysli". Spróbuj mu powiedzieć co czujesz, czego oczekujesz, jakie masz potrzeby. Nie ma w tym nic złego, a wręcz przeciwnie, może wiele pomóc. Nie staraj się sama "dźwigać" tej choroby.
Podobnie postaraj się postępować w relacjach ze znajomymi. To dobrze, że starsz się im pomagać, ale akcentuj również to, że i Ty potrzebujesz pomocy, wsparcia i zrozumienia.
Wiem, że to może okazać się niełatwe - sam to znam, staram się pomagać, jednocześnie nie odważając się prosić o pomoc. I sam nie wiem dlaczego: czy dlatego, że nie widzę nikogo, kto mógłby mnie wesprzeć, czy dlatego, że moja ambicja sama chce "skręcić kark" tej chorobie... :?
Ale Ty z takim wsparciem na pewno dasz radę. :D Powodzenia !
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 49 gości

Przeskocz do