Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Gods Top 10

Użytkownik
  • Zawartość

    3286
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Gods Top 10

    Osobowość unikająca (lękliwa)

    Widzę, że jest w tej wypowiedzi sporo żalu... pod adresem kobiet. Jednak wg mnie to błędny kierunek, bo żadna z kobiet nie siedzi w Twojej głowie, "nie przestawia wajch", które mają ukierunkowywać Twoje postrzeganie relacji damsko-męskich. Nie kto inny, tylko Ty masz dostęp do swoich myśli, spostrzeżeń i wniosków. Istotnie, znaczna część kobiet z racji swojej emocjonalności jest bardzo łasa na emocje, które wywołują w nich mężczyźni. A emocje najłatwiej wywoływać poprzez miotanie się pomiędzy skrajnościami - i na tym m.in. zasadza się ten archetyp zbója-zdobywcy: raz przytuli i ucałuje w czółko, by za chwilę być zimnym i niedostępnym draniem. Ten archetyp może być pokonany przez oboje: gdy kobieta dostrzeże, że mężczyzna może również wywoływać emocje bardziej stonowane (ale zarazem dla wszystkich bezpieczniejsze) i gdy mężczyzna dostrzeże, że większą wartością będzie dawanie kobiecie poczucia bezpieczeństwa, niż "efektowne fajerwerki emocjonalne". koniec końców, życzę Ci, byś wyszedł z tej "myśleniowej klatki", w której jesteś zamknięty. Byś dostrzegł, że nie musisz być przebojowym playboyem, który samym spojrzeniem powoduje, że kobiety mdleją. Bo mężczyzna może być nieśmiały, a zarazem w zdrowym, satysfakcjonującym dla obojga związku.
  2. Gods Top 10

    czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

    Myślę sobie, że jednak warto sobie odpowiedzieć sobie na pytanie: na ile chce być sobą, żyć w zgodzie ze sobą, a na ile chcę się dopasować do oczekiwań społeczeństwa. Tzn. wiadomo, że społeczeństwo "nie pozwoli sobie" na to, by jednostka żyjąc w zgodzie ze sobą godziła w ogół (m.in. po to zostały stworzone miejsca mające izolować takie jednostki). Ale też nie musi być tak, by jednostka miała być pozbawiona prawa do samostanowienia, do kreowania siebie, życia według własnych oczekiwań. I da się odnaleźć ten indywidualny dla każdego człowieka "złoty środek".
  3. Gods Top 10

    czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

    To kwestia drugorzędna kto to wyimaginował. Istotniejsze jest dlaczego miałbyś się na te wymagania godzić, zamiast postawić sobie takie, które by były zgodne z Twoimi potrzebami?
  4. Gods Top 10

    Niedojrzały emocjonalnie partner niszczący mi życie

    Nie wiem, co jest Twojemu partnerowi. Postawienie diagnozy w tym wypadku to rola lekarza psychiatry lub wykwalifikowanego psychoterapeuty. A z tego, co napisałaś, nie wynika, by Twój partner dążył do takiej wizyty lekarskiej i/lub psychoterapii, by pozwolił sobie pomóc. Bez jego chęci w tym kierunku, niewiele możesz zrobić. Problem w tym, że jego zachowanie odciska na Tobie piętno. Sama nazywasz rzeczy po imieniu, gdy piszesz o manipulacjach i poniżeniach z jego strony. Skoro masz tego świadomość, to zatroszcz się przede wszystkim o siebie - poszukaj na psychoterapii przyczyn tego, że weszłaś i tkwisz w tak szkodliwej dla siebie relacji, a następnie podejmij działania, które będą dla Ciebie korzystne. Może Twój proces zdrowienia byłby dla niego inspiracją, a może nie - w każdym razie Ty mogłabyś poczuć się lepiej.
  5. Gods Top 10

    Cudowne chwile Ciezkie momenty

    Mogę sobie wyobrazić dlaczego się zakochałaś. Wcześniej byłaś "szarą myszką" z niską samooceną (może inni ludzie niekiedy "wchodzili Ci na głowę"?), aż w Twoim życiu pojawił się mężczyzna, który obudził w Tobie emocje i uczucia, których istnienia może u siebie nawet nie podejrzewałaś (np. dreszczyk emocji "zakazanego owocu" - spotykania się z facetem ukrywającym się przed Policją). Pokazał Ci, że nie musisz być już "szarą myszką", za to możesz być kimś innym - bardziej przebojową, pewną siebie. Któż by nie pokochał osoby, która aż tak bardzo zmienia życie? Problem jest w tym, że ta relacja może nie mieć szans przetrwania. Bo i co byłoby jej fundamentem oprócz kipiących emocji? Jakie mielibyście mieć plany na wspólną przyszłość, skoro on sam raczej jej z Tobą nie planował, gdy mówił Ci, byś się nie zakochiwała? Owszem, teraz, gdy siedzi w areszcie, to pewnie podtrzymuje tę znajomość, bo to zawsze łatwiej być pozbawionym wolności, gdy ma się świadomość, że ktoś czeka tam na zewnątrz. Ale co będzie dalej? Jaka będzie Wasza dalsza wspólna przyszłość? Ile lat przyjdzie Ci na niego czekać? Co w tym czasie będziesz robiła ze swoim życiem? Będziesz żyła tylko tęsknotą i wspomnieniami? Wygląda na to, że z tej relacji on ma młodziusieńką dziewczynę, którą omamił koktajlem emocji, a co masz Ty?
  6. Gods Top 10

    czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

    Zapewne, wyłożysz się nie raz. I nie raz się wyłożyłeś, lądowałeś na tyłku, gdy lata temu uczyłeś się chodzić. Gdybyś wtedy zrezygnował... dziś mógłbyś nie chodzić. Patrząc na to z jeszcze innej perspektywy: obawiasz się, że się wyłożysz, ale trwając w obecnym stanie, również jesteś w jakimś stopniu "wyłożony". Nigdy nie jest za późno, by znów tego pomysłu poszukać. Nie pamiętasz tej pracy, w drodze do której niemal unosiłaś się pół metra nad ziemią, a gdy ją wykonywałaś, to czułaś jakby nie istniał czas, tylko Ty i te zadania, które wykonywało się z olbrzymią frajdą?
  7. Gods Top 10

    Związek, czy już jego koniec

    Podejrzewam, że te ciągłe kłótnie to tylko przysłowiowy czubek góry lodowej. Tzn. rozumiem, że związek pedantki z luzakiem, który na wszystko ma czas, może generować sporo spięć. Jednak jak sama napisałaś, w chłopaku irytuje Cię niemal wszystko (a nie jakieś pojedyncze zachowania). Wobec czego przypuszczam, że może chodzić tu o coś więcej. Może boisz się bliskości, a w miarę zbliżania się daty ślubu czujesz się coraz gorzej... jakby osaczona, przeciążona wagą tej decyzji (?). Może prowokujesz kłótnie, bo taki obraz związku zakodował Ci się w głowie z domu rodzinnego? A może bardziej zależy Ci pozbyciu się samotności, niż na tym konkretnie chłopaku?
  8. Gods Top 10

    czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

    Dostrzegam w tej wypowiedzi chęć dopasowania siebie do jakichś (być może nawet częściowo wyimaginowanych) wymagań... które być może tylko Ty sobie stawiasz. To, co wymieniłeś nie jest wartością w każdej sytuacji, w każdym zawodzie - to nie jest "recepta na wszystko". Czy nie byłoby lepszym rozwiązaniem postąpienie inaczej: czyli dopasować swoje atuty do własnego pomysłu na życie lub dopasować własny pomysł na życie do własnych atutów?
  9. Gods Top 10

    czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

    No właśnie, ta wielka konkurencja.... To jaki masz pomysł na zagospodarowanie własnych umiejętności, talentów, zdolności i innego rodzaju kapitału? Ewentualnie: czego Ci brakuje, by realizować swój pomysł? Czy znalazłeś jakiś sposób na uzupełnienie tych braków?
  10. Gods Top 10

    czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

    To autobusem, pociągiem lub samolotem (do większych miast). Pewnie, że próbować dalej. Ale w sposób uwzględniający doświadczenia. Jeśli coś wcześniej zawiodło, to dlaczego? Jak to zmienić? Walczyć z tym czy znaleźć inną drogę? A co z taką wiedzą zrobili inni? W jaki sposób ją "spieniężyli"? (W kwestii szukania inspiracji, wzorów do naśladowania warto patrzeć na innych, ale jeśli miałoby to tylko służyć umniejszaniu sobie lub innym, to już nie. ) Gdy np. 20 lat temu matki beształy swoje córki "ty nic, tylko byś się stroiła i malowała, a tu ziemniaków nie ma kto obrać", to wtedy nie wiedziały, że kiedyś dziewczyny będące influencerkami będą właśnie żyły ze strojenia i malowania się na swoich profilach na różnych portalach. Podobnie niektórzy z chłopaków, którzy w dzieciństwie wysłuchiwali "przestań grać na komputerze, bo nic dobrego z tego nie będzie - tylko wzrok sobie popsujesz", dziś są zawodowymi graczami, którzy zarabiają więcej, niż oboje rodziców. Te dwa przykłady pokazują, że świat się zmienia, a za razem, że spieniężyć można naprawdę wiele talentów i umiejętności, nawet te, które przed laty wydawały się bezużytecznymi. (Choć uczciwie trzeba przyznać, że spośród wielu próbujących, garstka dociera na szczyt zarobków w tych zawodach. Ale cóż stoi na przeszkodzie, by "wynaleźć" dla siebie jakiś inny zawód, który jeszcze nie istnieje?)
  11. Gods Top 10

    czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

    Niewykluczone, że w sposób fałszywy postrzegała urodę jako swój jedyny atut, jedyne co w niej wartościowe. Stąd może wianuszek adoratorów spełniał choć częściowo jej potrzeby akceptacji, bycia podziwianą? A może tak nie było, w każdym razie Ty wybrałeś inną drogę dotarcia do niej i to nie zadziałało. Może to lepiej? Od każdej reguły znajdą się wyjątki. 🙂 Odnośnie reszty Twojej wypowiedzi: rozczarowałeś się - jest inaczej, niż to sobie wyobrażałeś. I co dalej? Co chcesz z tym zrobić? 🙂 Wg mnie zbyt mało się podkreśla w trakcie nauki to, po co się uczymy. Po co nam nauka geografii, historii czy matematyki? Choćby po to, by z każdą z tych dziedzin nauki się zapoznać, "wziąć się z nią za bary", poznać swoje własne strony i sprawdzić się czy to nam odpowiada, czy jednak poszukamy innego sposobu na życie zawodowe. (Nie wspominam tu takich "oczywistości", jak nauka pisania, czytania i liczenia - bo takie umiejętności są fundamentalne, by żyć pełnią praw społecznych.) Co więcej, sam proces nauki "bzdur" również może być wartościowy, bo jakby nie było, jest to jakieś wyzwanie. A do wyzwań można podchodzić wielorako: wiedzę można "wykuć na blachę", można podejść "rozumowo" (np. poprzez skojarzenia, ciąg przyczynowo-skutkowy, mapę myśli i in.), a można też ściągać - każda z tych dróg ukazuje i kształtuje "charakter" ucznia. Tego typu (powszechne) doświadczenia wynikają nie tylko z własnych zdolności czy talentów, ale często z tego, jak postrzegało się nauczycieli tych przedmiotów. Jeśli byli to ludzie pełni życia, inspirujący, pełni pasji, to potrafili zarazić uczniów swoimi przedmiotami. A jeśli to ludzie "sterani życiem", którzy marzą tylko o tym, by odbębnić swoje godziny i wrócić do domu na obiadek, to trudniej o zmotywowanie uczniów do nauki. Zmień otoczenie. Poważnie. Jeśli nie jest u Ciebie krucho z kasą, to zafunduj sobie i córce choćby weekendowe wyjazdy w różne regiony kraju. Wsiądźcie w samochód i jedźcie. Fakt, że obecna aura mniej sprzyja turystyce, ale czy to faktycznie aż tak duża bariera? Zawsze to jakaś okazja do poznania nowych ludzi, ale przede wszystkim takie niecodzienne sytuacje związane z nowymi miejscami mogą również zmienić Twoje spojrzenie na życie. Może wtedy mniej będziesz się obawiała powtórki niekorzystnego związku, gdy będziesz zajęta podziwianiem krajobrazów? Niemniej córka mogłaby zyskać, gdyby zobaczyła Ciebie w innej odsłonie, to dla niej też byłaby nauka życia, organizacji, zaradności, samodzielności, doświadczania nauki na żywo itd.
  12. Gods Top 10

    czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

    To jest trend ogólnoświatowy, a nie tylko rodzinny. Po prostu większość systemów edukacyjnych przygotowuje do "prawdziwego życia" bardziej z przypadku, niż celowego i planowanego działania. "Piątkowi" uczniowie to niejednokrotnie konformiści, którzy niespecjalnie walczą z zastanym porządkiem świata (ale też w życiu dorosłym są specjalistami, bo znają się na regułach rządzących światem) lub osoby tak bardzo bujające głową w chmurach, aż zostają oderwani od rzeczywistości. Natomiast ci "trójkowi" są znacznie lepiej "wyposażeni do życia": częściej otrzymują najgorsze oceny (więc są bardziej oswajani z porażkami życiowymi, co przekłada się na większą wytrwałość w podnoszeniu się po nich), kwestionują zastany porządek świata ("ale jak to świat jest sprawiedliwy? przecież ostatnio nauczyłem się bardziej, niż Adam, ale to on dostał lepszą ocenę"), dostrzegają szanse jego zmiany ("... widocznie ocena zależy nie tylko od wiedzy, ale też od innych czynników, więc powinienem spróbować czegoś innego..."), dość szybko zaczynają rozumieć, jak ważne są tzw. kompetencje miękkie (czyli np. umiejętność wynegocjowania z koleżankami spisania pracy domowej lub ogólniej: opracowywania i wcielania w życie strategii w celu uniknięcia złej oceny), jak ważne jest dostrzeganie ludzkich wad i zalet (np. "Czesiek jest skrupulatny, ale powolny", "Marek jest dobry w czymś innym, ale się bardzo ceni", a z "Zośką łatwiej negocjować, ale ona pomoże tylko w matmie") i jak skorzystać z nich we "własnych interesach". Skoro uroda nie pomaga, to nie szukaj wg tego "klucza". A przede wszystkim słuchaj i słysz, co mężczyzna mówi. Jeśli do Ciebie mówi np. "kwiatuszku, kochanie, misiaczku", a o swoim szefie, że to "dupek i debil", o kasjerce z supermarketu "no tak, ta baba do innej pracy się nie nadaje", to nie ma co bagatelizować, że facet "ma tylko zły dzień" lub "świat go nie potrafi docenić, ale ja tak". Bo co tak na prawdę stoi na przeszkodzie, by w przyszłości miał w taki sposób się zwracać do swojej partnerki? Tylko miłość? To nie za mało? Podobnie, jeśli zachwyca się tylko Twoją urodą, a w ogóle nie docenia tego, kim jesteś, co osiągnęłaś, nie mówi o sobie, swoim życiu, tym, co osiągnął, jeśli dąży do tego, by wspólnie spędzone chwile były "hiper-magiczne", a "szara codzienność" nieszczególnie go pociąga, to to też o czymś świadczy. To sztuka, by słyszeć, co autentycznie ktoś mówi, a nie to, co pragnie się usłyszeć - z tego bierze się sporo rozczarowań w związkach.
  13. Gods Top 10

    czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

    Upsssss. Ten plus miał oznaczać, że odnoszę się obu tych wpisów... a jak widzę, został zrozumiany inaczej. Mój błąd.
  14. Gods Top 10

    czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

    + Takie myślenie jest szalenie atrakcyjne i kuszące, jednak w moim przekonaniu kryje się w nim spore niebezpieczeństwo, które ostatecznie może zaowocować kolejnym nieszczęściem. W czym rzecz? Ano w tym, że podświadomie można obarczyć partnera czy partnerkę brzemieniem w postaci oczekiwania miłości, która miałaby zapełnić jakąś pustkę emocjonalną. Czy na tym powinna polegać miłość partnerska, by partner/ka miał kochać tak, jak np. nie kochał/a ojciec czy matka, jak nie kochał poprzedni mąż, poprzednia żona? Czy partner/ka ma zapełniać głód miłości po wcześniejszych nieudanych relacjach i związkach? Czy to jest jego/jej rola? Czy to miłość, gdy od pierwszych dni relacji przygniata się ukochanego człowieka swoim bólem, cierpieniem i pustką? Oczywiście nie należy z tego wyciągać mylnych wniosków, jakoby osoby z "ranami z przeszłości" nie mogły wchodzić w związki. Nie. Jak najbardziej mogą i powinny, jednak szanse na przetrwanie takiego związku rosną wraz ze świadomością siebie, wraz z pokochaniem samego/samej siebie, wraz z poczuciem szczęścia, które przede wszystkim wypływa z nas samych, a nie wyłącznie z tego, co do związku wniesie partner/ka. Partner/ka to "wartość dodana" do związku, dlatego warto dodawać do nieustannie rosnącej własnej wartości.
  15. Gods Top 10

    czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

    Ależ ja o tym myślę, ale innymi kategoriami. Jest takie powiedzenie: "jeszcze nikt mądry na łożu śmierci nie żałował tego, że w życiu za mało pracował"... za to pełno jest takich, którzy żałowali tego, że za mało czasu spędzali z rodziną, nie mieli odwagi, by realizować swoje marzenia... Gdyby istniała kariera, która słodkim głosem mówi "tato"/"mamo", wykonuje z ufnością nieporadne pierwsze kroki, cieszy się szczerą radością z zabawy i in. ... to ludzie mogli by wyginąć. To również kwestia optyki. Uważam, że rodzicem jest ten, kto wychowuje, a nie ten, kto płodzi (bo spłodzenie, to kwestia minut, za to wychowanie zajmuje już lata). Znajdzie się mnóstwo przykładów, gdy biologiczni rodzice zdają się chcieć udowodnić światu jak bardzo się do tej roli nie nadają. A są i tacy ojczymowie czy macochy, które dzięki życiowej mądrości są wprost genialnymi rodzicami i wzorcami do naśladowania dla dzieci. Rzecz jasna bywa też w drugą stronę: rodzice biologiczni są wspanialsi, niż ojczymowie czy macochy... w każdym razie nie geny tu są decydujące. Sama sobie utrudniasz zadanie takim myśleniem. Prawdopodobnie przez podnoszenie poprzeczki, za którą są owi "normalni" tak wysoko, że mało kto jest w stanie tym wymaganiom sprostać. Z samego rozkładu Gaussa wynika, że "idealnych samców alfa", "książąt z bajki", będzie niewielu (podobnie jak "idealnych samic alfa", "księżniczek z bajki"). Za to "pula" tych mężczyzn, którzy znajdują się pomiędzy "książętami z bajki", a "skończonymi łajdakami" będzie znacznie większa. Tyle, że oni mogą mieć więcej wad... ale zaraz, przecież jak sama napisałaś, też je masz! Czyli macie coś wspólnego ze sobą. (A tak już bardziej na serio, któż nie ma wad? Ale to przecież one czynią nas interesującymi. 🙂 )
×