Zrozumienie przez partnera

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez marzenka28 09 gru 2006, 06:41
kawa napisał(a):
Zamykam się w swoim świecie. Najbardziej boli mnie wrażenie, ze nie pasuję do tego świata.


Mój mąż kiedyś zupełnie nie rozumiał mojej choroby. Najgorsze były momenty, kiedy moje złe samopoczucie i niemozność radzenia sobie z najprostrzymi czynnościami, odbierał jako lenistwo.
No bo niby jak wytłumaczyć komuś, że juz samo ranne wstawanie jest problemem, że tuż po przebudzeniu niema się siły na nic, że nic człowieka nie cieszy a w środku tak strasznie coś boli a my niewiemy co?
starałam się mu tłumaczyć że się bardzo źle czuje, a jedyną odpowiedz jaką słyszałam to "Idź do lekarza jak sie źle czujesz!"

Więc poszłam... dwa tygodnie lekarz szukał przyczyny mego złego samopoczucia, w końcu skierował do szpitala. Tam znowu badania wyniki w normie a ja nadal tkwie w mym bólu! po dwóch tygodniach stwierdzili że jestem zdrowa i juz prawie miałam wypis w ręce, i nagle ze zdenerwowania że nikt niewie co mi jest zrobiło mi się niedobrze i ze stresu zaczełam wymiotować.
Pani doktor zleciła jeszcze z tego powodu gastroskopie i wtedy wyszło szydło z worka!! po tym badaniu okazało się że mam nadżerki a rany krwotoczne które są przyczyną silnej nerwicy.
Po tym badaniu przyszła pani doktor i zapytała czy wyrażam zgodę na rozmowe z psychiatrą. Nagle tysiąc myśli w głowie których nie byłam w stanie ułożyć całość i tylko jeden słyszalny wyraźny wewnetrzny głos mówiący "ONI MAJą CIę ZA WARIATKE!!!"
Po konsultacji z psychiatrą okazało się że cierbie na nerwice i depresje.
Mój mąż przyjął to do wiadomości, ja starałam mu sie wyjaśnić na czym ta choroba polega, on udawał że rozumie ale nadal nie rozumiał nic!!
Przez jakiś czas psychotropy, wydawało mi się że jest wszystko ok, więc pastylki odstawione.

Za jakiś czas moje problemy powróciły, tylko że ja już wiedziałam co mi jest! poinformowałam o tym mojego małżonka ale wydaje mi się że znowu nie potraktował mojej choroby powaznie!!

Potem kilka przykrych sytuacji w głowie coraz wiekszy bałagan, no i wkońcu nadeszło najgorsze!!

nie chciało mi się już zyć a myśli że i tak na tym świecie nie ma ze mnie żadnego pozytku, były silniejsze niż strach przed śmiercią!!

Zrobiłam to!! A reszte pamiętam jak przez mgłe, płaczący mąż wzywający pogotowie i słowo depresja!!

Jak widzicie udało mi się skoro tu z Wami jestem! a zawdzięczam to mojemu męzowi, który własnie po tym incydecie naprawde chciał zrozumieć moją chorobę.

to miało miejsce ponad rok temu, a ja nadal sie lecze bo kiedy już jest dobrze to moja depresja powraca jak bumerang. Jest jednak mała róznica, mój mąż naprawde jest ze mną i z moją chorobą, i choć wiem że nadal jej do końca nie pojmuje, to traktuje ją poważnie i wspira mnie najlepiej jak potrafi.
Bo prawda niestety jest bolesna, ale człowiek zdrowy nigdy do końca nie zrozumie naszej choroby, może jedynie z Nami w tej chorobie trwać i tak jak my wierzyć że będziemy silniejsi niż ona!!
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
26 lis 2006, 07:04

Avatar użytkownika
przez gusia 09 gru 2006, 15:48
kawa napisał(a):nareszcie będziesz mogła się wygadać, zakończył rozmowę.

Widzisz kawa...Ty usłyszałas to,ja z kolei słysze:Idź do tych idiotów bo tylko tam Cię zrozumieją :?
Kretyn!!!
Uciekam ,bo zaraz kochany mąż wraca z pracy i trzeba mu podac cieplutki obiadek....ech...
Pozdrawiam
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

przez michal33 09 gru 2006, 19:31
Ciesze sie, ze sa jednak ludzie, ktorzy to rozumieja. Ciesze sie, ze jestescie! To napawa pewnym optymizmem, tchnie nadzieja.
Moze zalozymy jakas partie i przeglosujemy, ze partner ma obowiazek rozumiec chorych na depresje i nerwice ;)
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez samotniczka 10 gru 2006, 19:26
A ja nie mam partnera...czy mam z tego powodu wpaść w depresję??
Avatar użytkownika
Offline
Posty
446
Dołączył(a)
06 gru 2006, 00:46
Lokalizacja
Śląsk

przez michal33 11 gru 2006, 12:05
Wpadaj, bedzie nam razniej ;)
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Avatar użytkownika
przez samotniczka 11 gru 2006, 15:54
michal33 napisał(a):Wpadaj, bedzie nam razniej

Michałku, a jak ci się wydaje, z jakiego powodu tu jestem :?: Wpadłam w deprechę głównie przez własną głupotę, ale żeby cierpieć dodatkowo przez faceta? Wybacz, ale to poniżej mojej godności... ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
446
Dołączył(a)
06 gru 2006, 00:46
Lokalizacja
Śląsk

Avatar użytkownika
przez meskalina 11 gru 2006, 16:36
Ja takze nie mam partnera ale za to mam cos znacznie wazniejszego: prawdziwych przyjaciol.

Z perspektywy czasu wydaje mi sie, ze w czasie depresjii zbyt duza nadzieje poklada sie w mozliwosci uleczenie wlasnie przez ta druga osobe i przez milosc. Tak jakby wciaga sie partnera w nasza chorobe, a jednoczesnie strach przed samotnoscia i niezaspokajanie potrzeb w zwiazku powoduja dodatkowe frustracje i stany depresyjne.
Teraz wiem, ze walke z choroba trzeba podjac samemu, nikt nawet najblizsza osoba nic za nas nie zrobi, a to ze partner jest wyrozumialy, jest przyjacielem itd....pewnie pomaga ale jestem przekonana , ze nie leczy, a czasem tylko "maskuje" chorobe.
Wiem jedno, trzeba walczyc o siebie bez wzgledu na to czy jest obok ktos kto nas kocha czy tez nie. Na zwiazkach i na milosci zycie sie nie konczy, jest to wazny element naszej egzystencji ale nie jedyny. Konflikty z najblizszymi takze czesto sa efektem choroby, moze warto tez o tym pamietac.
hmmm...co tu dzisiaj wpisac???
Avatar użytkownika
Offline
Posty
301
Dołączył(a)
25 paź 2006, 00:55
Lokalizacja
z kosmosu

Avatar użytkownika
przez Czarownica_Akara 17 gru 2006, 21:54
Mój partner nie musiał mi mówić, żebym wzięła sie w garsc, pokazywał mi to. Kompletnie mnie nie rozumiał a jego wspieranie ograniczalo sie tylko do pocieszania mnie, czyli do czegos co mozna uzyskac jak najmniejszym wysiłkiem. Juz z nim nie jestem i dobrze mi z tym, mam nadzieje, że inni maja bardziej optymistyczne historie. Pozdrwiam goraco.
" Wlasna, wolna i swobodna wola stanowi
najkorzystniejsza korzysc, w skutek ktorej
diabli biora wszystkie systemy i teorie "

F. Dostojewski
Posty
228
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 19:39
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez 331ania 11 sty 2007, 11:52
Ja mam szczescie-dzieki temu forum-moj partner zrozumiel wiele i robi wszystko by mi pomagac i jest juz lepiej-chodzi ze mna do lekarza,sam czyta duzo o takich problemach-poprostu kocha mnie calym soba i zalezy mu bym byla szczesliwa i zdrowsza bo zdrowa nie bede-ale bym czula sie dobrze przy nim a on ze mna-bo czasem naprawde ciezko ze mna wytrzymac i sama o tym wiem!-jestem juz spokojniejsza bo wiem ze bedzie dobrze!!!!!pozdrawiam wszystkich!
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez Czarownica_Akara 13 sty 2007, 19:17
331ania==> To pogratulowac takiego faceta:) niech Ci sie wiedzie i zycze Ci tego z calego serca. Milo jest czytac takie posty. Pozdrawiam serdecznie.
" Wlasna, wolna i swobodna wola stanowi
najkorzystniejsza korzysc, w skutek ktorej
diabli biora wszystkie systemy i teorie "

F. Dostojewski
Posty
228
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 19:39
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez 331ania 15 sty 2007, 14:29
Nie martw sie Czarownico!znajdziesz jeszcze innego lepszego partnera ktory doceni Twoja wrazliwosc i "innosc"wiec glowa do gory!i dziekuje za mile slowa ktore wlasnie nam sa najbardziej potrzebne!Milego dnia:)
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

przez Makcia 15 sty 2007, 15:18
cześć...wiecie co a mnie sie wydaje że nawet najwspanialszy mąż czy przyjaciel po jakimś dłuższym "pobycie" z osobą schorowaną dochodzi do wniosku że jgo pomoc jest "nieskuteczna" Mój mąż jest naprawde kochanym facetem i zawsze starał sie mnie rozumieć. Na początku stawał na wysokości zadania naprawde widziałam w jego oczach troske i chęci pomagania mnie. Z czasem trwa to jednak na tyle długo że nawet najbardziej cierpliwy i wyrozumiały czlowiek poprostu gaśnie. Mąż/żona zdaje sobie sprawe że to co dla nas robi nam poprostu nie pomaga. Mój mąż teraz róznież "stoi z boku" jednak nie przeszkadza mi w tym powolnym wychodzeniu i nie przyśpiesza mnie jakimiś głupimi tekstami. Może to właśnie o to chodzi. Cieżko jest zdrowemu zrozumieć chorego..czasami zdrowy nie jest w stanie zrozumieć zdrowego. Wszyscy tu jesteśmy spragnieni czyjegoś zainteresowania i zaangażowania w nasze problemy ale pomóc możemy tylko my sobie sami. Przerzucanie odpowiedzialności na partnera pogarsza tylko nasze relacje z nim. Największą pomocą jest dowód że są z nami każdego dnia i nie kopią nas i nie ingerują ..czekają cierpliwie...Pomijam partnerów którzy w ogóle są nieobecni lub nam ubliżają. Może to my powinniśmy być bardziej wyrozumiali czasami wymagamy zbyt wiele dajć w zamian naprawde mało....pozdrawiam serdecznie;)
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

przez Pysia28 16 sty 2007, 22:32
Może Makcia masz rację?Może za bardzo wymagamy opieki od naszych bliskich bo "jesteśmy chorzy" i zachowujemy się jak małe dzieci.Ale my właśnie potrzebujemy zainteresowania, wsparcia, słów że będzie dobrze.Jednak to my musimy mieć w sobie siłę do walki z chorobą.Każde wyjście jest dobre,każdy z nas potrzebuje czegoś wtedy innego.Najważniejsze jednak by nitk nas nie poniżał nie ubliżał nam i czuli że jest ktoś kto nas rozumie.Tak jak tutaj...
Offline
Posty
53
Dołączył(a)
08 sty 2007, 23:51
Lokalizacja
Chodzież

przez sisi1234 16 sty 2007, 23:30
ja sama nie wiem, moj facet wiele lat stal za mna, znosil moje "jazdy" nie wiedzielismy jeszcze wtedy co sie ze mna dzieje..wychodzil z imprez bo plakalam,zabieral mnie do mamy"bo tylko ona pomoze", sluchal i pomagal,tlumaczyl i zapewnial w milosci.wiele lat.i chyba juz nie ma sily. chce miec partnera w zwiazku i przestac byc ojcem, chce wsparcia i ramienia a nie slabego dziecka...troche go rozumiem bo ja juz sama z soba troche nie wytrzymuje..
Offline
Posty
110
Dołączył(a)
10 sty 2007, 15:19

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do