Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rincewind

Użytkownik
  • Zawartość

    9
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Rincewind

    Dystymia

    Walczyłem z tym ponad 20 lat... u mnie pomogła w końcu wenlafaksyna a potem psychoterapia poznawcza. No i myślę że najważniejsze że trafiłem w końcu na odpowiedniego dla mnie lekarza... Ta psychoterapia była dość nietypowa, bo dostalem parę ksiązek do przeczytania i sporo sam z tym pracowałem, na spotkaniach omawialiśmy to czego się dowiedziałem, itp itd... W moim przypadku bardzo to się dobrze sprawdziło, bo myslę że to było dobrze dopasowane do mojej osobowości, do tego jak funkcjonuje moja psychika.
  2. Hej! Mi się udało wygrać z fobią społeczną, a przynajmniej opanować na tyle by nie przeszkadzała w życiu. Też brałem wenlafaksynę, choć ona nie była kluczem do sukcesu a psychoterapia... Miałem to szczęście że trafiłem na terapeutkę która potrafiła się dopasować do mnie, mojej osobowości, i wyciągnąć mnie z tego... Jeśli chciałabyś coś więcej wiedzieć to pisz na priwa.
  3. Rincewind

    nie mam sił do życia

    Hej Xanax jest fajny, ale leki nie zawsze potrafią pomóc tak na 100%. Czasem jest coś co tkwi w naszej duszy tak głęboko że trzeba naprawdę dużo wysiłku i czasem pomocy innych osób by sobie z tym poradzić... No i pracy ze sobą, walki z własną historią, bo większość problemów rodzi się w dzieciństwie, jak takie ziarenko które gdzieś tam jest zasiane i po latach się przebija na powierzchnię i okazuje się że zapuściło takie korzenie że trudno je wyrwać... Jeśli chcesz pogadać, wyżalić się lub cokolwiek - pisz na priva... Rincewind
  4. Rincewind

    TRZESACE RECE

    Hej, w jakich okolicznościach to się zdarza? Jeśli cały czas to pewnie trzeba by się wybrać do neurologa... A jeśli w jakiś konkretnych sytuacjach to może być objaw np. nerwicy... Tak czy owak bez wizyty u lekarza się pewnie nie obejdzie.
  5. Pewnie że może być. A także wielu innych rzeczy. Jeśli nie bierzesz benzo od jakiego czasu to może objaw odstawienia?
  6. Cóż, chętnie też się dowiem czy jest na to jakaś rada bo u siebie też zaobserwowałem pogorszenie pamięci. Podobno długi stres spowodowany chorobą może być przyczyną degradacji hipokampa. Na razie co ważniejsze rzeczy do zrobienia lub np zakupy sobie zapisuję. Pozytywne jest to że od czasu jak jestem prawie wyleczony to już bardziej ta pamięć mi się nie pogarsza.
  7. Rincewind

    Czuję się jak gówno.

    Hej! To że postępowałaś jak postępowałaś w przeszłości nie oznacza że reszta Twojego życia musi być przekreślona - a już na pewno nie przez Ciebie. Nie ma ludzi idealnych, każdy robi rzeczy z których nie jest dumny, ale na tym między innymi polega bycie człowiekiem.... Jedna z najbliższych mi osób była w pewnym momencie trochę jak Ty. Byliśmy parą parę miesięcy, potem mnie rzuciła, trafiła w "złe towarzystwo", było też puszczanie się z żonatymi facetami, trochę narkotyków itd... Ale w pewnym momencie odezwała się do mnie, poprosiła o pomoc bo była też w depresji a nie miała nikogo innego kto traktowałby ją serio. Jesteśmy przyjaciółmi, ona ma swoją rodzinę, dwójkę fajnych dzieci... Cała przeszłość już teraz nie ma znaczenia. Fakt że uważasz że skoro doprowadziłaś się do takiego stanu psychicznego to nie możesz szukać pomocy np. u lekarza świadczy, że właśnie takiej pomocy Ci potrzeba. Sam miałem depresję (i to ciężką w pewnym momencie), stany lękowe itd. - i chyba udało mi się z tego wyjść dzięki odpowiedniej terapii. Naprawdę warto próbować. To może zmienić nie tylko Twoje samopoczucie, ale też tą chyba zbytnią potrzebę zainteresowania ze strony jakiś facetów i inne tego typu niepotrzebne uzależnienia i samoograniczenia. Trzeba zmienić to jak się sama postrzegasz, bo to jest postrzeganie błędne. Nie przekreślaj się sama! Pisz jeśli mogę jakoś jeszcze pomóc. Trzymaj się! Rincewind quote="Smelka92"]Hej Jakiś czas temu wypowiadałam się na tym forum gdyż wpadłam w nerwicę. Z nerwicy jako tako według mojego lekarza udało mi się wyjść natomiast przeskoczyłam w depresję. Oczywiście tak twierdzi lekarz, bo ja żadnej depresji u siebie nie widzę. A może wypowiem się inaczej - uważam, że stan w którym się obecnie znajduję mam na własne życzenie. Generalnie 99% swojego czasu czuję się bezwartościowa, gorsza od wszystkich, mam miliony kompleksów, moja samoocena jest na ujemnym poziomie, nic mnie nie cieszy, nie widzę sensu życia itp, pewnie wszyscy dobrze znacie to uczucie. Sęk w tym, że sama się doprowadziłam do takiej stanu postępując w przeszłości w taki a nie inny sposób. Gdybym miała opisać tutaj ostatnie kilka lat swojego życia, to wyszedł by mi z tego epos, więc postaram się streścić pokrótce co to kiedyś narobiłam. Jako nastolatka byłam puszczalska, piłam na umór, zahaczyłam o narkotyki, okradałam rodziców, notorycznie kłamałam, wpadłam w kiepskie towarzystwo [ chociaż jak o tym myślę, to wydaje mi się, że ja byłam głównym prowodyrem wszystkich złych zachowań w tym towarzystwie ], olałam szkołę i wszystkie swoje zainteresowania. Do tego miałam strasznie dużego ego i wydawało mi się, że jestem zajebista o czym nie omieszkałam poinformować całego świata. Świat oczywiście nie podzielał mojej opinii czemu dawał głośno wyraz. A że w pakiecie z ciągotami do destrukcyjnych zachowań dostałam również wredny i pyskaty charakter to notorycznie się z kimś kłóciłam, kogoś wyzywałam [ teraz wyzywają mnie, tak to karma ], robiłam awantury [ głownie po pijaku ] i przynosiłam wstyd wszystkim swoim znajomym. W mojej obronie nigdy nikt nie stawał, musiałam się raczej bronić sama, co było ciężkie do zrobienia, bo nie miałam ani jednej osoby, który by potrafiła publicznie się do mnie przyznać albo po prostu się wstawić za mną. Także w każdym towarzystwie w jakim się pojawiłam miałam jakiś wrogów albo ktoś mnie nie lubił. Moje wybory sercowe też były w tamtym okresie nietrafione, moje wybory życiowe również. Właściwie wszystko co postanowiłam i zrobiłam kiedyś jest teraz nic nie warte. Nie mam ani jednej rzeczy, którą mogłabym się pochwalić, żadnego osiągnięcia, żadnej dziedziny życia w której coś by mi się udało. Nie mam motywacji ani chęci do życia, nie odczuwam żadnej przyjemności, nie widzę sensu dalszej egzystencji. Właściwie to gdyby nie strach przed śmiercią, to mogłabym równie dobrze umrzeć. Nie chce się faszerować lekami, ani chodzić na psychoterapię, bo wiem, że na obecny stan rzeczy zapracowałam sobie bardzo ciężko przez ostatnie lata. Jestem wyrzutkiem społecznym i nieudacznikiem. Taka prawda i nie ma co się w moim przypadku oszukiwać, właściwie to postanowiłam w końcu przestać się oszukiwać i nauczyć się akceptować to jak jest. Mimo tego co napisałam BYWAJĄ momenty kiedy czuję się szczęśliwa i odzyskuję motywację. Oczywiście to tylko chwilowe i niestety pojawia się w momencie kiedy poznam jakiegoś faceta, który sprawia wrażenie zainteresowanego moją osobą. Wydaje mi się, że jestem rozpaczliwie i desperacko spragniona miłości i poczucia bycia dla kogoś ważną, bo na obecną chwilę i w sumie od ostatnich trzech lat wszyscy traktowali mnie jak gówno, wykorzystywali i tak naprawdę nikogo nie obchodziłam. Zainteresowanie tych facetów jest oczywiście chwilowe albo udawane żeby mnie zaliczyć. Do seksu nie dochodzi, ponieważ ta sfera życia dla mnie w tym momencie nie istnieje, więc jak owi mężczyźni widząc, że nici z bzykanka to od razu mnie olewają, nieraz w chamski sposób. Nie muszę dodawać, że to tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu jak bardzo beznadziejna jestem i koło się zamyka. Być może bije ode mnie desperacją i być może widać to na kilometr, ale te chwile kiedy mam wrażenie, że komuś na mnie zależy to jedyne szczęśliwe chwile w moim życiu, więc łapię się ich aż nadto kurczowo. No właśnie, brzmię strasznie depresyjnie i w sumie nie wiem czy oczekuję jakiś porad czy jedynie wysłuchania, ale gdzieś tam czasami widzę to światełko w tunelu, że jednak jest dla mnie jakaś szansa na normalne funkcjonowanie i po prostu taką niczym nieskrępowaną radość. Tylko pytanie - jak to zrobić? Skoro uzależniam swoje szczęście od faceta to jestem bluszczem. Skoro jestem bluszczem to żaden chłop się we mnie nie zakocha. Skoro chłop się nie zakocha to moje życie dalej będzie szare i pozbawione sensu. Co ja mam moi kochani zrobić ze sobą...?
  8. Cześć, Coś podobnego wyczytałem w książce: Judith Bemis i Amr Barrada - "Oswoić lęk". Bez metafor, ale chodziło tam o to samo - że zmuszanie się na siłę tylko zwiększa lęk i utrudnia jego przezwyciężenie. Ale uważam też że choć niewątpliwie to słuszne spostrzeżenie, to też trochę niebezpieczne, bo w sumie największą poprawę w moich lękach (fobia społeczna) przyniosło mi właśnie zmierzenie się z moimi lękami - za każdym razem było troszkę łatwiej. Myślę że sztuka polega na tym, aby "ćwiczyć" sytuacje lękowe mierząc się z nimi, dopuszczając jednocześnie porażkę jako coś co się zdarza i jest skutkiem choroby a nie słabości - i coś co można wykorzystać aby następnym razem mieć nieco większą kontrolę nad sytuacją.
  9. Cześć, Moja psychoterapeutka też namawiała mnie na aktywność fizyczną i faktycznie w moim przypadku to pomaga. Oczywiście to nie jest lek na twoje problemy, ale podczas wysiłku wydzielają się endorfiny i na jakiś czas poprawia to samopoczucie. Ja biegam tak z pół godzinki rano (robiąc w trakcie przerwy, bo kondycja już nie ta). Tak aby się zmęczyć ale nie sforsować. Oczywiście mi też się często nie chce, ale jak pomyślę o tym że lepiej się po tym czuję, motywacja wraca. Co do moklobemidu to kiedyś brałem - u mnie działał początkowo bardzo dobrze, ale stopniowo doszedłem do maksymalnej dawki a efekt się zatrzymał - ale takie leki na każdego mogą działać inaczej, jeśli się nie sprawdzi spróbuj czegoś innego. pozdrawiam!
×