Nerwica lękowa na wesoło :)..

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica lękowa na wesoło :)..

Avatar użytkownika
przez Lukasz1983 20 lip 2006, 02:07
Będąc ostatnio w sklepie a raczej przy okienku (sprzedaż nocna)kupywałem sok,papieroski i kurczaczka z rożna.Pani udajac sie po kurczaka(zwazyc zapakować troche trwa)zamkła przedmną okienko a za mną kolejka że ło ho ho ... pewnie wyobrażacie to sobie co sie zaczeło dziac ?? Lęk straszne myśli no i zaczął sie atak ale w pewnym momencie w oknienku ukazał się pani z kurczakiem w ręku.Nigdy nie byłem tak podzielony przez emocje... z jednej strony atak a z drugiej pani z kurczakiem.Byłem tak niesamowicie głodny że na widok starannie zapakowanego jedzenia atak ustąpił a ja wybuchłem co prawda panicznym ale śmiechem co wywołało skolei zaskoczenie dla ludzi stojących w kolejce.Omal nie popłakałem sie ze śmiechu że zwykły kurczaczek z rozna powstrzymał mój atak :lol: :lol: :lol: Gdy odchodziłem od okienka ludzie patrzyli na mnie jak na idiote a ja ze stoickim spokojem i bananem na twarzy zapytałem "NO CO ? ? ?

I tak poraz kolejny zło i wystepek zostały pokonane przez DRÓB :shock: :shock: :shock:
"Czuj Się Dzielny, Działaj Tak, Jak Był Bys Dzielny ... Jest Bardzo Prawdopodobne, Że Atak Odwagi Zastąpi Atak Lęku"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
18 lip 2006, 12:55
Lokalizacja
Jaworzno

Avatar użytkownika
przez Konrad! 21 lip 2006, 00:38
Powinni to zamieścić w kampanii wyborczej Kaczyńskiego :D
"Co mnie nie zabije, to wzmocni" - Osia (odeszła z forum, bo już wyzdrowiała)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
53
Dołączył(a)
20 gru 2005, 11:45
Lokalizacja
Warszawa

przez pronto 22 sie 2006, 23:50
Super,się zachowałes! :D
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
12 sie 2006, 19:09
Lokalizacja
Bydgoszcz

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez apatia 23 sie 2006, 10:04
:lol: to ja kiedyś miałam prawie identycznie (prawie robi wielka roznice) poszlam do budki gdzie sprzedaja tylko frytki. nagle atak. patrze na babke z frytkownica i pytam: "dzien dobry sa frytki??? aha to ja porosze... yyy frytki" nie wiem czemu ale zaczalam sie okropnie smiac i samo przeszlo :))))))
"Mój lęk jest moim przekleństwem i siłą"
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
03 sie 2006, 10:28
Lokalizacja
Częstochowa

Avatar użytkownika
przez emiflo 25 sie 2006, 23:26
:lol: :lol: dobre . Ale tak to jest . Jak mamy się czym zająć to jest ok, a jak jest chwila na zadumę , to atak gotowy. Jak jestem w sklepie , gdzie są interesujące mnie rzeczy to jest ok, a jak w jakimś ogólnym to ....
Śmiechem można wiele zdziałać.
---Na najważniejszych skrzyżowaniach życiowych nie stoją żadne drogowskazy -----Charles Chaplin
*****************************************
---Sekretem szczęśliwego życia jest wyrozumiałe akceptowanie zmian ----- James Stewart
Avatar użytkownika
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
25 mar 2006, 16:09
Lokalizacja
Sieradz

Avatar użytkownika
przez Varabi 08 wrz 2006, 17:57
No to ja dopiszę swoje:

Zawroty głowy - mój ulubiony objaw. ;) Oczywiście bez przesady, jak się kręci non-stop przez tydzień, nie jest już fajnie. Pewnego dnia kręciło mi się tak ostro, że się zataczałem. Czasami trzeba było się przytrzymać np. lady w sklepie, żeby nie pieprznąć, albo jakiegoś drzewka na ulicy. Cały się chwiałem – jak po kilku browarach. Wszyscy patrzyli na mnie jak na pijanego. We łbie miałem istną karuzelę. Szedłem ulicą i z przeciwka nadciągał w moim kierunku zalany (etanolem – i to od środka ;) ) jegomość. Ledwo się z nim minąłem! Myślałem, że na siebie wpadniemy. Mogę się, założyć – nikomu do głowy nie przyszło, że byłem 100% trzeźwy!

Innym razem szedłem sobie na uczelnię, gdzie miałem pisać kolokwium. Oczywiście zdenerwowanie objawiało się zawrotami. Czułem się, jakbym 40 lat na morzu spędził. Szedłem sam, przez park. W parku tak mnie dopadło, że nie wiedziałem, gdzie jestem. Alejki mi się pochrzaniły, zgubiłem się! :) Zdążyłem w ostatniej chwili. Oczywiście podczas pisania ledwo mogłem trzymać długopis w garści i musiałem się skupiać na pisaniu liter, co mi wychodziło średnio. Drugą łapą trzymałem się stolika, żeby na glebę nie pieprznąć. Ostatecznie zaliczyłem, i to na 4. W przypadku biochemii i opisanego stanu to sukces ogromy. :)

Najlepsze zostawiłem na koniec.
Atak lęku. Tak to jest, że kiedy się przydarzy, boimy się podobnych sytuacji. Jeśli miał miejsce w kościele – boimy się do niego wejść, w autobusie – jeździć nimi, na ulicy – przejść ponownie obok tego miejsca. Ja dostałem ataku siedząc na kiblu! :) Przez miesiąc bałem się załatwiać. Teraz mam z tego polewkę, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Sprawę załatwiałem w błyskawicznym tempie. Jak wicher – wpadałem do łazienki i za chwilę byłem z powrotem. Każde siadanie na „tronie” rozpoczynało gonitwę myśli, więc musiałem być szybszy. :D

Czułem też przez jakiś czas tętno na czubku ucha i mogłem sobie je tam mierzyć. :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 17:50

przez Poziomka 21 paź 2006, 23:45
:lol: gdyby to niebyło prawdziwe to byłoby jeszcze śmieszniejsze :lol:
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
14 paź 2006, 15:16

Nerwica lękowa na wesoło :)..

przez lotta 16 sty 2007, 22:52
witam,
cierpiący na nerwicę codziennie walczą z atakami paniki, opierają się ograniczeniom, poddają się, rezygnują z życia, ze swojego szczęścia by następnego dnia znowu podjąć kolejną próbę z nadzieją, że tym razem to oni okażą się zwycięzcami. i tak co dnia...
mam dni kiedy jestem tak wyczerpana ochroną swojego spokoju, że padam wczesnym wieczorem. przynajmniej jednym nie muszę się przejmować - nie cierpię na bezsenność:)
rano przebudzam się z chwilowym, ledwie kilku sekundowym spokojem. zaraz za mną budzi się jednak moja nerwica, robi się nagle mniej sennie i przyjemnie, pokój zalewa uczucie niepokoju. po tylu latach traktuję to jak drobny dyskomfort, jak otarcie na pięcie od przyciasnego buta.
to już trwa tak długo...
przez te lata przeżyłam wiele chwil przerażającej paniki, bezradności i bezsensu. byłabym jednak niesprawiedliwa gdybym napisała, że tylko takie. były chwile wesołe, pełne wrażeń i również szeroko rozumianej namiętności:)
i były chwilę śmieszne. co dziwne również dzięki szanownej, wszędobylskiej nerwicy (bo my się tak zżyłyśmy ze sobą troszeczkę:))

po dwóch miesiącach przerażenia i ciągłego zastanawiania się co mi jest rozpoczęłam psychoterapię (nie robiłam wcześniej żadnych badań bo i lęków typu zawał albo nagłe zejście z tego świata nie miałam).
spotkanie po spotkaniu snułam opowieści o swoim dzieciństwie, dojrzewaniu, nieśmiałości, wiecznym poczuciu winy i całej reszcie składającej się na jakość mojego życia. mówiłam o lękach i natręctwach:
- Panie doktorze, męczy mnie kiedy wieszam na suszarce mokre ubrania i nie jestem w stanie przypiąć jednego ciucha klamerką w takim samym kolorze. zawsze muszą być różne kolory. jak sobie z tym poradzić?
- proszę przełamać to w sobie i zacząć przypinać tymi samymi kolorami.
wróciłam do domu pełna determinacji i z postanowieniem, że walka będzie ostra, do ostatniej kropli krwi! wypowiedziałam mojej nerwicy wojnę na klamerki.
zrobiłam pranie i rozpoczęłam ofensywo-defensywę. wzięłam dwie jednakowe klamerki i głęboki wdech (na wypadek jakby to miał być ostatni. starczy na dłużej:))
przypięłam. chwila przerażenia, ogromna potrzeba ucieczki i jeszcze większa przepięcia tej cholernej klamerki. 15 sekund - żyję, 30 - żyję i oddycham. szybko i płytko ale co tam. minuta - lęk stracił na sile.
dumna jak paw skończyłam rozwieszanie prania: bluzka i dwie czerwone klamerki, spodnie - dwie zielone...

minęło już kilka lat od tamtego dnia i co?
- Panie doktorze, męczy mnie kiedy wieszam na suszarce mokre ubrania i nie jestem w stanie przypiąć jednego ciucha klamerką w innym kolorze

eh życie:)
Moim świętym prawem jest czuć się dobrze.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
04 sty 2007, 00:25
Lokalizacja
Gdynia

Avatar użytkownika
przez aniołek 17 sty 2007, 01:00
nie no poprostu mnie rozbroilas tym co tu napisalas...świetne!ja moglabym duzo pisac o swojej nerwicy ale ostatnio tak mi juz dokucza ze nawet nie mam siły tego wszystkiego znow tu wylewac!najbardziej smieszne i zalamujace jest to -jak zreszta swietnie to napisalas, ze codziennie biore ten wdech pokonuje lek wracam dumna do domu i mysle ooo pokonalam napad lęku i jutro juz go nie bedzie spokojnie pojade na uczelnie wogole sie nie bede bala i telepala.....rano wstaje dalej z przekonaniem ze ide tam- a co tam jest git! dojezdzam do uczelni i co i psikus nagle stwierdzam ze jednak sie boje i nie chce tam isc ze moze lepiej jak sobie dzisiaj podaruje zajecia i wogole stad uciekne....biore kolejny wdech ide tam cala zapocona z trzesacymi sie nogami biore wdech i znowu udaje mi sie przezyc nastepnny dzien wracam do domu bla bla rano wstaje ooo psikus- nerwica-cala ona!pozdrawiam cie cieplo i pisz wiecej takich fajnych postow chetnie je poczytam!!
'LUDZIE LUDZIOM......'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
19 lip 2006, 20:55

Avatar użytkownika
przez lula 17 sty 2007, 01:11
DOBREEE!!!hehe

A to moja anegdotka:

Którejś niedzieli zeszłego roku samą w domu odwiedził mnie atak o słusznej mocy.
Gdy przerażenie sięgnęło zenitu i zaczęło odbijać mi się własnym sercem, w całej swej słabości (hehe) wykąpałam się, ubrałam i poszłam na pogotowie jak każdy zawałowiec...
Tam już wiedzieli jak się mną zająć-zignorowali moją "zapaść" i serce co z piersi już wyskoczyć miało.....
Nie mogłam doczekać się na interpretację ekg i wyników badania krwi, bo właśnie przywieziono kogoś z wypadku i dla mnie prawdziwie jedynie potrzebującej pomocy nikt nie miał głowy.

Wtedy byłam tym bardzo oburzona, więc uniosłam się dumą i wyszłam. Na odchodnym poinformowałam panią pielęgniarkę, że nie mam siły już dłużej czekać, więc jeśli to był zawał to poproszę o kontakt telefoniczny!

Makabra! Ja naprawdę tak powiedziałam. Ale wstyd!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
15 sty 2007, 22:47
Lokalizacja
skądinąd

Avatar użytkownika
przez Róża 17 sty 2007, 09:47
Lotta,ja zawsze muszę przyczepiać klamerkami w tych samych kolorach :lol: Całe szczęście,że nie poszłam z tym do lekarza :lol:
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez lotta 17 sty 2007, 20:29
ja nadal zawsze muszę przypinać klamerkami w tych samych kolorach...

kupiłam jednokolorowe i nie mam innych:)
co się będę męczyć jak psychologia okazała się bezsilna:)

[ Dodano: Sro Sty 17, 2007 7:29 pm ]
a i jeszcze jedno...
Lula! popłakałam się ze śmiechu:)
Moim świętym prawem jest czuć się dobrze.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
04 sty 2007, 00:25
Lokalizacja
Gdynia

przez lidia_29 23 sty 2007, 15:33
przedewszystkim gratuluje lotta fajnego tematu ;) takie tez sa potrzebne. Kiedys siedzialam w domu mąz w pracy , starszy syn w szkole, mlodszy u mojej mamy i jak to zwykle bywa ni z gruszki ni z pietruszki malymi kroczkami , powoli uraczyla mnie swoimi odwiedzinami szanowna, nieodlączna nerwica..... nakrecanie sie to moja specjalnosc od glupiego uklucia w zebrach zacząl sie moj rytual, , no coz jesli chodzi o ataki lekow jestem w tym mistrzynia potrafie doprowadzic siebie do takiego stanu jakim by sie niepowstydzil zawodowy nerwicowiec. kiedy juz moj szanowny atak siegnąl zenitu, tzn. zegnalam sie pokornie z tym swiatem nagle uslyszalam dzwonek do drzwi.......... pomyslalam: a moze to smierc z kosą lep[iej nieotwieram, dzwonek nieustepowal.... a co mi tam najwyzej niebede sie juz meczyc, otworzylam..........ku mojemu zdiwieniu w drzwiach zamiast kostuchy ujzalam usmiechnietego listonosza pieniązki przynioslem (za zwolnienie z dwoch miesiecy) wyplacil mi nalezną sume na ktorą czekalam z niecierpliwoscia od dluzszego czasu. fajnie szybko sie ubralam i wyrwalam do sklepu. niosac zakupy nagle olsnilo mnie ze przeciez mialam juz niezyc, co sie stalo z atakiem? chyba ten listonosz postury ochroniarza go wyploszyl,,,, no coz szkoda ze listonosz nieprzychodzi codziennie :-| pozdrawiam lidia z lodzi
Offline
konto zablokowane
Posty
58
Dołączył(a)
17 lis 2006, 23:28
Lokalizacja
;lodz

przez atrucha 23 sty 2007, 15:59
Jedyną śmieszną historie jaką kojarzę z moją nerwicą jest historia z szambem . Historia ta nie dotyczy bezpośrednio mojej osoby..ale usmiałam się przy tym przednio.
W moim najgorszym okresie życia (kiedy miałam silną nerwicę lękową jeszcze nie zdiagnozowaną i męża,który z zapałem zatruwał mi życie :lol: ), dostałam okropnych bólów brzucha. Bolało mnie właściwie wszystko - żołądek,jelita i cholera wie co tam jeszcze. Przez dwa dni zwijałam się z bólu i żaden lek nie pomagał. W końcu wieczorkiem (po drastycznej interwencji rodzinki) zdecydowałam się na odwiedziny w pogotowiu krakowskim. Miał mnie tam odwieść mój mąż (obecnie ex) autem mojego taty. Nie kwapił się do tego zbytnio bo jak zwykle miał "inne plany" na wieczór. Mieszkamy na osiedlu domków jednorodzinnych a więc posiadamy coś takiego jak szambo :lol: Tak wyszło,ze mój tata zaparkował tego dnia samochód obok owego dołka z "nieczystościami".. Wsiadłam do samochodu a ex poszedł sprawdzić czy bagażnik jest domknięty..Po chwili usłyszałam grzmotnięcie i wiązankę przekleństw. Wygramoliłam się z auta i ujrzałam mojego ex po uda wysmarowanego zawartością szamba :twisted:

W życiu się tak nie śmiałam! :D Na chwilę zapomniałam,że jestem "umierająca" ;) :twisted:
Ostatnio edytowano 10 mar 2007, 01:54 przez atrucha, łącznie edytowano 2 razy
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1781
Dołączył(a)
04 sty 2006, 00:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 32 gości

Przeskocz do