Derealizacja. Depersonalizacja.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez Victorek 25 mar 2010, 00:02
Gdyby ktoś chciał o DD pogadać to zapraszam na GG:5464702
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez magdalenabmw 25 mar 2010, 11:20
inka87 napisał(a):magdalenabmw, jak to zrobiłaś, że się tego pozbyłaś?? terapia, leki czy poprostu samo przeszło??


Jak zaczęłam chorować na nerwicę to zaczęłam brać leki- przez ok. 4 miesiące Asentrę, i przez dwa miesiące 2mg benzo dziennie (Clon i Xanax)- wspomagająco do Asertinu. Jak odstawiłam Asentrę (po czterech miesiącach) to miałam derealizację jeszcze jakieś 2 miesiące a może i mniej i przeszło z dnia na dzień. Ale faktycznie- zaakceptowałam ten stan. Chociaż było mi cholernie ciężko, bo DD jest dla mnie najgorszym koszmarem i boję się okrutnie że kiedyś wróci a wtedy zwariuję :-| . Teraz wiem że organizm tak reaguje na jakiś duży stres, szok. Pozdrawiam.
magdalenabmw
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Łukasz29 25 mar 2010, 23:09
Witam

Mam pytanie. Biorę od kilku tygodniu Xanax w bardzo małej dawce (0.125 raz/dwa razy dziennie), jednak pojawiają się skutki uboczne.
Mianowicie sypiam dużo mniej (6-7h dziennie). Opadam z sił o 22-23 i nie mogę nic poradzić na to że wstaję o 5-6 rano.
Czy to normalne po zażywaniu Xanaxu?
PS.Oprócz tego leku biorę również Seroxat.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
25 mar 2010, 23:01

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 26 mar 2010, 01:37
Łukasz29,

Jeśli masz 29 lat to 7-8 godzin snu to optymalna długość snu.
Jeśli wstajesz o 5 czy 6:00 rano to normalne,że opadasz z sił o 22:00, 23:00.
Ile godzin chciałbyś sypiać?

Rozumiem,że Xanax masz stopniowo odstawiać?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez diki991 02 kwi 2010, 11:06
Na początek link: http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=376

Jeden z lepszych artykułów o nerwicy jaki przeczytałem na prawdę polecam.

Teraz do rzeczy. Jestem na tym forum nowy ale często czytam niektóre posty. Jestem nerwicowcem, który od roku nie bierze leków i cieszy się życiem czasem bardziej czasem mniej. Początek mojej przygody z nerwicą był dość nieoczekiwany ale jak się później okazało choroba dawała swoje oznaki dużo wcześniej. W gimnazjum miałem natręctwa dotyczące seksualności. Chociaż jestem heteroseksualny i nie wyobrażam sobie życia bez kobiet to wkręciła mi się myśl że jestem gejem. Była to dla mnie straszna trauma gdyż w sercu wiedziałem że to nieprawda jednak musiałem toczyć ciężki bój. Udało się!!! Od 3 gimnazjum zero natręctw aż do 1 liceum. Zaczęły się myśli na tle egzystencji. Ciągłe szukanie odpowiedzi o sens życia, po co to wszystko, w końcu kryzys wiary mimo że byłem ministrantem i byłbym do teraz ale nie mam czasu bo w tym roku matura. Znowu toczyłem ciężki bój i znowu zwycięstwo!!! No i w końcu 2 liceum. Najgorszy okres w moim życiu. Myśli o zrobieniu krzywdy osobom mi najbliższym. Do tego nieprzespane noce, ogromne bóle brzucha, pocenie się, zero radości z życia. Myśli że to schizofrenia dobijały mnie jeszcze bardziej. Wizyta u psychiatry i jasna diagnoza: nerwica natręctw. Temu wszystkiemu towarzyszył oczywiście syndrom DD. Początkowo brałem Hydroksyzyne, potem Fevarin. Po roku brania odstawiłem leki. W czasie kuracji strasznie bolał mnie żołądek czułem się jak naćpany. Ale pomogło!!! Czułem że wszystko jest na dobrej drodze. No i w końcu 3 liceum. Apogeum syndromu DD i ciągłe pytania o sens życia. Powiedziałem sobie, że dam rade bez leków. Czytałem na różnych forach o źródłach nerwicy jak z nią walczyć. No i w końcu któregoś dnia dotarłem do jakiegoś artykułu( niestety nie mogę go znaleźć). Przeczytałem tam, że większość nerwic ma swoje podłoże właśnie z braku sensu życia. Człowiek, który jasno się zadeklaruje po którejś stronie tzn. jestem ateistą albo jest BÓG dopiero wtedy określa w pełni swoje człowieczeństwo. Moja wiara do momentu nerwicy to było po prostu kontynuowanie rodzinnych tradycji, skupienie się na całej oprawie a nie na istocie. Człowiek to istota złożona z dwóch części tej fizycznej i tej psychicznej. Jesteśmy tak niesamowici, piękni, wielcy , że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dopiero kiedy uświadomiłem sobie, że ciągłe szukanie sensu leży po prostu w ludzkiej naturze uspokoiłem się. KLUCZEM JEDNAK JEST ODKRYCIE WŁASNEGO JA. Nerwica to wielka tragedia ale jednocześnie dar. Ja dopiero dzięki niej potrafiłem zajrzeć w głąb siebie i inaczej spojrzeć na świat. Czasami nawet myślę, że jestem trochę za dojrzały.

Powiem jednak szczerze, że każdy mój dzień to zastanawianie się nad sensem. Ale z każdą chwilą jest coraz lepiej. Nachodzą mnie jeszcze lęki ale daje rade. I nie chodzi tu o to, że nie chce brać leków, po prostu można dać sobie z tym rade. Zaakceptowałem , że jest to część mnie. Może przyjdzie taki dzień , że poczuje że jestem zdrowy w 100% a nie tak jak teraz w 90. Myślę, że te 10% będą mnie jeszcze kosztować dużo ciężkiej walki. ALE MÓWIĘ WAM WARTO WALCZYĆ!!!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 kwi 2010, 10:15

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez mateusz2100 06 kwi 2010, 13:54
WITAM... MI SIĘ UDAŁO WYJŚĆ Z ,,DD"... I Z NATRĘCTW TAKŻE ,ALE JUŻ NIGDY NIE POCZUJĘ SIĘ TAK JAK CZUŁEM SIĘ PRZED CHOROBĄ.... MAM GORSZA ODPORNOŚĆ NA STRES ITD... TO JUŻ SIĘ ZAKODOWAŁO... POZA TYM JUŻ NIE RAZ MYŚLAŁEM ,ŻE TO JUŻ KONIEC TEGO SHITU... NO ,ALE Z NERWICĄ TO JAK Z TAKĄ PARABOLĄ... NAJPIERW JEST SIĘ NA GÓRZE I JEST OK, A ZA CHWILE W JEDNEJ SEKUNDZIE WJEŻDŻA ,,MATRIX" I NIE WIADOMO CO Z SOBĄ ZROBIĆ ... PÓKI CO CZUJĘ SIĘ B.DOBRZE... ZNÓW CIESZĄ MNIE TAKIE ZWYKŁE RZECZY JAK WIOSNA JAK ROZKWITAJĄCE PĄKI ITD... CZUJE WEWNĘTRZNĄ RADOŚĆ ITD... BIORĘ CO PRAWDA LEKI ,ALE ZACZYNAM POWOLI Z NICH SCHODZIĆ, DUŻO POMAGA TERAPIA.... POZDRO !!! :great:
"tez z tym walczyłem" ..... da sie z tym wygrac

Wiem, że czasami bywa źle, ale zapamiętaj jedno – po każdej ciemnej nocy przychodzi jasny dzień. Więc nieważne, jak jest, wypnij klatę, trzymaj głowę w górze i poradź sobie z tym.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
11 maja 2007, 15:49
Lokalizacja
Poznan

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Pstryk 06 kwi 2010, 14:06
mateusz2100, nom to gratuluję - jeśli możesz, napisz jak się uporałeś z tym wszystkim. Zawsze to jakaś sugestia dla tych, którzy nadal się z tym borykają.

Jako osoba z lekką fobią społeczną moim podstawowym środkiem komunikacji jest samochód - oaza bezpieczeństwa w miejskim buszu... Niestety, nasiliła się bardzo derealizacja - trafianie nie do swojego domu i tracenie orientacji w terenie gdy idę pieszo to już nic w porównaniu do tego, co odczułam dzisiejszego poranka, gdy wsiadłam do samochodu - długo się zastanawiałam, czy to moje auto w ogóle, nawet musiałam koleżankę pytać o potwierdzenie, potem nie mogłam ogarnąć tego, co się działo na drodze prowokując parę nieprzyjemnych sytuacji. Martwi mnie to szczególne, ponieważ moja praca jest uzależniona od poruszania się samochodem... a na pracy mi zależy.
Pstryk
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez mateusz2100 06 kwi 2010, 16:22
Hey PSTRYK... Rozumiem Cię doskonale... co mogę zasugerować , na pewno wiem ,że to co Ci się dzieję i każdy już to wie to wynik lęku... nawet tego podświadomego... Pamiętam jak jechałem autem do mojej lekarki to też byłem w takim stanie jakim opisujesz... zadawałem sobie takie pytania jak ,, co to jest za świat " czy on istnieje... czy ja to ja " dlaczego wszystko jest takie inne... nie mogłem sobie wbić do głowy normy bo po prostu to trzymało... też miałem taki okres ,że auto było moim azylem... na zewnątrz było dużo gorzej... powiem Ci na moim na przypadku... zacząłem od 7miu lat bo od takiego czasu trwa moje nerwica... najpierw wegetatywna... później zaburzenia lękowo-depresyjne ( przeszedłem jeden poważny epizod depresyjny ) i właśnie wtedy zaczęło się najgorsze zawsze bałem się leków ,ale wtedy nie miałem wyboru... zacząłem rok temu w lutym brać regularnie leki po 3ech mieś zaczynało wszystko wracać do normy ,ale leki to połowa sukcesu ... ja sobie pomagałem tak ,że np. każdego dnia mówiąc do nerwicy w myślach w osobie ,, wynoś ty demonie jeden!! " hehe wiem że to smieszy,ale jakoś to działało na podświadomość i pomagało... zacząłem akceptować ten stan nie pogrążać nie zastanawiać dlaczego tak jest... po prostu żyłem jakiś czas z dnia na dzień nim się obejrzałem to po prostu minęło i teraz jak sobie pomyśle o jakimś DD nie czuciu siebie to myślę.... mhm co ja miałem ja już nie wiem jak to jest """ jedno wiem nie można się położyć np, w łóżku jak jest kiepski stan tylko cały czas się czymś zajmować... i tak też robiłem wróciłem do pracy... zacząłem więcej spotykać się znajomymi... jedno co mnie dobiło w tym wszystkim to to ,że przez tą chorobę straciłem kogoś ukochanego ... bo chociaż chciałem nie umiałem okazywać uczuć... powiem krótko tabletki to 50% sukcesu reszta to psychoterapia no i to ,że trzeba sobie wmawiać ,że życie jest zbyt krótkie i piękne ,żeby stawać w miejscu przez nerwice , te wszystkie fobie itp... na pewno bardzo pomaga terapia grupowa.... i dementuje to ,że w szpitalach jest źle... mam znajomego ,który był w szpitalu w Międzyrzeczu... i wyszedł z ciężkiej depresji ... wszystko da się pokonać ,, Ból przemija a chwała trwa wiecznie " Pozdrawiam... poczytaj moje wcześniejsze posty wiele tam opisywałem o swoich objawach i o tym jak sobie z tym radze... i co najczęściej to powoduje.... :papa:

[Dodane po edycji:]

ak ,że np. każdego dnia mówiąc do nerwicy w myślach w 3 osobie ,, wynoś się ty demonie jeden!! " -poprawka bo zjadłem słówko...
"tez z tym walczyłem" ..... da sie z tym wygrac

Wiem, że czasami bywa źle, ale zapamiętaj jedno – po każdej ciemnej nocy przychodzi jasny dzień. Więc nieważne, jak jest, wypnij klatę, trzymaj głowę w górze i poradź sobie z tym.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
11 maja 2007, 15:49
Lokalizacja
Poznan

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez stefi 06 kwi 2010, 22:47
Pstryk,napisał (nz stronie116)o miejskim buszu ,bardzo mi się to spodobało.Często myślę czy cywilizacja nie jest wiekszym buszem od prawdziwego buszu ,ktory rowniez jest niebezpieczny.
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
13 paź 2009, 17:37

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez diki991 08 kwi 2010, 17:27
Czy waszym zdaniem nie branie leków jest już oznaką wyzdrowienia? . Ja nie biorę leków od około roku. Nadal mam uczucie lęku i napięcia ale nie w takim stopniu co wcześniej. Obecnie mam coś na wzór DD jednak ogranicza się to tylko do ciągłych pytań: "jak to jest że ja jestem?", "dlaczego jestem?", "czy ja na prawdę jestem?". Wcześniej towarzyszyło temu poczucie przytłoczenia i bardzo duże zaburzenie poczucia rzeczywistości. Staram się z tym walczyć w taki sposób, że po prostu to bagatelizuje i wszystko sobie logicznie tłumacze. Ale to tłumaczenie jest strasznie męczące i dlatego nie czuje się w pełni zdrowy. Ostatnio miałem taki okres, że przez około tydzień byłem wolny od tego myślenia i byłem prawie całkowicie zajęty myśleniem o rzeczach naturalnych. Nawet śmiałem się z siebie, że wcześniej zadawałem sobie te pytania, że to takie głupie. Ale te pytania od pewnego czasu znów mi towarzyszą. Do tego dochodzi strach, że stracę kontakt z rzeczywistością. Ja w swoim wypadku postawiłem tezę, że będę wolny kiedy znikną te wątpliwości. Wcześniej tłumaczyłem sobie, że to morze dojrzewanie i zwykłe pytania egzystencjalne, jednak u człowieka bez nerwicy takie pytania nie wywołują lęku i nie dezorganizują jego życia. Chciałbym móc do takich pytań podchodzić jak normalny człowiek, czasami myślę, że to już nigdy nie będzie możliwe i bardzo mnie to łamie. Niby cieszę się życiem, chcę się rozwijać, ale jak mam się rozwijać w swoim człowieczeństwie skoro nawet nie mam fundamentów ponieważ są zachwiane przez te ciągłe, głupie pytania. I to moim zdaniem jest największa tragedia nerwicy, że rozwój jest strasznie utrudniony. Zwykły człowiek nie musi się przebijać przez gąszcz pytań i lęków.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 kwi 2010, 10:15

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez magdalenabmw 08 kwi 2010, 17:30
diki991 napisał(a):Czy waszym zdaniem nie branie leków jest już oznaką wyzdrowienia?


Nie. Ja nie biorę leków od dwóch lat, a wcale nie jestem zdrowa. Leki nie leczą przyczyn, tylko tłumią objawy. To czy je się je czy nie je niewiele znaczy...

[Dodane po edycji:]

p.s. Mateusz, fajnie się czyta Twoje opowieści. :smile:
magdalenabmw
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez gregory21 08 kwi 2010, 19:38
witam ,wlasnie wrocilem z katowic , bylo dzis naprawde fajnie , chodzi o dzien.. troche nakrecania sie ale jak to powiedziala pani psych. wysmiej to , wkoncu jestes HISTRYKIEM... az do teraz , jade autem znam okolice ale czuje wszystko takie obce.. wrocilem do domu osiedle znam tu kazda dziurke ale wszystko takie dziwne jakby nie swoje:(( boje sie tego troche... moze ja juz zwariowalem...:( ide do znajomych moze przejdzie... a jesli nie :hide: :why: co to jest , dlaczego znowu do mnie dopadlo:( z wieloma rzeczami sobie radze juz a teraz to :why:

[Dodane po edycji:]

a moze to objaw uboczny rexetin-u dzis 6 ty dzien...:(
gregory21
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 08 kwi 2010, 19:46
gregory21,

Coś z tym histeryctwem należałoby zrobić. Grzesiek....zapytam wprost...masz zamiar sam uporać się z emocjami?Bez ich konfontacji ze samym sobą?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez bilonajr18 08 kwi 2010, 20:29
Co myślicie o piciu alkoholu, kiedy ma sie (choruje się) na DD. Oczywiście mam tutaj na myśli sytuację gdy nie bierze się leków bo łączenie psychotropów z alkoholem to raczej nie jest dobry pomysł. Bo ja tak sobie ostatnio myślałam- ZAŁÓŻMY, że przestane brac leki z jakiegos tam powodu i czy ze spokojem bede piła? wątpie. myślę że doznania po alkoholu jeszcze bardziej poglębią odczucie odrealnienia. Najgorsze jest to, że musze tłumaczyć wkółko moim znajomym że nie piję bo np. mam chora tarczyce(taka sobie chorobę wymyśliłam, gdyż tylko moja najlepsza przyjaciółka wie o moich problemach i to nie do końca nawet) marzę o takich normalnych rzeczach jak wyjscie na piwo ze znajomymi a nie na herbate bo wszyscy patrzą na mnie jak na debila no nie oszukujmy się. Moi znajomi to rozumieją oczywiście ale jak poznaję kogoś nowego to patrzy na mnie jak na aliena-jak to 19 lat i nie pije alkoholu! mówię to oczywiście z przekąsem ale to jest kolejna 'drobna' sprawa która składa się na całość zwaną DD. Pozdrawiam.
Czy to nie smutne, że większość ludzi musi zachorować, by zdać sobie sprawę z cudowności życia?
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
20 lut 2010, 20:50

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 31 gości

Przeskocz do