Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez deader 30 paź 2013, 09:43
ouimaisnon napisał(a):Nie wiem na ile jest wiarygodny test na wykrywanie narkotyków w moczu, ale oprócz marihuany nie wykryło nic, ani amfetaminy, ani morfiny, heroiny czy kokainy. Dlatego kwestię narkotyków raczej uznałyśmy z mamą na zamkniętą. Dzięki wielkie za odpowiedź, może wiesz coś na temat tych testów domowych. Brat nie mógł zafałszować wyniku, bo niestety test musiał zostać zrobiony bez jego wiedzy.

Nie mam totalnie doświadczenia z aptecznymi testami narkotykowymi, zdawało mi się do tej pory że są pod konkretną substancję ustawione - ale najpewniej się mylę, bo jak mówiłem: nie miałem czegoś takiego w ręce nigdy.

Amphetamine usually is eliminated in the urine within two days after the last oral dose...

Young, L.Y., M.A. Koda-Kimble (eds.). Applied Therapeutics. The Clinical Use of Drugs. 6th ed. Vancouver, WA., Applied Therapeutics, Inc. 1995.,p. 84-4]


Czyli amfetamina z moczu znika w ciągu mniej więcej dwóch dni od zażycia - wedle tego źródła. Nie wiem jak jest w rzeczywistości, ale po prostu twój opis "śmierdzi" mi speedem na kilometr. Zioło trzyma się w moczu do 3 tygodni więc ściemniał jeśli chodzi o palenie w wakacje.

Teraz kontrowersyjna porada: narkotyki to syf, fakt, ale zamiast rzucać się teraz do wysyłana brata na odwyki, musicie dowiedzieć się co spowodowało że zaczął ćpać po czym wyeliminować problem u źródła. I zmieńcie też trochę podejście - brat ma kłopoty z nauką? Cóż, może nauka nie jest dla niego. Może zamiast zdawać maturę - powinniście dla niego poszukać jakiejś pracy. Po pierwsze będzie z tego wymierna korzyść, po drugie będzie miał mniej czasu i siły na ćpanie, a po trzecie - może jak kilka tygodni pozapierdziela przy układaniu chodników to zdrowy rozsądek odzyska.
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez ouimaisnon 30 paź 2013, 12:59
To był tzw. multitest z takimi czterema niezależnymi płytkami. Wstawiam zdjęcie wyniku tego testu - jedna kreska oznacza, że narkotyk wykryto, a dwie, że nie wykryto. Marihuana ewidentnie została wykryta, natomiast faktycznie zastanawiałam się nad amfetaminą, gdyż druga kreska była bardzo delikatnie widoczna. Na etykiecie napisane było, że wynik testu należy interpretować tak, że jeżeli pojawi się jakakolwiek druga kreska - czy mocna, czy słaba - to i tak oznacza, że tego narkotyku nie ma. Ja jednak myślę, że nie bez przyczyny w okienku z amfetaminą druga kreseczka jest słaba. Zastanawiam się czy może jednak jakieś reszteczki amfetaminy tam były, ale była ona już tak rozłożona, że mimo wszystko test wskazał na jej brak.

Może mógłbyś mi coś więcej powiedzieć, gdybym opowiedziała Ci o wszystkich objawach, jakie brat miał. Był bardzo senny, w ciągu dnia prawie nieprzytomny, zwalał to na niewyspanie, chociaż nie spał jakoś strasznie mało. Do domu wracał praktycznie codziennie z czerwonymi oczami, ale mówił, że to od niewyspania. Ciągle miał katar, trwa to już chyba z ponad miesiąc, ale mówi, że kolega wyczytał, że to od leku, który brat przyjmuje. Dodatkowo ostatnio przestał ćwiczyć na siłowni, co do tej pory robił bardzo zawzięcie. No i odczuwa bóle w całym ciele. Jest też bardzo niecierpliwy i bardzo szybko się denerwuje.

Mama już jest tak zrezygnowana, że brata do nauki nie goni. Brat chodzi do szkoły wtedy kiedy chce, chociaż kiedyś było to nie do pomyślenia dla niej. Tu nie o to chodzi, że brat sobie z nauką nie radzi, bo radził sobie do tej pory naprawdę bardzo dobrze i to małym kosztem, bo po prostu jest bardzo chłonny na wiedzę. Mam porównanie, bo widzę, że u niego życie towarzyskie to 80%, a nauka 20%, a u mnie w tej samej szkole nauki było 80%, a życia towarzyskiego 20%, przy czym wyniki miałam dość znacząco gorsze od brata.

Bardzo chciałybyśmy z mamą wiedzieć co brat bierze, czy jest to coś jeszcze poza marihuaną i dlaczego to wszystko się zaczęło. Boję się, że nic się z tym nie da zrobić. Ja osobiście myślę, że ta jego przemiana to efekt wbijania w głowę przez 18 lat poczucia bezradności, bezwartościowości, a dodatkowo poczucie odrzucenia przez ojca i niekochania przez oboje rodziców. Mama nas kocha, ale zupełnie nie potrafi tego okazać. Dokładnie tak jak to jest w rodzinie dysfunkcyjnej zapomniała okazywać uczucia, za to ciągle narzucała oczekiwania.
Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
29 paź 2013, 22:56

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez deader 30 paź 2013, 14:10
ouimaisnon napisał(a):Może mógłbyś mi coś więcej powiedzieć, gdybym opowiedziała Ci o wszystkich objawach, jakie brat miał. Był bardzo senny, w ciągu dnia prawie nieprzytomny, zwalał to na niewyspanie, chociaż nie spał jakoś strasznie mało. Do domu wracał praktycznie codziennie z czerwonymi oczami, ale mówił, że to od niewyspania. Ciągle miał katar, trwa to już chyba z ponad miesiąc, ale mówi, że kolega wyczytał, że to od leku, który brat przyjmuje. Dodatkowo ostatnio przestał ćwiczyć na siłowni, co do tej pory robił bardzo zawzięcie. No i odczuwa bóle w całym ciele. Jest też bardzo niecierpliwy i bardzo szybko się denerwuje.

Jak dla mnie - klasyczne połączenie amfy i THC. Senność brać się może stąd, że amfetamina jest narkotykiem z grupy stymulantów, spidziarze często zaliczają bezsenne noce gdyż narkotyk ten znosi potrzebę snu, wręcz uniemożliwiając zaśnięcie. Przerabiałem to wiele razy, męcząc się próbując zasnąć przez kilka godzin, aż nastawał blady świt, a mi się udawało wreszcie na godzinkę zasnąć. Po godzinie dzwonił budzik i trzeba było iść do szkoły, no ale jak to iść do szkoły po godzinie snu..? = Wagary, senność, rozdrażnienie. Katar - również dość charakterystyczny dla amfetaminy, jako że najpopularniejszym sposobem przyjęcia jest wciąganie przez nos. Podrażnione śluzówki skutkują uporczywym "wyciekiem" z nosa "uruchamianym" kilka/naście godzin po ostatnim wciągnięciu jeśli nie zostaną znów "potraktowane" narkotykiem. Przekrwione oczy to z jednej strony faktycznie oznaka niewyspania, z drugiej - tak działa THC - które zresztą jest jednym z "lekarstw" na amfę: mianowicie ze względu na "zamulające" właściwości często schemat ćpania wygląda następująco: ćpa się amfę, korzysta przez kilka godzin z "haju", potem zaś kiedy przychodzi "kac" objawiający się inaczej niż przy alkoholu - właśnie wspomnianą niemożnością zapadnięcia w sen - pali się trawę w nadziei że pomoże ona usnąć. Najczęściej się nie udaje i człowiek zostaje "rozpieprzony" na cały dzień bo jest niewyspany, na zejściu po spidzie oraz częściowo najarany. Drugim oprócz zniesienia potrzeby snu charakterystycznym działaniem amfetaminy jest wytłumienie głodu - człowiek mniej je, mniej dostarcza organizmowi naturalnej energii, zastępując ją enerią sztuczną, wygenerowaną przez amfetaminę. To kolejny "składnik" mieszanki powodującej zamianę w zombie. Amfetamina daje siłę ale złudną - owszem, przyćpana w odpowiednich warunkach (użytkownik wyspany, najedzony, co najmniej od kilku dni "czysty") "dorzuca do pieca", ale po kilku dniach amfetaminowego ciągu człowiek jest słaby i ma się poczucie jakby kości były z zapałek a ciało wiszącą na nich skórą. W takim stanie ćwiczenie czegokolwiek staje się praktycznie niewykonalne ponieważ ćpunowi ciężko jest podniesć się z fotela, a co dopiero mówić o podnoszeniu ciężarów. Bóle mięśni i kości a nawet "zwidy" po amfetaminie nie są niczym niezwykłym.

ouimaisnon napisał(a):Mama już jest tak zrezygnowana, że brata do nauki nie goni. Brat chodzi do szkoły wtedy kiedy chce, chociaż kiedyś było to nie do pomyślenia dla niej. Tu nie o to chodzi, że brat sobie z nauką nie radzi, bo radził sobie do tej pory naprawdę bardzo dobrze i to małym kosztem, bo po prostu jest bardzo chłonny na wiedzę. Mam porównanie, bo widzę, że u niego życie towarzyskie to 80%, a nauka 20%, a u mnie w tej samej szkole nauki było 80%, a życia towarzyskiego 20%, przy czym wyniki miałam dość znacząco gorsze od brata.

Bardzo chciałybyśmy z mamą wiedzieć co brat bierze, czy jest to coś jeszcze poza marihuaną i dlaczego to wszystko się zaczęło. Boję się, że nic się z tym nie da zrobić. Ja osobiście myślę, że ta jego przemiana to efekt wbijania w głowę przez 18 lat poczucia bezradności, bezwartościowości, a dodatkowo poczucie odrzucenia przez ojca i niekochania przez oboje rodziców. Mama nas kocha, ale zupełnie nie potrafi tego okazać. Dokładnie tak jak to jest w rodzinie dysfunkcyjnej zapomniała okazywać uczucia, za to ciągle narzucała oczekiwania.

Ja zacząłem wciągać amfetaminę kiedy to w liceum w ciągu jednego roku opuściłem się w nauce ze względu na to że założyłem zespół i w młodzieńczym zwidzie stwierdziłem że niepotrzebna mi szkoła - w końcu będę niedługo sławny i bogaty... Ale moim rodzicom to średnio odpowiadało. Jakoś przeżyli fakt że nie zdałem do 4 klasy (jestem z roczników sprzed reformy) i musiałem powtarzać klasę trzecią. Ale kiedy pod koniec 3 klasy okazało się że mam zagrożenia z 8 przedmiotów, to postanowiłem że "aby nie zawieść rodziców" - wspomogę się do nauki ową "sławną" substancją. No i fakt, na początku pomogło, ale skończyło się na 5 latach ćpania niezwiązanego z nauką w żaden sposób. Ja też nie byłem/nie jestem idiotą, wiedzę przyswajałem całkiem dobrze, tylko pojawiły się inne priorytety - zamiast uczyć się wzorów na matematykę, to ja się uczyłem jak szybko zapierdzielać na gitarze. Teraz oczywiście wiem że to była jedna z najgłupszych decyzji w moi życiu, które pewnie wyglądałoby zgoła inaczej gdybym był mądrzejszy. Ale chodzi mi o to że nawet jak ktoś jest niegłupi, po prostu nie chce się uczyć z jakichś powodów - to będzie odbierał namowy do powrotu do nauki jako atak.

Oczywiście, ja to wszystko piszę z własnego doświadczenia, u mnie tak było, nie wiem czy tak jest z twoim bratem, a po drugie nie mam też żadnej sensownej rady co możecie z tym zrobić. Ja przez lata byłem "gnębiony" przez rodzinę abym "coś ze sobą zrobił' - jak grochem o ścianę to było. Dopiero kiedy sam się ogarnąłem to wychynąłem z tego bagna.

Podsumowując - fakt, wygląda mi to na "standardowe kombo" THC + amfetamina. Ale mogę się totalnie mylić. Jeśli się mylę tylko częściowo, tzn. moje spekulacje odnośnie amfy są niezgodne z prawdą, to pamiętajcie - marihuana tak jak alkohol, są dla ludzi. Sam fakt że twój brat pali niekoniecznie musi być sam w sobie zły. To raczej reszta jego zachowań jest nie w porządku w stosunku do was. Ja obecnie na przykład od marychy nie stronię, ale uważam że mam do tego warunki: stała praca, własne mieszkanie, które zajmuję sam - nikomu moim paleniem nie wyrządzam krzywdy.

Też doświadczyłem czegoś co mógłbym określić jako niedobór uczuć ze strony rodziców, nadmiar oczekiwań i tak dalej. I kiedy to się działo zwalałem winę na nich, na wychowanie, na chłód emocjonalny itd - dziś patrzę na sprawę zupełnie inaczej. Starali się robić jak najlepiej dla mnie, na jak najwięcej ich było stać. Obecnie stosunki między nami są wzorowe. Trochę podejrzliwie patrzę na wnioski typu "rodzina dysfunkcyjna sprawiła że jest taki jak jest" - jak dla mnie to człowiek powinien odpowiadać za swoje porażki i błędy, a nie obarczać winą osoby trzecie. Rodzina, owszem, może być dysfunkcyjna, ale to nie jej winą jest to że człowiek sobie nie radzi - to wina danego człowieka że ma zbyt słabą psychikę żeby życie w tej rodzinie dysfunkcyjnej wytrzymać bez uszczerbku na zdrowiu. Ja już nie oskarżam swoich rodziców za rzeczy o które oskarżałem ich w przeszłości. Teraz wiem już że to ja byłem słaby, ja byłem nieodpowiedzialny, ja byłem głupi. Problemem jest to że do takich wniosków dochodzi się po latach...
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez abraxas 30 paź 2013, 19:10
to wina danego człowieka że ma zbyt słabą psychikę żeby życie w tej rodzinie dysfunkcyjnej wytrzymać bez uszczerbku na zdrowiu

deader, Ty tak na poważnie piszesz?
Bywają dni dobre, ale bywają i złe, i te też muszę przyjąć za własne. Są dni, kiedy jestem z kamienia, czasem z żelaza, najczęściej, niestety ze szkła.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
964
Dołączył(a)
26 sie 2012, 11:04

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez zima 30 paź 2013, 20:11
deader
to nie tak, ze
to wina danego człowieka że ma zbyt słabą psychikę żeby życie w tej rodzinie dysfunkcyjnej wytrzymać bez uszczerbku na zdrowiu

psychika jest czymś nie do końca uchwytnym, to kontinuum zmieniajace sie w czasie. jezeli geny są zaburzone, gratis wychowanie również to skąd bezradne dziecko ma pobierac nauki? ze szkoly? kiedy dowiaduje sie ze jest jakis inny, ale nie ma pojecia na czym to polega? a dzieci nie cackaja się z odmieńcem. dziecko nie wie jak ma postepowac, a jeszcze w domu ma zaburzone wzorce zachowania...
moze wybierac. co znaczy słaba psychika?
uzalanie się nad sobą? a może to tylko sposób na podtrzymanie uwagi, manipulacja..
ryzykowne zachowanie, intensywne zycie, byle cos sie dzialo? ucieczka na rózne strony- stabilizacja budzi obrzydzenie, bo wiesz ze nie prowadzi do niczego dobrego....
dragi,alko- wtedy wszystko staje sie bardziej wyraziste-zadaje sie sobie smierc na raty, bo zycie jest puste.
nienawisc do ludzi, pragnienie zadawania im cierpienia, bo przeciez w kazdym tkwi bestia, a ludzie są źli z natury-trzeba wiec odbic sobie za czasy upokorzen. stac sie katem, by ochronic siebie..stac sie katem, by nie stac sie ofiarą...
bywaja przypadki gdy dziecko rodzi sie juz uzaleznione..i podaza w te stronę która go przygarnia...daje mu bezpieczenstwo..
zaburzone dziecko z latwoscia wchodzi w role ofiary lub kata, potrafi byc perfidne i nienawistne, by za chwilę zapaść się w próżnię.
jest jak baletnica z nogą w gipsie, ktorą łamie gdy ta się zrasta, bo inaczej lód pęka..

-- 30 paź 2013, 19:19 --

ouimaisnon, marihuana to nic wielkiego, chyba przesadzasz. ciesz sie ze to maryska, a nie cos gorszego. Twoi rodzice nawalili, a Ty brzmisz jak współuzalezniony. Nie wiem jaka wasza matka jest z natury, ale to ona miała Was ogarniać a to brzmi tak jakby na Was liczyła w tej sprawie. Mysli ze jak ma 2óch facetów to będą dawać jej poczucie bezpieczeństwa, odnoszę wrazenie ze jest nadopiekuńcza. Ty tez uciekłes z rodzinnego domu. To o czyms swiadczy. Ona nie mysli o nim, ona mysli o sobie.
specjalista ds. fobii społecznej, depresji i nerwicy.
propagator asertinu i trittico.
setralin [high speed resource] 200mg - 100 mg - 0 mg
trazodon [so good to back home] 75mg/ 0 mg
benzo one day dancer
live yourself.
watch, see your chances, live now.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2606
Dołączył(a)
17 mar 2013, 18:30

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez karoll007 10 lis 2013, 16:46
To wszystko rzeczywiście wygląda na thc i speed, mialam podobne objawy i trochę podobnie wygladalo to u mnie ze szkolą. Najwazniejsze jest zeby wyłapać odpowiedni moment by zareagować i zaczepić u niego chec do powrotu do funkcjonowania bez narko. Widać ze to jest jego sposób na radzenie sobie z problemami. Nie myślcie od razu o odwyku, dajcie mu szanse na zrozumienie ze nie robi dobrze, pokażcie mu kilka możliwości pomocy, nie narzucajcie tego nachalnie. Wiem ze to nie jest latwe, jak chcesz o tym pogadać, wpadaj na priv.
“We can't win against obsession. They care, we don't. They win.” 
“They love without measure those whom they will soon hate without reason.” 
Lit
Anafranil
Rispolept
Avatar użytkownika
Offline
Posty
155
Dołączył(a)
03 paź 2013, 19:05

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez SmutnaMadzia 10 lis 2013, 21:30
Witam, miałam nadzieję, że może ktoś mi tutaj coś pożytecznego poradzi. Mianowicie mój chłopak (23 l.) od 6 lat chodzi do psychologa, bo cierpiał?cierpi? na głęboką depresję. Dwa razy z rzędu rzucił szkołę (6 tygodni przed maturą!) Ponieważ był święcie przekonany, że w krótkim czasie tak czy siak zginie/popełni samobójstwo itd. Teraz jest ponoć o wiele lepiej (nie mogę tego sprawdzić, bo 6 lat temu go jeszcze nie znałam) ale często ma on takie fazy, że zamyka się w sobie, nie odbiera przez 3-4 dni od nikogo telefonów, udaje, że nie istnieje, a gdy się go później pytam co przez ten czas robił odpowiada tylko, że był smutny i cały dzień zazwyczaj spał i nie robił nic. Martwi mnie to bardzo, że nie chce się nigdy wygadać. Uważam że jako jego dziewczyna spędzam z nim najwięcej czasu i jestem mu najbliższą osobą to powinien ze mną rozmawiać, w ogóle z kim kolwiek żeby porozmawiał to byłoby już dobrze, ale on woli uciec, schować się, przeczekać, aż będzie z nim lepiej... Najświeższy przykład jaki mogę podać to że pokłócił się z kolegą - tamten obraził się na mojego chłopaka o jakąś głupotę, nic poważnego, a mój się zaraz tak przejął, że znowu przez kilka dni praktycznie tylko istniał zamiast żyć. To też jest dla mnie bardzo niepokojący sygnał, że byle kto mu coś powie to od razu tak bardzo emocje nad nim biorą górę... Ja rozumiem, każdy człowiek jak się pokłóci z najlepszym przyjacielem to ma dołek, ale chociaż dalej załatwia swoje codzienne sprawy jak choćby ugotowanie obiadu, a on nie, bo nie, bo mu smutno i koniec - nic już nie zrobi. Bardzo chciałabym mu pomóc, proponował mi już kilka razy żebym z nim zamieszkała i coraz bardziej jestem skłonna się zgodzić, bo z doświadczenia wiem, że w moim otoczeniu zawsze czuje się lepiej, z resztą teraz on idzie na studia i chciałabym go zachęcić, żeby wziął się do roboty, bo tylko mnie słucha. Robi już postępy - prosiłam go żeby rzucił palenie - dzisiaj pierwsza próba podjęta, a dla mnie to już duży sukces, że się zdecydował, chociaż jest nałogowym palaczem również od 6-ciu lat. Myślałam też że może dobrze by było gdyby zaczął chodzić na jakieś zajęcia sportowe (sam mówił że chce tylko że jeszcze nie wie co) bo ponoć to wydziela hormony szczęścia i może by miał troche większe poczucie własnej wartości, gdyby miał coś w czym byłby naprawdę dobry? Mnie nie robiłoby wielkiej różnicy jeśli miałabym się przeprowadzić, bo mieszkam teraz bardzo niedaleko od niego, ale ze względu na moją pracę i tak rzadko go widuję, więc byłoby mi to na korzyść.
Dobrze, po przedstawieniu wam ogólnego obrazu sytuacji chciałam się was zapytać: Czy mogę mu jakoś pomóc/ulżyć? Jeśli tak, to co mogę zrobić tak w życiu codziennym, żeby był trochę radośniejszy? Jak go przekonać, że to żaden obciach ze mną rozmawiać o problemach? I jak go przyzwyczaić do normalnego życia?? --> chodzi o to, żeby stał się bardziej aktywny społecznie, żeby żył a nie tylko istniał. Przypomnę tylko, że on ma takie "fazy" raz na 2-3 tygodnie, nie zawsze - bo na codzien jest wesoły i ruchliwy, chodzi mi tylko o te dni kiedy jest prawie jak warzywo... Dziękuję bardzo za odpowiedzi!! :uklon:
SmutnaMadzia
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
07 lis 2012, 23:02

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez karoll007 11 lis 2013, 15:23
Najlepszym pomysłem jest na pewno zamieszkanie razem. Poznasz wtedy jego zwyczaje i rytm dobowy. Wazne jest żeby byc przy nim i przyzwyczajać go do obecności drugiego człowieka (nawet czasem wbrew jego woli) bo w samotności różne rzeczy przychodzą do glowy. Warto jest tez ustalic pewien plan dnia który moglby wyksztalcic w nim inny sposób funkcjonowania, bardziej aktywny i "żywy" :). Zorganizuj wspolne krotkie wypady które będą waszym zwyczajem.
Dobrym pomysłem byliby po prostu zasiegniecie rady psychologa, on z pewnością doradzi ci jak radzić sobie w takich sytuacjach.
“We can't win against obsession. They care, we don't. They win.” 
“They love without measure those whom they will soon hate without reason.” 
Lit
Anafranil
Rispolept
Avatar użytkownika
Offline
Posty
155
Dołączył(a)
03 paź 2013, 19:05

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez alpra 29 lis 2013, 15:59
Witam,

To mój pierwszy post na tym forum ever. Znałam je od lat i poczytywanie go pomogło mi niesamowicie w walce z nerwicą, za co do dzisiaj jestem bardzo wdzięczna.
Teraz okazuje się, że muszę tu wrócić z przyczyn diametralnie innych. Krótko: szukam jakiegoś sposobu na to, żeby pomóc bardzo bliskiej osobie, bo sama już nie wiem, co dalej robić.
Sytuacja przedstawia się w następujący sposób: wydaje mi się, że mój partner cierpi na depresję. Z tego, co udało mi się posklejać z jego opowieści takie stany trwają bez mała od lat już kilkunastu i że jedyne, co odczuwa przez ten cały okres życia to smutek, zniechęcenie, brak poczucia jakiegokolwiek sensu. Do tego zauważyłam, że strasznie "lubi" sam się katować i bez ustanku słucham o tym, jaki jest beznadziejny, jak spaprał sobie życie, jak jest przegrany i za najwyżej kilka lat dołączy do pijaczków pod monopolowym. Te nastroje są chwiejne, raz jest odrobinę lepiej, raz mocno gorzej. Poranki są koszmarne, w ciągu dnia to wszystko jakoś się poprawia, ale chyba w żadnym momencie nie powiedziałabym, że jest dobrze. Ewentualna poprawa następuje tylko po jakichkolwiek środkach odurzających, których - nie ukrywam - jest za dużo w jego życiu. No i clue programu - zaczęłam wychwytywać w jego wypowiedziach jakieś aluzje do tego, że chciałby umrzeć. Nigdy nie był u psychiatry.
Bezskutecznie proszę go o to, żeby wybrał się do lekarza, żeby chociaż porozmawiać o tym, co mu się dzieje - tu napotykam na opór jak ściana. Nigdzie nie pójdzie, bo on nie jest chory, on ma taką osobowość, a nawet jeśli jest chory, to i tak jemu się nie da pomóc. Wczoraj niemalże na mnie nawrzeszczał i cały czas powtarza, że jest skazany na dno, a ja powinnam odejść, bo będę przy nim bardzo nieszczęśliwa, a on mnie tak kocha, że nie chce skazywać na los życia z nim.
Jak mu pomóc? Czy jest cokolwiek co można zrobić? Zaczynam myśleć, że to powoli przemienia się w kwestię życia i śmierci i potwornie się o niego boję. A może ja się mylę i rację ma on, twierdząc, że to nie choroba, tylko taki typ osobowości i nie da się tu pomóc?
Bardzo przepraszam, jeśli ten temat już gdzieś jest, ale nie udało mi się znaleźć.
Pozdrawiam.
Ostatnio edytowano 29 lis 2013, 18:22 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Połączono z uwagi na tematykę.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
29 lis 2013, 15:36

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez jazzowa 29 lis 2013, 18:04
cóż, cięrpię na to samo - ćpanie i chlanie nie są opcją wyjścia
czy depresja, ciężko stwierdzić, ale to lekarza trza sie wybrać
jeśli nie da leków, to na pewno psychoterapia, pilnie, dlugoterminowa i skuteczna ;)
lepiej złamcie mi serce niż nos.
Offline
Posty
459
Dołączył(a)
12 kwi 2012, 11:32
Lokalizacja
music music music

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez Po prostu maciek 29 lis 2013, 18:06
Mysle sobie ze ta chorobe napewn mam ;/
Rok 2015 będzie niewątpliwie inny.
Wraz ze zniknięciem Jej z mojego życia umarła połowa mnie. Natomiast druga połowa, która pozostała nienawidzi mnie jeszcze bardziej niż Ona.
Posty
2016
Dołączył(a)
17 lis 2013, 18:47

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez predicament 29 lis 2013, 18:09
jakbym czytala o sobie,
tylko moj stan nikogo nic nie obchodzi
i nikt na sile nie probuje mnie wykopac do lekarza
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
04 lis 2013, 18:29

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez vifi 30 lis 2013, 00:29
A może ja się mylę i rację ma on, twierdząc, że to nie choroba, tylko taki typ osobowości i nie da się tu pomóc?
Prędzej zaburzenie osobowości, a nie typ. Przy decyzji o pójściu do psychiatry czy psychologa praktycznie zawsze jest opór, trzeba tu sporo cierpliwości. Typ osobowości nie zniewala człowieka, zamykając w jakiś chorych rozważaniach. On może z tego wyjść tylko musi się leczyć. Samemu to będzie bardzo trudne.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez alpra 05 gru 2013, 02:34
Witam,
Dziękuję bardzo za rady. Chciałabym dowiedzieć się od Was jeszcze jednego - czy przy depresji mogą pojawiać się napady furii? Otóż dzisiaj mój chłopak upił się okropnie i zdemolował pół mieszkania. Zaczęłam się bać, że i ja przy okazji oberwę, nie wydawało się to mało prawdopodobne. Co robić, jeśli to wróci? Uciekać? W życiu się tak nie bałam, szczególnie, że przez ostatnie dni było wręcz fantastycznie, był radosny, chętny do życia... I nagle dzisiaj to. Czy to normalne zachowanie przy depresji?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
29 lis 2013, 15:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 22 gości

Przeskocz do