Skocz do zawartości
Nerwica.com

Samotność


ixi

Rekomendowane odpowiedzi

23 godziny temu, Fuji napisał(a):

Bo druga połówka jest najważniejsza. 

Nie ma nic ważniejszego w życiu jak iść przez nie we dwoje. 

 

Też tak myślę. Tylko co zrobić, żeby zwiększyć swoje szanse na nie bycie samemu jak się np. miało bardzo trudne doświadczenia? Ja miałam nawet spróbować przez neta ale to mnie na razie przerasta;(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 14.09.2024 o 21:59, 123she napisał(a):

U mnie to jest taki paradox, że najwięcej by w moim życiu zmieniła miłość i jednocześnie jest to dla mnie najtrudniejszy obszar życia. Moją jedyną motywacja do przetrwania było to, że kiedyś na pewno spotkam wyjątkową osobę i będę miała fajna szczęśliwą rodzinę:( teraz  Im dłużej na to czekam to  co bardziej ta wizja mi się gdzieś rozjeżdża. no i co jak nigdy mi się nie zachce żyć :(

Chyba nie jest to właściwe podejście do sprawy - bo myślisz "spotkam tę miłość i ona rozwiąże wszystkie moje problemy". To tak nie działa, niestety. Chociaż owszem, miłość, rodzina zmienia wiele w życiu i na pewno może być motywująca. Tylko nie szukanie na siłę i nie z taką myślą, że to rozwiąże wszystko. Nie rozwiąże. I nie tak, że spotkasz księcia z bajki (=wyjątkową osobę) i już będzie też bajowa rodzina. A co jak książę okaże się żabą? Tak naprawdę każdy jest w pewien sposób wyjątkowy - ale związek to nie bajka, tylko ciągła praca nad sobą. Co zrobisz, jak przyjdzie kryzys jakiś?  W każdym związku przychodzą kryzysy i co wtedy?

Nikt nie przyjdzie cię uratować. Nowy partner czy awans nie naprawią twojego wnętrza, bo masz 100% odpowiedzialności za swój własny umysł

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie zwiazek to jest odpowiedzialność. Tam po drugiej stronie jest osoba, która może cierpieć bo my akurat mamy zły dzień albo ogólnie jesteśmy w złym stanie. To ciągłe dogadywanie się i branie pod uwage ta drugą stronę. Nie wiem czy mam na to siły. Wiadomo na poczatku jest słodko i wszystko wydaje się cudowne, ale nie wiem czy na dłuższą metę nie męczyłoby mnie to. Jak sie założy rodzinę i pojawia się dzieci to odpowiedzialność rośnie dla mnie do kosmicznego poziomu, bo dzieci są całkiem zależne od rodziców i to rodzice budują ich swiat. Dorosła osoba jeszcze moze sobie dać jakoś radę jak zawalimy, a dziecko nie bardzo.

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem człowiekiem uniwersalnym ― mogę być sam, a mogę też być w związku i nie ma to dla mnie większego znaczenia 🙂 Obecnie przyzwyczaiłem się do samotności i nie brakuje mi drugiej osoby, czuję się w tym stanie jak ryba w wodzie:yeah:

Edytowane przez Harding
literówki

Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty [Panie Boże] jesteś ze mną. [Ps 23, 4]

Bądź mi skałą schronienia i zamkiem warownym, aby mnie ocalić, boś Ty opoką moją i twierdzą. [Ps 71, 3

Skrót Ps → Księga Psalmów [Stary Testament → Biblia]

Nie możemy się bać, bo tracimy zbyt wiele. Nasz strach jest siłą innych. (cytat za: Michał Kord, "Prawo ojca")

F20.0, Clopizam → 100mg [1-1-1], Asentra → 50mg [1-0-0]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja podobnie dobrze czuję się sama ze sobą, jestem typem samotnika. Ale przeraża mnie na przykład starość. Wracanie do pustego domu, gdzie nikt nie czeka. Samotne święta itp. Ludzie czekają na przyjazd dzieci, wnuków a tak? Zupełna pustka. Brak wsparcia, rozmowy, zwyczajnego bycia z kimś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 21.10.2024 o 07:19, Dryagan napisał(a):

Chyba nie jest to właściwe podejście do sprawy - bo myślisz "spotkam tę miłość i ona rozwiąże wszystkie moje problemy". To tak nie działa, niestety. Chociaż owszem, miłość, rodzina zmienia wiele w życiu i na pewno może być motywująca. Tylko nie szukanie na siłę i nie z taką myślą, że to rozwiąże wszystko. Nie rozwiąże. I nie tak, że spotkasz księcia z bajki (=wyjątkową osobę) i już będzie też bajowa rodzina. A co jak książę okaże się żabą? Tak naprawdę każdy jest w pewien sposób wyjątkowy - ale związek to nie bajka, tylko ciągła praca nad sobą. Co zrobisz, jak przyjdzie kryzys jakiś?  W każdym związku przychodzą kryzysy i co wtedy?

Drygan nawet ciężko było mi coś odpisać, bo ta kwestia za dużo emocji we mnie wywołuje. Moja terapeutka zapytała mi się dziś czy w ogóle wyobrażam sobie życie jak byłabym sama i odpowiedziałam, że nie, nawet nie dopuszczam takiej myśli. Zrozumiałbyś to gdybyś mnie znał, jestem bardzo ekstrawertyczna osobą, mam wielu przyjaciół, bo lubię towarzystwo, potrzebuje drugiej osoby żeby się z czegoś cieszyć. Część moich przyjaciół ma już swoje rodziny i dzieci a ja zaczynam odczuwać samotność, dla mnie to jest nieszczęście, jeszcze po tym co przeżyłam to już kolejnego nieszczęścia niestety nie uniosę:/

Co do szukania drugiej połówki to ja jestem jak najbardziej na tak, połowa jak nie większość moich znajomych, która jest w związku to musiała się trochę wyśilić i poszukać sobie kogoś. Nie każdemu z nieba spada, trochę są też teraz takie czasy, że ciężko o trwały, dobry związek. Ja jakbym była w sytuacji przeciętnej osoby to jasne, że też bym spróbowała no ale nie jestem. Mnie to trochę przerasta na ten moment:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy dobrze zrozumiałaś, co chciałem powiedzieć - chodzi w skrócie o to, że samo wejście w związek nie rozwiąże Twoich problemów, najpierw trzeba poukładać swoje problemy i dopiero można stworzyć dobry związek. Bo inaczej problemy wracają.

Jak się szuka czegoś na siłę, to wiadomo, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. Zresztą chyba nie chodzi tylko o to, żeby kogoś znaleźć, ale żeby to było trwałe.  Niestety bajki kończą się zwykle tym "żyli długo i szczęśliwie", ale nikt nie mówi jak tego dokonać -  a to bywa znacznie trudniejsze niż "znalezienie kogoś"

Nikt nie przyjdzie cię uratować. Nowy partner czy awans nie naprawią twojego wnętrza, bo masz 100% odpowiedzialności za swój własny umysł

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

22 godziny temu, Dryagan napisał(a):

Nie wiem czy dobrze zrozumiałaś, co chciałem powiedzieć - chodzi w skrócie o to, że samo wejście w związek nie rozwiąże Twoich problemów, najpierw trzeba poukładać swoje problemy i dopiero można stworzyć dobry związek. Bo inaczej problemy wracają.

 

Drygan ale mi być może będzie ciężko w jakiś sposób do końca życia ale mimo to mogłabym być szczęśliwa. Przepraszam, że będąc piękną, młodą kobietą jestem nieszczęśliwa będąc sama. Ja myślę, że to całkiem zdrowe. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@123she ależ oczywiście, że zasługujesz na szczęście i spotkanie tego właściwego mężczyzny. Każdy zasługuje... I mam nadzieję, że tak się stanie w Twoim przypadku. Niemniej to nie jest jest tak, że jak go spotkasz, to wszystkie Twoje problemy miną. Nie możesz faceta traktować jako leku na całe zło

Nikt nie przyjdzie cię uratować. Nowy partner czy awans nie naprawią twojego wnętrza, bo masz 100% odpowiedzialności za swój własny umysł

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, Dryagan napisał(a):

@123she ależ oczywiście, że zasługujesz na szczęście i spotkanie tego właściwego mężczyzny. Każdy zasługuje... I mam nadzieję, że tak się stanie w Twoim przypadku. Niemniej to nie jest jest tak, że jak go spotkasz, to wszystkie Twoje problemy miną. Nie możesz faceta traktować jako leku na całe zło

Być może nie każdy marzy o spotkaniu właściwego mężczyzny, bo jednak myślę, że część woli kobiety;) Ale dziękuję, mam nadzieję, że tak będzie. Póki co to spotkałam chyba właściwego psychiatrę, tak wybrałam randomowo kogoś kto blisko mnie mieszka i bez polecenia od terapeutki, bez specjalnego  traktowania mnie jak jajko, żeby ktoś świeżym okiem spojrzał na mnie no i bardzo ostro mnie potraktował, w sumie półtorej godziny tam siedziałam, ale mam wrażenie, że może mi coś pomóc.

22 godziny temu, acherontia styx napisał(a):

@123she, sorry ale to tak nie działa. Traktujesz związek jako sposób na rozwiązanie swoich problemów/przepracowanie traum etc. Obecność drugiej osoby nie sprawi nagle że traumy czy problemy znikną. Wręcz przeciwnie, podwoją się, bo partner dokłada jeszcze swoją historię, swoje problemy. Dopóki tego nie przepracujesz i nie nauczysz się być sama ze sobą, na dłuższą metę nie wróżę sukcesu, bo na chwilę obecną pachnie mi to mocno człowiekiem-bluszczem. 

Ty uzależniasz swoje szczęście od obecności drugiej osoby, a owszem, mając kogoś, na pewno łatwiej iść przez życie pod pewnymi względami, ale pod innymi to jest nauka pójścia na kompromis i ciężka harówka, żeby związek przede wszystkim utrzymać, a jeszcze żeby on się rozwijał.

 

Bycie bluszcze to mi raczej nie grozi, bo mam naprawdę dużo przyjaciół  i czasowo bym się nie wyrobiła, żeby na kimś się uwiesić. Może to prawda, że nie jestem jeszcze gotowa stworzyć związek ale smutno jakbym nigdy nie była.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@123she oczywiście może być kobieta - partner(ka) jak tam kto woli. Też w życiu miałem taki etap, że czułem się bardzo samotny. Teoretycznie zatem wiem jak to jest, ale może już jestem za stary, żeby to pamiętać 😄 

Nikt nie przyjdzie cię uratować. Nowy partner czy awans nie naprawią twojego wnętrza, bo masz 100% odpowiedzialności za swój własny umysł

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach


Ja uważam, że nie ma nic złego w samotności. Ja jestem sama i co z tego, nie potrzebuję faceta, bo jestem feministką i lubię być niezależna, nie chcę mieć faceta, dzieci też nie chcę mieć, po co mi dodatkowe problemy.

Sometimes I pretend to be normal but it gets boring so I go back to being me

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie samotność doskwiera.

Brak życia towarzyskiego, brak relacji, nie ma się do kogo odezwać. Brak oksytocyny. Cisza w domu.

Kiedyś mi to nie przeszkadzało, ale z biegiem lat jest coraz bardziej dokuczliwe.

Często gdy ma się np. 20 lat, wydaje się, że samotność jest fajna. I na tym etapie może rzeczywiście jest. Jednak przestaje być, gdy ma się coraz silniejsze wrażenie, że jest się na samotność na zawsze skazanym/skazaną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

18 godzin temu, Chrom92 napisał(a):

Mnie kiedyś pewnie samotność, a raczej osamotnienie zabije, ale nie udało mi się z niego wyjść.   Próbowałem kilku sposobów ale widać ze nie każdemu udaje sie to przerwać...

Też samotność mnie zabije jeśli nic się nie zmieni.

Najgorzej być samotnym w tłumie. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Verinia napisał(a):

 

Może sama nie chcę? Odcinam się od ludzi. Dziś znowu odinstalowałem apdke Messengera i fejsa żeby mieć spokój. A z drugiej strony potrzebuje kontaktu, ale takiego prawdziwego...z krwi i kości 

 

No właśnie może sama nie chcesz, ale dlaczego, co jest tą blokadą ?? Czy zidentyfikowałaś tą blokadę, blokady ??

 

Życzę Ci w BOGU prawdziwie mądrych ludzi : ''Kto przestaje z mądrymi, będzie mądry, a towarzysz głupców będzie zniszczony" - Księga Przypowieści Salomona 13:20 Biblia UBG

Życzę Ci w BOGU prawdziwych przyjaciół : ''Przyjaciel zawsze okazuje miłość; rodzi się bratem w niedoli" - Księga Przypowieści Salomona 17:17 Biblia Warszawska

 

W BOGU życzę dobrego dnia dla wszystkich 🙂 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×