Amy Winehouse nie żyje

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Amy Winehouse nie żyje

przez intel 03 gru 2011, 11:46
Jeśli mnie pamięć nie myli, jeszcze 1,5 roku temu pisałeś coś o koncertach i piciu, żeby dać radę w ogóle myśleć. Nie wiem, może mi pamięć już szwankuje.


Nie. To nie tak.
Owszem piłem, żeby zasnąć, piłem żeby paradoksalnie przetrzeźwieć.Żeby kilka wieczornych godzin w zaciszu domowym poczuć namiastkę normalności.Aby móc porozmawiać z Żoną, Bratem i obejrzeć jakiś film.
Nie było to nagminnie.Nigdy w dzień, kiedy trzeba być w miarę dyspozycyjnym.
Dziecko nigdy nie widziało mnie nachlanego czy bełkoczącego.
Zresztą hamulec dalszego picia był prozaiczny.Piłem, żeby czuć się normalnie, a nie żeby się nachlać.
Lecz nigdy nie miało to najmniejszego wpływu na moje życie, moją rodzinę czy tez grę w kapeli.
Nie było to sposobem na życie, czy też przymusem.
Nie było też wykreowanym moim imagem.
To po pierwsze.
Po drugie z dziwnych dla "niektórych" powodów nie zapiłem się i nie zaćpałem.Szkoda. Może pisali by o mnie teraz pseudoartykuł w klimacie hymnu pochwalnego .
Teraz odstawiając leki czując się znacznie lepiej i napawając poczuciem jasności intelektualnej nie mam najmniejszej ochoty na alko.
Mam w sobie jakiś wewnętrzny hamulec, nie pozwalający mi wybrać straceńczej i łatwej , drogi autodestrukcji alkoholowo-narkotykowej.Zapewne byłoby mi łatwiej.
Może to CHARAKTER może ODPOWIEDZIALNOŚĆ . Nie wiem .
Mam widocznie jakieś cechy , które odróżniają LUDZI od szmaciarzy.Bez względu na okoliczności.

Ci ktorzy cierpią podobnie jak ja , a ktorych na forum jest cała rzesza wiedzą o czym piszę.
Coś nas powstrzymuje od zeszmacenia się i zatracenia.
Na przekór okolicznościom, ktore w znacznym stopniu predysponują do autodestrukcji.
My jednak walczymy.
intel
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do