Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

johnn

Użytkownik
  • Zawartość

    198
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. johnn

    Powielanie negatywnych wzorców

    Kto ma zwrócić uwagę tym osobom na niewłaściwe zachowanie? Kto ma nadzorować/oceniać postępy? Poniżej kilka osobistych uwag: Prosiłem specjalistę o wskazanie błędów w moim wychowaniu przez rodziców ze względu na nieprawidłowości i zaniechania jakich dopuścili się rodzice. Odmówiono. Mój wniosek : Sam mam wiedzieć, które zachowanie było nieprawidłowe. Prosiłem specjalistę o przykład właściwego zachowania w odpowiedzi na niewłaściwe zachowanie jednego z rodziców. Odmówiono. Mój wniosek : Sam mam wiedzieć, które zachowanie jest właściwe. Prosiłem specjalistę o podanie ogólnych norm/zarysów zachowania w rodzinie. Odmówiono mi. Mój wniosek: Sam wiedzieć jakie to powinny być normy. Podsumowanie : Aby nie powtarzać niewłaściwych zachowań musisz je zidentyfikować i wiedzieć czym je zastąpić i jak. Ale moi specjaliści mi nie pomogli w tym zadaniu.
  2. johnn

    Punkt G

    Doceniam wartość naukowej wiedzy ale najlepiej zweryfikuje/potwierdzę to samodzielnie przy pomocy osobnika żeńskiego ;)
  3. johnn

    Dyskusja ze specjalistami

    Mylisz się. Nie rozumiem co czego zmierzasz? Mam w każdej mało istotnej sprawie podejmować decyzje spontanicznie? Jaki jest cel tego zabiegu? Skoryguje Cię. Przewiduje z dużym prawdopodobieństwem otrzymanie negatywnego wyniku tj. niepowodzenia. Z resztą się zgadzam. Większe przywiązanie do zmiennych nieprzewidywalnych niż do zmiennych przewidywalnych jest według mnie irracjonalne. Takie podejście stosujesz? O czym my rozmawiamy? Moja teza brzmiała: Należy się skupić na zmiennych (z modelu) na które mamy wpływ. Mama mnie wspierała zawsze. Moje uczucia mogą być zawodne. Ja mojej oceny nie opieram na uczuciach ale na zasadach w tym prawie lub regulaminach. Bliższa jest mi prawda. Już się nią kieruje oraz zasadami. To nie przynosi rozstrzygnięcia. Czy skarga poparta uczuciami będzie wiarygodna? Czy przepracowanie przeszłości wyklucza dochodzenie swoich praw? Walkę o sprawiedliwość? Czy to jest wbrew/za zasadą: Każdy odpowiada tylko za swoje czyny? Zgadzam się. Ale po raz kolejny twoja wypowiedź nie jest pełna według mnie. Pan Tomasz komenda niesłusznie skazany na wiele lat pozbawienia wolności zdecydował walczyć o odszkodowanie. Podobnie potomkowie dekretu Bieruta zdecydowali walczyć o mienie niesłusznie odebrane im rodzicom, dziadkom. Czemu ja mam to odrzucić? Gdy ktoś Ci odbierze szanse na wykorzystanie życia jak chcesz aby nie było wegetacją to pozostaniesz bierna? Ta kwestia nie jest dla mnie zamknięta. W mojej głowie często przeprowadzałem eksperyment myślowy. Proponuje specjaliście oddanie mi znaczącej części swojego majątku. Niestety ani razu specjalista nie przystał na moją propozycję chodź wyraźnie podkreślałem że to kwestia zmiany perspektywy. Na koniec zadaje sobie pytanie : Czemu ja mam zmienić perspektywę która nie wynika z prawdy ani zdrowego rozsądku skoro specjalista na podobną propozycję odmawia? Oczywiście wyniki nie są do końca wiarygodne zważywszy że to twór mojego umysłu. Niestety specjaliści nie godzą się na przedyskutowanie ich propozycji. A z wymiany poglądów nic nie wynika. Znów podeprze się przykładem. Jeżeli koleżanka poprosi Cię o coś co może wiązać się z przykrymi konsekwencjami lub wysiłkiem finansowym to nie zadasz sobie pytania czemu sama tego nie zrobi? Czy jeżeli zapytasz tą koleżankę czemu sama tego nie zrobi a ona nie odpowie na twoje pytanie i znów ponowi swoją prośbę to uznasz ze wszystko jest w porządku i spełnisz jej prośbę? Mam prowadzić dalej mój wywód? Czy rozumiesz mój tok rozumowania? Nie zgadzam się. Gdyby tak było nie musiałbym się spotykać ze specjalistami. Potrafisz to udowodnić? Specjalność: Zastosowania matematyki. Dziękuje. To były przemyślenia o charakterze ogólnym. Nie dotyczyły naszej rozmowy. Spróbuje to krótko wyjaśnić. Nie rozstrzyga się kto jest winny ale tylko mi proponuję się rozwiązania wymagające wysiłku, czasu i pracy. Ja mogę te rozwiązania jedynie przyjąć lub odmówić. Nie mogę dyskutować na temat pomocy mi udzielanej. Podobnie firmy windykacyjne nie chcą dyskutować o zasadności długu lecz dopytują się kiedy zostanie spłacony. Ponadto często nie składają spraw do Sądów bo wiedzą że ich roszczenia nie mają podstaw prawnych chyba że ktoś przyzna się do długu. Doceniam twoje odmienne zdanie ale póki nie wiem czy to jest prawda jest dla mnie mało użyteczne! Co najwyżej moje je porównać z innym. Wskazać różnice i podobieństwa oraz stwierdzenia z którymi się zgadzam. To jest powodów dla którego tak gorąco i uparcie zabiegam o rozstrzygnięcie/dyskusje przy różnicy zdań. Im więcej zdań odrębnych tym większą pracę muszę wykonać aby je zanalizować. Za dobrze radzę sobie w zmianie perspektywy i łatwo umiem odczytać intencję drugiej strony.
  4. johnn

    Brak sensu życia

    Cześć @Zmeczonyzyciem, Zmarnowałem sobie życie mimo to próbuje to uporządkować. Skoro ja próbuje to możesz rozważyć podjęcie walki o siebie podobnie jak to robię:) Wiem, że to niewiele znaczy ale każda podróż nawet ta najdłuższa rozpoczyna się od pierwszego kroku. Popieram udzielone przez innych użytkowników. Powodzenia:) johnn
  5. johnn

    Beka z człowieka.

    Skoro masz problem z odróżnieniem co jest rzeczywistością to próbuj użyć zdrowego rozsądku, logiki i dedukcji aby to rozstrzygnąć.
  6. johnn

    Dyskusja ze specjalistami

    Nie sądzę. Istotnych decyzji nie podejmuje bez analizy. Nie sądzę. Mylisz się. W mojej wypowiedzi odnosiłem się wyłącznie do czynników opisanych w moim modelu. To one nie uległy w istotny sposób zmianie. Ponadto żaden specjalista nie wyraził chęci pracy nad nimi! Zgadza się. Ale myślę, że nie rozumiemy się. Skoro używamy modelu do przewidzenia wyniku przyszłych wydarzeń to uwagę koncentrujemy na zmiennych występujących w danym modelu. To nie wyklucza istnienia innych zmiennych mających wpływ na ostateczny wynik. Lecz ze względu brak kontroli nad nimi zazwyczaj nie uwzględnia się ich w modelu. Podobnie uczeń/student więcej pożytku wyniesie jeżeli dobrze przygotuje się do egzaminu (znajomością materiału do egzaminu to czynnik nad którym uczeń/student ma kontrole) niż porzuci to na rzecz szansy otrzymania łatwych zadań od wykładowcy (trudność zadań to czynnik nie przewidywalny chodź istotnie wpływający na wynik egzaminu). Jakie podejście? Doprecyzuj. Teraz rozmawiamy mniej. Moja mama przyznaje się do winy i jest jej bardzo przykro. Brak wychowawcze nadal trwają więc w tym zakresie nie mogę liczyć na jej pomoc. Nie wiem, waham się. Rozpatrzymy osobę mojej pierwszej terapeutki. Nasze spotkanie zakończyło się przedstawieniem mi ultimatum. Jeden z warunków stanowił że nie będziemy rozmawiać o przeszłości. Z drugiej strony z krótkiej wymiany zdań z Tobą wynika że powinienem przepracować przeszłość. Kto ma rację? Jak mam podjąć decyzję skoro otrzymuje sprzeczne sygnały a inni specjaliści odmawiają rozmowy na ten temat? To skłania mnie do jeszcze bardziej wytężonej analizy. Poza tym nadal nie wiem co to znaczy przepracować przeszłość:( Terapeutka wspomniana powyżej pracowała dla MOPS. Pracownikowi socjalnemu współpracującemu z nią znane były moje uwagi dotyczące pracy terapeutki. Radził mi złożyć skargę jeżeli mam zastrzeżenia. A moje krytyczne uwagi tłumaczyła nie dogadaniem się stron:( Nikt nie chce się wiążąco wypowiedzieć . Podobnie jak mało kto sprawdzi co się stało z człowiekiem, który upadł na ziemię z obawy że przed możliwymi konsekwencjami lub zaoferowaniem pomocy za darmo. Lepiej udać że nic się nie widzi i przejść obok. Dlaczego nie imprezowałaś lub nie balowałaś ze znajomymi? Mam odmienne zdanie. Nie wiem co to znaczy "zrekompensować". Zawsze mogę obniżyć swoje wymagania do poziomu w którym uznam rekompensatę (cokolwiek nią będzie) za wystarczającą. Wiele zależy od punktu odniesienia. Ja nie wiem jaki punkt odniesienia przyjąć dlatego kwestionuje wszystko. Co jest w niesmak specjalistom. Nie widzą mojego problemu a jedynie swoje trudności we współpracy ze mną. Wyjaśnij co masz na myśli. Ja nie rozpamiętuje. Przywołuje moje wspomnienia na cele naszej dyskusji. Dlaczego uważasz że rozpamiętuje? To wydaje się oczywiste zażywszy na moje wcześniejsze wypowiedzi. Warto byłoby się zastanowić jak to zmienić i kto ma to zrobić. Przypomnę że na moje propozycję poprawy pewności siebie i samooceny oraz kontaktów z ludźmi żaden specjalista nie odpowiedział pozytywnie. Nad mienie, że na ostatnim spotkaniu z psychologiem po raz trzeci zostałem zapytany o moje cele, problemy i pomiar postępów. Jak staliśmy w miejscu tak stoimy. Obroniłem tytuł magistra nauk matematycznych:) Zwrócę uwagę mojemu obecnemu psychologowi jakie działania podejmie aby wykorzystać mój potencjał oraz na twoje słowa. Ale nie spodziewam się zmiany stanowiska. Czasami odnoszę się do wpisów innych osób na tym forum. Odpowiadam na forum o programowaniu gier w języku Lua oraz luźno współpracuje z pewnym Amerykaninem nad projektem na Githubie. Przypomnę że udzielam korepetycji. Jestem Ci wdzięczny za wszelkie uwagi i sugestie ale czuję się jak klient firmy windykacyjnej która nęka mnie telefonami żądając spłaty przedawnionego długu. Wszelkie próby wyjaśnienia nieporozumienia są ignorowane. A pomoc jest mi oferowana jedynie gdy przyznam się do długu:( Żal może być uzasadniony lub nie. Mogę liczyć na pomoc brata i mamy. Ale to nie jest to czego bym oczekiwał. Z dalszą rodziną nie utrzymuje kontaktu. Mogę tak postąpić jedynie gdybym nie miał wyboru. Implikację z tego wynikające są dla mnie nie do zniesienia. Wynika to ze sposobu myślenia i przyjętych przeze mnie zasad np. moja zasada to : być uczciwy zawsze. Nie muszę się zastanawiać kiedy stosować tą zasadę. Niestety nie wszyscy respektują tą zasadę (zapewne większość) w tym specjaliści. Nie potrafię zrozumieć tych wszystkich wyjątków przez co miotam się. Trudno mi też jest podjąć decyzję skoro nie mam na czym się oprzeć (nie mam niezbędnego doświadczenia życiowego). Rady specjalistów (np. nie zawsze trzeba mówić prawdę) są nie praktyczne (o kant dupy). Co więcej specjaliści nie przekonują mnie do swoich racji/propozycji/sugestii ani nie mogą udowodnić że się mylę. Co jest źródłem nie kończących się rozterek:( Postanowiłem egzekwować obowiązki innych wobec mnie. Gdy one okażą się nie wystarczające to skazany jestem na własne siły. Nie mówię że mi się nie uda. Nie wiem tego. Chce się przygotować. Ponadto nie chce kłamać. Szczerze mówiąc nie wiem na co przepisał mi lek psychiatra. Wywnioskowałem że w innym celu niż podany w ulotce. Psychiatra przepisał mi Olanzin ale zakupiłem tańszy odpowiednik tj. Ranofren. Bez zmian. Nie obwiniam. Przedstawiam rzeczy jakimi są. Nie wiem co chciałaś przez to powiedzieć. Równie dobrze mógłbym powiedzieć 2+2=4. Mam wątpliwości. Potrafisz to udowodnić? Ponadto zmieniam się każdego dnia. To dobrze. Powodzenia:) Nie mam o sobie tak dużego mniemania. Z grzeczności podziękuje. Czasami sprawia mi trudność określić co jest sukcesem a co porażką nawet w odniesieniu do zdarzeń przeszłych co do których miałem wyrobione zdanie.
  7. johnn

    Dyskusja ze specjalistami

    Im dłużej myślę o spontanicznym działaniu tym trudniej znaleźć mi takie zachowanie. Nie umiem podać przykładu. Trudność sprawia mi ustalenie co było odruchową (bądź emocjonalną) reakcją a co przemyślaną decyzją. Przypomniałem sobie że pewnego razu mój brat został napadnięty przez domem. Po krótkim czasie pobiegłem razem z nim za sprawcami. Ale nie wiem czy była to przemyślana decyzją. Nie pamiętam. Nie wiem o czym rozmawiamy. Pozwól że przypomnę do czego pierwotnie odnosiła się moja wypowiedź. Opisałem w postaci równania istotne czynniki wpływające na przebieg pracy. Wskazałem, że żaden z nich nie uległ zmianie wobec tego najprawdopodobniej kolejna próba podjęcia pracy skończy się niepowodzeniem np. Skoro moja pewność siebie znajduje się na podobnym poziomie to należy się spodziewać że w sytuacjach jej wymagających będę udzielał podobnych odpowiedzi jak poprzednio tj. nie będę umiał wyrazić swojego zdania lub podjąć jednoznacznej decyzji. Z mamą rozmawiam od lat. W ich trakcie wyraziłem swoje stanowisko. Brat przysłuchiwał się rozmowom z mamą. Oboje też znają przebieg moich rozmów ze specjalistami oraz uwagi dotyczące ich pracy. Znane mi są też uwagi mojego brata do mamy. Początkowo rozmowy/kłótnie trwały nawet kilka godzin. Mama miała ich dość. To była jedna z przesłanek rozpoczęcia pierwszych spotkań za specjalistami. Na więcej nie mogę liczyć. Tym bardziej to doceniam. Dziękuje. Nie jednemu specjaliście o tym powiedziałem w tym ostatniemu. To nic nie daje. Specjaliści nie chętnie wypowiadają się o swoich kolegach. Obecny psycholog na moje zarzuty wobec jednego z byłych terapeutów odpowiedział mi pytaniem: A umawialiście się na rzetelność? Inny odmówił rozmowy na ten temat. A pracownik socjalny zasugerował złożenie skargi co przez kilka osób z forum zostało negatywnie ocenione. W dzieciństwie mama walczyła o moje interesy. Mi pozostało wykonanie końcowych postanowień (ustaleń). Stąd duża trudność sprawia mi odpowiedź na prośby lub zapytania dotyczące pomocy na rzecz innych. Weźmy konkretny przykład tj. pożyczanie pieniędzy. Zanim się tego dokona należy wziąć pod uwagę co najmniej kilka czynników w tym : 1. Jak dobrze znam osobę, której pożyczam pieniądze, 2. Czy jest uczciwa? 3. Kwota pożyczki 4. Termin oddania długu. Mój największy problem to przypisanie wszystkim czynnikom odpowiednich wag (poziomów istotności)(np. uczciwość jest dla mnie najważniejsza a termin spłaty jest na samym końcu) oraz ocena w jakim stopniu dany czynnik mi odpowiada (np. ile krótszy termin spłaty zadłużenia to lepiej ale czy miesięczny termin spłaty to za długo czy nie:( ). Brak mi doświadczenia aby posłużyć się nim w analizie porównawczej. Zatem pozostają mi moje zasady, które są jednak zbyt ogólne aby to określić. Miotam się co zrobić. Koniec końców nie umiem odmówić pomocy bo nie potrafię jej wystarczająco uzasadnić. W sytuacjach gdy nie mogę wykonać prośby z oczywistego powodu umiem odmówić np. ktoś prosi mnie o natychmiastową pomoc gdy udzielam korepetycji lub w terminie w którym mam zaplanowane inne zajęcia. Najgorsze jest poczucie niezawinionej krzywdy oraz straconych szans. W okresie dorastania nikt rozmawiał ze mną o dziewczynach, nie rozwijał moich zainteresowań oraz nie stawiał wymagań/oczekiwań stosownych do wieku. Byłem pozostawiony sam sobie. To samo dotyczy studiów. Teraz kiedy słyszę gdy ludzie wspominają młode lata (np. spotkania z dziewczynami lub zdobycie prawo jazdy) to mnie szlak trafia. Mnie to wszystko ominęło. Dotyka mnie to podwójnie bo ja nie wiedziałem że tak można/trzeba:( A z drugiej strony odpowiedzialność za decyzję w młodości są cedowane na mnie. Często słucham Krzysztofa "Atora" Woźniaka na YouTube. W jednym z filmów wspomniał, że najlepszy okres w jego życiu to studia. W tym czasie spotykał się że znajomymi (nie ja), imprezował (nie ja), wyjeżdżał (nie ja), popijał ze znajomymi (nie ja) itd. A ja na studiach tylko się uczyłem, siedziałem przez laptopem, chodziłem do biblioteki lub robiłem zakupy w sklepie. Powinienem korzystać z życia póki młody ale nie wiedziałem jakie to istotne. Robiłem to czego mnie nauczono. Teraz jest za późno :(:(:( Ale skąd miałem to wiedzieć?? Dobre wspomnienia to zabawy na podwórku. Miałem różne i liczny osiągnięcia w nauce i sporcie. Ale gdy je wspominam to nie przywołują one pozytywnych uczuć. To jedynie jeden z wielu faktów z mojego życia np. po uroczystości zdobycia dyplomu licencjata wróciłem do domu i usiadłem przez laptopem. Nic wielkiego się nie stało. Z nikim nie świętowałem. Nikogo nie było z rodziny na uroczystości. Po prostu wziąłem dyplom i wróciłem do domu. Inne zapewne cieszyli by się z nich ale nie ja. Myślę, że to przez to jak to było traktowane przez moich rodziców. Nie przypominam sobie aby ojciec mnie pochwalił za czerwony pasek na świadectwie. Mama potrafiła mnie pochwalić ale to wszystko na co mogłem liczyć. Za zdobycie stypendium Prezesa Rady Ministrów dla najlepszego ucznia w szkole dostałem pochwałę a drugiego dnia już o tym nie rozmawialiśmy. Było i nie ma. Oczywiście co miesięczne stypendium w całości oddawałem mamie. Jest mi bardzo smutno że muszę za to wszystko odpowiadać i tyle przyjemności mnie ominęło których nie byłem świadomy. Czuje się przegrany. Mam wrażenie że jakakolwiek rozmowa nie zmieni sytuacji. Konieczne jest działanie ale jedynie działanie wymaga się z mojej strony. Ja to odbieram jako karę/niesprawiedliwość. W czasie największego kryzysu po odejściu ojca i przed tym korzystaliśmy z Opieki Społecznej. Mama mówiła im o naszej sytuacji. Ale im włos z głowy nie spadł. Nie chce już więcej pisać. Robię to tylko z bezsilności. Przepraszam :(:(:(:(
  8. johnn

    Czego pragnie kobieta? Czego pragnie mężczyzna?

    Może sama ustosunkujesz się do swojego pytania :)
  9. johnn

    Dyskusja ze specjalistami

    Tak. Nie raz. Zgadzam się. Ale ta uwaga niewiele wnosi do meritum. Po odejściu ojca moja mama spotkała się z psychologiem który doradził jej szukać pomocy u rodziny. Posłuchała go. Odpowiedzi były różne w tym Wujek stwierdził, że nie potrzebujemy ojca, Przyszywana ciocia ze strony mamy stwierdziła że takich rodzin jest wiele, Drugi wujek (mój chrzestny) odmówił przyjazdu z powodu wizyty w UP (nigdy nie przyjechał) Biologiczna siostra, która brała również udział w tej rozmowie zapytała po co mamie brat, Mama rozmawiała z siostrą ale z rozmów nie wynikło żadne działanie (pomoc) (po odejściu taty nigdy jej nie odwiedziliśmy chodź jest majętną osobą), Z rodziną ze strony ojca nie utrzymywałem żadnego kontaktu od czasu Komunii Świętej (dodam, ze nikt nie był obecny na niej ze strony ojca), Siostra ojca (była zakonnica i moja chrzestna) odmówiła kontaktu ze mną, Pracownik socjalny odesłał do psychologa lub do pracy. Od lat z całą rodziną nie utrzymuje kontaktu poza mamą i bratem. Ale mama ma dość rozmów ze mną. Z bratem nigdy nie rozmawiałem o problemach. Z kim mam rozmawiać? Specjalistów informuje o moich oczekiwaniach. Mam żal. Nadal czuje wstyd gdy wspominam tamte czasy. Po studiach ponownie musiałem to robić i nadal wykonuje czynności za które mogę się wstydzić. Kogo to obchodzi? (pytanie retoryczne) Wspomniałem o tym każdemu specjaliście z którym miałem co najmniej dwa spotkania. Najpopularniejsze odpowiedzi to : 1. To jest przeszłość i nie można jej zmienić. lub 2. Na pewno mama robiła co mogła. Dalsze nawiązywanie do tego tematu jest odbierane negatywnie. Według mnie lęk w kontaktach między ludzkich wynika z braku odpowiedniej relacji z rodzicami i rodziną. Uświadomiłem sobie, że mama nieradzi sobie życiowo i jest wykorzystywana przez rodzinę w trakcie lub pod koniec studiów. A moje problemy z ludźmi pojawiły się od czasów szkoły podstawowej. Zatem nie. Nigdy nie patrzyłem na to z tej strony. Według mnie zasady są dla mnie ważne z powodu braku doświadczeń międzyludzkich. Zostałem pozostawiony sam a zasady pozwalały mi podjąć decyzję lub przybrać odpowiednią postawę. W moim dzieciństwie brak było rozmów rodziców z dzieckiem, pouczania, dawania rad i wskazówek lub stawiania wymagań stosownych do wieku. Odpowiedzią na to było uproszczenie zasad świata do tych które były zrozumiałe i proste. Chętnie podejmę dyskusji na temat moich zasad. Ale nie ma chętnych. Nie mogę zmusić do rozmawiania o przeszłości. Pytałem na forum o przepracowanie przeszłości. Trudne jest poszukiwanie nowego specjalisty dla mnie. Wszystko ma swoje granice. Mam problem z odmawianiem pomocy. Wydaje mi się że jestem wrażliwy na krzywdę innych. Mam dużo żalu i poczucia niezawinionej krzywdy. Każdy ma prawo do udziału w dyskusji:) Mój upór powoli przeradza się w desperacje. Dziękuje. Po stażach nie pracowałem już jako programista. A opieka jaką sprawował opiekun stażu zostawia wiele do życzenia. Nauczyłem się mniej niż oczekiwałem. Obecnie brak mi doświadczenia i umiejętności aby podjąć pracę zdalnie.
  10. Nie potrafię sobie przypomnieć. Nie wiem. Zaproponowała mi spotkania terapeutyczne co ok. dwa tygodnie od lipca. Do tego czasu będziemy się spotykać co miesiąc. Ta propozycja padła u psychologa z sąsiedniego miasta. Dojazd do niego pociągiem zajmuję ok. 1 godziny. Obecny psycholog nie opowiedział się w sprawie tej propozycji o ile pamiętam.
  11. Wybacz. Nie chciałem być niemiły. Staram się być precyzyjny. Podzielam twoje obawy:( Przekaże twoje uwagi mojemu psychologowi i będę miał je na uwadze. Dziękuje za komentowanie moich wypowiedzi.
  12. johnn

    Dyskusja ze specjalistami

    Nie. To był staż z uniwersytetu finansowany z UE w prywatnej firmie. Drugi staż odbyłem w Allegro. Na obu stanowiskach pracowałem jako programista. Zastanawiałem się. Nie znalazłem argumentu, który pozwolił by mi wysunąć wniosek że kolejna praca przyniesie zmianę na lepsze. Młodszy programista. Praca w kilka osób w jednym pokoju. Skoro nie wiem kiedy powinienem "płynąć z prądem" a kiedy zastanowić się nad decyzją to muszę prawie zawsze podjęcie decyzji poprzedzić analizą. Swoje obawy co do nowych wyzwań (np. podjęcie pracy) dotyczących kontaktów z ludźmi opieram na wielu latach doświadczeń (w tym studia i staże). Staram się oszacować prawdopodobieństwo wystąpienia zdarzenia niekorzystnego i się na nie przygotować. Jeżeli w równaniu JA + DOŚWIADCZENIE + UMIEJĘTNOŚCI + CZAS = PRACA nie wprowadza się zmian to naiwnością byłoby spodziewanie się innego wyniku niż ten który otrzymałem wcześniej. A niestety takie propozycję otrzymuję. Moje uwagi są lekceważone. Nie wiem. To będzie dłuższa wypowiedź. Pozwoliłem sobie na to ze względu na dbałość o szczegóły i pełniejsze rozumienie mojej sytuacji. Nie. Nawet mi to nie przyszło do głowy. A przypomnę że miałem 17 lat. W mojej ocenie jako 17 latek miałem mentalność 12 latka. W szkole radziłem sobie bardzo dobrze. Ale życiowo byłem 100 lat za murzynami! Nikt nie rozwijał tych zdolności ani nie wymagał tego ode mnie. Zawsze miałem wzorowe zachowanie w szkole a kontakty towarzyskie były na niskim poziomie . Ani ojciec ani rodzina nie spędzała że mną czasu wolnego.A dodatkowo mama była nadopiekuńcza więc jej pozostawiałem większość decyzji. Mój kontakt z rówieśnikami ograniczał się do szkoły. Rodzina czyniła tylko uwagi : 1. Za długo trzymasz ich przy dupie lub 2. Wyślij ich do pracy. Rozmawiałem tylko z mamą i dotyczyło one głównie sytuacji finansowej i zachowania brata, który źle znosił odejście ojca. Moja wieź z ojcem była bardzo słaba i po jego odejściu nie zauważyłem różnicy. Nie skarżyłem się więc na coś co od dawna było dla mnie codziennością. O pieniądzach z nimi nie rozmawiałem bo tym zajmowała się mama. A wstyd było mi wspomnieć że chodzę na śmietniki bo brakuje pieniędzy. Rodzina zachowywała się jakby się nic nie stało pomijając problemy finansowe. W tym miejscu pozwolę sobie doprecyzować. Pamiętam trzy "rozmowy" z rodziną Wujek wspomniał żebym nie był taki jak ojciec, Przyszywana ciocia zachęcała mnie do skończenia studiów aby pokazać ojcu, Przekonywałem siostrę mamy że ojciec niewłaściwie się zachowuje powołując się na artykuł w gazecie "Dziennik Polska" opisujący starania ojca w walce o prawa opieki nad dzieckiem po wywiezieniu go za granice przez matkę. Mój ojciec przebywał wówczas u swojej matki w odległości ok. 800 m w linii prostej i nas nie odwiedzał ani żaden z członków jego rodziny. Moja mama wychowywała się u wujostwa. Po narodzinach mojego wujka jej sytuacja diametralnie się zmieniła. Była traktowana przez przybraną matkę gorzej. Uczono jej posłuszeństwa. Za odmienne zdanie była karcona. Nowi rodzice często kłócili się w jej obecności o nią. Kilka razy uciekała z domu. Bała się sprzeciwić bratu a jednocześnie wspierała (była usłużna) go gdy potrzebował pomocy (np. alkoholizm). Ja przejąłem jej podejście. Mama nie mogła liczyć na proporcjonalną wzajemność. Aby nie być gołosłownym podam dwa przykłady: Gdy tata spędzał dużo czasu u matki (gdy miałem kilkanaście lat) zaniedbując obowiązki rodzicielskie mama poskarżyła się do wujka ale ten ją zbeształ. Mama straciła pewność siebie i przekonanie we własne słowa. Innym razem wujek przyprowadził do mieszkania rodziców kochankę bez zapowiedzi. Żadne nie powiedziało ani słowa. Terapeutka stwierdziła że mama nie umiała ustanowić swoich zasad więc inni zrobili to za nią. Nigdy z wujkiem o ojcu nie rozmawiałem (za wyjątkiem rozmowy opisanej powyżej). Nigdy nie słyszałem aby źle się wyraził o nim (być może raz powiedział że źle że nie płaci alimentów). Mamie wielokrotnie zwracał uwagę. Nic z nim nie robiłem wspólnie (był jeden wyjątek: raz ciąłem drewno które kupił nam na zimę). Na rozwodzie z winy ojca chciał zeznawać po stronie ojca. Nie powołaliśmy go na świadka. Sam zeznawałem na korzyść mamy. Z ojcem słowa nie zamieniłem w Sądzie. Podejrzewam u mamy osobowość zależną. Tak. Za pierwszym razem psychiatra przepisał mi Olanzin w dawcę 0-0-1/2 Kupiłem tańszy zamiennik Ranofren. Drugi psychiatra przepisał Ranofren w tej samej dawce. Sprawdziłem receptę aby się upewnić. Drugi psychiatra chciał mnie skierować na psychoterapię ale kiedy usłyszał że mnie nie stać na prywatne leczenie. Poprzestaliśmy na narzekaniach na ograniczenia NFZ (wspomniałem, że chodzę na spotkania z psychologiem w tym samym ośrodku co miesiąc a od lipca mam rozpocząć terapię co dwa tygodnie). Zapoznał się z cała moja dokumentacją zanim przystąpił do rozmowy ze mną. Niejednokrotnie podejmowałem próby dopasowania się do otoczenia w większości nieudane. W końcu straciłem wiarę we własne siły. Kolejne zachęty do podjęcia nowych prób bez pomocy odbieram z niechęcią. Nie umiem sobie zaufać skoro tyle razy się zawiodłem na sobie. Tak.
  13. Nie wiem. Nie sądzę żeby to był nurt psychodynamiczny. Spotkania odbywały się nieregularnie i używała określenia klient. Prawda ma swoją cenę. Nie każdy chce ją ponieść. Logika dwuwartościowa:) Rozumiem. Dziękuje. Korzystam tylko z pomocy publicznej. Obecnie spotykam się z psychologiem raz w miesiącu. Jeden z psychologów przypomniał mi zasady terapii. Fakt ten zanotował w dokumentacji. Wnoszę stąd że takowe istnieją przynajmniej dla tej pani psycholog.
  14. johnn

    Pomaganie obywatelom w antykoncepcji?

    Tego zadania może podjąć się najbliższa rodzina w tym dziadkowie, wujostwo lub rodzeństwo. Proponuje zamiast edukować dzieci pouczyć rodziców jak i kiedy mają rozmawiać ze swoimi dziećmi.
  15. Odmowę uzasadniali następująco: psycholog z ośrodka kryzysowego odmowę uzasadnił tym że moje problemy nie dotyczą przemocy i w ośrodku znajduje się tylko jeden psycholog, terapeutka postawiła mi ultimatum składające się z trzech warunków : 1. Nie rozmawiamy o przeszłości, 2. Nie daje rad i 3. Nie nadzoruje mnie. Nie przyjąłem warunków, psycholog uznał, że lepiej będzie jeżeli udam się na terapię grupową (w czasie spotkania wspomniałem o takiej możliwości, ostatecznie odmówiono mi jej), psycholog nie miał kompetencji. Nie umiał sprecyzować jakich. Nie obrażam się. Żałuje że najważniejsze nie jest to czy mówię prawdę. Język, który rozumiem i w którym dobrze się czuję jest język zasad. Czuję się bezpiecznie gdy wszystko jest uporządkowane. Zasady pomagają mi podejmować decyzję i odpowiednio się zachować. Zapewne stąd taka twoja ocena. Niestety nie wszystko da się ująć w zasady a z trudem przychodzą mi spontaniczne zachowania. Nie rozumiem ich. Zdaje sobie sprawę że mój język przeszkadza innym. Łatwiej o spontaniczność w sytuacjach w których czuje się bezpiecznie lub wśród osób dobrze mi znanych (można je policzyć na palcach jednej ręki). Brałem Ranofren (Olanzin) przez ok. 2 miesiące. Nie zauważyłem poprawy.
×