CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez Bode Miller 20 lut 2015, 21:30
Jedyny props był taki ,że protokolantka niczego sobie :D. Fajna dupeczka. Wiek na około 30 lat, lekko zaokrąglona i ten galowy urzędniczy strój ,który zwala z nóg :). Aż szkoda ,że musiała słuchać moich rozpoznań na sali sądowej.
Bode Miller
Offline

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez kazimierz61 20 lut 2015, 21:47
marwil, Witam i dzięki za szczerość. Widzę że napisałeś jakie leki zarzywasz, nigdy takich nie miałem. Obecnie łykam 100 Asertin, 300 Ketipinor, 100 Sulpiryd, a doraźnie Cloranksen i hydroxzynę.
Lamotrix 300mg
Kwetaplex 100mg
Escitalopram Actavis 20mg
Trittico CR 75mg 1.1/3 tabletki
F-31, F-31.0, F-31.3
Avatar użytkownika
Offline
Posty
964
Dołączył(a)
20 lut 2015, 09:02

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez Nicholas1981 20 lut 2015, 21:57
kazimierz61, witaj - jestem trochę młodszy od Ciebie, mam 34 lata, na CHAD choruję od 8 lat. Podobnie jak Marwil łykam obecnie lamotryginę (lamitrin) - 200 mg, ogólnie jestem przeciwnikiem farmakologii, ale ten stabilizator ma mało uboków, no i na razie dałem mu szansę na wykazanie się w skuteczności utrzymania mnie w remisji :yeah:
Nicholas1981
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez Widmo 20 lut 2015, 21:58
Witaj Kazimierzu,
Ja jeszcze jedna wiosna i bede w wieku inz. Karwowskiego.
Tak wiec dla jednych starsza a dla innych mlodsza mlodziez ;)
P.S. Co do farmakologii Marwila to drugie "lekarstwo" w dawce 1000ml to literek piwa :D
Jak widzisz wesolo tutaj.
Offline
Posty
665
Dołączył(a)
10 mar 2012, 19:09

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez kazimierz61 20 lut 2015, 22:17
Dzięki że czytacie moje posty. Jestem początkujący, dzisiaj praktycznie mam cały dzień tablet w rękach a piszę pwoli więc jestem trochę zmęczony no i za chwilę leki na noc.
Lamotrix 300mg
Kwetaplex 100mg
Escitalopram Actavis 20mg
Trittico CR 75mg 1.1/3 tabletki
F-31, F-31.0, F-31.3
Avatar użytkownika
Offline
Posty
964
Dołączył(a)
20 lut 2015, 09:02

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez wrzesień 20 lut 2015, 22:47
Wkurwia mnie ten chad. Nie wiem co jest snema co jawą. Nie wiem na ile on jest chory a ile jest w nim skur.... chce mu pomóc, ale nie wiem jak. I do tego nasz syn... mały chłopiec, który nie wie do końca o co kaman...
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
13 paź 2014, 14:16

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez zima 20 lut 2015, 23:02
INTEL 1, doszło. dzięki :D
specjalista ds. fobii społecznej, depresji i nerwicy.
propagator asertinu i trittico.
setralin [high speed resource] 200mg - 100 mg - 0 mg
trazodon [so good to back home] 75mg/ 0 mg
benzo one day dancer
live yourself.
watch, see your chances, live now.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2606
Dołączył(a)
17 mar 2013, 18:30

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez Widmo 20 lut 2015, 23:10
wrzesień napisał(a): Nie wiem na ile on jest chory a ile jest w nim skur....

Mozna byc skur...., mozna miec chad, mozna byc skur... ktory ma chad i mozna majac chad zachowywac sie jak skurw...
Chad to taka soczewka w ktorej pewne cechy charakteru wyjatkowo sie ogniskuja.
Sadze, ze sa swinstwa, ktore chadowcowi mozna wybaczyc a przynajmniej to zrozumiec.
Wybaczyc i zrozumiec to nie znaczy wcale, ze mozna z tym wytrzymac i z tym zyc co sprowadza sie do dalszego zycia z chadowcem. Tak najczesciej pisza partnerzy chadowcow i z tym sie zgadzam.
Wydaje mi sie, ze minimum jakiego nalezy oczekiwac od chorego to zaangazowanie sie w leczenie.
Nie mozna tego oczekiwac, kiedy chory jest w hipo/manii. Trzeba czasami przecierpiec (choc nie zawsze sie da - kazdy tez ma swoj kres wytrzymalosci)
Ale kiedy chadowiec lapie juz kontakt z rzeczywistoscia to podstawa jest jego zaangazowanie w leczenie.
Rozumiem, ze element wyparcia choroby, podejscia do siebie i swiata jest tu kluczowy i zwiazany z sama choroba.
Ale wlasnie wracajac do poczatku chadowiec, jak kazdy czlowiek moze zachowywac sie w okreslony sposob...
ale moze po prostu miec tez pewne cechy osobowosci.
Podsumowujac podobnie jak z choroba serca, cukrzyca itp. gdzie trzeba brac leki i zyc w okreskony sposob
nalezy oczekiwac od chorego, ze zaangazuje sie w leczenie.

Ja akurat nie mialem problemu z lekami, postawily mnie szybko na nogi i wyciagnely z dola. Sama diagnoza w koncu
wytlumaczyla mi co sie ze mna dzialo przez wiele, wiele lat. Biorac to wszystko dalo mi to mimo wszystko
lepsza mozliwosc ogarniecia i podejscia do swojego zycia.
Ale jestem w stanie zrozumiec osoby ktore wypieraja fakt choroby, maja problem z farmakologia itd.
Moze warto wyslac meza na psychoedukacje do psychologa.
Leki to podstawa ale bez odpowiedniego podejscia na nic sie zdadza.
Druga sprawa, to okolo 1/3 chorych trudno jest wyprowadzic na prosta.
Wynika to z pewnej lekkoodpornosc, bledow w leczeniu, diagnozie, sytuacji zyciowej, osobowosci, innych chorob i zaburzen a czasami pewnie i mozliwosci i szczescia.
Ostatnio edytowano 20 lut 2015, 23:17 przez Widmo, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
665
Dołączył(a)
10 mar 2012, 19:09

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 20 lut 2015, 23:14
Widmo napisał(a):Ja jeszcze jedna wiosna i bede w wieku inz. Karwowskiego.


... ale z której serii ? :D :D
Chyba pierwszy raz określiłeś ile masz lat, chociaż biorąc pod uwagę moje deficyty pamięci równie dobrze mogłeś to komunikowac co miesiąc :D

-- 20 lut 2015, 23:16 --

Nicholas1981 napisał(a):kazimierz61, witaj - jestem trochę młodszy od Ciebie, mam 34 lata, na CHAD choruję od 8 lat. Podobnie jak Marwil łykam obecnie lamotryginę (lamitrin) - 200 mg, ogólnie jestem przeciwnikiem farmakologii, ale ten stabilizator ma mało uboków, no i na razie dałem mu szansę na wykazanie się w skuteczności utrzymania mnie w remisji :yeah:

Potwierdzam te słowa.
To pierwszy i jedyny lek , który zafundował mi namiastkę życia
...nie mam podpisu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1513
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez Widmo 20 lut 2015, 23:24
INTEL 1 napisał(a):... ale z której serii ? :D :D
Chyba pierwszy raz określiłeś ile masz lat, chociaż biorąc pod uwagę moje deficyty pamięci równie dobrze mogłeś to komunikowac co miesiąc :D

Taki stary jak Jose to nie jestem, zeby z drugiej serii :D
Z Twoja pamiecia wszystko OK...juz sobie nie wmawiaj :P
I mniej koncentruj sie na sobie ;)
Moze ze dwa razy wspominalem tu o swoim wieku a i tak raczej nie wprost stad pewnie nie zakonotowales :)
Offline
Posty
665
Dołączył(a)
10 mar 2012, 19:09

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 20 lut 2015, 23:51
Może nazwiecie mnie hipokrytą.
Zwłaszcza po tym, jak z lekką nutą złośliwości sparodiowałem blogopodobne wpisy Jacka.
Poniżej opisałem, w formie bloga właśnie, swój ostatni tydzień życia.
Jak już kiedyś wspomniałem - piszę głównie dla siebie. Uwielbiam pisać, a następnie po wielokroć swoje pisanie czytać. Daje mi to możliwośc uporządkowania tej chaotycznej i zdeformowanej gonitwy myśli, która stale jest w mojej głowie.
Po kilku dniach czytam swoje teksty tak, jakby pisał je ktoś inny.
Kto nie chce – niech nie czyta.
Nie obrażę się :D :D :D

Mój jedenastoletni synek od dwóch lat trenuje piłkę nożną. Już kiedyś o tym pisałem. Stroje, liga, sędziowie i trzy treningi tygodniowo, do tego mecze i tak dalej.
Od listopada czasami po treningu kuleje.
- boli cię noga?
-czasami kolano….
Boli go coraz częściej. Na szczęście idą Święta tak więc będzie przerwa w treningach.
Dodatkowo nie puszczam go na treningi jeszcze przez dwa tygodnie po Świętach. Maść Arcalen i tak dalej.
-przestało boleć?
-tak
-na pewno?
-tak
OK. Wraca na treningi.
Mam jednak wrażenie, że znów go boli.
-boli cię?
-nie
-powiedz prawdę
-nie boli
Rozmawiam z trenerem (moim kumplem). Mówię mu, żeby zwrócił uwagę na Rafała w trakcie treningów.
Po kilku treningach słyszę od kumpla, że Rafał oszczędza jednak tą nogę.
Dociskam śrubę i okazuje się, że jednak kolano go dalej boli.
Ponieważ na normalną służbę zdrowia w takich przypadkach nie ma co liczyć umawiam go na wizytę do jakiegoś kozackiego ortopedy w centrum medycyny sportowej. 160 zeta za wizytę wraz z USG kolan. Zapłacę. Muszę. Nie ma na co czekać - dzieciak chce grać i trzeba rzecz całą wyjaśnić.
Jesteśmy na wizycie. Doktorek go bada. Wygina mu nogi na wszelkie sposoby. Boli mnie na sam widok
-boli cię?
-nie boli
Lekarz mówi, że to dziwne. Pyta, czy aby młody nie kłamie nas że go boli. Może nie chce grać w tą całą piłkę? Ale on to kocha. Nawet chory chodzi na treningi. Owszem – kłamie - ale że go NIE BOLI!
USG kolan - czysto.
W takim razie RTG kolan i piszczeli.
Przychodzimy po prześwietleniu z płytką CD z powrotem do doca. Odpala kompa. Patrzy. Mina mu dosłownie rzednie. Jest bardzo zmartwiony.
-chłopie! Mam nadzieję że miałeś jakiś mocny uraz, bo inaczej możesz mieć bardzo poważną chorobę kości… Nie przypominam sobie żadnego urazu, opuchlizny, krwiaka i widocznych dolegliwości. Ból kolana zaczął się dyskretnie i pojawiał nieregularnie.
Doktor wie co mówi. Jest ordynatorem na ortopedii dziecięcej i lekarzem kadry polskich gimnastyków
Pokazuje mi na zdjęciu zgrubienie biegnące przez znaczną część piszczela (grubość zgrubienia jakieś 7 mm). Zgrubienie rozwarstwia się niczym cebula.
Lekarz każe natychmiast stawić się u niego w szpitalu za dwa dni… Konieczne będzie skierowanie na rezonans kości.
Jestem bardzo zaniepokojony.
Wieczorem, sprzątając jak zwykle biuro odpalam kompa i postanawiam poszukać informacji na temat chorób kości. Doskonale wiem, że doktor Google potrafi skutecznie wmówić praktycznie każdą chorobę. Ciekawość, oraz słowa i niepokój na twarzy doktora biorą jednak górę. Natychmiast wpada mi w oko zdjęcie łudząco przypominające zdjęcie piszczela Rafałka. Co to za zdjęcie? Rak kości. Mięsak Ewinga. Zdjęcie wygląda TAK SAMO!! Nawet trochę lepiej… Już przez łzy czytam dalej. Złe rokowania. Wiek 5-15 lat. Płeć męska. Jeden z bardziej złośliwych pierwotnych nowotworów kości. Atakuje kości długie. Nieuleczalne. BOŻE! Nigdy, przenigdy tak nie płakałem. Siadam na ziemi i wyję. Nie mogę przestać. Odklejam się od rzeczywistości. Nigdy tak strasznie nie cierpiałem. Chodzę w kółko i tracę kontakt z rzeczywistością. Świat się kończy. Moja ostatnia kotwica trzymająca mnie przy życiu właśnie się zrywa…. To niemożliwe. Nie może tyle nieszczęść spadać na jednego człowieka. Przypominam sobie oczywiście wszelkie autodiagnozy sprokurowane za pomocą doktora Google, kiedy nie do końca potrafiłem jeszcze uwierzyć że jestem psychicznie chory. Byłem już „chory” na boreliozę, padaczkę skroniową, cukrzycę, miastenię, raka mózgu i jeszcze całą masę innych karkołomnych chorób dających podobne do moich objawy. Dzwonie do kumpla, do Pawła, którego poznałem chyba już 5 lat temu na forum, a z którym mam regularny kontakt. Potrafi się zdystansować, jest inteligentny, ma „chłodną” głowę.
Na szczęście mnie nie pociesza. Logistycznie podchodzi do tematu. Przecież jeszcze nic nie jest pewnego, choć wygląda to nieciekawie. Moje straszne obawy poparte są reakcją lekarza i zdjęciem. Pomimo to zaczynam trochę na zimno racjonalizować. Moja choroba tylko czeka na takie pożywki. Nie mówię nic żonie. Całą noc nie śpię. No może kilka nerwowych godzin w sumie. Nocne demony są bardzo silne. Czekam żeby żona wyszła o 5 rano do pracy i wstaję. Myję naczynia, gotuję obiad i tak dalej. Jak tu przetrwać do środy, kiedy to poza jakąkolwiek kolejnością będziemy przyjęci w szpitalnej przychodni ?
Najgorsza jest niepewność. Nawet złe informacje są lepsze od braku jakichkolwiek. Fatalistyczne domysły, jakże właściwe mojej osobie zacierają już ręce.
Z wtorku na środę również nie śpię. Zaczynam dostawać pierdolca.
Idę do Kościoła. Na msze niedzielne nie chodzę. Po pierwsze nie mam takiej potrzeby, po drugie za każdym razem dostaję ataku paniki.
Lecz do takiego dużego, gotyckiego, reprezentatywnego Kościoła w moim mieście czasami chodzę aby w samotności wsłuchać się w swoje myśli. Polecam każdemu. Wejdźcie i w tej błogiej, mistycznej ciszy posłuchajcie samych siebie i dajecie swobodnie płynąć myślom.. .To jest właśnie modlitwa.
Wpis z innego tematu - jakże udany:

„Wielokrotnie w swoim życiu Bogiem rozmawiałem. Zawsze sam, lub prawie sam w dużym kościele. Słyszę wówczas swoje myśli i pozwalam im płynąc. Niezbędna higiena umysłowa. Modlitwa. Być może w jednej dramatycznej sytuacji, z której powodu brakło dosłownie kilka dni do samobójstwa - wysłuchał. Być może wysłuchał kilka razy. Być może był to zbieg okoliczności. Nie wiem. W takich sprawach jestem uczciwym pragmatykiem i dopuszczam każdą ewentualność.
Zbyt to wszystko skomplikowane, a nie chcę aby moja bezsilność przysłoniła moje oczy, rozum i serce.
Cierpliwy Hiob. Przypowieść czy też opowieść o skrajnym skurwysyństwie, które wyklucza jakąkolwiek boskość. Faryzeuszowskie usprawiedliwianie czystego kurestva.
Tym nie niej z Nim rozmawiam. Bez płaszczenia się. Mam swoją godność. Nigdy nie byłem i nie będę niewolnikiem.
Będę stawiał i stawiam warunki.
Jeżeli istnieje, musi się liczyć z tym, że jestem gotów ze wszystkich sił zacząć niszczyć Jego ziemskie dzieło.
Wierzę, że moje zaangażowanie w destrukcję może być na pułapie gwarantującym boskość również mnie.
To nie szantaż. To uczciwe stawianie warunków i czynienie swojego stanowiska jasnym.
Jak trwoga to do Boga mawiają.
Z tym, że moje dotychczasowe życie i bezinteresowna dobroć była i jest również swojego rodzaju modlitwą czy też rozmową z Bogiem. Formułki nie są potrzebne.
Środa. Jesteśmy w Centrum Pediatrii i Onkologii w Chorzowie.
Przychodnia przyszpitalna. Długo musimy czekać. Jesteśmy tu bez zapisywania, z polecenia lekarza, ale co zrozumiałe pierwszeństwo mają pacjenci od tygodni czekający na swoją kolej.
Wchodzimy jako ostatni. Lekarz jeszcze raz prosi o płytkę z RTG. Odpala kompa i znów widzę ten przerażający widok. Pytam czy obecność Rafałka jest potrzebna. Mówi, że nie. Tak więc delikatnie wypraszam go na korytarz i proszę o szczerą rozmowę.
-panie doktorze, wiem że laickie diagnozowanie przez Internet to bzdura, ale mimo wszystko zdjęcie mnie niepokoi. Jak to wygląda?
- wygląda źle. Zwłaszcza, że nie było urazu
-czy to może być rak?
-niestety tak
-rokowania
- tu akurat nie dzielmy skóry na niedźwiedziu, ale może być bardzo źle.
Zaczynam znów odczuwać tą straszną, lodowatą pustkę w sobie. Ten straszny deficyt człowieczeństwa.
Skierowanie na MR na „pilne” oczywiście
Z wynikiem mam zjawić się natychmiast u niego na oddziale, bez jakiegokolwiek umawiania się czy tym podobnych.
Wychodzę z gabinetu. Patrzę na Rafała i jednak coś czuję. Jestem rozdarty. Nie mogę po sobie tego pokazać. Jestem mistrzem udawania normalności tak więc daję radę.
Idziemy do rejestracji MR. Pokazuję skierowanie, dodatkowo mówię o co chodzi.. Dowiaduję się, że mogę ją ( rejestratorkę) zabić ale na „cito” zapisują dopiero na sierpień (mamy luty).
KURWAA. Jak ja strasznie nienawidzę tego kraju. Czy robią komercyjnie? Nie.
Czuje jak zaczyna pojawiać mi się misja. Misja ratowania dziecka za wszelką cenę. Wkurwomania. W sumie jest zajebiście. Coś się dzieje. Wkurwienie staje się jedynym, jakże znanym mi i miłym uczuciem.
Wracamy do domu. Muszę powiedzieć żonie. Boże jak ja to zrobię?
Wysyłam Rafała do domu i mówię aby przekazał mamie, że czekam na nią na dole, bo chcę, aby poszła ze mną do Biedronki.
Czekam, a każda sekunda wlecze się niemiłosiernie. Już za chwilę rozpęta się piekło na ziemi. Słyszę już jak schodzi po schodach i słyszę huk serca w moich uszach. Nie potrafię powstrzymywać łez. Przytulam żonę i mówię jej wszystko.
Nie jestem w stanie opisać tego, co się działo przez kolejne dziesięć minut. Nie ma słów w moim arsenale mogących oddać ogrom cierpienia i tragedii jakie rozgrywają się na moich oczach…
Na szczęście lodowaty terminator znów mnie ogarnia całkowicie i bez reszty. Jestem do bólu racjonalny. Znieczulica. Rozpacz żony zaczyna mnie nawet wkurviać.
Już wiem, że idę na wojnę. Z całym światem. Biada każdemu, kto wejdzie mi teraz w drogę.
W stanie wkurwomanii potrafię działać perfekcyjnie, precyzyjnie i skutecznie.
Tak więc już po chwili mam załatwiony rezonans na piątek w Żorach. Mogło być na jutro w Krakowie, ale młody musi mieć oznaczony wcześniej poziom kreatyniny.
Pojawia się plan działania na każdą ewentualność.
Przeżywam jeszcze piekło poinformowania mojej mamy, brata, teściów.
Wszyscy , którym mówię oferują swoją pomoc.
Wspaniale uczucie.
Paweł, przyjaciel z forum obiecuje nieograniczoną pomoc finansową. W sumie dobrze, że tak bardzo zwariowałem. Trafiłem na forum, poznałem Pawła, który wielokrotnie mi już pomógł, nie tylko mentalnie.
Wiem, że w razie czego załatwię w KAŻDY możliwy sposób każdą potrzebną kwotę pieniędzy. Mam w dupie normy, uczciwość i tak dalej. Zresztą i tak jest już po mnie. Dobrze wiecie. Nie mam nic do stracenia. Rzecz cała zostanie po prostu tylko znacznie przyspieszona. Będę gotów załatwić kasę umożliwiającą leczenie w każdym zakątku świata.
Możecie mi nie wierzyć, ale w desperacji, nie bacząc na konsekwencje wszystko się da.
Dotarło do mnie jeszcze coś.
Otóż nigdy nie dopuszczę do tego, aby mój synek, pełen życia koleś, piłkarz grający ligowe mecze i strzelający ku uciesze innych rodziców w ligowych rozgrywkach gole dogorywał w szpitalnym łóżku jako biały, bezwłosy, półprzytomny z bólu i leków szkielet… Nie ma mowy.
Kiedy do tego dojdzie z pewnością dokonam na nim eutanazji. Możecie myśleć co chcecie, ale dla mnie będzie to akt najwyższej miłości i poświęcenia dla dziecka. Jestem pewien że inni rodzice w podobnych sytuacjach momentami myślą podobnie, ale albo nie mają jaj, albo ich miłość jest niewystarczająca do dokonania takiego czynu. Straszliwy czyn, niepojęty dla ludzi „normalnych”. A może pojęty tylko niemożliwy to zrealizowania?
Ja jestem jednak tego pewien. Oczywiście będę musiał potem popełnić natychmiastowe samobójstwo, ale jestem gotów na takie poświęcenie… Poza tym z piętnem samobójstwa wegetuję już od lat, tak więc nie będzie dla mnie to nic nowego i ciężko mówić tutaj o jakimś poświęceniu.
Kolejnej nocy nie zmrużyłem oka nawet na chwile.
Nocne demony, wkraczające na scenę pomiędzy snem a jawą są straszne. Żywią się moim obłędem.
Jest już piątek i jedziemy wcześnie rano na rezonans magnetyczny do Żor.
Coraz trudniej jest mi chronić dziecko przed rzeczywistością. Rafał jest strasznie kumaty. Trzeba naprawdę uważać na to co się mówi, zwłaszcza że czuje iż dzieje się coś niedobrego.
W rejestracji dowiaduję się, że wyniki są zawsze na drugi dzień, ale ponieważ jest piątek to będą dopiero na poniedziałek. Jeszcze nie wiedzą z kim mają do czynienia i jestem przekonany że wyniki będą jeszcze dziś.
Radiolog ogląda zdjęcie RTG i potwierdza, że niedobrze to wygląda. Podejrzenia lekarza kierującego są jak najbardziej uzasadnione.
Młody wjeżdża w rurę MR a my z żoną nerwowo czekamy.
Po pół godzinie młody jest już z nami. Pytam natychmiast technika czy widział coś niepokojącego. Odpowiada, że lekarz radiolog będzie z nami osobiście rozmawiał.
No tak. Wszystko jasne. Katastrofa.
Lekarz zaprasza nas do siebie. Dostaję strasznej derealizacji i mam wrażenie że cała ta sytuacja mi się śni. Dociera do mnie informacja, że być może nie jest źle. Lekarz mówi, że wygląda mu to na przewlekłe złamanie trzonu kości piszczelowej. Uprzedza jednak, że to wstępna diagnoza. Ponieważ sprawa jest poważna musi w spokoju dokładnie przyjrzeć się obrazom z MR. Wynik będzie na poniedziałek. Używam całej swojej elokwencji i umiejętności manipulacyjnych aby przekonać go, że wynik będzie jeszcze dziś…
Będzie więc około godziny osiemnastej. Jest dopiero dwunasta trzydzieści. Jak mam to wytrzymać?
Jedziemy w góry. Do Ustronia jest jakieś czterdzieści pięć minut jazdy.
Jak przez mgłę pamiętam pobyt na Równicy. Być może nasz wspólny ostatni. Kto to wie?
Dostałem jak zwykle ze stresu sraczki. Biały śnieg na szczycie kilkukrotnie w krótkich odstępach czasu zabarwiłem na jasnobrązowo.
Rzucamy się śniegiem ( tym czystym), cieszymy i takie tam. Ciężko jest ignorować paraliżujący stres.
Wracamy do Kliniki. Jest wynik. Czytamy go jak wyrok. Nie jest źle !!
Poza medycznym slangiem opisującym patologiczny obraz kości najistotniejsze jest ostatnie zdanie –„Obraz MR w pierwszej kolejności przemawia za złamaniem przeciążeniowym trzonu piszczeli z wtórnymi zmianami naprawczymi”
Lekarz wyjaśnia, że kość musiała się złamać ( tylko, że nie wiadomo dlaczego) i od tego czasu organizm stara się ją bezskutecznie zregenerować. Przecież młody cały czas trenuje. Tak więc kość się nawarstwia i łamie. I tak w kółko. Tylko że pojawia się pytanie. Co było pierwsze. Zmiany w kości skutkujące złamaniem, czy złamanie skutkujące zmianami?
W każdym bądź razie weekend będzie spokojny…
W poniedziałek jesteśmy znów o ortopedy. Zapoznaje się z wynikami MR i mówi, że mamy dużo szczęścia. Ale… Ostrzega przed przesadnym optymizmem. Złamana kość bez żadnego konkretnego urazu nie jest normą i świadczy o tym, że coś się dzieje. Zaleca umiarkowany optymizm. Widział już podobne przypadki nie kończące się jednak happy endem…
Póki co noga idzie na sześć tygodni w gips ( od stopy aż po pachwinę).
Po zdjęciu gipsu kolejne badania obrazujące stan kości.
Czekamy…..
Postarzałem się w ciągu kilku dni…
Płacę obecnie ogromną cenę za tygodniową wkurwomanię.
Znacie ten stan - straszliwe, niepojęte, nieopanowywalne, śmiertelne , depresyjne zmęczenie
Nie wiem skąd biorę jeszcze siły na życie.
Ale powiem szczerze- kocham takie akcje.
Ekstremalny stres i emocje powodują że mam ułudę życia. Cokolwiek czuję. Nieważne że są to tak strasznie negatywne emocje. Na codzień jestem z nich kompletnie wyprany.
Obawiam się, że w końcu pojadę na prawdziwą wojnę aby bez reszty zatracić się w swoim obłędzie
...nie mam podpisu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1513
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez Nicholas1981 21 lut 2015, 00:06
INTEL 1, mam nadzieję, że historia Twojego syna skończy się dobrze i nie będzie miała dalszego ciągu.
Nicholas1981
Offline

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez kazimierz61 21 lut 2015, 06:28
INTEL 1, Witaj przeczytałem twój post jednym tchem i bardzo współczuję wszyscy mamy większe lub mniejsze problemy w życiu. Zastanawia mnie twoje podejście do Boga. Czy te wszystkie nieszczęścia które na ciebie spadają łącznie z twoją chorobą nie jest prubą?
Lamotrix 300mg
Kwetaplex 100mg
Escitalopram Actavis 20mg
Trittico CR 75mg 1.1/3 tabletki
F-31, F-31.0, F-31.3
Avatar użytkownika
Offline
Posty
964
Dołączył(a)
20 lut 2015, 09:02

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 21 lut 2015, 09:41
Ha! Nie daj Boże :D
A co do problemów - każdy je ma.
Ja tylko potrafię rzecz całą ciekawie w słowa ubrać.
Tym nie mniej uważam się za mocno pokrzywdzonego.
Gonitwa myśli stale stara się rozwikłać tą zagadkę egzystencjonalną. Jak na razie bezskutecznie.
Czasami, zwłaszcza kiedy się załatwię ziołem mam wrażenie że jestem o maleńki krok od oświecenia i zrozumienia tajemnicy wszechświata :D Ale chyba każdy tak ma :D
Ale jeżeli faktycznie to próba to Ten, który mnie jej poddaje powinien już zacząć mieć się na baczności i często oglądać za siebie
"Są granice, których przekraczać nie można" - Wojciech Jaruzelski 13 grudnia 1981
...nie mam podpisu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1513
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 27 gości

Przeskocz do