Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Denial

Użytkownik
  • Zawartość

    348
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Denial

    "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

    Czy ja wiem - i tak żaden nie może utrzymać uwagi na tym co mówię dłużej niż przez 15 sekund. Mówisz: boli mnie to i to i wszyscy natychmiast rzucają się do pomocy i sprawdzania swoich teorii. Trudno dorzucić do tego własną sugestię (już próbowałam). Ja tam w gabinecie to właściwie zbędna jestem, w sensie niefizycznym. Wiem, że wykluczanie kolejnych rzeczy to też jakiś progres, ale jestem już strasznie wykończona. Końca nie widać. Poprawy nie widać. Przyczyny nie widać. Nic nie wiadomo. I jeszcze te kolejki na NFZ... Koszmar. Net przejrzałam i naprawdę - mam pewnie co najmniej raka, albo coś gorszego. Ciężko znaleźć rozsądne informacje, za to jest pełno straszenia. Lepiej, żeby mi za bardzo na głowę z bólu nie padło, bo tu się do psychiatry czeka do października. A prywatnie miesiąc. Bardzo to wszystko ludzkie...
  2. Denial

    "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

    Biodra. Według netu to może być oczywiście wszystko. Zajrzałam kilka razy i za każdym razem się tylko zdenerwowałam. Ja się wolę nie diagnozować sama, bo nie mam do tego kwalifikacji.
  3. Denial

    Uzależnienie od alkoholu

    Jeśli ktoś ma ogromne opory przed odwiedzeniem AA, to w dzisiejszych czasach Wielka Księga (aka "Anonimowi Alkoholicy") jest naprawdę szeroko dostępna. Polecam sięgnąć w zaciszu własnego domu i dać sobie szansę. Może pomoże opory przełamać, może wzbogaci wiedzę, czy pobudzi do myślenia, może jakaś idea będzie interesująca?... Książka nie ugryzie, w żadnej formie i uważam, że jest warta przeczytania. Do rzucania picia silna wola nie jest potrzebna i naprawdę nie trzeba tego robić samemu. Po to są te grupy.
  4. Denial

    "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

    Lekarze nie mogą ustalić przyczyny mojego bólu... A jak bolało - tak boli. I ten ból już mi na głowę wchodzi. Będzie ponad miesiąc.
  5. Denial

    OPIPRAMOL (Pramolan, Sympramol)

    Skonsultuj się z lekarzem..... Leki mają to do siebie, że działają różnie, na różne osoby.
  6. Denial

    Problemy rodzinne

    Rozumiem. Tak myślę. Problem polega na tym, że nie będziesz tak mogła wiecznie i w pewnym momencie, będziesz musiała przejść do kolejnego etapu w życiu. Dodatkowo - unikanie utrwala ten lęk w Tobie. Przydałoby się nauczyć sposobów radzenia sobie z nim, żebyś mogła zrozumieć, że masz wybór, a potem się przełamać.To Ci się przyda na przyszłość. Łatwe pewnie nie będzie, na pewno nie na początku. Ale z tego co czytałam i słyszałam, a także doświadczyłam - to jest wykonalne. Sama oswoiłam niemożność odbierania i wykonywania telefonów w trakcie terapii. Myślę, że dobrze kombinujesz - jakbyś podjęła pracę usamodzielnienie mogłoby Ci po pewnym czasie przyjść naturalniej. Taka metoda małych kroków - nikt z dnia na dzień przecież się samodzielny nie staje i Ty też nie musisz. Możesz w swoim tempie. Chciałabym, żebyś nie poddała się myśli, że zawsze będzie tak, jak teraz. I nie musisz czekać, az jakiś warunek zostanie spełniony, żeby zacząć dochodzić do siebie. Możesz zacząć od teraz. Krok po kroku.
  7. Denial

    Starzec

    Mi to się skojarzyło z tym jak dzieci i małe zwierzęta kopiują zachowanie dorosłych. W ten sposób się uczą. I mogą nie wiedzieć o co chodzi, ale dalej kopiują. Naśladownictwo to podstawa nauki. Poza tym... skąd możemy wiedzieć, że starzec i uczniowie mieli na myśli to samo, skoro jak jest napisane - oni liczyli na sztukę czarnoksięską, a on myślał o rzeczach, o których nie mógł myśleć itp. ? :) Możliwe, że na bazie tego rysunku powstało w ich umysłach coś kompletnie innego, niż to, o czym myślał starzec. To jak wtedy, gdy ktoś bierze coś wyrwanego z kontekstu i na bazie tego tworzy własne teorie, które nie mają nic wspólnego z pierwotną myślą.
  8. Denial

    Problemy rodzinne

    Myślę, że gdy tylko będziesz w stanie powinnaś wyrwać się z domu, żeby dojść do siebie. Bo przejmujesz się sytuacją rodzinną, na którą nie masz wpływu i to się odbija na Twoim zdrowiu. Jak się wyrwiesz - będziesz mogla o siebie zadbać. Zacząć zdrowieć. Myślę, że jeśli mieszkasz gdzieś, gdzie jest grupa DDA, albo ośrodek terapii uzależnień, w którym prowadzą terapię dla DDA, to mogłabyś tam zajrzeć (to nic nie kosztuje). W grupie można znaleźć oparcie. A gdybyś powiedziała to, co tutaj napisałaś terapeucie, to myślę, że byłby w stanie Ci pomóc. W ten sposób - wyrywając się z domu i zapewniając sobie wsparcie, oraz pracując nad sobą - możesz nauczyć się zdrowych metod radzenia sobie. Takie działanie wielokierunkowe. Pewnie żal Ci zostawić brata, co? Oczywiście, jeśli przeprowadzka musi poczekać, bo nie czujesz się na nią gotowa, to grupa i terapia i tak mogłaby Ci pomóc. Wszystko w swoim czasie. Ja? Ja urodziłam się w domu, gdzie agresywny alkoholik rządził swoim terrorem. Od małego miałam w domu sceny rodem z "Lśnienia" (siekiery w drzwiach - długo mi się to śniło po nocach). Bił moją matkę. Pewnego razu próbowała popełnić samobójstwo. To ja ją znalazłam. Miałam całe trzy lata. To było moje pierwsze spotkanie ze śmiercią (w lot pojęłam o co chodzi i co się dzieje). Odratowano ją. Jak miałam 6 lat, to się w końcu wyprowadziłyśmy z tego piekła. Myślałam, że będzie spokój, ale matka zaczęła się kłócić z siostrą. Siostra uciekła z domu na wiele lat, a ja zostałam z matką i jej nieleczoną depresją. Jak dorosłam to też nie byłam zdolna do nawiązywania relacji z innymi, czułam, że jestem całkiem sama, a nie mogę się wyrwać, bo muszę się opiekować matką - no kto jej pomoże jak nie ja? Grupa i terapia mi pomogły. Dziś mam 27 lat, mieszkam samodzielnie i ciągle codziennie się uczę jak o siebie dbać. Mojej matce świat się nie zawalił. Żyje i sobie radzi beze mnie, a ja już nie poświęcam siebie i praw do własnego życia. Można.
  9. Denial

    Medytacja - nasza forumowa GRUPA WSPARCIA

    Z tego co ja wiem i co mi pomaga - trzeba pozwolić myślom przejść, a potem spokojnie wracać do oddechu. Jak się sobie pozwala myśleć - to się mniej myśli. Jak się nie pozwala - to myśli próbują pochłonąć całkowicie. Dzikuski jedne Właśnie to lubię w uważności. Że nie muszę się wyciszać. Że to nie jest cel tej medytacji. (Choć z czasem jest to przyjemny efekt uboczny).
  10. Denial

    Co dziś na obiad?

    Oczywiście, że wymówka. A tak serio, bez ironii, to jak chodzenie boli, to się nie łazi. Nie dam rady zejść i wejść po schodach. Dodatkowo jak się ma zwolnienie z zaleceniem nr 1 (leżeć), to się nie paraduje po mieście bez uzasadnionej potrzeby (np. wyjście do lekarza, lub do apteki/sklepu, czyli celem leczenia i zaspokojenia potrzeb podstawowych - pod wyjątkiem, że mieszkasz sam i nikt Ci nie może pomóc). Raz, że to sabotowanie powrotu do zdrowia, dwa, że ktoś z pracy może Cię zobaczyć i to zgłosić i będzie miał rację. Skoro miałeś leżeć, a chodzisz i robisz radośnie zakupy, to może nic Ci nie jest, albo nie próbujesz zdrowieć i nie zasługujesz na zwolnienie? Jak leżeć - to leżeć. I wracać do zdrowia. Jasna sprawa.
  11. Denial

    Co dziś na obiad?

    Dyskopatia. I chyba zapalenie stawów. Chyba. A dziś na obiad jajko sadzone.
  12. Denial

    Rzeczywistość mnie przeraża

    O. Właśnie. Świat bywa niesprawiedliwy.
  13. Denial

    czego aktualnie słuchasz?

    Akurat w tej chwili słucham Taylor Swift, o. [videoyoutube=QcIy9NiNbmo][/videoyoutube] I się tego nie wstydzę
  14. Denial

    Rzeczywistość mnie przeraża

    Szukanie tzw. "drugiej połówki" i upatrywanie w tym zbawienia jest bez sensu. Każdy z nas powinien zrozumieć, że sam jest całością i choć jest inny niż wszyscy, to to jest ok i niczego mu nie brak. Zdrowy związek tworzą dwie osoby. Nie dwie "połówki"... Szukanie sensu życia poza sobą jest z założenia błędem, co się okaże prędzej czy później... Druga osoba może być impulsem, ale to nie jedyna droga. Prawdziwą siłę trzeba znaleźć w sobie. Nigdzie indziej jej nie ma...
  15. Denial

    Rzeczywistość mnie przeraża

    Byłam w podobnym miejscu co Ty. Podobnym, bo skończyłam studia (dzięki stypendium socjalnemu). Jak jednak wiesz - z pracą jest koszmarnie trudno. Tak, liczą się znajomości (których nie miałam). Rozglądasz się wokół i widzisz ludzi, którzy nie musieli pracować tak ciężko na cokolwiek, bo mieli lepszy start w życie, np. kompletną rodzinę, opiekę z ich strony, czy pieniądze. Tkwiłam w takiej pasywnej postawie bardzo długo. Teraz kilka rzeczy, których się nauczyłam. - Życie rozdaje każdemu jakiś komplet kart. Jak w pokerze. Dziś jesteś panem, jutro możesz być bankrutem i - uwaga - nie jest aż tak ważne jakie karty masz, tylko jak nimi grasz. - Są rzeczy na które mamy wpływ i takie na które wpływu nie mamy. Zajmowanie się nimi, to strata energii. - Jest statystycznie niemożliwe, żeby po iluś wysłanych CV nie zostać zaproszonym na absolutnie żadną rozmowę. - Każda rozmowa uczy czegoś więcej. Rozmowa to nauka. Przede wszystkim. - Celem szukania pracy jest uczciwe szukanie pracy. Nie znalezienie pracy już, teraz, zaraz, natychmiast. Szukanie. Skup się na szukaniu. Znalezienie to bonus. Jak z podlewaniem roślin. Podlewanie to szukanie. Kwiat - to znalezienie. Najpierw trzeba podlewać... - Mi pomogło ustalenie planu. Szukanie rozpaczliwymi zrywami, cały dzień, raz na jakiś czas wpędza w doła i wyczerpuje psychicznie. Lepiej założyć sobie realny pułap do osiągnięcia dziennie. Np. Wysyłam 3-5 dziennie. Nie mniej, nie więcej. Jak wysłałam - swoją powinność uczyniłam I nie mam do siebie pretensji w ten sposób. Z tego co zauważyłam wielu młodym osobom przydarza się taki kryzys, jak mnie, czy Tobie. Taki kryzys wieku średniego w wieku lat 20. Bo kończą szkołę, kończy się etap życia i są rzuceni na głęboką wodę. W szkole nikt nie uczył prawdziwego życia! Np. kiedy i z czym do jakiego urzędu pójść. Przez lata przyzwyczajamy się do podlegania jakiejś strukturze, a nagle zostajemy w takim buszu codzienności, bez wskazówek i żadnej opieki. Starsi od nas łażą i stękają jak to kiedyś było dobrze. Nawciskali nam kitu, ze trzeba się uczyć i to zagwarantuje sukces. Ale czasy się zmieniły i ta metoda już się nie sprawdza. Musimy się troszczyć sami o siebie i to szybko. Żal jest uzasadniony i masz do niego prawo. Do rozczarowania też. Ale czy to ma Cię złamać? Nie musi. Przerzucanie odpowiedzialności na państwo, rodziców, los, Boga, sprawiedliwość (świat nie jest sprawiedliwy - przykro mi, ale to prawda), może być nieuzasadnione, lub nawet uzasadnione, ale na pewno nie zmieni Twojej sytuacji. A Ty potrzebujesz zmiany sytuacji. Nie szukaj bezpieczeństwa w innych ludziach. Każdy walczy o własne bezpieczeństwo. Oczywiście, że inni mogą być wsparciem - ale wtedy gdy obie strony mają już to własne bezpieczeństwo wywalczone. W innym wypadku wisisz na kimś i ciągniesz go w dół. To nie fair. Świat może nie być fair - ale Ty możesz. Tak, Ty musisz chcieć się zmienić. Popieram. Jak ktoś nie chce, to niewiele można zrobić. Możesz się zmienić. Fakt, ze to piszesz na forum to dobry znak. Bo rozglądasz się za opcjami... Nie wiem czy to co napisałam Ci coś pomoże. W najgorszym układzie: nawet pasywność kiedyś się wyczerpuje, człowieka trafia szlag i bierze się za siebie i los we własne ręce. Tylko po co tak długo czekać, skoro można zacząć w tej chwili. Niektóre szkoły i kursy policealne mają sens. W wielu miastach brakuje np. fryzjerów. Szukając pracy, możesz zobaczyć kogo najbardziej potrzeba w Twojej okolicy. Może to będzie jakiś pomysł. Opracuj sobie realny plan... Zastanów się czego chcesz dla siebie. Co chcesz robić. I jak zamierzasz to osiągnąć. Często słyszę pierdzielenie, że wyznacz sobie cele. Dobra, ok - to ważne. Ale wiesz co ważniejsze? To jak zamierzasz do nich dotrzeć. Te kroczki, które musisz zrobić, żeby tam dotrzeć. Nie zapomnij o pomyśleniu i o nich. Mogę pisać i pisać, bo strasznie Ci współczuję (pamiętam jak okropne to było), ale wiem, że musisz sama się przemóc... Masz na to szansę. Pomyśl o tym.
×