moja depresja/historia/objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez bakus 17 gru 2007, 01:50
No, tylko ze caly problem jest w tym ze ja kiedys go nasladowalem... a teraz jakby to ujac "stalem sie nim?" - bo juz w niektorych momentach nie potrafie kontrolowac swojego zachowania...
To jest nienormalne wiem... =]
Świadomość człowieka jest tragicznym błędem ewolucji - https://www.youtube.com/watch?v=nYvU5vDvPD0
Avatar użytkownika
Offline
Posty
724
Dołączył(a)
15 lip 2007, 15:48

nietypowe objawy

przez neena 21 gru 2007, 14:50
Witam Was serdecznie! Od pewnego czasu obserwuje to forum i szukam podobnego przypadku do mojego...na razie bez skutecznie.
Moje problemy zdrowotne zaczely się ok. 4 lata temu. Bylam osoba bardzo aktywna-absolwentka Awf-u, trenująca zawodowo, mająca wielu przyjaciół , szcześliwa osoba w ciągłym biegu itd. Nagle praktycznie z dnia na dzien zaczelam czuc się ciagle zmeczona, ospoala co najdziwniejsze zaczelam puchnac, twarz ,rece ,brzuch. tak jakby gromadzila się woda w organizmie ,nie wiedzilam co się dzieje, znajomi zaczeli zwracac uwage ze się zmieniam , ze tyje (ok. 8 kg w ciagu miesiaca praktycznie na glodzie) mimo tego caly zcas zylam jak wczesniej. Zaczela się moja batalia po lekarzach, co jeden to inna diagnoza a to niedoczynnosc tarczycy, a to jajaniki policystyczne, zaburzenia neurologiczna , podejrzenie guza mozgu. To był koszmar, nigdy nie chorowalam a tu nagle cos takiego. Faktycznie milam pewne zaburzenia hormonalne, jak podwyzszony kortyzol ale nawet gdy wyniki były dobre ja nadal czulam się zle. Caly zcas wydawalo mi się ze jestem chora na jaksa powazna czorobe a mój stan psychiczny jest spowodowany zlym sampopoczuciem.
Robilam wszystko, odpoczywalm, zajezdzalam się fizycznie, zwolnilam się z pracy, zaczelam unikac znajomuch przyjaciol, każdy probowal mnie pocieszac,sami wiecie jak to jest w koncu wyjechalm za granice nie żeby zarobic lecz się schowac i zyc bez obciazania tym co się ze mna dzieje moich bliskich- zwlaszcza mamy. Z daleka jest latwiej udawac ze wszystko jest w porzadku. A Ci których poznajemy nie znaja nas z przeszlosci wiec nie widza roznicy.Niestety przed tym nie ma ucieczki.
Minelo wiele czasu, nadal czuje się zle, zwlasza fizycznie nauczylam się jakos z tym zyc ale nigdy tego nie zaakcaptowalam, i nie zaakceptuje to wiem na pewno.
Dopiero ok. miesiac temu trafilam do psychiatry mój endokrynolog mi to zalecil mowiac ze zaburzenia hormonalne wynikaja nie ze zlego funkcjonowania organow lecz z psychiki.
Od trzecz tygodni boire effectin, na razie jest ciezko, nie czuje poprawy, z reszta sam nie wiem czy to depresja czy nie, ale nie mam innego wyjscia tylko zaufac lekarzowi.

Może ktos z Was spotkal się z takim przypadkiem lub sam tego doswiadczyl i moglby mi jakos pomoc. Bardzo Was proszę.
P.S. Zycze Wam zdrowia i mam nadzieje ze to co przezywamy kiedys minie i będziemy mogli cieczyc się wszystkim podwojnieJ
Neena
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
21 gru 2007, 13:58

przez antoine 21 gru 2007, 15:52
hej Nena,

nie chce nic wyrokowac, ale u mnie historia byla podobna, wczesniej pelen zycia lubiacy cwiczyc i wogole ruch a nagle ni stad ni zowad zaczesly sie problemy, lazenie po lekarzach i myslalem ze jestem na cos chory ... nigdy nie zaakceptuje swojej niemocy i tego ze nie mam sily lub checi , nawet jesli mi sie tak wydaje ze stanu psychicznego. Nie mam sily juz marudzic nikomu, ale udawac ze wszystko jest ok tez nie jest latwo ciagle sie usmiechajac...
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez neena 21 gru 2007, 16:04
hej,
dziekuje za odpowiedz. No to jak sobie z tym radzisz? I jkaie opinie slyszales?
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
21 gru 2007, 13:58

przez antoine 22 gru 2007, 13:55
hej Nena,
poki co zaciskam zęby i probuje zyc normalnie. U dziewczyny jest to jeszcze mniej 'dolujace' mi sie wydaje, ale jak chlopak opada z sil i z zeskiego goscia robi sie flak to juz jest bardziej wydaje mi sie rzucajace w oczy. Oprocz objawow nerwicowo-depresyjnych mam tez troche innych takich neurotycznych o ktorych nie bede narzekal. czekam jeszcze na ten lek ktory teraz biore - Cital, jak nic nie pomoze (poki co padaczka - 14dni brania), to bede myslal o innym leczeniu... Podobno w Krakowie jest swietny specjalista od depresji i zaburzen takich wlasnie jak my mamy, wiec zobaczymy... poki co zyje wiarą. pozdrawiam Cie goraco Nena i ... faktycznie sprobuj jakiegos leczenia - moze cos z farmakologii na Ciebie podziala. Trzymam goraco kciuki !
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

przez Tromgenn 22 gru 2007, 23:37
Dzięki ze założyłaś ten wątek. Mój przypadek nie pasuje ani to klasycznej nerwicy lękowej ani do depresji.
ja mam zdiagnozowaną nerwice depresyjną i osobowość neurotyczną.
Polecam książkę Karen Horney "Neurotyczna osobowość naszych czasów".

podobno w Krakowie jest swietny specjalista od depresji i zaburzen takich wlasnie jak my mamy

Podaj namiary, co? Plis.
Offline
Posty
187
Dołączył(a)
21 gru 2007, 06:12

przez antoine 22 gru 2007, 23:41
Tromgenn, czy bo zdiagnozowaniu wlasciwym , cos ruszylo sie u Ciebie w sprawie leczenia? Jest cos lepiej ? wiesz jak walczyć z takimi m.in. objawami jak wyzej wspomniane przez Neene?
pozdrawiam
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

przez Tromgenn 22 gru 2007, 23:53
Ja nie mam takich objawów jak Neene, (może poza zwolnilam się z pracy, zaczelam unikac znajomuch przyjaciol) chodziło mi o to że wątek jest okej. Mam tylko bóle brzucha (ogólnie z brzuchem) i szczękościsk czasem. Tak, ruszyło się. Mój poprzedni terapełta był kiepski i jakieś analizy mi robił zamiast zdiagnozować porządnie.
Teraz, jak wiem co mi jest dokładnie i mam wyniki testów przed oczami to czuję pewien komfort psychiczny. Z tymi wynikami testów pójde do psychoterapełty i on mi powie dokładniej co mam robic. A łykanie pigół (setaloft, sulpiryd) mi pomaga puki co nie mam szczękościsku i zjazdów nastroju silnych tylko (sorki) rozwolnienie czasem mam, ale to efekt uboczny.

Podaj namiary na specjaliste z Kraka bo ja w kraku siedze.
Offline
Posty
187
Dołączył(a)
21 gru 2007, 06:12

Avatar użytkownika
przez groza 04 sty 2008, 16:26
a ja ci powiem bakus taką jedną rzecz, dziwną, khe, ale mi sie taka nie wydaje. No po pierwsze to naśladowanie znanych osób, to raczej wiesz, że to jest norma. Bardzo dużo osób tak robi. Jak nie wiedzą, co zrobić, to naśladują kogoś. A jak tym 'kimś' okaże się jakiś aktor, czy ktoś znany - tak przypadkiem - to go naśladują i szlus.

Ale ty tak jakby naśladujesz jedną osobę. No to ci powiem: hmm, no jakby to ładnie ująć, cobyś zrozumiał. Ten Tyler to byłeś ty, zanim go żeś naśladować zaczął. Hje, zabrzmiało to jakoś dziwnie?

To niech to otłumaczę: otóż, gdybym ja se umyslila np naśladować Marlenę Dietrich na ten przykład. Będę powtarzać jej ruchy słowa i takie tam. Generalnie: nie udałoby mi się być nią, gdybym jakichś tam jej cech uprzednio w sobie nie miała. Czy to brzmi dla ciebie logicznie, czy niezbyt?

Ty po prostu miałeś w sobie taką osobowość: bardziej towarzyską, bez zahamowań, bez lęków jakichś, tyle, że żeś zwyczajnie przez lata wybrał inną drogę. Wychowanie/otoczenie/rodzina itepe cię nauczyło innych, dodatkowych cech, a tamte jużeś miał w sobie, mówiąc na chłopski rozum. Czyli co ci chcę powiedzieć: ty siebie jakoś wielce nie zmieniałeś naśladując go. Inaczej twoja przemiana nie trwała by przez masakrycznie krótki czas bodajże 6 miesięcy, tylko by ci to zajęło lata całe! Wiem, o czym mówię, bo sama siebie próbowałam zmieniać wbrew sobie: a trwało to i trwało, a jeszcze się nie zakończyło. Ogółem parę dłuuugich lat. Bo zmuszałam się do rzeczy wbrew sobie, niezgodnych z moim charakterem. Ja mam taki charakter, że cholernie lubię mieć po swojemu wszystko, zawsze i wszędzie, a se umyśliłam nauczyć się cech negocjatorskich w sumie. Owszem, jasne, przydają się takie rzeczy - ja tam nie żałuję, że tego spróbowałam. Ale o co mi chodzi: gdyby to było zgodne ze mną, to by mi ta przemiana poszła z płatka, a nie jak po grudzie i jak ten syzyf z tym musiałam wojować.

Tak więc mówiąc w skrócie, aby nie przedłużać: ty nie jesteś kimś innym, nie przybrałeś jakiejś maski. A to, że ci się po fakcie wydaje, że to jakby ktoś inny zrobił - to dlatego, bo jesteś nadal przyzwyczajony do patrzenia na siebie "a, bo ja jestem nieśmiały do bab' albo tam 'ja tego nie zrobię, bo się obawiam tego' - czy inne takie. Wciąż masz taką projekcję o sobie, więc tym bardziej się dziwisz, że może być inaczej.

Ja uważam, że tak się sprawy przedstawiają. Dziękuję za uwagę :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
30 lis 2007, 21:07

To co jest do cholery? choroba? głupota? nieprzystosowanie?

przez Cam 07 sty 2008, 13:14
Długo zastanawiałam się, jak zacząć pisać... Może tak...
Odkąd tylko pamiętam, że mam jakieś nastawienie do życia, to było ono zawsze sceptyczne, trącące egzystencjalizmem. Nie wierzę w miłość po grób, altruizm to pojęcie abstrakcyjne, nie wierzę z Boga, a życie jest generalnie bezsensownym procesem, bo i tak skończy się, a potem już nic nie ma. Kiedy się nad tym zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że od paru lat robię pewne rzeczy na siłę.

Na siłę byłam przez prawie 4 lata ze swoich chłopakiem, zerwałam z nim nagle, rok temu w sylwestra, bo miałam dość, nagle wielka pierwsza prawdziwa miłość zmieniła mi się w prawdziwą niechęć. Powiedziałam mu "to nie ma sensu" i zamknęłam drzwi. Nie widujemy się.

Na siłę chodziłam do szkoły. To dziwne, bo jestem typem mola książkowego - mnóstwo czytam, uwielbiam to. Ale szkoła mnie nie pociągała. Trochę wagarowałam, w granicach rozsądku oczywiście, klasówki zaliczałam w ostatnich terminach, jak już widmo porażki nabierało ostrości, do matury przygotowywałam się na tydzień przed. Zdałam, dostałam się na studia. Pedagogika wieku dziecięcego -uwielbiam dzieci, chciałabym mieć córeczkę.

Nie mam hobby, pasji. Kiedyś, w gimnazjum, grałam na gitarze i śpiewałam, nawet nieźle mi szło, miałam świetnego opiekuna, ideał nauczyciela. Uczył mnie grać, uczył śpiewać, mobilizował, wysyłał na konkursy. W liceum go zabrakło. Już nie gram, gitara się kurzy. Nie śpiewam, głos się zastał, z dawnych umiejętności zostało wspomnienie, chociaż sprawiało mi to radość, przyjemność.
Pisałam wiersze, robiłam zdjęcia - nic z tego nie zostało prócz około 150 wierszy, (które na popularnych forach zostały ocenione w miarę dobrze, a o mnie pisano, że mam talent i rozwijam go w dobrą stronę) czy kilkudziesięciu odbitek w albumie i kurzącego się Kodaka.

Nie utrzymuję stałych kontaktów ze znajomymi. Nie spotykam się z przyjaciółmi z ogólniaka, nie chodzę na imprezy z ludźmi z roku.

A teraz?
Teraz są studia, pierwszy rok, też mi się nie chce. Chronicznie mi się nie chce. Niby dostałam się na ten kierunek, na który chciałam, bez zbędnych problemów, studia mam łatwe, lekkie, mało zajęć, proste i zrozumiałe, a to chyba mnie jeszcze bardziej demotywuje, niż gdyby były ciężkie i gdybym całe dnie spędzać miała na uczelni. Zbliża się sesja, jest już naprawdę blisko, a ja nie umiem się zmobilizować do nadrobienia kilku zaległości, które rzecz jasna musiałam sobie narobić.

I nie chce mi się. Nie chce mi się. Nie mam w sobie jakiejś siły, żeby wstać rano z uśmiechem, zebrać się w sobie, zjeść śniadanie, ubrać się, uczesać, umalować i jechać na zajęcia. Jeśli mi się uda, to jadę. Jeśli nie to na wpół ubrana, ze łzami w oczach zostaję w domu. I co robię? Nic. Siedzę, besztam się za swoją głupotę, czasem się uda i wpadam na zajęcia lekko spóźniona, a czasem nie i zostaję w domu. Zaczynam czytać, puszczam muzykę i próbuję nie myśleć o tym, że znów "dałam dupy". Nie chce mi się sprzątać, ogarniam, jako taki porządek i wracam do "nicnierobienia". Nie imprezuję, nie piję, nie palę, nie ćpam.

Notatki na najbliższe ważne kolokwium leżą obok mnie prawie nieruszone, patrzę na nie i nic z nimi nie robię. Gdy próbuję zmusić się do nauki, to nie mogę skupić się na niczym.

O co chodzi? Mam 20 lat. Niecałe. Czasem czuję się, jakby nic w życiu mnie nie czekało. To co jest do cholery? choroba? głupota? nieprzystosowanie?

Jeśli ktoś przeczytał dziękuję za cierpliwość, jeśli ktoś odpowie - dziękuję za zainteresowanie.
Cam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
07 sty 2008, 11:55

Avatar użytkownika
przez dlugi 07 sty 2008, 14:01
Cam napisz troche o swoim dzieciństwie jezeli mozesz.
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

przez pierchor 07 sty 2008, 14:37
Cam czuję się podobnie jak Ty, z tym że ja nawet już na studia nie poszedłem. Co do Twojego pytania w temacie to cóż..wydaje mi się, że to mieszanka tego wszystkiego składa się na naszą nędzną egzystencję.
ŹLE-GORZEJ-JA
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
04 sty 2008, 15:35
Lokalizacja
Sosnowiec

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do