Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Natręctwa myśli....

przez killer1983 18 sie 2011, 07:08
czy natręctwa mogą być demonami przeszłości?

Czy trafiają się u Was natręctwa które są jakby demonami przeszłości? Tzn. robiliście coś kiedyś czego bardzo się wstydzicie i z powodu czego macie wyrzuty sumienia a dzisiaj przejawia się to pod postacią natręctw?
Ostatnio edytowano 18 sie 2011, 08:29 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na zbliżoną problematykę
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
12 lut 2011, 10:23

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 18 sie 2011, 08:47
killer1983, Przede wszystkim natręctwa związane są z sytuacjami, których doświadczyliśmy w przeszłości.Zaburzenie ma to do siebie, że przważnie związne jest z dzieciństwem.Z tym czego wymagali od nas rodzice. Przykład: Idealnego porządku na biurku, Karanie za bujanie w obłokach. Czasami odkrycie przyczyny powoduje, że objawy się zmniejszają.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez uspiony 18 sie 2011, 09:10
Dla tych obytych z natręctwami mam pytanie. czy to są nienormalne natręctwa wg. medycyny
- wypatrywanie przez okno czy z autem wszystko ok, obawy czy zaciągnąłem ręczny, obawy czy czasem nie zarysowałem auta przy parkowaniu. Wczoraj mi się tak przytrafiło. Zostawiłem auto na ulicy. Pozamykałem ładnie, ręczny zaciągnąłem, a później naszły mnie obawy czy na pewno ten ręczny zaciągnąłem. Do tego obawy czy nie zarysowałem auto przy parkowaniu. Kilka razy wstawałem z łóżka i szedłem do okna zobaczyć czy z autem wszystko ok.
- dotykanie często kieszeni z portfelem, aby sprawdzić czy na pewno tam jest. Mam tak bardzo często jak jestem w mieście. Co chwila macam czy mam portfel. Nie wiem czy to normalne, ale trochę mnie to denerwuje, bo dziwnie to chyba wygląda :mrgreen:
Coś straciłem. Nie jestem do końca pewien co... ale wiem, że nie zawsze czułem się taki... uśpiony. Ale wiecie co? Nigdy nie jest za późno, żeby to odzyskać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
232
Dołączył(a)
02 sty 2010, 18:16

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Natręctwa myśli...

przez killer1983 18 sie 2011, 09:12
Czasami czytałam że ktoś ma myśli homoseksualne bo kiedyś jako dzieciak bawił się w to lub próbował jak to jest. Dzisiaj przejawia się to pod postacią natręctw. Ja na przykład mam czasami myśli ,,zrób to i to" (tutaj jest sytuacja z dzieciństwa której bardzo się wstydzę i mam ogromne wyrzuty sumienia z tego powodu) bo inaczej stanie się coś złego. Wiem, że tego nie zrobię, ale sama myśl o tym przyprawia mnie o straszny lęk że mogłabym znowu to zrobić.

-- 18 sie 2011, 08:16 --

Aha, i muszę przyznać że mechanizm jest zawsze dokładnie ten sam przy każdym natręctwie - niesamowity lęk, zdenerwowanie, niepewność czy przypadkiem nie ulegnę i wściekłość na siebie.
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
12 lut 2011, 10:23

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 18 sie 2011, 09:25
uspiony, ciekawy artykuł, przeczytaj streszczenie:

Niewinny, wydawałoby się, nawyk obgryzania paznokci przez niektórych zaliczany jest do nerwic natręctw, a przez innych do zaburzeń osobowościowych. W każdym razie w tej samej kategorii mieszczą się i dziwniejsze zaburzenia, takie jak wyrywanie włosów (trichotillomania), zjadanie ich (trichofagia) oraz skubanie skóry (dermatillomania). Ludzie cierpią na powyższe zaburzenia latami, często mimo leczenia. Choroba zwykle pojawia się w okresie dojrzewania i znacznie częściej dotyka kobiet niż mężczyzn.

Chorzy na trichotillomanię nie potrafią się powstrzymać od wyrywania włosów z głowy, z nosa, brwi, rzęs lub innych włosów na ciele. Często mają łysy placek na głowie albo w ogóle nie mają brwi lub rzęs. Zazwyczaj starają się ukryć brakujące owłosienie, np. zakładając perukę czy nosząc sztuczne rzęsy.
Trichofagia może, ale nie musi wiązać się z trichotillomanią. Polega na gryzieniu i połykaniu włosów, w skrajnych przypadkach może nawet doprowadzić do śmierci. Dzieje się tak, ponieważ organizm ludzki nie trawi włosów i na przestrzeni lat w jelicie tworzy się z nich coraz większa kula, która może zostać usunięta jedynie w wyniku ryzykownej operacji.

Do samookaleczenia prowadzi też dermatillomania. Chorzy nagminnie skubią, szczypią, gryzą lub drapią skórę na twarzy, szyi, plecach, brzuchu czy rękach, ponieważ przynosi im to uczucie ulgi. Przy czym często jest to dla nich tak samo bolesne, jak dla wszystkich innych.
Jedną z odmian dermatillomanii jest trądzik przeczosowy (neurogenny), zaliczany do nerwic. Chorzy obsesyjnie drapią i wyciskają najmniejsze zmiany skórne. Zakażenie roznoszone jest po całej twarzy (czasem też dekolcie czy plecach) i początkowo łagodna odmiana trądziku przeradza się niekiedy w makabryczny stan - powstają rany, wybroczyny, strupy i blizny; niektórzy w desperacji posuwają się do odcinania pryszczy za pomocą cążków i nożyczek. Osoby cierpiące na to zaburzenie permanentnie myślą o niedoskonałościach swojej skóry, unikają wychodzenia z domu i przebywania z ludźmi. Często mają też depresję i myśli samobójcze, nierzadko chorują na anoreksję.

Ta ostatnia choroba często bywa wiązana z perfekcjonizmem, który sam w sobie też, zdaniem znawców, może stanowić jednostkę chorobową. Patologiczni perfekcjoniści nigdy nie osiągają w życiu satysfakcji, ponieważ nic nie jest dla nich dostatecznie dobre; proste czynności zajmują im mnóstwo czasu. Drżą na myśl o popełnieniu błędu i potrafią ganić siebie nawet całymi dniami z powodu np. niewłaściwie użytego wyrazu.

Chorobliwy perfekcjonizm przypomina zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, czyli nerwice natręctw. Ich istotą jest odczuwanie przymusu wykonywania jakichś czynności, które w skrajnych przypadkach wypełniają właściwie cały dzień i uniemożliwiają normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Dla wielu chorych taką czynnością jest mycie rąk - kilkanaście, kilkadziesiąt, a nawet kilkaset razy dziennie. Skutkiem może być zniszczenie skóry dłoni, przy czym osoba może zaniedbywać mycie innych części ciała.

Inni dotknięci schorzeniem muszą wykonywać pewne sekwencje ruchów w określonych sytuacjach, np. kilkakrotnie przeskakiwać przez próg lub gasić i zapalać światło. Chorzy często zdają sobie sprawę z tego, że zachowują się dziwnie, przez co tylko odczuwają wstyd i mają niższe poczucie własnej wartości, ale nadal nie są w stanie zaniechać wykonywania uporczywych rytuałów.

Również osoby cierpiące na rozmaite fobie zazwyczaj mają świadomość, że inni w podobnych sytuacjach się nie boją, ale strach pozostaje nie do przezwyciężenia. Lękowi towarzyszą objawy, takie jak kołatanie serca, przyspieszenie oddechu, zawroty głowy, pocenie się, czerwienienie, drżenie mięśni i inne. Ludzie mogą panicznie bać się nie tylko pewnych zwierząt (choćby tak małych, jak pająki), wysokości, zamkniętych pomieszczeń, otwartych przestrzeni, ciemności czy lotu samolotem - istnieją też mniej znane fobie.

Przykładem jest emetofobia, czyli strach przed wymiotami: takie osoby mogą w ogóle nie wychodzić z domu w obawie, że ktoś mógłby przy nich zwymiotować. Inni zaczynają się bać, że zwymiotują, kiedy tylko zrobi im się choć trochę niedobrze, co sprawia, że jest im jeszcze bardziej niedobrze, tworzy się błędne koło i może dojść do tego, że przy najmniejszym stresie jest im niedobrze. Są też tacy, którzy boją się cokolwiek jeść, bo mogliby to zwrócić.

Niektórym strach przed wodą uniemożliwia picie z przezroczystej butelki czy szklanki. Inni krzyczą i wierzgają, kiedy ktoś ich dotknie. Jeszcze inni odczuwają tak silny strach na widok krowy, że nie są w stanie przejść przez pole, na którym te zwierzęta się pasą, ba, nawet zdjęcie krowy całkowicie wyprowadza ich z równowagi. Paniczny lęk mogą też wzbudzać kwiaty, wiatr, liczby, kolory, podejmowanie decyzji, siadanie, połknięcie powietrza... Swojej nazwy doczekał się nawet strach przed przylepieniem masła orzechowego do podniebienia (jest to arachibutyrofobia).

Istnieją też fobie społeczne, które nie pozwalają cierpiącym na nie osobom jeść w restauracji, spacerować po ulicy, telefonować. Zwykle jednak ludzie ci potrafią utrzymywać normalne kontakty z najbliższą rodziną, czego nie można powiedzieć o hikikomori, czyli osobach, które w pełni wycofują się z życia społecznego. Do tego stopnia, że wychodzą ze swojego pokoju tylko wtedy, kiedy muszą iść do toalety. Cierpiący na to zaburzenie to przede wszystkim Japończycy, w ok. 90% płci męskiej. Zapadają na chorobę w wieku kilkunastu do dwudziestu kilku lat, przestają się uczyć, nie pracują, a spędzają czas głównie surfując po internecie. Mieszkają z rodzicami i jeśli w ogóle wychodzą z domu, to nocą - np. po płytę z muzyką, ale z reguły po jedzenie na wynos. Czasem jednak jedzą tylko to, co matka zostawi im pod drzwiami. Niektórzy żyją w ten sposób nawet kilkanaście lat - zwykle do czasu, kiedy zgodzą się uczestniczyć w rozbudowanych już w Japonii programach włączania hikikomori w życie społeczne.

Dla osób dotkniętych fobią społeczną najgorszą rzeczą jest bycie w centrum uwagi, a z kolei chorzy na zespół Münchhausena za wszelką cenę starają się właśnie to osiągnąć. Ludzie ci pozorują różne dolegliwości lub specjalnie robią sobie krzywdę, by zyskać zainteresowanie i współczucie otoczenia. Pokrewnym zaburzeniem jest zastępczy zespół Münchhausena: celowe ranienie podopiecznego (zwykle dziecka, rzadziej innej bliskiej osoby pozostającej pod opieką osoby cierpiącej na zaburzenie), również w celu zwrócenia uwagi na siebie i utrzymywania kontaktów z personelem medycznym.

I na koniec jeszcze jedno zaburzenie, które większości ludzi prawdopodobnie równie ciężko jest zrozumieć: przemożna chęć pozbycia się przynajmniej jednej ze swoich kończyn. Chorzy za wszelką cenę pragną amputacji zdrowych kończyn, ponieważ nie są zadowoleni ze swojego ciała w obecnym kształcie. Zazwyczaj wiedzą dokładnie, czy ma to być kończyna lewa, prawa czy obie i gdzie noga, ręka czy dłoń mają zostać obcięte, np. kilkanaście centymetrów nad kolanem. Pragnienie bywa tak silne, że niektórzy np. strzelają sobie w nogę lub kaleczą ją piłą, żeby tylko wymusić na chirurgach dokonanie amputacji. Opisano przypadek mężczyzny, który po utracie ręki w wyniku wypadku nadal był tak samo zdeterminowany, by pozbyć się obu nóg.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Natręctwa myśli...

przez jmirekj 18 sie 2011, 13:07
Witam jestem tu nowy.Moj psychiatra twierdzi ze tej 36 letniej pani operowanej na natrectwa w Bydgoszczy wszczepienie eletrod nic nie pomoglo.Wie ktos cos na ten temat?
Pare lat temu w Bydgoszczy wypalano dziurke w mozgu i to tez nic nie dalo.
Moze ktos cos wie?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 sie 2011, 12:57

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 18 sie 2011, 13:10
jmirekj, tak....bo to nie jest skuteczna metoda, niestety. Nawet mogą wystąpić powikłania po takim zabiegu.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Natręctwa myśli...

przez killer1983 18 sie 2011, 14:05
Monika1974,
kim jesteś że tak spytam? Widzę na tym forum jak wielu osobom doradzasz i wspierasz.
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
12 lut 2011, 10:23

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 18 sie 2011, 14:10
killer1983, Jak to kim? Takim samym człowiekim jak Ty! :smile:
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Natręctwa myśli...

przez killer1983 18 sie 2011, 14:16
Ok :-)
Trochę skoryguję swoją wcześniejszą wypowiedź:

Może inaczej,
wiem że myśli typu ,,zrób to i to bo inaczej stanie się coś złego" nie są prawdziwe, więc udało mi się to olać (za przeproszeniem) i tego nie robię i nie rusza mnie to. Bardziej wygląda to tak, jakbym miała zrobić coś, z powodu czego mam ogromne wyrzuty sumienia i tu pojawia się lęk z obawy, że może ulegnę. W ogóle moje natręctwa są związane chyba z moją niską samooceną (dzięki mojej mamie) i wyrzutami sumienia. Trafiają w moje ukochane i najbliższe osoby i dają w kość.
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
12 lut 2011, 10:23

Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 18 sie 2011, 14:18
killer1983, dobrze opisałaś ten mechanizm.
Powiedz, leczysz się jakoś? Leki, terapia?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Natręctwa myśli...

przez killer1983 18 sie 2011, 14:33
Mianowicie, odbyłam kilka porad internetowych (miały formę
psychoterapiii) u Pana Dariusza Rudasia (z Krakowa). Bardzo mi one
pomogły, aczkolwiek Pan psycholog powiedział że wskazaniem byłoby
odbycie psychoterapii ,,oko w oko" ze specjalistą abym mogła
przepracować swoje problemy (przez internet nie da się). Rozpoznał u
mnie zaburzenia emocji (natrętne myśli i lęki). Prawdopodobnie przyczyna
leży w moich relacjach z moją mamą, do której mam dużo żalu.
Chciałabym być znowu szczęśliwa, odzyskać radość życia. Chcę to
zrobić dla siebie i dla moich Skarbów, czyli dla męża i córci. Są
całym moim życiem.

Na dzień dzisiejszy i tak jest o wiele lepiej. Najgorszy
był początek (zaczęło się w styczniu tego roku) kiedy nie widziałam
co się dzieje. Moje natrętne myśli i lęki trafiły w moją ukochana
córcię a następnie cudownego męża (myśli o pedofilii, innej
orientacji i chorobie psychicznej, zrobieniu krzywdy najbliższym a teraz inne cholerstwo). Jeszcze
pół roku temu postukałabym się w głowę gdyby ktoś mi powiedział że
będę miała taką sytuację. Byłam bardzo szczęśliwa. Cudowny mąż,
jeszcze cudowniejsza córcia (nasze oczko w głowie). W jeden dzień moje
życie zmieniło się w piekło na ziemi. Dzisiaj jest już czyściec;-)
Ale przeraża mnie to wszystko, a wyrzuty sumienia są najgorsze. Na
szczęście nauczyłam się lekceważyć te myśli, aczkolwiek potrafią
być dokuczliwe.
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
12 lut 2011, 10:23

Natręctwa myśli...

przez magdam22 18 sie 2011, 18:02
killer1983, doskonale wiem co możesz czuć. Sytuacja gdy nasze wstrętne natręctwa dotykają myśli o najbliższych nam osobach jest zawsze nie do zniesienia. A to właśnie nerwica chce z nami zrobić - zniszczyć nasz spokój, zabrać nam nasze szczęście, sprawić że życie będzie jednym wielkim umartwieniem. Nie można sobie na to pozwolić. Życie samo w sobie przynosi nam zbyt wiele prawdziwych poważnych problemów, z tymi urojonymi trzeba walczyć. Nie powiem Ci jak - bo sama szukam tej metody, ale trzymam za Ciebie mocno kciuki.

U mnie schemat był taki- dzieciństwo miałam fajne, wspaniali dziadkowie, ciepła miła rodzina,na świat przyszła moja siostra, było jeszcze lepiej. Aż w końcu w małżeństwie moich rodziców zaczęło się psuć, rozpętało się prawdziwe piekło. awantury dotykały wszystkich domowników, a ja z kochanej córeczki rodziców stałam się obiektem wyzwisk, wyładowywania gniewu, nieustannych oczekiwań. W moim życiu wszystko musiało/musi być idealnie - jeśli nie było/nie jest, to źle. Zaczęłam mieć poczucie winy z powodu tego że żyję. I zaczęłam wymyślać różnego rodzaju historie,które napędzają moje koło nerwicowe. Wszystkie wiążą się z uzyskaniem pewności, czy jeśli zrobię coś strasznego - to moje najbliższe osoby mnie nie odrzucą... Zaczęłam sobie wmawiać choroby zakaźne, to że pójdę do więzienia, bo kogoś zabiłam, że rozbieram się na ulicy i ośmieszam przed ludźmi. Realnie wiedziałam, że żadna z tych rzeczy nie ma miejsca - jednak nie potrafiłam przestać o tym myśleć i kiedy już przełamałam się i powiedziałam o mojej nerwicy wpadłam w błędne kółko pragnienia uzyskiwania wiecznych zapewnień, czy jeśli będę miała hiv, to mój chłopak mnie nie odrzuci? czy jeśli zamkną mnie do więzienia, bo kogoś zabiłam, to moja mama mi pomoże i nie odwróci się ode mnie? itd. itd...

W chwili, w której obecnie jestem, czuję się spełniona. Mam fantastyczne studia, o które walczyłam z wielkim trudem i na które udało mi się dostać, mam chłopaka, na którym w każdej życiowej sytuacji mogę polegać, jednak natręctwa sprawiają, że moje życie wciąż jest pozbawione kolorów. Nie jest miło żyć ze świadomością śmierci, własnej niepoczytalności czy zabójstwa na sumieniu. jak na razie to zabijam tylko własne ja.
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
17 sie 2011, 15:02

Natręctwa myśli...

przez Haniuszka 18 sie 2011, 18:21
Jakie to prawdziwe co piszecie... Ja również pozbyłam się większości przykrych objawów, które nękał mnie od miesięcy, teraz odczuwam jedynie lekkie niepokoje zwłaszcza pod wieczór, niepokoje typu - a może jednak jesteś chora psychicznie? Może kiedyś popełnisz samobójstwo? Albo zabijesz kogoś? Na szczęście te myśli są cieniem tamtych dawnych i nie zajmują mnie dłużej niż chwilę, po której się "otrząsam". Niestety gdy tylko spojrzę na wiadomości, albo w gazetę, wszędzie doniesienia o samobójcach lub mordercach, chorych a to na depresję, a to co innego... Jak ten młody chłopak z Jersey... To wcale nie pomaga, bo natrętna myśl karmi się takimi informacjami. A może ty też skończysz tak jak oni? Eh.... zmaganie się z samym sobą to najcięższa z walk. Bo dobrze znasz swoje słabostki.
Haniuszka
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: EWS i 5 gości

Przeskocz do