Kim jesteś, kogo dotyka nerwica natręctw?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Kim jesteś, kogo dotyka nerwica natręctw?

przez malami 20 lip 2006, 14:31
Zastanaiwam się kogo dotyka nerwica natręctw. Ja mam 19 lat i zaczynam studia na pedagogice specjalnej. Mam normalną kochająca sie rodzinę i chłopaka z którym bardzo się kochamy i jesteśmy szczęsliwi. Wszystko bylo by cudownie gdyby nie moja nerwica. A jak jest z wami?
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
14 cze 2006, 11:45

przez samotny 20 lip 2006, 20:08
Witaj malami!!! No ja też mam 19 lat, kochającą rodzinę , jestem kawalerem i mam pełno marzeń a od października chcę studiować stosunki międzynarodowe...nerwica nie jest mi wcale obca.
U mnie wszystko się zaczęło w LO pod koniec 1 klasy, zachorowałem na nerwicę wegetatywną spowodowaną przemęczeniem(zakuwałem po nocach) i silnym stresem szkolnym....bardzo trudno mi było potem chodzić do szkoły żeby nie złapał mnie znowu atak stresu i uczucie duszności...z czasem się przyzwyczaiłem i po woli wychodziłem na prostą...po zakończeniu roku pojechałem na wspaniały obóz (zdarzało mi się zamartwiać o swoje zdrowie, z resztą takie myśli od pierwszego takiego incydentu towarzyszą mi do dzisiaj jeszcze czasami)...no i w 2 klasie wszystko jakby powoli wracało do normy...zacząłem ostro jeździć rowerem górskim żeby nie myśleć i odreagować od stresu...schowałem swoje ambicje do kieszeni i było sympatycznie...aż do momentu pojawiania się natrętnych myśli w 3 klasie na różne tematy z początku myśli że mógłbym źle zakręcić gaz itp. nie przejmowałem się tym za bardzo bo wielu ludzi tak ma...ale potem było coraz gorzej..myśli zaczynały dotyczyć moich bliskich..moich przyjaciół...i to były różne straszne myśli typu że w jakiś sposób mógłbym komuś zrobić krzywdę ...to jest coś strasznego potem się zadręczałem wyrzutami sumienia ..dlaczego ja tak pomyślałem przecież jestem dobrym człowiekiem nikomu nigdy nie zrobiłem krzywdy i nie zamierzam, jestem przeciwny agresji i przemocy...a tutaj takie myśli..przerwa świąteczna była straszna...po woli zacząłem się izolować i niemalże całe święta bez wychodzenia przesiedziałem w domu z obawy że gdy wyjdę na dwór to natrętnych myśli będzie jeszcze więcej...no i przyszła szkoła normalny rytm...i moje wyjścia ograniczały się do szkoły...pobliskiego sklepu i raz w miesiącu wypad do baru ze znajomymi...wielkimi krokami zbliżała się matura i koniec roku a w szkole batalia o oceny....czułem się wypompowany bez energii śmiało mogę powiedzieć że lekka deprecha, przez rozpamiętywani natrętnych myśli i cały czas zastanawianie skąd one się biorą...zmarnowałem dużo czasu...i przeszkadzało mi to w nauce...pociaszałem się myślą że jakoś to będzie i samo minie...nie minie i nie minęło...wkóńcu czułem się już z tym tak źle że zacząłem chodzić do psychologa...ale to był słaby psycholog niczego się od niego nie dowiedziałem..jego praca ograniczała się do hasełka dzień dobry ..co pana trapi..słuchał i mówił hmm to bardzo dobrze że pan gadatliwy napewno da się rozwiązać ten problem a na dzisiaj dziękuje i tyle słuchał mnie jak słup i żadnych reakcji...pochodziłem do niego miesiąc...i powiedziałem sobie że narazie nie będę się skupiał na nerwicy i psychologach bo zbliża się matura i na tym trzeba się skoncentrować...kiedyć będąc w 1 klasie bałem się bardzo matury i myślałem że nie wiem jak to będzie jak ją zdam..do tego moja nerwica...a tutaj maturka poszła na luzie i nie potrzebny był stres...którego w sumie na egzaminach nie było....maturkę zdałem teraz czekam na wyniki czy się dostałem na studia...natrętne myśli męczą mnie nawet czasami do ego stopnia że zdarzało mi się płakać po nocy i bardzo użalać się nad sobą....nawet mam lęk przed wychodzeniem samemu z domu...ale po woli go przełamuję...już niebawem podejmuję leczenie ...zamierzam iść do psychiatry i walczyć z tym jakże strasznym zjawiskiem jakim jest nerwica natręctw...to ciągłe obwinianie się o myślenie na które nie ma się wpływu jest naprawdę straszne i blokujące ....mam 19 lat i niechcę sobie zepsuć życia..chcę znowu żyć cieszyć się...nie bać się życia...a nie izolować i użalać nad plątaniną jaką robią nam w mózgu natrętne myśli...wiem że samemu nie da się z tego wyjść...i mam pełną tego świadomość że odwlekając wizytę u lekarza daję przewagę nerwicy..
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
18 maja 2006, 16:18
Lokalizacja
Opole

Avatar użytkownika
przez jowita 22 lip 2006, 20:02
witaj!ja jestem matka 3 dzieci,mam 29 lat i lecze sie na nerwice prawie 6 lat
Może zawsze trzeba najpierw przejsc przez piekło......by zrozumiec czym naprawde szczeście jest.....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
24 maja 2006, 09:35
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez problemik 24 lip 2006, 22:35
Ja mam 16 lat i czuje ze mam problem z ta choroba :( moja matka choruje od około 10 lat na nerwice a ja sam nigdy nie przypuszczalem mysli ze sam tez moglbym chorowac na nerwice, wszystko zaczelo sie od trzesienia rak, trzesa sie prawie caly czas, i mocniejsze trzesienie nastepuje gdy sie zdenerwuje :( nie biore żadnych leków sam staram zwalczac to psychicznie, ale rak nie moge za nic opanowac, co chwile wydaje mi sie ze musze sprawdzic czy sie dalej trzesa i tak w kółko a gdy widze jak sie trzęsą denerwuje mnie to i zawsze zastanawiam sie dlaczego zaczely sie trzasc i dlaczego to wszystko sie zaczelo :( przez ta trzesawke trace mnóstwo radosci z zycia :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
24 lip 2006, 22:28

przez Maga 31 lip 2006, 21:00
Mam 19 lat, można powiedzieć, że jestem już studentką pedagogiki:) Ale nawet ten fakt nie daje mi spokoju, czuję potrzebę sprawdzania na koncie czy na pewno dostałam się na ten kierunek, czy na pewno zostałam przyjeta. Nie jestem niestety niczego do końca pewna, nie wierzę.:( Tak jest z większością sytuacji. Np w szkole tysiac razy potrafiłam sprawdzać wypracowanie, nigdy nie byłam zadowolona. Sprawa z czytaniem, sprawdzaniem wszystkiego (m.in. pieniedzy, drzwi, dokumentów), analizowanie poszczególnych sytuacji.

Mam kochających rodziców, moja rodzina nie jest obecnie idealna, ale kiedyś była dla mnie perfekcyjna. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie ma super idealnych rodzin i to pomaga dalej się zmagac z życiem:) Przeżyłam maturę, mam psa, słucham muzyki:) Uwielbiam Dostojewskiego, czytam obecnie Idiotę i Psychopatologię nerwic Kępińskiego, co w mojej sytuacji, jak wiecie z własnych doświadczeń nie jest takie proste i naturalne, niestety:(
"W życiu piękne są tylko chwile"
"Czemu mnie zostawił, czemu się oddalił?"
"Chcę spotkać w tym dniu człowieka co czuje jak ja..."
"Być człowiekiem znaczy być sztucznym"
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
31 lip 2006, 18:24
Lokalizacja
XYZ

przez Aga1 03 sie 2006, 18:17
Tak sobie myśle jesteście tacy mlodzi i juz zmagacie sie z nerwica.Przeciez ja tez bylam w waszym wieku i ze ma bylo podobnie z tym ze ja mialam ojca alkocholika i od tego sie u mnie wszystko zaczęło. Rozmawiałam niedawno z moją lekarka psychatra jak to jest ze tacy młodzi ludzie już zmagają sie z nerwica. Powiedziała mi że juz w podstawowce jest nakaz wielu rodziców , aby dzieci sie bardzo dobrze uczyły. Zaczyna sie rywalizacje.Pierwsze porażki a potem lek przed rodzicami , dlaczego to nie ja bylam najlepsza. Rodzice chca chwalic sie przed rodzina i znajomymi jakie mają zdolne dziecko, a czesto sie zdarza że trudno to wszystko przez ich pocieche udżwignąc.Nie daja rady i tak tworzą sie nerwice.Potem gimnazjum, liceum no i oczywiście studia. Dziecko powinno zdac na jak najlepszy kierunek. Pomyślcie czy podobnie nie było z wami. Radze sie tez leczyc bo jezeli dostaniecie od zycia mocniejszego kopa to nerwica bedzie sie pogłebiać .A wtedy zaczyna robic sie błedne kolo.Możecie stracić wiele lat życia tak jak ja straciłam.
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

przez Kama1234 25 sie 2006, 09:04
Ja jestem trochę "kobietą po przejściach" (mam 32 lata) i wiem,że to z tych przejść właśnie ta nerwica się wzięła, co nie znaczy, że jako nastolatka byłam wzorcem zdrowia psychicznego! Byłam przewrażliwona, często z depresją, choć nie mogłam narzekać na traumatyczne dzieciństwo i złe warunki.
Tak to jest, że jednostki wrażliwe cierpią bardziej, niż inni - tym się pocieszam, że nie należę do gruboskórnych... Spójrzcie retrospektywnie choćby na artystów i twórców - rzadko który jest pozbawiony wszelkich nałogów, szczęśliwy i ufnie patrzący w przyszość. Wielu z nich wybrało śmierć samobójczą, wielu łykało psychotropy, wielu popadło w alkoholizm, bo ból świata i wrazliwość była w nich tak wielka, że nie mogli sobie z tym poradzić "na sucho".
Na pustym niebie piękny jest lot sokoła...
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
17 sie 2006, 15:20
Lokalizacja
Katowice

przez mocarz 25 sie 2006, 10:26
witam,ja też mam już tego naprawdę dość.co ja złego w życiu zrobiłem że muszę cierpieć?nikogo nigdy nie skrzywdziłem przemocą fizyczną(no...zdarzało się w dzieciństwie...).W wieku 9 lat przeżyłem wypadek, po którym obudziłem się w szpitalu.Myślę, że po tym zdarzeniu bardzo się zmieniłem:zacząłem się lękać ludzi, życia, stałem się przewrażliwiony(taka kompilacja objawów nerwicy i depresji).Wszystko próbowałem kryć śmiechem.Miałem od samego początku przeczucie, że coś jest ze mną nie tak.Potem szkoła średnia,większe problemy,duży stres,lęk przed dziewczynami(nie uwierzycie chyba, ale tak było),od których się odwracałem i uważałem je są nic nie "warte".Byłem w dużym błędzie.Zazdrość,chciałem być twardy.Moja ambicja chyba mnie doprawiła do tej choroby.Przy mówieniu zacinałem się.Dzień w dzień byłem przekonany o swojej ważności,tzn.o to chodzi, że myślałem ciągle o sobie.Inni mieli przyjaciół, a ja wkurzałem się na to ,że nikt mnie nie akceptuje,potem nerwica wegetatywna.Objawiała się ona strasznym bólem w klatce piersiowej i spięcie takie jak porażenie prądem.Wszystklo robiłem w określonym porządku, czyli mycie twarzy,szczotkowanie zębów,smarowanie twarzy maściami(miałem kiedyś krosty tak jak większość z Was),jakiś łupież się wdał także.Często odwiedzałem dermatologów.Oni nic nie zdziałali.Może dlatego , że za często "dotykałem" palcami swojej twarzy...Obecnie leczę się u psychologa i psychiatry.Rodzice myślą, że wszystko jest w porządku.Mama się denerwuje na moje ekscesy.I tak się zamyka koło nerwicy.
pozdro dla nerwicowców
.::Niepokój nie zatrzyma nieszczęścia, ale zatrzyma radość::.
http://www.dkafan.fora.pl/
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
25 mar 2006, 01:00

Avatar użytkownika
przez listonosz 25 sie 2006, 11:43
witam mam 40 lat u mnie nerwica jak pamietam byla zawsze no od25 lat choc wczsniej niezdawalem sobie z tego sprawy wiele zeczy wplywa na stany nerwicowe oto niektore 1 dziediinstwo 2 dom rodziny 3 srodowisko 4 praca 5 miejsce zamieszskania 6 moja osobowosc wnetrze wiem ze to ogulnikowe kazdy punkt mozna by bylo omawiac osobnopozdrowienia dla wszystkich
Miłosc zwycięża
Avatar użytkownika
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
22 sie 2006, 23:03
Lokalizacja
chorzow

przez psycholozkaWtoku 25 sie 2006, 12:12
ja mam 22 lata,studiuje psychologie,dzieci jeszcze nie mam.Koszmarne leki trapily mnie w dziecinstwie...plakalam,nie spalam w nocy itp.ciagle majac wyrzuty sumienia z powodu roznych spraw,niektore byly dosc zabawne np.raz uroilam sobie,ze oddychajac kradne innym powietrze;]]O ile dobrze pamietam wszystko zaczelo sie w 3 klasie,kiedy na religii siostra kazala nam robic rachunki sumienia czesto (byly w katechizmie takie szczegolowe pytania) i mialam taka paranoje,ze moja bardzo wierzaca matka powiedziala mi nawet,ze jak nie chce to mam nie chodzic do Kosciola!!Mam matke psychologa,wiec dla mnie wstydem bylo ziwerzanie sie z tych glupot,jeszcze ona taka bardzo racjonalna kobieta jest...No,ale mowilam jej,a ona prostowala to moje myslenie.Potem leki przytrafialy sie rzadziej,gdyz jestem bardzo otwarta na swiat i nie lubie samotnosci,a bardzo sie innymi za to zajmowac....i po prostu nie bylo czasu myslec!Depresje mialam co miesiac,dopiero po pojsciu na studia zdystansowalam sie do swiata bardzo....strasznie duzo nieszczesc mialo miejsce przez te 3 lata....i wzmocnilam sie psychicznie bardzo przez to!Czasem sie przytrafiaja leki i nie raz chce mi sie ryczec z ich powodu,ale nie daje im sie i przechodza.Jak mowie najlepiej sobie znalezc inny punkt zainteresowania niz siebie....bo egocentryzm jest typowy dla nerwicy.Mnie to pomaga...w samotnosci wieksza szansa,ze lek wroci...teraz niedawno podczas sesji na studiach mnie dopadlo,gdyz siedzialam sama i zestresowana w pokoju,ale juz odzyskalam rownowage psychiczna;]Pozdrawiam.
Posty
34
Dołączył(a)
17 sie 2006, 21:42

przez kruha 26 sie 2006, 22:14
Z tego co napisala Aga to moja 12 letnia corka ma duze predyspozycje zeby miec nerwice. A wszystko za moja sprawa - matki furiatki ktora by chciala lepszych wynikow w szkole. Cora jest dyslektykiem i ma problemy z nauka czego ja do konca nie jestem w stanie zrozumiec. Ma juz pierwsze objawy stresu - czeste bole brzucha.Kilka razy byla w szpitalu na obserwacji wyrostka i gastroskopii.
Boze... ja naprawde jestem potworem
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
25 sie 2006, 19:00

Avatar użytkownika
przez Marcia 27 sie 2006, 00:45
a ja mam 20 lat... jestem osoba po przejsciach jakby to wielu nazwalo... od dziecinstwa borykalam sie z przemoca psychiczna ze strony obojga rodzicow... zdarzalo sie tez ze fizyczna...
moje pierwsze wspomnienie to matka z nozem blagajaca zeby ojciec ja zabil... zeby sie bardziej nie znecal nad nia...
potem pierwszy upadek ze schodow ... zwalila mnie matka bo szukala nozyczek ktore sama gdzies schowala... nevermind...
potem ciagle pretensje i problemy... ze szkola... ciagle byla wzywawie mamusi zeby przyszla i porozmawiala z nauczycielami...
brak akceptacji przez grupe... ciagle odrzucenie...
13 lat... pierwsze proby samobojcze... 14 lat... pierwsza plukanka zaladka... i jedyna mysl zeby zauwazyli ze jestem...
potem byl monar trafilam tam uzalezniona od lsd i extazy tabletek szczescia ktore sprawialy ze bylam obok...
potem alkohol majac 16 lat znalam wszystkie smaki nalewek na rynku...
troche spokoju...
az w wieku 18 lat rzucilam szkole i poszlam do pracy...
zwiazki z czasem i gdzies tam spotykanymi facetami... od taki sobie sex...
potem poznalam Krzycha... a moze byl juz w czasie tego wszystkiego...
bycie matka w zwiazku... wspolne mieszkanie... i pokolei mnie ludzie wyrabywali... robili mnie w konia... az okazalo sie ze przez milych wspolokatorow bede miala wyrok... udalo mi sie z tego wybrnac... ale...

teraz od dwoch miesiecy zyje tylko z tym jedynym... i na swoim... pracuje jestem niezalezna... ale...
ciagle boje sie ze wszystko wroci...
teraz jestem jednym klebkiem nerwow...
i znow zakwitna maki i storczyki...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
89
Dołączył(a)
19 sie 2006, 16:51
Lokalizacja
z Poznania

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do