Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

minou

Użytkownik
  • Zawartość

    416
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Jasne, rozumiem, alkohol może źle działać na niektórych i ja np. bardzo nie lubię jak ktoś innych namawia do picia, pomimo ze odmawiają, albo wypytuje dlaczego, po co itd. Sama tez często jadę np na firmową imprezę autem z lenistwa, i nie piję choć bym mogła (nie leczę się obecnie żadnymi lekami, wiec tutaj akurat nie mam ograniczeń). Bardziej chodzi mi tu o kwestię wolnej woli i brania odpowiedzialności za swoje zdrowie. Jak nie chcę, to nie piję, ale jeśli np mam ochotę na lampkę wina pomimo ze biorę lek, który nie powoduje absolutnego i całkowitego zakazu picia, to mogę przecież podjąć taką decyzję, biorąc też pod uwagę czynnik psychologiczny - czy odmawiając sobie tej lampki wina, na którą mam ochotę, sprawi, ze poczuję się ograniczana, że jeszcze mocniej odczuję skutki tego, ze jestem chora i to spowoduje tylko większą frustrację, czy nie. Czasem fakt, ze relaksując się z znajomymi ktoś sobie wypije lampkę wina ma naprawdę fajny efekt psychologiczny - człowiek czuje się wolny, „normalny”, nieograniczony przez chorobę. Np moja sąsiadka leczy się już ze dwa lata, nie pije w ogole. Wcześniej piła malutko, np jak otworzyła sobie małe piwo to przez cały wieczór nawet go nie skończyła. Ale mówi, ze już naprawdę ją wkurza, ze jak spotka się z koleżankami, to wiadomo, ze zaraz ktoś zwróci uwagę, ze każdy ma drinka/wino/ piwko a ona tylko colę. I zaczynają się pytania a ona nie ma ochoty na nie odpowiadać i naprawdę chciałaby już sobie to jedno piwko wypić.
  2. Alkohol nie jest jako tako istotny, istotne są raczej psychiczne skutki ograniczeń. Leczyć się możesz wiele lat, wiec nie ma w tym nic aż tak dziwnego, ze np w Sylwestra chciałabyś wznieść toast lampką szampana w gronie przyjaciół jak większość ludzi. Albo napić się od czasu do czasu lampki wina z koleżanką do kolacji w restauracji. Jakby patrzeć na % szans negatywnego działania czegokolwiek, to sam fakt przyjmowania leków psychotropowych w tej perspektywie jest wątpliwie dobrym pomysłem, szczególnie w takim zakresie, w jakim są wypisywane w Polsce. Np ostatnie badania skandynawskie pokazały, ze skuteczność SSRI w porównaniu do placebo jest zaskakująco niska, może na poziomie 30%. A przeczytaj sobie listę skutków ubocznych. W wielu krajach odchodzi się od leczenia farmakologicznego na rzecz terapii połączonej ze zmiana stylu życia na zdrowy. I znów Skandynawia - udowodniono, ze jeśli osobom z umiarkowana depresja zapewnić 8 godzin spokojnego snu (co pwenie wiązało się z konfiskata im komórek ) to już po trzech dniach ich stan poprawiał się w podobnym stopniu, jak u ludzi leczonych antydepresantami przez 3 miesiące. Nie neguje faktu, ze leki są potrzebne i konieczne - w pewnych przypadkach. Ale nadużywane (a w Polsce leki, nie tylko psychotropowe ale w zasadzie tez każde inne, są bez wątpienia wg wszelkich statystyk ogromnie nadużywane), są gorszą trucizną niż parę lampek wina od czasu do czasu. Alkohol może np doprowadzić do marskości wątroby po wielu latach nadużywania. Zwykły Apap może spowodować marskość wątroby już po jednym przedawkowaniu (a przedawkowania zdarzają się często przypadkowo bo ludzie biorą leki o różnych nazwach na przeziębienie, nie wiedząc, ze zawierają te same substancje). Najczęstszym powodem marskości wątroby u małych dzieci jest przedawkowanie syropów z paracetamolem podawanych bez umiaru przez rodziców, jak dziecko np. ząbkuje, bo ludzie myślą, ze to takie bezpieczne. Zreszta tak ma marginesie paracetamol jest jednym z tych niewielu leków, których absolutnie nie wolno łączyć z alkoholem.
  3. Teraz nie mam z nia kontaktu, bo znajomosc jakos tak urwala sie w natloku zajec, mieszkamy tez w roznych krajach, ale jak ostatnio z nia rozmawialam, to terapia dala dobre rezultaty i prognoza byla dobra.
  4. minou

    Praca kontra życie prywatne

    Aha, zapomnialam dopisac, ze nadgodziny "pod stolem" to czesto tez strzal w stope, bo kase latwo wydac, ale emerytura sama sie nie nazbiera
  5. minou

    Praca kontra życie prywatne

    Mysle, ze masz duzo racji, ale zauwazylam tez, ze pomimo duzego nacisku na rownouprawnienie, rynek pracy dla kobiet i mezczyzn bardzo sie rozni. Tez wydaje mi sie, ze nadgodziny "pod stolem" szczegolnie w budowlance, sa bardzo powszechne, ale to dotyczy w wiekszosci mezczyzn. Moje kolezanki pracujace w biurach czesto doswiadczaly tego, ze wybija godzina 16:00, ale np "nie wypada wyjsc z pracy przed szefem". Albo projekt niedomkniety, wiec trzeba albo posiedziec, albo zabrac prace do domu. Oczywiscie gratis, bo umowa na 40 godzin i tyle, nikt nadgodzin nie nalicza. Moja siostra ma to szczescie, ze zarabia dwukrotnosc sredniej krajowej, niby pracuje od 9 do 17, ale w praktyce raz jest w domu o 17:30 a raz o 20:00, raz przychodzi i ma wolne, a raz przychodzi z laptopem sluzbowym i siedzi nad nim do 22:00. Nikt jej zadnych nadgodzin nie placi za prace w biurze. Jak ma lzejszy okres, to i tak nigdy nie wychodzi przed czasem i caly czas musi udawac bardzo zajeta, zeby kierownik nie pomyslal przypadkiem, ze skoro jest luz, to moze zwolni kogos z jej dzialu, albo obnizy jej pensje? Presja jest ogromna. Ja pracuje od 8:00 do 16:00, telefonu sluzbowego nie biore do domu i nastawiam go na tryb samolotowy punkt 16:00. Jesli dziecko ma przedstawienie w szkole, wizyte u dentysty, albo kot musi do weterynarza, to mowie o tym po prostu i nie ma problemu. Z drugiej strony ja bardzo lubie ta prace, ktora teraz mam i czesto sama sie zglaszam do jakis dodatkowych zajec, nigdy jeszcze sie nie spoznilam, nie mam ani jednego dnia chorobowego itd. Nie jestem takim pracownikiem, ktory przychodzi do pracy z mina srajacego kota i udaje cierpietnice. W Polsce mialam wrazenie, ze w pracy chodzi o lojalnosc, poswiecenie, zrozumienie dla sytuacji awaryjnych, ale tylko w jedna strone. Tzn musisz byc lojalny wobec firmy, poswiecac sie i pomagac w sytuacjach awaryjnych, ale firma nie musi byc lojalna wobec Ciebie, nikt nie musi sie wobec Ciebie poswiecac, a jak masz jakis problem, to Twoj problem i rozwiaz go sam. W mojej obecnej pracy relacja jest dwustronna - ja jestem zaangazowana, elastyczna, jestem gotowa zrobic cos ekstra, ale jesli pojde do szefa i powiem, ze np mam ciezki okres bo costam, choroba w rodzinie itd to dostaje ogromne wsparcie, pomimo ze wiem, ze dla nich to ogromy problem, zeby znalezc zastepstwo, bo pracuje w branzy, w ktotej jest duze tempo i presja. Ale od razu na rozmowie kwalifikacyjnej powiedziano mi, ze tempo i presja sa bardzo duze i dlatego jest bardzo wazne, zeby byc osoba wspierajaca kolegow, bezkonfliktowa, nienerwowa i ze w takiej pracy jak ta musi byc dobra atmosfera, wsparcie i zrozumienie, bo jesli nie, to pracownicy moga byc tak obciazeni stresem, ze dostana depresji albo czegos takiego. Mam wrazenie, ze w Polsce sie tego jeszcze za bardzo nie rozumie, jest taki wyscig szczurow, a jak nie dajesz rady, to jestes slaby i odpadasz. Na krotka mete moze i to dziala, ale na dluzsza mete to strzal w stope.
  6. @xD_ wyglada to jak zwykle zapalenie. Ja mam np przerwe miedzy 6tka a 7 mka i czasem mi sie tam dostanie jakis malutki kawalek jedzenia, ktorego nie da usunac poprzez zwykle szczotkowanie, ale ja nawet nie zauwazam, ze tam jest. Jesli jestem leniwa i nie uzyje nici dentystycznej wieczorem, a dostalo mi sie tam cos, to rano sie budze ze spuchnietym, obolalym i czerwonym dziaslem - cos takiego, jak Ty masz na zdjeciu. Dodatkowo potrafi mnie bolec pol szczeki. Jakis rok temu u dentysty ta przerwa zosatala zmniejszona plomba, zeby mi sie tam nie dostawalo jedzenie, bo przez to zrobil mi sie tez ubytek na wewnetrznej stronie zeba. Wszystko bylo ok, ale te zeby tak jakby znow mi sie troche "rozeszly" i znow musze codziennie nitkowac. Rozmawialam ostatnio ze znajomym i mowil mi, ze mial tak samo i ze mu dentysta powiedzial, ze nawet jak sie takie przerwy zmniejszy u dentysty, to zeby i tak po czasie sie troche przesuwaja i problem moze pojawic sie znow. Inna sprawa, jesli czesto masz krwawiace dziasla itd, to moze znaczyc np, ze zle szczotkujesz zeby (3 minuty porzadnego szczotkowania zebow, zachodzac szczoteczka na dziasla, zeby je wymasowac i usunac osacd, a na koniec przejechanie szczoteczka kilka razy po jezyku, zeby usunac bakterie, plus nitkowanie potem i jesli jestes bardzo wkrecony, to na koniec plyn do plukania ust), ze masz kamien nazebny, ze masz jakies niedobory, albo grzybice jamu ustnej. Rak to w kazdym razie nie jest. Oczywiscie rak dzisla jest mozliwy i znam nawet jedna taka, ktora go dostala, ale ona miala guzki na dzislach miesiacami i zareagowala na to dopiero jak guzki zaczely jej krwawic tak, ze krew leciala jej nawet, jak jadla miekkie owoce, jak maliny czy cos. Z tego, co mowila, to lekarz twierdzil, ze jesli mamy rane czy guzek w jamie ustnej, ktory utrzymuje sie powyzej miesiaca, to warto wybrac sie do stomatologa, zeby to obejrzal. Ale kazde inne lekkie zapalenia, guzki, czy ranki, afty i opuchlizny zwykle schodza same po kilku-kilkunastu dniach i nie ma co sie nimi przejmowac, za to warto przyjrzec sie swojej higienie jamy ustnej, swojej diecie i ewentualnie wykluczyc jakies zaburzenie odpornosci.
  7. Aha, jesli podczas ataku paniki masz problem z piciem, to zrob sobie ten domowy elektrolit (samo przygotowanie odwroci troche Twoja uwage) i wypij go powoli przez slomke. Nie wiem, czemu tak jest, ale picie powoli wlasnie przez slomke pomaga w takich sytuacjach.
  8. Czyli pewnie Twoj problem polega jedynie na tym, ze wyoskie tetno wywoluje u Ciebie atak paniki, jak kazdy inny "wyzwalacz" u nerwicowcow. Ale czytalam tez, ze mocno podwyzszony puls po alkoholu oznacza albo, ze ktos ogolnie cierpi na przewlekle lekkie odwodnienie, ktore sie nasila po alko (u mnie by to pasowalo, bo czesto zapominam pic tyle, ile powinnam) albo jakies przewlekle niedobory elektrolitow, zwykle wynikajace wlasnie z lekkiego odwodnienia czy diety zbyt ubogiej w substancje odzywcze. Alko powoduje dodatkowe wyplukanie magnezu, potasu itd a to moze dawac wrazenie kolatania serca, nierownej pracy serca itd. Mysle, ze jesli zadbasz o odpowiednia diete (magnez jest np w migdalach, potas w pomidorach) ewentualnie uzupelnione jakas lekka suplementacja, to nie bedziesz tak ciezko odczuwac tych skutkow "po" rekreacyjnym spozyciu malej dawki alko. Tez uwazam, ze to wkurzajace, ze czlowiek nie dosc, ze ograniczony przez nerwice, to jescze czuje sie jak dziwak, bo umiera po dwoch lampkach wina Moja kolezanka na kacu dostala takiego ataku, ze wykrecilo jej stawy, tak jak dziecku z porazeniem mozgowym, dostala tak silnych skurczy miesni, ze wyla z bolu itd, jej chlopak zadzwonil natychmiast na pogotowie, bo mysleli, ze dzieje sie cos bardzo, ale to bardzo zlego. W szpitalu po przebadaniu jej okazalo sie wlasnie, ze gospodarka wodno-elektrolitowa jest u niej zachwiana, dostala sol fizjologiczna i potas i magnez dozylnie i mowila ze natychmiast po wstrzyknieciu lekow po prostu rozluznily jej sie miesnie, bol zniknal itd. Po dalszych badaniach okazalo sie, ze absolutnie nie jest na nic chora, miala wykupic tylko jakies witaminy i mineraly w aptece, zadbac o diete, pic duzo wody i nic podobnego juz sie nigdy nie powtorzylo (to bylo pewnie z 20 lat temu, ona ma 40 a wtedy sobie troche imprezowala ze znajomymi na jakis wakacjach). Ona dalej lubi w weekend sobie cos wypic i na dodatek jest milosnikiem czystej z kieliszka nie zaden problem z alko, zadna patologia, ale lubi sobie wypic kielicha lub nawet kilka jak nie ma akurat innych obowiazkow. Tylko, ze ona nigdy nie miala nerwicy, wiec dla niej ten problem to bylo jednorazowe zdarzenie, lekarz powiedzial jej, co sie stalo, ona uwierzyla i teraz jesli mowi o tym, to raczej jako o zabawnej historii z mlodosci a nie o czyms, co zostawilo traume. Jak widac, ludzie "normalni" zupelnie inaczej postrzegaja rzeczy niz my.
  9. @Miss Worldwide spoczynkowe standardowe 60, we snie nawet 48, jesli akurat mam taki okres, ze regularnie uprawiam sport. "kacowe" zaczyna sie od 75-80 i ewentualnie dobija do 100, ale jak juz przekracza 90 to jest mi nieprzyjemnie. Samo cisnienie mam przy tym w normie, albo raczej w dolnej granicy normy, zawsze mialam niskie. Ale wysokie tetno przy normalnym/niskim cisnieniu jest po prostu objawem odwodnienia, czyli klasycznym skutkiem kaca. Dlatego tez wypicie powoli (wazne, ze ma byc powoli, gora pol szklanki na pol godziny) ok 3 szklanek wody lub elektorlitu (ja robie naturalny - na szklanke wody daje plaska lyzeczke miodu, wyciskam pol cytryny i dorzucam ziarenko soli himalajskiej), powinno przywrocic tetno do normy. Choc jesli wystapi u Ciebie atak paniki, to tetno i tak sie podniesie, nawet jesli sie nawodnisz. Wtedy pomagaja np cwiczenia oddechowe, czy rozne inne metody na obnizenie napiecia, jakie stosuje sie na terapiach. Moj cud-zegarek ma tryb obnizania tetna, ktory pokazuje mi, kiedy mam brac wdech, ile sekund trzymac oddech, kiedy wydech i ile sekund na wydechu
  10. @Miss Worldwide tak, to jest czeste, ze po alkoholu ma sie podwyzszone tetno. Ja np mam zegarek sportowy z 24 godzinnym pomiarem tetna i jak np wypije ze 3 lampki wina w sobote, to cala noc mam podwyzszone tetno, spada do poziomu spoczynkowego dopiero ok 4 rano. Moj zegarek mierzy tez stres i dziala na tej zasadzie, ze jesli nie wykrywa ruchu a wykrywa wysokie tetno, to uznaje, ze organizm jest w stresie. Jak sie napije troche alko, to moj zegarek pokazuje mi pozniej bardzo wysoki poziom stresu wlasnie tak do 4 rano (jesli skoncze ostatnia lampke tak o 22-23 i ide spac). Zdarza mi sie wtedy budzic w nocy w uczuciem lekkiego kolatania serca i mam problem z zasnieciem, ale nie wywoluje to u mnie atakow paniki. Jak pozniej znow zasne, to juz rano ok 8:00-9:00 budze sie w normalnym nastroju. Jesli, baaardzo rzadko, zdarzy mi sie wypic wiecej niz te 3 lampki i sie troche upije (upicie w sensie belkotanie i wymioty zdarzylo mi sie ostatni raz chyba jakies 15 lat temu, wiec mowimy tu raczej o stanie, kiedy mam lekkie zachwiania rownowagi i troszke mi sie jezyk placze, tak dla jasnosci), to wysokie tetno i wysoki poziom stresu utrzymuje sie tez rano i caly nastepny dzien, plus mam nastroje depresyjne. I to podobno tez jest normalne. Jesli juz to wysokie tetno mi przeszkadza i mnie niepokoi, to wypijam powoli ze 3 szklanki wody, albo wody z tabletka z elektrolitami i wsztko szybko wraca do normy.
  11. Jest dokladnier tak jak piszesz. Ja mam corke ze zdiagnozowana nadwrazliwoscia sensoryczna i jednym z objawow jest to, ze jak jest glodna, to wpada w histerie odkad byla mala (ma 10 lat), a jak jest przejedzona, to ma mdlosci, bole brzucha, czasem nawet wymiotuje. Tez mi sugerowano, ze ma refluks i moze nawet ma, ale ma tez inneobjawy nadwrazliwosci, np bardzo ale to bardzo przeszkadzaja jej ubrania, ktore w jakis sposob troche sciskaja, drapia czy przeszkadzaja. Skarpetki podkrada mi z szafy o 4 numery za duze, bo uwaza, ze jej sa za ciasne. Plus mabardfzo wrazliwa skore glowy, czesanie jej to koszmar, bo ja to po prostu bardzo boli, nawet najmniejszy koltunek. Poza tym w ogoler odczuwa nerwobole i bole w calym ciele takie bez powodu, czesto sa to bole glowy lub brzucha. Ja juz pisalam wczesniej, ze ja chyba tez mam taka nadwrazliwosc, ze odczuwam bol bez wiekszego powodu, a to oczywscie jest po prostu okropna opcja jesli sie na dodatek ma hipochondrie. Co do problemow laryngologicznych, to od nich zaczela mi sie zreszta hipochondria. Mialam i nadal czasem mam wrazenie, ze mam "cos" za prawym migdalkiem, ktory zreszta jest powiekszony, podczas gdy prawy jest supelnie plaski. Mialam tez wydzieline pslywajaca tylna sciana gardla, bole promieniujace z migdalkow do uszu, piski w uszach, chrypke i co tam chcesz bylam kilk arazy u swojego laryngologa, mialam troche badan, ale moj laryngolog mi powiedzial, ze jego pacjenci jesli umieraja, to raczej w wypadkach samochodowych a nie z powodu problemow laryngologicznych. Zreszta patrzac na ten szereg babc i dziadkow w poczekalni mysle, ze mial racje
  12. Nie jestesm w zadnym stopniu ekspertem, ale to co opisujesz mi przypomina raczej takie flashbacki jakie sie ma przy zespole stresu pourazowego?
  13. W przypadku moich lekow tez nie bylo niby mozliwosci, zeby zaistniala jakas dlugotrwala interakcja, szczegolnie przy malej dawce leku i niewielkiej ilosci alkoholu ryzyko bylo prawie zerowe.Ale stalo sie jak sie stalo. Probowalam sama dowiedziec sie, co sie stalo, dlaczego, czy inni tez tak mieli, ale niewiele znalazlam, np na necie. Wiem tylko, ze nagle stalo sie to, co sie stalo i ze ma to dlugofalowe skutki i ze efekt jest taki, ze teraz praktycznie nie moge brac zadnych lekow. Lekarka nie potrafila mi wyjasnic, co zaszlo, mowila, ze moge bezpiecznie nadal brac przepisany lek, ale jednak nie moglam, za kazdym razem mialam wrazenie, ze zaraz umre. Mysle, ze to trcohe jak z alergia, mozesz nie byc na nic uczulona cale zycie i nagle dostac alergii na cos, co nigdy Ci nie szkodzilo. Nie daj sie zbyc lekarzowi, jesli sama czujesz, ze cos jest nie tak, to popros o jakies dodatkowe badania, zeby wykluczyc inne powody (np uczucie zmeczenia moze byc spowodowane brakiem witaminy D, jakimis chorobami typu mononukleoza itd). A jak wszystko bedzie ok z badaniami, a Ty dalej bedziesz sie tak zle czula, to wymagaj od lekarza, zeby np zmienil leki.
  14. @ultrasone nie bardzo wiem, jak wytlumasczyc Ci to, co chce przekazac, zeby bylo jasne, ale w wielu przypadkach to nie sama sytuacja, ale nasze podejscie do niej jest problemem. Np moja siostra tez zwolnila sie z pracy, bo szef byl debilem. Wtedy bylam mloda i na jej miejscu siedzialabym, plakalabym, myslala, ze wszysto jest do d..., zastanawiala sie czy to moja wina, dlaczego zycie jest takie beznadziejne itd. Ale porozmawialam z siostra i ona spokojnie powiedziala mi, ze w tamtej pracy czula sie zle, teraz jest ciut zestresowana tym, ze jest bezrobotna, bo po powoduje uczucie niepewnosci, ale to jest normalne, i ze teraz zamierza na spokojnie skupic sie na dopracowywaniu CV, pisaniu podan i szukaniu pracy. I juz. Bylam w szoku. Jak to? Tak spokojnie? Bez dramatu? Dodam, ze prace miala tak stresujaca, ze czasem wymiotowala z nerwow, wiec spodziewalam sie, ze bedzie w rozsypce po takich przezyciach. Ale nie. Ona po prostu wiedziala, ze podjela dobra decyzje i ze teraz trzeba po prostu znalezc cos lepszego. Nie rozpamietywala, nie wchodzila w detale, podeszla zadaniowo. Duzo mnie nauczyla. Nasz poglad na stytuacje bardziej zalezy od naszego stanu psychicznego, niz od samej sytuacji i to jest udowodnione naukowo. Oczywiscie nie pisze o sytuacjach ekstremalnych, kiedy np umiera ukochana osoba, albo dowiadujesz sie, ze jestes smiertelnie chory. Mowie o zwyklych, codziennych problemach. Jesli takie sytuacje sa dla Ciebie bardzo obciazajace psychiczne, to czas poszukac profersjonalnej pomocy. Na poczatek psychiatra i leki, zeby troche sie ustabilizowac, a potem psychoterapia, zeby nie wpasc w ten sam shit przez jakies nieorawidlowe nawyki, zachowania itd. Trzymaj sie! Swiat nie jest taki zly, jak Ci sie teraz wydaje przez wiekszosc czasu jest srednio, czasem beznadziejnie, ale sa tez rewelacyjne chwile i to one nadaja sens zyciu.
  15. Ja zawsze podchodzilam na luzie do zakazu picia podczas leczenia, oczywiscie nigdy nie upijalam sie bedac na lekach, ale jesli chodzilo o 1-2 lampki wina czy piwa do obiadu, czy w pubie, to po prostu pilam i sie nie przejmowalam (zreszta moi znajomi lekarze mowili, ze nie ma co panikowac, wazny jest umiar i tylko bardzo niewiele lekow jest calkowicie zakazanych razem z alko). Nie mowiac juz o tym, ze w liceum mialam bardzo imprezowe towarzystwo, czesc moich znajomych pochodzila z rodzin lekarskich i przynosili cala mase lekow na recepte, ktora sporo osob bralo na imprezach mocno zakrapianych. Szczegolnie popularne bylo laczenie benzodiazepin z alkoholem albo lekow opioidowych typu kodeina, tramadol. I jakos wszyscy przezyli i nikt nie pochorowal sie od tego. Ja zwykle nie lubilam sie upijac, wiec nawet jesli pilam, to zawsze niewiele. Ale jak zajrzysz na moj post na temat hipochondrii, to zobaczysz, ze napisalam, ze jakis czas temu dostalam od lekarza lek opioidowy na bol kregoslupa, napilam sie do niego jakis moze 3 lampek wina, wczesniej tez tak mi sie zdarzalo i nie bylo problemu, a tym razem dostalam ataku paniki, objaowow podobnych do stanu przed atakiem epilepsjii i ogolnie czulam sie jakbym miala umrzec. Dostalam ataku paniki, pierwszy raz w zyciu. Przeszlo itd, ale od tej pory nie moglam juz w ogole brac tych lekow przeciwbolowych, bo nawet po jednej tabletce i bez alko dostawalam tych samych objawow paniki i drgawek. Co wiecej, zaczelam reagowac bardzo zle na praktycznie kazdy lek, ktory biore. Teraz moge brac apap, ibuprom i ewentualnie xanax ktory mam zapisany jak mam leciec samolotem, pastylki do ssania na gardlo i praktycznie nic wiecej, nawet no-spa czy hydroksyzyna wywoluje u mnie teraz dziwne reakcje. Ale nawet juz w tym xanaxem, ktory niby toleruje, zdarza sie czasem cos dziwnego, jak raz napilam sie lampki wina jakies 12 godzin po wzieciu tego xanaxu po locie, tez dostalam jakiegos ataku z uczuciem paniki, bardzo wysokim tetnem i kolataniem serca. Gdziestam wyczytalam, ze jak raz sie dostalo takiej reakcji po leku, czy polaczeniu leku z jakas substancja, to mozg juz to zapamietuje i zareaguje tak samo nastepnym razem. Wiec byc moze bedziesz np musiala zupelnie zrezygnowac z alko dopoki sie leczysz. Albo nawet zmienic lek. Porozmawiaj z psychiatra.
×