depresja powraca/powróciła

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

ona ma wtórną depresje

przez Zbigniew123 13 kwi 2007, 18:14
Witam wszystkich....Wreszcie mam nadzieje że ktoś mi pomoże...W zeszłym roku spotkałem Kobiete ....była w trakcie leczenia depresji...Zakochaliśmy sie w sobie...Nie jestem juz taki młody /mam 50 lat/ ale zakochałem sie jak małolat...Było nam cudownie....Pisze było....W głębi duszy wierze że jeszcze bedzie dobrze...Po naszym poznaniu i tych cudownych chwilach gosia przestała brac tabletki....No i stało sie...wpadła we wtórną depresje.....Przyczyna depresji była śmierć jej partnera....Teraz,kochając mnie, wycofuje sie z naszego związku....Broni mnie przed soba....boi sie znowu kogoś stracic...Wiem że mnie kocha, bo dotarłem do nagrania które zrobila myśląc że ja nigdy tego nie usłysze....Co robić????jak pomóc Gosi i sobie???
Zbyszek
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
13 kwi 2007, 17:58

Avatar użytkownika
przez 331ania 13 kwi 2007, 20:54
Witaj Zbigniewie.Jedyne co moge ci poradzic to bys byl przy niej-nie sluchaj tego co mowi bo to nie mowi ona tylko choroba.Osoba chora probuje sie odsuwac od wszystkich tlumaczac iz nie chce ich unieszczesliwiac bo czuje ze kiedy bedzie wciaz tak smutna i beznadziejna to bliska osoba bedzie miala tego dosc.Jestes jej teraz potrzebny jak nigdy dotad!ona sama o tym nie wie ale gdyby ciebie zabraklo to juz klapa-choroba powroci ze zdwojona sila bo nie bedzie miala dla kogo walczyc a to ze odsawila leki to najgorsze co mogla zrobic-bo z pewnoscia odstawila je od razu i bez lekarza.Jedyne rozsadne rozwiazanie to isc znow do psychiatry i porocic do lekow.Wiem ze ona pewnie nie bedzie chciala tego robic bo to sie wiaze z objawami ubocznymi itp.ludzie ktorzy juz to przeszli nie chca by to znow od poczatku sie powtarzalo,w kolko to samo,leki,bezzsennosc,niechec zycia,zalamanie itd...poczatki brania lekow sa straszne i od razu zniechecaja bo zanim zaczna dzialac to uplywa duzo czasu a Gosia o tym wie bo juz to przechodzila i jest zalamana ze to wrocilo.Ja przechodzilam to juz 3 razy i wiem jakie to jest straszne.Pomoz jej-wspieraj ja,kochaj,mow jaka jest dla ciebie wazna,a w zadnym wypadku nie zostawiaj.Nawet idzcie razem do psychiatry albo psychologa a z pewnoscia to pomoze i Gosi i Tobie.Badz obok i dodawaj jej sil do walki z ta straszna choroba a z pewnoscia bedzie lepiej.Zycze ci powodzenia i by wrocilo to szczescie ktore mieliscie razem:)
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

przez Endru 13 kwi 2007, 22:24
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
...
...
...
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa.

Nie odsuwaj się, nie wierz słowom.Bądź przy Niej.Warto czekać na powrót tego co było tak piękne dla Was obojga.Czekaj cierpliwie,.. i niech wie że jesteś.Powodzenia.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
21 mar 2007, 21:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez BlueOrange 14 kwi 2007, 04:59
jak pomóc sobie? :lol: nie pomożesz sobie, bo cię wcięło, zabujałeś się i nie myślisz logicznie....
czy możesz jej pomóc? szczerze - nie mam zielonego pojęcia, może tak, może nie; jesteś stary facet i chyba już powinieneś to wiedzieć, że w życiu nie ma nic pewnego...
ja mam 15 lat mniej i tyle mogę powiedzieć - poczekasz, zobaczysz, to wszystko
Avatar użytkownika
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
11 mar 2007, 17:20

Avatar użytkownika
przez Mona75 14 kwi 2007, 10:05
Bez względu na wszystko bądź przy niej. Wbrew jej słowom Twoja obecność bardzo jej pomoże, i świadomość że może na Ciebie liczyć
Avatar użytkownika
Offline
Posty
601
Dołączył(a)
24 mar 2007, 12:19
Lokalizacja
Wrocław

przez Pstryk 25 kwi 2007, 19:26
Miłość podobno dodaje skrzydeł... ale po 10 latach problemów z psychą jakie to ma znaczenie??? On zawsze był przy mnie. Nie jest idealny ale kocham go nad życie. Szcześciara powiecie bo on kocha mnie jeszcze mocniej. Po tylu latach to jedyna rzecz, której jestem pewna.
Dwa lata temu tak bardzo chciałam z tym skończyć... aby żyć normalnie i aby stworzyć jemu normalne życie... On tyle zniósł przy mnie. Nie widzieliście jego zaszklonych, do bólu cierpiących oczu gdy budziłam się w szpitalu po próbie samobójczej... Boże, tego widoku i tego rozdarcia w sercu nigdy nie wymarzę z pamięci. Będą mnie prześladować do końca życia. Znosił moje zmiany nastroju - największe upokorzenia, lodowaty chłód... I ciągle przy mnie trwa. Chciałam się dla niego wyleczyć...
Po dwóch latach znowu mam nawrót choroby. On jeszcze nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. A i ja robię wszystko co się da żeby nie widział że wszystko wraca. Boże, nie chcę go już ranić. Chcę dawać mu tylko szczęście. Wynagrodzić mu te wszystkie lata...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 6:27 pm ]
ale to się dzieje poza mną... Nie mam na to wpływu. Mam wrażenie że choroba wraca ze zmożoną siłą! Tak potwornie boję się co bedzie...
Pstryk
Offline

Nawrót depresji.

Avatar użytkownika
przez laven 05 maja 2007, 23:56
Nie wiem co tu robię. Nie wiem czemu piszę. Ale coś mnie popchnęło. Może to jakaś rozpaczliwa próba szukania pomocy. Muszę się oczyścić. Z tego całego bagna.
To będzie głupie, to będzie kretyńskie, ale niezwykle docenię jeśli ktoś mnie wysłucha. Jestem młoda. Cholernie młoda. Niby nie mam żadnych problemów. Zawsze dobrze się uczyłam, rodzinę miałam w porządku, wąskie ale miłe grono znajomych. Tak naprawdę niczego mi nie brakowało. Miałam wszystko czego potrzebowałam. Od dziecka niezbyt lubiałam towarzystwo, zdarzały mi się gorsze dni. Ale w żadnych koszmarach nie śniło mi się, że kiedyś będę cierpieć. Wyląduję u psychiatry. Wszystko wyolbrzymiam...
Mam 17 lat. Od prawie 2 lat cierpię na depresję. Pierwszy epizod ciężkiej depresji zaczęłam leczyć dopiero w listopadzie 2005 r. choć fatalnie czułam się już w lipcu. Pamiętam to dobrze. To były moje urodziny. Taki mały prezent wizyta u psychiatry. Od października do końca stycznia chodziłam na psychoterapię. Łykałam Efectin ER 75mg. Po jakimś czasie polepszyło mi się. Po miesiącu nieobecności wróciłam do szkoły. Ale nie potrafiłam normalnie chodzić tam. Tak jak wszyscy... Często opuszczałam dni. Dużo w szkole płakałam. Ale najważniejsze jest to, że skończyłam gimnazjum. Nie wiem. Może nie wyleczyłam się do końca. Po 7 miesiącach na lekach, nadszedł czas na odstawienie. Cały czas czułam się nie najlepiej. Ale zaczęło się pogarszać. Choć nie miałam problemów w nowej szkole, ten ból i ta okropna pustka nie pozwalały mi codzień zmagać się z rzeczywistością. Znowu dużo opuszczałam. W połowie grudnia był koniec semestru. Więcej do szkoły nie poszłam. Kolejne 3 miesiące przeleżałam w otchłani i bólu. W bagnie pełnym pijawek wysysających ze mnie życie. Nie miałam siły. Ale poszłam do lekarza. Dostałam ochrzan, że późno przychodzę. Załamałam się. Od 2 miesięcy łykam Efectin ER 75mg i Seronil 20mg. Jeszcze tak przez 2 lata. Wróciłam do szkoły. Po wielkanocy. Próbuję nadrobić zaległości. Ale boję się. Tracę siłę. Wiem, że nie mogę zawieść rodziców, nauczycieli którzy tak bardzo się dla mnie poświęcili i siebie. Nie wybaczyłabym sobie powtarzania klasy. Chcę by wszystko było normalnie. Ale boję się, że nie dam rady. Lekarka mówiła mi, że jeśli nie będzie zbytniej poprawy będę musiała iść do szpitala. W poniedziałek mam wizytę. Nie sądzę bym dostała skierowanie. W końcu polepszyło się trochę. Ale cały czas mnie boli. Cały czas się duszę. Na siłę próbowałam znaleźć jakieś emocje. Ale nie potrafię. Czuję jedynie pustkę. Mam wyrzuty sumienia. Rodzice tak się dla mnie poświęcają a ja... nawet ich nie kocham... Nic nie czuję. Tylko ból, lęk i cierpienie. Chciałabym to wszystko wypłakać ale nie potrafię już uronić ani jednej łzy. Ludzie mają tyle problemów, rozwodzą się, popadają w alkoholizm, są bici, gwałceni, tracą bliskich, chorują na śmiertelne choroby. A ja? Nic mi nie jest, ale nie potrafię docenić życia. Tylu ludzi chciałoby żyć a nie może. Tyle ludzi ma poważne problemy. Ja nie mam żadnych. Mimo to nie radzę sobię. Czuję się jak kompletne zero. I pękło we mnie coś. Mój system obronny. Czuję się nikim. Nie potrafię, choć nie wiadomo jak się staram, znaleźć pozytywnych cech u siebie. Już nie wiem czego chcę. Chyba tylko spokoju. Ale nie mogę go zaznać. Narasta we mnie okropna agresja. Której nie mam siły wyładować. Może po lekach? Boję się, że nie wyjdę z tego. Czuję się taka słaba i beznadziejna. Nie potrafię z niczym się uporać. Ten ból, zniechęcenie, pustka, apatia. Zabijają mnie. Rozrywając od środka. Czy dam radę wygrać?
Przepraszam, że tak się rozpisałam. Naprawdę bardzzo dziękuję jeśli ktoś mnie wysłuchał.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

przez kacha18PK 06 maja 2007, 00:19
hej oczywiscie ze dasz rade ja jstem z toba!
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
28 mar 2007, 19:47

przez cinnamon_inspiration 06 maja 2007, 11:58
Bardzo chetnie ciebie wysluchalam i wyslucham znow. Tu jestes wsrod swoich, wiemy co czujesz i wesprzemy Cie. Jestes kims wartosciowym, zawsze o tym pamietaj.
Posty
273
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:18

Avatar użytkownika
przez laven 06 maja 2007, 20:45
Bardzo dziękuję za miłe słowa. W otoczeniu nie ma nikogo kto mógłby mnie wysłuchać i zrozumieć. Dlatego bardzo się cieszę, że tu jesteście. Serdecznie dziękuję.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Nawrót depresji.

przez AGNIESZKA1705 13 maja 2007, 15:36
WITAM WSZYSTKICH MAM NA IMIE AGNIESZKA WPADŁAM NIE PIERWZY RAZ W DEPRESJE JAKOŚ WYCHODZIŁAM WSTYDZIŁAM SIE PRZYZNAC ŻE CIERPIE ALE PORAZ KOLEJNY MNIE DOPADŁA 18-04-07 DO TEJ PORY CZUJE ŻE ZEMNA JEST CORAZ GORZEJ NIE RADZE SOBIE POTRZEBUJE POMOCY CHCIALAM SIE POWIESIC POCIELAM REKE WCZORAJ CHCIALAM SKOCZYC Z OKNA MAM TROJE DZIECI A JA CZUJE JAK WYGAS MOJE ZYCIE NIE MAM OCHOTY NA NIC BECZE NIE SPIE WYPADAJA MI WLOSY OKRES MAM CO DWA TYGODNIE BUJAM SIE NIE KONTROLUJE SIE BOJE SIE KAZDEGO DNIA NIERADZE SOBIE Z NICZYM MAM 34 LATA I CALE ZYCIE MI DAJE POPALIC JAK DLUGO NIE MAM ZNAJOMYCH PRZYJACIOL ANI RODZINY CO ROBIC CZY DA SIE Z TEGO WYJSC
DEPRESJA MNIE ZABIJA
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
13 maja 2007, 15:07
Lokalizacja
BIELSKO-BIAŁA

Avatar użytkownika
przez 331ania 13 maja 2007, 16:10
Witaj AGNIESZKA1705 czytając Twoj post poprostu słyszę jak mocno chcesz to wykrzyczeć-zresztą nawet napisanie wszystkiego wielką literą to podkreśliło.Kochana moja tak strasznie mi Ciebie żal,całym sercem czuję Twój ból choć Cie nie znam :( Jedyne co mogę Ci powiedzieć to to że DA SIĘ WYJŚĆ z tego ;) ale potrzeba czasu.Czy byłaś już u lekarza?Czy bierzesz jakieś leki?Napisz coś więcej i zostań z nami a my postaramy się pomóc jak będziemy mogli najlepiej :smile: Ściskam Cie mocno kochana-jestem z Tobą :!:
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

przez AGNIESZKA1705 13 maja 2007, 16:49
nie bylam u lekarza dzis postanowilam szukac pomocy w forum nie wiedzialam ze cos takiego jest nie biore lekow
DEPRESJA MNIE ZABIJA
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
13 maja 2007, 15:07
Lokalizacja
BIELSKO-BIAŁA

Avatar użytkownika
przez 331ania 13 maja 2007, 17:10
AGNIESZKA1705-kochana to pójdz do lekarza bo jeśli tak zle się czujesz to musisz poszukać pomocy specjalisty.Masz dzieci a to największy skarb na ziemii!!!! warto żyć dla nich!!! i warto się leczyć by znów poczuć radość życia.Derpesja nie mija samowolnie,nie odejdzie od tak sobie.Jeśli myślisz że jest to depresja a z Twojego opisu wynika że niestety tak to udaj się do psychiatry bo się zamęczysz kochana:)
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do