Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez dlugi 02 sty 2008, 20:36
To niemożliwe pobiłaś swojego faceta.Troche mi nie pasuje że piszesz że nie pojawia sie żadna przemoc a jednak ty go bijesz.
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez laven 02 sty 2008, 20:43
Wiem. Bo nie było żadnej przemocy. Wszystko było w porządku, do dzisiejszego poranka. W gruncie rzeczy to myślałam że on pierwszy mnie uderzy, bałam się że będę cierpieć. A tu się okazuje, że to ja jestem agresywna. Zawsze nad tym panowałam, ale gdy puszczą mi nerwy to tracę panowanie nad sobą. Raz już go podrapałam do krwi. A teraz pobiłam. Zazwyczaj jak coś mi odwali to sama siebie krzywdzę. Ale akurat miałam jak się wyżyć. Ale to incydenty. Zawsze jestem dla niego dobra. Z czasem ograniczyłam obrażanie się itp. Starałam się by wszystko się układało. Ale on jest strasznie drażliwy, potrafił obrazić się o byle co, a potem mnie szantażować albo wyzywać potwornie. Ale już było dobrze, nie drażniłam go, on też był spokojny. Dogadywaliśmy się i nie kłóciliśmy, do momentu kiedy się na niego rzuciłam. Przynajmniej sobie uświadomiłam, że on wcale nie był taki zły. Mimo iż nic do mnie nie czuł, strasznie się dla mnie poświęcał. Ja też się starałam, ale mi nie wychodziło. Czuję się z tym bardzo źle. Gdybym tylko mogła to zawrócić. Nie chciałam mu zrobić krzywdy. Generalnie jestem bardzo spokojna, wrażliwa i uległa. Choć zdarza mi sie, że staje się bardzo agresywna, wredna i chamska wobec innych. Nie wiem co teraz będzie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez dlugi 02 sty 2008, 21:03
Ty masz dopiero 17 lat i jesteś silniejsza od swojego faceta to niesamowite pytanie skąd u Ciebie tyle agresji ale myślę że masz dwa stany albo agresja albo spokój i wrażliwość.Czy chodzisz na terapie
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez laven 02 sty 2008, 21:21
Nie o to chodzi, że jestem silniejsza. Ale on się nie bronił tj. nie oddawał. Swego czasu byłam bardzo agresywna. Ale teraz jestem spokojna jak baranek. Tylko raz na jakiś czas zdarzy mi się jakiś napad nerwów. Ale naprawdę bardzo rzadko. Kiedyś chodziłam na psychoterapię ale to było jakieś dwa lata temu. Generalnie to mi raczej nie pomogło. Bardziej sama sobie później pomogłam. I jego obecność niesamowicie mnie uspokoiła, dodała cierpliwości itd. Nie wiem może warto podjąć na nowo terapię. Choć wątpię bym kiedykolwiek się poukładała i czy pomógłby mi w tym psycholog. Poza tym nie chce martwić rodziców na nowo. Jeszcze pomyślą, że coś się złego dzieje. A nie chce ich zawodzić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez dlugi 02 sty 2008, 21:26
Oczywiscie że powinnaś wrócić na terapie jeżeli nie chcesz powiedzieć rodzicom to znaczy że masz z nimi zły kontakt a twoja agresja wynika z jakiegoś napięcia.Wyładowujesz je na słabszym facecie kiedy zrobi coś nie po twojej myśli.
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

przez Pstryk 02 sty 2008, 21:29
laven, miałam identyczną sytuację. Uderzyłam exa raczej po to, aby sprowokować go do czegokolwiek - sama nie wiem konkretnie. Chyba chciałam go sprowokować do tego, aby on mnie uderzył, bo przynajmniej miałabym pretekst do rzucenia go. On postąpił identycznie. Nie odzywał się do mnie i fochał długo. Efekt tej akcji był taki, że błagałam o wybaczenie. laven, jest wiele rodzajów miłości. Najwyraźniej miłość, którą daje Ci Twój obecny partner nie jest tą, której potrzebujesz. Nie ma to nic wspólnego z zachłannością. Nie zastanawiaj się - idź na terapię, bo z czasem będziesz czuła sie coraz bardziej zagubiona i będą wynikać coraz większe problemy. Bzdurą jest stwierdzenie, że jeśli znowu skorzystasz z pomocy specjalisty to zawiedziesz rodziców. Przecież oni chcą dla Ciebie jak najlepiej. Jeśli jednak masz z tym problem, oni wcale nie muszą o tym wiedzieć.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez laven 02 sty 2008, 21:37
Broń boże tak nie jest! Teraz wychodzi, że jestem potworem i wyładowywuję się na innych. Ale to nie o to chodzi. Po prostu on mnie specjalnie denerwował i drażnił. Zebrało się napięcie, aż w końcu nie wytrzymałam i wybuchłam. Nie jest tak, że gdy on coś zrobi nie po mojej myśli ja go biję czy się wyżywam. Przeważnie spokojnie ulegam, pozwalam sobą pomiatać. Właśnie kiedy ja nie zrobię tego czego on chce jest kłótnia. A ja ulegam. Tak samo gdy ja o coś proszę. Mogę domagać się cały dzień a nic z tego nie wyjdzie. Co najwyżej zrobi mi się przykro i leżę spokojnie. Czekam aż będzie lepiej. Tylko 2 razy zdarzyło mi sie pęknąć. Tak to nie mam problemów z napięciem. Ewentualnie jakieś sporadyczne przypadki samokaleczania. Ale to też spowodowane kłótnią z nim. A z rodzicami mam w miarę w porządku kontakt. Ale nie chcę ich martwić.
Bethi - ja go uderzyłam bo byłam zła. Nie chciałam nic prowokować. Nawet nie myślałam co robię. Kolejnym problemem jest to, że on nie daje mi żadnej miłości. Jedynie jakąś czułość, ciepło, zaangażowanie czy troskę. Nie chcę tego tracić, bo to dla mnie bardzo wiele. A i obawiam się, że na więcej nie zasługuję. Nie wiem, może po prostu tak się jemu podporządkowałam. Dałam sobie wmówić jego racje. Jestem strasznie zakręcona. A z tą terapią to nie wiem. Spróbuję sobie poradzić sama. Jeśli się nie uda, wybiorę się do psychologa. Tylko naprawdę nie chcę by rodzice się o mnie martwili.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez laven 02 sty 2008, 22:43
Nie znajdzie innej, bo generalnie to on wcale nie chciał z nikim być. A jestem z nim, bo on się mną zajmuje. Troszczy, dał trochę radości. Kiedy wszystko jest ok, to jest nam razem dobrze. Wyciągnął do mnie rękę jako jedyny i pomógł mi. Dobrze się przy nim czuję. A poza tym jak mówiłam, jestem straszliwie do niego przywiązana. Tak się przyzwyczaiłam do jego obecności, że nie wyobrażam sobie, że może go zabraknąć. I to jest główny powód tego, że chcę z nim być. Poza tym coś do niego czuję.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez laven 03 sty 2008, 12:10
Jasne, że lepiej. Tylko z mojego punktu widzenia wszystko wygląda inaczej. Martwię się co będzie dalej. Obawiam się, że nawet jeśli kogoś znajdę to będzie mnie prześladować przeszłość. Poza tym skąd wiadomo, że kogoś znajdę? Ale od wczoraj zrobiłam krok do przodu. Jestem spokojniejsza. Już się tak nie łamię. Uświadamiam sobie, że to wszystko nie było dobre dla mnie. Ale i tak jakoś mi pusto i smutno. Straszliwie się do niego przywiązałam. Bo dawał mi dużo radości. Choroba tak mnie wycieńczyła, że obniżyłam swój próg wymagań do minimum. Naprawdę nie dużo mi trzeba do zadowolenia i potrafię wiele znieść. Dlatego też nie umiałam tego zerwać. Ale wygląda na to, że to już koniec. Jakoś się muszę pozbierać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

przez kasiula_be 03 sty 2008, 12:26
A czy jesteś pewna że on nie czuje miłości? Możę nie potrafi poprostu jej okazać? Może się tego boi? Mnie się wydaje że nikt ot tak poprostu niebyłby z kimś na kim mu niezależy tym bardziej jeśli jest z osobą, która choruje. Pozdrawiam
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
03 sty 2008, 10:50

przez Pstryk 03 sty 2008, 12:56
laven, zastanów się lepiej, czy taki układ ma przyszłość. anand22 ma sporo racji, niestety tak bywa, a najgorsze jest to, że może zdarzyć się i Tobie. To, co on Ci daje być może w jego mniemaniu jest miłością ale obie wiemy, że nie w Twoim. Qrcze, czytam Twoje posty i widzę siebie. Obawiasz się tego samego, czego ja się bałam - co się ze mną stanie bez niego. Nadal nie znam odpowiedzi na to pytanie i mam wielkie obawy o siebie, często opadają mi ręce i miewam myśli samobójcze. Jednak mam czyste sumienie. Pomimo iż mój Ex mnie teraz nienawidzi (jak twierdzi) wiem, że kiedyś pozna kogoś, kogo pokocha 'jak należy' a nie będzie żył namiastką miłości. I on zostanie pokochany 'właściwie'. Wiem również, że z czasem i ja znienawidziłabym jego.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez groza 03 sty 2008, 13:26
laven, ja ci powiem co to może być. Co do tego, że go pobiłaś - nie, nie, to nie tak łatwo prosto, że on z tobą zerwie kontakt. Jestem pewna, że nie zerwie. A w zasadzie: byłabym bardzo zdziwiona, gdyby zerwał. Nawiąże go z tobą prędzej, czy później. Może próbować ci stawiać jakieś warunki: ale i tak, mówię ci, tych warunków wypełniać nie będziesz musiała.

Generalnie chodzi o co innego. Dobrze trafiasz pisząc, że on ma doła. Ale: on nie ma jakiegoś tam doła --- on jest w samym środku jednego z najgorszych dołów w swoim życiu. Po czym to poznać? Że mu na niczym nie zależy. Czy mu nie zależy na tobie? Powiem ci jedno: bardzo możliwe, że ty mu swoją obecnością też pomagasz. Ofkors nie musi wynikać z tego, że on coś do ciebie czuje. Ale gdyby nie chciał twojej obecności - hmmm, jakby to wytłumaczyć. Gdyby twojej obecności nie chciał, to by cię zwyczajnie unikał.

Jeśli chcesz tą znajomość podtrzymać, to zwyczajnie się do niego odezwij. Mam dla ciebie jedną podpowiedź: najlepiej nie próbuj go przepraszać na kolanach i ze łzami w oczach za to co zrobiłaś. Tylko tym sobie zaszkodzisz, a związek że tak powiem cofnie się o jeden krok w tył. Powiedz mu, że go przepraszasz tłumacząc mu, czemu cię szlag trafił: ale bez żalu w głosie jakiegoś wielkiego. Przeproś go paroma zdaniami i to do tego w stylu 'nie mogłam inaczej; gdyby cofnął się czas, a sytuacja sie powtórzyła - to i tak dałabym ci w twarz'. Musisz to przed sobą samą najpierw przyznać, że tak by było. Że taka właśnie jesteś, że nie zrobiłabyś inaczej. Czy zrobiłaś coś złego? Do cholery, nie! Wreszcie zrobiłaś coś, czego sama chciałaś! Piszesz, że nie powinnaś dać sobą pomiatać. Dobra wiadomość: wreszcie to zrobiłaś. A jaka jest jeszcze lepsza wiadomość? Jeśli z nim pogadasz i nie będziesz się starała jakoś specjalnie z tego tłumaczyć, tylko dać mu do zrozumienia, że "proszę cię o wybaczenie... (ale i tak bym to zrobiła)" - odniesiesz taki skutek, że on cię lepiej pozna, a na dodatek nabierze do ciebie szacunku większego. Zaskoczona? Ale tak własnie będzie. Nie bój się, on mi nie wygląda na jakiegoś zakichanego zarozumialca, którego ledwo tknąć, to strzeli focha na całe życie :smile: Jeśli się zachowasz tak, jak chcesz, a nie jak sobie wyobrażasz, że on by chciał, to zrobisz na nim bardzo pozytywne wrażenie. Wiem, że ci się zdaje, że teraz gadam jakieś kosmiczne bzdury, ale łatwo załapiesz mój tok rozumowania, kiedy wyobrazisz sobie taką sytuację: gdyby ciebie ktoś próbował na okrągło i ze łzami w oczach przepraszać za to co zrobił, to by cię w końcu nie zadrażnił? W końcu byś się zezłościła, że co z ta osoba rozmawiasz, to w podtekście zawsze będzie ta osoba powtarzać "och, jak ja cię przepraszam, wybacz, przebacz, prooooszę". Już by ci zwisło, czy przeprasza, czy nie, o sytuacji byś zapomniała, a za to by cię zaczął szlag trafiać, że ile można przepraszać. Czy nie tak by było? Więc i ty tego błędu nie popełnij. Przeproś (jak musisz - bo przecież możesz i tego nie robić, a uwierz mi: nic wielkiego się nie stanie), a potem już do tego tematu nie wracaj.

Dobra, bo weszłam w dygresję, ale że teraz to cię gnębi, to o tym najpierw napisałam. Chciałam o innej sprawie napisać - o nim. Po pierwsze: z tego związku (czy tam przyjaźni, czy jak to nazwać) macie obopólne korzyści. A czemu tak sądzę? Widzisz: jeśli jemu na niczym nie zależy - a to jes możliwe wtedy, kiedy człowiek ma cholernego doła. Wtedy nie widzi przed sobą przyszłości, nie wierzy, że kogoś znajdzie, ani, że cokolwiek mu się uda. Tak, ja o nim piszę. On teraz ma takie myśli. A tobie mówi "na niczym mi nie zależy". To właśnie to oznacza: on ma depresję i to dość dużą.

Więc: jeśli jemu na niczym nie zależy, a jednak utrzymuje kontakt z tobą. Zgadnij co to może oznaczać? Nie - nie, że cię kocha, tak łatwo nie będzie niestety (chociaż licho wie, ale o tym potem). Więc dlaczego on to robi?
Podpowiedzią jest to, co sama piszesz o sobie. A napisałaś, że i tak nie masz nadziei, że taka osoba jeszcze się zdarzy; że obniżasz poprzeczkę jak najniżej, rezygnujesz ze wszelkich wymagań, nie zdaje ci się, by się ta sytuacja powtórzyła, że kogoś znajdziesz kiedykolwiek potem.
Otóż: on też czerpie korzyści ze znajomości z tobą. Też nie czuje się samotny. Być może utrzymuje z tobą kontakt z tych samych pobudek, które masz ty. Bardzo to jest możliwe.

On wcale nie ma na celu złapać cię i tobą rozporządzać, pomiatać, doprowadzać, byś tańczyła jak ci zagra. Generalnie taka sytuacja wynikła przypadkiem, bo ci się wydaje, że powinnaś być pasywna. Takie masz zdanie o związkach właśnie "lepiej być pasywną, to facet mnie nie zostawi". Czy nie tak jest? Niestety: mijasz się z prawdą mając takie przekonanie, ale może sama kiedyś do tego dojdziesz wreszcie naprawdę (bo widzę, że masz już przebłyski - i to częste - że takim zachowaniem to daleko nie zajedziesz... Czyli jest z tobą całkiem dobrze :smile: ).

On wcale nie robi tego specjalnie, że tobą pomiata. Akurat tak okoliczności się złożyły, że tak jest. Nikt ci nie karze tej znajomości zrywać. Ale ta znajomość tkwi w punkcie patowym już od dawna. Inna sprawa: że może tak tkwić jeszcze dłuuugo, a nic wielkiego się nie stanie. No może oprócz twojej coraz większej frustracji (jego zresztą może też). Ale to się tak może ciągnąć, znajomość może trwać. Takie mam dla ciebie 'pocieszenie'.

Nie staraj się go teraz na spytki brać, ani tym bardziej dawać mu 'złotych rad', skoro już wiesz, że on w depresji tkwi. Na facetów takie 'złote porady' działają jak płachta na byka, wiec to sobie weź do serca, co ci mówię. Nie próbuj być jego psychologiem, nie próbuj mu na siłę pomagać. A dlaczego? A co by było, gdyby to tobie ktoś próbował na siłę pomóc? Prędzej czy później szlag by cię trafił, a takiej osoby zaczęłabyś unikać. Tak więc w psychologa i dobrą przyjaciółkę sie nie baw.

Za to możesz raz na jakiś czas go wysłuchać. Niech ci się wygada. Nie przerywaj mu, wysłuchaj do końca co będzie mówił (choćby i mu zdania przez gardło długimi minutami miały przechodzić), to się więcej dowiesz, co mu na sercu leży. Nie wiem za bardzo, czy warto robić sobie nadzieje, że to będzie związek na całe życie. Sama nie wiem, czy to by było dla ciebie dobre. Dwie osoby chore na depresje w związku - to tylko worek nieszczęścia. Ani on ci szczęścia nie da, ani ty mu. Ale znajomość można podtrzymać np. z tego powodu, że dążysz do tego, by go podtrzymać. Teraz sie tak na to zafiksowałaś, że i tak ci nikt tego z głowy nie wybije. Choćbym ci ja i 500 osób na tym forum powiedziało: 'zerwij to' - to i tak przez chwilę se pomyślisz 'no dobrze', ale za godzinę i tak wrócisz do starego dobrego 'a co by było gdyby' - i dalej będziesz snuć wątek, że jeszcze będzie dobrze.

Jako, że ani jemu ani tobie w wyniku tej znajomości krzywda się nie dzieje jakaś wielka - to możesz ją podtrzymywać (on zresztą też). Ale jeśli wpadniesz w pułapkę myślenia "zmienię go i będzie super" to od razu ci mówię: nie zmienisz go. Czy ciebie by ktoś zmienił? Tylko ty sama możesz się zmienić. Tak samo i on: na pewno pod naciskiem czyimś, ani tym bardziej psychoanalizy czy 'dobrych rad' się nie zmieni. Masz to jak w banku i nie łudź się, że będzie inaczej. Bo NIE BĘDZIE. Jak możesz mu pomóc, skoro sama masz ze sobą problemy? Właściwa kolejność pomagania: to najpierw sama sobie pomagasz --- długo, długo nic --- a dopiero potem pomoc dla niego (i to też: ewentualnie). To jest przykre, ale taka jest prawda.
Ostatnio edytowano 03 sty 2008, 13:29 przez groza, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
30 lis 2007, 21:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do